Odpowiadasz na:

Re: in vitro

ja jestem osobą wierzącą i praktykującą, ale również samodzielnie myślącą.
co do in vitro, to osobiście mam bardzo mieszane uczucia. nie wiem, czy bym się na taki zabieg kiedykolwiek... rozwiń

ja jestem osobą wierzącą i praktykującą, ale również samodzielnie myślącą.
co do in vitro, to osobiście mam bardzo mieszane uczucia. nie wiem, czy bym się na taki zabieg kiedykolwiek zdecydowała. na dzień dzisiejszy raczej nie.

rozumiem stanowisko Kościoła co do obaw odnośnie niszczenia zarodków i się z nim zgadzam. rozumiem obawy, o których pisała Nusia i również zgadzam się z nimi.
sądzę też, że człowiekowi potrzeba trochę pokory wobec świata, bo inaczej zapędzimy się zbyt daleko.

natomiast nie rozumiem, co jest złego akurat w samym zapłodnieniu pozaustrojowym (nie mówiąc już o inseminacji).
jest to zwykła lekarska, naukowa metoda, pomagająca nie w spełnianiu zachcianek, ale w chorobie, bo tak można nazwać niepłodność. i to chorobie zataczającej coraz szersze kręgi.
i naprawdę, mimo najszczerszych chęci, nie potrafię zrozumieć, co w tym jest złego. patrząc na to w sposób taki, że złe jest dlatego, bo to Bóg ma decydować o ciąży bądź nie, jesteśmy tylko o krok od stwierdzenia, że to Bóg ma decydować o zdrowiu bądź nie - a zatem wszelkie leczenie byłoby złem, przeszczepy etc.

jeśli środowisko, w którym żyjemy - i ten cały postęp - wpłynęło w taki a nie inny sposób na naszą płodność, to równolegle do tego znaleźliśmy pewne sposoby, aby sobie z tym radzić - również poprzez ten postęp. jest to pewien naturalny mechanizm w świecie...

i o ile rozumiem stanowisko Kościoła jego walkę o nie niszczenie zarodków - bo to podobna sprawa jak w przypadku aborcji - o tyle samą walkę przeciwko in vitro i - niestety - usiłowanie narzucenia swojego zdania na ten temat uważam za nie na miejscu w państwie, w którym żyją ludzie o różnych przekonaniach...
jeśli jest to złe wg etyki Kościoła- to niech to pozostanie w sumieniu jego wiernych - bo nie widzę w tym zła ogólnego, w wymiarze etycznym i ponadreligijnym. moim zdaniem jest to trochę podobna sytuacja jak w przypadku środków antykoncepcyjnych.

ale to tylko moje zdanie. i kto wie, być może czegoś po prostu nie rozumiem.

i jeszcze jedno - Haniu - życzę Ci z całego serca szczęśliwego przebiegu ciąży - ale nie licytuj się, co jest trudniejsze i cięższe. decyzja o in vitro poprzedzona jest najczęściej latami starań, rozczarowań i cierpień, i nawet jeśli ostatecznie to "tylko zabieg", to jest on tylko kulminacją serii wcześniejszych wydarzeń.

zobacz wątek
16 lat temu
ja-dwisia

Odpowiedź

Autor

Ogłoszenie
Polityka prywatności
do góry