Widok
wrażenia z porodu na Zaspie 2010
Jeszcze tydzień temu sama przeszukiwałam forum żeby zdecydować się czy rodzić na klinicznej czy na zaspie.
Po fakcie obiecałasm że napiszę o moich "wrażeniach", moze komuś to pomoże. Dodam, że mój lekarz prowadzący nie pracuje w żadncym z tych szpitali, nie miałąm też znajomej położnej ani nic w tym stylu.
Decyzję o tym czy na Zaspę czy na Kliniczną uzależniłam od siły bólu jaki będzie przy skurczach. Ponieważ pierwsze 2 godziny były jak najbardziej do zniesienia to wybrałam Zaspę.
Na izbie przyjęć spokojnie, miłe babeczki, które po wstępnym badaniu zaprowadziły mnie i męża na porodówkę. NA porodówce....hm...cicho:) to było największe zaskoczenie- na korytarzu spokój, drzwi do sal porodowych pozamykane. Tam gdzie babki rodzą pali się światło, ale generalnie bardzo pozytywny klimat. Zostaliśmy poproszeni do jednej z sal porodowych, duże wygodne łóżko z regulacją wysokości oparcia, przy łóżku fotel dla partnera, KTG. Pić można, jeść nie. Chodzić i ruszać się po pewnym czasie gdy zapis z ktg był ok i wtedy położna powiedziała, ze jeśli chcę to mogę chodzić. Piłki są- nie korzystałam.Przez większość czasu byliśmy sami, co dłuższą chwilę zaglądała albo położna albo lekarz ( u mnie była młodziutka lekarka w ciemnych włosach do ramion- bardzo bardzo miła). Gdy bóle się nasiliły to położna sama zapytała czy chciałabym dostać coś przeciwbólowego, z początku nie chciałam ale potem poprosiłam- z tego co poamiętam był to chyba tramal dożylnie. Bóle faktycznie stały się bardziej do zniesienia ale i rozwarcie bardzo szybko po nim nastąpiło (co też ma byś efektem jego działania). Wtedy poprosiłam męża aby zawołałktórąś z babek czy mogę dostać jeszcze coś przeciwbólowego, przyszła wtedy Pani położna i uważam, że dzięki temu co zrobiła urodziłam bardzo szybko. Zamiast dać mi llekarstwa, sprawdziła rozwarcie i pomogła mi dosłownie urodzić- nie wiem czy był to masaż szyjki czy inne jej sztuczki- ale mimo że bolesne, to uważam że dzięki nim mega szybko urodziłam. A tego w chwilach bólu partego chce się najbardziej. Gdy Dzidzia jest na świecie to przestaje boleć :) Tyle Wam powiem. Generalnie wielki respekt.
Aha! i jeszcze jedna moja rada... Zaspa zaleca żeby zrobić sobie ewatywę..ja to sobie darowałam...i potem żałowałam bo z silnymi bólami latałam do wc w stresie, że coś popuszczę/ubrudzę. W trakcie samego porodu położna sama mówi, przyj jakbyś chciała się załatwić. Dodaje otuchy i mówi, że to nic jeśli coś takiego się zrobi. Że jak najbardziej masz w ten sposób przeć. Przed następnym porodem napewno jednak zrobię lewatywę.
Po urodzeniu Dzieciaczka kłąda na brzuch, przecięcie pępowiny, potem przy Mamie ważą/mioerzą/badają/piszą...etc i po chwili wiozą na salę poporodową. To już jasna sala, leżałam przez godzinę sama i przez godzinkę z inną babeczką po porodzie. Ktoś zagląda co kilkanaście minut. Przyszła tez pielęgniarka zapytać o przystawienie malucha do piersi. Zaproponowałą tez taką lampę nagrzewającą. Potem sama przyszła ją odsunąć.
Po 2 godzinach jedzie się na łóżku na salę poporodową. Generalnie 2-3osobowe. Przez 1 dzień leżałąm sama a potem 3 dni we 2. Dzieciaki 24/dobę są z mamami. Chociaż moja koleżanka była słaba i poprosiła pielęgniarki o zaopiekowanie się jej dzieckiem przez pierwszą noc. Nie było z tym problemu- ale miała potem problem z karmieniem, więc nie wiem czy to nie przez to. Ale wiadomo, ze dziewczyny różnie się czują po porodzie.
Generalnie wstałam już 2 godziny po porodzie, poszłam pod chłodny prysznic i było już dobrze.
Opieka pielęgnmiarska na poporodowym- hmm...zalezy od zmiany. LEżałam 4 dni i 80% babek to rewelacja. CIerpliwe, pomocne. Szczególnie pani Asia z poradni laktacyjnej i taka opalona, młoda brunetka- babki Anioły. Są tez takie zmiany że, aby uzyskać swoje to trzeba do nich "przyjść" z osobnym wnioskiem. Są takie 2 blondyny- jedna bardzo młoda, druga mniej młoda. Poziom bycia pomocnym odwrotnie porporcjonalny od stopnia upindrzenia. No ale są w zdecydowanej mniejszości i siedząc teraz w domu uważam, że dużo się nauczyłam na poporodowym zadając wszystkim dużo pytań o cokolwiek wpadło mi do głowy, nawet po 3 razy. JEstem też wdzięczna za pomoc przy nawale pokarmowym, który dopadł mnie w 3 dobie i zdecydowanie nie jest to rzecz miła. Intuicyjnie pomagałabym sobie inaczej niż należy i tylko dzieki pielęgniarkom jakoś to przetrwałam i wiem teraz z domu co robić.
Hmm...co by tu jeszcze opisać...jedzenie jak to w szpitalu...chociaż ja głodna nie byłam. Generalnie przyda się dużo wody. Na korytarzu są czajniki i lodówki dla babek.
Pozytywne jest to, że nie ma odwiedzin. Nie wyobrażam sobie że leżę zmęcozna a tu co chwilę ktoś kogoś odwiedza.
To chyba większośc moich przeżyć z Zaspy. Odczucia mam w 100% pozytywne i wybrałabym ten szpital jeszcze raz.
W razie pytań chętnie odpowiem, bo sama szukałam informacji:)
Po fakcie obiecałasm że napiszę o moich "wrażeniach", moze komuś to pomoże. Dodam, że mój lekarz prowadzący nie pracuje w żadncym z tych szpitali, nie miałąm też znajomej położnej ani nic w tym stylu.
Decyzję o tym czy na Zaspę czy na Kliniczną uzależniłam od siły bólu jaki będzie przy skurczach. Ponieważ pierwsze 2 godziny były jak najbardziej do zniesienia to wybrałam Zaspę.
Na izbie przyjęć spokojnie, miłe babeczki, które po wstępnym badaniu zaprowadziły mnie i męża na porodówkę. NA porodówce....hm...cicho:) to było największe zaskoczenie- na korytarzu spokój, drzwi do sal porodowych pozamykane. Tam gdzie babki rodzą pali się światło, ale generalnie bardzo pozytywny klimat. Zostaliśmy poproszeni do jednej z sal porodowych, duże wygodne łóżko z regulacją wysokości oparcia, przy łóżku fotel dla partnera, KTG. Pić można, jeść nie. Chodzić i ruszać się po pewnym czasie gdy zapis z ktg był ok i wtedy położna powiedziała, ze jeśli chcę to mogę chodzić. Piłki są- nie korzystałam.Przez większość czasu byliśmy sami, co dłuższą chwilę zaglądała albo położna albo lekarz ( u mnie była młodziutka lekarka w ciemnych włosach do ramion- bardzo bardzo miła). Gdy bóle się nasiliły to położna sama zapytała czy chciałabym dostać coś przeciwbólowego, z początku nie chciałam ale potem poprosiłam- z tego co poamiętam był to chyba tramal dożylnie. Bóle faktycznie stały się bardziej do zniesienia ale i rozwarcie bardzo szybko po nim nastąpiło (co też ma byś efektem jego działania). Wtedy poprosiłam męża aby zawołałktórąś z babek czy mogę dostać jeszcze coś przeciwbólowego, przyszła wtedy Pani położna i uważam, że dzięki temu co zrobiła urodziłam bardzo szybko. Zamiast dać mi llekarstwa, sprawdziła rozwarcie i pomogła mi dosłownie urodzić- nie wiem czy był to masaż szyjki czy inne jej sztuczki- ale mimo że bolesne, to uważam że dzięki nim mega szybko urodziłam. A tego w chwilach bólu partego chce się najbardziej. Gdy Dzidzia jest na świecie to przestaje boleć :) Tyle Wam powiem. Generalnie wielki respekt.
Aha! i jeszcze jedna moja rada... Zaspa zaleca żeby zrobić sobie ewatywę..ja to sobie darowałam...i potem żałowałam bo z silnymi bólami latałam do wc w stresie, że coś popuszczę/ubrudzę. W trakcie samego porodu położna sama mówi, przyj jakbyś chciała się załatwić. Dodaje otuchy i mówi, że to nic jeśli coś takiego się zrobi. Że jak najbardziej masz w ten sposób przeć. Przed następnym porodem napewno jednak zrobię lewatywę.
Po urodzeniu Dzieciaczka kłąda na brzuch, przecięcie pępowiny, potem przy Mamie ważą/mioerzą/badają/piszą...etc i po chwili wiozą na salę poporodową. To już jasna sala, leżałam przez godzinę sama i przez godzinkę z inną babeczką po porodzie. Ktoś zagląda co kilkanaście minut. Przyszła tez pielęgniarka zapytać o przystawienie malucha do piersi. Zaproponowałą tez taką lampę nagrzewającą. Potem sama przyszła ją odsunąć.
Po 2 godzinach jedzie się na łóżku na salę poporodową. Generalnie 2-3osobowe. Przez 1 dzień leżałąm sama a potem 3 dni we 2. Dzieciaki 24/dobę są z mamami. Chociaż moja koleżanka była słaba i poprosiła pielęgniarki o zaopiekowanie się jej dzieckiem przez pierwszą noc. Nie było z tym problemu- ale miała potem problem z karmieniem, więc nie wiem czy to nie przez to. Ale wiadomo, ze dziewczyny różnie się czują po porodzie.
Generalnie wstałam już 2 godziny po porodzie, poszłam pod chłodny prysznic i było już dobrze.
Opieka pielęgnmiarska na poporodowym- hmm...zalezy od zmiany. LEżałam 4 dni i 80% babek to rewelacja. CIerpliwe, pomocne. Szczególnie pani Asia z poradni laktacyjnej i taka opalona, młoda brunetka- babki Anioły. Są tez takie zmiany że, aby uzyskać swoje to trzeba do nich "przyjść" z osobnym wnioskiem. Są takie 2 blondyny- jedna bardzo młoda, druga mniej młoda. Poziom bycia pomocnym odwrotnie porporcjonalny od stopnia upindrzenia. No ale są w zdecydowanej mniejszości i siedząc teraz w domu uważam, że dużo się nauczyłam na poporodowym zadając wszystkim dużo pytań o cokolwiek wpadło mi do głowy, nawet po 3 razy. JEstem też wdzięczna za pomoc przy nawale pokarmowym, który dopadł mnie w 3 dobie i zdecydowanie nie jest to rzecz miła. Intuicyjnie pomagałabym sobie inaczej niż należy i tylko dzieki pielęgniarkom jakoś to przetrwałam i wiem teraz z domu co robić.
Hmm...co by tu jeszcze opisać...jedzenie jak to w szpitalu...chociaż ja głodna nie byłam. Generalnie przyda się dużo wody. Na korytarzu są czajniki i lodówki dla babek.
Pozytywne jest to, że nie ma odwiedzin. Nie wyobrażam sobie że leżę zmęcozna a tu co chwilę ktoś kogoś odwiedza.
To chyba większośc moich przeżyć z Zaspy. Odczucia mam w 100% pozytywne i wybrałabym ten szpital jeszcze raz.
W razie pytań chętnie odpowiem, bo sama szukałam informacji:)
ja rodziłam córę na zaspie przez cc i opieka była naprawdę super, w 2009 rodziłam synka naturalnie i położna Pani Asia super - nie płaciłam jej, natomiast lekarz bardzo młody - dramat- abym szybciej urodziła - a byłam tam tylko 4 godziny!- położył mi się na brzuchu nawet mnie nie pytając o zgodę i niestety mam komplikacje z tym związane - dziewczyny nie zgadzajcie się na to!! poza tym zgadzam się co do pielęgniarek - zależy jaka zamiana
Ja też rodziłam na zaspie i akurat brak odwiedzin mnie dobił psychicznie ... Jasne można wyjść ale ja byłam tak słaba, że miałam problem podnieść dziecko do odbicia a nie mówiąc już o spacerku po korytarzu. Hormony działały i czułam się strasznie źle, szczególnie, że pierwszą dobę byłam na sali sama :( później byłyśmy we 3 i było dużo raźniej.
moj porod to dluga historia powiem w skrucie ze jako mloda matka mam prawo wielu rzeczy nie wiedziec ja osobiscie spotkalam sie z wieloma przykrymi sytuacjami.
bylam 9 dni po terminie zle sie czulam i bylo wiadomo ze moje dziecko jest duze.
Mateusz jak sie urodzil mial 5kg. i 65cm.
od 3 w nocy mialam silne i prawie bez przerwy skurcze ale brak rozwarcia wiec dostalam kroplowki i chyba zastrzyk ale nic tylko coraz wiekszy bol,wymioty.
lekarze przychodzili i probowali chyba sami mi te rozwarcie zrobic az wkoncu zlitowal sie nademna lekarz ktory zrozumial ze moje dziecko jest duze i nie ma sensu juz dluzej meczyc mnie i dziecko wiec zrobili mi cesarke nie wiem czemu nie pokazali mi malego odrazu jak go wyciagneli:( dodam ze mialam zielone wody
gdy przewiezli mnie na sale po operacyjna maz chcial pomoc mi rozpakowac rzeczy ale go przegonili bo niby bakterie to dosc dziwne bo caly dzien lezalam przy otwartych drzwiach bez ubrania przykryta tylko kocem i koldra na przeciwko patologi gdzie przez caly dzien chodzily rodziny do kobiet tam lezacych i kazdy jak przechodzil to spojrzał co mnie wkurzalo bo nie wygladalam za fajnie i nie chialam zeby mnie ktos ogladal w tym stanie
maly byl duzy wiec potrzebowal wiecej jedzenia niz wszystkie dzieci ale panie pielegniarki tego nie rozumialy bo zostawily mi go na caly dzien wiedzac ze nie mam jak sie ruszyc bo od 11.30 do 22 trzymalo mnie znieczulenia a on plakal dopiero wieczorem przyszla pani ktora go zabrala na karmienie.
przesiedzialam 6 dni w szpitalu otrzymujac dziennie duzo zastrzykow i antybiotykow w tabletkach nie wiedzac na co bo gdy sie pytalam to odpowiadali swoimi skrotami i nie rozumialam ich.maly caly pobyt tam plakal z glodu bo ja nie mialam tyle mleka ile on potrzebowal a nie zabardzo chcieli go dokarmiac :( czasem jak byla fajna pielegniarka to dala mu butle i on odrazu zasypial.
wkoncu wyszlam ale musialam wykupic jeszcze na 2tygodnie antybiotyk i pare lekow aby sie w domu podleczyc bo caly czas mialam wysokie crp chyba tak sie to pisze
gdy skonczym leki poszlam tak dla swietego spokoju zrobic sobie badania kontrolne czy juz dobrze i okazalo sie ze nadal cos sie dzieje w moim organizmie moja lekarka wyslal mnie na pilne usg i z tamtąd odrazu jechalam do miejskiego bo okazalo sie ze moja nerka nie pracuje i moge ja stracic tam odrazu sie mna zajeli szybki zabieg operacyjny i po 4dniach do domu bo maly strasznie plakal z tesknoty
wiec nie rozumiem dlaczego redlowo wiedzac ze mam zle wyniki nie zrobili mi usg przeciez gdybym nie zrobila sobie badan tak sama od siebie moglam stracic nerke.
ale to moja historia i moze poprostu mialam pecha
w redlowie jest pare pan naprawde z powolania ale zdecydowanie za malo
bylam 9 dni po terminie zle sie czulam i bylo wiadomo ze moje dziecko jest duze.
Mateusz jak sie urodzil mial 5kg. i 65cm.
od 3 w nocy mialam silne i prawie bez przerwy skurcze ale brak rozwarcia wiec dostalam kroplowki i chyba zastrzyk ale nic tylko coraz wiekszy bol,wymioty.
lekarze przychodzili i probowali chyba sami mi te rozwarcie zrobic az wkoncu zlitowal sie nademna lekarz ktory zrozumial ze moje dziecko jest duze i nie ma sensu juz dluzej meczyc mnie i dziecko wiec zrobili mi cesarke nie wiem czemu nie pokazali mi malego odrazu jak go wyciagneli:( dodam ze mialam zielone wody
gdy przewiezli mnie na sale po operacyjna maz chcial pomoc mi rozpakowac rzeczy ale go przegonili bo niby bakterie to dosc dziwne bo caly dzien lezalam przy otwartych drzwiach bez ubrania przykryta tylko kocem i koldra na przeciwko patologi gdzie przez caly dzien chodzily rodziny do kobiet tam lezacych i kazdy jak przechodzil to spojrzał co mnie wkurzalo bo nie wygladalam za fajnie i nie chialam zeby mnie ktos ogladal w tym stanie
maly byl duzy wiec potrzebowal wiecej jedzenia niz wszystkie dzieci ale panie pielegniarki tego nie rozumialy bo zostawily mi go na caly dzien wiedzac ze nie mam jak sie ruszyc bo od 11.30 do 22 trzymalo mnie znieczulenia a on plakal dopiero wieczorem przyszla pani ktora go zabrala na karmienie.
przesiedzialam 6 dni w szpitalu otrzymujac dziennie duzo zastrzykow i antybiotykow w tabletkach nie wiedzac na co bo gdy sie pytalam to odpowiadali swoimi skrotami i nie rozumialam ich.maly caly pobyt tam plakal z glodu bo ja nie mialam tyle mleka ile on potrzebowal a nie zabardzo chcieli go dokarmiac :( czasem jak byla fajna pielegniarka to dala mu butle i on odrazu zasypial.
wkoncu wyszlam ale musialam wykupic jeszcze na 2tygodnie antybiotyk i pare lekow aby sie w domu podleczyc bo caly czas mialam wysokie crp chyba tak sie to pisze
gdy skonczym leki poszlam tak dla swietego spokoju zrobic sobie badania kontrolne czy juz dobrze i okazalo sie ze nadal cos sie dzieje w moim organizmie moja lekarka wyslal mnie na pilne usg i z tamtąd odrazu jechalam do miejskiego bo okazalo sie ze moja nerka nie pracuje i moge ja stracic tam odrazu sie mna zajeli szybki zabieg operacyjny i po 4dniach do domu bo maly strasznie plakal z tesknoty
wiec nie rozumiem dlaczego redlowo wiedzac ze mam zle wyniki nie zrobili mi usg przeciez gdybym nie zrobila sobie badan tak sama od siebie moglam stracic nerke.
ale to moja historia i moze poprostu mialam pecha
w redlowie jest pare pan naprawde z powolania ale zdecydowanie za malo
Może troche nie na temat ale widze,że pani Asia robi furrore.Ja tam nie rodziłam ale bardzo mi pomogła w poradni laktacyjnej.Bardzo miło się z nią rozmawia pracowała tylko w tygodniu do 15.00 i przy nastepnym maleństwie mogłabym tam rodzić przy pani Asi.
06.07.2009r. - 3705g, 60 cm, synuś,
20.02.2015r.-26.04.2015r.-10tc - Aniołek
20.04.2017r.-przewidywany termin porodu
20.02.2015r.-26.04.2015r.-10tc - Aniołek
20.04.2017r.-przewidywany termin porodu
Zaczęło się odejściem wód połodowych w 39tygodniu. Nie da się tego z niczym pomylić bo po prostu leci po nogach :) nie boli :) nie pachnie :) po prostu leci mimo woli a po akimś czasie pojawiają się skurcze.
Cos ię przyda do porodu.
Kombinowałam na 2 torby. Jedna na salę porodową a druga na poporodową. Nie warto się przejmiować tym żeby zmieścić się w 1 torbę. MOja koleżanka miałą 2 walizki i niczego nei brakowało, nikt też nic nie mówił. Fakt przy wyjściu ze szpitala sama je wynosisz poza oddział:)
Co się przydało.
Do porodu:
przebierasz się na izbioe przyjęć.
1.koszula do porodu ( ja miałąm trochę sztuczną i pociłam się strasznie wię polecam bawełnianą, z rozcięciem)
2. klapki pod prysznic/ kapcie
3. skarpetki cienkie
4.woda niegazowana z dzióbkiem
5. landrynki-ale nie jadłam nic
6. 2ręczniki (duży mały w ciemnych kolorach- przydeały mi się tylko do okrycia Małej po urodzeniu bo była wyziębiona) ale może ktoś skorzysta z prysznica
7.aparat foto,/ mp3
Poporodowo:
1. Ręczniki
2.Klapki/kapcie
3.Majtki siatkowe z 4pary
4 podkłady bella- dają na oddziale i z oddziałowych korzystałam, a te które miałąm zużywam teraz w domu
5.kosmetyki-pasta do zębów, szczoteczka, nić, szampon, tantum rosa i butelka 1,5ldo tego, podkłady higieniczne na sedes, szczotka do włosów, suszarka,dezodorant
6. sztućce, kubek, szmatka
7.woda niegazowana
8.miałam swoją małą poduszkę maskotkę
9. kocyk dla dziecka
10. 5flanelowych pieluszek bo nie ma na oddziale raczej a przydają się
11, ciuszki dla dziecka. polecam pajacyki-najwygodniejsze w przebieraniu i ubieraniu
12.pieluszki dla dziecka. miałam huggies ale szybko przeszłam na pmpers 1 premium care. są bardziej miękkie i lepiej się je zakłada
13skarpetki dla dziecka, niedrapki
14.stanik do karmienia
15. 2koszule do karmienia ( dla mnie najwygodniejsze są ze zwykłym rozcięciem po środku za to głębokim) rozcięte po obu skosach dziko się zapina, takie z rozcięciami gubią cycki:), a z rozcięciami i bolerkiem too bolerko opada przy karmieniu
16. gazeta
17. kalendarz , cos do pisania
18. szczoteczka do włosów dla dziecka. wszystkie ksoemtyki dostaje się na oddziale plus spora wyprawka w postaci reklamówek
19. czapeczka dla dzidzi
20. ze 2 herbatki na pobudzenie laktacji, cos do jedzenia
na wyjście
-ubrania dla mamy
-ubrania dla dziecka
-fotelik, baza
zbędne są ręczniki dla dziecka, kosmetyki, podkłady poporodowe. Wszystkie zmiany oprócz blondyn dawaly do podmywania dzieci gaziki a blondyny chciały chusteczki do wycierania pupy. trzeba je wtedy olać i iść z prośbą o gaziki i się je dostanie:)
Cos ię przyda do porodu.
Kombinowałam na 2 torby. Jedna na salę porodową a druga na poporodową. Nie warto się przejmiować tym żeby zmieścić się w 1 torbę. MOja koleżanka miałą 2 walizki i niczego nei brakowało, nikt też nic nie mówił. Fakt przy wyjściu ze szpitala sama je wynosisz poza oddział:)
Co się przydało.
Do porodu:
przebierasz się na izbioe przyjęć.
1.koszula do porodu ( ja miałąm trochę sztuczną i pociłam się strasznie wię polecam bawełnianą, z rozcięciem)
2. klapki pod prysznic/ kapcie
3. skarpetki cienkie
4.woda niegazowana z dzióbkiem
5. landrynki-ale nie jadłam nic
6. 2ręczniki (duży mały w ciemnych kolorach- przydeały mi się tylko do okrycia Małej po urodzeniu bo była wyziębiona) ale może ktoś skorzysta z prysznica
7.aparat foto,/ mp3
Poporodowo:
1. Ręczniki
2.Klapki/kapcie
3.Majtki siatkowe z 4pary
4 podkłady bella- dają na oddziale i z oddziałowych korzystałam, a te które miałąm zużywam teraz w domu
5.kosmetyki-pasta do zębów, szczoteczka, nić, szampon, tantum rosa i butelka 1,5ldo tego, podkłady higieniczne na sedes, szczotka do włosów, suszarka,dezodorant
6. sztućce, kubek, szmatka
7.woda niegazowana
8.miałam swoją małą poduszkę maskotkę
9. kocyk dla dziecka
10. 5flanelowych pieluszek bo nie ma na oddziale raczej a przydają się
11, ciuszki dla dziecka. polecam pajacyki-najwygodniejsze w przebieraniu i ubieraniu
12.pieluszki dla dziecka. miałam huggies ale szybko przeszłam na pmpers 1 premium care. są bardziej miękkie i lepiej się je zakłada
13skarpetki dla dziecka, niedrapki
14.stanik do karmienia
15. 2koszule do karmienia ( dla mnie najwygodniejsze są ze zwykłym rozcięciem po środku za to głębokim) rozcięte po obu skosach dziko się zapina, takie z rozcięciami gubią cycki:), a z rozcięciami i bolerkiem too bolerko opada przy karmieniu
16. gazeta
17. kalendarz , cos do pisania
18. szczoteczka do włosów dla dziecka. wszystkie ksoemtyki dostaje się na oddziale plus spora wyprawka w postaci reklamówek
19. czapeczka dla dzidzi
20. ze 2 herbatki na pobudzenie laktacji, cos do jedzenia
na wyjście
-ubrania dla mamy
-ubrania dla dziecka
-fotelik, baza
zbędne są ręczniki dla dziecka, kosmetyki, podkłady poporodowe. Wszystkie zmiany oprócz blondyn dawaly do podmywania dzieci gaziki a blondyny chciały chusteczki do wycierania pupy. trzeba je wtedy olać i iść z prośbą o gaziki i się je dostanie:)