Widok
Zalane GZNK
O mało dziś szlag mnie nie trafił, jak musiałam telefonicznie załatwić komuś sprawę w naszym GZNK na Partyzantów. Numer, pod którym zawsze to załatwiałam, miał sygnał, jakby "takiego numeru nie było". Zadzwoniłam więc pod drugi. A tam...sama zwątpiłam, czy dodzwoniłam się nie do sklepu z pietruszką, tylko do urzędu( jakby nie było). Pani bladego pojęcia nie miała o czym mówię, kazała mi dzwonić do Urzędu....bełkotała coś, że u nich nic takiego się nie załatwia. Jednak, kiedy podałam jej numer, pod którym takie sprawy załatwiam zawsze, to zrobiła tak....aaaaaaaaa...no panie są zalane i siedzą w świetlicy. Pytam, jak to zalane? A ona, że ..."no, zla ..zala..no zalało im pomieszczenia" A więc nie pozostało mi nic innego, jak powiedzieć, że " chyba nie tylko pomieszczenia są zalane" i się wyłączyć.
I tu rodzi się pytanie. Urząd dla petenta, czy petent dla urzędu. Od dawna mam problem, żeby cokolwiek w tym urzędzie załatwić. I chociaż są przepisy, paragrafy, procedury, terminy, to gdański GZNK ma to wszystko w głębokim poważaniu. Ręce opadają.
I tu rodzi się pytanie. Urząd dla petenta, czy petent dla urzędu. Od dawna mam problem, żeby cokolwiek w tym urzędzie załatwić. I chociaż są przepisy, paragrafy, procedury, terminy, to gdański GZNK ma to wszystko w głębokim poważaniu. Ręce opadają.