No cóż...
O ile rodzice mogą próbować np. ograniczać dziecku dostęp do popkultury to nie bardzo mają wpływ na jego edukację.
Rodzice stali się "hodowcami" dzieci, zapewniając im jedynie...
rozwiń
No cóż...
O ile rodzice mogą próbować np. ograniczać dziecku dostęp do popkultury to nie bardzo mają wpływ na jego edukację.
Rodzice stali się "hodowcami" dzieci, zapewniając im jedynie wikt i opierunek.
Kwestię edukacji i wychowania przejęły instytucje. Dzieci zostały znacjonalizowane.
Nawet jeśli jakiś bardziej świadomy rodzic skrupulatnie wybierze szkołę, pod względem ideologicznym bardziej mu odpowiadającą (czy np. wybierze nauczanie domowe) to i tak dziecko MUSI zrealizować podstawę programową narzuconą przez urzędasów, którzy oczywiście wiedzą lepiej od rodziców, co dla ich dziecka jest lepsze (vide: przymus szczepień, usankcjonowany karnie).
Najgorsze jest w tym wszystkim to, ze przytłaczającej większosci rodziców zupełnie nacjonalizacja ich dzieci nie przeszkadza.
Tak jest wygodniej...
zobacz wątek