Widok
Według mnie podwójne nazwisko jest dobre dla kobiet,które są np. prawnikami,lekarzami,bo sa już rozpoznawalne w jakiś sposób.Ja nie mam zamiaru komplikować sobie życia i przejmę nazwisko po mężu-moje jest dlugie i jego również i przypuszczam,że gdybym chciała dwa nazwiska to by się w formularzach nie mieściły.Śmieszne dla mnie jest jak widzę,że facet ma podwójne nazwisko,ale to moja opinia:)
dwa nazwiska........hm...... no przy ewentualnym rozwodzie nie będziecie miały problemu, skreślicie to drugie i znów będziecie miały, to swoje.....ha ha ha.....sorry, ale takie gadanie tylko z tym mi sie kojarzy, że jak "coś" to ewentualnie, nie będzie problemu z powrotem do swojego nazwiska. Jesteście przyzwyczajone do swojego.....ha ha ha ....to sie odzwyczajcie i przyzwyczajcie sie to drugiego.....za 30 lat będzie traktowały je jak własne.......
Ja mam swoje od 29 lat i nie ubolewam nad zmiana, będzie super, coś nowego, dla mnie to tak jaby na nowo sie narodzić......a ilu będzie zaskoczonych......szkoda, że nie minie pół roku, jak dla wszystkich łącznie ze mną będzie to już taki stanard.....
ale ja bym wcale nie chciala drugi raz sie narodzic! mam swietne zycie, wiec po co mi jakies kapitalne zmiany? lubie moje zycie (i moje nazwisko:-) ale rozumiem, ze jesli czyjes zycie nie jest zbyt fajne, to potrzebuje jakiejs grunownej przemiany i slub moze posluzyc jako cezura. Dla mnie slub byl kontynuacja, a nie rewolucja. Majls, zycze, zebys juz wiecej nie musiala zaczynac wszytskiego od nowa.
Moje zycie jest fantastyczne, żadnych problemów, żadnych kłopotów..... zyczę wszystkim tak bez stresowego zycia jakie ja mam..... stwierdzenie "urodzic się na nowo" należy rozpatrywać w szerszych kategoriach, a nie dosłownie.......dotyczy to, szcęścia na nowej drodze zycia...... małżeństwo również nie jest dla mnie cenzurą, ale na pewno czymś nowym czego niegdy nie doświadczałam, a nową drogę żcyia zamierzam rozpocząc z nowym nazwiskiem i z tak szerokim i szczerym usmiechem jaki mi do dzis towarzyszy.......
Ja mam podwojne. Zostawilam sobie panienskie z przyczyn zawodowych. Chce tez przyzwyczaic do tego drugiego czlonu. W praktyce stosuje wszystkie 3 formy czyli podwojne, samo panienskie, tylko po mezu. Jak mi wygodnie. W sumie gdyby nie wzgledy zawodowe to nawet bym sie nie zastanawiala i tylko nazwisko meza przyjela. Oboje mamy dosc trudne nazwiska, ale do tej pory problemow nie bylo.
pozdrawiam
pozdrawiam
ja bedę miała nazwisko po mężu. rozpoczynamy razem życie, otwieram nowy etap w swoim życiu więc dlaczego miałabym nie zmieniać nazwiaska, w końcu będziemy małżeństwem. Natomiast jeśli chodzi o dwu członowe to zupenie do siebie niepasują, gdyż w swoim nazwisku zminiam dwie literki i juz jest nazwisko mojego przyszłego męża.
Jak się hajtałęm ze Scully, to usilnie ją namawiałem, żeby ALBO zostawiła panieńskie, ALBO przyjęła moje.
No i przyjęła moje. Bez nacisków.
Teraz, prawie pół roku po ślubie, wydaje mi się, że cały ten szał przedślubny to rzecz sympatyczna, ale... mało ważna. To znaczy - pewnie, że moja żona była piękna w sukni, którą sobie wybrała i tak dalej, ale - jesteśmy razem, mężem i żoną, mamy życia zawodowe oddzielne i poza pracą - wspólne; uwspólniliśmy też moich i jej znajomych.
A jak czytam, babeczki, Wasze opinie, jak to chcecie bronić swych nazwisk, to aż mnie niesmak ogarnia: przed kim chcecie bronić? Przed osobą, która rzekomo jest Waszą drugą połówką?
Rozumiem aspectae praktyczne, że lekarka, że prawniczka. Ale nie rozumiem "moje ładne, jego brzydkie".
A jak mąż będzie miał za 5 lat duży brzuch, to co? Nie będzie ładny i... co wtedy?
A jak Wy, po porodzie zmienicie swoje figury z dziewczęcych na matrony?
I tak mi się zdaje, że z tym nazwiskiem to takie przesłanianie istoty sprawy. Przesłanianie Miłości (czy też, nie daj Bóg, łatwizny) problemikami i przekomarzankami.
Pozdrówki!
Mulder.
PS. Nie ten, kto najgłośniej krzyczy, jest najmądrzejszy.
Nie ten (i nie ta), kto "postawi na swoim" jest niezależny.
Czasem to po prostu wredota wyłazi :(
No i przyjęła moje. Bez nacisków.
Teraz, prawie pół roku po ślubie, wydaje mi się, że cały ten szał przedślubny to rzecz sympatyczna, ale... mało ważna. To znaczy - pewnie, że moja żona była piękna w sukni, którą sobie wybrała i tak dalej, ale - jesteśmy razem, mężem i żoną, mamy życia zawodowe oddzielne i poza pracą - wspólne; uwspólniliśmy też moich i jej znajomych.
A jak czytam, babeczki, Wasze opinie, jak to chcecie bronić swych nazwisk, to aż mnie niesmak ogarnia: przed kim chcecie bronić? Przed osobą, która rzekomo jest Waszą drugą połówką?
Rozumiem aspectae praktyczne, że lekarka, że prawniczka. Ale nie rozumiem "moje ładne, jego brzydkie".
A jak mąż będzie miał za 5 lat duży brzuch, to co? Nie będzie ładny i... co wtedy?
A jak Wy, po porodzie zmienicie swoje figury z dziewczęcych na matrony?
I tak mi się zdaje, że z tym nazwiskiem to takie przesłanianie istoty sprawy. Przesłanianie Miłości (czy też, nie daj Bóg, łatwizny) problemikami i przekomarzankami.
Pozdrówki!
Mulder.
PS. Nie ten, kto najgłośniej krzyczy, jest najmądrzejszy.
Nie ten (i nie ta), kto "postawi na swoim" jest niezależny.
Czasem to po prostu wredota wyłazi :(
hmmm ........ niby racja........ chociaż nieobrażając ;) facet kwestii zmiany nazwiska i tak nigdy nie zrozumie ;)
wydaje się to błahostką, ale właściwie jest to OGROMNIASTA zmiana ;) i jak każda zmiana budzi lekki niepokój może stąd to parcie na chęć posiadania podwójnego nazwiska i lekki niepokój cześci dziewczyn przed całkowitą zmaną :) no ale oczywiście to wszystko zależy pewnie i wredota też czasem wyłazi na wierzch ;)
wydaje się to błahostką, ale właściwie jest to OGROMNIASTA zmiana ;) i jak każda zmiana budzi lekki niepokój może stąd to parcie na chęć posiadania podwójnego nazwiska i lekki niepokój cześci dziewczyn przed całkowitą zmaną :) no ale oczywiście to wszystko zależy pewnie i wredota też czasem wyłazi na wierzch ;)
