Widok

centymetry

Moi drodzy krótko: cudowny wspaniały przystojny facet, który przychyla mi nieba, ale 3-4cm niższy ode mnie...męczy mnie to
brak silnych dużych ramion=brak poczucia bezpieczeństwa,
nie wiem czy będę umiała być z nim szczęśliwa...wiem to tylko wzrost...
ale nie osądzajcie tylko podzielcie się swoimi doświadczeniami proszę
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 55
jak wyglądam miało być
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4
@kosmitka
mozliwe...
zalozylem ze skoro nie identyfikuje sie z 'drwalem', pozostajac staroswiecki, w domysle metroseksualny (ktory to styl zostal porownany do pi...), wniosek byl jednoznaczny :DDD
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1
a tu sie okazało, że twoje założenia można o kant du*py rozbić. Szukałeś okazji, żeby wbić mi szpilkę, a sobie gwoździa wbiłeś ;]
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 6
@_sam_
jak sie nie rozumie, to sie o kant rozbija ;) zdaje sie, ze kiedys halewicz cos pisal o logice, nawet poradnik wklejal, poszukaj. bedzie to dobra inwestycja ;) aaaaa, przepraszam, zapomnialem ze nie lubisz czytac :P
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2
nie potrzebuje twoich rad, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
@_sam_
faktycznie, po co komu szachownica, jezeli sie nie rozumie czym rozni sie skoczek od gonca :P
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2
długo coś nad tym myślałeś, widzę że lubisz podskakiwać ale możesz też sie gonic :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 4
@_sam_
jak widac, myslenie nie przychodzi mi z taka latwoscia jak tobie :D
a tak na marginesie, podziel sie moze recepta, w jaki sposob mozna gonic samego siebie? :D
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
@jak widac, myslenie nie przychodzi mi z taka latwoscia jak tobie :D
ciężko sie z tym nie zgodzić, od dłuższego czasu to obserwuje
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4
@_sam_
nie kazdy moze byc czlowiekiem orkiestra, jak ty :D poza tym oprocz szybkiego myslenia i spostrzegawczosci, do twoich zalet niewatpliwie naleza, objawiane nam czesto, skromnosc, szczerosc, umiejetnosc przyznania sie do bledu oraz krytycznosc wobec siebie, jak rowniez, towarzyszaca ci na kazdym kroku scislosc i objektywnosc...
no ale czego sie nie robi dla rzeszy fanow(ek?), ktorym ewidentnie imponujesz i ktore biora to za dobra monete :DDD
ups, znowu nie popisalem sie szybkoscia.... jednak co ja moge, natury sie nie oszuka :P
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0
image
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 5
@mmm - zapomniałeś o elokwencji ;-)
Kiedyś traktowałam ludzi dobrze, teraz z wzajemnością....
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
@M-a-j-k-a
faktycznie... jak moglem :D
z drugiej strony, na usprawiedliwienie w tym zaniechaniu, moge dodac, ze _sam_ swoim kolejnym wpisem, pochwalil sie ta zaleta :D
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ulica. Godzina szósta pięćdziesiąt.
Ledwie widzę na oczy. Maszeruję w stronę pracy czując z każdym krokiem, jak bardzo dostałem w d*pę weekendowymi jaskiniami. I jeszcze ścianek się kutfa do kompletu zachciało.
Umieram. Słońce wyłania się zza chmur. Stawy trzeszczą, mięśnie drętwieją z bólu, nie ma nic na tym świecie, co by pomogło przetrwać ten ból istnie... o... dziesięc kroków przede mną idzie jakaś niewiasta wbita w obcisłe spodnie. No dobra, może ten poranek nie będzie taki zły, wszak dostojny, niewieści sposób stawiania kroków przez nią sprawia, że tyłek prezentuje się w tych spodniach nawet lepiej, niż przyzwoicie.
Wbijam wzrok w miętolącą się pod jeansem poślady i brnę do pracy. Nagle persona z przodu skręca ostro w prawo wchodząc do sklepu. Niby szkoda, niby dobrze, zerknę przez szybę i zobaczę jak toto się prezentowało od strony facjaty. Podchodzę do witryny zerkając zaciekawiony do wnętrza sklepu. W środku czterech kolesi kupuje pieczywo.
O kurka.
Zerkam raz jeszcze w okno - zgadza się, inaczej być nie może, właściciel babskiego chodu jest facetem.
Chce mi się płakać.

Wszak wymieramy.
Prawdziwi Mężczyźni wymierają, są wypierani przez mnożące się (jak ser pod napletkiem trzeciego dnia Woodstocku) dziwne zniewieściałe twory, istoty coraz bardziej oddalające się od obrazu ociekającego testosteronem Samca.
Sklep, dział drogeryjny. Kiedyś kosmetyki męskie zajmowały ledwie dwa regały. Dziś boję się kupować maszynki do golenia obawiając się, że zamiast drapaczki do ryja - trafię na golarkę do jajec.
Koszmar.
Wypacykowane lalusie wypadają na ulicę jak larwy z majtek ukraińskiej dziwki. Obcisłe spodnie opinając d*pę nie opinają jednocześnie jajec - te są już chyba w zaniku. Gęby nierówno wysmarowane samoopalaczem wyglądają jak efekt nasr*nia kota w wentylator, idealnie czyste i wypielęgnowane dłonie z błyszczącymi paznokciami nigdy nie zaznały i nie zaznają normalnej, męskiej roboty.
I kto nas kurka obroni gdy w przyszłości do kraju będzie chciał wjechać okupant? Stado wypindrzonych chłopaczków brzydzących się smaru i brudu?
- o jejku, panie najeźdźco, proszę sobie stąd pójść, bo rzucę w pana moim samoopalaczem....

pitolone pokolenie YOLO. Może byłoby jeszcze w miarę, gdyby to całe YOLO-pieprzenie przekładało się na wyruchanie samicy nosorożca, ujeżdżenie konia, wybudowanie domu i solidny wpitol w pogo. Tymczasem You Only Live Once przekłada się na:
- o jejciuś, a co mi tam, żyje się raz, więc nałożę więcej kremu na noc niż moi koledzy...

Ja pitolę. Otaczają mnie jakieś popłuczyny po męskim gatunku.
Gdy byłem gówniarzem, obraz Prawdziwego Samca dostrzegaliśmy w Rambo, Rockym, dla starszych ideałem był John Wayne albo Clint Eastwood. Zapieprzaliśmy w wieku lat 14 po garażach ścierając sobie kolana, łamiąc nogi, skakaliśmy po drzewach drapiąc sobie ryje gałęziami. I taki właśnie 14-letni szczeniak miał prawo powiedzieć - kiedy będę dużym chłopcem - będę Mężczyzną i będę wyrywał d*py na blizny których się dorobiłem spadając z dachu!
Dzisiejsi wypielęgnowani gówniarze będą mogli co najwyżej wyrwać d*pę podczas wymieniania się z nią kosmetykami. Nie wiem kto jest dla nich wzorem. Chyba Tinky Winky.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 1
super tekst :) nic dodać nic ująć, szkoda tylko, ze dziś kobiety szukają "normalnych" a nie tych z bliznami, kiedy opowiadam czasem moim "koleżankom" swoje przeżycia, zastanawiają sie jak ja przeżyłem swoje dzieciństwo i szybko zabierają swoje pociechy, coby nie słyszały jak żyli i dojrzewali prawdziwi faceci :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a ja chciałabym żeby moje chłopaki miały takie właśnie dzieciństwo :) uwielbiałam kiedy młody po drodze do szkoły na drzewo właził, nawet w drodze do kościoła w Albie! :D a teraz siedzi tylko przed komputerem aż sie martwię:( póki co obciśniętych gaci nie nosi :)
p.s. w dzieciństwie sama też po drzewach latałam:D po płotach i po garażach :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a ile dzięki temu ma sie wspomnień :) kiedyś nie było tych wszystkich ogłupiaczy i każde z nas uczyło się przebywać w grupie, podrywać dziewczyny, potem prowadzić rozmowy przy ognisku do rana ... i takie tam :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
K.a, to Ty taki łobuziak byłaś jak ja:-))) na kolanach i łydkach to mam pełno jasnych delikatnych blizn z dzieciństwa świadczących o wchodzeniu na dach supersamu, po drzewach, płotach, budowanie szałasu w lesie...to było dzieciństwo:-)))
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
k.a. to były czasy,non stop podrapane kolana......
jacek, masz rację jest co wspominać ;))
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
W życiu każdego Prawdziwego Samca pojawia się moment, gdy organizm jego wyraźnie sygnalizuje, że nadszedł oto koniec ziemskiego żywota i pora definitywnie kopnąć w kalendarz.

Nie, nie chodzi o katar, nie chodzi o grypę, ani nawet o okrutną sr*czusię, chodzi o temat, który sprawia, że każdy Samiec Alfa zadrży niczym liść na wietrze, potem się obleje, a i błysk przerażenia w oku się pojawi.



...bowiem bywa tak, że d*pa nawali. Znaczy się zepsuje.



Jako głowa rodziny, udaje się człek po popołudniowej kawie w stronę Jaskini Dumania w celu wiadomym. Idzie ciesząc się z gazetki pod pachą, gdyż nadchodzą momenty skupienia, ciszy, spokoju, błogie minuty spędzone w miejscu i okolicznościach pozbawionych wpływu Najwspanialszej-Z-Żon, poezja!



I skupia się człek po dwakroć, to nad artykułem ciekawym, to nad kupaniem się skupia, to łza wzruszenia stoczy się po policzku gdy tekst o uratowanych szczeniaczkach przed oko trafi, to łza cierpienia zawita na licu gdy ostry kebab zjedzony poprzedniej nocy przypomni o sobie... I lecą tak minuty, kwadranse, aż nadchodzi koniec i należy ująć w dłoń swą papier jedwabisty by skorzystać z zalet faktu, że jest się cywilizowanym człowiekiem i pewne miejsca nie powinny przywodzić wonią na myśl stref, które sobie psy obwąchiwać zwykły.

I gdy tak w skupieniu okolice kupienia człek smaga pociągnięciem gładkim, nagle pojawia się ona. Zwiastunka chorób, cierpienia, a może i zgonu. Krew!



Nie pozostaje w tym momencie Prawdziwemu Samcowi nic innego, jak przełknąć gorzką pigułkę świadomości o nadchodzącym końcu, udać się do Najwspanialszej-Z-Żon i z duszą na ramieniu wieść okrutną przekazać:



- Żono moja, obejmij mnie albowiem koniec mój się zbliża, dane nam będzie rozdzielonymi zostać przez trzy metry ziemi i płytę nagrobkową. Ja krwawię.

- Zaciąłeś się?

- Nie.

- No to jak możesz krwawić?

- No normalnie.

- Znaczy się z czego?

- No z d*py.



...i gdy trzy dni później sytuacja lepszą się nie staje, gdy krew nadal leje się gęsto, a i pierdziawa jakby bardziej sfatygowaną się wydaje, wtedy wiadomo już na sto procent. Należy udać się do lokalnego szamana celem przeglądu wylotu.



*****



Godzina szesnasta minut dziesięć. Zjawiam się w rejonowej przychodni celem uzyskania skierowania do lekarza, który pomimo, że pacjentów ma wielu, to nie z twarzy ich kojarzy. Poczekalnia prawie pusta, po lewej sympatyczny młodzieniec płuca wypluwa odkasłując siarczyście, po prawicy nieco starszy jegomość chwieje się gorączką umęczony.

Pielęgniarki w rejestracji sączą leniwie herbatkę parującą ze szklanek osadzonych w plastikowych koszyczkach, za drzwiami pokoju nr 10 słychać urywki rozmów przerywane seriami kichnięć.



Po korytarzu przechadza się niewiasta wbita w kitel. Pielęgniarka zapewne jakaś, stażystka może. Kopytkuje to sobie w chodakach niczym łania po leśnej polanie, zwracając na siebie uwagę licem powabnym, linią smukłą a i zadkiem który by można określić słowem jednym: r******le.

Odkasłujący po lewicy uśmiecha się w stronę niewiasty tajemniczej, starając się wypływającą z prawej dziurki nosa gilę dyskretnie wciągnąć, ten od gorączki też jakby życia nieco odzyskał. Wzrok jego ostry i wyraźny jasno mówi: oj maleńka, żeby to ja miał na karku piętnaście lat mniej...



Siedzę i czekam myśląc: jeśli jestem tu od piętnastu minut i nie widziałem lekarza, to znaczy że nie przyszedł jeszcze do przychodni, a Kitlowa Niewiasta kręci się wokół recepcji z nudów. To by oznaczało, że zanim mnie przyjmie lekarz którego nie ma, to nie zdążę na obiad, a później przez to....

...z zamysłu wyrwa mnie głos pielęgniarki z recepcji:



- proszę pani doktor, karty pacjentów na dziś.



Zaćmionym z przerażenia wzrokiem obserwuję, jak pielęgniarka wręcza Kitlowej Niewiaście plik kart, w tym moją. Ona nie jest tu do pomocy. Ona jest lekarzem. I to ona będzie słuchać łzawej historii o moim...

...o kurka.



Sekundy dłużą się niczym minuty, minuty jak godziny. Patrzę nieprzytomnym wzrokiem na drzwi gabinetu. Wychodzi na to, że będę następny. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie takiego partnera do porywających rozmów o sr*niu!

W końcu z gabinetu wychodzi pacjent od gorączki. Przełykam nerwowo ślinę. Gdzieś z wnętrza otwartego pomieszczenia dobiega mnie ciche:

- następny proszę.

O ja pitolę.



*****



Siedzimy sobie przy biurku. Ona i ja. Ona w kitlu, ja w stresie.

- w czym mogę panu pomóc? - pada z jej ponętnych ust.

Staram się ułożyć jakieś zdanie przewyższające poziomem stwierdzenie "krwawię z d*py". Nie wiem jak zacząć. Może jakąś poezją w stylu Oczy Twoje lśnią niczym gwiazda nowa, a mi przy sr*niu krew leci gdzieś z rowa. Nie, to odpada. Wlepiam ślepia w plakat wiszący na ścianie przełykając ślinę. Wdech, wydech, wdech, wydech.

- zauważyłem kilka dni temu...

(że leci mi krew z d*py jak sr*m i wyszły i na zewnątrz dziwne kulki)

...że chyba mam jakieś problemy z...

(ze sr*niem, całość wygląda jakbym nażarł się gwoździ)

...z wypróżnianiem, a dokładniej odnoszę wrażenie, że...

(krew leje się jak z zarzynanej świni i nawet myślałem, że mi jakaś żyłka w d*pie pękła)

...że na papierze zostają krwawe ślady. Do tego bóle i pieczenie...

(gorzej jak po ostrym kebabie u Izmira)

...do tego spory dyskomfort...

(czuję się, jakbym walnął kreta w gacie)

...i ciągłe uczucie jakbym nie do końca...

(się w******)

...się wypróżnił. No i z tego co widziałem i czytałem posiłkując się wujkiem Google, wychodzi mi że powinienem porozmawiać z proktologiem, a że potrzebne mi do niego skierowanie od lekarza rodzinnego, to jestem u Pani.



Ufffffffffff! udało się, powiedziałem to!



Odpowiedzi którą uzyskałem, nigdy bym się nie spodziewał.

- No to musimy to pooglądać.

Jak to kurka pooglądać. Co to, Nasza Klasa, że będziemy sobie oglądać wypięte d*py? Jakie kurka pooglądać? Nie wystarczyło, że poopowiadałem?!?!

Kitlowa niewiasta sięga do szuflady wyciągając gumowe rękawiczki. Zwiewnym gestem ręki zaprasza do pokoiku obok. Z ust jej malinowych płyną słowa:

- zapraszam do zabiegowego.

Wchodzę do sąsiedniego pomieszczenia. Z jednej strony kozetka, cztery metry dalej biureczko. Jeśli siądzie przy biurku a ja na kozetce, to być może bez zbliżania się do mnie rzuci okiem z daleka i stres się skończy.

Nie.

Kitlowa Niewiasta przysuwa krzesełko do kozetki. No nie no, jak to, mam pokazać tej anielskiej niewieście swe Oko Szatana?!?

- proszę zsunąć spodnie, położyć się na lewym boku na kozetce i podciągnąć kolana pod brzuch.

No nic. Przeżyłem urologię to i oglądanie pierdziawy przetrwam. Tu nie ma się co stresować, chodzi o zdrowie. Żarty żartami, ale lekarz to lekarz. Nawet jeśli to lekarka. I do tego ładna lekarka. Ciekawe jaką ma na sobie bieli...

Strumień myśli został gwałtownie rozbity przez małe, białe pudełeczko, które znikąd pojawiło się w jej elfich dłoniach. Na pudełeczku wyraźny i jednoznaczny napis się znajdował.

WAZELINA.

O kurka. O kurka. O kurka. O kurka.

Przez moment mam jeszcze nadzieję, że spękały lekarce usta i chce je posmarować wazeliną by ulżyć sobie w cierpieniu, jednak gruba warstwa mazidła nakładana na niewieście palce prawej dłoni wbitej w rękawiczkę wyraźnie dają znać, że to nie z jej ustami palce będą miały do czynienia.

- proszę się rozluźnić - dobiegł mnie jej głos słodki niczym słoik miodu - na początku może być pewien dyskomfort, a nawet odrobina bólu, ale to będzie chwilowe.

Biorę wdech, wydech, chcę powiedzieć, że jestem gotowy. Otwieram usta by przemówić, lecz...



...rozwarta została ma czeluść mroczna, palec wiedzy medycznej sięgnął źródła problemów i kręcąc się niczym stolec w przerębli zbierał wiedzę w ciemnobrązowym bagnie kwintesencji tego wszystkiego, co w człowieku najgorsze i czego pozbyć się rano po kawusi wypada.

- czy coś boli w którymś miejscu?

Tak kurka, boli mnie moja męska duma, boli mnie samoocena, boli mnie świadomość, że zostałem analnie spenetrowany niczym zniewieściały współwięzień dwumetrowego mordercy o ksywie Czuły Roman, boli mnie myśl o tym, że...

..ej, faktycznie mnie coś boli.

- tak, po lewej stronie chyba coś się dzieje.

Lekarka sprawnie znajdując wspomnianą lokalizację dokładnie sprawdza co się dzieje. Bolesny dyskomfort na chwilę odsuwa niewygodne myśli, gdy nagle przypomina mi się, że gdzieś tam jest prostata. A co jeśli mi dotknie prostaty a mój organizm prawidłowo zareaguje gigantycznym, bezceremonialnym wzwodem?!?! I będę tak leżał ze sterczącym drągiem mając w d*pie palec uroczej lekarki?!?!? JA pitolĘ ZABIERZCIE MNIE STĄD!!!



...pyk!



Ciche pyknięcie przywodzące na myśl otwieranie butelki szampana nagle zakończyło cały koszmar. d*psko me pozbawione dłoni błądzących tam, gdzie nikt poza mną nie ma dostępu odetchnęło z ulgą. A ja wraz z nim.



- proszę się ubrać.



Złażę z kozetki podciągając gacie. Nie, nie będę się wstydził. Ja jestem chory, a ona jest lekarką. To była tylko pomoc medyczna i nie ma w tym nic wstydliwego.

Staję wyprostowany, dumny, niczym pomnik Pstrowskiego. Bez grama wstydu czy zakłopotania patrzę w oczy lekarki i przemawiam.

- czy to koniec badania?

- tak, zapraszam do pierwszego gabinetu.



Kitlowa Niewiasta rusza przodem ponętnie kołysząc biodrami. W pokoju obok znów siada za biurkiem, naprzeciw jej siadam ja - pacjent. Z pełną powagą rozmawiamy o tym, co mi dolegało. Dostaję wszelkie wytyczne, sugestie, porady, informacje płyną z jej ust niosąc nadzieję na całkowite wyzdrowienie. Kilka recept kończy sprawę. Dziękuję, żegnam się. Wychodząc z gabinetu odwracam się jeszcze w drzwiach patrząc przez chwilę na lekarkę. Może i młoda, może i ładna, może i będąc kawalerem określiłbym ją jako niezłą d*pę, ale... kompetentna. Miła i pomogła. Uśmiecham się raz jeszcze myśląc:

...wiem gdzie dziś grzebałaś paluszkiem, ty mała zboczona świnko!



Wychodząc z przychodni zastanawiam się czy jednak nie lepiej, że trafiłem na nią, a nie tego lekarza co zwykle. W końcu to facet. I kawał chłopa. Zaraz zaraz, czy on aby nie miał wielkich łapsk? Auć...
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry