Widok
Jakiś czas temu, bodaj w grudniu, odgrażałem się, że zrobie paprykarza szczecińskiego.
Takiego jak z prylu.. ino z mansonowym sosem
Na przynajmniej 1,5 kg ryby dałem łyżeczkę.
Jak dla mnie... w sam raz. Dla BtMF byłoby za mdłe... ale przeciętny Kowalski wstawiałby papier toaletowy do zamrażalnika :D
Takiego jak z prylu.. ino z mansonowym sosem
Na przynajmniej 1,5 kg ryby dałem łyżeczkę.
Jak dla mnie... w sam raz. Dla BtMF byłoby za mdłe... ale przeciętny Kowalski wstawiałby papier toaletowy do zamrażalnika :D
Zawsze mnie to zastanawiało.
Bo najprościej byłoby stwierdzić, jak czasami żartowałem, że Naga Jolka Mu kubki smakowe wypaliła.
Ale to nieprawda, bo pichci świetnie i ma wysublimowany, delikatny smak. Wystarczy czasami poczytać przepisy, jakie wrzuca.
Ale coś z innej mańki..
Mojego poprzedniego psa, Helmuta, oduczyłem wyżerania "znalezisk" rozrzucając po okolicy kawałki np. parówek nafaszerowane pieprzem Cayenne. Ze trzy-cztery dni.. i pies już wiedział, że co poza miską jest fe i mu nie wolno tknąć.
Moje obecne kudłate dziecko na to nie poszło. Żre mi z ręki np. papryczki Chilli, o cebuli czy czosnku nie mówiąc.
Porażkę pedagogiczną sobie tłumaczę (bo jakoś muszę) faktem że przez chwilę, dosłownie chwilę, żyła w mansonowej Sforze :D
Bo najprościej byłoby stwierdzić, jak czasami żartowałem, że Naga Jolka Mu kubki smakowe wypaliła.
Ale to nieprawda, bo pichci świetnie i ma wysublimowany, delikatny smak. Wystarczy czasami poczytać przepisy, jakie wrzuca.
Ale coś z innej mańki..
Mojego poprzedniego psa, Helmuta, oduczyłem wyżerania "znalezisk" rozrzucając po okolicy kawałki np. parówek nafaszerowane pieprzem Cayenne. Ze trzy-cztery dni.. i pies już wiedział, że co poza miską jest fe i mu nie wolno tknąć.
Moje obecne kudłate dziecko na to nie poszło. Żre mi z ręki np. papryczki Chilli, o cebuli czy czosnku nie mówiąc.
Porażkę pedagogiczną sobie tłumaczę (bo jakoś muszę) faktem że przez chwilę, dosłownie chwilę, żyła w mansonowej Sforze :D
Mam pitolca na punkcie suki.Każdy to wie, z jej "mamusią" włącznie
Nie raz pisałem, skąd ten pitolec się wziął
Chciiałem napisać, jak sama mi "powiedziała", dlaczego śmierdzi.
Ale to pikuś.
Zanim podniosłem de.. do kompa, żeby o tym napisać, zrobiłem mały test:
"Proszę mnie polizać w lewy policzek"
Zero przekazu emocjonalnego.
Zgadnijcie, co zrobiła ?
Ktoś uwierzy a ktoś nie.
Mam to w głębokiej de.. Nie muszę sprzedawać wiarygodności. Ktoś ją "kupuje" lub nie. i EOT
Nie raz pisałem, skąd ten pitolec się wziął
Chciiałem napisać, jak sama mi "powiedziała", dlaczego śmierdzi.
Ale to pikuś.
Zanim podniosłem de.. do kompa, żeby o tym napisać, zrobiłem mały test:
"Proszę mnie polizać w lewy policzek"
Zero przekazu emocjonalnego.
Zgadnijcie, co zrobiła ?
Ktoś uwierzy a ktoś nie.
Mam to w głębokiej de.. Nie muszę sprzedawać wiarygodności. Ktoś ją "kupuje" lub nie. i EOT
W ramach pitoł:
Pralka zaczęła mi wydawać nieparzystą ilość skarpetek. Musiała to już robić od dłuższego czasu, ino uwagi nie zwracałem.
Kupę lat temu już tak miałem. A że z natury jestem ciekawski i w garbate aniołki nie wierzę, dociekłem, o co chodzi.
To była bodaj Wiatka, ładowana od frontu.
Potrafiło się w niej coś dostać pomiędzy bęben a jego obudowe. I jakoś dziwnym trafem zawsze była to moja skarpetka.
W jednym praniu mi ginęła... w następnym ją oddawała :)
Ale teraz mam pralkę ładowaną od góry, z całkowicie zamykanym bębnem i to wytłumaczenie już nie działa.
Musiało się to dziać od dłuższego czasu, bo mam z pół szuflady uzbieranych takich nieparzystych skarpetek.
Wczoraj na to zwróciłem uwagę, kiedy wrzucałem kolejną. Wyciągnąłem je wszystkie... i są same nieparzyste. Ani jednej takiej samej pary z nich nie uzbierałem. Urban legend się potwierdza :D
Pralka zaczęła mi wydawać nieparzystą ilość skarpetek. Musiała to już robić od dłuższego czasu, ino uwagi nie zwracałem.
Kupę lat temu już tak miałem. A że z natury jestem ciekawski i w garbate aniołki nie wierzę, dociekłem, o co chodzi.
To była bodaj Wiatka, ładowana od frontu.
Potrafiło się w niej coś dostać pomiędzy bęben a jego obudowe. I jakoś dziwnym trafem zawsze była to moja skarpetka.
W jednym praniu mi ginęła... w następnym ją oddawała :)
Ale teraz mam pralkę ładowaną od góry, z całkowicie zamykanym bębnem i to wytłumaczenie już nie działa.
Musiało się to dziać od dłuższego czasu, bo mam z pół szuflady uzbieranych takich nieparzystych skarpetek.
Wczoraj na to zwróciłem uwagę, kiedy wrzucałem kolejną. Wyciągnąłem je wszystkie... i są same nieparzyste. Ani jednej takiej samej pary z nich nie uzbierałem. Urban legend się potwierdza :D
Kumpla kiedyś miałem, który wychodził z kompletnie odmiennego założenia ode mnie.
Nie miał dwóch takich samych par skarpetek. I wszystkie wzorzyste.
Żeby łatwo było odróżnić.
A ja z kolei kupuję wyłącznie gładkie, przeważnie czarne. Czasami ciemnoszare.
Paruję je na etapie suszenia.
Kiedyś sąsiad mnie przy tym ustrzelił pytaniem, kiedy dumałem nad kilkunastoma czarnymi skarpetkami na lince na podwórku.
"Jak je pan poznajesz"? :)
Nie miał dwóch takich samych par skarpetek. I wszystkie wzorzyste.
Żeby łatwo było odróżnić.
A ja z kolei kupuję wyłącznie gładkie, przeważnie czarne. Czasami ciemnoszare.
Paruję je na etapie suszenia.
Kiedyś sąsiad mnie przy tym ustrzelił pytaniem, kiedy dumałem nad kilkunastoma czarnymi skarpetkami na lince na podwórku.
"Jak je pan poznajesz"? :)
To był Polar, nie Wiatka...Pochrzaniło mi się.
Ale tak czy siak.. dotyczy to wyłącznie pralek pakowanych "od fronta".
Raz w życiu wydłubałem coś więcej niż monety czy zapalniczkę z filtra.
Akurat były to pończochy, nie moja zaginiona skarpetka
Za dziecka miałem zasadę, że nie tykam cudzych rzeczy. Tak zakodowaną, jak umiejętność mowy czy chodzenia.
Do dzisiaj wkurzam tym znajomych... no weź se wyciągnij coś tam. W torebce jest. Ni chuchu.. nie tknę
Jak mieszkałem z innymi domownikami, to kiepsko się to czasami kończyło.
Nie miałem nawyku przetrząsania kieszeni ciuchów przed wrzuceniem do pralki.
Kto wyprał kiedyś chusteczkę higieniczną, wie o czym mówię.
Kiedyś fajoską kurtkę musiałem wyrzucić, bo nie dało się doczyścić ze skrawków celulozy.
Ale tak czy siak.. dotyczy to wyłącznie pralek pakowanych "od fronta".
Raz w życiu wydłubałem coś więcej niż monety czy zapalniczkę z filtra.
Akurat były to pończochy, nie moja zaginiona skarpetka
Za dziecka miałem zasadę, że nie tykam cudzych rzeczy. Tak zakodowaną, jak umiejętność mowy czy chodzenia.
Do dzisiaj wkurzam tym znajomych... no weź se wyciągnij coś tam. W torebce jest. Ni chuchu.. nie tknę
Jak mieszkałem z innymi domownikami, to kiepsko się to czasami kończyło.
Nie miałem nawyku przetrząsania kieszeni ciuchów przed wrzuceniem do pralki.
Kto wyprał kiedyś chusteczkę higieniczną, wie o czym mówię.
Kiedyś fajoską kurtkę musiałem wyrzucić, bo nie dało się doczyścić ze skrawków celulozy.
Mówi komuś coś nazwa "Sni sredstvom za uklanianie"?
Nie pamiętam który z chłopaków opowiadał mi genealogię tej nazwy.
Leżał uwalony jak worek na podłodze w łazience. I przed oczami miał proszek do prania "Sni".
Jakiś pewnie jugosłowiański.
I tylko tyle zapamiętał z etykiety tego proszku. Ale nazwali tak kapelę.
Jak Tymon kiedyś skumał znaczenie tego zwrotu, przechrzcił ją na "Miłość" :)
Nie pamiętam który z chłopaków opowiadał mi genealogię tej nazwy.
Leżał uwalony jak worek na podłodze w łazience. I przed oczami miał proszek do prania "Sni".
Jakiś pewnie jugosłowiański.
I tylko tyle zapamiętał z etykiety tego proszku. Ale nazwali tak kapelę.
Jak Tymon kiedyś skumał znaczenie tego zwrotu, przechrzcił ją na "Miłość" :)
Kurcze... Sni sredstvom... doczekało się własnego wpisu na WIki.
I jest tam ta historyjka z jugosłowiańskim proszkiem :)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sni_Sredstvom_Za_Uklanianie
I jest tam ta historyjka z jugosłowiańskim proszkiem :)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sni_Sredstvom_Za_Uklanianie
Tymon nigdy nie był "z mojej bajki". Jak robił jeszcze w Sni sedstwom.. to jeszcze ta muzyka do mnie trafiała.
Potem, na etapie "jassu" już nie.
Choć trza Mu przyznać, że bydgoski Mózg to w zasadzie jego dzieło. On wypromował ten klubik jako miejsce kultowe.
Choć Mózg był kultowy nawet bez Tymona. W tamtych latach.. tak odwalona knajpa... to była rewelka.
Dużo później zacząłem spotykać po kraju podobne knajpy.
Pisałem kiedyś o Cichej Kobiecie w Zielonej Górze...
Też jedno z pierwszych, tak klimatycznych miejsc
Potem, na etapie "jassu" już nie.
Choć trza Mu przyznać, że bydgoski Mózg to w zasadzie jego dzieło. On wypromował ten klubik jako miejsce kultowe.
Choć Mózg był kultowy nawet bez Tymona. W tamtych latach.. tak odwalona knajpa... to była rewelka.
Dużo później zacząłem spotykać po kraju podobne knajpy.
Pisałem kiedyś o Cichej Kobiecie w Zielonej Górze...
Też jedno z pierwszych, tak klimatycznych miejsc
Nazwa o ucho mi sie obiła. Nie powiem, że znam
Z takich charakterystycznych nazw znam i lubię Bruno Wątpliwego
A raczej Kaśkę De Coy
https://www.youtube.com/watch?v=Q_Lr8AxQs2Y
Z takich charakterystycznych nazw znam i lubię Bruno Wątpliwego
A raczej Kaśkę De Coy
https://www.youtube.com/watch?v=Q_Lr8AxQs2Y