Widok

dziś nad ranem

moi sąsiedzi wyzucili z 7 pietra kanpę, i całą resztę..................i nawet policja przyjechała
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Fate

Mogłabyś być tak uprzejma i przesłać mi Twój adres mailowy, ponieważ jakiś czas temu go straciłem, a chciałbym z Tobą porozmawiać?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

???

moze ktos cos wiecej powiedziec apropo zekomych morderstw w gdansku i ostatnimi czasy w sopocie ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

lalalala

jakich morderstw... my tam nic nie wiemy. fiu fiu fiu fiu...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

* * *

"Mówimy: Partia, myślimy Lenin
mówimy: "jędnoręki bandyta', myślimy Jaskiernia"
Ludwik Kern PiS
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Mówimy

"Powrót Króla" i mamy na myśli Elvisa.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

chodzi

o bzdurki i nietypowe skojarzenia.
A bo co?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

hej,

wróciłam sobie z Olsztyna i..co tu tak cicho?
pozdrowienia dla znajomych.
p.s co to za wieści o jakimś dusicielu w Gdańsku sie pojawiają na gg?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Firma "Target Games"

wydała system Warzone. Jest to system bitewny i rpg. Warzone został przetłumaczony na polski, a że fantazja twórców systemu w zakresie tworzenia postaci miała... hm, powiedzmy niezwykle elastyczne granice, możemy w polskiej wersji znależć postaci następujące (wybierając co lepsze):
Marsjański Banshee
Specjalista Książęca Milicji z CKM
Żałobna Wilczyca
Łowca Głów Wilków
Sierżant Krwawych Beretów
Kawaleria Powietrzna Tryki
Nekropełzacz Jeż
Kirasjer Atylla III
Sołdacki Komendant Synów Rasputina
Mortyfikator
Najwyższy Nekromag
Ożywieńczy Legionista
Nekromutant
Stahler W Pancerzu Zepsucia
Golem Ciemności
Biogigant

i na soczyste zakończenie - Zenitiański Morderca Dusz.

....osobiście, najbardziej podoba mi się Nekropełzacz Jeż....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

...zgadza się....

"the West won the world not by the superiority of its ideas or values or religion but rather by its superiority in applying organized violence. Westerners often forget this fact, non-Westerners never do."

Samuel P. Huntington
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Stworek

Ja tez sie zgadzam. Huntington to madry facet.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

No tak

Pana Huntingtona to my dobrze znamy...

Miło CIę znów widzieć, dawno Cię tu nie było - mów co tam we Włoszech.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

I znów wprost nieprzecietna cisza...

Zaczynam wierzyć że człowiek jednak popada w sen zimowy, a to że sie jeszcze poruszamy to jedynie nieświadome odruchy naszego organizmu...
Wszyscy krążą po mieście w letargu, pewnie dlatego nikt sie do nikogo nei uśmiecha.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

:-)

Cale szczescie, ze nie ma sniegu i jest w miare cieplo...:-) oby trak bylo do wiosny:-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dusiciel hahahaa

Co do plotek o seryjnym mordercy mlodych dziewczynek to smiac mi sie chce.Kazdy mowi co innego to sa wlasnie plotki....Ludzie przestancie.Gdyby to byla prawda media pierwsze by to naglosnily...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wrzeszczanin

obawiam sie, ze w kazdej plotce jest ziarno prawdy, a podobno on dusi tylko blondynki ^_^
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Martusiu! ( moja ulubiona terapeutko ;)

poglaszcz mnie i przytul :( bo jakis marazm mnie ogarnal i nie ma sniegu i mam dosc wszystkich ludzi i siebie i bezsensu i wogole dol i nie lubie kolegi O. i glupia jestem i nawet moj wlasny pies nie jest moj tylko siostry!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Fate

nie wiem kim jest Wrzeszczanin,
ale jedną z zabitych dziewczyn znaleziono w lesie niedaleko mojego domu, na dzielnicy jest pełno policji, co nie zdarzało się wcześniej, nawet straż miejska się pokazuje co nie zdarzało się wcześniej...
a plotki, plotki były i będą, nawet jak o dusicielu słuch zaginie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Z cyklu znalezione w sieci...

Taki wierszyk zaczął krążyć w Necie po doniesieniach o przeszukaniach domów przez policję:


Kiedy przyjda przeszukac dom,

Ten, w którym mieszkasz chłopie,
Kiedy sprawdzą twój CD-ROM,
I na płytach nagrane kopie,
Gdy pod drzwiami staną, i nocą
Nakazem w dloni w drzwi załomocą -

Wiesz o jaką im chodzi zbrodnię?
Ściągales pliki Przez dwa tygodnie.
Juz przed twym domem setki są glin,
Dokąd uciekać? Chyba do Chin.
A wszystko przez to, ze owe dane,
Wprost z Ameryki byly pobrane
Co czyni z ciebie kogoś gorszego,
Nizli mordercę wielokrotnego...


Kiedyś przyjdą napewno pogrzebać ci w kompie
może sie zlituja, w co szczerze wątpię,
jak GROM w nocy przez dach sie wkują,
płyty połamia, save'y skasuja,
pójdzie sie j...ć w Fifie kariera,
znów w nfs'a startujesz od zera,
choć w call of duty wojnę wygraleś,
choć wiele nocy przez to zarwaleś.


Brak u nich skrupulów, litości nie mają,
za dyskutowanie zarobisz pałą,
nie pomoga płacze, ani lamenty
caly twój hardware w folii zapięty,
już biurko puste, juz wiatrak nie huczy
może mnie w końcu to coś nauczy,
mijają godziny, mijaja dni,
chyba oszaleję, wciaz komp mi sie śni.


Dzwonię na pały, może coś da sie załatwić,
jakiś glina mówi: muszę pana zmartwić,
tutaj jest Polska, tu cuda sie dzieją,
kompa pan oddał przebranym złodziejom
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Etapy umieszczania dziecka w szpitalu:

Dzisiaj chcę opisać, jak w naszym mieście (może i kraju?) wygląda przyjmowanie dziecka do szpitala.

Mam sąsiadów - jak każdy, gdziekolwiek na świecie. Moi sąsiedzi mieszkają na parterze. Jest tam dziewięcioletnia dziewczynka - powiedzmy, że na imię ma Ania*. Dziewczynka od trzech dni nic nie jadła, nic nie piła, wymiotowała, bardzo bolał ją brzuszek, miała stan podgorączkowy... czyli uzbierało się sporo przesłanek, dla których powinno się z dzieckiem pojechać na dokładniejsze badania. Ponieważ rodzice dziewczynki pracują - na mnie wypadło pojechanie z Anią do szpitala.

Pierwszy etap zmagań - godz. 11:00:
Jedziemy do Szpitala Zakaźnego przy ul. Smoluchowskiego w Gdańsku. Wybieramy ten punkt medyczny, gdyż dziecko ma identyczne objawy, jak jej brat, który dwa lata wcześniej trafił na dwa tygodnie właśnie do szpitala zakaźnego po ww. objawach. Udajemy się z Anią do rejestracji. Mimo, iż tłumaczę w zrozumiałym dla przeciętnego człowieka języku kobiecie (recepcjonistce, czy rejestratorce), że dziecko jest w poważnym stanie i prawie "przelewa mi się przez ręce" - pani za szybką, wskazując mi jakiś bliżej nie odgadniony punkt, mówi: "Wyjdzie Pani z dzieckiem tym wejściem, którym Pani weszła, pójdzie Pani do końca tego budynku, tam, gdzie są miejsca na wjazd karetek, postuka Pani do kabinek - na pewno w którejś otworzą i Panią przyjmą." Dodam, że te "kabinki" są odległe jakieś 400 m od punktu, w którym właśnie "szczęśliwie" jesteśmy. Nie kłócąc się - bo w końcu kto wygra ze służbą zdrowia - posłusznie udajemy się z Anią we wskazane miejsce. Na szczęście w tym samym czasie podjeżdża pod jedną z kabinek karetka, więc udaje nam się jakoś dostać do jednego z pokojów obserwacyjno - badawczych, które wyglądają jak niedoinwestowane gabineciki powiatowe. Czekamy. Przychodzi Pani Doktor, uznaje - jak zresztą sugerowałam już wcześniej kobiecie za szybką - że stan dziecka jest poważny, każe pielęgniarce zapodać Ani kroplówkę, wzywa karetkę do przewozu chorych (to taka bez lekarza, tylko z kierowcą i sanitariuszem) i tyle ją widzimy (znaczy: Panią Doktor). A... nim znikła, jeszcze zdążyła mnie opierniczyć, że nie mam od rodziców stałego upoważnienia na opiekę nad dzieckiem i groziła prokuratorem - tak, jakbym chciała dziecku krzywdę co najmniej zrobić, że do szpitala ją przywiozłam.

Następny etap - godz. 12:15:
Jedziemy karetką do szpitala wojewódzkiego, jako, że Pani Doktor doszła do wniosku, że to raczej przypadłość chirurgiczna (czyli wyrostek), niźli zakaźna (czyli wirus żołądkowy grypy) i nie przynależy nam miejsce w szpitalu zakaźnym. Karetka, jak karetka: dwa miejsca z przodu, jedno z tyłu i łóżko. Z przodu siedzi kierowca i pani, na mój gust towarzyszka życiowa kierowcy - gdyż wspólnie omawiają przez całą drogę zrobione przez panią zakupy (pani biadoli, że w aucie ciepło i jej się masło roztopi...). Na łóżku, które wg mnie przysługuje osobie przewożonej, czyli choremu, usadawia się sanitariusz. Nam z Anią przypadł fotel obok tego łóżka samochodowego - na dodatek Ania wciąż ma wkłutą kroplówkę, którą zmuszona jestem trzymać pod sufitem auta - z braku jakiegokolwiek zawieszenia ku temu stworzonego. Warunki iście spartańskie. Dojeżdżamy w końcu do Szpitala im. M. Kopernika, nawet udaje nam się zainteresować naszymi osobami Pana Doktora - tym razem chirurga (poprzednia Pani Doktor była pediatrą). Po wstępnym badaniu okazuje się, że potrzebne są wyniki dodatkowych badań: krew, mocz, USG. Robimy więc badania i oczekujemy w pokoju obserwacyjnym, w którym pościel wymieniają chyba raz na tydzień (przy dobrych rokowaniach). W tzw. międzyczasie (wiem, że nie ma takiego określenia czasu, ale tutaj jest jak najbardziej wskazane) dojeżdża do nas mama Ani. Czekamy: godzinę, dwie... Dziecko nam się coraz bardziej skręca na łóżku. Jest 15:00 i w końcu są wyniki i decyzja kolejnej Pani Doktor: dziecko zostaje w szpitalu na obserwację. Niby wszystko OK - dziecko zostało przyjęte do szpitala...

Kolejny etap - godz. 15:15:
Lokujemy dziewczynkę w jednej z sal na oddziale chirurgii dziecięcej. Następna kroplówka. Nie mamy pidżamki - dopiero chcemy po nią do domu pojechać. Pielęgniarka każe dziecku w ubraniu położyć się na łóżku - wcześniej mnie i matkę dziecka informuje, że nie możemy naszych płaszczy kłaść na łóżku, gdyż jest na nim czysta pościel. Gdzie tu sens i logika? Dziecku nie dają zamiennej pidżamki i każą w ubrankach przepoconych (w sali obserwacyjnej było bardzo gorąco) leżeć na łóżku, a nasze płaszcze niby nie mogły..? Chcemy jechać po rzeczy dla Ani, no i... nie możemy - trzeba czekać na anestezjologa, który musi przeprowadzić wywiad i dopiero wtedy możemy - po podpisaniu miliona papierków i zgód na ewentualną operację - opuścić to "fantastyczne" miejsce. Wychodzimy stamtąd o 16:40.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ciąg dalszy umieszczania dziecka w szpitalu...

Dziecko, a szpital...
Ok. 18:00 wracamy do szpitala, wioząc rzeczy, które mogą się przydać Ani. Przebieramy przepocone do granic możliwości dziecko w czystą pidżamkę (nawet dwa uchylone okna nie "ugasiły" super wysokiej temperatury, którą można było odczuć w sali). Przychodzi pielęgniarka i każe naszej dziewczynce - którą nadal bardzo boli brzuszek, i która jest wciąż podpięta do kroplówki - wstać. Sprawdza, jaki Ania ma wzrost, bo właśnie na oddział trafiła wyższa (starsza) dziewczynka, dla której nie ma odpowiedniego łóżka, więc pielęgniarki - ganiając po salach - wyszukują jak najmniejsze (najniższe) dziecko, które będzie "pasowało" do dziecięcego łóżeczka. Na szczęście nasza Ania jest zbyt duża i pielęgniarka zostawia ją w spokoju. Istna paranoja... O 22:00 opuszczamy szpital i wracamy do domu. Dziecko pozostawiłyśmy w dżungli zwanej "Szpitalem Wojewódzkim". Targają nami sprzeczne odczucia: z jednej strony człowiek jest niby zadowolony, że dziecko jest pod fachową ("fachową"?) opieką medyczną, a z drugiej strony zdajemy sobie sprawę z niskiego poziomu naszych służb medycznych i niewyszukanego standardu obiektów medycznych. Oby jutro było lepiej...

* Imię dziewczynki zmieniłam.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Grajdołki (259 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

gdzie warto studiowac (4 odpowiedzi)

Osoby szukające uczelni z przyjaznym podejściem powinny zainteresować się Uczelnią...

Hotel w Raciborzu (3 odpowiedzi)

Cześć wszystkim, zwracam się do Was z prośbą o pomoc i doświadczenia, bo planuję krótki wyjazd...

do góry