Widok
oddam kota...
Przeprowadziłam się z moim kotem przyzwyczajonym do swobodnego wybiegu. Mieszkam teraz przy ruchliwej ulicy na 2 piętrze co powoduje jego całkowity brak wolności. Nie potrafi przyzwyczaić się do nowych warunków i widzę jak się męczy. Może znajdzie się ktoś kto zapewni mu warunki w których będzie szczęśliwy? Jest rasowy-Balinesse, niebieskie oczy, kremowe futro, śliczny pyszczek... Potrzebuję pomocy bo w najbliższym ani też dalszym okresie nie spodziewam się zmiany warunków mieszkaniowych.
co ty tam za dobre rady wydedukowałeś w tych swoich meandrach? ja się rano zbudziłem w akademiku właśnie bez sodowej i bez mineralki. a do sklepu było znacznie dalej niż do kranu. to co mi po takich poradach w stylu "jak jesteś głodny to najlepszym pomysłem jest coś zjeść".
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
a ty se zamów kartę do bankomatu. bedziesz mógł banie robić również w weekendy i też nie będziesz zawiedziony. najlepiej vise a jak chcesz być bardziej oryginalny to majestro. by the way, to pisałem że nie pamietam czym zawiedziony byłem. na pewno nie brakiem wody, bo to odkryłem dopiero nad ranem. zresztą nie będę się tłumaczył. cześć
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
tak se tłumacz. nie jesteś szczęśliwym człowiekiem, co widać na kilometr. co nie znaczy, że źle ci życzę. bo nikomu już chyba źle nie życzę. a po przeczytaniu felietonu mazurka staram się też nikogo nie obrażać.
http://blog.rp.pl/mazurek/2010/07/08/zatopic-buraka/
http://blog.rp.pl/mazurek/2010/07/08/zatopic-buraka/
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
ho ho
To Ty musisz mieć dobrą lornetkę, skoro widzisz tak dobrze moje szczęście lub jego brak z kilometra, pewno nawet je potrafisz zdefiniować jakbyś się mocno postarał co?
Pożyczyłbyś mi może tę lornetę hę?
Tołstoj napisał, że szczęście to nie stacja do której się zmierza, ale sposób podróżowania. Ja przemierzam drogę jak mi się żywnie podoba.
To Ty musisz mieć dobrą lornetkę, skoro widzisz tak dobrze moje szczęście lub jego brak z kilometra, pewno nawet je potrafisz zdefiniować jakbyś się mocno postarał co?
Pożyczyłbyś mi może tę lornetę hę?
Tołstoj napisał, że szczęście to nie stacja do której się zmierza, ale sposób podróżowania. Ja przemierzam drogę jak mi się żywnie podoba.
:)
Wziąłem jeden jedyny raz radusa na spacer, z pięć kilosów od domu daleko za tory kolejowe na zupełnie obce łąki. Wypuściłem drania z torby ufając, że nie odwinie mi numeru bez smyczy (smycz dla kota? hehehe przepraszam, ale... tego jeszcze się nie dorobiłem)
No i wypuściłem a on odwinął mi wtedy numer.
Poszwędał się i gdy ja odpalałem papierosy pijąc zimne prysnął z pola widzenia, bo coś go spłoszyło.
Cały bity dzień do nocy go szukałem przeczesując olbrzymie pobliskie knieje.
Znalazłem bestię w miejscu gdzie ją wypuściłem - pod dużym krzakiem aronii.
Wziąłem jeden jedyny raz radusa na spacer, z pięć kilosów od domu daleko za tory kolejowe na zupełnie obce łąki. Wypuściłem drania z torby ufając, że nie odwinie mi numeru bez smyczy (smycz dla kota? hehehe przepraszam, ale... tego jeszcze się nie dorobiłem)
No i wypuściłem a on odwinął mi wtedy numer.
Poszwędał się i gdy ja odpalałem papierosy pijąc zimne prysnął z pola widzenia, bo coś go spłoszyło.
Cały bity dzień do nocy go szukałem przeczesując olbrzymie pobliskie knieje.
Znalazłem bestię w miejscu gdzie ją wypuściłem - pod dużym krzakiem aronii.
Najlepiej gdyby go wypuszczała tam, gdzie wcześniej wychodził. Albo w jakimś ogródku w miarę dobrze ogrodzonym, żeby się musiał nakombinować jak zwiać i żeby było widać jak bestia przeskakuje ogrodzenie. Ale tak sobie tylko gdybam.
Kot na smyczy odmawia zgody na powrót do domu. O pasiastym mówię, bo z czarnym nie próbowałam. Trzeba na rączki, inaczej musiałabym wlec drania na siłę, a on się zapiera wszystkimi 4 łapami. Inny problem, że potem nie robi nic innego, jak tylko siedzi pod drzwiami i miauczy.
Oba koty nie przepuszczają też zazwyczaj okazji żeby zwiać na balkon. Zazwyczaj. Wczoraj młody czarny wyściubił nos i od razu biegiem wrócił do cienia, pasiasty zaryzykował 20-sekundowy zwiad, po czym dołączyl do małego.
Kot na smyczy odmawia zgody na powrót do domu. O pasiastym mówię, bo z czarnym nie próbowałam. Trzeba na rączki, inaczej musiałabym wlec drania na siłę, a on się zapiera wszystkimi 4 łapami. Inny problem, że potem nie robi nic innego, jak tylko siedzi pod drzwiami i miauczy.
Oba koty nie przepuszczają też zazwyczaj okazji żeby zwiać na balkon. Zazwyczaj. Wczoraj młody czarny wyściubił nos i od razu biegiem wrócił do cienia, pasiasty zaryzykował 20-sekundowy zwiad, po czym dołączyl do małego.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
a może trololo?
http://www.youtube.com/watch?v=dIR3XFuY4Qs
http://www.youtube.com/watch?v=dIR3XFuY4Qs
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.