Re: Mamusie kwietniowe 2014 (11)
No tak, wszyscy przygotowują się do świąt i nikt tu nie zagląda :) My w tym roku siedzimy w domu, nie dość że maluch ma dopiero tydzień to starsza nadal kaszle i nawet nie chce nam się wyjeżdżać....
rozwiń
No tak, wszyscy przygotowują się do świąt i nikt tu nie zagląda :) My w tym roku siedzimy w domu, nie dość że maluch ma dopiero tydzień to starsza nadal kaszle i nawet nie chce nam się wyjeżdżać. Także tylko dla siebie będziemy przygotowywać jedzenie.
Mały ładnie się przystosował, od powrotu śpi doskonale, budzi się co 3h na jedzonko a potem ogląda spokojnie świat, płacze mało, jakby go nie było :) nawał jakoś zelżał, chociaż nadal jestem obolała.
No więc w końcu mogę co nieco napisać o tych 6 dniach w szpitalu. Poród był super, jeśli można tak powiedzieć, w sumie od pojawienia się skurczy trwał 9h, większość czasu przemęczyłam się w domu czyli od 22 do 3, co oznacza że spania nie było :/ ledwo wróciłam z IP o 21.30 i od razu się skurcze zaczęły. O 10 już regularnie co 5 minut, ale dopiero przed 3 stały się częstsze i dużo bardziej bolesne, bo głównie krzyż bolał, także tylko masaż męża się sprawdzał, ale efektem były siniaki na plecach :) o 3.30 trafiliśmy do szpitala i po 4 byliśmy na porodówce. Wymarzone warunki, oprócz nas nikogo, pustki przez całą zmianę :) jedynym minusem było leżenie przez cały poród bo ktg nie chciało się zrobić, nie można było tętna zlokalizować. Jak w końcu wstałam, żeby zrobili znieczulenie, bardzo polecam, same plusy, to skórcze przybrały na intensywności i był jeden po drugim. Po znieczuleniu dalej ktg, ale wtedy bólu nie czułam tylko samo parcie. Poszły wody, cała ekipa wpadła i się zaczęła ostatnia prosta trwająca 10 minut, położna odbierająca poród rewelacyjnie go prowadziła, nic nie pękło i nie nacinali, mały owinięty pępowiną wokół główki i tułowia. Potem 2h leżenia po porodzie i to tyle przyjemności.
Sam pobyt był średni, mało jedzenia, słabe jak na taki oddział, wiecznie zalana łazienka że przewrócić się można, jedna noc bez toalety bo spłuczki w dwóch na raz poszły, jeden poranek bez ciepłej wody, sam lód w prysznicach. Nikt nic nie wie, poporodówka i neonatologia wogole nie mają ze sobą kontaktu, jakby się nie znali albo toczyli wojne ;) No i oczywiście każdy swoje, przez co biedne pierworódki nie wiedziały kogo słuchać i co jest dobre dla dziecka. No cóż, cieszę się że już po, bo teraz można spać na plecach, opróżnić porządnie pęcherz i funkcjonować bez ograniczeń w szybszym tempie :)
zobacz wątek