Widok
nie krytykuję kredytu, wręcz przeciwnie usługa kredytu hipotecznego jest czymś bardzo pozytywnym. To na co chcę zwrócić uwagę to to ,że to kredytobiorca powinien kontrolować kredyt a nie kredyt kredytobiorcę.
Podany przeze mnie wcześniej przykład miał tylko zilustrować, w jak różny sposób można podejść do kredytu. Odnosząc się do wczesniejszego przykładu, i zakładając, że przez najbliższe 10 lat nic złego się nie wydarzy to zobaczcie że Kowalski odkładając przez ok 10 lat te pieniądze co Nowak wyda na ratę jest w stanie spłacić kredyt i po 10 latach zostać z mieszkaniem bez kredytu a Nowak cały czas ma kredyt bliski 300 tyś.
To na co chcę zwrócić uwagę to to że nie jest rozsądne kredytowanie się na 100% zdolności kredytowej, każdy kto brał kredyt wie, że jak weźmie to co bank chce dać to nie ma za co żyć, żyje się w ciągłym stresie itd. Doradcy "pomagają" kilentom w podniesieniu zdolności poprtzez doradzanie żeby np nie wpisali dzieci bo tego nikt nie sprawdza itd.
Twój przykład EQ, to w zasadzie sytuacja że kredytujesz się na 100% domu - cena mieszkania, czyli wartość majątku przewyższa zobowiązania. Wydaje mi się że podejście stopniowego poprawiania standardu (male mieszkanie -duże mieszkanie - dom) i dokredytowanie się mając jako wkład własny poprzednią nieruchomość jest rozsądne i naturalne i nie jest to pojście na całość. Na całość to idą osoby które nie mają nic, umowę na zlecenie , biorą kredyt w walucie na 100% na dom , a znam takich.
Podany przeze mnie wcześniej przykład miał tylko zilustrować, w jak różny sposób można podejść do kredytu. Odnosząc się do wczesniejszego przykładu, i zakładając, że przez najbliższe 10 lat nic złego się nie wydarzy to zobaczcie że Kowalski odkładając przez ok 10 lat te pieniądze co Nowak wyda na ratę jest w stanie spłacić kredyt i po 10 latach zostać z mieszkaniem bez kredytu a Nowak cały czas ma kredyt bliski 300 tyś.
To na co chcę zwrócić uwagę to to że nie jest rozsądne kredytowanie się na 100% zdolności kredytowej, każdy kto brał kredyt wie, że jak weźmie to co bank chce dać to nie ma za co żyć, żyje się w ciągłym stresie itd. Doradcy "pomagają" kilentom w podniesieniu zdolności poprtzez doradzanie żeby np nie wpisali dzieci bo tego nikt nie sprawdza itd.
Twój przykład EQ, to w zasadzie sytuacja że kredytujesz się na 100% domu - cena mieszkania, czyli wartość majątku przewyższa zobowiązania. Wydaje mi się że podejście stopniowego poprawiania standardu (male mieszkanie -duże mieszkanie - dom) i dokredytowanie się mając jako wkład własny poprzednią nieruchomość jest rozsądne i naturalne i nie jest to pojście na całość. Na całość to idą osoby które nie mają nic, umowę na zlecenie , biorą kredyt w walucie na 100% na dom , a znam takich.
mam wrażenie że dyskusja oddala się od wątku, na forum jest mnóstwo wątków na których wywższają swoje racje zwolennicy domów na wsi i mieszkań w mieście, zależy to indywidualnych preferencji i tyle.
głównym tematem w dyskusji w tym wątku jest sprawa kredytu ( nie ważne czy 180m2 na wsi, czy 70m2 w mieście) i opinie i doświadczenia osób które się skredytowały w kontekście obowiązku płacenia co miesięcznej raty kredytu, a także rosnących kosztów utrzymania, niepewności na rynku pracy, problemów osobistych, spadających cen nieruchomości itd.
Problem polega na tym, że znaczna cześć kredytobiorców nie jest w stanie ocenić ryzyka i niestety nie ma w tym pomocy banków i państwa, swego czasu chodziło powiedzenie stać cie na takie mieszkanie jaką masz zdolność kredytową.
Przykład
zdloność kredytowa 300 tyś
możemy kupić 2 pokoje za ok 150/160-tyś w południowym Gdańsku lub 3 pokoje 3-4km bliżej centrum za 300 tyś.
Dodatkowo , sprawa wkładu własnego, jesli mamy 10-20% to dodatkowo się zabezpieczamy na wypadek gdybyśmy musieli sprzedać mieszkanie - w taki przypadku jest szansa że nie trzeba byłoby zwracać bankowi więcej niż kwota ze sprzedaży, w związku ze spadkiem ceny mieszkań. Jest to trudne do zaakceptowania ale wiekszość mieszkań kupionych w latach 2006-2012 nie sprzeda się za tyle co się kupiło a dalsze spadki w granichach 10-20% to rzecz bardzo prawdopdobna.
Jeśli Kowalski wybierze opcję 1 z wkładem wsłanym 30tys (20%) to stac go na więcej (mniejsze raty), utrzyma mieszkanie przy zmanie pracy na gorszą (mniejsze raty), jeśl nie ma na raty a wartość spadnie o 10%, to sprzedaje za 135 tyś, spłaca kredyt zostaje mu 15 tyś i jest wolny.
Jeśli Nowak, wybierze opcję 2, za 300 tys bez wkładu własnego, to żyje od 1 do 1 ( a dziecko nie wie jak smakuje lód), zmiana pracy na gorszą sprawia że nie stac go na ratę, w przypadku sprzedaży zostaje bez mieszkania z 30tyś długiem wobec banku
W powyższym przykładzie Kowalski to tylko kredyciarz ale Nowak to już kredyciarz-niewolnik na własne życzenie
głównym tematem w dyskusji w tym wątku jest sprawa kredytu ( nie ważne czy 180m2 na wsi, czy 70m2 w mieście) i opinie i doświadczenia osób które się skredytowały w kontekście obowiązku płacenia co miesięcznej raty kredytu, a także rosnących kosztów utrzymania, niepewności na rynku pracy, problemów osobistych, spadających cen nieruchomości itd.
Problem polega na tym, że znaczna cześć kredytobiorców nie jest w stanie ocenić ryzyka i niestety nie ma w tym pomocy banków i państwa, swego czasu chodziło powiedzenie stać cie na takie mieszkanie jaką masz zdolność kredytową.
Przykład
zdloność kredytowa 300 tyś
możemy kupić 2 pokoje za ok 150/160-tyś w południowym Gdańsku lub 3 pokoje 3-4km bliżej centrum za 300 tyś.
Dodatkowo , sprawa wkładu własnego, jesli mamy 10-20% to dodatkowo się zabezpieczamy na wypadek gdybyśmy musieli sprzedać mieszkanie - w taki przypadku jest szansa że nie trzeba byłoby zwracać bankowi więcej niż kwota ze sprzedaży, w związku ze spadkiem ceny mieszkań. Jest to trudne do zaakceptowania ale wiekszość mieszkań kupionych w latach 2006-2012 nie sprzeda się za tyle co się kupiło a dalsze spadki w granichach 10-20% to rzecz bardzo prawdopdobna.
Jeśli Kowalski wybierze opcję 1 z wkładem wsłanym 30tys (20%) to stac go na więcej (mniejsze raty), utrzyma mieszkanie przy zmanie pracy na gorszą (mniejsze raty), jeśl nie ma na raty a wartość spadnie o 10%, to sprzedaje za 135 tyś, spłaca kredyt zostaje mu 15 tyś i jest wolny.
Jeśli Nowak, wybierze opcję 2, za 300 tys bez wkładu własnego, to żyje od 1 do 1 ( a dziecko nie wie jak smakuje lód), zmiana pracy na gorszą sprawia że nie stac go na ratę, w przypadku sprzedaży zostaje bez mieszkania z 30tyś długiem wobec banku
W powyższym przykładzie Kowalski to tylko kredyciarz ale Nowak to już kredyciarz-niewolnik na własne życzenie
w Baninie jak się ma chałupę to przynajmniej nie trzeba płacić za sprzątanie hali garażowej, utrzymanie sprzątaczki, ochroniarza, portiera, fitness'u i wielu inncyh d*pereli.
do roboty miałam kiedys 20 km (20min rano, 45 wracając z pracy) teraz do tej samej pracy mam 5-7 minut rano i wieczorem. korków ZERO.
pomijam cenę domku w Baninie 180 m2 w cenie 70-80 w "gdańsku"
do roboty miałam kiedys 20 km (20min rano, 45 wracając z pracy) teraz do tej samej pracy mam 5-7 minut rano i wieczorem. korków ZERO.
pomijam cenę domku w Baninie 180 m2 w cenie 70-80 w "gdańsku"
Dzięki za doprecyzowanie.
Bynajmniej nie podważam tego, że żyje Ci się lepiej i zrobiłaś dobrą decyzję, wręcz odwrotnie, cieszę się że ludzie potrafia podejmować racjonalne ekonomicznie decyzje :)
Czasem zauważam, że ludzie zapominają o pewnych drobiazgach, typu właśnie koszt ogrzewania domu, który potrafi być bardzo duży jak ktoś celuje w chałupę z wtórnego, konieczność zakupu samochodzu jeśli wczesniej wystarczała komunikacja miejska (spadek wartości 3 tyś/rok, naprawy, ubezpieczenia itp. średnio 2 tyś/rok, paliwo 500zł / msc, wychodzi lekko licząc 800 zeta / msc, kontra 200zł/msc jeśli wczesniej wystarczał miesięczny na autobus dla 2 osób). W Twoim wypadku wygląda to na racjonalną decyzję, może poza tą wcześniejszą, żeby wynajmowac mieszkanie z tak wysokim czynszem za taką kasę ;)
Bynajmniej nie podważam tego, że żyje Ci się lepiej i zrobiłaś dobrą decyzję, wręcz odwrotnie, cieszę się że ludzie potrafia podejmować racjonalne ekonomicznie decyzje :)
Czasem zauważam, że ludzie zapominają o pewnych drobiazgach, typu właśnie koszt ogrzewania domu, który potrafi być bardzo duży jak ktoś celuje w chałupę z wtórnego, konieczność zakupu samochodzu jeśli wczesniej wystarczała komunikacja miejska (spadek wartości 3 tyś/rok, naprawy, ubezpieczenia itp. średnio 2 tyś/rok, paliwo 500zł / msc, wychodzi lekko licząc 800 zeta / msc, kontra 200zł/msc jeśli wczesniej wystarczał miesięczny na autobus dla 2 osób). W Twoim wypadku wygląda to na racjonalną decyzję, może poza tą wcześniejszą, żeby wynajmowac mieszkanie z tak wysokim czynszem za taką kasę ;)
Koszty dojazdów do 'miasta' to jeden z największych mitów, jakie budowane są wokół wad mieszkania w Baninie. Większość moich znajomych mieszkających w Gdańsku i tak posiada >1 samochód w rodzinie. A odległość? Może jeśli kto dojeżdża na Oksywie, do Nowego Portu lub w podobne miejsca to koszty mogą być spore, ale podobna kombinacja może zaistnieć także w przypadku zamieszkania w mieście. Sam mieszkając w Gdańsku dojeżdżałem 19 km do pracy. Teraz mam 17 ;) I nie stoję w żadnych korkach jak to miało miejsce wcześniej.
A koszty utrzymania domu mam identyczne jak 60-metrowego mieszkania spółdzielczego z wielkiej płyty w Gdańsku.
A koszty utrzymania domu mam identyczne jak 60-metrowego mieszkania spółdzielczego z wielkiej płyty w Gdańsku.
Jak pisałam wynajmowałam mieszkanie, w miejscu gdzie czynsz był bardzo wysoki i wynosił 500-600 zł rata kredytu teraz 1600 plus opłaty na dojazd wydawałam 250 zł miesięcznie x 2 czyli 500 zł plus jeszcze dojście z skm do mieszkania(tu traciłam nie pieniądze ale czas, Teraz jeździmy jednym samochodem i wychodzi fakt trochę więcej ale nie wiele.Można jeszcze liczyć eksploatacja samochodu bo wiadomo się zużywa dużo szybciej jak robię tyle km dziennie.
Co nie zmienia faktu, ze nawet jeżeli wychodzi 200 zł więcej to nie żaluje. mam dzialkę mogę sobie zrobić grilla, powiesić pranie nie martwie się o miejsce na parkingu czy jak przyjade po 18 to juz nie bedzie miejsca itd. Ale to jest moje zdanie i szanuje to, że ktoś może myśleć inaczej
Pozdrawiam
Co nie zmienia faktu, ze nawet jeżeli wychodzi 200 zł więcej to nie żaluje. mam dzialkę mogę sobie zrobić grilla, powiesić pranie nie martwie się o miejsce na parkingu czy jak przyjade po 18 to juz nie bedzie miejsca itd. Ale to jest moje zdanie i szanuje to, że ktoś może myśleć inaczej
Pozdrawiam
~dr
Wypowiadasz się już jak fanatyk.
Kredyt jak wszystko wymaga świadomości zagrożeń i dużego biznes planu życia. Aby móc się wypowiadać w danym temacie trzeba dokonać analizy minusów jak i plusów.
Kredyt oczywiście jest ostatecznością. Jednak nie można tak jak Ty postrzegać go wyłącznie negatywnie.
Wypowiadasz się już jak fanatyk.
Kredyt jak wszystko wymaga świadomości zagrożeń i dużego biznes planu życia. Aby móc się wypowiadać w danym temacie trzeba dokonać analizy minusów jak i plusów.
Kredyt oczywiście jest ostatecznością. Jednak nie można tak jak Ty postrzegać go wyłącznie negatywnie.
Mam dokladnie te same obawy. Zbieram na pozadny depozyt, zeby nie musiec splacac kredytu przez 30 lat i czekam na dalsze spadki. Odnosze wrazenie, ze nie jestem jedynym tak kombinujacym. Kupujacy oczekuja dalszych przecen a sprzedajacy ustepuja raczej powoli... Jesli banki rzuca troche taniego pieniadza to mamy banke 2.0
Cześć wszystkim
Wynajmowałam mieszkanie od jakiś 5 lat koszt wynajmu 1200 + opłaty, internet razem średnio jakieś 1800-1900 zł Kredyt mam na 30 lat ale rata kredytu i opłaty wychodzą mi tyle samo co wcześniej płaciłam z tym, że mieszkam już w "swoim" domu 4 razy większym. Wiec chyba wole wziąć kredyt..
A jak cos pojdzie nie tak zawsze mozna sprzedać
Wynajmowałam mieszkanie od jakiś 5 lat koszt wynajmu 1200 + opłaty, internet razem średnio jakieś 1800-1900 zł Kredyt mam na 30 lat ale rata kredytu i opłaty wychodzą mi tyle samo co wcześniej płaciłam z tym, że mieszkam już w "swoim" domu 4 razy większym. Wiec chyba wole wziąć kredyt..
A jak cos pojdzie nie tak zawsze mozna sprzedać
Wiele zależy od tego na ile weźmiesz kredyt, w jakiej walucie, oprocentowaniu itd. - warunków jest generalnie sporo. Polecam zajrzeć tutaj po więcej informacji: http://rynekpierwotny.com/kredyt/
W sumie bo ja wiem czy rośnie świadomość? Chciałbym mieć taką nadzieję, ale raczej wydaje mi się, że mniej rozsądni sami się po prostu wyeliminowali z rynku kredytów hipotecznych biorąc już raz kredyt, natomiast potencjalni kolejni "nabywcy kredytów" są obecnie nastrojeni sceptycznie do przyszłości przez media i serwowane nam informacje, stąd taka sytuacja na rynku. Owa "Świadomość" jak tylko PKB będzie rosło przyzwoicie i ludzie zobacza pierwsze podwyżki i malejące bezrobocie zniknie zaraz po tym.
cyt. ~MadMax
jest to chyba najlepszy wątek jaki spotkałem na tym forum, i pokazuje on, że rośnie świadomość w społeczeństwie co to jest kredyt.
Zgadzam się z tym w 100%. Bardzo ciekawy wątek. W mojej ocenie świadomość kredytobiorców w sprawie kredytów rośnie z roku na rok. Zauważyłem to już kilka lat temu. Ta świadomość wpływa też pozytywnie na jakość doradztwa kredytowego. Słabsi doradcy i oszuści wykruszają się naturalnie.
jest to chyba najlepszy wątek jaki spotkałem na tym forum, i pokazuje on, że rośnie świadomość w społeczeństwie co to jest kredyt.
Zgadzam się z tym w 100%. Bardzo ciekawy wątek. W mojej ocenie świadomość kredytobiorców w sprawie kredytów rośnie z roku na rok. Zauważyłem to już kilka lat temu. Ta świadomość wpływa też pozytywnie na jakość doradztwa kredytowego. Słabsi doradcy i oszuści wykruszają się naturalnie.
jest to chyba najlepszy wątek jaki spotkałem na tym forum, i pokazuje on, że rośnie świadomość w społeczeństwie co to jest kredyt.
To że istnieje coś takiego jak kredyt hipoteczny nie jest niczym złym, problemem jest to, że część osób za bardzo optymistycznie patrzy na swoją przyszłość i mozliwości i druga sprawa to to o czym wspomina dr, a mianowicie zmasowane działanie wielu grup aby zdrenować kieszenie jak największej części społeczeństwa.
Interesuję się rynkiem mieszkaniowym od 2004 r. Mieszkania z rynku wtórnego w połud Gdańsku kosztowały w niecałe 3000/m2 w 2005, w 2004 bylo to ok 2500. Z rynku pierwotnego było jeszcze taniej, przy czym trzeba było czekać 1-1,5 r. Pod koniec roku 2006 mieszkania w tym rejonie wystawianie były za ponad 6000/m2, nieznaczny wzrost był jeszcze w 2007 r i szczyt trwał do 2008, pomimo tego że sprzedać w 2008 było bardzo ciężko.
Kluczowy jest r 2006 i wzrost cen o ponad 100% jest nieuzasadniony żadnymi warunkami ekonomicznymi, a wynikał on z "popytu" który to został wykreowany w mediach, wspólnie z bankami, deweloperami, pośrednikami nier, i całym biznesem budowalnym - dodatkowo jako pretekst do podwyżek i nakręcania społeczeństwa wykorzystano wejscie polski do UE i EURO2012.
Po tym obłowieniu się branzy budowlanej i tych co z tego żyją (banki, pośrednic, notariusze itp) ciężko zejść na ziemię i lobbuje się w rządzie na rzecz tzw "programów wspierajacych" typu RnS czy MdM. Sprawy karygodne, gdzie to większość spoleczeństwa zrzuca się na doplaty do mieszkań dla jednostek. Do tego się dorabia PR że to progamy dla ludzi a fakt jest taki że jest to wsparcie dla deweloperów i próba jak najdłuższego utrzymania cen nieprzystajacych do naszych realiów.
W utrzymaniu wysokich cen pomaga także inna mentalność generacji z lat 80-ych, i przekonanie że trzeba mieć wszystko od razu a co za tym idzie życie na kredyt, starsze pokolenia podchodzą ( a może podchodziły) do kredytów z dużo większą rezerwą aczkolwiek ten pęd za kredytami pokolenia 80 w jakiś sposób przełożył się także na starsze pokolenia i w ten sposób stworzyło się w Polsce społeczeństwo kredyciarzy-niewolników, z kredytami większymi niż wartość ich majątku.
To że istnieje coś takiego jak kredyt hipoteczny nie jest niczym złym, problemem jest to, że część osób za bardzo optymistycznie patrzy na swoją przyszłość i mozliwości i druga sprawa to to o czym wspomina dr, a mianowicie zmasowane działanie wielu grup aby zdrenować kieszenie jak największej części społeczeństwa.
Interesuję się rynkiem mieszkaniowym od 2004 r. Mieszkania z rynku wtórnego w połud Gdańsku kosztowały w niecałe 3000/m2 w 2005, w 2004 bylo to ok 2500. Z rynku pierwotnego było jeszcze taniej, przy czym trzeba było czekać 1-1,5 r. Pod koniec roku 2006 mieszkania w tym rejonie wystawianie były za ponad 6000/m2, nieznaczny wzrost był jeszcze w 2007 r i szczyt trwał do 2008, pomimo tego że sprzedać w 2008 było bardzo ciężko.
Kluczowy jest r 2006 i wzrost cen o ponad 100% jest nieuzasadniony żadnymi warunkami ekonomicznymi, a wynikał on z "popytu" który to został wykreowany w mediach, wspólnie z bankami, deweloperami, pośrednikami nier, i całym biznesem budowalnym - dodatkowo jako pretekst do podwyżek i nakręcania społeczeństwa wykorzystano wejscie polski do UE i EURO2012.
Po tym obłowieniu się branzy budowlanej i tych co z tego żyją (banki, pośrednic, notariusze itp) ciężko zejść na ziemię i lobbuje się w rządzie na rzecz tzw "programów wspierajacych" typu RnS czy MdM. Sprawy karygodne, gdzie to większość spoleczeństwa zrzuca się na doplaty do mieszkań dla jednostek. Do tego się dorabia PR że to progamy dla ludzi a fakt jest taki że jest to wsparcie dla deweloperów i próba jak najdłuższego utrzymania cen nieprzystajacych do naszych realiów.
W utrzymaniu wysokich cen pomaga także inna mentalność generacji z lat 80-ych, i przekonanie że trzeba mieć wszystko od razu a co za tym idzie życie na kredyt, starsze pokolenia podchodzą ( a może podchodziły) do kredytów z dużo większą rezerwą aczkolwiek ten pęd za kredytami pokolenia 80 w jakiś sposób przełożył się także na starsze pokolenia i w ten sposób stworzyło się w Polsce społeczeństwo kredyciarzy-niewolników, z kredytami większymi niż wartość ich majątku.
^ o to mi chodzi :) chyba ludziska nie zdajecie sobie sprawy ile to 30 lat .
ktos przed chwila napisal ze ma stabilna prace :) hihihii
wolne zarty, takie pojecie dzisiaj nie istnieje.
kryzys sie dopiero zaczyna kochani :( nie bedzie rozowo , wiec zastanowcie sie 2 razy !
na poprawe humorku zapodam Kazika :
wart przesluchac ze zrozumieniem :) pzdr
http://www.youtube.com/watch?v=a0vXhwYDfOA
ktos przed chwila napisal ze ma stabilna prace :) hihihii
wolne zarty, takie pojecie dzisiaj nie istnieje.
kryzys sie dopiero zaczyna kochani :( nie bedzie rozowo , wiec zastanowcie sie 2 razy !
na poprawe humorku zapodam Kazika :
wart przesluchac ze zrozumieniem :) pzdr
http://www.youtube.com/watch?v=a0vXhwYDfOA
a ja popieram dr
kredyt to impreza dla bogatych
w moim przypadku, w 2005 r. dostaliśmy kredyt 125 tyś. na 25 lat, mieliśmy jakiś tam wkład własny; kredyt we franku, mieszkanie 63 m2
rata miesięczna w tym czasie wahała się tak od 800 do 900 zł;
do dzisiaj to przeszło 60 tyś. już zapłaciliśmy bankowi
nastąpiła sytuacja awaryjna
żonie znudziło się życie ze mną
sam nie utrzymam tego mieszkania
wycena banku, po przeliczeniu franka, na dziś do spłacenia prawie 150 tyś. zł
a to 8 lat z 25...czyli ledwie 1/3 tego okresu
jestem w czarnej d...
i teraz co?
co lepiej zrobić, wziąć sobie współlokatora, sprzedawać?
dziecko ma 10 lat...na niego spisywać, ale czy tego garbu mu nie dawać...co będzie za 8 lat, skoro już tak się popierd...
gdybym wynajmował mieszkanie przynajmniej nie miałbym takiego dylematu
chore Państwo
kredyt to impreza dla bogatych
w moim przypadku, w 2005 r. dostaliśmy kredyt 125 tyś. na 25 lat, mieliśmy jakiś tam wkład własny; kredyt we franku, mieszkanie 63 m2
rata miesięczna w tym czasie wahała się tak od 800 do 900 zł;
do dzisiaj to przeszło 60 tyś. już zapłaciliśmy bankowi
nastąpiła sytuacja awaryjna
żonie znudziło się życie ze mną
sam nie utrzymam tego mieszkania
wycena banku, po przeliczeniu franka, na dziś do spłacenia prawie 150 tyś. zł
a to 8 lat z 25...czyli ledwie 1/3 tego okresu
jestem w czarnej d...
i teraz co?
co lepiej zrobić, wziąć sobie współlokatora, sprzedawać?
dziecko ma 10 lat...na niego spisywać, ale czy tego garbu mu nie dawać...co będzie za 8 lat, skoro już tak się popierd...
gdybym wynajmował mieszkanie przynajmniej nie miałbym takiego dylematu
chore Państwo
Ja nie oceniam daleka jestem od tego każdy ma swój rozum i podejmuje własne decyzje. Ja na kredyt nie zdecyduję się ze strachu że możemy stracić dochód który by pozwolił nam go spłacać.
Jeśli chodzi o koszta wybudowania i skromnego urządzenia domu wyjdzie nas tyle samo co kupno dwu pokojowego mieszkania w okolicach gdańska i wykończenia go.
Całe swoje dotychczasowe życie mieszkamy w bloku z sąsiadami i mamy już tego dość. Ale znam takich co za nic nie wynieśli by się do domku.
Jeśli chodzi o koszta wybudowania i skromnego urządzenia domu wyjdzie nas tyle samo co kupno dwu pokojowego mieszkania w okolicach gdańska i wykończenia go.
Całe swoje dotychczasowe życie mieszkamy w bloku z sąsiadami i mamy już tego dość. Ale znam takich co za nic nie wynieśli by się do domku.