Re: in vitro
Ja jestem osobą wierzącą i praktykującą i nie mam mieszanych uczuć, dla mnie i miliona innych par to może być jedyna szansa. Mam sama znajomych którzy mają upragnione dziecko dzięki in-vitro i nie...
rozwiń
Ja jestem osobą wierzącą i praktykującą i nie mam mieszanych uczuć, dla mnie i miliona innych par to może być jedyna szansa. Mam sama znajomych którzy mają upragnione dziecko dzięki in-vitro i nie wydaje mi się żeby Bóg ich potępiał za to co zrobili, za to, że zostali rodzicami i doświadczyli cudu narodzin swojego dziecka. Oni się od Boga nie odwrócili i jestem pewna, że ON od nich również się nie odwróci.
Co do adopcji osobiście nie mam nic przeciwko temu (dażę wielkim szacunkiem osoby które się na to zdecydowały) ale nie dla wszystkich jest to łatwa decyzja, zresztą nie oszukujmy się, procedury są takie, że raczej się ludzi zniechęca do tego.
A jeszcze co do kwesti długich starań, to trudna i ciężka droga i pomimo faktu, że jak piszecie inseminacja to chwilka i kobieta zaraz idzie do domu to kto tego nie przeżył to nie ma pojęcia o czym mówi, nie wie jak ciężko psychicznie i emocjonalnie borykać się z problemem bezpłodności, a pozatym to także ingerencja w organizm. Więc nie jest to takie proste i przyjemne jak się co niektórym wydaje.
Każdy ma prawo do własnego zdania i każdy ma swoje sumienie, ale dla mnie osobiście taka ingerencja kościoła w ten temat jest zdecydowanie za duża.
zobacz wątek