Widok
dziewczyna marynarza
witam, chciałabym poprzez ten wątek dowiedzieć się Waszych spostrzeżeń co do bycia "marynarzową", wątpliwości, może to fajny sposób, by znaleźć koleżanki w podobnej sytuacji, z którymi można by było sie spotkać na kawusi, kiedy nasi panowie są daleko . Od prawie roku jestem z mężczyzną, który właśnie taki zawód sobie obrał i ciągle mam wiele pytań jak to będzie kiedyś.....
Hej, Jestem w podobnej sytuacji i jakiś czas temu też miałam pełno wątpliwości,czy chcę by moje życie tak wyglądało. Aktualnie wątpliwości jest co raz mniej, co nie znaczy, że nie ma obaw. Sama nie wiem jak będzie w przyszłości, póki co przyzwyczajam się do wyjazdów, pożegnań i tęsknoty. Najważniejsze jest uczucie i zaufanie. Pozdrawiam.
Cześć dziewczyny :) To również o mnie, jestem marynarzową i chociaż czasem jestem pełna obaw, to jestem mega ogromnie szczęśliwa i nigdy nawet przez chwilę nie myślałam, że to był jakiś zły wybór albo żebym miała wątpliwości czy dobrze zrobiłam wiążąc się z marynarzem. A staż mamy 3-letni. Niby niewiele, ale jednak coś. Moim zdaniem taki związek może być bardzo udany i szczęśliwy, ale tylko wtedy kiedy dwie osoby są pewne swoich uczuć, ufają sobie i przede wszystkim, oboje akceptują ten zawód, zwłaszcza ta czekająca : ) wtedy czekanie ma sens, bo pływa się także dla słodkich powrotów :)
A i rzecz jasna, ja jestem bardzo otwarta na poznanie marynarzowych, pisanie, plotkowanie i nawet spotkanie :) Jakiś czas temu był podobny wątek, ale upadł, może teraz się uda :)
A i rzecz jasna, ja jestem bardzo otwarta na poznanie marynarzowych, pisanie, plotkowanie i nawet spotkanie :) Jakiś czas temu był podobny wątek, ale upadł, może teraz się uda :)
Hej. Jestem żoną marynarza z 10 letnim stażem i dzieciakami. Mówiąc uczciwie są blaski i cienie. Chyba jest więcej trudności nawet,ale ja jestem w miarę ogarnięta więc jakoś sobie radzę. Trudności to przełomowe wydarzenia, kiedy jest się samemu -szpitale,choroby, pogrzeby, wesela, przeprowadzki,remonty. Samotność pomimo ludzi dookoła. Zazdrość otoczenia o kasę. Plusy? Wolność, samodzielność, nie zamartwianie się o byt. Ja się przyzwyczaiłam,ale jakbym miała jeszcze raz wybierać,to chyba jednak pełna rodzina na co dzień.
Moja mama była żoną marynarza ,razem 10 lat z hakiem oczywiście jak zliczyć wszystkie lata bez męża to wychodzi połowa ,ja ojca z dzieciństwa pamiętam jak przez mgłę ,na palcach jednej ręki mogę zliczyć spędzone z nim chwile.
Moja kuzynka jest żoną marynarza ,z tego co wiem to po parę mies go nie ma w domu , żadna wielka kasa a i powoli nie ma między nimi uczuć tylko warczy na nią jak jest aż przykro i głupio słuchać ,kiedyś wypił piwko to powiedział że się odzwyczaja od rodziny .
Moja kuzynka jest żoną marynarza ,z tego co wiem to po parę mies go nie ma w domu , żadna wielka kasa a i powoli nie ma między nimi uczuć tylko warczy na nią jak jest aż przykro i głupio słuchać ,kiedyś wypił piwko to powiedział że się odzwyczaja od rodziny .
ja jestem marynarzowa od 17lat. Wesele sama przygotowalam, Pan Mlody wrocil kupil garnitur i obrączki i przyszedł do kościoła. Niestety do szpitala, na porodowke , na operacje z dzieckiem ..... zawsze brat mnie zawozil, kran cieknie samochod się rozkraczył i tym podobne zawsze sama , zawsze musiałam kogos prosić . Wesela i imprezy okolicznościowe większości sama. Na początku się wkurzalam bo musiałam robic wszystko sama ,a teraz jak wraca to się wściekam bo musze wszysto konsultować . Jak wyjezdza to dom wraca w moje rece i wszystko wraca na swoje miejsce, nic nie musze szukac. Jak miałabym wybierac to faceta na miejscu. Jedna rada dla młodszych koleżanek nie siedzcie w domu tylko znajdźcie sobie zajecie, prace albo gromadke dzieci. Dzis po tylu tatach przywykłam i jestem szczesliwa bo mam prace dzieci i swoje pasje . Ale jest super jak wraca milosc prezenty i wyczekany sex. pozdrawiam
znajoma ma męża marynarza. jest już blisko pięćdziesiątki, dwoje dorosłych synów.
jak mąż wraca to śpią w oddzielnych łóżkach, razem już im nie wygodnie tak się od siebie odzwyczaili. ja sobie nie wyobrażam takiego zwiążku, ale wam dziewczyny życzę dużo siły i samych pozytywnych wrażeń z takiego typu związku.
jak mąż wraca to śpią w oddzielnych łóżkach, razem już im nie wygodnie tak się od siebie odzwyczaili. ja sobie nie wyobrażam takiego zwiążku, ale wam dziewczyny życzę dużo siły i samych pozytywnych wrażeń z takiego typu związku.
Nie jestem żoną marynarza a chirurga. Wiem że to oddzielne planety ale jedno nas łączy - notoryczny brak partnera w domu. Wszystkie uroczystości ważne chwile w życiu przeżywałam sama. Ze wszystkimi problemami (dnia codziennego) borykałam się sama.
Nie raz będzie Wam przykro w takich sytuacjach i będziecie się wkurzały. Niestety do takiego życia trzeba się przyzwyczaić i je polubić a nie kazdy da radę.
Znam 2 małżeństwa "marynarskie" i to są 2 skrajne przykłady. Jedno z nich rozpadło się po pół roku odkąd on przeszedł na emeryturę, bo nie potrafili ze sobą żyć. A drugie jest bardzo szczęśliwe i mimo prawie 60tki na karku trzymają się za ręce i bardzo czule się do siebie zwracają :)
Ogólnie nie ma reguły - ale takie związki są trudniejsze, niż te które są na co dzień razem.
Powodzenia dziewczyny, miłość nie wybiera więc te rady żeby przerwać taki związek, z racji wykonywanego zawodu są bezsensowne ;)
Nie raz będzie Wam przykro w takich sytuacjach i będziecie się wkurzały. Niestety do takiego życia trzeba się przyzwyczaić i je polubić a nie kazdy da radę.
Znam 2 małżeństwa "marynarskie" i to są 2 skrajne przykłady. Jedno z nich rozpadło się po pół roku odkąd on przeszedł na emeryturę, bo nie potrafili ze sobą żyć. A drugie jest bardzo szczęśliwe i mimo prawie 60tki na karku trzymają się za ręce i bardzo czule się do siebie zwracają :)
Ogólnie nie ma reguły - ale takie związki są trudniejsze, niż te które są na co dzień razem.
Powodzenia dziewczyny, miłość nie wybiera więc te rady żeby przerwać taki związek, z racji wykonywanego zawodu są bezsensowne ;)
A mnie najbardziej boli zazdrość otoczenia o kasę. Zazdrości nawet rodzina, jakby każdy zapomniał,czym jest to okupione. Oczekiwania,że każdemu będziemy dawać (nawet nie pożyczać,) bo my przecież mamy,a teraz wszystkim tak ciężko się żyje. Ludzie myślą,że to taki High life i zapominają co się za tym kryje:(. Może jesteśmy tu wyjątkiem,ale nie wiem,czy spotkałyście się z zazdrością?
Mika, tyle że kontrakt kontraktowi nie równy, bo co innego jak mąż wypływa na pół roku i wraca na 2-3miesiące, a co innego jak pracuje w systemie 2tyg na statku/3tyg w domu.
Pewnie, że każdy by wolał pracować na lądzie i zarabiać tyle, żeby na wszystko starczało, ale praca na lądzie też nie zawsze=mąż w domu. Mój pływa i często go nie ma na urodzinach czy innych ważnych świętach, ale z kolei mój tata pracuje niby na lądzie a w praktyce i tak wysyłają go za granicę (w zeszłym roku łącznie 7 miesięcy spędził poza domem), a Mój przynajmniej jak wraca to jest z nami 24h/dobę, jak wracam z pracy to dom posprzątany (no powiedzmy ;P), obiad na stole i mamy czas dla siebie. Jak wcześniej pracował w Polsce to wracał z pracy późno, był zmuszany do robienia nadgodzin w soboty/niedziele i oczywiście liczne wyjazdy za granicę, a wypłata dzielona na 3 raty, więc jakby to wszystko podsumować to często wychodzi na to że osoba pływająca ma więcej czasu dla rodziny niż pracująca na lądzie.
Po rodzinie nie widzę zazdrości, a wśród znajomych są praktycznie sami pracujący za granicą więc zarobki podobne.
Pewnie, że każdy by wolał pracować na lądzie i zarabiać tyle, żeby na wszystko starczało, ale praca na lądzie też nie zawsze=mąż w domu. Mój pływa i często go nie ma na urodzinach czy innych ważnych świętach, ale z kolei mój tata pracuje niby na lądzie a w praktyce i tak wysyłają go za granicę (w zeszłym roku łącznie 7 miesięcy spędził poza domem), a Mój przynajmniej jak wraca to jest z nami 24h/dobę, jak wracam z pracy to dom posprzątany (no powiedzmy ;P), obiad na stole i mamy czas dla siebie. Jak wcześniej pracował w Polsce to wracał z pracy późno, był zmuszany do robienia nadgodzin w soboty/niedziele i oczywiście liczne wyjazdy za granicę, a wypłata dzielona na 3 raty, więc jakby to wszystko podsumować to często wychodzi na to że osoba pływająca ma więcej czasu dla rodziny niż pracująca na lądzie.
Po rodzinie nie widzę zazdrości, a wśród znajomych są praktycznie sami pracujący za granicą więc zarobki podobne.
Ja powiem tak. Zazdrości póki co nie widzę, bo jesteśmy młodzi i na dorobku. Mój dopiero zaczyna pływać więc nawet mieszkania nie mamy jeszcze swojego, a co będzie później to nie wiem. Nasze najbliższe rodziny nie są zawistne i myślę, że będą się cieszyć wiedząc, że nam się powodzi i moja mama powie, że cieszy się, że mam lepiej niż ona miała i jak trzeba będzie to pomożemy. A dalsza rodzina i tacy znajomi co zazdroszczą i myślą jak tu wbić komuś nóż w plecy to mnie nie interesują, to znaczy że są guzik warci i nie warto się nimi przejmować. A tym bardziej coś dawać albo nawet pożyczać. Jak chcą to się nawet niech obrażają, ich problem.
Do żony chirurga, nie chciałabym, żeby to zabrzmiało złośliwie, bo absolutnie nie to jest moim zamiarem. Ale wiesz co Ci powiem, my kobiety marynarzy mamy tę przewagę, że kiedy marynarz nasz wraca po jakimś czasie do domu, to jest non stop, ciągle dla dzieci, dla rodziny, dla żony, narzeczonej, wciąż, niezmiennie i nieustannie. Nie jest zmęczony, nie jest zajęty. A jeśli już trafi się regularny kontrakt typu 4/4 tygodnie, 6/6 albo 8/8 to już w ogóle bajka. Bo kiedy go nie ma, to nie ma, ale kiedy wraca to poświęca się w 104%. Natomiast Wasi mężowie są nieobecni przez cały rok, nie ma ich codziennie, nie ma ich całymi dniami, a jak wracają to są zmęczeni, nie mają na nic siły, nie mają ochoty, nie mają chęci. Zasypiają i zastygają przed telewizorem, bo wiedzą, że rano znów wstają do pracy, na dyżur, w delegację, gdziekolwiek. I właśnie dlatego, mimo nie jednego trudu, który mnie czeka jestem szczęśliwa, że będę żoną marynarza :)
Do żony chirurga, nie chciałabym, żeby to zabrzmiało złośliwie, bo absolutnie nie to jest moim zamiarem. Ale wiesz co Ci powiem, my kobiety marynarzy mamy tę przewagę, że kiedy marynarz nasz wraca po jakimś czasie do domu, to jest non stop, ciągle dla dzieci, dla rodziny, dla żony, narzeczonej, wciąż, niezmiennie i nieustannie. Nie jest zmęczony, nie jest zajęty. A jeśli już trafi się regularny kontrakt typu 4/4 tygodnie, 6/6 albo 8/8 to już w ogóle bajka. Bo kiedy go nie ma, to nie ma, ale kiedy wraca to poświęca się w 104%. Natomiast Wasi mężowie są nieobecni przez cały rok, nie ma ich codziennie, nie ma ich całymi dniami, a jak wracają to są zmęczeni, nie mają na nic siły, nie mają ochoty, nie mają chęci. Zasypiają i zastygają przed telewizorem, bo wiedzą, że rano znów wstają do pracy, na dyżur, w delegację, gdziekolwiek. I właśnie dlatego, mimo nie jednego trudu, który mnie czeka jestem szczęśliwa, że będę żoną marynarza :)
Wydaje mi się, że to jest kwestia indywidualna i ustalenie sobie priorytetów i celów. Jeśli facet, który pływa ma kogoś, ma do kogo wracać i dla kogo wracać, to będzie się starał znaleźć coś odpowiedniego dla siebie i szukał krótszych kontraktów, 3-4 miesiące. My też mamy za sobą kilkumiesięczne rozłąki, nie było lekko, ale wiedzieliśmy oboje, że to jest tymczasowe rozwiązanie, że będzie krócej, będzie lepiej. To już nie te czasy kiedy rejsy trwają 6, 9 czy 12 miesięcy, rzadko się to zdarza. A jeśli komuś to odpowiada, no cóż, to już jest jego sprawa.
Masz zupełną rację i nie odbieram Twoich słów jako złośliwe :)
Praca mojego męża jest okropna i żadne pieniądze nie są nam w stanie wynagrodzić tego co tracimy jako para i jako rodzina.
Mi chodziło bardziej o to, że w wielu związkach, w których nie jest się na co dzień razem, gdy wiele ważnych spraw i wydarzeń przeżywa się osobno....z czasem następuje rozluźnienie więzi. Po latach, jak już "motylki z brzucha wyfruną" człowiek zaczyna się przyzwyczajać do pewnego trybu życia i samodzielnego łóżka i to jest pierwszy sygnał, że nie jest ok.
Niektórym się udaje, nie ma reguły dopóki nie przeżyjemy w takim związku kilku, kilkunastu lat, często nie zdajemy sobie sprawy co tak naprawdę nas czeka. I mi chodziło tylko o to żeby mieć to na uwadze.
Rejsy 4/4 czy 6/6 to ideał i wszystkim Wam tego życzę :)
Praca mojego męża jest okropna i żadne pieniądze nie są nam w stanie wynagrodzić tego co tracimy jako para i jako rodzina.
Mi chodziło bardziej o to, że w wielu związkach, w których nie jest się na co dzień razem, gdy wiele ważnych spraw i wydarzeń przeżywa się osobno....z czasem następuje rozluźnienie więzi. Po latach, jak już "motylki z brzucha wyfruną" człowiek zaczyna się przyzwyczajać do pewnego trybu życia i samodzielnego łóżka i to jest pierwszy sygnał, że nie jest ok.
Niektórym się udaje, nie ma reguły dopóki nie przeżyjemy w takim związku kilku, kilkunastu lat, często nie zdajemy sobie sprawy co tak naprawdę nas czeka. I mi chodziło tylko o to żeby mieć to na uwadze.
Rejsy 4/4 czy 6/6 to ideał i wszystkim Wam tego życzę :)
Myślę, że nie da się tego skatalogować. Pełne entuzjazmu są widzę "młode marynarzowe",bo kiedy lata lecą i mija kolejne 10 spędzonych osobno,to nie jest już tak różowo. Ja się przyzwyczaiłam,ale spotykam kobiety,które nie dają rady i faceci myślą o całkowitym zejściu na ląd. Nie ma reguł. My to my,dorosłe kobiety,ale nikt mi już nie wmówi,ze to jest dobra sytuacja dla dzieci. One cierpią,a nasze dziecko z rejsu na rejs coraz bardziej przeżywa i tęskni. Natomiast mój M jest uzależniony od pływania i już teraz nie odnajduje się na lądzie:(
