Re: dresiarze w Trójmiejskim Parku
Cześć Pingwin,
Twoja historia przypomniała mi podobną z bogatego życiorysu mojego przyjaciela Antona. Otóż tenże Anton został zaskoczony przez dwóch "bejzbolistów" w podwarszawskim...
rozwiń
Cześć Pingwin,
Twoja historia przypomniała mi podobną z bogatego życiorysu mojego przyjaciela Antona. Otóż tenże Anton został zaskoczony przez dwóch "bejzbolistów" w podwarszawskim lasku. Pomimo wyposażenia w sportowy kij owi młodociani bandyci obawiali się podejść do niego, kiedy zatrzymał się i zsiadł z roweru. Natomiast próba oddalenia się nie wchodziła w rachubę, ponieważ zanim zdążyłby się rozpędzić na miękkim podłożu, otrzymałby zapewne solidny chrzest bojowy. Patowa sytuacja utrzymywała się przez kilkanaście minut, które upłynęły na wymianie wzajemnych uprzejmości.
Na szczęście napatoczył się gość z psem obronno-atacznym typu wilczur z wielkimi zębiskami. W przypływie uprzejmości zgodził się wypożyczyć wilczura w ramach wymierzenia słusznej sprawiedliwości dwóm łyskom z podkładu gnidy. I tak dupy owych dżentelmentów kolejno spczęły wdzięcznie pomiędzy paszczękami zwierza, wydając chrzęst, na co dup właściciele zareagowali obfitym krzykiem, płaczem i bluzgiem. Nie pomógł kij basebalowy, porzucony w ferworze nieskutecznej ucieczki.
Niech ta historia trafi pod łyse strzechy i będzie przestrogą dla łysoli i dresów, aby wiedzieli, że za zrabowany sprzęt przyjdzie im zapłacić dupą.
Pozdrawiam,
Yary
zobacz wątek