Widok
Zagadka 4,69
Zafascynował mnie biedronkowy proszek do prania kolorów w mojej łazience.
Waga: 4,69 kg. Nie 4,5 czy 5,0.. ale właśnie 4,69.
Nie jest to 10 funtów angielskich, bo by było 4,54 kg.
Co więcej: nie są to również funty portugalskie (co byłoby dosyć logiczne).
Gmerając, znalazłem, że to nie tylko Biedra ma taki ewenement. Znalazłem również np. Vizir czy Ariel zapakowany w takiej właśnie ilości.
Czy ktoś zna jakieś wytłumaczenie?
Nie musi być racjonalne ;D
Waga: 4,69 kg. Nie 4,5 czy 5,0.. ale właśnie 4,69.
Nie jest to 10 funtów angielskich, bo by było 4,54 kg.
Co więcej: nie są to również funty portugalskie (co byłoby dosyć logiczne).
Gmerając, znalazłem, że to nie tylko Biedra ma taki ewenement. Znalazłem również np. Vizir czy Ariel zapakowany w takiej właśnie ilości.
Czy ktoś zna jakieś wytłumaczenie?
Nie musi być racjonalne ;D
To podrzucaj część do mnie. Moja pralka notorycznie jest niedokarmiona.
Ciemnych zazwyczaj styka, czyli upranie suki (czy kota sąsiadki) przy okazji w grę nie wchodzi, ale zawsze jest niedosyt jasnych i niewyważona pralka mi potem łazi po łazience.
No dobra.. drepcze w miejscu, bo za dużo swobody nie ma :D
Ciemnych zazwyczaj styka, czyli upranie suki (czy kota sąsiadki) przy okazji w grę nie wchodzi, ale zawsze jest niedosyt jasnych i niewyważona pralka mi potem łazi po łazience.
No dobra.. drepcze w miejscu, bo za dużo swobody nie ma :D
Sprawa jest banalna.
Jak wiadomo bowiem proszek na duże pranie nie może być za ciężki, tak aby średnio każda niewiasta mogła go udźwignąć i przytargać ze sklepu. Nie może być tez za lekki, ponieważ nie byłby to duży proszek tylko mały.
Okazuje się, ze robiąc wykresy, licząc punkty przecięcia i analizując dane statystyczne, to optymalnym dużym proszkiem jest proszek na 67 prań.
Jak tez powszechnie wiadomo aby się dobrze wyparło trzeba sypnąć nie mniej nie więcej, tylko dokładnie 70 gram.
Teraz już prostą drogą dochodzimy do wyniku 67 x 70 = 4690 g
Nie wiem o co ta cała histeria.
Jak wiadomo bowiem proszek na duże pranie nie może być za ciężki, tak aby średnio każda niewiasta mogła go udźwignąć i przytargać ze sklepu. Nie może być tez za lekki, ponieważ nie byłby to duży proszek tylko mały.
Okazuje się, ze robiąc wykresy, licząc punkty przecięcia i analizując dane statystyczne, to optymalnym dużym proszkiem jest proszek na 67 prań.
Jak tez powszechnie wiadomo aby się dobrze wyparło trzeba sypnąć nie mniej nie więcej, tylko dokładnie 70 gram.
Teraz już prostą drogą dochodzimy do wyniku 67 x 70 = 4690 g
Nie wiem o co ta cała histeria.
Kopiąc wczoraj w poszukiwaniu wytłumaczenia "zagadki 4,69" natrafiłem na dwie ciekawostki.
- 432/440. Wg mnie: bzdet, do którego dorabia się ideologię "na siłę".
- rezonans Schumanna. Zjawisko oparte na solidnych podstawach teoretycznych (z tego, co czytałem: wyliczone TEORETYCZNIE z równań Maxwella dla wnęki rezonansowej a dopiero sporo lat później zaobserwowane fizycznie). MOŻE mieć odniesienie do pracy naszych mózgów - temu nie jestem w stanie zaprzeczyć ani w żaden sposób tego zweryfikować.
Za diabła natomiast nie kumam, dlaczego częstotliwość podstawowa rezonansu Schumanna miałaby się od lat 80/90 gwałtownie zwiększać. Żadne zmiany środowiskowe na to szczególnego wpływu nie mają. Zmiany w jonosferze mogą ew. powodować wzrost amplitudy częstotliwości harmonicznych - ale na same częstotliwości wpływ mają znikomy.
To mówię ja, Jarząbek Wacław, który sam liczyłem w swoim czasie równania Maxwella i bawiłem się na laborkach z wnękami rezonansowymi :D
- 432/440. Wg mnie: bzdet, do którego dorabia się ideologię "na siłę".
- rezonans Schumanna. Zjawisko oparte na solidnych podstawach teoretycznych (z tego, co czytałem: wyliczone TEORETYCZNIE z równań Maxwella dla wnęki rezonansowej a dopiero sporo lat później zaobserwowane fizycznie). MOŻE mieć odniesienie do pracy naszych mózgów - temu nie jestem w stanie zaprzeczyć ani w żaden sposób tego zweryfikować.
Za diabła natomiast nie kumam, dlaczego częstotliwość podstawowa rezonansu Schumanna miałaby się od lat 80/90 gwałtownie zwiększać. Żadne zmiany środowiskowe na to szczególnego wpływu nie mają. Zmiany w jonosferze mogą ew. powodować wzrost amplitudy częstotliwości harmonicznych - ale na same częstotliwości wpływ mają znikomy.
To mówię ja, Jarząbek Wacław, który sam liczyłem w swoim czasie równania Maxwella i bawiłem się na laborkach z wnękami rezonansowymi :D
Generalnie biedra słynie z tego że robi szacher-macher na opakowaniach produktów i to co w innych sklepach ma pojemność 500ml w biedrze ma 475 albo 465 czyli płacisz mniej i może nie zorientujesz się że za mniej.
Pierwsza rzecz to ma ci się wydawać że kupujesz prawie 5 kilo proszku
a druga to może być fizyczna wytrzymałość opakowania gdzie waga produktu nie może przekroczyć 4,7kg bo inaczej opakowanie nie wytrzyma ciężaru
albo nie kombinować z wagą tylko z objętością :)
Pierwsza rzecz to ma ci się wydawać że kupujesz prawie 5 kilo proszku
a druga to może być fizyczna wytrzymałość opakowania gdzie waga produktu nie może przekroczyć 4,7kg bo inaczej opakowanie nie wytrzyma ciężaru
albo nie kombinować z wagą tylko z objętością :)
"Pierwsza rzecz to ma ci się wydawać że kupujesz prawie 5 kilo proszku"
Bzdura.
Od lat ceny w sklepach nie wynoszą np. 5zł tylko 4.99, bo typowy mózg interpretuje to jako tańszy produkt niż gdyby kosztował 5.
Bzdura.
Od lat ceny w sklepach nie wynoszą np. 5zł tylko 4.99, bo typowy mózg interpretuje to jako tańszy produkt niż gdyby kosztował 5.
A dlaczego coca-cola ma w biedrze 1.75l , bo może ....
Biedronka robi na tyle duże zamówienia u producentów że producentom opłaca się dostosować produkt pod widzi mi się biedronki , ty jako klient zapamiętujesz cenę i to czy butelka jest duża czy mała, nie przeliczasz coca-coli na zł/litr , a nawet jak przeliczasz coca-colę to nie przeliczasz twarożku, proszku i 500 innych produktów
Biedronka robi na tyle duże zamówienia u producentów że producentom opłaca się dostosować produkt pod widzi mi się biedronki , ty jako klient zapamiętujesz cenę i to czy butelka jest duża czy mała, nie przeliczasz coca-coli na zł/litr , a nawet jak przeliczasz coca-colę to nie przeliczasz twarożku, proszku i 500 innych produktów
Zdziwiłbyś się, bo może nie tyle przeliczam, co zwracam uwagę na cenę za 1 kg, która jest jak wół na cenówkach.
I o ile rozumiem względy handlowe, przemawiające za 1,75l coli (której i tak nie kupuję) czy 0,9l oleju, to nadal wartość 4,69 pozostaje dla mnie wielką zagadką.
BTW: odkryłem jeszcze jeden "kwiatek" w tym proszku. Podany jest skład - ile procent czego. Suma procentów wynosi od 30 do 50% (bo niektóre składniki są podane w ilości od-do). Czyli tyle jest proszku w proszku ;)
A gdzie reszta? Czy producent nie ma aby prawnego obowiązku podawania pełnego składu?
Fascynujące, ile tajemnic może kryć się w banalnym proszku :D
I o ile rozumiem względy handlowe, przemawiające za 1,75l coli (której i tak nie kupuję) czy 0,9l oleju, to nadal wartość 4,69 pozostaje dla mnie wielką zagadką.
BTW: odkryłem jeszcze jeden "kwiatek" w tym proszku. Podany jest skład - ile procent czego. Suma procentów wynosi od 30 do 50% (bo niektóre składniki są podane w ilości od-do). Czyli tyle jest proszku w proszku ;)
A gdzie reszta? Czy producent nie ma aby prawnego obowiązku podawania pełnego składu?
Fascynujące, ile tajemnic może kryć się w banalnym proszku :D
"Fascynujące, ile tajemnic może kryć się w banalnym proszku :D"
Gdybyś miał nowy telefon, to pewnie nigdy byś się nie dowiedział jaki skład ma proszek ;D
A mi się właśnie mózg zlasował...
Bo po pierwsze skydiver podał najbardziej racjonalne rozwiązanie...
Chociaż... 70 gram na jedno pranie to ~8 łyżek stołowych proszku!!!!
Ja sypię jedną (garść) a jak próbuje więcej, to zostaje na ubraniach, mało tego dziewczyna na mnie krzyczała kiedyś, że taka garść to i tak za dużo...
Więc teoria, że opakowanie 4,69 kg wystarcza na 67 prań to chyba jakiś żart, albo masz opiłki metalu w tym proszku ;)
Bo mi wystarcza na ~7-8x więcej.
Tak więc się pogubiłem...
Ale to jeszcze nic, ślepej kurze czasem też trafia się ziarno, więc szambonurek mógł mieć tutaj trochę racji...
Bardziej przeraziło mnie to, co zobaczyłem na moim proszku.
Po pierwsze, 4kg niby też starcza na 50 prań (a mi na... 400?)... ale to nic...
Najlepsze jest to:

A na opakowaniu nie ma ŻADNEJ innej informacji o wadze ;)
Ktoś coś? Jakaś kobieta może wyjaśni? :O
Gdybyś miał nowy telefon, to pewnie nigdy byś się nie dowiedział jaki skład ma proszek ;D
A mi się właśnie mózg zlasował...
Bo po pierwsze skydiver podał najbardziej racjonalne rozwiązanie...
Chociaż... 70 gram na jedno pranie to ~8 łyżek stołowych proszku!!!!
Ja sypię jedną (garść) a jak próbuje więcej, to zostaje na ubraniach, mało tego dziewczyna na mnie krzyczała kiedyś, że taka garść to i tak za dużo...
Więc teoria, że opakowanie 4,69 kg wystarcza na 67 prań to chyba jakiś żart, albo masz opiłki metalu w tym proszku ;)
Bo mi wystarcza na ~7-8x więcej.
Tak więc się pogubiłem...
Ale to jeszcze nic, ślepej kurze czasem też trafia się ziarno, więc szambonurek mógł mieć tutaj trochę racji...
Bardziej przeraziło mnie to, co zobaczyłem na moim proszku.
Po pierwsze, 4kg niby też starcza na 50 prań (a mi na... 400?)... ale to nic...
Najlepsze jest to:

A na opakowaniu nie ma ŻADNEJ innej informacji o wadze ;)
Ktoś coś? Jakaś kobieta może wyjaśni? :O
Byle jakie zdjęcie zrobiłeś. Co jest napisane w prawych dolnych rogach (na rysunkach opakowań)?
A propos ilości proszku na pranie - proszek zostaje, jeśli jest go za dużo w stosunku do ilości wrzuconych brudów. Jeśli wypełnisz pralkę ilością np. 4,5 kg, to wsypujesz przypisaną ilość proszku, jeśli robisz kawalerskie lekkie pranie, wsypujesz mniej, bo inaczej będziesz go strzepywał później z ubrań ;)
A propos ilości proszku na pranie - proszek zostaje, jeśli jest go za dużo w stosunku do ilości wrzuconych brudów. Jeśli wypełnisz pralkę ilością np. 4,5 kg, to wsypujesz przypisaną ilość proszku, jeśli robisz kawalerskie lekkie pranie, wsypujesz mniej, bo inaczej będziesz go strzepywał później z ubrań ;)
Teoria prawdziwa, o ile pralka dobiera ilość pobranej wody do ilości prania.
Jeśli zawsze pobiera tyle samo wody, to jest wręcz odwrotnie, bo przy dużej ilości ciuchów mniej wody potrzeba, aby osiągnąć ten sam poziom zapełnienia wodą bębna*.
Ergo: stężenie proszku w wodzie jest wyższe.
---
* Hydrostaty w pralkach nie mierzą litrów tylko centymetry (wysokość słupa wody).
Jeśli zawsze pobiera tyle samo wody, to jest wręcz odwrotnie, bo przy dużej ilości ciuchów mniej wody potrzeba, aby osiągnąć ten sam poziom zapełnienia wodą bębna*.
Ergo: stężenie proszku w wodzie jest wyższe.
---
* Hydrostaty w pralkach nie mierzą litrów tylko centymetry (wysokość słupa wody).
A "docent" gdzie? ;>
Jutro wezmę działkę proszku, jaką zwykle sypię do pralki, ze sobą na pocztę i tam ją zważę na wadze do listów. Sam jestem ciekaw, ile wyjdzie.
Myślałem w pierwszej chwili, żeby robić kreski na kartoniku przy każdym praniu (karton jest świeżo napoczęty), ale nie chce mi się czekać na wynik parę miesięcy :D
Jutro wezmę działkę proszku, jaką zwykle sypię do pralki, ze sobą na pocztę i tam ją zważę na wadze do listów. Sam jestem ciekaw, ile wyjdzie.
Myślałem w pierwszej chwili, żeby robić kreski na kartoniku przy każdym praniu (karton jest świeżo napoczęty), ale nie chce mi się czekać na wynik parę miesięcy :D
Zdjęcia są w miarę OK - takiej jakości rysunki są na opakowaniu, na prawym byłem w stanie rozczytać "german cośtam" - ale tylko dlatego, że to jest to opakowanie które ja mam, więc porównałem z frontem mojego...
@Sadyl
No to muszę najwyraźniej po raz pierwszy w życiu przeczytać manual pralki :D Chociaż sypię proszku 'na oko' i jest OK.
Ale nijak ma się to do tego, co jest napisane na opakowaniu - że 50 prań - no chyba, że zakładają, e jedno pranie to ileś kg ciuchów, ale o tym na opakowaniu nic nie ma - a ja mam małą pralkę.
W każdym razie jeśli tak, to nurek po raz pierwszy w historii forum ma w czymś rację ;|
@Sadyl
No to muszę najwyraźniej po raz pierwszy w życiu przeczytać manual pralki :D Chociaż sypię proszku 'na oko' i jest OK.
Ale nijak ma się to do tego, co jest napisane na opakowaniu - że 50 prań - no chyba, że zakładają, e jedno pranie to ileś kg ciuchów, ale o tym na opakowaniu nic nie ma - a ja mam małą pralkę.
W każdym razie jeśli tak, to nurek po raz pierwszy w historii forum ma w czymś rację ;|
No że dżerman kłality - więc wydajniejsze niby...
Nie wiem, znudziło mnie to ;]
Nie wiem, znudziło mnie to ;]
ja chyba wiem o co tu chodzi :) ileś lat temu był taki myk, że koncentrowali proszki, nawet pamiętam reklamę to był chyba vizir czy coś ("masz tu plamę, nie sprała się...nie mam!" ktoś to pamięta? :P ) i było hasło, że teraz mniej proszku a tyle samo prań. stąd te dziwne końcówki. dlatego już nie ma 4kg proszków tylko jest 3,7kg np. to się wiązało chyba z jakimiś ekologicznymi sprawami, które z kolei narzucała unia czy coś takiego, nie jestem pewna. w każdym razie właśnie dlatego nie ma teraz okrągłej liczby kilogramów w opakowaniach i stąd takie kwiatki jak równanie na zdjęciu Aradasha ;)
I jeszcze...
"Kilka podstawowych chwytów downsizingu:
redukcja liczby listków papieru toaletowego, czy ręcznika papierowego;
gofrowanie powierzchni papieru toaletowego, pozornie zwiększające objętość rolki;
podział produktu na mniejsze jednostki, bez proporcjonalnego zmniejszenia ceny;
wklęsłe dno słoika, puszki czy butelki;
zmiana sposobu ułożenia ciasteczek wewnątrz opakowania, pozwalająca zmniejszyć liczbę sztuk pasujących do nowego układu;
zmiana kształtu butelki, tak aby wydawała się szersza niż inne o tej samej pojemności;
zachowanie wysokości butelki czy puszki przy jednoczesnym minimalnym zmniejszeniu jej średnicy;
powiększenie otworu tubki pasty do zębów, tak, aby konsumenci bezwiednie wyciskali więcej zawartości."
Normy, audyty... o dociekliwych klientach nie wspominając
"Kilka podstawowych chwytów downsizingu:
redukcja liczby listków papieru toaletowego, czy ręcznika papierowego;
gofrowanie powierzchni papieru toaletowego, pozornie zwiększające objętość rolki;
podział produktu na mniejsze jednostki, bez proporcjonalnego zmniejszenia ceny;
wklęsłe dno słoika, puszki czy butelki;
zmiana sposobu ułożenia ciasteczek wewnątrz opakowania, pozwalająca zmniejszyć liczbę sztuk pasujących do nowego układu;
zmiana kształtu butelki, tak aby wydawała się szersza niż inne o tej samej pojemności;
zachowanie wysokości butelki czy puszki przy jednoczesnym minimalnym zmniejszeniu jej średnicy;
powiększenie otworu tubki pasty do zębów, tak, aby konsumenci bezwiednie wyciskali więcej zawartości."
Normy, audyty... o dociekliwych klientach nie wspominając
Sorki, ale to ja decyduję o sposobie, w jaki marnuję swój czas na tym padole.
Jakbyś nie zauważyło, to piszę o pierdółach w dziale "Hydepark" czyli w miejscu z definicji na takie pierdóły przeznaczonym.
A skoro Ty marnujesz swój czas na czytanie tych pierdół, to (nie obraź się) z Tobą również jest coś nie tak ;]
Jakbyś nie zauważyło, to piszę o pierdółach w dziale "Hydepark" czyli w miejscu z definicji na takie pierdóły przeznaczonym.
A skoro Ty marnujesz swój czas na czytanie tych pierdół, to (nie obraź się) z Tobą również jest coś nie tak ;]
Mnie wątek bardzo zainteresował i nawet trąca o telepatię.
Na potrzeby przepierek weekendowych na budowie, kupiłam proszek z Biedronki, w pudełku.
Kilka miesięcy później, kupiłam ten sam produkt (???) i kiedy postawiłam nowe pudełko obok kończącego się opakowania, okazało się, że nowe było o dobre 1,5-2 cm węższe a opis i podana waga takie same :)
Ps
Jestem na etapie życia, kiedy mam czas na pierdoły i z przyjemnością odkrywam różne zjawiska, które dawniej umykały mojej uwadze.
Kilka tygodni temu, kupiłam przez allegro pakiet atlasów przyrodniczych. Po miesiącu oczekiwania plus 2 tygodnie "marginesu cierpliwosci", skontaktowałam się z kontrahentem. Informacja zwrotna - przesyłka zaginęła więc zaproponowano mi zamiennik jednej z książek (inny wydawca) i natychmiastową wysyłkę. Drogą dedukcji, odkryłam, że już w chwili gdy dokonałam zakupu pakietu, brakowało w nim jednej z książek. Kontrahent zamiast na gorąco przyznać to i zaproponować "zamiennik", wolał czekać... TO są dla mnie rzeczy nowe :) i obce mojej naturze.
Na potrzeby przepierek weekendowych na budowie, kupiłam proszek z Biedronki, w pudełku.
Kilka miesięcy później, kupiłam ten sam produkt (???) i kiedy postawiłam nowe pudełko obok kończącego się opakowania, okazało się, że nowe było o dobre 1,5-2 cm węższe a opis i podana waga takie same :)
Ps
Jestem na etapie życia, kiedy mam czas na pierdoły i z przyjemnością odkrywam różne zjawiska, które dawniej umykały mojej uwadze.
Kilka tygodni temu, kupiłam przez allegro pakiet atlasów przyrodniczych. Po miesiącu oczekiwania plus 2 tygodnie "marginesu cierpliwosci", skontaktowałam się z kontrahentem. Informacja zwrotna - przesyłka zaginęła więc zaproponowano mi zamiennik jednej z książek (inny wydawca) i natychmiastową wysyłkę. Drogą dedukcji, odkryłam, że już w chwili gdy dokonałam zakupu pakietu, brakowało w nim jednej z książek. Kontrahent zamiast na gorąco przyznać to i zaproponować "zamiennik", wolał czekać... TO są dla mnie rzeczy nowe :) i obce mojej naturze.
czysta ekonomia biedronka robi hurtowe zamówienia i płaci za kilogram, jakaś mądra głowa wyliczyła, że takie opakowania będą atrakcyjne cenowo i ilościowo dla klienta ale również dla biedronki i producenta produktu, np. cocacola woli sprzedać więcej za trochę mniej niż 2 litry ale też trochę drożej od 1litra, poza tym zapewnia to dobry zbyt dla produktów "tylko dla ..." jak i daje możliwość zmian w recepturach flagowych produktów znanych producentów (z racji "specjalnie dla... / tylko dla...") co przedkłada się na jeszcze niższe koszty produkcji np. 1 litra napoju
@rondelku:
No dobra... de gustibus... ale konserwowe to nie to ;)
Muszę zgłębić tajniki kuchni molekularnej, ale póki co, wierzę intuicji. Kiszone* (nie: kwaszone!) są "debest"!
Pierwsze ognicho robiłem tydzień temu. Czysto techniczne, bez wyszynku.
Trza było spalić przeogromną kupę gałęzi, przynajmniej rok temu ściętych.
Przez tydzień, z dniem dzisiejszym włącznie, naprodukowałem kolejną (już większą a jeszcze nie skończyłem:) kupę.
Do palenia będzie najwcześniej na jesieni.
Pomyślę nad połączeniem koniecznego.. z koniecznym :D
@lewak:
Czasami nawet dyktę da się wypić z klasą. Ale raczej tego nie pojmiesz ;>
---
* debest: wiadomo czyje.
Choć w powyższym zastosowaniu się nie nadają. Nie są puste w środku a ich drążenie byłoby świętokradztwem :D
No dobra... de gustibus... ale konserwowe to nie to ;)
Muszę zgłębić tajniki kuchni molekularnej, ale póki co, wierzę intuicji. Kiszone* (nie: kwaszone!) są "debest"!
Pierwsze ognicho robiłem tydzień temu. Czysto techniczne, bez wyszynku.
Trza było spalić przeogromną kupę gałęzi, przynajmniej rok temu ściętych.
Przez tydzień, z dniem dzisiejszym włącznie, naprodukowałem kolejną (już większą a jeszcze nie skończyłem:) kupę.
Do palenia będzie najwcześniej na jesieni.
Pomyślę nad połączeniem koniecznego.. z koniecznym :D
@lewak:
Czasami nawet dyktę da się wypić z klasą. Ale raczej tego nie pojmiesz ;>
---
* debest: wiadomo czyje.
Choć w powyższym zastosowaniu się nie nadają. Nie są puste w środku a ich drążenie byłoby świętokradztwem :D
Hłe he... a jednak zamierzam przygotowac ustawkę "zakąszania" konserwowym z "wypełnieniem" pod kanapeczki z mielonką ;)...
Ps
Czekam na sezon ogniskowy. Kominek jest już "wypalony", "przepalony" (dostał w du...ę przez mijający sezon, robiąc za źródło główne). Codzienne mycie szyb ma zalety ale chętnie odetchnę i po ognisku na zewnątrz, wieczorem wystarczy mi światło świec.
Ps
Czekam na sezon ogniskowy. Kominek jest już "wypalony", "przepalony" (dostał w du...ę przez mijający sezon, robiąc za źródło główne). Codzienne mycie szyb ma zalety ale chętnie odetchnę i po ognisku na zewnątrz, wieczorem wystarczy mi światło świec.