Widok

centymetry

Moi drodzy krótko: cudowny wspaniały przystojny facet, który przychyla mi nieba, ale 3-4cm niższy ode mnie...męczy mnie to
brak silnych dużych ramion=brak poczucia bezpieczeństwa,
nie wiem czy będę umiała być z nim szczęśliwa...wiem to tylko wzrost...
ale nie osądzajcie tylko podzielcie się swoimi doświadczeniami proszę
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 55
Graszka moja mama mówiła o mnie per: diabelec :D i cos w tym jest :D)), a mój kuzyn nazywał mnie Fryga - ja pojęcia wtedy nie miałam co to? :D
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
super, @ _?_ nie wiem skąd masz te teksty ale ubawiłem się nieżle :) pozdrówka :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja również! :)))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Kobieta. Równie niezbadana, co i nielogiczna. Nie do ogarnięcia są ścieżki, którymi podążają niewieście myśli. I nigdy, ale to nigdy nie wiesz, kiedy Niewiasta Twoja nagle stwierdzi, że coś NAGLE zaczęło Jej przeszkadzać. Ale tak BARDZO przeszkadzać.

Kobiety mają swoje dziwne maskotki: yorki, rybki, pluszowe misie, kapcie z futerkiem, patelnie z różową rączką, nie wiem co tam jeszcze. Paskudztwa owe (znaczy się maskotki, nie kobiety) niby w oczy trochę kolą, jednak Prawdziwy Samiec wie, że trzeba zostawić w spokoju te artefakty by nie sprowadzać sobie na łeb problemów. Omijamy więc szerokim łukiem futrzate relikwie, czasami tylko (gdy nikt nie widzi) przydeptujemy niby to przypadkiem jazgoczącą karykaturę psa, zdarza się rybkom wrzucić do akwarium jakąś niespodziankę (zobaczmy, czy zjedzą śledzia w śmietanie), ewentualnie w trudniejszych momentach po barwniejszej dyspucie z Niewiastą, zdarzy się nam w ramach zemsty napierdzieć na ulubioną maskotkę naszej damy.
Ale poza tym wszystkim szanujemy to całe dziadostwo walające się po mieszkaniu.
Oczywiście w drugą stronę to nie działa.
Bo nie.

Prawdziwy samiec nie ma misiów, yorka, jedyne ryby jakie akceptuje to wędzony pstrąg, śledź pod setę, ewentualnie w ostateczności niedomyta nastka na woodstocku.
Prawdziwy samiec ma coś innego, coś głębszego, coś bliższego ciału niż koszula i gacie razem wzięte.
My mamy swoje ciciki w pępku!

Nadajemy swoim cicikom imiona, kolekcjonujemy je, niepozorne ciciki dają nam tyle możliwości w temacie rozrywki! Można przy piwie robić zawody w kulaniu cicików na odległość, można nimi w kogoś rzucić, porównujemy swoje ciciki, a po naślinieniu palców da się wymodelować cicik na podobieństwo facjaty nielubianego kolegi z pracy.
Mamy dwa ciciki? Jeszcze lepiej! Można z nich zrobić pół bałwanka, albo cycki, możemy zderzać ciciki symulując katastrofę drogową, zaś gdy dojdzie cicik trzeci - można już takim zbiorem żonglować!

Ciciki TO JEST TO!

Oczywiście największym problemem w temacie cikików jest Kobieta.
Czasami gdy Prawdziwy Samiec stoi przed lutrem w łazience podziwiając swe boskie ciało, wpadnie do łazienki Niewiasta. Przylezie by zakłócić nasz spokój, przerwać chwile samczego samouwielbienia i co gorsze, wskazując palcem na samczy pępek zacznie robić raban:

- fuuuuuuuuuuj!!!! CO TO JEST!?!?!?
- no, cicik.
- weź to wyjmij, zrób z tym coś!!!

...i nie pomagają tłumaczenia, prośby, powoływania się na sprawiedliwość, równość i braterstwo...

- to ma mi natychmiast stąd zniknąć!!! Wywal to paskudztwo!!!
"Sama jesteś paskudztwo" - pozostaje nam pomyśleć i posłusznie wymontować z pępka naszego cicikowego pieszczocha.

*****

Późny wieczór. Leżę na kanapie opłakując utracony cicik. Najwspanialsza-Z-Żon od trzydziestu minut nawija do telefonu o tym, jak to ostatnio czapraczek pasował kolorem do owijek i jak konik ładnie się prezentował z nauszniczkami.
kijnia z grzybnią, wyć się chce, cicik poszedł do kibla, jestem sam na świcie i nikt mnie nie rozumie i nie kocha. Smutnym wzrokiem sunę po półce z książkami. Nagle mój wzrok zatrzymuje się na... golarce do ubrań. Bo... golarka do ubrań ma taki przezroczysty pojemniczek, gdzie wpadają kłaczki i tam się rolują i powstaje... PRAWDZIWY CICIKOZAUR!



Cichutko otwieram golarkę, biorę na dłoń kulkę śmiecia wszelakiego. Na mej samczej mordzie pojawia się uśmiech. Cicho szepcę do znaleziska spoczywające na dłoni:

- witaj, jestem Emil, a Ty jesteś moim nowym cicikiem. Od dziś będziemy przyjaciółmi.

Późny wieczór. Najwspanialsza-Z-Żon nadal telefonicznie analizuje różnice pomiędzy fioletem biskupim a fioletem śliwkowym, ale śliwkowym ze śliwki hiszpańskiej.
Leżę na kanapie. Mój nowy cicik już ładnie ułożył się w pępku. Teraz moje samcze Ja jest kompletne.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
Fryga??? Hahaha a moja mama do mnie mówiła Ty pielgrzymie!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
.. a ja chcę jeszcze :)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wieczorowa pora. Zalegamy z Najwspanialszą-Z-Żon w łożu małżeńskim leniwie trawiąc resztki kolacji.
W tv leci kolejny program kulinarny (MC-GR), Najwspanialsza-Z-Żon z wypiekami na twarzy śledzi poczynania uczestników, ja staram się niezauważenie zdjąć okulary by przyciąć komara.
Merdaty w połowie wczołgał się do sypialni udając, że wcale nie ma zamiaru załadować nam się do wyrka.
Sielanka.

Zapadam w błogą nieświadomość. Morfeusz bierze mnie w swe ramiona, gdzieś pod powiekami rozpoczyna się sen o wielkiej krówce-mordkoklejce błagającej mnie bym wziął ją do ust i przeżuwał, przeżuwał...

Nagłe "EJ" wykrzyknięte przez Najwspanialszą-Z-Żon wyrywa mnie ze snu. Obraz megakrówki pryska, jedynie w ustach zostają ostatki do przeżucia. Cholerny katar...
Starając się nie spopielić wzrokiem mej 2giej połowy, zapytuję kulturalnie:
- no?
- nie śpij!
- nie śpię. Zamyśliłem się.
- zjadłabym coś słodkiego.
- ja jestem słodki.
- chyba byłeś jak spałeś.
- nie spałem, zamyśliłem się.

Tak czy inaczej wygląda na to, że dziś moja kolej zrobić jakąś deserową paszę. Zwlekam się z łoża. Merdaty myśląc, że jego plan wczołgania się do sypialni został wykryty, ewakuuje się szybko do pokoju obok. Ja wkraczam do kuchni.
Szybki rzut okiem na posiadane dobra, jak nie patrzeć - wychodzi głównie jajecznica studencka. Sięgam do najodleglejszych zakamarków, znajduję puszki z owocami. Ok, będzie na słodko.
W niezwykle wykwintny sposób przerzucam podziabane widelcem kawałki ananasa i brzoskwini do kufla z piwa. Z kufla wygodnie będzie wciągać frukty nawet będąc w pozycji leżącej. Miącham zawartość. Przydałby się jakiś element dekoracyjny. W lodówce znajduję odrobinę bitej śmietany w sprayu. Dwa smarknięcia - no deser prawie idealny. Szczerze powiedziawszy wszystko wygląda jak mielone ośmiornice ozdobione pianką izolacyjną, ale w sypialni i tak jest półmrok to nie będzie nic widać.
W akcie uniesienia posypuję jeszcze całość odrobiną Puchatka - no ja pierdzielę, toż to deser na widok którego nawet Gesslerowa by oniemiała.
Tak, oniemiałaby zdecydowanie.

Dumny z siebie jak bereciara z wykrycia żydokomunistycznego spisku, wkraczam do sypialni. Brzuch wciągnięty, pierś wypięta, dwa kufle w rękach. Ogólnie ociekam samozadowoleniem i zarąbistością.

Najwspanialsza-Z-Żon bierze kufel do ręki, przygląda się przez szklane ścianki zawartości. Jej lewa brew skoczyła w górę, końcówka prawego ucha zagięła się w dół. To jednoznaczny sygnał, że zaraz mi czymś dowali. Kilka sekund później z Jej ust pada:

- ale rąbnąłeś danie. Prawie jak Tali z MasterChefa. Widać w tym daniu Twój geniusz. Dobrze, że nie posypałeś wszystkiego maltodekstryną...

Ożesz Ty! To ja z narażeniem życia puszki otwierałem, widelcem dziabałem narażając się na utratę zdrowia i oka i na śmierć przez rozerwanie zbuntowaną puszką śmietany w spray się narażałem, a Ona będzie sobie tak bezkarnie szydzić z mojego deseru?!?! O nie, w tym domu tak nie będzie!
Wysilam szare komórki odpowiedzialne za cięte riposty i wyrzucam z siebie w kierunku Najwspanialszej-Z-Żon przeżuwającej kawałek ananasa:

- żebyś wiedziała po czym się drapałem przed nałożeniem Ci owoców, to by Ci tak humor nie dopisywał!

Najwspanialsza-Z-Żon przełknęła ananasa, zerknęła na mnie wzrokiem pełnym politowania, rzekła:

- po czymkolwiek swoim byś się nie drapał to miałam to już w ustach albo na twarzy. Tak więc wiesz...

Opadła mi szczęka, opadły mi ręce, opadła mi nawet śmietana na deserze. Szach mat.
Tak jest, ożeniłem się z kobietą idealną.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
~_?_ normalnie padłam ze śmiechu ;))
dawaj dalej ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Godzina 23:30.
Oglądamy z Najwspanialszą-Z-Żon bzdurny program w TV. Na ekranie jakieś spasione babsko opowiada o tym, jaka krzywda stała się jej spasionej miniaturce - córeczka nie wygrała konkursu piękności.
Oceniając szybkim rzutem oka - młoda już bardziej powinna startować w regionalnym konkursie trzody chlewnej, niż w wyborach miss nastolatek.
Głupoty to wszystko, głupoty...
Zsuwam się nieco niżej pod kołdrę tak, by Najwspanialsza-Z-Żon nie zorientowała się, ze coś kombinuję. Okopany po czubek nosa przygotowują się do bezczelnego, tajniackiego przycięcia komara.
...mijają dwie minuty. Balansując na krawędzi snu i jawy staram się nie chrapnąć, nie pierdnąć, nie oddychać zbyt głęboko - najważniejsze to nie zdradzić się...

...na łączce górskiej, strumyczkiem przecinanej, na łączce górskiej w słońcu skąpanej, cycata pastereczka owieczek pilnuje. Spragniona niewiasta unosi do ust dzban pełen mleka i zaczyna powoli pić. Niesforny strumyk mleka umyka od ust pastereczki i zaczyna spływać po brodzie, szyi i dekolcie w stronę wielgachnych, olbrzymich, dumnie sterczących cy...

- CHCESZ TOSTA?

...wyrywa mnie ze snu. kurka! Prawie zawału dostałem. Otwieram oczy nie wiedząc za bardzo gdzie jestem i co robię. Zamiast łąki - na podłodze kudłaty dywan. Zamiast owieczki - Merdaty liżący sobie jaja. Pastereczka też się zdematerializowała, jest za to Najwspanialsza-Z-Żon zerkająca na mnie podejrzliwie z kuchni.

- Spałeś?
- Nie, zamyśliłem się.
- To chcesz tego tosta?
- Tak, mleko.
- Co?
- Tak, tosta.

Najwspanialsza-Z-Żon znika w kuchni, chyba się udało. Poprawiam się w łóżku, moszczę łeb na poduszce w taki sposób, by twarz była skierowana w stronę telewizora. Zamykam na sekundę lewe oko.

...na łączce górskiej, strumyczkiem przecinanej pastereczka o piersiach potężnych jak Dzwon Zygmunta, dogląda swoich owieczek. Ostatnie kropelki mleka perlą się na jej dekolcie, owieczki pobekują cicho w tle, delikatny podmuch wiatru bawi się kosmykiem jej włosów. Pastereczka zauważa mnie i wstaje. Poprawia spódnicę strzepując jakiś listek, rusza w moją stronę. Bujne piersi delikatnie kołyszą się w rytm kroków i ruchu bioder, kosmyk włosów opada na twarz. Pastereczka siada u moich stóp zalotnie zerkając z dołu, jej pełne usta rozchylają się by już za moment szepnąć do mnie...

- No trzymaj tego tosta!

Ja pitolę! Zrywam się ze snu próbując złapać pastereczkę za cyca, zamiast tego - łapię Merdatego za d*pę. Wyrwany ze snu pies zrywa się i ucieka do przedpokoju prawie zabijając się o drzwi. Otwieram szerzej oczy próbując ocenić sytuację: w połowie leżę na łóżku, w połowie z niego zwisam. W lewej dłoni mam jeszcze kilka kłaków z psiego d*pska, prawą podpieram się by nie zlecieć z wyra. Nade mną stoi Najwspanialsza-Z-Żon z talerzem pełnym tostów, zza jej nóg zerka Merdaty zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi.
kurka, no z tego to już się nie wytłumaczę. Na szybko staram się wydumać jakąś ściemę. Jedyne co przychodzi mi do głowy to...

- butelki wody szukam, gdzieś tu stała?

Najwspanialsza-Z-Żon nadal zerka nieufnie na mnie z góry.

- i szukałeś tej wody pod psią d*pą?
- bo bez okularów nie widzę. Pomyliłem psa z butelką.
- okulary masz na nosie.

kurka. Jestem w d*pie. Zaraz padnie TO stwierdzenie:

- spałeś!
- nie spałem, zamyśliłem się!
- tak? To co było w TV zanim zaczęły się reklamy?!?
- no dobra, spałem...

Mijają minuty. Przeżuwamy leniwie tosty. Najwspanialsza-Z-Żon zerka na mnie co chwilę, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś.

- to co Ci się śniło?
- eeeeeee, nic, nie wiem, nie pamiętam - dukam wspominając z łezką w oku słoneczną łączkę.
- jakieś d*py Ci się śniły, co?
- a gdzieeeeeeeeeee, tam - ściemniam nadal, wymazując z pamięci obraz mleka lejącego się po niewieścim cycu.
- to ten namiot po co postawiłeś?

No tak, nie da się ukryć. W połowie drogi pomiędzy moim łbem a stopami, stoi pokaźnej wielkości pałatka. I z pewnością nie są to nagromadzone pod kołderką bączusie.
Odchrząkam, obniżam głos, przysuwam się bliżej Najwspanialszej-Z-Żon. Ta zerka na mnie nieufnie, gdy delikatnie sunę palcem wskazującym po obrzeżach Jej tosta. Zbliżam usta do niewieściego uszka i wyszeptuję:

- wiesz, jak już mamy ten namiot, to chyba szkoda, żeby się zmarnował, prawda?

...jakiś czas później przyśnięcie zostało wybaczone...
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
... w życiu nie czytałem fajniejszych historyjek ... super :)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
trudne życie masz -?- dlaczego nie wolno Ci spać? ;):D
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4
Kto odgadnie kobietę ?
Che abym ja adorował.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
_?_ zacznij małżonce "d... pierdołami zawracać" to sama poprosi żebyś zasnął ;):) chyba, że zechce żebyś się jej d... zajął, to sobie znów nie pośpisz ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4
Ale ja ja kocham. I tak na prawdę lubię to.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
To teraz z innej beczki:)))))



Czasami bywa tak, że Starsze Pokolenie trzeba kopnąć w kuper, bo samo od siebie nie jest w stanie podjąć ryzyka, zrobić kroku naprzód, spróbować czegoś nowego. Kij wie z czego to wynika: czy to jakiś kompleks? Strach przed nieznanym? Mylne przeświadczenie, że takie rzeczy to zostawmy młodym, niech oni czegoś nowego próbują?



Nie, nie dobrałem się do tej czterdziestoletniej sąsiadki z trzeciego piętra.

Za to w ramach walki z uporem pokolenia 50+ kupiliśmy Najwspanialszym-Z-Teściów bon podarunkowy w miejsce, gdzie schabowego nie zaznasz, gdzie golonka jest plugastwem, a ziemniak ostatni raz był widziany w 1380 roku za czasów, gdy jeszcze zamiast knajpy było w tym miejscu pole orane przez rolnika o wdzięcznym imieniu Bożydar.

Tzn koń orał, znaczy się pług ciągnął, Bożydar jeno kierował.

Imię konia pozostaje nieznane.



Zostawmy jednak konia i Bożydara. Zadowoleni z siebie z Najwspanialszą-Z-Żon wręczyliśmy bonik Najwspanialszym-Z-Teściów, po czym zamknęliśmy temat. I sprawa wydawać by się mogła zakończona, gdyby któregoś lutowego popołudnia Niewiasta moja nie stwierdziła:

- Tata urodziny robi w knajpie sushi. Znaczy się, że zaprasza nas wszystkich i zrobimy tam sobie imprezę.



Poczułem momentalnie, jak nad moją głową zaczęły się kłębić złowieszcze chmury.

- Ale jak to, przecież mieli sobie tam pójść sami we dwoje, posiedzieć, czegoś nowego spróbować, odpocząć od wszystkich, z tymi śledziami w ryżu mieli się zaprzyjaźnić...

- No tak - wtrąciła Najwspanialsza-Z-Żon - ale oni wolą z nami.



No tak. Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie w pada. Miałem zaciesz dwa dni wyobrażając sobie Najwspanialszego-Z-Teściów próbującego złapać pałeczkami jakąś gałkę oczną kalmara, a teraz ja też będę musiał walczy z mdłościami patrząc na jedzenie, które na mnie patrzy.

Nic to, trza być twardym a nie mietkim, nie dostałem ostatnio sr*czki na Woodstocku po papce u Krisznowców, to i z octopusem sobie poradzę!



*****



Późne popołudnie kilka dni później.

Siedzimy w szóstkę przy restauracyjnym stole, każde z nas gapi się w menu. Lampię się w swoją kartę próbując odgadnąć, co kryje się pod poszczególnymi nazwami. Generalnie udało już mi się ogarnąć dwie pozycje: woda i piwo. Reszta nadal stanowi jakiś problem. Co chwila każdy strzela wzrokiem w kierunku Najwspanialszego-Ze-Szwa... no dobra, przesadziłem. Na Brata-Najwspanialszej-Z-Żon - ten jako jedyny miał już kontakt z mrugającym jedzeniem. I podobno mu smakowało.

Podchodzi Pani-Kelnerka:

- czy podjęli już Państwo decyzję? - zapytuje wodząc wzrokiem po zebranych. Bladość, zielonkowatość, lub nerwowe uśmiechy na naszych twarzach wyraźnie sygnalizują, że nie wiemy co tu robimy. I nie wiemy co mamy zamówić. Ani jak wymówić nazwę tego co być może będziemy chcieli zamówić. Wspaniała kobieta z tej kelnerki - widząc nasze miny przychodzi z pomocą:

- to może taki zestaw zrobimy, że zmodyfikujemy ping-pong-penk z dzyng-long-dail i dodamy zamiast riki-tiki trochę puti-puti i wszyscy sobie Państwo wszystkiego będziecie mogli spróbować i posmakować?



Złota kobieta z tej kelnerki! Jednogłośnie stwierdzamy "tak!", po czym przechodzimy do zamawiania napojów. Decydujemy się na dwa piwa, jakiś sok z czegoś co myślałem, jedyną jego funkcją jest bycie chwastem, będzie też herbatka. Jako, że mam prowadzić, biorę wodę. Nie będę w siebie wlewać wywaru z jelita nosorożca, i tak za dużo gastrowrażeń mnie dziś czeka.



Tymczasem na stół wjeżdża pierwsza potrawa: jakieś białe roladki ułożone w stosik, widać że parują, więc danie na ciepło. Przyglądam się stosikowi zastanawiając się, w co to wszystko jest zawinięte i co może być w środku. Z zewnątrz wygląda to trochę kudłato, jakby jakieś kosmki jelitowe. Nic to. Szykuję się mentalnie do wchłonięcia jednej sztuki, gdy potok myśli przerywa mi Najwspanialsza-Z-Żon:

- ty chyba nie chcesz zeżreć ręcznika?

- co?!?!

- no to są takie małe ręczniki żeby sobie ręce wytrzeć czy coś.



Matko i córko... Mało brakowało, a podczas pierwszego występu w knajpie sushi zeżarłbym ręcznik. Uśmiecham się nerwowo do swojej niewiasty...

- nieeeee, no co ty, tak tylko żartowałem...



kurka, mogli przynajmniej metkami do klienta to ułożyć żeby jasne było...



Pojawiają się napoje. Najwspanialsza-Z-Teściowych wciąga wywar z wyciśniętego kaktusa. Ja wciągam wodę, uprzednio dokładnie ją obwąc***ąc. Wygląda i pachnie ok, ale lepiej mieć się na baczności. Tymczasem na stół wjeżdża kaczka. Kaczka, właśnie...

...bo z kaczką to jest tak, że Jedyna Prawdziwa kaczka, to ta którą robi Najwspanialszy-Z-Teściów. Kaczka, którą dopieszcza, marynuje, nadziewa farszem własnej roboty, zszywa, piecze, dogląda... i nawet jeśli zdarzy się że nastąpi detonacja kaczki podczas jej pieczenia, to i tak jedyną Prawdziwą Kaczkę robi Mistrz Kaczuchy! Znaczy się Teść!

Zerkamy więc na półmisek z kaczym truchłem. Pieczony drób okrywa przypieczona panierka, gdyby było zdobienie z pędami brzozy, to by idealnie...

...a nieważne. Bierzemy do rąk pałeczki. Niewiasta moja wygląda jak pijany oszczepnik próbujący rzucić bronią w ruchomy cel. Ja bez mała wybijam sobie oko, ratują mnie okulary. Najwspanialszy-Z-Teściów po kilku chwilach nierównej walki sięga po widelec. Reszta sobie jakoś nawet radzi.

Ogarniam drewno w palcach i sięgam po drób.

Niezłe. Nawet nie wali żadnym kitajcem. Panierka jakaś dziwna, ale dobra. Inna i tyle. Obok drobia leży na półmisku półokrągłe, oślizgłe coś. Nie wygląda na podroby, nie widać źrenicy, chwytam toto pałeczkami i wsadzam sobie do twarzy. Coś jakby pieczarka, też dobre. To teraz trochę tej dziwnej sałatki: chwytam pałeczkami plątaninę pędów i ciągnę. Nie chce puścić. A, nie, to kwiatek w doniczce dekorującej stół. Tego się nie je.

Chyba nikt nic nie widział, więc wracam do kaczego truchła, maczając je przed spożyciem we wszystkich dostępnych na stole miseczkach i pojemnikach z płynem. Najwspanialsza-Z-Żon przewidując moje zdolności na wszelki wypadek zabezpiecza swój kufelek piwa, podsuwając mi bliżej korytko z sosem.



Mija kilkanaście minut...

Kaczka wchłonięta, nie jest źle. Póki co nie trzeba było mierzyć się czymś, co ma więcej oczu lub kończyn niż ja sam. Zadowoleni czekamy na kolejną dostawę paszy sącząc leniwie swoje płyny. Ale oto i jest, na stół wjeżdża gigantyczna obrotowa deska pełna...

...oł maj fakin gad! Przed oczami pojawiają mi się momentalnie sceny z widzianego ostatnio filmu przyrodniczego produkcji japońskiej, na którym jurna córa rybaka zostaje we śnie zaatakowana przez przybyłe z kosmosu skrzyżowanie ośmiornicy, glonojada i zagęszczarki wibracyjnej! I ja to mam sobie wsadzić do ustów?!?!



Najwspanialsza-Z-Żon nie miała takich obiekcji - w ułamku sekundy porwała galaretowate różowe na kleistym białym, tonknęła to w sosie i zapakowała sobie w lico. Radość na twarzy wyraźnie sygnalizowała, że chyba jest to smaczne.

Niczym mistrz szermierki Wołodyjowski zaczynam manewrować swoimi pałeczkami w kierunku sterty żarcia. Wybór pada na coś jakby zawinięte w starą gazetę, chyba z ryżem i Paprykarzem Szczecińskim w środku. Zbliżam do lica, wącham, tonkam w sosie, wkładam do twarzy, mlaskam...

Nawet jeśli to był mielony odbyt kalmara, to jest to najlepsza mielona kalmarza pierdziawka, jaką jadłem w życiu!



Jednomyślnie rzucamy się na żarcie wchłaniając te wszystkie kulki, roladki, plastry i piramidki. W niecałe 40 minut wciągamy prawie całą zawartość deski. Pozostają pojedyncze niedobitki, kawałek pomarańczowego warzywa o smaku tarki do jarzyn i chyba jakaś sałatka. Z tego co widzę, doniczka zdobiąca stół jest pusta. Czując nietypowy smak w ustach zaczynam się zastanawiać, czy z rozpędu jednak nie zeżarłem tego kwiatka. Przynajmniej nie zeżarłem ręcznika.



Ukontentowany gładzę się po brzuchu. Może zakochać się nie zakocham w tym gastronomicznym hentai, ale doświadczenie jako takie było bardzo ciekawe.



Mija kilkanaście minut. Pora się zbierać. Najwspanialsi-Z-Teściów najwyraźniej nie planują jeszcze powrotu do domu - pojawia się opcja podskoczenia do Ikei by pooglądać kuchnie - wszak u Brata-Najwspanialszej-Z-Żon trwa remont.



IKEA! Tak, to jest dobry pomysł! Momentalnie moje myśli galopują w stronę pierwszego piętra, gdzie przy stoliku obok ściany będącej jednym wielkim oknem, można siąść i zatopić zęby w...

...Najwspanialsza-Z-Żon widząc lewitujące nad moją głową wizję klopsików z frytkami i żurawiną i kawy z szarlotką i hot-dogów za dwa pindziesiont, delikatnie acz dosadnie budzi mnie strzałem w potylicę.

- d*psiki a nie klopsiki z żurawiną ci dam, obżarta świnio, mało żeś zeżarł?!?!? Do domu!!!



Pięć minut później już byliśmy w drodze do siebie. Nasycona żalem łza bezgłośnie potoczyła się po moim policzku...
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0
_?_ a ja to wiem, rozumiem i żartuję sobie tylko :) dlatego wstawiam emotki ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3
Ja jako samiec nie lubię emotikonów! To takie gimbusiarstwo.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
ale nadają ton rozmowie, gdybyś właściwie odczytał wiedziałbyś co mam na myśli, a tak pomyślałeś, ze sie czepiam :) a ja mam uśmiech na twarzy od ucha do ucha:D i za uchem pewnie jeszcze tez ;)))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4
Masz człowieku talent:)))))....ale się uśmiałam:))))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja używam emotikony, bo było kilka sytuacji, że zwracałam komuś delikatnie uwagę, nie mając na myśli by tej osoby urazić--- to już zostałam posądzona ze daną osobę ochrzaniłam...Gdy przybierałam wypowiedź w emotikony typu uśmieszki, to sprawa wyglądała łagodniej:-)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 3
do góry