Widok
Mojej sąsiadce na Zaspie doprowadzili do niedotlenienia dziecka i niestety ma dziecko niepełnosprawne. Tak jak pisałam w każdym szpitalu dzieją się różne rzeczy ale naturalne jest, że jeśli kogoś krzywda w którymś spotkała to będzie go odradzał, a przecież ktoś inny może być bardzo zadowolony prawda?
Beta - są plusy i minusy tego, że tatusiowie mogą być na sali z mamusiami i dziećmi ;)
plusy dla tychże mamuś - tatusiowie mogą pomagać itp.
ale z drugiej strony dla tych pozostałych mamuś z sali - może być krępująca obecność obcych facetów (jak uczysz się karmić, siedzisz z laktatorem, wstajesz z łóżka z poplamioną koszulą, bo przeciekłaś itp.)
ja na początku miałam 3 fajne dziewczyny, tatusiowie przyjeżdżali na 10-30 minut, dowozili nam wodę do picia itp.
na ostatnie 24 godziny zostałam z inną dziewczyną - byłyśmy we 2 na sali 4 osobowej... jej mąż wyszedł tylko na noc do domu... nie powiem - czułam się skrępowana...
gość - to faktycznie masakra... biedna dziewczyna...
odnośnie znieczulenia - trzeba mieć odpowiednie rozwarcie żeby je dostać ;) ja nie dotrwałam do tego etapu sn
plusy dla tychże mamuś - tatusiowie mogą pomagać itp.
ale z drugiej strony dla tych pozostałych mamuś z sali - może być krępująca obecność obcych facetów (jak uczysz się karmić, siedzisz z laktatorem, wstajesz z łóżka z poplamioną koszulą, bo przeciekłaś itp.)
ja na początku miałam 3 fajne dziewczyny, tatusiowie przyjeżdżali na 10-30 minut, dowozili nam wodę do picia itp.
na ostatnie 24 godziny zostałam z inną dziewczyną - byłyśmy we 2 na sali 4 osobowej... jej mąż wyszedł tylko na noc do domu... nie powiem - czułam się skrępowana...
gość - to faktycznie masakra... biedna dziewczyna...
odnośnie znieczulenia - trzeba mieć odpowiednie rozwarcie żeby je dostać ;) ja nie dotrwałam do tego etapu sn
ile porodów tyle opini. Ja rodziłam na Klinicznej i złego słowa powiedzieć nie mogę.
Koleżanka rodziła na zaspie i dziecko złapało gronkowca, inna w wojewódzkim i prawie oboje z dzieckiem się przękręcili, bo za późno zauważyli,że się łożysko odkleiło i dopiero jak dostała masywnego krwotoku,to wtedy na CC.
Także nie ma sprawdzonego miejsca,każdy poród jest inny,a ludzie tam pracujący są tylko ludźmi i każdy może mieć lepsze i gorsze dni.
Koleżanka rodziła na zaspie i dziecko złapało gronkowca, inna w wojewódzkim i prawie oboje z dzieckiem się przękręcili, bo za późno zauważyli,że się łożysko odkleiło i dopiero jak dostała masywnego krwotoku,to wtedy na CC.
Także nie ma sprawdzonego miejsca,każdy poród jest inny,a ludzie tam pracujący są tylko ludźmi i każdy może mieć lepsze i gorsze dni.
jeśli chodzi o odwiedziny to uważam tak jak "ja", że to szpital, i siedzenie (leżenie w łóżku) cały dzień w bieliźnie nocnej itp przy obcych facetach to masakra i może przeszkadzać, ciągły hałas, rozmowy itp, zwłaszcza że wiem że mój mąż nie będzie ze mną siedział cały dzień, tylko właśnie wpadnie na godzinkę, przyniesie jedzonko i tyle. I nie wyobrażam sobie że będę karmić przy jakimś obcym facecie, ja do tych wstydliwych należę ;p więc myślę że gdyby mi przyszło rozbierać się przy obcym mężu to grzecznie poprosiłabym go aby wyszedł i tyle
Rozumiem Cię doskonale,sama w grudniu stanęłam przed tym dylematem.Najpierw chciałam rodzić w swissmedzie-odpadł ze względu na brak oiomu noworodkowego, potem musiałam wybrać pomiędzy wojewódzkim,zaspą i kliniczną.Byłam oglądać porodówkę w każdym z tych szpitali-z wojewódzkiego miałam ochotę uciekać czym prędzej, zaspa jak dla mnie typowa masówka-jeden poród za drugim, kliniczna najlepiej wypadła na tym tle-nowoczesna, intymna sala porodowa. Mój poród wspominam bardzo miło- nastawiałam się na coś o wiele gorszego i pozytywnie się rozczarowałam.Opieka przy porodzie bardzo dobra,nie dostałam w ogóle oksytocyny, dużo czasu spędziłam pod prysznicem, najgorsze było leżenie pod KTG- przy bólach z krzyża pozycja leżąca nie jest zbyt komfortowa,ale szybko mnie uwolnili od tych pasów i było ok. Położne pani Agnieszka i pani Karolina-przemiłe kobiety.Mi bardzo pomogło właściwe oddychanie i skupienie się na tym, co dzieje się z moim ciałem. Nie brałam znieczulenia, bo dla mnie był to ból do wytrzymania i myślę, że nie taki poród straszny jak go malują;)Opieka poporodowa dobra, pani od laktacji bardzo mi pomogła, mąż był ze mną od rana do wieczora i nie wyobrażam sobie inaczej- po porodzie jest się osłabionym i pomoc męża przy dziecku jest potrzebna- chociażby po to,żeby się chwilę zdrzemnąć po trudach porodu i nieprzespanej nocy. Tak naprawdę najcięższe są pierwsze 2-3 tygodnie po porodzie- wtedy zaczyna się naprawdę jazda bez trzymanki.
P.S. Termin 13 kwietnia to bardzo fajna data-sama tego dnia obchodzę urodziny:)
P.S. Termin 13 kwietnia to bardzo fajna data-sama tego dnia obchodzę urodziny:)
ja rodziałam na Klinicznej rok temu- poród skonczył się cesarką- ale uważam, że opiekę miałam bardzo dobrą na każym etapie- porodówka, sala pooperacyjna i oddział na którym spędziałm tydzień- cały personel był bardzo pomocny!
Co do odwiedzin- na sali pooperacyjnej ustliłyśmy z innymi kobietami tam leżącymi, że nasi mężowie mogą przebywać i żadnej to nie przeszkadza, podobnie na sali na oddziale- zawsze pytałam moje współlokatorki czy mąż może wejść i zostać przez jakiś czas- nie przeszkadzały mi zupełnie wizyty mężów, rodziny moich towarzyszek niedoli- ja polecam Kliniczną
Co do odwiedzin- na sali pooperacyjnej ustliłyśmy z innymi kobietami tam leżącymi, że nasi mężowie mogą przebywać i żadnej to nie przeszkadza, podobnie na sali na oddziale- zawsze pytałam moje współlokatorki czy mąż może wejść i zostać przez jakiś czas- nie przeszkadzały mi zupełnie wizyty mężów, rodziny moich towarzyszek niedoli- ja polecam Kliniczną