Widok
A ja dziś odkryłem
dlaczego obywatel pan Manson czcił św. Patryka!!!
Otóż najwyraźniej gdzieś w zaroślach tudzież w leśnych kniejach musiał odkryć wiosnę z tydzień wcześniej aniżeli ja. I pewno jeszcze ją zawstydził tak się zaczaić musiał na nią :)
Skubaniec no :) a przez chwilę tak się ucieszyłem, że mam dobrą nowinę i jestem pionier :D
Dopiero jak odpaliłem hyde to się zreflektowałem.
Egoista i samolub newsami się nie podzielił.
Ale poważnie, pierwszy raz w życiu słyszałem srokę trajkoczącą inaczej niż pepesza albo ckm. Dała mi się podejść, ale chciałem za blisko to se poleciała do nieba.
Udanej niedzieli :D
Otóż najwyraźniej gdzieś w zaroślach tudzież w leśnych kniejach musiał odkryć wiosnę z tydzień wcześniej aniżeli ja. I pewno jeszcze ją zawstydził tak się zaczaić musiał na nią :)
Skubaniec no :) a przez chwilę tak się ucieszyłem, że mam dobrą nowinę i jestem pionier :D
Dopiero jak odpaliłem hyde to się zreflektowałem.
Egoista i samolub newsami się nie podzielił.
Ale poważnie, pierwszy raz w życiu słyszałem srokę trajkoczącą inaczej niż pepesza albo ckm. Dała mi się podejść, ale chciałem za blisko to se poleciała do nieba.
Udanej niedzieli :D
Wszystko jest jak trzeba.
W środę pojawiły się pierwsze żurawie, tak z sześćdziesiąt. Zakołowały nad Borami i złamały cisze swoim klangorem.
Wczoraj słyszałem gołębia grzywacza, nie widziałem go co prawda.
Śnieg topnieje na potęgę, w głębi lasu mgła z pary wodnej jak mleko. I czuć, że lodowata.
Zielone się rwie do góry i przebija przez śnieżne ostatki.
We wsi to już śniegu nie ma od piątku.
Sikory w zasadzie przestały odwiedzać karmniki, tylko dzwońce i czyże wyjadają jeszcze ziarno.
Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku rozpalę grilla.
Będzie bakłażan, pieczarki, cukinia, oscypek i tzatziki.
I zimny budweis.
W środę pojawiły się pierwsze żurawie, tak z sześćdziesiąt. Zakołowały nad Borami i złamały cisze swoim klangorem.
Wczoraj słyszałem gołębia grzywacza, nie widziałem go co prawda.
Śnieg topnieje na potęgę, w głębi lasu mgła z pary wodnej jak mleko. I czuć, że lodowata.
Zielone się rwie do góry i przebija przez śnieżne ostatki.
We wsi to już śniegu nie ma od piątku.
Sikory w zasadzie przestały odwiedzać karmniki, tylko dzwońce i czyże wyjadają jeszcze ziarno.
Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku rozpalę grilla.
Będzie bakłażan, pieczarki, cukinia, oscypek i tzatziki.
I zimny budweis.
Grilla nie było, bo od południa zaczęło padać.
Były za to placki z cukinii i sałatka z pomidorów.
Jednak te warzywka z ogródka Europy są do bani, nie ma to jak smak i zapach tych świeżo urwanych z krzaka.
Śnieg zszedł już prawie całkiem, tylko w lesie gdzieniegdzie jakieś płachty pozostały.
Ptaki świergolą od rana. Żurawie też krzyczą.
Pani kosowa dzisiaj odwiedziła karmnik dla dużych.
Czuje się już ciepły dech wiosny.
Były za to placki z cukinii i sałatka z pomidorów.
Jednak te warzywka z ogródka Europy są do bani, nie ma to jak smak i zapach tych świeżo urwanych z krzaka.
Śnieg zszedł już prawie całkiem, tylko w lesie gdzieniegdzie jakieś płachty pozostały.
Ptaki świergolą od rana. Żurawie też krzyczą.
Pani kosowa dzisiaj odwiedziła karmnik dla dużych.
Czuje się już ciepły dech wiosny.
Widzę, że na świecie tez po mały wiosna.
Estońscy koledzy hobego znowu popracowali:
mms://tv.eenet.ee/kotkas
A i sokoły ze stolicy na miejscu:
http://webcam.peregrinus.pl/warszawa-pkin-podglad-z-warszawy
Estońscy koledzy hobego znowu popracowali:
mms://tv.eenet.ee/kotkas
A i sokoły ze stolicy na miejscu:
http://webcam.peregrinus.pl/warszawa-pkin-podglad-z-warszawy
No to wiosna przyszła.
Teraz jej już nic nie ruszy, a jakieś tam lokalne podmrożenia i tak nie zmienią nic w statusie sił.
Obudziły się ostatnie i największe śpiochy:
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/bacc018aadfd028a.html
Jak będziecie łazić w weekend po lesie to ostrożnie. Towarzystwo jeszcze nie obudzone po zimie, to słabo reaguje. Leżąc i wygrzewając się na słońcu niewiele słyszy, to i łatwo je zaskoczyć.
A jak ktoś myśli, że łatwo je wypatrzyć to proszę, spróbujcie wypatrzeć:
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/3166e8760d78b1a0.html
I wszystko to pięć metrów za moim płotem.
Teraz jej już nic nie ruszy, a jakieś tam lokalne podmrożenia i tak nie zmienią nic w statusie sił.
Obudziły się ostatnie i największe śpiochy:
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/bacc018aadfd028a.html
Jak będziecie łazić w weekend po lesie to ostrożnie. Towarzystwo jeszcze nie obudzone po zimie, to słabo reaguje. Leżąc i wygrzewając się na słońcu niewiele słyszy, to i łatwo je zaskoczyć.
A jak ktoś myśli, że łatwo je wypatrzyć to proszę, spróbujcie wypatrzeć:
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/3166e8760d78b1a0.html
I wszystko to pięć metrów za moim płotem.
E tam, to dobro natury zasadza się na mnie :-))
Ja to mam w ogóle w ogrodzie rejon zarezerwowany dla Gustawa.
Gustaw to taki gość, jak ten ze zdjątka, tylko większy.
Na początku Szuroczka chciała, żebym Gustawa złapał i wywiózł w nieznane. Ale jej wytłumaczyłem, że teren łowiecki należy do jednego. I lepiej wiedzieć, do kogo, aniżeli nie wiedzieć. A jak się zaprzyjaźnisz z takim to nawet można wspólne piwko, albo fajką poczęstować :-)))
Zdarza mi się, że robię psychozę. Delikatnie podprowadzam delikwenta w okolice stanowiska Gustawa oglądając najprzeróżniejsze kwiaty, krzaki i inne -rośla. A potem spokojnym ruchem wskazuję mu Gucia wygrzewającego się na stercie drewna.
Mówcie sobie co chcecie, ale jestem przekonany, że wszyscy cierpimy na ofidiofobię, co najwyżej niektórzy potrafią ja ukrywać.
Ja to mam w ogóle w ogrodzie rejon zarezerwowany dla Gustawa.
Gustaw to taki gość, jak ten ze zdjątka, tylko większy.
Na początku Szuroczka chciała, żebym Gustawa złapał i wywiózł w nieznane. Ale jej wytłumaczyłem, że teren łowiecki należy do jednego. I lepiej wiedzieć, do kogo, aniżeli nie wiedzieć. A jak się zaprzyjaźnisz z takim to nawet można wspólne piwko, albo fajką poczęstować :-)))
Zdarza mi się, że robię psychozę. Delikatnie podprowadzam delikwenta w okolice stanowiska Gustawa oglądając najprzeróżniejsze kwiaty, krzaki i inne -rośla. A potem spokojnym ruchem wskazuję mu Gucia wygrzewającego się na stercie drewna.
Mówcie sobie co chcecie, ale jestem przekonany, że wszyscy cierpimy na ofidiofobię, co najwyżej niektórzy potrafią ja ukrywać.
"E tam, to dobro natury zasadza się na mnie :-))"
Heh mógłbyś z powodzeniem być moim duchowym przewodnikiem.
Taaa wiem, bardziej wolisz zapalić fajkę z Gustawem i browara spić z nim.
"Zdarza mi się, że robię psychozę"
a na to nie mam słów żadnych, tak mną konwulsje śmiechu przeszyły, że już nic nie napiszę.
Heh mógłbyś z powodzeniem być moim duchowym przewodnikiem.
Taaa wiem, bardziej wolisz zapalić fajkę z Gustawem i browara spić z nim.
"Zdarza mi się, że robię psychozę"
a na to nie mam słów żadnych, tak mną konwulsje śmiechu przeszyły, że już nic nie napiszę.
"E tam, to dobro natury zasadza się na mnie :-))"
Heh mógłbyś z powodzeniem być moim duchowym przewodnikiem.
Taaa wiem, bardziej wolisz zapalić fajkę z Gustawem i browara spić z nim."
Tylko mi nie pisz, że to Gutek Ci rozkazuje ;)
(kurdę ale bredzę, miałeś rację, świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia)
Heh mógłbyś z powodzeniem być moim duchowym przewodnikiem.
Taaa wiem, bardziej wolisz zapalić fajkę z Gustawem i browara spić z nim."
Tylko mi nie pisz, że to Gutek Ci rozkazuje ;)
(kurdę ale bredzę, miałeś rację, świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia)
"Mówcie sobie co chcecie, ale jestem przekonany, że wszyscy cierpimy na ofidiofobię, co najwyżej niektórzy potrafią ja ukrywać".
Scenka rodzajowa z okolic Kościerzyny, osoby: ja (jakieś 13 lat), ojciec, kolega ojca.
"A to s********" - krzyknął dziarsko kolega mojego ojca i błyskawicznie, serio, z szybkością, o jaką nigdy bym go nie podejrzewała, rozwalił laską PADALCA na trzy części.
Na moją uwagę że to padalec, że niejest jadowity i chyba jest pod ochroną (nie byłam pewna), odpowiedź była zgodna i burkliwa: "a co ty tam wiesz, dzieciaku".
Scenka rodzajowa z okolic Kościerzyny, osoby: ja (jakieś 13 lat), ojciec, kolega ojca.
"A to s********" - krzyknął dziarsko kolega mojego ojca i błyskawicznie, serio, z szybkością, o jaką nigdy bym go nie podejrzewała, rozwalił laską PADALCA na trzy części.
Na moją uwagę że to padalec, że niejest jadowity i chyba jest pod ochroną (nie byłam pewna), odpowiedź była zgodna i burkliwa: "a co ty tam wiesz, dzieciaku".
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
W zeszłym roku najęła się u nas do roboty dziewczyna ze wsi, ale porzuciła ją (robotę, nie wieś) drugiego dnia odkrywszy w kompoście gniazdo żmij (znaczy padalców).
Ale mój sąsiad leśniczy to autentycznie wtrynia gotowane piestrzenice kasztanowate, nawet mnie chciał ich nazbierać przy okazji. (To tak a propos różnych fobii).
Ale mój sąsiad leśniczy to autentycznie wtrynia gotowane piestrzenice kasztanowate, nawet mnie chciał ich nazbierać przy okazji. (To tak a propos różnych fobii).
Dzisiaj przyleciał Zenek.
Zenek to pliszka siwa.
Po raz pierwszy pojawił się w ubiegłym roku. Po tygodniu przygruchał sobie jakąś panienkę. Założyli gniazdo (na łacie pod dachem domu, wśród dzikiej winorośli) i dochowali się czwórki młodych. Dwoje nawet przeżyło i wyleciało z gniazda.
No a dzisiaj Zenek pojawił się na powrót.
Wiosna idzie.
Zenek to pliszka siwa.
Po raz pierwszy pojawił się w ubiegłym roku. Po tygodniu przygruchał sobie jakąś panienkę. Założyli gniazdo (na łacie pod dachem domu, wśród dzikiej winorośli) i dochowali się czwórki młodych. Dwoje nawet przeżyło i wyleciało z gniazda.
No a dzisiaj Zenek pojawił się na powrót.
Wiosna idzie.
Idę sobie przy lesie a masy powietrza następują po sobie naprzemian: lodowate zimowe a za nim wiosenne, ciepłe od którego zapewne nie jednej kobiecie nabrzmiewają piersi. Serio. To tak jak się w lecie wypłynie wpław na środek jeziora i nachodzą na człowieka masy ciepłych prądów i zimnych wody. Coś wspaniałego.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Panie Mansonie.
Zobowiązanym jest nadmienić rzecz arcyważną, otóż wczoraj w drżącym w posadach od życia las mnie wywiało, daleko hen za horyzontu przestrzeń i czasu granice w wyniku czego pierwszy raz w życiu odkryłem dziewiczą polanę, która leżała parę kilometrów od mojej ścieżki zdrowia.
Rzecz nie byle jaka dla mnie, albowiem ta polana okazała się tak czysta, tkliwa i błoga, że przemierzałem po niej krokiem rytmicznie zgodnym choć niewspółrzędnie czasowo relatywnym z krokiem niejakiego Neila Armstronga. Tyle, że moja polana w porównaniu do Księżyca to jest potęga. W centralnym jej punkcie krzyżują się i nakładają się na siebie nawoływania ptaków kierowane ze skrajnych punktów obwodu jej granic wytaczanych przez głuchy las. Notabene i już całkiem w nawiasie dodam, iż w tej części lasu nie tylko żurawie zauważyłem na cumulus'owym niebie, ale ich klucz posłużył do otworzenia mnie samego jak również usłyszałem ich klangor poprzez leśny pogłos zwielokrotniony - spowodowało to u mnie silną afirmację siebie. Po tysiąckroć.
Były dzięcioły i je pozdrowiłem od siebie jako ich matczyny brat dzięcioł.
Wracając do cywilizacji po dobrych paru kilometrach, opadłem z sił, las już nie był głuchy, wydłużone echo przypomniało, że podmiejskie skm-ki są wyposażone w donośny tyfon, później pojawili się pojedynczy ludzie, a już na samym skraju uwidziałem totalny kibel w postaci opakowań dostępnych w Żabce, Biedronce i innym Auchan.
Zobowiązanym jest nadmienić rzecz arcyważną, otóż wczoraj w drżącym w posadach od życia las mnie wywiało, daleko hen za horyzontu przestrzeń i czasu granice w wyniku czego pierwszy raz w życiu odkryłem dziewiczą polanę, która leżała parę kilometrów od mojej ścieżki zdrowia.
Rzecz nie byle jaka dla mnie, albowiem ta polana okazała się tak czysta, tkliwa i błoga, że przemierzałem po niej krokiem rytmicznie zgodnym choć niewspółrzędnie czasowo relatywnym z krokiem niejakiego Neila Armstronga. Tyle, że moja polana w porównaniu do Księżyca to jest potęga. W centralnym jej punkcie krzyżują się i nakładają się na siebie nawoływania ptaków kierowane ze skrajnych punktów obwodu jej granic wytaczanych przez głuchy las. Notabene i już całkiem w nawiasie dodam, iż w tej części lasu nie tylko żurawie zauważyłem na cumulus'owym niebie, ale ich klucz posłużył do otworzenia mnie samego jak również usłyszałem ich klangor poprzez leśny pogłos zwielokrotniony - spowodowało to u mnie silną afirmację siebie. Po tysiąckroć.
Były dzięcioły i je pozdrowiłem od siebie jako ich matczyny brat dzięcioł.
Wracając do cywilizacji po dobrych paru kilometrach, opadłem z sił, las już nie był głuchy, wydłużone echo przypomniało, że podmiejskie skm-ki są wyposażone w donośny tyfon, później pojawili się pojedynczy ludzie, a już na samym skraju uwidziałem totalny kibel w postaci opakowań dostępnych w Żabce, Biedronce i innym Auchan.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
To jedna z tych rzeczy, które chciałbym zobaczyć jeszcze. Mianowicie:
Ciebie Mansonie na rowerku pomykającym wśród kniej i leśnych przecinek wiosną. Chciałbym to zobaczyć szczerze. To w jaki to sposób przyroda czai się na Ciebie a Ty upatrujesz się na te niezmierzone dobra natury. :)
Dupą się nie przejmuj. Z nimi to tak zawsze wiesz... trochę poboli, ale jednak zawsze przechodzi jak to w życiu. :)
Ciebie Mansonie na rowerku pomykającym wśród kniej i leśnych przecinek wiosną. Chciałbym to zobaczyć szczerze. To w jaki to sposób przyroda czai się na Ciebie a Ty upatrujesz się na te niezmierzone dobra natury. :)
Dupą się nie przejmuj. Z nimi to tak zawsze wiesz... trochę poboli, ale jednak zawsze przechodzi jak to w życiu. :)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Przyjechałbym - moje słowo z paroma flaszkami i misą zapraw, chlebem i czego tylko bym se tam wymyślił po drodze, gdybym tylko mógł się wyrwać teraz, ale nie mogę za cholerę.
I nie chodzi o czas i kasę. Inne takie tam...
Dziękuję za propozycję - nie zapomnę. Bo ja nie zapominam takich rzeczy.
I nie chodzi o czas i kasę. Inne takie tam...
Dziękuję za propozycję - nie zapomnę. Bo ja nie zapominam takich rzeczy.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Stworku. Napisałem tylko tak jak chłop do chłopa szczerze, szowinistycznie i dwuznacznie bo tak naprawdę do siodełko w rowerze to b. istotny element jest. Dopasowuje się do użytkownika, a użytkownik do tej części, która na niego oddziałuje. Nie graj ze mną słowami. Za bardzo znam i szanuję kobiety żeby traktować je jak siodło, żeby sobie na nich posiedzieć trochę.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Ta dobre rady zawsze w cenie. Najlepiej jak "MASZ PROBLEM NAPISZ DO KASI" zaś ona nasmaruje.
Się kurna nie ma co przejmować tylko trza pedałować i się nie zagłębiać w zagadnienia co jest rzadko a co jest najczęściej, bo przecież każdy przypadek należy rozpatrywać oddzielnie. Ktoś, gdzieś tak chyba pisał ostatnio.
Się kurna nie ma co przejmować tylko trza pedałować i się nie zagłębiać w zagadnienia co jest rzadko a co jest najczęściej, bo przecież każdy przypadek należy rozpatrywać oddzielnie. Ktoś, gdzieś tak chyba pisał ostatnio.
uprzejmie informuję, że w nocy pojawiło się pierwsze wielkanocne jajo:
http://www.eoy.ee/kodukakk/webcam/
narodziny wyglądały tak oto:
http://www.youtube.com/watch?v=C_uYNp3ar5c&feature=player_embedded
http://www.eoy.ee/kodukakk/webcam/
narodziny wyglądały tak oto:
http://www.youtube.com/watch?v=C_uYNp3ar5c&feature=player_embedded
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Wiosna to fakt.
Po pierwsze:
Od kilku dni leśne mrowiska pulsują i aż roją się od pieczołowitych, pracowitych starań w wykonywanych zadaniach.
Po drugie i co ważniejsze:
Kobiety na ulicy zrzuciły z siebie tony ciuchów zamieniając kufajki i waciaki na spódnice, apaszki i pończochy. :)
Po pierwsze:
Od kilku dni leśne mrowiska pulsują i aż roją się od pieczołowitych, pracowitych starań w wykonywanych zadaniach.
Po drugie i co ważniejsze:
Kobiety na ulicy zrzuciły z siebie tony ciuchów zamieniając kufajki i waciaki na spódnice, apaszki i pończochy. :)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
:)
Widzę, że podoba się Tobie ten wątek :)
Dorszaka miałem wczoraj. Ale z patelni. Grilla nie odpaliłem jeszcze.
Ojciec posadził ziarna chili co dostałem z Turcji kiedyś. Wyrosło coś zielonego :)
Narobiłeś mi apetyta na dobre grillowanko. Na cebulę, czosnek i zielone.
Ale najbardziej na zimnego buda.
Na raz jednym pociągnięciem bym teraz schłodzonego osuszył.
On taki delikatny w smaku... ech.
Ale i tak nie jest źle.
ps. chyba pora faktycznie pomyśleć nad jakimś zdrowym, ogrodowym szamaniem. Ty masz Manson dobre pomysły.
Widzę, że podoba się Tobie ten wątek :)
Dorszaka miałem wczoraj. Ale z patelni. Grilla nie odpaliłem jeszcze.
Ojciec posadził ziarna chili co dostałem z Turcji kiedyś. Wyrosło coś zielonego :)
Narobiłeś mi apetyta na dobre grillowanko. Na cebulę, czosnek i zielone.
Ale najbardziej na zimnego buda.
Na raz jednym pociągnięciem bym teraz schłodzonego osuszył.
On taki delikatny w smaku... ech.
Ale i tak nie jest źle.
ps. chyba pora faktycznie pomyśleć nad jakimś zdrowym, ogrodowym szamaniem. Ty masz Manson dobre pomysły.
Chłodnawo dziś. Koniecznie muszę sobie szybko humor poprawić.
Nakroiłem na drobno kapusty pekińskiej, pomidorów, cebuli i odrobinę papryki żółtej oraz czerwonej. Do tego sos sałatkowy.
Się przegryza właśnie.
Zrobiłem pastę z fasoli i za moment wypełnię nią enchilades. Gęstym sosem z świeżych pomidorów z sporymi ich frakcjami przykryję enchiladesowe grzbiety. Jak mi się zachce przegryzę zielonymi oliwkami.
Kto wie może nawet wezmę gryza żółtego sera z wykałaczki i popiję zimnym specjalem.
Nakroiłem na drobno kapusty pekińskiej, pomidorów, cebuli i odrobinę papryki żółtej oraz czerwonej. Do tego sos sałatkowy.
Się przegryza właśnie.
Zrobiłem pastę z fasoli i za moment wypełnię nią enchilades. Gęstym sosem z świeżych pomidorów z sporymi ich frakcjami przykryję enchiladesowe grzbiety. Jak mi się zachce przegryzę zielonymi oliwkami.
Kto wie może nawet wezmę gryza żółtego sera z wykałaczki i popiję zimnym specjalem.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Czosnku. Czosnku trzeba dodać ciut odrobinę do farszu z fasoli dla delikatnego posmaku, byłoby grejt.
Wiesz Manson, kiedyś siedziałem z jednym irysem w knajpie, żołdak młody, gdzieś o 2 w nocy powiedział mi narąbany w 3D, że po angielsku mówię lepiej niż on w Irlandzkim.
Nasunęło mi się to na myśl bo po irl. właśnie wysłuchałem Sinéad O'Connor. To wtedy jak ten irol mi to klepnął to zamówiłem sześć 50-tek John'a Power'a & Son'a. Ale to nie jest dobra łycha. Wolę szkocką.
Bynajmniej mnie nie podchodzi. Fajny był tamten koleś. Do 4 rano wytrzymywał.
Próbowałeś kiedyś tego Mansonie:
http://www.wallywine.com/p-10556-john-power-son-irish-whiskey-750ml.aspx
to teraz po ang. Sinéad O'Connor
http://www.youtube.com/watch?v=yzg8Q6nhrXg
Wiesz Manson, kiedyś siedziałem z jednym irysem w knajpie, żołdak młody, gdzieś o 2 w nocy powiedział mi narąbany w 3D, że po angielsku mówię lepiej niż on w Irlandzkim.
Nasunęło mi się to na myśl bo po irl. właśnie wysłuchałem Sinéad O'Connor. To wtedy jak ten irol mi to klepnął to zamówiłem sześć 50-tek John'a Power'a & Son'a. Ale to nie jest dobra łycha. Wolę szkocką.
Bynajmniej mnie nie podchodzi. Fajny był tamten koleś. Do 4 rano wytrzymywał.
Próbowałeś kiedyś tego Mansonie:
http://www.wallywine.com/p-10556-john-power-son-irish-whiskey-750ml.aspx
to teraz po ang. Sinéad O'Connor
http://www.youtube.com/watch?v=yzg8Q6nhrXg
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Kiedy z okna widać zieleniejącą trawę i świeże pąki na drzewach...
Kiedy dzieciaki grają w chowanego i kryją się w krzewach...
Kiedy ptaki nad ranem wyśpiewują radosne serenady i trele,
Kiedy widzę wszechogarniające piękne kolory niczym akwarele,
Wiem, że już niedługo będę mogła córce powiedzieć:
Że zamiast w oknie to w ogrodzie, będziemy siedzieć.
Kiedy dzieciaki grają w chowanego i kryją się w krzewach...
Kiedy ptaki nad ranem wyśpiewują radosne serenady i trele,
Kiedy widzę wszechogarniające piękne kolory niczym akwarele,
Wiem, że już niedługo będę mogła córce powiedzieć:
Że zamiast w oknie to w ogrodzie, będziemy siedzieć.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
Mansonie :)
Z ciężkim jak ołów sercem leśny próg dziś przekroczyłem i z duszą kwadratowymi, szwedzkimi gwoździami do sosnowej deski przybitą. Widząc całe zastępy wiary, którym kalorie z niedzielnych obiadów kazały wyjść w las, uznałem iż nie znajdę sobie dziś w lesie miejsca bo za tłoczno, gęsto i ciasno. W przekonaniu utwierdziłem się dogłębniej gdy po pół godzinie spotkałem sąsiada wbitego pomiędzy kije nordic walking co na mój widok wypalił pytanie:
- "oooo to też jest c twoja ścieżka zdrowia" ?
Szlag mnie trafił i ręce mi opadły do kolan na tyle, że nic nie powiedziałem ino se pomyślałem coś w stylu "Ty zadufany pseudo globtroterze ta ściecha jest moja, ale tylko po zmierzchu gdy mgła spływa, kiedy deszcz zacina, kiedy pusto, wietrznie i zimno. Najlepiej na jesieni. I kiedy swą osobą sarny hipnotyzuję - w niedzielne, wiosenne i słoneczne popołudnie może być Twoja" ;))
Nie miałem nadziei, że las mi dziś coś da. Ale dał tyle, że unieść nie mogłem. Bo wiesz co Manson w moim lesie jest takie miejsce, od którego, albo wszystko się zaczyna, albo się wszystko kończy. Coś ala punkt zero na osi rzędnych i odciętych. Rozumiesz?
To miejsce to tzw. "krzyżówka" punkt wyjścia, cztery strony świata, albo się idzie w prawo w dół w głębokie wąwozy, ale wtedy się dojdzie na bagna, a potem do Bodegi, albo na tanksztele po piwo.
Można też się o 180 stopni obrócić na pięcie i cofnąć do chaty, ale to słabe rozwiązanie, mimo że z górki jest.
Dobrym wyborem jest iść przed siebie w brzozowy lasek by soku z brzóz spić (tam wieża kiedyś stała i mój znajomy znalazł tam bagnet z II W. Ś.). Tam są mrowiska i dość energetyczna tamta miejscówa się mnie wydaje.
No i w lewo od krzyżówki też pójść można. Ta opcja ma najwięcej bogatych alternatyw bo tu dojść można na Pustki Cisowskie, albo na wysoko położone okopy przeciwlotnicze z II W.Ś. i w miejsce skąd widać panoramę Rumi/Gdyni i gdzie jest "mój kamień", ale i jeszcze jest taka opcja, że kiedy się skręci w lewo można iść w głuchy las. To ja zawsze idę w głuchy las. :))
Szedłem i szedłem i nie mogłem się odnaleźć, znaczy żadnego punktu zaczepienia dla oka, ucha (choć las drżał od ptasich opowieści) i w ogóle dla duszy nic wydobyć z tego co las oferuje nie mogłem. Zdałem se sprawę, że oślepłem, więc szedłem po omacku po lesie pomimo, że jasno przecie było. Kiedy się zmęczyłem usiadłem na pniu. Potem wstałem i dalej szedłem.
I wreszcie to przyszło. W młodym zagajniku na rozstaju dróg. Przyszła cisza. Totalna cisza mój Fratello. Położyłem się na suchych liściach. Długo leżałem z godzinę. Albo tuzin lat. Nie wiem. I znikąd ale bardzo nieśmiało pojawiły się sikory. Badały co to tam leży :). Nie spałem - w niebo się gapiłem. Nawoływały się i odpowiadały sobie. Okrążały mnie. I były jeszcze takie mniejsze gabarytowo od wróbli ptaki, umaszczenie takie rydzowo, brązowe, wiewiórkowe :) (jak mi zalinkujesz z dopiskiem "ło takie" to odpowiem:) szybkie w locie jak sto diabłów. Fajne takie małe a co małe to piękne ponoć. Kosy po suchych liściach wędrowały. Parę sójek widziałem. Odzyskałem wiarę i zacząłem wracać okrężną drogą. I ponownie stanąłem oko w oko z sarną tym razem na 10m. I kolejny już raz mnie pierwsza zauważyła. Bez alko jestem chyba beznadziejnie mało czujny. Także jeśli mam komu pokazać sarny to już wiem gdzie. No i drapieżne ptaszyska na błękitnym nieboskłonie żem uwidział. Fajnie było.
http://w44.wrzuta.pl/audio/5DZUTCVai26/g3_tour_2001_-_lost_without_you
Z ciężkim jak ołów sercem leśny próg dziś przekroczyłem i z duszą kwadratowymi, szwedzkimi gwoździami do sosnowej deski przybitą. Widząc całe zastępy wiary, którym kalorie z niedzielnych obiadów kazały wyjść w las, uznałem iż nie znajdę sobie dziś w lesie miejsca bo za tłoczno, gęsto i ciasno. W przekonaniu utwierdziłem się dogłębniej gdy po pół godzinie spotkałem sąsiada wbitego pomiędzy kije nordic walking co na mój widok wypalił pytanie:
- "oooo to też jest c twoja ścieżka zdrowia" ?
Szlag mnie trafił i ręce mi opadły do kolan na tyle, że nic nie powiedziałem ino se pomyślałem coś w stylu "Ty zadufany pseudo globtroterze ta ściecha jest moja, ale tylko po zmierzchu gdy mgła spływa, kiedy deszcz zacina, kiedy pusto, wietrznie i zimno. Najlepiej na jesieni. I kiedy swą osobą sarny hipnotyzuję - w niedzielne, wiosenne i słoneczne popołudnie może być Twoja" ;))
Nie miałem nadziei, że las mi dziś coś da. Ale dał tyle, że unieść nie mogłem. Bo wiesz co Manson w moim lesie jest takie miejsce, od którego, albo wszystko się zaczyna, albo się wszystko kończy. Coś ala punkt zero na osi rzędnych i odciętych. Rozumiesz?
To miejsce to tzw. "krzyżówka" punkt wyjścia, cztery strony świata, albo się idzie w prawo w dół w głębokie wąwozy, ale wtedy się dojdzie na bagna, a potem do Bodegi, albo na tanksztele po piwo.
Można też się o 180 stopni obrócić na pięcie i cofnąć do chaty, ale to słabe rozwiązanie, mimo że z górki jest.
Dobrym wyborem jest iść przed siebie w brzozowy lasek by soku z brzóz spić (tam wieża kiedyś stała i mój znajomy znalazł tam bagnet z II W. Ś.). Tam są mrowiska i dość energetyczna tamta miejscówa się mnie wydaje.
No i w lewo od krzyżówki też pójść można. Ta opcja ma najwięcej bogatych alternatyw bo tu dojść można na Pustki Cisowskie, albo na wysoko położone okopy przeciwlotnicze z II W.Ś. i w miejsce skąd widać panoramę Rumi/Gdyni i gdzie jest "mój kamień", ale i jeszcze jest taka opcja, że kiedy się skręci w lewo można iść w głuchy las. To ja zawsze idę w głuchy las. :))
Szedłem i szedłem i nie mogłem się odnaleźć, znaczy żadnego punktu zaczepienia dla oka, ucha (choć las drżał od ptasich opowieści) i w ogóle dla duszy nic wydobyć z tego co las oferuje nie mogłem. Zdałem se sprawę, że oślepłem, więc szedłem po omacku po lesie pomimo, że jasno przecie było. Kiedy się zmęczyłem usiadłem na pniu. Potem wstałem i dalej szedłem.
I wreszcie to przyszło. W młodym zagajniku na rozstaju dróg. Przyszła cisza. Totalna cisza mój Fratello. Położyłem się na suchych liściach. Długo leżałem z godzinę. Albo tuzin lat. Nie wiem. I znikąd ale bardzo nieśmiało pojawiły się sikory. Badały co to tam leży :). Nie spałem - w niebo się gapiłem. Nawoływały się i odpowiadały sobie. Okrążały mnie. I były jeszcze takie mniejsze gabarytowo od wróbli ptaki, umaszczenie takie rydzowo, brązowe, wiewiórkowe :) (jak mi zalinkujesz z dopiskiem "ło takie" to odpowiem:) szybkie w locie jak sto diabłów. Fajne takie małe a co małe to piękne ponoć. Kosy po suchych liściach wędrowały. Parę sójek widziałem. Odzyskałem wiarę i zacząłem wracać okrężną drogą. I ponownie stanąłem oko w oko z sarną tym razem na 10m. I kolejny już raz mnie pierwsza zauważyła. Bez alko jestem chyba beznadziejnie mało czujny. Także jeśli mam komu pokazać sarny to już wiem gdzie. No i drapieżne ptaszyska na błękitnym nieboskłonie żem uwidział. Fajnie było.
http://w44.wrzuta.pl/audio/5DZUTCVai26/g3_tour_2001_-_lost_without_you
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Drzewiej bywałem w Twoim lesie. Dawno to było, mało już go pamiętam.
Pamiętam, że naście lat temu wycięto w nim całe zbocze drzew. Rosły tam buki i dęby, a został goła ziemia i odrostki.
Pamiętam, że lubiłem tam myszkować po zboczach pomiędzy bukami, bo zawsze gdzieś tam znalazł się czasem borowik.
I pamiętam taka polanę, położoną przy skrzyżowaniu leśnych dróg, w dole, zarośniętą trawą, może podmokłą, z świerkami obok.
Pamiętam też buki i sosny rosnące ramię w ramię.
Z psem tam łaziłem, miałem takiego wilka, który potrafił ganiać ze mną po kilkanaście - kilkadzieścia kilometrów i nie pękał, jak te psy teraz.
U mnie w lesie dzisiaj, prócz mnie, nikogo. Za daleko od cywilizacji. Sarnę zdybałem, co leżała w mchu. Gdyby nie jej rozstawione odstające uszy to bym jej nie zauważył. Tak wtopiona w otoczenie.
Ptaków dużo. Wszędobylskie sikory, p-sójki, dzwońce, czyże, nawet samca krzyżodzioba wyczaiłem.
A potem leżałem na trawie na słoneczku i spijałem kolejne budy.
To był dobry dzień.
Może taki:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pełzacz_leśny
Pamiętam, że naście lat temu wycięto w nim całe zbocze drzew. Rosły tam buki i dęby, a został goła ziemia i odrostki.
Pamiętam, że lubiłem tam myszkować po zboczach pomiędzy bukami, bo zawsze gdzieś tam znalazł się czasem borowik.
I pamiętam taka polanę, położoną przy skrzyżowaniu leśnych dróg, w dole, zarośniętą trawą, może podmokłą, z świerkami obok.
Pamiętam też buki i sosny rosnące ramię w ramię.
Z psem tam łaziłem, miałem takiego wilka, który potrafił ganiać ze mną po kilkanaście - kilkadzieścia kilometrów i nie pękał, jak te psy teraz.
U mnie w lesie dzisiaj, prócz mnie, nikogo. Za daleko od cywilizacji. Sarnę zdybałem, co leżała w mchu. Gdyby nie jej rozstawione odstające uszy to bym jej nie zauważył. Tak wtopiona w otoczenie.
Ptaków dużo. Wszędobylskie sikory, p-sójki, dzwońce, czyże, nawet samca krzyżodzioba wyczaiłem.
A potem leżałem na trawie na słoneczku i spijałem kolejne budy.
To był dobry dzień.
Może taki:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pełzacz_leśny
Raczej nie pełzacz. Tamten ptasiak cały był kolorystycznie jak rdza. Brzuszek też.
A u mnie sosny z bukami jak najbardziej zapanbrat. Tyle że jak się wchodzi do lasu to sosny przeważają ilościowo, a później buki biorą górę nad sosnami :).
Zaś gdy się wchodzi w głuchy las :)) to są gęsto posadzone młode buki potem są świerki, i w ogóle w powietrzu unosi się zapach leśnej zupy.
Z samego rana widziałem znowu kruka, wiewiórki i motyle. Motyle o skrzydłach ciemno brązowych z jasnym obrysem krawędzi i niebieskimi okrągłymi plamkami. Ładne. Energię wyłapywały ze Słońca.
Chyba wiem gdzieś tych borowików szukał. Dziś już tam się nic nie znajdzie, z 5/10lat wstecz jeszcze podgrzybki bywały.
A u mnie sosny z bukami jak najbardziej zapanbrat. Tyle że jak się wchodzi do lasu to sosny przeważają ilościowo, a później buki biorą górę nad sosnami :).
Zaś gdy się wchodzi w głuchy las :)) to są gęsto posadzone młode buki potem są świerki, i w ogóle w powietrzu unosi się zapach leśnej zupy.
Z samego rana widziałem znowu kruka, wiewiórki i motyle. Motyle o skrzydłach ciemno brązowych z jasnym obrysem krawędzi i niebieskimi okrągłymi plamkami. Ładne. Energię wyłapywały ze Słońca.
Chyba wiem gdzieś tych borowików szukał. Dziś już tam się nic nie znajdzie, z 5/10lat wstecz jeszcze podgrzybki bywały.
Hmm, rudy jak wiewiórka to jest rudzik. Ale nie cały, tylko z przodu.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rudzik_zwyczajny
U mnie w obejściu mieszkają dwie pary.
Wyglądam Ci ja dzisiaj za okno, a tam dwa jakieś wywijają korkociągi, beczki, fruwają nogami do góry, kręcą się wokół własnej osi i wokół środka układu współrzędnych położonego gdzieś pomiędzy nimi. Zenek sprowadził dziewczynę :-)) Oj, będzie się działo. Od rana z dumą jej prezentuje dach domu, trawę w ogródku i oplot z dzikiego wina.
A idąc do wsi patrzę i oczom nie wierzę. Dudek przyleciał. W zeszłym roku miały gniazdo w moich świerkach i wyprowadziły dwa młode. Znaczy, w tym roku też będzie.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rudzik_zwyczajny
U mnie w obejściu mieszkają dwie pary.
Wyglądam Ci ja dzisiaj za okno, a tam dwa jakieś wywijają korkociągi, beczki, fruwają nogami do góry, kręcą się wokół własnej osi i wokół środka układu współrzędnych położonego gdzieś pomiędzy nimi. Zenek sprowadził dziewczynę :-)) Oj, będzie się działo. Od rana z dumą jej prezentuje dach domu, trawę w ogródku i oplot z dzikiego wina.
A idąc do wsi patrzę i oczom nie wierzę. Dudek przyleciał. W zeszłym roku miały gniazdo w moich świerkach i wyprowadziły dwa młode. Znaczy, w tym roku też będzie.
Rudzik też nie. Przejdę się jeszcze niebawem ich poszukać to może coś więcej napiszę. Jeża wczoraj w nocy widziałem nieopodal mej chaty. Na sam wpierw to myślałem, że szczur jaki penetruje po nieużytkach, ale gdzie tam, nieborak sobie spacerował jak i ja. Miał prawo se łazić o której i gdzie chce przecie świat należy do wszystkich.
" A idąc do wsi patrzę i oczom nie wierzę. Dudek przyleciał."
hehehehehehe
każdy 'koment' byłby tu zły.
http://www.youtube.com/watch?v=-NfEhD0uZ7s
ps. W tym tygodniu odpalam grilla :) W biedronce pojawił się węgiel drzewny.
" A idąc do wsi patrzę i oczom nie wierzę. Dudek przyleciał."
hehehehehehe
każdy 'koment' byłby tu zły.
http://www.youtube.com/watch?v=-NfEhD0uZ7s
ps. W tym tygodniu odpalam grilla :) W biedronce pojawił się węgiel drzewny.
Wziąłem flaszeczkę.
Śliwowicy.
Czeskiej.
Rzadko kupuję gotowe wyroby, ale u braci mi się zdarza.
Oni tam mają całą furę śmiesznych lokalnych gorzelni i robią czasem takie cuda, jak my w piwnicy z szwagrem i kolegami.
Śliwowiczka stała u mnie uczciwie, 6 lat.
Przeżyła przeprowadzkę w góry i potem w Bory.
Znaczy, na okazję była.
Odpaliłem Belfegora, Szuroczka też się zabrała, i pojechaliśmy sobie pogadać do leśniczego.
Ciemno już było, chyba tak koło 22.
Jechaliśmy, oczywiście, lasem.
Takie tam górki-dolinki i trochę wykrotów.
W pewnym momencie wypadamy zza takiej jednej górki, a tu z drogi coś próbuje śmignąć w las.
Nie zdążyło.
Wcisnąłem heble, wolno jechaliśmy, to się zatrzymałem od razu.
A coś miast wiać odwróciło się, przysadziło i zajęło pozycję "no dawaj, cwaniaczku, jak nie pękasz".
W świetle lamp z prawej strony metr-dwa przed nami sadził się piękny borsuk.
Już odkarmiony po zimie, ale widać, że gotów do bitki.
Postaliśmy tak sobie z 15 s, po czym borsuk odwrócił się przez lewe ramię i spokojnie potruchtał w las.
No a my dalej, do leśniczego na śliwowiczkę.
Zacna była.
I w godnym towarzystwie.
Wróciliśmy po nocy z darowaną siatką świeżo zebranych piestrzenic.
Śliwowicy.
Czeskiej.
Rzadko kupuję gotowe wyroby, ale u braci mi się zdarza.
Oni tam mają całą furę śmiesznych lokalnych gorzelni i robią czasem takie cuda, jak my w piwnicy z szwagrem i kolegami.
Śliwowiczka stała u mnie uczciwie, 6 lat.
Przeżyła przeprowadzkę w góry i potem w Bory.
Znaczy, na okazję była.
Odpaliłem Belfegora, Szuroczka też się zabrała, i pojechaliśmy sobie pogadać do leśniczego.
Ciemno już było, chyba tak koło 22.
Jechaliśmy, oczywiście, lasem.
Takie tam górki-dolinki i trochę wykrotów.
W pewnym momencie wypadamy zza takiej jednej górki, a tu z drogi coś próbuje śmignąć w las.
Nie zdążyło.
Wcisnąłem heble, wolno jechaliśmy, to się zatrzymałem od razu.
A coś miast wiać odwróciło się, przysadziło i zajęło pozycję "no dawaj, cwaniaczku, jak nie pękasz".
W świetle lamp z prawej strony metr-dwa przed nami sadził się piękny borsuk.
Już odkarmiony po zimie, ale widać, że gotów do bitki.
Postaliśmy tak sobie z 15 s, po czym borsuk odwrócił się przez lewe ramię i spokojnie potruchtał w las.
No a my dalej, do leśniczego na śliwowiczkę.
Zacna była.
I w godnym towarzystwie.
Wróciliśmy po nocy z darowaną siatką świeżo zebranych piestrzenic.
A wiesz Ty co C, ten ptaszor coś go widział to był strzyżyk:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Strzyżyk_zwyczajny
Sorki za zaćmienie.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Strzyżyk_zwyczajny
Sorki za zaćmienie.
Ciekawe Ciemo kto dał Tobie te ogórasy :)
No dobra, dobra zwalniam od odpowiedzi :))
Manson noooo trafiłeś. Jakiś browar się Tobie należy.
z*******y dzionek dzisiaj, "jakaś" kobita mnie o 4 rano obudziła smsem i musiałem w piecu rozpalić bo nad ranem chłodno jeszcze. No więc jak mnie obudziła ta hetera to sama już poszła wtedy spać, (z nimi to tak zawsze Mansonie) a ja to se mogłem jedynie na wschód słońca czekać na werandzie. Ale się zemszczę. Jak się skuszę o jeden browar za dużo kiedyś to o 3 w nocy dryndnę do niej i rzucę w słuchawkę coś w stylu:
-śpisz?
-tak, spałam.
-to się kładź. ;))
Ale był z*******y dzisiaj poranek, choć o tej 4 rano siąpił deszczyk.
Grill został odpalony, pomidory ze szczypiorem smakowały jak nigdy no i kompost do końca wybrałem. Przesiać muszę ino. W nagrodę, że plan wykonałem przeszedłem się po polach 7km i wiecie co, bociana widziałem. Przelatywał obok mnie. To chyba nic nie znaczy co nie?
No dobra, dobra zwalniam od odpowiedzi :))
Manson noooo trafiłeś. Jakiś browar się Tobie należy.
z*******y dzionek dzisiaj, "jakaś" kobita mnie o 4 rano obudziła smsem i musiałem w piecu rozpalić bo nad ranem chłodno jeszcze. No więc jak mnie obudziła ta hetera to sama już poszła wtedy spać, (z nimi to tak zawsze Mansonie) a ja to se mogłem jedynie na wschód słońca czekać na werandzie. Ale się zemszczę. Jak się skuszę o jeden browar za dużo kiedyś to o 3 w nocy dryndnę do niej i rzucę w słuchawkę coś w stylu:
-śpisz?
-tak, spałam.
-to się kładź. ;))
Ale był z*******y dzisiaj poranek, choć o tej 4 rano siąpił deszczyk.
Grill został odpalony, pomidory ze szczypiorem smakowały jak nigdy no i kompost do końca wybrałem. Przesiać muszę ino. W nagrodę, że plan wykonałem przeszedłem się po polach 7km i wiecie co, bociana widziałem. Przelatywał obok mnie. To chyba nic nie znaczy co nie?
A ja wiem, gdzie p-sójki zbudowały gniazdo.
Na moim największym świerku.
Jak się słońce trochę obróci i będę miał lepsze światło to pstryknę fotę. (Ja wiem, że to nie słońce się obraca, aż taki kmiot nie jestem, tak powiedziałem, w uproszczeniu).
W zeszłym roku jak przesiewaliśmy z Szuroczką kompost, to wybieraliśmy z niego larwy chrząszczy majowych i czerwcowych i rzucaliśmy na kupkę. Pani kosowa tak się tym zainteresowała, że na tych larwach odchowała siebie, pana kosa i młode. W tym roku gdzie się nie ruszymy to pani kosowa truchcikiem za nami. Dystans ucieczki zmalał jej do 1 m. Normalnie drób.
Na moim największym świerku.
Jak się słońce trochę obróci i będę miał lepsze światło to pstryknę fotę. (Ja wiem, że to nie słońce się obraca, aż taki kmiot nie jestem, tak powiedziałem, w uproszczeniu).
W zeszłym roku jak przesiewaliśmy z Szuroczką kompost, to wybieraliśmy z niego larwy chrząszczy majowych i czerwcowych i rzucaliśmy na kupkę. Pani kosowa tak się tym zainteresowała, że na tych larwach odchowała siebie, pana kosa i młode. W tym roku gdzie się nie ruszymy to pani kosowa truchcikiem za nami. Dystans ucieczki zmalał jej do 1 m. Normalnie drób.
Odnośnie drobiu to miałem ostatnio długą wieczorno - nocną rozmowę z działkowym Krzychem w ogrodzie. Wypaliliśmy paczkę fajek, spiliśmy po parę browców. Krzych powiedział, że jego ojciec nie lubił drobiu. Tyle, że jego ojciec (i pół rodziny) to w łagrach siedzieli. Jego ojciec, oprócz kilku lat Archangielska to dostał jeszcze 2 lata Kołymy. Przeżył Kołymę i wrócił do Polski !! Tak, tak. Oprócz złota, jeszcze złoża uranu tam eksplorowano. No ale on przy uranie robił. I w lesie przy wyrębie. No a tego drobiu nie lubił po powrocie jeść, bo tam na Kołymie rzekomo jak tylko dorwali srokę, albo wiewiórkę to zaraz je pałaszowali. A w smaku to ponoć podobnie smakuje do drobiu. Krzych nie ściemniał i wiewiórki i sroki bywają na tamtych terenach przynajmniej tak stoi na wiki. Bom sprawdził. Zresztą Krzych nie ściemnia mnie, ludzie w jego wieku i z jego bagażem nie muszą się uciekać do tego. Jest prostolinijny jak nastrojona struna gitarowa, dlatego ma zawsze u mnie browar jak nie ma siana. A czasem zwyczajnie nie ma.
Poza tym i już na marginesie w ostatnich czasach to się zastanawiam bardzo poważnie nad przejściem na wege. Po prostu ta padlina w sklepach jest kompletnie nie z mojej bajki, a znajomy myśliwy co mi dostarczał świeże mięcho i wędzone swoje wyroby niestety zmarł niedawno. A wiecie jaka jest największa rzeźnia na świecie? Otóż znajduje się w Stanach w Karolinie Północnej należy do giganta Smithfield. No i ubija się tam 32tysiące świń dziennie!!!!!!1333 na godzinę, czyli 22 na minutę. Non stop całą dobę. Aha żeby było jasne krowy w Usa w zdecydowanej większości dzisiaj są karmione nie trawą bo za droga jest, ale soja i kukurydzą (GMO of course) które to są przez rząd dotowane zresztą. A są dotowane bo największe korporacje się o to postarały. Nie ma ich wiele bo tylko 4, co rynkową wieprzowinę i wołowinę w 85% trzymają w garści czyli olbrzymie korporacje typu Tyson, Cargill, Swift i National Beff Packing. I rzecz jasna jest Smithfield. I może parę innych.
A wiesz Manson, że w Stanach jak rolnik podpisze umowę na odbiór nasion i środków ochrony roślin z gigantem takim jak na przykład Monsanto to nie może już zbierać nasion z zeszłorocznej uprawy pod groźbą dużej kary finansowej. Nie ma. Jak się bierze od wielkiego brata to już trzeba brać. Dużo i systematycznie. A wielki brat to ma nawet szpiegów i policję co to sprawdza "nieprawidłowości" i skutecznie egzekwuje należności.
No nic. Bo chyba cierpię dzisiaj na słowotok. Widziałem dziś kosa i sójkę jak walczyły na skraju lasu. Pewno chodziło jak zwykle albo o papu, albo o pannę, albo o przestrzeń życiową. Albo o wszystko na raz.
Ale najlepsze co dziś odkryłem to to że mój kot to nie głupek jest. Kundził się całą noc to około 10 rano wylazłem na balkon na fajurkę i nawołuję drania. I lipa. Pod tujami pusto, za bukszpanem z lewej też, pod samochodami też hula wiatr. I nagle beka na maxa. ale trochę przez łzy, bo ja mu tam zabraniam łazić. Otóż przeszedł sobie przez ulicę (a ma zakaz i wie o tym) i siedział na metalowej skrzyni (co w niej piasek trzymają) wygrzewał kości w słońcu i gapił się w niebo jakby co tam widział. Taka kocia zawiecha. Słowo. Po co mu micha i chata jak ma rozgrzaną skrzynię i się może gapić w niebo. Jak huknąłem to się zreflektował, ale udał, że mnie nie widzi.
Poza tym i już na marginesie w ostatnich czasach to się zastanawiam bardzo poważnie nad przejściem na wege. Po prostu ta padlina w sklepach jest kompletnie nie z mojej bajki, a znajomy myśliwy co mi dostarczał świeże mięcho i wędzone swoje wyroby niestety zmarł niedawno. A wiecie jaka jest największa rzeźnia na świecie? Otóż znajduje się w Stanach w Karolinie Północnej należy do giganta Smithfield. No i ubija się tam 32tysiące świń dziennie!!!!!!1333 na godzinę, czyli 22 na minutę. Non stop całą dobę. Aha żeby było jasne krowy w Usa w zdecydowanej większości dzisiaj są karmione nie trawą bo za droga jest, ale soja i kukurydzą (GMO of course) które to są przez rząd dotowane zresztą. A są dotowane bo największe korporacje się o to postarały. Nie ma ich wiele bo tylko 4, co rynkową wieprzowinę i wołowinę w 85% trzymają w garści czyli olbrzymie korporacje typu Tyson, Cargill, Swift i National Beff Packing. I rzecz jasna jest Smithfield. I może parę innych.
A wiesz Manson, że w Stanach jak rolnik podpisze umowę na odbiór nasion i środków ochrony roślin z gigantem takim jak na przykład Monsanto to nie może już zbierać nasion z zeszłorocznej uprawy pod groźbą dużej kary finansowej. Nie ma. Jak się bierze od wielkiego brata to już trzeba brać. Dużo i systematycznie. A wielki brat to ma nawet szpiegów i policję co to sprawdza "nieprawidłowości" i skutecznie egzekwuje należności.
No nic. Bo chyba cierpię dzisiaj na słowotok. Widziałem dziś kosa i sójkę jak walczyły na skraju lasu. Pewno chodziło jak zwykle albo o papu, albo o pannę, albo o przestrzeń życiową. Albo o wszystko na raz.
Ale najlepsze co dziś odkryłem to to że mój kot to nie głupek jest. Kundził się całą noc to około 10 rano wylazłem na balkon na fajurkę i nawołuję drania. I lipa. Pod tujami pusto, za bukszpanem z lewej też, pod samochodami też hula wiatr. I nagle beka na maxa. ale trochę przez łzy, bo ja mu tam zabraniam łazić. Otóż przeszedł sobie przez ulicę (a ma zakaz i wie o tym) i siedział na metalowej skrzyni (co w niej piasek trzymają) wygrzewał kości w słońcu i gapił się w niebo jakby co tam widział. Taka kocia zawiecha. Słowo. Po co mu micha i chata jak ma rozgrzaną skrzynię i się może gapić w niebo. Jak huknąłem to się zreflektował, ale udał, że mnie nie widzi.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Kuknij to brachol http://www.youtube.com/watch?v=kwpQ7qUVKc4&NR=1&feature=fvwp
Oj czekaj, bo za szybko odpaliłem materiał a widzę już że przedni.
Idę do lodówki po piwo.
A póki co to trawa rośnie ładnie i muszę dzisiaj na wieczór kosiarkę odpalić.
Wczoraj w ogrodzie miałem na rtęciowym słupku 28st. C. a ja w zimowej kurtce byłem. :)
Czereśnia ma piękne pąki, bez też. Fotki robię na bieżąco.
Winogrona startują są pulchne, spęczniałe kulki, ale jeszcze nie otwarte.
Idę odhaczy(c)
Idę do lodówki po piwo.
A póki co to trawa rośnie ładnie i muszę dzisiaj na wieczór kosiarkę odpalić.
Wczoraj w ogrodzie miałem na rtęciowym słupku 28st. C. a ja w zimowej kurtce byłem. :)
Czereśnia ma piękne pąki, bez też. Fotki robię na bieżąco.
Winogrona startują są pulchne, spęczniałe kulki, ale jeszcze nie otwarte.
Idę odhaczy(c)
Pani kosowa to już wysiaduje jaja. A pan kos wieczorem siada na niemal czubku największej w pobliżu brzozy i tak treluje, że człowiek odruchowo milknie, by mu nie przeszkadzać.
Pliszki pracowicie zbierają ździebełka i budują gniazdo.
Sójki kręcą się koło gniazda, ale chyba jeszcze nie zniosły jaj.
Od paru dni co i rusz wpada mi w oko gil. Będę musiał w majowy weekend potropić go trochę, nigdy gilów u nas nie było, być może początek nowej świeckiej tradycji. Jak jest to pewnikiem też gdzieś gniazduje.
Po krzakach kręcą się rudziki, ale tez nie wiem, czy już pobudowały gniazdo.
Grzywacza tylko słychać.
No i sikorki rozlazły się po wszystkich okolicznych drzewach. Razem z czyżami i dzwońcami mają ważniejsze sprawy niż zbierać się na pogaduchy.
Dudek poza jednym razem tez niewidoczny.
Pliszki pracowicie zbierają ździebełka i budują gniazdo.
Sójki kręcą się koło gniazda, ale chyba jeszcze nie zniosły jaj.
Od paru dni co i rusz wpada mi w oko gil. Będę musiał w majowy weekend potropić go trochę, nigdy gilów u nas nie było, być może początek nowej świeckiej tradycji. Jak jest to pewnikiem też gdzieś gniazduje.
Po krzakach kręcą się rudziki, ale tez nie wiem, czy już pobudowały gniazdo.
Grzywacza tylko słychać.
No i sikorki rozlazły się po wszystkich okolicznych drzewach. Razem z czyżami i dzwońcami mają ważniejsze sprawy niż zbierać się na pogaduchy.
Dudek poza jednym razem tez niewidoczny.
A ja się zastanawiałem ostatnio, co to za ptaki mnie rano budzą.
A że na audiofilskim portalu "złapałem" niedawno całkiem ładny wątek o ptasich ćwierkaniach i trelach tom zbadał na audio, co w polskich lasach i ogródkach śpiewa, więc kosy mnie budzą na 90%. Ładnie kosy dają czadu z rana kiedy jest cisza.
Przyznam się, że chciałbym kiedyś iść lasem i mieć świadomość po samych ptasich dźwiękach, w którym kącie jaki ptak się gnieździ lub marudzi.
A z odkryć to znalazłem miejsce gdzie jest mnóstwo wróbli w żywopłotach. Aż trzęsie się tam od gadek. Póki co to codziennie tam są. Ciekawe o czym one tak ciągle rozmawiają. Ktoś mi kiedyś mówił, że po katastrofie w Czarnobylu mnóstwo wróbli w ogóle wyginęło. Ale czy to prawda? Chyba nie wie nikt.
A że na audiofilskim portalu "złapałem" niedawno całkiem ładny wątek o ptasich ćwierkaniach i trelach tom zbadał na audio, co w polskich lasach i ogródkach śpiewa, więc kosy mnie budzą na 90%. Ładnie kosy dają czadu z rana kiedy jest cisza.
Przyznam się, że chciałbym kiedyś iść lasem i mieć świadomość po samych ptasich dźwiękach, w którym kącie jaki ptak się gnieździ lub marudzi.
A z odkryć to znalazłem miejsce gdzie jest mnóstwo wróbli w żywopłotach. Aż trzęsie się tam od gadek. Póki co to codziennie tam są. Ciekawe o czym one tak ciągle rozmawiają. Ktoś mi kiedyś mówił, że po katastrofie w Czarnobylu mnóstwo wróbli w ogóle wyginęło. Ale czy to prawda? Chyba nie wie nikt.
No nic lecę zobaczyć co tam w ogródku piszczy.
Nie lubię świąt. Wtedy większość sklepów jest nieczynna.
Szkoda Mansonie, że nie wracałeś wczoraj skm-ką z Gdańska do Gdyni o 1 w nocy. Widok był zaiste godny zarejestrowania kamerą i wyemitowania w tvn. (czym można by zarobić parę złotów na rudą:) 80% same zwłoki. Śpiewy, krzyki i kłótnie, rozmazane makijaże, i nieliczni przerażeni ludzie co mogli by być rodzicami dryfującej torami młodzieży. Ale czy życie jest piękne? Nie wiem. Wiem, że niektóre kobiety są piękne.
Nie lubię świąt. Wtedy większość sklepów jest nieczynna.
Szkoda Mansonie, że nie wracałeś wczoraj skm-ką z Gdańska do Gdyni o 1 w nocy. Widok był zaiste godny zarejestrowania kamerą i wyemitowania w tvn. (czym można by zarobić parę złotów na rudą:) 80% same zwłoki. Śpiewy, krzyki i kłótnie, rozmazane makijaże, i nieliczni przerażeni ludzie co mogli by być rodzicami dryfującej torami młodzieży. Ale czy życie jest piękne? Nie wiem. Wiem, że niektóre kobiety są piękne.
Nie spałem od jakichś 50godzin.
Okulary tylko noszę. Kumpel powiedział do mnie dziś text: "coś Ty taki elegancki". Serio. Ostatnio lubię łazić w białych koszulach mexx,a i używam perfum. Jakoś tak się porobiło, ale zrozum brat :). Odwieczna sprawa. Ale ja i tak wychowałem się na bagnach i w lesie.
Właśnie wróciłem z grilla, kiedy tylko rozpaliłem wyszło słońce, znowu ryj opaliłem, gospodarzyłem jak należy, czyli z klasą i smacznie drążąc umiejętnie każdy poruszany temat do cna, ale nie nachalnie, ogólnie było przesympatycznie - pachnę dymem z róży, wilków jabłoni i węgla drzewnego. Był dorsz, pieczarki, cebula, kura i frankfurterki. Ogólnie zero wysiłku. Żadne salooony. Ogromna micha świeżej sałaty i dużo wege. Oraz pieczone ziemniaki z solą. Szczerze? Najlepsze pomidory, ogórasy i dorszowate :) No i deep czosnkowy mego ojca. z****iście to robi w ogóle sosy to ma facet w palcu.
Kilka specjali do południa żeby podtrzymać stan ducha. Krzyś naostrzył mi łańcuch do piły. Jutro naostrzy mi drugi. Jest dobrze.
No i krzaki hortensji wypuszczają zielone. Bałem się, że pomarzły. Jednak się sprawdza, że przyroda sobie sama poradzi bez ludzkich zbędnych gwałtownych ruchów.
A co do Twego dylematu. Ja bym uleciał w górę na czymś lotnym. Wysoko hen :) póki co muszę zobaczyć gdzie kot się szwenda on grilla dziś nie miał. Choć być może miał(czau). Zrekompensuję bestii należycie.
Okulary tylko noszę. Kumpel powiedział do mnie dziś text: "coś Ty taki elegancki". Serio. Ostatnio lubię łazić w białych koszulach mexx,a i używam perfum. Jakoś tak się porobiło, ale zrozum brat :). Odwieczna sprawa. Ale ja i tak wychowałem się na bagnach i w lesie.
Właśnie wróciłem z grilla, kiedy tylko rozpaliłem wyszło słońce, znowu ryj opaliłem, gospodarzyłem jak należy, czyli z klasą i smacznie drążąc umiejętnie każdy poruszany temat do cna, ale nie nachalnie, ogólnie było przesympatycznie - pachnę dymem z róży, wilków jabłoni i węgla drzewnego. Był dorsz, pieczarki, cebula, kura i frankfurterki. Ogólnie zero wysiłku. Żadne salooony. Ogromna micha świeżej sałaty i dużo wege. Oraz pieczone ziemniaki z solą. Szczerze? Najlepsze pomidory, ogórasy i dorszowate :) No i deep czosnkowy mego ojca. z****iście to robi w ogóle sosy to ma facet w palcu.
Kilka specjali do południa żeby podtrzymać stan ducha. Krzyś naostrzył mi łańcuch do piły. Jutro naostrzy mi drugi. Jest dobrze.
No i krzaki hortensji wypuszczają zielone. Bałem się, że pomarzły. Jednak się sprawdza, że przyroda sobie sama poradzi bez ludzkich zbędnych gwałtownych ruchów.
A co do Twego dylematu. Ja bym uleciał w górę na czymś lotnym. Wysoko hen :) póki co muszę zobaczyć gdzie kot się szwenda on grilla dziś nie miał. Choć być może miał(czau). Zrekompensuję bestii należycie.
Sobie myślę Hobo, że nie tylko Kasie bywają super. Inne imiona też są niesamowite to zależy kto, jak i na kogo patrzy. No wiem truizm taki mój.
Są niesamowite, a wręcz "dla tych niektórych" nieodgadnione :)
I nieodgadnione pozostaną.
Ja to sobie czasem nawet myślę wiesz Hobo - przesiadując naturalnie na ogrodowej werandzie wieczorami - że kobiet nie należy kochać, ale tylko je rozumieć. Ale co ja tam wiem. Tyle ci nic i mało odkrywczy jestem.
pozdr
Są niesamowite, a wręcz "dla tych niektórych" nieodgadnione :)
I nieodgadnione pozostaną.
Ja to sobie czasem nawet myślę wiesz Hobo - przesiadując naturalnie na ogrodowej werandzie wieczorami - że kobiet nie należy kochać, ale tylko je rozumieć. Ale co ja tam wiem. Tyle ci nic i mało odkrywczy jestem.
pozdr
A no i w lesie byłem :)
O 5:50 przekroczyłem bramy lasu.
Mrówki już nie spały.
Piękny chłód był. I kruk.
Cisza i pusto.
Spokojnie bez uniesień. Czasem też tak musi być.
Powiało jesienią i zaczął kropić deszczyk.
A las to lubię za to, że mogę iść z rańca tam nieuczesany. I nikogo tym nie spłoszę, co przy mojej obecnej fryzurze i kręconych włosach przychodzi mi łatwo. Chyba otworzę firmę i będę udzielał sesji dla niegrzecznych dzieci swoim wyglądem ;) hehe ale interes szybko by upadł, wszystkie dzieci byłyby grzeczne.
http://www.youtube.com/watch?v=ZBa7FfEY-gw&feature=player_embedded
O 5:50 przekroczyłem bramy lasu.
Mrówki już nie spały.
Piękny chłód był. I kruk.
Cisza i pusto.
Spokojnie bez uniesień. Czasem też tak musi być.
Powiało jesienią i zaczął kropić deszczyk.
A las to lubię za to, że mogę iść z rańca tam nieuczesany. I nikogo tym nie spłoszę, co przy mojej obecnej fryzurze i kręconych włosach przychodzi mi łatwo. Chyba otworzę firmę i będę udzielał sesji dla niegrzecznych dzieci swoim wyglądem ;) hehe ale interes szybko by upadł, wszystkie dzieci byłyby grzeczne.
http://www.youtube.com/watch?v=ZBa7FfEY-gw&feature=player_embedded
:)
Wróciłem i zrobiłem placki ziemniaczane z odpowiednią dawką cebuli i majeranku. Oszsz wieki nie jadłem. Smaczne. Czasem człowieka tak najdzie jakiś smak. No mnie placki ziemniaczane naszły dziś.
Po prawdzie to częściowo pod Twą inspiracją do lasu zaglądam i wiesz, las wciąga jeśli w niego łazić systematycznie.
Daję sobie łapę uciąć, że za godzinę znów tam pójdę. Ładnie popołudnie się zrobiło.
Wróciłem i zrobiłem placki ziemniaczane z odpowiednią dawką cebuli i majeranku. Oszsz wieki nie jadłem. Smaczne. Czasem człowieka tak najdzie jakiś smak. No mnie placki ziemniaczane naszły dziś.
Po prawdzie to częściowo pod Twą inspiracją do lasu zaglądam i wiesz, las wciąga jeśli w niego łazić systematycznie.
Daję sobie łapę uciąć, że za godzinę znów tam pójdę. Ładnie popołudnie się zrobiło.
Staram się robić je tak jak moja babcia. Ale choćbym stanął na głowie to i tak sobie mogę tylko powspominać ten smak z dzieciństwa. Chociaż nawet nieźle mi one wychodzą. Kruche, chrupiące brzegi, w tle wyraźnie cebulka i majeran. Niby żadna sztuka. Ja tak naprawdę lubię proste dania. Co nie oznacza prostackie :) i czynione bez serca i duszy. Wtedy lepiej napić się wody, albo soku niż cokolwiek jeść. Wiesz Mansonie czasem przyglądam się w knajpach, albo na skwerach co ludzie jedzą i przede wszystkim w jaki sposób. Ech, wtedy wniosek mam taki, że trzeba by się przenieść do lasu. :)
ja dziś znalazłam nad kamiennym jeziorem zielone gąski
ale nie zasługiwały na atencję :/ rozdeptane były
za to okolica powaliła mnie na kolana swą przyrodą i niezwykłym mikroklimatem nad brzegiem jeziora.
mam na myśli takie specyficzne, wyraźnie odczuwalne ciepło i nieruchome wilgotne, pachnące dzikim rozmarynem powietrze w zalesionej części brzegu.
gujana kaszubska ;)
a jak kiedyś będzie kto w tej okolicy i lubi perełki architektury, to niech zwróci uwagę na stary, okazały dwór w miłoszewie.
i wcale nie wrzuciłam kryształa pod język. wszystko wydarzyło się naprawdę.
ale nie zasługiwały na atencję :/ rozdeptane były
za to okolica powaliła mnie na kolana swą przyrodą i niezwykłym mikroklimatem nad brzegiem jeziora.
mam na myśli takie specyficzne, wyraźnie odczuwalne ciepło i nieruchome wilgotne, pachnące dzikim rozmarynem powietrze w zalesionej części brzegu.
gujana kaszubska ;)
a jak kiedyś będzie kto w tej okolicy i lubi perełki architektury, to niech zwróci uwagę na stary, okazały dwór w miłoszewie.
i wcale nie wrzuciłam kryształa pod język. wszystko wydarzyło się naprawdę.
Dobranoc dzieciom nocy.
Ptaki już na dobre rozbudzone. Jakieś poruszenie. Dziwnie coś gadają.
Jeśli można za cokolwiek lubić niedziele to tylko za te ciche, leniwe poranki, bez tego odzierającego ciszę natłoku ulicznego ruchu aut.
Kolejny dzień wydziera zza okna.
Dość posępny.
Dziś już na pewno odpalę grilla - chociaż niebo smutne i siwe.
Na werandzie wypiję zasłużonego browca.
Po piątej już. Pewno Manson wstaje do lasu. :)))
I niech dni płyną.
Ptaki już na dobre rozbudzone. Jakieś poruszenie. Dziwnie coś gadają.
Jeśli można za cokolwiek lubić niedziele to tylko za te ciche, leniwe poranki, bez tego odzierającego ciszę natłoku ulicznego ruchu aut.
Kolejny dzień wydziera zza okna.
Dość posępny.
Dziś już na pewno odpalę grilla - chociaż niebo smutne i siwe.
Na werandzie wypiję zasłużonego browca.
Po piątej już. Pewno Manson wstaje do lasu. :)))
I niech dni płyną.
Chwilę się cieszyłem wczoraj, gdy zastałem pustą budkę lęgową.
Myślałem, że "moje" sikory wypuściły lęg w świat i wrócą na drugi jeszcze w tym roku.
Niepokoiło mnie ino, że budka cała w piórach była.
Nic to, że w piórach ona była utytłana łapkami od błota - se mówię to niemożliwe aby jaki kociamber tam wlazł bo to niemożliwe, za wysoko i fi otworu za małe.
Po godz. 22 usłyszałem takie "cyk, cyk", specjale sobie wtedy piłem, schowany za ocynkowanymi drzwiami na mojej werandzie.
I wiecie co? Kuna nieśpiesznie i w podskokach przebiegła wzdłuż werandy obok mnie 2m-nie więcej- sama zaskoczona moją obecnością.
Szybko kojarzę fakty, tak już mam.
Poszedłem na zaplecze i zobaczyłem taczkę na sztorc opartą a na ścianie dwie równolegle powieszone drabiny. Tamtędy dostała się na dach. Po taczce i po drabinach. A z dachu dostała moje sikorki.
Piekielnie mi smutno.
Nawet ptaki nie mogą mi ufać.
Życie jest do dupy.
http://www.youtube.com/watch?v=WMJM7em_duk
Myślałem, że "moje" sikory wypuściły lęg w świat i wrócą na drugi jeszcze w tym roku.
Niepokoiło mnie ino, że budka cała w piórach była.
Nic to, że w piórach ona była utytłana łapkami od błota - se mówię to niemożliwe aby jaki kociamber tam wlazł bo to niemożliwe, za wysoko i fi otworu za małe.
Po godz. 22 usłyszałem takie "cyk, cyk", specjale sobie wtedy piłem, schowany za ocynkowanymi drzwiami na mojej werandzie.
I wiecie co? Kuna nieśpiesznie i w podskokach przebiegła wzdłuż werandy obok mnie 2m-nie więcej- sama zaskoczona moją obecnością.
Szybko kojarzę fakty, tak już mam.
Poszedłem na zaplecze i zobaczyłem taczkę na sztorc opartą a na ścianie dwie równolegle powieszone drabiny. Tamtędy dostała się na dach. Po taczce i po drabinach. A z dachu dostała moje sikorki.
Piekielnie mi smutno.
Nawet ptaki nie mogą mi ufać.
Życie jest do dupy.
http://www.youtube.com/watch?v=WMJM7em_duk
Życie jest jakie jest.
Kiedyś sikory uwiły u mnie gniazdo w rynnie. I tak się złożyło, że nie padało przez dwa miesiące, a deszcz zalał im gniazdo 3 dni po wyprowadzeniu młodych.
A innym razem wiatr zrzucił gniazdo Zenkowi, a miał w nim 4 młode, parę dni przed wylotem.
A innym razem kawki zbudowały gniazdo w kominie i łasica je nakryła w tym gnieździe.
Się tak dzieje.
Nie masz na to wpływu.
Kiedyś sikory uwiły u mnie gniazdo w rynnie. I tak się złożyło, że nie padało przez dwa miesiące, a deszcz zalał im gniazdo 3 dni po wyprowadzeniu młodych.
A innym razem wiatr zrzucił gniazdo Zenkowi, a miał w nim 4 młode, parę dni przed wylotem.
A innym razem kawki zbudowały gniazdo w kominie i łasica je nakryła w tym gnieździe.
Się tak dzieje.
Nie masz na to wpływu.
Wiem.
Tyle, że wiesz, ja się do nich przyzwyczaiłem, śmigały po drzewach aż miło i wesoło było.
Na początku się mnie bały, gdym za blisko podchodził i paliły głupa, że one tam nie mieszkają kiedy wracały z żarełkiem. Robiły kółko wokół domku i sfruwały z dachu a nie od frontu.
Jest jeszcze inna możliwość drogi do budki. Bo ja werandę postawiłem tak, że prawie wrośnięta jest w nią papierówka, której wycinać nie chciałem, więc werandę dopasowałem do drzewa :) i tak se myślę, że ta kuna czy łasica po drzewie też mogła na dach werandy i z niego na dach domku.
No tak już jest.
Mój kot też ma mocno pierzaste sumienie.
Ze setkę ptaków na bank odprawił w tamten świat.
Tyle, że wiesz, ja się do nich przyzwyczaiłem, śmigały po drzewach aż miło i wesoło było.
Na początku się mnie bały, gdym za blisko podchodził i paliły głupa, że one tam nie mieszkają kiedy wracały z żarełkiem. Robiły kółko wokół domku i sfruwały z dachu a nie od frontu.
Jest jeszcze inna możliwość drogi do budki. Bo ja werandę postawiłem tak, że prawie wrośnięta jest w nią papierówka, której wycinać nie chciałem, więc werandę dopasowałem do drzewa :) i tak se myślę, że ta kuna czy łasica po drzewie też mogła na dach werandy i z niego na dach domku.
No tak już jest.
Mój kot też ma mocno pierzaste sumienie.
Ze setkę ptaków na bank odprawił w tamten świat.
U mnie jak drób to się zachowuje pani kosowa.
Ale gniazda zawsze buduje dobrze ukryte, chociaż nie dalej niż 10 m od mojej chaty. W tym roku tez pierwszy lęg straciła. Nawet nie wiem, co się stało.
Jednego dnia siedziała na gnieździe, a drugiego budowała nowe na brzozie parę metrów nad ziemią. A stare na świerku zostało puste.
Postawiłem dwie wielkie podstawki od donic nalane wodą. Pół lasu mi się do tych wodopojów zlatuje. Właśnie przed chwilą zięba się napiła, a teraz gil się kręci i sprawdza, czy można.
Dziś jest dobry dzień na placek z truskawkami, grill i buda.
Na śniadanko były pierwsze własne ogórki, prosto z krzaczora.
Ale gniazda zawsze buduje dobrze ukryte, chociaż nie dalej niż 10 m od mojej chaty. W tym roku tez pierwszy lęg straciła. Nawet nie wiem, co się stało.
Jednego dnia siedziała na gnieździe, a drugiego budowała nowe na brzozie parę metrów nad ziemią. A stare na świerku zostało puste.
Postawiłem dwie wielkie podstawki od donic nalane wodą. Pół lasu mi się do tych wodopojów zlatuje. Właśnie przed chwilą zięba się napiła, a teraz gil się kręci i sprawdza, czy można.
Dziś jest dobry dzień na placek z truskawkami, grill i buda.
Na śniadanko były pierwsze własne ogórki, prosto z krzaczora.
A niech mnie kule biją w krtań.
Ależ piękny dzień, słoneczko konkretnie grzeje, wilgotność spadła i wiaterek rześki tak jak nigdy. Od samego wiatru można się opalić.
Wskoczyłbym teraz do jeziorka i przepłynął z 3 kilosy.
Ale nie dziś. Dziś fryce z angolami. I na Messiego trza looknąć.
Kurek znalazłem najwięcej w tym roku. Całą miseczkę.
Pora na zasłużoną lampkę wina :)
http://www.youtube.com/watch?v=y5c4H4oNZ0s
Ależ piękny dzień, słoneczko konkretnie grzeje, wilgotność spadła i wiaterek rześki tak jak nigdy. Od samego wiatru można się opalić.
Wskoczyłbym teraz do jeziorka i przepłynął z 3 kilosy.
Ale nie dziś. Dziś fryce z angolami. I na Messiego trza looknąć.
Kurek znalazłem najwięcej w tym roku. Całą miseczkę.
Pora na zasłużoną lampkę wina :)
http://www.youtube.com/watch?v=y5c4H4oNZ0s
Kot leży plackiem chwytając resztki promieni słonecznych.
Futerkowy masochista.
On jest większy p****us niż ja.
Całą noc się szwendał (od miesiąca już znika na całe noce, ale ja go rozumiem, sny ma za ciasne, zaś ptaki budzą się wcześniej niż on), a o 2:30 dzisiaj, nad ranem, znalazłem go w metrowych krzaczorach, jak niechcąco tropił jeża. Porąbaniec. :)))
Ja też mam nierówno. Z tym że ja się odświeżyłem i wypsikałem allure homme sport i zamiast podsmażyć ruskie pierogi odhaczyłęm specjala. On jest mądrzejszy, przytargał małą mysz, odgryzł jej łeb i kima zbierając siły na noc.
Futerkowy masochista.
On jest większy p****us niż ja.
Całą noc się szwendał (od miesiąca już znika na całe noce, ale ja go rozumiem, sny ma za ciasne, zaś ptaki budzą się wcześniej niż on), a o 2:30 dzisiaj, nad ranem, znalazłem go w metrowych krzaczorach, jak niechcąco tropił jeża. Porąbaniec. :)))
Ja też mam nierówno. Z tym że ja się odświeżyłem i wypsikałem allure homme sport i zamiast podsmażyć ruskie pierogi odhaczyłęm specjala. On jest mądrzejszy, przytargał małą mysz, odgryzł jej łeb i kima zbierając siły na noc.
Właśnie wróciłem ze wsi ze skrzynką piwa. Spoczywa teraz w piwniczce i się uspokaja. Jakieś nowe piwo z Namysłowa było. Jak się ochłodzi powiem co i jak.
Wstawiłem na małosolne pierwszy słój własnych ogóreczków. A resztę chrupiemy na śniadanie i jako owoce.
Gorąco dziś. Chleb rośnie aż miło, a ja popijam zimne piwo.
Dziś oprócz chleba będę piekł kisza.
Najpierw robię półkruche ciasto na słono: dwie szklanki mąki, jajko, masło sól. Zagniatam i do lodówki.
Po paru godzinach rozwałkowuję i podpiekam jak na tartę.
Układam nadzienie - dziś będzie to pokrojony por, uduszony czerwony koźlarz i odsączona puszka tuńczyka.
Całość zalewam sosem: śmietana, jajka, mozzarella, pieprz.
No i z powrotem do piekarnika.
Oryginalnie farsz nakłada się na surowe ciasto, ale jak ktoś nie ma dobrego piekarnika lepiej je uprzednio podpiec bez nadzienia.
A, jeszcze chciałem powiedzieć, że z farszem to sobie można fantazjować. Na przykład Tato lubi kisza z łososiem. Wciąga porcję na trzech za jednym posiedzeniem.
Doskonałe na zimno. Zamiast robić kanapki biorę kawał kisza i w las. Dobre, proste, chłopskie żarcie. Tak jak Brachol lubi :)
Wstawiłem na małosolne pierwszy słój własnych ogóreczków. A resztę chrupiemy na śniadanie i jako owoce.
Gorąco dziś. Chleb rośnie aż miło, a ja popijam zimne piwo.
Dziś oprócz chleba będę piekł kisza.
Najpierw robię półkruche ciasto na słono: dwie szklanki mąki, jajko, masło sól. Zagniatam i do lodówki.
Po paru godzinach rozwałkowuję i podpiekam jak na tartę.
Układam nadzienie - dziś będzie to pokrojony por, uduszony czerwony koźlarz i odsączona puszka tuńczyka.
Całość zalewam sosem: śmietana, jajka, mozzarella, pieprz.
No i z powrotem do piekarnika.
Oryginalnie farsz nakłada się na surowe ciasto, ale jak ktoś nie ma dobrego piekarnika lepiej je uprzednio podpiec bez nadzienia.
A, jeszcze chciałem powiedzieć, że z farszem to sobie można fantazjować. Na przykład Tato lubi kisza z łososiem. Wciąga porcję na trzech za jednym posiedzeniem.
Doskonałe na zimno. Zamiast robić kanapki biorę kawał kisza i w las. Dobre, proste, chłopskie żarcie. Tak jak Brachol lubi :)
A ja chromolę po całości wszystko i wszystkich od pierwszej do ostatniej litery alfabetu.
I z****iście mi z tym.
Nawet bym tego nie stukał, ale właśnie się obudziłem i pierwsze trzy zimne strzały białej z colą z zamrażarki nie zaczęły jeszcze odpowiednio działać.
Niczego, ani nikogo nie potrzebuję do szczęścia.
Zacząłem wreszcie żyć w zgodzie z najgłębszymi odmętami mej duszy.
Na fali i z prądem.
Zdrówko Brat.
Utylizuję się z tego chorego kraju.
http://www.youtube.com/watch?v=Zz-DJr1Qs54&feature=related
I z****iście mi z tym.
Nawet bym tego nie stukał, ale właśnie się obudziłem i pierwsze trzy zimne strzały białej z colą z zamrażarki nie zaczęły jeszcze odpowiednio działać.
Niczego, ani nikogo nie potrzebuję do szczęścia.
Zacząłem wreszcie żyć w zgodzie z najgłębszymi odmętami mej duszy.
Na fali i z prądem.
Zdrówko Brat.
Utylizuję się z tego chorego kraju.
http://www.youtube.com/watch?v=Zz-DJr1Qs54&feature=related
A to jest najpiękniejszy utwór żurawinek.
Nie czai się Manson. Wyciągnij tę skrzynkę. Ileż ona może się chłodzić.
Ja i tak do lasu zaraz spierda.. m.
http://www.youtube.com/watch?v=Yam5uK6e-bQ&feature=related
Nie czai się Manson. Wyciągnij tę skrzynkę. Ileż ona może się chłodzić.
Ja i tak do lasu zaraz spierda.. m.
http://www.youtube.com/watch?v=Yam5uK6e-bQ&feature=related
Jaskółki szaleją fikając w powietrzu.
A wiecie, że o przed czwartą raną w lesie jest cieplej niż w mieście?
Las jak woda kumuluje i oddaje ciepło.
Kokaina podrożeje znowu.
Ktoś dał cynę i psiarskie nosy wywąchały banany.
Trójmiasto nawet o tym pisze.
"Uporczywie wpatruję się za okno na świat na zewnątrz,
zastanawiając się, czy Matka Ziemia przetrwa -
Mając nadzieję, że ludzkość przestanie ją wreszcie zniesławiać.
Ostatecznie zostało już tylko dwoje z nas
i trwamy tu wciąż walcząc o swoje życie.
Patrzymy, jak cała historia znów powtarza się co jakiś czas...
Jestem tylko marzycielem -
Przez całe życie śnię...
Jestem tylko marzycielem,
który śni o lepszych dniach.
Obserwuję Słońce zachodzące, jak każdy z nas.
Mam nadzieję, że świt przyniesie znak
lepszego miejsca dla tych, którzy przyjdą po nas...
Teraz..
..jestem tylko marzycielem -
Przez całe życie śnię...
Jestem tylko marzycielem,
który śni o lepszych dniach.
Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
Bez jakiejkolwiek pomocy nie ma dla nas nadziei...
Żyję w fantastycznym śnie.
Jeśli tylko potrafimy wspólnie znaleźć spokój,
to może być wspaniałe - jeśli będziemy żyć jako jedność.
Kiedy więc ten cały gniew i nienawiść odejdą ?
Jestem tylko marzycielem -
przez całe życie śnię...
Dziś jestem tylko marzycielem,
który śni o lepszych dniach.
Dobrze -
jestem TYLKO marzycielem,
który szuka drogi.
Dziś jestem tylko marzycielem -
przez całe życie śnię..."
http://www.youtube.com/watch?v=YbJqswLi3uE
A wiecie, że o przed czwartą raną w lesie jest cieplej niż w mieście?
Las jak woda kumuluje i oddaje ciepło.
Kokaina podrożeje znowu.
Ktoś dał cynę i psiarskie nosy wywąchały banany.
Trójmiasto nawet o tym pisze.
"Uporczywie wpatruję się za okno na świat na zewnątrz,
zastanawiając się, czy Matka Ziemia przetrwa -
Mając nadzieję, że ludzkość przestanie ją wreszcie zniesławiać.
Ostatecznie zostało już tylko dwoje z nas
i trwamy tu wciąż walcząc o swoje życie.
Patrzymy, jak cała historia znów powtarza się co jakiś czas...
Jestem tylko marzycielem -
Przez całe życie śnię...
Jestem tylko marzycielem,
który śni o lepszych dniach.
Obserwuję Słońce zachodzące, jak każdy z nas.
Mam nadzieję, że świt przyniesie znak
lepszego miejsca dla tych, którzy przyjdą po nas...
Teraz..
..jestem tylko marzycielem -
Przez całe życie śnię...
Jestem tylko marzycielem,
który śni o lepszych dniach.
Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
Bez jakiejkolwiek pomocy nie ma dla nas nadziei...
Żyję w fantastycznym śnie.
Jeśli tylko potrafimy wspólnie znaleźć spokój,
to może być wspaniałe - jeśli będziemy żyć jako jedność.
Kiedy więc ten cały gniew i nienawiść odejdą ?
Jestem tylko marzycielem -
przez całe życie śnię...
Dziś jestem tylko marzycielem,
który śni o lepszych dniach.
Dobrze -
jestem TYLKO marzycielem,
który szuka drogi.
Dziś jestem tylko marzycielem -
przez całe życie śnię..."
http://www.youtube.com/watch?v=YbJqswLi3uE
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
O boziu zapomniałem.
Rozmawiałem dziś z działkowym Krzychem.
Na temat ptaków.
Mówił mi jak to sroka ( ta co ma u niego na świerku gniazdo) wydobywa jakieś młode pisklaki z sąsiedniej budki lęgowej.
Otóż mówił, że ona siada na daszku tejże budki i dziobem sobie weń stuka. Stuka do momentu aż młode się nie wynurzą.
Młode kombinują, że to rodzice i się wychylają,a wtedy jest to ich ostatnie spojrzenie na świat. Sroki to złodziejki.
I jeszcze coś co zafascynowało Krzycha ostatnio około 5 rano.
Jakiś ptak podobny do szpaka (teraz w dobie soczystych czereśni mamy naloty dywanowe i czarne szpacze chmury - stada tak po setce sztuk) dłubał i drapał na ziemi sobie coś uporczywie przy krzyśkowej furtce. A, że Krzych ciekawski jegomość jest, to poszedł oblookać co na rzeczy ma miejsce.
Się okazało, że ten ptak dobierał się do winniczka. Wyczaił moment kiedy winniczek był w podróży i go dopadł. Pazurkami trzymał ślimaczy domek, a dziobem wyciągał jego mieszkańca.
Przyroda jest piękna.
Rozmawiałem dziś z działkowym Krzychem.
Na temat ptaków.
Mówił mi jak to sroka ( ta co ma u niego na świerku gniazdo) wydobywa jakieś młode pisklaki z sąsiedniej budki lęgowej.
Otóż mówił, że ona siada na daszku tejże budki i dziobem sobie weń stuka. Stuka do momentu aż młode się nie wynurzą.
Młode kombinują, że to rodzice i się wychylają,a wtedy jest to ich ostatnie spojrzenie na świat. Sroki to złodziejki.
I jeszcze coś co zafascynowało Krzycha ostatnio około 5 rano.
Jakiś ptak podobny do szpaka (teraz w dobie soczystych czereśni mamy naloty dywanowe i czarne szpacze chmury - stada tak po setce sztuk) dłubał i drapał na ziemi sobie coś uporczywie przy krzyśkowej furtce. A, że Krzych ciekawski jegomość jest, to poszedł oblookać co na rzeczy ma miejsce.
Się okazało, że ten ptak dobierał się do winniczka. Wyczaił moment kiedy winniczek był w podróży i go dopadł. Pazurkami trzymał ślimaczy domek, a dziobem wyciągał jego mieszkańca.
Przyroda jest piękna.
A to ja bym obstawiał, że to był kos. One tak polują. A że winniczek troche przyduży na jeden raz to trza się z nim troche poszarpać.
Ja to często widuję, jak moje kosy złapią za jeden koniec dżdżownicę i ją ciągną, podczas gdy dżdżownica drugim końcem próbuje zwiać pod ziemię. Pocieszne. Tak z punktu widzenia podglądacza, nie dżdżownicy.
(Kurczę, uzyłem trzy razy słowa dżdżownica. O, nawet cztery).
Dziś polazłem do lasu skoro świt. Wczoraj padało i wszystko mokre. Oj, będzie rosło.
Ja to często widuję, jak moje kosy złapią za jeden koniec dżdżownicę i ją ciągną, podczas gdy dżdżownica drugim końcem próbuje zwiać pod ziemię. Pocieszne. Tak z punktu widzenia podglądacza, nie dżdżownicy.
(Kurczę, uzyłem trzy razy słowa dżdżownica. O, nawet cztery).
Dziś polazłem do lasu skoro świt. Wczoraj padało i wszystko mokre. Oj, będzie rosło.
U mnie tylko poranna rosa. Poza nią to Sahara taka, aż w lesie trzeszczy suche pod butami. Ściółka przesuszona, kurki wypadają i zasuszają się. Słońce grzeje tak, że "siwy dym i indianie na rowerach" - trzeba się chłodzić :).
Za to pomidorki i ogórki się wzięły, ale i tak u mnie przez tą zimę wszystko opóźnione jest. Blauhilde'a pnie się do góry po sznureczkach w kierunku rowerowego koła. Groch już ładny. Bób przekwita. Poziomki zjadłem, truskawki jeszcze nie - jak zjem dosadzę kolejny rządek z młodych, bo się już ukorzeniają.
Cukinie i kabaczki rosną - wszystko na swym miejscu. A no i krzak czerwonej porzeczki żem wczoraj posadził i podlał należycie. Trzmiele na bieżąco penetrują maksymalnie rozwinięte kwiaty piwonii.
Co tam jeszcze... a no i winogrona po zeszłorocznych krótkich cięciach będą lepszej jakości co przełoży się w linii prostej na jakość wina mam nadzieję :)
Dzisiaj o 16 gra pomarańcza z bazylią.
Za to pomidorki i ogórki się wzięły, ale i tak u mnie przez tą zimę wszystko opóźnione jest. Blauhilde'a pnie się do góry po sznureczkach w kierunku rowerowego koła. Groch już ładny. Bób przekwita. Poziomki zjadłem, truskawki jeszcze nie - jak zjem dosadzę kolejny rządek z młodych, bo się już ukorzeniają.
Cukinie i kabaczki rosną - wszystko na swym miejscu. A no i krzak czerwonej porzeczki żem wczoraj posadził i podlał należycie. Trzmiele na bieżąco penetrują maksymalnie rozwinięte kwiaty piwonii.
Co tam jeszcze... a no i winogrona po zeszłorocznych krótkich cięciach będą lepszej jakości co przełoży się w linii prostej na jakość wina mam nadzieję :)
Dzisiaj o 16 gra pomarańcza z bazylią.
A to ja jeszcze mój "ulubiony" teledysk i numer Pumpkinsów.
Tak mi się przypomniały stare dzieje dzisiaj jak myłem okna i zaraz za wspomnieniami usłyszałem w głowie try x3
http://www.youtube.com/watch?v=4qN2JWL8wcE&feature=related
Tak mi się przypomniały stare dzieje dzisiaj jak myłem okna i zaraz za wspomnieniami usłyszałem w głowie try x3
http://www.youtube.com/watch?v=4qN2JWL8wcE&feature=related
A ja dziś bladym świtem wziąłem koszyk i posmarowałem na grzyby. I całe szczęście, że ja zbieram takie, co nikt inny, bo bym miał pusty przelot. Nazbierałem trochę gołąbków płowiejących. Fajne grzybki, ale dość krótko stoją bez lokatorów. To i nadygać się trzeba, bo w taką suszę dobry jest jeden na dwudziestu. Nic nie rośnie. Za sucho.
W obejściu zakwitły jaśminy. To są fajne krzaczory.
I siedzę w katalogu husqvarny. Muszę sobie kupić coś spalinowego do cięcia krzaczorów, bo ręcznie niewyróbka. I jeszcze mnie tu zarosną na amen.
W obejściu zakwitły jaśminy. To są fajne krzaczory.
I siedzę w katalogu husqvarny. Muszę sobie kupić coś spalinowego do cięcia krzaczorów, bo ręcznie niewyróbka. I jeszcze mnie tu zarosną na amen.
Cię zarosną.
A wiesz, u mnie na morskiej to otworzyli w tym roku saloooooon firmowy Stihla w pawilonach między zbożową a kcyńską. Cosik kiepskawy obrót mieli to poszli po rozum do głowy i wpakowali do oferty inne jakieś firmy (nie pamiętam, ale niemieckie chyba, mało u nas znane) o bardziej urozmaiconym stosunku ceny do jakości.
A wiesz, u mnie na morskiej to otworzyli w tym roku saloooooon firmowy Stihla w pawilonach między zbożową a kcyńską. Cosik kiepskawy obrót mieli to poszli po rozum do głowy i wpakowali do oferty inne jakieś firmy (nie pamiętam, ale niemieckie chyba, mało u nas znane) o bardziej urozmaiconym stosunku ceny do jakości.
A posucha deszczu to jest.
Ja się teraz krępuję pytać Szamankę czy i kiedy będzie huraganowa burza z deszczem.
Ciągle ja pytam.
Może Ty raz spróbuj Mansonie. Wtedy odpowie. ;))
http://www.youtube.com/watch?v=XeXimHgkTkI
Ja się teraz krępuję pytać Szamankę czy i kiedy będzie huraganowa burza z deszczem.
Ciągle ja pytam.
Może Ty raz spróbuj Mansonie. Wtedy odpowie. ;))
http://www.youtube.com/watch?v=XeXimHgkTkI
Ja tam z husqvarny jestem zadowolony. Może kosztuje, ale sprzęcicho naprawdę niezawodne. Kiedyś sztila miałem pilarkę. Ale z husqvarny to mam serwis blisko.
Sprzętu w marketach ogrodowych i tesco nie kupuję. Złom. A do obrobienia mojego lasu i obejścia to potrzeba solidnych spalinówek.
U mnie marne szanse na deszcz. Może pokropi leciutko w poniedziałek na wieczór. Co nie Ciema???
Sprzętu w marketach ogrodowych i tesco nie kupuję. Złom. A do obrobienia mojego lasu i obejścia to potrzeba solidnych spalinówek.
U mnie marne szanse na deszcz. Może pokropi leciutko w poniedziałek na wieczór. Co nie Ciema???
ja taką niedawno kupiłem. ma silnik husquarny. meine kleine. fajna zabawa. wiem, nie na temat piszę, bo do krzaków się nie nadaje. ale pochwalić się czasem miło. do krzaków do chyba czegoś z tarczą trzeba poszukać
http://obrazki.anteks.com.pl/partner/kosa_spal_colibri2s/11.jpeg
http://obrazki.anteks.com.pl/partner/kosa_spal_colibri2s/11.jpeg
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
A właśnie się dobrze pochwaliłeś, bo do tych kos są przystawki z nożycami, przedłużkami i całe mnóstwo innych. No i właśnie rozpracowuje ten patent. Co prawda jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego, ale jednak cena !!! cena !!!!. Porządne nożyce, takie jakbym chciał, 2800 zybli. A tu i kosa w razie czego.
Robi się :) na dużej, żeliwnej patelni Hackan'a co ją w Norge kupiłem.
Zalałem butelkowym specjalem i się dusi. Będę dolewał.
Wygląda nie powiem furku murku.
Papryki nie żałuję. Lubię czerwone sosy.
Popijam specjala.
Ale zjem już w ciszy i spokoju bez sprawozdań.
Zalałem butelkowym specjalem i się dusi. Będę dolewał.
Wygląda nie powiem furku murku.
Papryki nie żałuję. Lubię czerwone sosy.
Popijam specjala.
Ale zjem już w ciszy i spokoju bez sprawozdań.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Dodałem do małosolnych zamiast korzenia chrzanu łodygę chrzanu (kopać mi się nie chciało). I wiecie co, są bardziej chrzanowe niż z korzeniem.
Wiesz coś Stwór w tym temacie???
Na próbę zrobię dzisiaj dwa-trzy słoiki kiszeniaków z łodygą miast korzenia.
Ogóreczki mi obradzają, to trzeba zaprawiać.
Truskawek zebrałem 3 kg.
A i poziomek 141 szt. (Małe diabelstwo i nudno zbierać to sobie dla urozmaicenia policzyłem).
Wiesz co, Brachol, chyba dziś rozpocznę robić tegoroczne nastawy.
Idę nalać w ogródek.
Dzisiaj nawet miałem większą ochotę na pomarańczki niż bazylię.
Wiesz coś Stwór w tym temacie???
Na próbę zrobię dzisiaj dwa-trzy słoiki kiszeniaków z łodygą miast korzenia.
Ogóreczki mi obradzają, to trzeba zaprawiać.
Truskawek zebrałem 3 kg.
A i poziomek 141 szt. (Małe diabelstwo i nudno zbierać to sobie dla urozmaicenia policzyłem).
Wiesz co, Brachol, chyba dziś rozpocznę robić tegoroczne nastawy.
Idę nalać w ogródek.
Dzisiaj nawet miałem większą ochotę na pomarańczki niż bazylię.
hahaha
a wiesz dzisiaj swojego (koźlarza) pokazywałem w cisie i chłopaki zrobili koła z oczu.
A Krzysiek mi opowiadał kiedyś (bo on stary matros) jak go flapy (filipini) nauczyli ziemniaki gotować tak, żeby skrobia szła w środek.
Ładujesz nie za duże, obmyte ziemniaczki w sreberko i do wody. Podobno zupełnie inny smak mają. Ja nie jadłem.
a wiesz dzisiaj swojego (koźlarza) pokazywałem w cisie i chłopaki zrobili koła z oczu.
A Krzysiek mi opowiadał kiedyś (bo on stary matros) jak go flapy (filipini) nauczyli ziemniaki gotować tak, żeby skrobia szła w środek.
Ładujesz nie za duże, obmyte ziemniaczki w sreberko i do wody. Podobno zupełnie inny smak mają. Ja nie jadłem.
Tego nie znałem.
Mnie flapy nauczyli robić sos do owoców morza. Na palcach ręki mogę policzyć białasów, którzy uważają go za jadalny.
Mam parę buteleczek na własny użytek. Jak chcesz to mogę Ci podrzucić.
Nie a propos. Lejąc w ogród zastanawiam się nad zimą. No to już niedługo przecież. I tak sobie myślę, że trzeba by skoczyć do Litwińczuków po zaopatrzenie na zimowe wieczory. Ich suktinisy i inne miodówki są najlepsze na świecie. Nie wybrałbyś się ze mną? Tak na dwa dni - jeden dzień w jedną, a drugi w drugą stronę. No jasna rzecz nie teraz, ale jakoś tak we wrześniu-październiku?
Mnie flapy nauczyli robić sos do owoców morza. Na palcach ręki mogę policzyć białasów, którzy uważają go za jadalny.
Mam parę buteleczek na własny użytek. Jak chcesz to mogę Ci podrzucić.
Nie a propos. Lejąc w ogród zastanawiam się nad zimą. No to już niedługo przecież. I tak sobie myślę, że trzeba by skoczyć do Litwińczuków po zaopatrzenie na zimowe wieczory. Ich suktinisy i inne miodówki są najlepsze na świecie. Nie wybrałbyś się ze mną? Tak na dwa dni - jeden dzień w jedną, a drugi w drugą stronę. No jasna rzecz nie teraz, ale jakoś tak we wrześniu-październiku?
A to jak będziesz przelotem to wpadnij of course.
Na skosztowanie to ja chętnie.
Poczęstuję herbatą z dodatkiem z****iście słodkiej zaprawy z dzikiej róży.
Nie mój wyrób, ale przedni, powiedzmy, że po sąsiedzku go dostałem ;)
Rosa rugossa. Lubię wyławiać łyżeczką co większe frakcje.
Dziwnie się ostatnio u mnie dzieje.
A w planowaniu to ja kiepski jestem. Nie że się wykręcam sianem. Tydzień temu miałem już włazić w Nigerii na łajbę na kilka dni i wciąż tu tkwię.
Jak będę na jesieni w Pl i poukładam se sprawy to pewnie, że się kopsniemy. Bo to daleko?
Na skosztowanie to ja chętnie.
Poczęstuję herbatą z dodatkiem z****iście słodkiej zaprawy z dzikiej róży.
Nie mój wyrób, ale przedni, powiedzmy, że po sąsiedzku go dostałem ;)
Rosa rugossa. Lubię wyławiać łyżeczką co większe frakcje.
Dziwnie się ostatnio u mnie dzieje.
A w planowaniu to ja kiepski jestem. Nie że się wykręcam sianem. Tydzień temu miałem już włazić w Nigerii na łajbę na kilka dni i wciąż tu tkwię.
Jak będę na jesieni w Pl i poukładam se sprawy to pewnie, że się kopsniemy. Bo to daleko?
Ja za to w wolne dni staram się nigdy nie palić z rana na czczo.
Najpierw specjal wtedy zapalam szluga.
Myślisz, że ściemniam?
Nażarłem się dziś jak pies i opaliłem na afrykański mahoń. Jakaś nieznajoma 25 letnia na ulicy powiedziała mi dzisiaj, że wyglądam jakbym był wycięty z obrazka jakiejś gazety po czym poprosiła mnie o nr telefonu. Świat wariuje mówię Wam. Że niby ona mnie rwała? Pijany byłem.
Wiśnia i jabłoń mi chorują.
Najpierw był skromny grill, pomidorki kiełbaski i takie tam.
Potem naleśniki na zimno z masą beszamelową w środku z dużą dawką brokuł, całość podlana zimnym, gęstym czosnkowym na jogurcie.
Poleżałem. A jak strawiłem to wystawiłem gościom 2 kg mintaja po japońsku. O ja pierdzule jakie to dobre. "Ryba po japońsku". Spróbujcie jakiekolwiek filety w cieście i zalewie przekładane farszem z konserwowych ogórków i papryki i cebuli. Masakra. Jak się to je po turecku na trawie w słoneczne dni, ma się czas i zimnego specjala nie brakuje, to można uwierzyć, że Bóg istnieje. Inaczej być nie może. Ryba oczywiście też na zimno była. Pa, lecę nocować poza domem.
Taka karma. :))
Najpierw specjal wtedy zapalam szluga.
Myślisz, że ściemniam?
Nażarłem się dziś jak pies i opaliłem na afrykański mahoń. Jakaś nieznajoma 25 letnia na ulicy powiedziała mi dzisiaj, że wyglądam jakbym był wycięty z obrazka jakiejś gazety po czym poprosiła mnie o nr telefonu. Świat wariuje mówię Wam. Że niby ona mnie rwała? Pijany byłem.
Wiśnia i jabłoń mi chorują.
Najpierw był skromny grill, pomidorki kiełbaski i takie tam.
Potem naleśniki na zimno z masą beszamelową w środku z dużą dawką brokuł, całość podlana zimnym, gęstym czosnkowym na jogurcie.
Poleżałem. A jak strawiłem to wystawiłem gościom 2 kg mintaja po japońsku. O ja pierdzule jakie to dobre. "Ryba po japońsku". Spróbujcie jakiekolwiek filety w cieście i zalewie przekładane farszem z konserwowych ogórków i papryki i cebuli. Masakra. Jak się to je po turecku na trawie w słoneczne dni, ma się czas i zimnego specjala nie brakuje, to można uwierzyć, że Bóg istnieje. Inaczej być nie może. Ryba oczywiście też na zimno była. Pa, lecę nocować poza domem.
Taka karma. :))
O kurde właśnie odkryłem, że Nowak urodził się tego samego dnia i miesiąca co ja. :)
Looknij na to Brat. Szczególnie od czasu 10min.:30sek
http://www.youtube.com/watch?v=5Nf51JkIzmo&feature=channel
Looknij na to Brat. Szczególnie od czasu 10min.:30sek
http://www.youtube.com/watch?v=5Nf51JkIzmo&feature=channel
Wara jak wara skutek dyskusji nie podlega, mnie chodziło, że sprawcą może była nie osa ino ta czarnulka. Tylko skąd czarnulka w lesie? hehehehe
To są dobre kobiety te czekoladki. Poznałem parę kobiet z Ghany kiedyś. Ale sito z mózgu robią jak wszystkie inne.
Kurczę Ty wiesz, masz zupełną rację z tym piwem.
Olaboga, ale bym dziabnął coś koło 50-60%
Nie pisz mi już tak.
To są dobre kobiety te czekoladki. Poznałem parę kobiet z Ghany kiedyś. Ale sito z mózgu robią jak wszystkie inne.
Kurczę Ty wiesz, masz zupełną rację z tym piwem.
Olaboga, ale bym dziabnął coś koło 50-60%
Nie pisz mi już tak.
Ale i tak nie zapomnę jednej Norweżki.
Ładna była, delikatna, artystka-malarka wykańczała ściany, znaczy sobie po nich bazgrała dość zręcznie zresztą.
No i się chyba zakochała bo jak skończyłem z Norge to kolesiostwo opowiadało później, że płakała im w rękaw, iż nie ma mnie na jej urodzinach.
hehehehe, modliłem się żeby któryś z nich ją pocieszył w moim imieniu.
Fajna była. Miała fajny zwyczaj. Pierwsza ze wszystkich przyjeżdzała z rańca na marinę starym jak świat mercedesem, siadała głęboko po turecku na masce i gapiła się na wschód słońca. No drugi byłem w robocie ja bo ja klucze miałem i otwierałem wszystkim nierobom norweskim.
Jej i sobie też.
http://www.youtube.com/watch?v=S3qZUaKgk9I&feature=related
Ładna była, delikatna, artystka-malarka wykańczała ściany, znaczy sobie po nich bazgrała dość zręcznie zresztą.
No i się chyba zakochała bo jak skończyłem z Norge to kolesiostwo opowiadało później, że płakała im w rękaw, iż nie ma mnie na jej urodzinach.
hehehehe, modliłem się żeby któryś z nich ją pocieszył w moim imieniu.
Fajna była. Miała fajny zwyczaj. Pierwsza ze wszystkich przyjeżdzała z rańca na marinę starym jak świat mercedesem, siadała głęboko po turecku na masce i gapiła się na wschód słońca. No drugi byłem w robocie ja bo ja klucze miałem i otwierałem wszystkim nierobom norweskim.
Jej i sobie też.
http://www.youtube.com/watch?v=S3qZUaKgk9I&feature=related
Masz lepiej.
Z tą różnicą, że za oknem masz las i ptaki.
"inni" mają beton, stada debili krzyczących o 4 rano "Arka Gdynia".
No i w betonowej dżungli spirt trza kupować.
Szkoda, że u mnie znów się pomieszało. Byłbym już u Ciebie i po dwóch ogniskach rozpoczęlibyśmy tę wędzarenkę stawiać. Siostra by cegły podawała, cement z piachem rozrabiała i szpadlem operowała kopiąc kanał. Byśmy wszystkiego dopilnowali co nie?
Jeszcze zdążymy gdzie tu się spieszyć.
Póki co zrób se rybkę jak apetyt odzyskasz.
Dajesz tak:
1kg morszczuka (mi najlepiej smakuje, ale można i dorsza i mintaja i solę co tam się chce i ma)
2 szklanki mąki
2 łyżki wegety
2 jaja
szklanka wody
mieszasz i w tym cieście obtaczasz rybkę i smażysz.
Teraz farsz:
słoik ogórków konserwowych
słoik papryki konserwowej
duża cebula
wszystko w kostkę i mieszamy
teraz zalewa:
3 szklanki wody
1 3/4 szklanki oleju
puszka koncentratu pomidorowego (jakieś 150g)
6 łyżek ketchupu
5łyżek octu
4 łyżki cukru
ciut soli
Zalewę podgrzewasz, ale nie do zagotowania.
filety przekładasz farszem, zaś na końcu całość podlewasz gorącą zalewą.
Smakuje zupełnie inaczej jak ryba po grecku.
Smacznego.
http://www.youtube.com/watch?v=s7K0Dp2M2fE&feature=related
Z tą różnicą, że za oknem masz las i ptaki.
"inni" mają beton, stada debili krzyczących o 4 rano "Arka Gdynia".
No i w betonowej dżungli spirt trza kupować.
Szkoda, że u mnie znów się pomieszało. Byłbym już u Ciebie i po dwóch ogniskach rozpoczęlibyśmy tę wędzarenkę stawiać. Siostra by cegły podawała, cement z piachem rozrabiała i szpadlem operowała kopiąc kanał. Byśmy wszystkiego dopilnowali co nie?
Jeszcze zdążymy gdzie tu się spieszyć.
Póki co zrób se rybkę jak apetyt odzyskasz.
Dajesz tak:
1kg morszczuka (mi najlepiej smakuje, ale można i dorsza i mintaja i solę co tam się chce i ma)
2 szklanki mąki
2 łyżki wegety
2 jaja
szklanka wody
mieszasz i w tym cieście obtaczasz rybkę i smażysz.
Teraz farsz:
słoik ogórków konserwowych
słoik papryki konserwowej
duża cebula
wszystko w kostkę i mieszamy
teraz zalewa:
3 szklanki wody
1 3/4 szklanki oleju
puszka koncentratu pomidorowego (jakieś 150g)
6 łyżek ketchupu
5łyżek octu
4 łyżki cukru
ciut soli
Zalewę podgrzewasz, ale nie do zagotowania.
filety przekładasz farszem, zaś na końcu całość podlewasz gorącą zalewą.
Smakuje zupełnie inaczej jak ryba po grecku.
Smacznego.
http://www.youtube.com/watch?v=s7K0Dp2M2fE&feature=related
Dziwny wieczór wczoraj był. Podlewając bób, groch, kabaczki i ogóry jadłem truskawki i se przypomniałem, że wieki całe u Krzysia działkowego nie byłem już. Głupio mi się zrobiło. To kiedy podlałem polazłem na „posesję” Krzyśkową. Ma chłop tam takie dwie newralgiczne miejscówki pod świerkami, dwa zaklęte rewiry, niedostępne dla zewnętrznego świata w których przesiaduje sam, totalnie wkomponowany i zakamuflowany przed otoczeniem. Świerki są ogromne, zaś nieścinane najniższe gałęzie kładą się ku ziemi na wysokości półtora metra zapanbrat zazębiając się sąsiedzko ze sobą. Od frontu wysoki bukszpan, od tyłu kwadrat. Ale, że ja mam wzrok kota i wiem, że tam ćmi i się chłodzi czasem to gospodarza ów miejsca wyczuwam zmysłem, którego bozia poskąpiła większości ludzi. Włażę przez furtkę bez ostrzeżenia. Zginam plery, przedzieram się, coś mnie tam kuje po nagich barkach i widzę siedzącego Krzysia. Smutny jak sto diabłów. A znamy się i rozumiemy jak łyse konie i nic to, że 30 lat ode mnie starszy jest i bagaż nosi cięższy aniżeli ja. Szary, gruby kufajkowaty bezrękawnik, siwe włosy i wąsy, szkliste mądre oczy, zachrypnięty głos, oliwkowa karnacja marokańca, klapki, różowe wełniane skarpety i siedzi. Rzucił mi beznamiętne, kilkusekundowe spojrzenie i równie tępo je ze mnie zdjął zapatrzony gdzieś daleko w kierunku półwyspu helskiego. Se myślę z niemałym wyrzutem „oho mam pole do popisu” bo głupio mnie się przyznawać publicznie, ale wiem jak nastraja się te struny ludzkich dusz (tych dusz co jeszcze się w środku ruszają) tak żeby grały jak organy w oliwskiej katedrze. Chociaż to złe porównanie te piszczałki nie mogą się żadną miarą odnosić do krzyśkowej orkiestry.
- gra ? – rzekłem
- zawsze, tylko dzisiaj trochę ciszej – rzucił pogrążony w sobie jakby sam do siebie to mówił.
- a co grają dzisiaj?
- jakieś barachło, szkoda gadać
- a policzyłeś w końcu to suche igliwie ze świerków co mamy pod stopami?
Tym razem spojrzał na mnie przeciągle z uśmiechem w oczach.
- fajki masz?
- ma się rozumieć.
- to specjala się napijemy tylko się cofnę– zaproponowałem
- mam pod stołem nie fatyguj się c.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Jak Krzyś Twój biznes plan w tym tygodniu?
- Ano nieźle, oczko wodne robię i wycinam jałowce do wędzenia zatrzymam.
- Słusznie.
- Drewno zbierasz na zimę?
I to był przełom. Zerwał się na równe nogi, choć mój dryblasie zobacz okno w piwnicy i powiedz co tam widzisz - a tam drewna pod sufit, że wejść nie można.
- A pytam Krzyśku bo od 6 do 20 stycznia jak szedłem to widziałem na Twoich szybach ładne wzory ze szronu co mróz sobie po nich malował. A mróz był wtedy 20 stopniowy. Myślałem, że zamarzłeś, słój z*******ej grzybowej miałem wtedy dla Ciebie.
- Jaką grubą blachę ma Twój marten?
- szóstkę – odparł rechocząc się w niebo głosy – bo widzisz c ja wtedy 3 tygodnie na Grabówku u Grażynki byłem. Mile wspominam tamten czas.
Wypiliśmy po specjalku.
- Mam ostatnio nowe hobby c.
- jakie?
- wkręcam ludzi, starych ogrodników.
- jak i na co?
- widzisz tą 6 letnią krzywą węgierkę przy granicy ze Zdzichem?
- Ano
- Spójrz, wszystkie inne owocowe jak jedne, stoją prosto niczym słupy telegraficzne a ta leci skosem, ciągle mnie „agrolinia” pyta dlaczego ona taka krzywa. To im odpowiadam, że skoro ta wielka czereśnia Zdzicha dobre 3 metry włazi na moje metry przez płot i sobie zrywam jej owocki to Zdzichu będzie zrywał sobie moje śliwki za parę lat.
Popłakałem się ze śmiechu.
- i oni to łykają?
- Jak młode pelikany.
- a na co jeszcze ich nabierasz?
- na milion rzeczy. Zobacz tą czereśnię. Wcześniej rosła tam inna i wszyscy się nią zażerali, ale musiałem ją wyciąć i posadziłem tą małą. Dziadki gdy idą pytają co to za nowa czereśnia, a ja odpowiadam, że bezpestkowa, najnowsza odmiana prosto ze Skierniewic od profesora Pieniążka. Kosztuje tylko sporo bo 250zł plus dojazd. Skoro są bezpestkowe mandarynki, pomarańcze i winogrona to ja znalazłem bezpestkową czereśnię.
Miło spędziliśmy czas. Krzych rozchmurzył się zupełnie, na odchodne wycedził głośno:
- a jutro będziesz u mnie?
- pewnie, że tak.
- trzymanko
- cześć.
http://www.youtube.com/watch?v=NYHZwPT0f80
- gra ? – rzekłem
- zawsze, tylko dzisiaj trochę ciszej – rzucił pogrążony w sobie jakby sam do siebie to mówił.
- a co grają dzisiaj?
- jakieś barachło, szkoda gadać
- a policzyłeś w końcu to suche igliwie ze świerków co mamy pod stopami?
Tym razem spojrzał na mnie przeciągle z uśmiechem w oczach.
- fajki masz?
- ma się rozumieć.
- to specjala się napijemy tylko się cofnę– zaproponowałem
- mam pod stołem nie fatyguj się c.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Jak Krzyś Twój biznes plan w tym tygodniu?
- Ano nieźle, oczko wodne robię i wycinam jałowce do wędzenia zatrzymam.
- Słusznie.
- Drewno zbierasz na zimę?
I to był przełom. Zerwał się na równe nogi, choć mój dryblasie zobacz okno w piwnicy i powiedz co tam widzisz - a tam drewna pod sufit, że wejść nie można.
- A pytam Krzyśku bo od 6 do 20 stycznia jak szedłem to widziałem na Twoich szybach ładne wzory ze szronu co mróz sobie po nich malował. A mróz był wtedy 20 stopniowy. Myślałem, że zamarzłeś, słój z*******ej grzybowej miałem wtedy dla Ciebie.
- Jaką grubą blachę ma Twój marten?
- szóstkę – odparł rechocząc się w niebo głosy – bo widzisz c ja wtedy 3 tygodnie na Grabówku u Grażynki byłem. Mile wspominam tamten czas.
Wypiliśmy po specjalku.
- Mam ostatnio nowe hobby c.
- jakie?
- wkręcam ludzi, starych ogrodników.
- jak i na co?
- widzisz tą 6 letnią krzywą węgierkę przy granicy ze Zdzichem?
- Ano
- Spójrz, wszystkie inne owocowe jak jedne, stoją prosto niczym słupy telegraficzne a ta leci skosem, ciągle mnie „agrolinia” pyta dlaczego ona taka krzywa. To im odpowiadam, że skoro ta wielka czereśnia Zdzicha dobre 3 metry włazi na moje metry przez płot i sobie zrywam jej owocki to Zdzichu będzie zrywał sobie moje śliwki za parę lat.
Popłakałem się ze śmiechu.
- i oni to łykają?
- Jak młode pelikany.
- a na co jeszcze ich nabierasz?
- na milion rzeczy. Zobacz tą czereśnię. Wcześniej rosła tam inna i wszyscy się nią zażerali, ale musiałem ją wyciąć i posadziłem tą małą. Dziadki gdy idą pytają co to za nowa czereśnia, a ja odpowiadam, że bezpestkowa, najnowsza odmiana prosto ze Skierniewic od profesora Pieniążka. Kosztuje tylko sporo bo 250zł plus dojazd. Skoro są bezpestkowe mandarynki, pomarańcze i winogrona to ja znalazłem bezpestkową czereśnię.
Miło spędziliśmy czas. Krzych rozchmurzył się zupełnie, na odchodne wycedził głośno:
- a jutro będziesz u mnie?
- pewnie, że tak.
- trzymanko
- cześć.
http://www.youtube.com/watch?v=NYHZwPT0f80
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Dobrze, że komuna minęła.
Uf.
Kiedyś mieli ciężej w mieście.
Spec działa cuda z rana.
http://www.youtube.com/watch?v=GlXQTzn2pHc
Uf.
Kiedyś mieli ciężej w mieście.
Spec działa cuda z rana.
http://www.youtube.com/watch?v=GlXQTzn2pHc
Nie styknie.
I tak po browce trza iść.
Popatrz Manson jak wyluzowany poliglota karmiący aligatora może nagle się spocić i stracić pewność siebie.
http://www.youtube.com/watch?v=fFxdDCIAS6c&feature=related
I tak po browce trza iść.
Popatrz Manson jak wyluzowany poliglota karmiący aligatora może nagle się spocić i stracić pewność siebie.
http://www.youtube.com/watch?v=fFxdDCIAS6c&feature=related
Spiryt + cola + lód - nie ma lepszego sposobu na upały!!!
Jest tylko jeden gwóźdź.
Bo to tak jak obstawiać czerwone w ruletce. Szansa wygrania 50%. Jak przegrasz, to znowu obstawiasz czerwone ale podwajasz stawkę. Teoretycznie grasz w długim okresie na zwrot przegranej stawki z pierwszego zakładu. Jak wygrasz, to znowu obstawiasz czerwone za stawkę podstawową. Powolna metoda, ale pozwalająca w długim okresie czasu przytulic grosz. Z jednym gwoździem. Kiedy zdarzy ci się niezwykle mało prawdopodobna seria np. 15 czarnych pod rząd jesteś spłukany, bo nie stać cie na obstawienie 16 kolejki z powodu braku gotówki.
I zdarzyła się niezwykle nieprawdopodobna seria upałów przez za duż o kolejek.
Popijam zimną wodę z piwnicy, cieszę się, że wróciłem z przedsionka piekła, i staram się przetrwać. Tą razą detox był jak nigdy. Wreszcie rozumiem, co czuł Ged wracając z krainy umarłych z ścigającym go Cieniem. Tym razem zwiałem, ale Cień błąka się gdzieś po świecie żywych ...
Jest tylko jeden gwóźdź.
Bo to tak jak obstawiać czerwone w ruletce. Szansa wygrania 50%. Jak przegrasz, to znowu obstawiasz czerwone ale podwajasz stawkę. Teoretycznie grasz w długim okresie na zwrot przegranej stawki z pierwszego zakładu. Jak wygrasz, to znowu obstawiasz czerwone za stawkę podstawową. Powolna metoda, ale pozwalająca w długim okresie czasu przytulic grosz. Z jednym gwoździem. Kiedy zdarzy ci się niezwykle mało prawdopodobna seria np. 15 czarnych pod rząd jesteś spłukany, bo nie stać cie na obstawienie 16 kolejki z powodu braku gotówki.
I zdarzyła się niezwykle nieprawdopodobna seria upałów przez za duż o kolejek.
Popijam zimną wodę z piwnicy, cieszę się, że wróciłem z przedsionka piekła, i staram się przetrwać. Tą razą detox był jak nigdy. Wreszcie rozumiem, co czuł Ged wracając z krainy umarłych z ścigającym go Cieniem. Tym razem zwiałem, ale Cień błąka się gdzieś po świecie żywych ...
Pozdrawiam z krainy detox'u.
Wszystko jest tu byle jakie, jakby wywinięte na lewą stronę, ale zupełnie nowe dla mnie, dlatego jeszcze się temu wszystkiemu z zaciekawieniem, chociaż bez skupienia i próby analizy przyglądam. Ludzie są ludźmi, kontener z gruzem kontenerem z gruzem, a gardenia gardenią, czyli rozrzedzone, bez esencji, moja sensoryczność stanowi aktualnie poniżej zera absolutnego.
Słabo bóg to wymyślił. Zwyczajnie coś skopał. Na pewno nie jest jak w niebie.
Przetrwać pomagają praca, fajki i muza. I kawałek nadziei, że może kiedyś... że może kiedyś jak to gdzieś ładnie ujął Al Pacino, "zanurzę nos we włosach kobiety i będę czuł jej zapach".
http://www.youtube.com/watch?v=2acYef3fy-s&feature=related
Wszystko jest tu byle jakie, jakby wywinięte na lewą stronę, ale zupełnie nowe dla mnie, dlatego jeszcze się temu wszystkiemu z zaciekawieniem, chociaż bez skupienia i próby analizy przyglądam. Ludzie są ludźmi, kontener z gruzem kontenerem z gruzem, a gardenia gardenią, czyli rozrzedzone, bez esencji, moja sensoryczność stanowi aktualnie poniżej zera absolutnego.
Słabo bóg to wymyślił. Zwyczajnie coś skopał. Na pewno nie jest jak w niebie.
Przetrwać pomagają praca, fajki i muza. I kawałek nadziei, że może kiedyś... że może kiedyś jak to gdzieś ładnie ujął Al Pacino, "zanurzę nos we włosach kobiety i będę czuł jej zapach".
http://www.youtube.com/watch?v=2acYef3fy-s&feature=related
Tym razem zalazłem za daleko do Suchej Krainy. Tam już nie było ani sił na pracę, ani muzy, ani pragnienia. W trakcie to jeszcze łaziłem ze sforą, śpiewałem z Landą na max głos i przepijałem sobie piwkiem. Ale potem to już jest tylko pustka. Szczerze Ci powiem, że do tej pory nie umiem sobie wyobrazić, jak można przez 3 dni wypić 2,5 litra coli z 6 flaszkami spirtu. I dwoma woreczkami lodu. Dobrze, że Szura wróciła. Jej się przyznałem tylko do 2 flaszek bo mi było wstyd. Wczoraj wyszedłem obciąć ogórki i podlać tunel. Po godzinie wróciłem zlany potem i słaby jak mucha. Teraz popijam terere, też fajna. Na jakiś czas ja polubię. Nie wiem skąd się bierze w człowieku taka potęga autodestrukcji.
Ale mi przypomniałeś. W De mam przyjaciela z Katowic naprawdę wporzo facet. Urodził się bez ręki. Taki kikut ma tylko.
Był okres czasu, że robiliśmy w dwójkę z rana dwie flaszki 0,7 tak do południa i sobie łaziliśmy po mieście.
Pamiętam, że kiedyś jednego wieczora przy stole graliśmy w karty w tysiąca. Kilka osób było. A ja mu dałem karty do tasowania :))
I on zręcznie potasował.
Ja Ci powiem skąd się bierze ta potrzeba autodestrukcji wg mnie.
Wchodzisz w świat na ten padół i widzisz, że do końca to nie tak ma to być.
Bo na przykład:
Sprzątaczkę wykorzystuje cieć, ciecia zwykły szeregowy pracownik, pracownika kierownik, kierownika dyrektor, zaś dyrektora prezes. A prezesa doi jego żona, albo kochanka.
Żeby lecieć swoim samolotem trzy razy do roku na Costa del Sol inne takie, należy wykorzystywać ludzi i sytuacje.
Ja to chromolę, nie ma na to mojej zgody.
Wolę niszczyć siebie niż innych.
http://www.youtube.com/watch?v=M35tNL2rXyg&feature=related
Był okres czasu, że robiliśmy w dwójkę z rana dwie flaszki 0,7 tak do południa i sobie łaziliśmy po mieście.
Pamiętam, że kiedyś jednego wieczora przy stole graliśmy w karty w tysiąca. Kilka osób było. A ja mu dałem karty do tasowania :))
I on zręcznie potasował.
Ja Ci powiem skąd się bierze ta potrzeba autodestrukcji wg mnie.
Wchodzisz w świat na ten padół i widzisz, że do końca to nie tak ma to być.
Bo na przykład:
Sprzątaczkę wykorzystuje cieć, ciecia zwykły szeregowy pracownik, pracownika kierownik, kierownika dyrektor, zaś dyrektora prezes. A prezesa doi jego żona, albo kochanka.
Żeby lecieć swoim samolotem trzy razy do roku na Costa del Sol inne takie, należy wykorzystywać ludzi i sytuacje.
Ja to chromolę, nie ma na to mojej zgody.
Wolę niszczyć siebie niż innych.
http://www.youtube.com/watch?v=M35tNL2rXyg&feature=related
To, co napisałeś o wykorzystywaniu, to często prawda. Jednak zakończenie tego frazą "Wolę niszczyć siebie niż innych"...
Wybacz szczerość. Nie widzę racjonalnego sensu takiego usprawiedliwienia i kojarzy mi się ono z trzema rzeczami:
1) jak chcesz się napić, każdy pretekst jest dobry, pomaga usprawiedliwić picie najczęściej nie mając wiele wspólnego z rzeczywistością,
2) pomaga zapomnieć na chwilę,
3) Czy to jakiś warunek? Albo niszczysz siebie, albo innych?
Wybacz szczerość. Nie widzę racjonalnego sensu takiego usprawiedliwienia i kojarzy mi się ono z trzema rzeczami:
1) jak chcesz się napić, każdy pretekst jest dobry, pomaga usprawiedliwić picie najczęściej nie mając wiele wspólnego z rzeczywistością,
2) pomaga zapomnieć na chwilę,
3) Czy to jakiś warunek? Albo niszczysz siebie, albo innych?
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Oj Stworku.
Szczerości się nie wybacza to tylko taki aktualnie modny, uspokajający slogan dla mało empatycznych, nerwowych ludzkich bytów.
Zaś ta cecha szczerości co to niby bywa wśród ludzi to trochę tajemniczy skarb, bo zazwyczaj ludzie nie potrafią ubrać werbalnie szczerze tego co im w duszy gra.
Szczerość to opoka, na której fundamenty się buduje, nieśmiertelne związki, nie czuję zatem potrzeby wybaczać Tobie Twojej szczerości :)
ad. 1 Racja. Ale "tylko" w statystycznie zdecydowanej większości przypadków wśród ludzi chorych na alkoholizm. Sama napisałaś "najczęściej". Ludzie piją bo chcą pić. Pytanie brzmi dlaczego. To pytanie "DLACZEGO?" to odwieczne pytanie ludzkości w każdej dziedzinie życia.
ad. 2 Tak. Ale słabo. Są znacznie skuteczniejsze wariacje. Pozwolę sobie oszczędzić zagłębiania się w temat
ad. 3 W konkretnych, życiowych relacjach polegających na wspinaniu się po drabince kariery w określonym celu (najczęściej aby zapewnić najbliższym "godny byt" kiedy oczekiwania dziatwy i lubej rosną wprost proporcjonalnie do upływających lat) - owszem - bardzo często ma miejsce ten wybór. Ludzie niszczą innych by zagarnąć zdobyczne ochłapy dla siebie i swej ferajny cudzym kosztem. Ludzie to stado wilków. Ale tylko w dużych aglomeracjach. :) Na wsi jest więcej owieczek.
Tak jak Hitler. Dawał zgodę na eksterminację ludzi w imię zasady, że dzięki temu innym będzie żyło się wygodniej i łatwiej.
Tylko, że on to robił w skali globalnej.
Żyjąc jesteśmy skazani na wybory. Wybory bywają uzasadnione etycznie, ale tylko do pewnego stopnia. Poza tą granicą jest dysonans poznawczy. I wewnętrzny konflikt. Czasem dlatego właśnie niektórzy ludzie chleją. Nie ja.
ps. Hitler nie pił alkoholu (tak na marginesie)
Szczerości się nie wybacza to tylko taki aktualnie modny, uspokajający slogan dla mało empatycznych, nerwowych ludzkich bytów.
Zaś ta cecha szczerości co to niby bywa wśród ludzi to trochę tajemniczy skarb, bo zazwyczaj ludzie nie potrafią ubrać werbalnie szczerze tego co im w duszy gra.
Szczerość to opoka, na której fundamenty się buduje, nieśmiertelne związki, nie czuję zatem potrzeby wybaczać Tobie Twojej szczerości :)
ad. 1 Racja. Ale "tylko" w statystycznie zdecydowanej większości przypadków wśród ludzi chorych na alkoholizm. Sama napisałaś "najczęściej". Ludzie piją bo chcą pić. Pytanie brzmi dlaczego. To pytanie "DLACZEGO?" to odwieczne pytanie ludzkości w każdej dziedzinie życia.
ad. 2 Tak. Ale słabo. Są znacznie skuteczniejsze wariacje. Pozwolę sobie oszczędzić zagłębiania się w temat
ad. 3 W konkretnych, życiowych relacjach polegających na wspinaniu się po drabince kariery w określonym celu (najczęściej aby zapewnić najbliższym "godny byt" kiedy oczekiwania dziatwy i lubej rosną wprost proporcjonalnie do upływających lat) - owszem - bardzo często ma miejsce ten wybór. Ludzie niszczą innych by zagarnąć zdobyczne ochłapy dla siebie i swej ferajny cudzym kosztem. Ludzie to stado wilków. Ale tylko w dużych aglomeracjach. :) Na wsi jest więcej owieczek.
Tak jak Hitler. Dawał zgodę na eksterminację ludzi w imię zasady, że dzięki temu innym będzie żyło się wygodniej i łatwiej.
Tylko, że on to robił w skali globalnej.
Żyjąc jesteśmy skazani na wybory. Wybory bywają uzasadnione etycznie, ale tylko do pewnego stopnia. Poza tą granicą jest dysonans poznawczy. I wewnętrzny konflikt. Czasem dlatego właśnie niektórzy ludzie chleją. Nie ja.
ps. Hitler nie pił alkoholu (tak na marginesie)
"wybacz" było, bo nie wiem jak tam się masz emocjonalnie i jak przyjmiesz to, co napiszę.
1. "Najczęściej" odniosłam do związku z rzeczywistością przyczyny picia - różnie z tym bywa, ale na ustawianie sztywnych ram co usprawiedliwia, a co nie usprawiedliwia picia nie będę się porywać. Usprawiedliwienie u alkoholika to jeden z mechanizmów obronnych.
Ludzie piją, bo chcą pić, bo są uzależnieni psychicznie od dobrego stanu, w który ich to wprowadza.
2. Proste i skuteczne. Pewne, ze są inne. Np. pisanie na forach ;)
3. Możesz nie niszczyć z wyboru i spokojnie zaakceptować fakt, że dzięki temu masz mniej. Pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić oznacza mniej stresu w życiu :)
Tak, mam świadomość, ze poruszam się tu w pewnych ramach.
1. "Najczęściej" odniosłam do związku z rzeczywistością przyczyny picia - różnie z tym bywa, ale na ustawianie sztywnych ram co usprawiedliwia, a co nie usprawiedliwia picia nie będę się porywać. Usprawiedliwienie u alkoholika to jeden z mechanizmów obronnych.
Ludzie piją, bo chcą pić, bo są uzależnieni psychicznie od dobrego stanu, w który ich to wprowadza.
2. Proste i skuteczne. Pewne, ze są inne. Np. pisanie na forach ;)
3. Możesz nie niszczyć z wyboru i spokojnie zaakceptować fakt, że dzięki temu masz mniej. Pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić oznacza mniej stresu w życiu :)
Tak, mam świadomość, ze poruszam się tu w pewnych ramach.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
:)
Ciebie Stwór zawsze traktuję zdroworozsądkowo, bez emocji, boś mym zdaniem inteligentny kawał baby jest.
A przynajmniej się staram tak traktować to co piszesz, na tyle, na ile bozia mi dała w moich meandrach.
1. Ano. W mechanizmach obronnych "oni" są mistrzami. Żaden się nie przyzna otwarcie w oczy, że nim jest na początku swej trzeźwej drogi. Z upływem lat są bardziej samoświadomi.
2. Są lepsze.
3. Nie bardzo. Zbyt płowy dla mnie taki stan. Ja się nigdy nie poddaję, bo niemożliwym jest dla mnie akceptować taki stan rzeczy, który wg mego rozumowania mi nie leży. Masło maślane. Nawet jeśli odpuszczę "mój cel" i tak będę zdeterminowany.
I tak nie wiesz co mam na myśli :)) chyba wystarczy ;)
Ciebie Stwór zawsze traktuję zdroworozsądkowo, bez emocji, boś mym zdaniem inteligentny kawał baby jest.
A przynajmniej się staram tak traktować to co piszesz, na tyle, na ile bozia mi dała w moich meandrach.
1. Ano. W mechanizmach obronnych "oni" są mistrzami. Żaden się nie przyzna otwarcie w oczy, że nim jest na początku swej trzeźwej drogi. Z upływem lat są bardziej samoświadomi.
2. Są lepsze.
3. Nie bardzo. Zbyt płowy dla mnie taki stan. Ja się nigdy nie poddaję, bo niemożliwym jest dla mnie akceptować taki stan rzeczy, który wg mego rozumowania mi nie leży. Masło maślane. Nawet jeśli odpuszczę "mój cel" i tak będę zdeterminowany.
I tak nie wiesz co mam na myśli :)) chyba wystarczy ;)
Miałem dzisiaj chwilę żeby z centrum do ogródka wjechać.
Wylałem całą nagrzaną wodę z beczek.
Cukinie w gruncie są długie jak moje dłonie. Bób będzie za niedługo, groch wcześniej. Posiałem koleją turę rzodkiewek.
Są maliny. Wiecie jak to jest fajnie kiedy z lewej macie krzaki malin a z prawej czerwoną porzeczkę i se zrywacie naprzemian?
Świetnie się to komponuje w ustach. A jak sobie przegryzałem to zauważyłem córkę sąsiada w zgrabnych figach. Fajnie tak było się zajadać i się na nią gapić. Jakoś tak mi się to dobrze komponowało, ta słodycz malin i kwas niedojrzałych porzeczek z widokiem opalającej się kobity.
Odkryłem dzisiaj pijąc specjala, że w ogródkowej piwnicy mam 15st C przy zewnętrznych 35st. C w cieniu werandy. Maciej pojęcie jaka tam ulga pić na dole browara? Manson pewno by wiedział. Reszta nie wie. Z jednym wyjątkiem.
Poukładałem tam większość gratów, bo jak się pije speca to trza coś robić. Bez sensu tak nic nie robić i gapić się tylko na wybielone wapnem ściany i sunące po nich ślimaki. :)
Dzisiaj mam ochotę na totalnie niezdrowy obiad. Wstyd gadać. Zjem pizze. Dołożę ino pieczarek, pomidorów i sera.
Burza przeszła obok. :)) Jeszcze delikatnie siąpi. Schłodziłem lodowatą wodą kota. Się nie opierał zupełnie. Dlaczego woda w łazience zawsze jest zimniejsza niż w kuchni? Ktoś to wie?
Słucham tego tak głośno, że dziesiątki książek w "żółtym" :))) pokoju drżą na swym diagonalnym firmamencie.
http://www.youtube.com/watch?v=XeXimHgkTkI
Wylałem całą nagrzaną wodę z beczek.
Cukinie w gruncie są długie jak moje dłonie. Bób będzie za niedługo, groch wcześniej. Posiałem koleją turę rzodkiewek.
Są maliny. Wiecie jak to jest fajnie kiedy z lewej macie krzaki malin a z prawej czerwoną porzeczkę i se zrywacie naprzemian?
Świetnie się to komponuje w ustach. A jak sobie przegryzałem to zauważyłem córkę sąsiada w zgrabnych figach. Fajnie tak było się zajadać i się na nią gapić. Jakoś tak mi się to dobrze komponowało, ta słodycz malin i kwas niedojrzałych porzeczek z widokiem opalającej się kobity.
Odkryłem dzisiaj pijąc specjala, że w ogródkowej piwnicy mam 15st C przy zewnętrznych 35st. C w cieniu werandy. Maciej pojęcie jaka tam ulga pić na dole browara? Manson pewno by wiedział. Reszta nie wie. Z jednym wyjątkiem.
Poukładałem tam większość gratów, bo jak się pije speca to trza coś robić. Bez sensu tak nic nie robić i gapić się tylko na wybielone wapnem ściany i sunące po nich ślimaki. :)
Dzisiaj mam ochotę na totalnie niezdrowy obiad. Wstyd gadać. Zjem pizze. Dołożę ino pieczarek, pomidorów i sera.
Burza przeszła obok. :)) Jeszcze delikatnie siąpi. Schłodziłem lodowatą wodą kota. Się nie opierał zupełnie. Dlaczego woda w łazience zawsze jest zimniejsza niż w kuchni? Ktoś to wie?
Słucham tego tak głośno, że dziesiątki książek w "żółtym" :))) pokoju drżą na swym diagonalnym firmamencie.
http://www.youtube.com/watch?v=XeXimHgkTkI
Ale ja do teraz to pewny nie jestem, czy te figi nadawały kształt sąsiadce, czy może ona pokazywała mi jak dobrze mogą być skrojone damskie figi.
Między nami to dla mnie na świecie są ważne tylko trzy sprawy.
1. Kobiety.
2. Alko.
3. Uczciwa praca.
Potem jest długo, długo nic. Łaziłem wczoraj późnym wieczorem w ciepłym deszczu. Ależ mięciutka ta deszczówka, 300l z nieba a później z dachu mi spadło prosto do beczek. Fajnie się w tym pierze łachy. Np. figi. (se żartuję)
Dobre śniadanko dzisiaj miałem w ogródku z samego rana o godzinie 5.
Chleb ze smalcem z cebulką i majerankiem. Do tego swoje rzodkiewki iiii pierwsze! - gruntowe ogórki (zarąbiste) oraz trochę groszku. Jem to co mam. :) Dostosowuję się do rytmu natury.
Po śniadanku był agrest i maliny na trawienie, żeby dobrze fermentowało w środku.
I naprawdę można być szczęśliwym po takim posiłku.
Między nami to dla mnie na świecie są ważne tylko trzy sprawy.
1. Kobiety.
2. Alko.
3. Uczciwa praca.
Potem jest długo, długo nic. Łaziłem wczoraj późnym wieczorem w ciepłym deszczu. Ależ mięciutka ta deszczówka, 300l z nieba a później z dachu mi spadło prosto do beczek. Fajnie się w tym pierze łachy. Np. figi. (se żartuję)
Dobre śniadanko dzisiaj miałem w ogródku z samego rana o godzinie 5.
Chleb ze smalcem z cebulką i majerankiem. Do tego swoje rzodkiewki iiii pierwsze! - gruntowe ogórki (zarąbiste) oraz trochę groszku. Jem to co mam. :) Dostosowuję się do rytmu natury.
Po śniadanku był agrest i maliny na trawienie, żeby dobrze fermentowało w środku.
I naprawdę można być szczęśliwym po takim posiłku.
Zdrówko.
W literatce jest na dwa palce.
I desperados dla ukojenia.
Z głośników ryczy Peja.
http://www.youtube.com/watch?v=WCaL1eYQBjw
W literatce jest na dwa palce.
I desperados dla ukojenia.
Z głośników ryczy Peja.
http://www.youtube.com/watch?v=WCaL1eYQBjw
Wczoraj na juro obejrzałem powtórkę.
Czarne księżniczki :DD, poruszały się po murawie swobodnie i lekko jak kuny, ten luz mają w sobie.
Się nawet specjalnie nie skupiałem gdzie jest piłka ;).
Fajna ta Deborah Afriyie.
Co druga wygląda jak Tracy Chapman :)
http://www.youtube.com/watch?v=FodfkqfJrhQ&feature=related
Czarne księżniczki :DD, poruszały się po murawie swobodnie i lekko jak kuny, ten luz mają w sobie.
Się nawet specjalnie nie skupiałem gdzie jest piłka ;).
Fajna ta Deborah Afriyie.
Co druga wygląda jak Tracy Chapman :)
http://www.youtube.com/watch?v=FodfkqfJrhQ&feature=related
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Rychu o tym śpiewał.
Tylko posłuchaj uważnie.
O to chodzi.
http://rw0006.wrzuta.pl/audio/0lb6Apkgp05/ryszard_rynkowski_10_nazwij_to_snem
Tylko posłuchaj uważnie.
O to chodzi.
http://rw0006.wrzuta.pl/audio/0lb6Apkgp05/ryszard_rynkowski_10_nazwij_to_snem
Ależ upał.
Jankowski idzie w piach co uwidacznia tv.
Każdy kiedyś idzie.
My też pójdziemy.
Nalałem wannę lodowatej wody i zanurkowałem po czubek łba.
Lepiej mi.
Pijąc letniego speca w tej wannie zdradzę Wam jedną tajemnicę.
Świetnie pływam w wodzie. Każdym stylem. A pod wodą oddychając przeponą mogę walnąć 50metrów bez wynurzenia.
Nawet po 4 specach.
Ale to nie ta tajemnica.
Tajemnica jest inna:
Jeśli będziecie kiedyś chcieli zabrać swoją kobietę z depresji przez niziny, wyżyny, aż po same czubki górskich szczytów to wypłyńcie z nią upalną nocą wpław na sam środek jeziora. Jedną nogę ciasno zaplećcie wokół jej ud. I uprawiajcie spokojnie seks.
Zanurzajcie ją delikatnie i uważnie pod sam podbródek, zaś siebie, aż pod linię oczu. Musicie ją wydobyć znad powierzchni bardziej niż siebie. One to doceniają.
A to można zrobić tylko w dwójkę, tylko nocą i tylko na środku jeziora.
Musicie wręcz na granicy doskonałości wczuć się w siebie łapiąc regularny oddech i odwieczny rytm.
Wierzę w was mężczyźni. (nie za bardzo, ale wierzę)
Jankowski idzie w piach co uwidacznia tv.
Każdy kiedyś idzie.
My też pójdziemy.
Nalałem wannę lodowatej wody i zanurkowałem po czubek łba.
Lepiej mi.
Pijąc letniego speca w tej wannie zdradzę Wam jedną tajemnicę.
Świetnie pływam w wodzie. Każdym stylem. A pod wodą oddychając przeponą mogę walnąć 50metrów bez wynurzenia.
Nawet po 4 specach.
Ale to nie ta tajemnica.
Tajemnica jest inna:
Jeśli będziecie kiedyś chcieli zabrać swoją kobietę z depresji przez niziny, wyżyny, aż po same czubki górskich szczytów to wypłyńcie z nią upalną nocą wpław na sam środek jeziora. Jedną nogę ciasno zaplećcie wokół jej ud. I uprawiajcie spokojnie seks.
Zanurzajcie ją delikatnie i uważnie pod sam podbródek, zaś siebie, aż pod linię oczu. Musicie ją wydobyć znad powierzchni bardziej niż siebie. One to doceniają.
A to można zrobić tylko w dwójkę, tylko nocą i tylko na środku jeziora.
Musicie wręcz na granicy doskonałości wczuć się w siebie łapiąc regularny oddech i odwieczny rytm.
Wierzę w was mężczyźni. (nie za bardzo, ale wierzę)
"Mężczyźni wypływają na statkach
by uciec od grzechu i brudu miast
oglądają łożysko wieczornych gwiazd
z pokładu na plecach
i przekraczają równik
odprawiają rytuały aby wydobyć z ziemi zmarłych
niebezpieczne inicjacje
by zaznaczyć przejście na nowe poziomy
By czuć się na krawędzi egzorcyzmu
rytuał przekroczenia
By czekać lub szukać męskości
oświecenie bronią
Zabić dzieciństwo, niewinność
w jednej chwili".
Jim.
by uciec od grzechu i brudu miast
oglądają łożysko wieczornych gwiazd
z pokładu na plecach
i przekraczają równik
odprawiają rytuały aby wydobyć z ziemi zmarłych
niebezpieczne inicjacje
by zaznaczyć przejście na nowe poziomy
By czuć się na krawędzi egzorcyzmu
rytuał przekroczenia
By czekać lub szukać męskości
oświecenie bronią
Zabić dzieciństwo, niewinność
w jednej chwili".
Jim.
Ehe.
Ponieważ Johnniego wędrowniczka mam za dużo dzisiaj to będzie tak.
Najpierw poezja pisana Jimmiego po polsku:
"Burbon to przemyślny napój, przypominający
mleko odwagi, wytworną truciznę
z karaluchów i kory drzewa, liści
i skrzydeł muchy, oskrobanych z
ziemi, grubej powierzchni, menstrualne
ciecze bez wątpienia dodają swego splendoru.
To napój orła"
A teraz poezja śpiewana:
" Co robią
W hiacyntowym domu
Co robią
W hiacyntowym domu
By zadowolić lwy
Trzeba mi przyjaciela, który by głowy
nie zawracał mi
Trzeba mi przyjaciela, który czasu
nie oddałby mi
Trzeba mi kogoś,
Kogo nie trzeba mi
Widzę, że łazienka jest czysta
Myślę, że ktoś jest w pobliżu
Jestem pewny, że ktoś podąża za mną
O, tak
Dlaczego wyrzuciłeś
Waleta Kier
Dlaczego wyrzuciłeś
Waleta Kier
To jedyna karta,
którą mógłbym grać
Powtórzę raz jeszcze
Potrzebuję nowego przyjaciela
Powtórzę raz jeszcze
Potrzebuję nowego przyjaciela
Powtórzę raz jeszcze
Potrzebuję nowego przyjaciela"
http://www.youtube.com/watch?v=Bwvon-YQtBk
Ponieważ Johnniego wędrowniczka mam za dużo dzisiaj to będzie tak.
Najpierw poezja pisana Jimmiego po polsku:
"Burbon to przemyślny napój, przypominający
mleko odwagi, wytworną truciznę
z karaluchów i kory drzewa, liści
i skrzydeł muchy, oskrobanych z
ziemi, grubej powierzchni, menstrualne
ciecze bez wątpienia dodają swego splendoru.
To napój orła"
A teraz poezja śpiewana:
" Co robią
W hiacyntowym domu
Co robią
W hiacyntowym domu
By zadowolić lwy
Trzeba mi przyjaciela, który by głowy
nie zawracał mi
Trzeba mi przyjaciela, który czasu
nie oddałby mi
Trzeba mi kogoś,
Kogo nie trzeba mi
Widzę, że łazienka jest czysta
Myślę, że ktoś jest w pobliżu
Jestem pewny, że ktoś podąża za mną
O, tak
Dlaczego wyrzuciłeś
Waleta Kier
Dlaczego wyrzuciłeś
Waleta Kier
To jedyna karta,
którą mógłbym grać
Powtórzę raz jeszcze
Potrzebuję nowego przyjaciela
Powtórzę raz jeszcze
Potrzebuję nowego przyjaciela
Powtórzę raz jeszcze
Potrzebuję nowego przyjaciela"
http://www.youtube.com/watch?v=Bwvon-YQtBk
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Ależ piękny dzień.
Prawda, że "rano zawsze jest nadzieja" :)
http://www.youtube.com/watch?v=Yfzk4d67RIw
Prawda, że "rano zawsze jest nadzieja" :)
http://www.youtube.com/watch?v=Yfzk4d67RIw
Pora na coca colę z czymś dobrym.
Sześć prawdziwych dzisiaj znalazłem.
I ogromniaste kurki jakby rodem spod Czarnobyla.
To będzie długa noc.
http://www.youtube.com/watch?v=mK1ST0F0K1Y
Sześć prawdziwych dzisiaj znalazłem.
I ogromniaste kurki jakby rodem spod Czarnobyla.
To będzie długa noc.
http://www.youtube.com/watch?v=mK1ST0F0K1Y
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A ja z rańca se polazłem w las i osiem czerwonych koźlarzy żem przytachał.
I dwie kurki. (ktoś odkrył moją miejscówkę)
Przerobiłem fasolę, ogórasy i bób.
Nastawiłem dwa gąsiory 10l i 54l wina.
Potem najadłem się makaronu ze szpinakiem, czosnkiem i śmietaną.
Przegryzłem swoim bobem z okrasą masełka.
A teraz se nalałem łychę z lodem i gapię się jak kostki lodu roztapiają się i se myślę, że coś jeszcze bym przerobił dzisiaj gdybym tylko miał na podorędziu.
No i otrzymałem dostawę win i serów z samego serca Francji, cała lodówka capi od tych serów. Piękny zapach.
Odpalę sobie Floydów.
Jest pięknie.
Jutro będą burze.
http://www.youtube.com/watch?v=vyqgjCKm9nQ&feature=related
I dwie kurki. (ktoś odkrył moją miejscówkę)
Przerobiłem fasolę, ogórasy i bób.
Nastawiłem dwa gąsiory 10l i 54l wina.
Potem najadłem się makaronu ze szpinakiem, czosnkiem i śmietaną.
Przegryzłem swoim bobem z okrasą masełka.
A teraz se nalałem łychę z lodem i gapię się jak kostki lodu roztapiają się i se myślę, że coś jeszcze bym przerobił dzisiaj gdybym tylko miał na podorędziu.
No i otrzymałem dostawę win i serów z samego serca Francji, cała lodówka capi od tych serów. Piękny zapach.
Odpalę sobie Floydów.
Jest pięknie.
Jutro będą burze.
http://www.youtube.com/watch?v=vyqgjCKm9nQ&feature=related
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A ja odkryłem, że anomalia pogodowe mają większy wpływ na naturę, niźli nam się wydawało.
Okazało się, że Gustaw to dziewczyna. A bo wczoraj przypałętał się jakiś amant z lasu i regularnie cały dzień trwały zaloty i mizianie.
Ten absztyfikant to jakiś nerwowy, bo co człowiek się pojawił na horyzoncie to zaraz próbował się gdzieś ukryć. Ale trochę sobie ich popodglądałem.
Tylko dziwne, że w sierpniu. U żmij pora godowa to kwiecień-maj.
Myślicie, że będą młode?
Mimoza się wczoraj rozpruła. Ma cztery małe kotki. Jeden biało-szary i trzy szare, z czego jeden ciemniejszy a dwa jaśniejsze. Durna pała zrobiła sobie gniazdo pod paprociami. Sfora ją wytropiła w godzinę. To wieczorem cwaniara przeniosła młode w stertę sztachet ze starego płotu.
Okazało się, że Gustaw to dziewczyna. A bo wczoraj przypałętał się jakiś amant z lasu i regularnie cały dzień trwały zaloty i mizianie.
Ten absztyfikant to jakiś nerwowy, bo co człowiek się pojawił na horyzoncie to zaraz próbował się gdzieś ukryć. Ale trochę sobie ich popodglądałem.
Tylko dziwne, że w sierpniu. U żmij pora godowa to kwiecień-maj.
Myślicie, że będą młode?
Mimoza się wczoraj rozpruła. Ma cztery małe kotki. Jeden biało-szary i trzy szare, z czego jeden ciemniejszy a dwa jaśniejsze. Durna pała zrobiła sobie gniazdo pod paprociami. Sfora ją wytropiła w godzinę. To wieczorem cwaniara przeniosła młode w stertę sztachet ze starego płotu.
Wstałem dziś o 4 bo ładny wschód Słońca był.
Nie ma bata jesień nadchodzi.
Słońce wschodzi coraz bardziej z prawej.
Cykam mu foty bo przecie kiedyś się wypali.
Podobno znad Warty odlatują czajki.
Jarzębina się już ładnie czerwieni - była wiosna będzie niebawem jesień i zima, wszystko sunie po okręgu.
Dziś przed siódmą rano zajadałem ciastka w parku oliwskim, popijając mleko acidofilne grzecznie na ławeczce.
W Oliwie jest kilka wartych uwagi piekarnio-cukierni.
Parno było i zero ludzi. Kilka sikorek buszowało wśród drzew przyciętych na krótkopędy.
Olbrzymie karpie tam mają w stawku, wiecie.
I szczupaka uwidziałem ze 3kg miał.
I szczura co podkradał kasztany.
Bo przy głównym wejściu zaraz po lewej jest taki kasztanowiec, co jego gałęzie opadają wprost w wodną taflę stawu. To se podpłynął i jadł.
Wiem już, w której szczelinie szczurzaste mają tam siedzibę.
Dokarmiłem gołębie. Obsiadły mnie. Pogadałem z nimi.
Gazetę przeczytałem.
Jacyś kolesie chcieli poczęstować mnie piwem.
Odmówiłem.
Wieczorem mecz, nasze papudraki, kundle astrachańskie i gnidy dworskie grają z Kamerunem.
Życie jest piękne.
Robił ktoś z Was ogórki po meksykańsku w słoikach?
http://www.youtube.com/watch?v=ZGTW_2XBN3k&feature=related
Nie ma bata jesień nadchodzi.
Słońce wschodzi coraz bardziej z prawej.
Cykam mu foty bo przecie kiedyś się wypali.
Podobno znad Warty odlatują czajki.
Jarzębina się już ładnie czerwieni - była wiosna będzie niebawem jesień i zima, wszystko sunie po okręgu.
Dziś przed siódmą rano zajadałem ciastka w parku oliwskim, popijając mleko acidofilne grzecznie na ławeczce.
W Oliwie jest kilka wartych uwagi piekarnio-cukierni.
Parno było i zero ludzi. Kilka sikorek buszowało wśród drzew przyciętych na krótkopędy.
Olbrzymie karpie tam mają w stawku, wiecie.
I szczupaka uwidziałem ze 3kg miał.
I szczura co podkradał kasztany.
Bo przy głównym wejściu zaraz po lewej jest taki kasztanowiec, co jego gałęzie opadają wprost w wodną taflę stawu. To se podpłynął i jadł.
Wiem już, w której szczelinie szczurzaste mają tam siedzibę.
Dokarmiłem gołębie. Obsiadły mnie. Pogadałem z nimi.
Gazetę przeczytałem.
Jacyś kolesie chcieli poczęstować mnie piwem.
Odmówiłem.
Wieczorem mecz, nasze papudraki, kundle astrachańskie i gnidy dworskie grają z Kamerunem.
Życie jest piękne.
Robił ktoś z Was ogórki po meksykańsku w słoikach?
http://www.youtube.com/watch?v=ZGTW_2XBN3k&feature=related
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
przede wszystkim mam pytanie do zaawansowanych farmerów, a mianowicie, czy wysiana o tej porze roku rzodkiewka ma szanse na wydanie dojrzałych i smacznych plonów? Po porządkach w ogrodku zrobiło mi się calkiem sporo niezagospodarowanej przestrzeni i szkoda by się marnowała.
a co do Oliwy i jej zakamarków: pyszności są w cukierni na rogu obok pętli tramwajowej.
a w parku najwięcej szczurów można spotkać nad rzeczką od strony cmentarza.
dawno nie widziałam w parku wiewiórek, może to sprawka szczupaka...
a co do Oliwy i jej zakamarków: pyszności są w cukierni na rogu obok pętli tramwajowej.
a w parku najwięcej szczurów można spotkać nad rzeczką od strony cmentarza.
dawno nie widziałam w parku wiewiórek, może to sprawka szczupaka...
Gdzież tam za wcześnie... idealna pora aktualnie jest na rozsady truskaw, bo system korzeniowy, przynajmniej u moich młodych, jest już gicio.
Choć poczekać z niczym nie koliduje of course.
W chwili bieżącej mam deficyt truskawek - rozwijam plantację :) (serio) więc na mnie nie licz w tej materii.
Chyba, że byś chciała wino wyrabiać to mogę ciachnąć na jesieni parę łóz winorośli przerobowej w stylu ukraińskiego gołuboka, albo inne canadice czy peage, lub deserówkę bezpestkową do przekąszenia. Wsadzisz w glebę na kilka oczek w między czasie uzbroisz się w szkło, korki, rurki i po 3 latach będziesz jechać z wińskiem.
Choć poczekać z niczym nie koliduje of course.
W chwili bieżącej mam deficyt truskawek - rozwijam plantację :) (serio) więc na mnie nie licz w tej materii.
Chyba, że byś chciała wino wyrabiać to mogę ciachnąć na jesieni parę łóz winorośli przerobowej w stylu ukraińskiego gołuboka, albo inne canadice czy peage, lub deserówkę bezpestkową do przekąszenia. Wsadzisz w glebę na kilka oczek w między czasie uzbroisz się w szkło, korki, rurki i po 3 latach będziesz jechać z wińskiem.
Własne winogrona - opcja kusząca, jednak u mnie kiepsko z miejscem. Nie mam czegoś, co by mogło stanowić podporę dla winorośli. Płot ma max. 1,5 m a to za nisko. Jednak temat do przemyślenia, może znajdę inne rozwiązanie.
W tym roku będę zaopatrywać sie w butle i pozostałe akcesoria do wińska, bo naszło mnie na zrobienie wina z ryżu.
W tym roku będę zaopatrywać sie w butle i pozostałe akcesoria do wińska, bo naszło mnie na zrobienie wina z ryżu.
Ależ ładna, rzeźka noc.
Po deszczu niebo czyściutkie i rozgwieżdżone niebywale, wiatr rozgonił chmury i gdzieś sobie odleciał.
Nieboskłon jakby obniżony, satelity fruwają po swych podniebnych torach.
I jakiś Syriusz, czy inna Wenus na południowej stronie w jakiejś otoczce mgły emanuje lodowatym światłem.
Setki, tysiące, całe armady ślimaków ponownie wypełzły z łąk na chodniki. Kierują się swym ślizgiem w stronę lasu, szuflą można by je zbierać, łopatą sól sypać i w beczce obgotować. Hmm, ale wtedy to chyba złamałbym postanowienie, że jestem wege :)
Dobrego, twardego snu życzę wszystkim.
http://www.youtube.com/watch?v=KNYToEmZKWs&feature=related
Po deszczu niebo czyściutkie i rozgwieżdżone niebywale, wiatr rozgonił chmury i gdzieś sobie odleciał.
Nieboskłon jakby obniżony, satelity fruwają po swych podniebnych torach.
I jakiś Syriusz, czy inna Wenus na południowej stronie w jakiejś otoczce mgły emanuje lodowatym światłem.
Setki, tysiące, całe armady ślimaków ponownie wypełzły z łąk na chodniki. Kierują się swym ślizgiem w stronę lasu, szuflą można by je zbierać, łopatą sól sypać i w beczce obgotować. Hmm, ale wtedy to chyba złamałbym postanowienie, że jestem wege :)
Dobrego, twardego snu życzę wszystkim.
http://www.youtube.com/watch?v=KNYToEmZKWs&feature=related
Złapałem jakiś polski zasięg :))
Opijam się burczakiem.
Całkiem zapomniałem, że są narody umiejące bawić się tym, co potrafią sami zrobić. Burczak sprzedają przy drogach tak jak u nas arbuzy. Kosztuje 89 koron za 1,5 l butelkę. Brzuch mam już jak balon :)
Jutro przestawiam się na pivo, w końcu po to tutaj przyjechałem.
Cały dzień słoneczny, ciepły, i na luzie.
To właśnie lubię.
Jutro dzień w górach i pivo, pivo, pivo ....
Opijam się burczakiem.
Całkiem zapomniałem, że są narody umiejące bawić się tym, co potrafią sami zrobić. Burczak sprzedają przy drogach tak jak u nas arbuzy. Kosztuje 89 koron za 1,5 l butelkę. Brzuch mam już jak balon :)
Jutro przestawiam się na pivo, w końcu po to tutaj przyjechałem.
Cały dzień słoneczny, ciepły, i na luzie.
To właśnie lubię.
Jutro dzień w górach i pivo, pivo, pivo ....
No to juz wracam.
Siedzialem w http://www.usuchanku.com/, pensjonat we wsi z czterema domami. Mieszkalem w apartamencie na samym poddaszu - to male okienko w szczycie. Lodowka + telewizor w numerze. A na dole bar czynny do ostatniego goscia. A w barze taki scisk, ze nie szlo szpili wcisnac. I 5 rodzajow piwa lanego z beczek. Do tego kilka innych w butelkach. A najdrozszy kufel w barze w przeliczeniu na nasze 4 zl.
A spanie 60 zl od lebka za dobe.
I zarcie tez robia. I tez tanio.
W sobote byl rajd na starych rowerach i w starych ciuchach. O 10 piwo w barze, potem rowerami w gory, tam na placu fastyn z ogniskiem, zarciem, muzyka i piwem, a po festynie wszyscy rowerami na dol na piwo do baru.
A w barze atmosfera jak u Kalicha.
Tak sem rad.
Siedzialem w http://www.usuchanku.com/, pensjonat we wsi z czterema domami. Mieszkalem w apartamencie na samym poddaszu - to male okienko w szczycie. Lodowka + telewizor w numerze. A na dole bar czynny do ostatniego goscia. A w barze taki scisk, ze nie szlo szpili wcisnac. I 5 rodzajow piwa lanego z beczek. Do tego kilka innych w butelkach. A najdrozszy kufel w barze w przeliczeniu na nasze 4 zl.
A spanie 60 zl od lebka za dobe.
I zarcie tez robia. I tez tanio.
W sobote byl rajd na starych rowerach i w starych ciuchach. O 10 piwo w barze, potem rowerami w gory, tam na placu fastyn z ogniskiem, zarciem, muzyka i piwem, a po festynie wszyscy rowerami na dol na piwo do baru.
A w barze atmosfera jak u Kalicha.
Tak sem rad.
Gustlikowa. Mój bar jest czynny od godz. 7 rano., zaś godziny zamknięcia są subtelnie płynne - byle mieć co sączyć to i do wschodu Słońca można śmiało koczować. Nikt nie wygoni.
Skąd w ogóle to Twoje zainteresowanie moim rytmem dobowym?
Manson. Fajno, żeś rad. I pięknie. Widzi mnie się to okienko. :) Też bym tam przygarował na tym strychu.
"W sobote byl rajd na starych rowerach i w starych ciuchach" - muszę zdradzić Ci, że jak czytam takie Twoje zdania Mansonie to pysk mi się uśmiecha. Kojące zdanie, dające nadzieję, że nie wszyscy ludzie oszaleli. Ale tak, to pisać umiesz tylko Ty. I może Ćma po Marani by potrafiła.
Dopiję te pół specjala co przede mną stoi ku temu, żeby szeroka droga Cię w domowe pielesze wiodła. Wtedy będę miał powód otworzyć kolejnego :)
http://www.youtube.com/watch?v=icNDUKK2TIU
Skąd w ogóle to Twoje zainteresowanie moim rytmem dobowym?
Manson. Fajno, żeś rad. I pięknie. Widzi mnie się to okienko. :) Też bym tam przygarował na tym strychu.
"W sobote byl rajd na starych rowerach i w starych ciuchach" - muszę zdradzić Ci, że jak czytam takie Twoje zdania Mansonie to pysk mi się uśmiecha. Kojące zdanie, dające nadzieję, że nie wszyscy ludzie oszaleli. Ale tak, to pisać umiesz tylko Ty. I może Ćma po Marani by potrafiła.
Dopiję te pół specjala co przede mną stoi ku temu, żeby szeroka droga Cię w domowe pielesze wiodła. Wtedy będę miał powód otworzyć kolejnego :)
http://www.youtube.com/watch?v=icNDUKK2TIU
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
hyhyhy z rana se czytałem "Czy pani chce wyjść za mąż? Sto poufnych rad dla panien na wydaniu? autorstwa Bronisława Gumplowicza z roku 1937.
Kilka rad mnie naprawdę zabiło.
Punkt 6.
"kiedy panna może stawiać kawalerom propozycję zabawy, tańców, hulanek itp.?"
- "Jakiekolwiek zalety posiada panna i ktokolwiek jest jej narzeczonym, nie wolno dawać jej impulsu do wspólnych wybryków i hulanek"
Albo punkt 11
"Jak zachowuje się panna na dzień przed ślubem?"
- Na dzień przed ślubem, w błogosławionym spokoju, panna słyszy tylko bicie swego serca(...) Chce jutro być zdrową, świeżą i dobrze wyglądającą dla Niego!".
Co jedna rada to lepszy rodzynek. :)
Idę na grzyby w świetnym humorze.
Kilka rad mnie naprawdę zabiło.
Punkt 6.
"kiedy panna może stawiać kawalerom propozycję zabawy, tańców, hulanek itp.?"
- "Jakiekolwiek zalety posiada panna i ktokolwiek jest jej narzeczonym, nie wolno dawać jej impulsu do wspólnych wybryków i hulanek"
Albo punkt 11
"Jak zachowuje się panna na dzień przed ślubem?"
- Na dzień przed ślubem, w błogosławionym spokoju, panna słyszy tylko bicie swego serca(...) Chce jutro być zdrową, świeżą i dobrze wyglądającą dla Niego!".
Co jedna rada to lepszy rodzynek. :)
Idę na grzyby w świetnym humorze.
Temat sadzonek aktualny i jakby co to nie zwlekaj za długo.
Można odebrać u mnie w lesie, albo umówić się ze mną w Trójmieście.
Niestety, u mnie trochę szybciej jesień nadchodzi i truskawki już zasychają, więc sadzonki mogą mieć problem z zakorzenieniem. Ale jak chcesz to próbuj. Ile krzaczorków Ci wyciąć?
Mogę być w Trójmieście w poniedziałek. W weekend (czyli od jutra) mam najazd zaprzyjaźnionych grzybiarzy.
A budweisa została mi już tylko skrzynka to chętnie przy okazji odnowię zapasy.
Można odebrać u mnie w lesie, albo umówić się ze mną w Trójmieście.
Niestety, u mnie trochę szybciej jesień nadchodzi i truskawki już zasychają, więc sadzonki mogą mieć problem z zakorzenieniem. Ale jak chcesz to próbuj. Ile krzaczorków Ci wyciąć?
Mogę być w Trójmieście w poniedziałek. W weekend (czyli od jutra) mam najazd zaprzyjaźnionych grzybiarzy.
A budweisa została mi już tylko skrzynka to chętnie przy okazji odnowię zapasy.
Dobre odczucie.
Ale wierz mi na słowo, że czarny budweis butelkowy smakuje 20% tego co ten sam z beczki. Szczególnie na końcu wyciągu u Petra w Pecu. Tym razem w CZ opijałem się czarnym staropramenem. I było zacnie. Nie wiem, dlaczego korporacja postury Żywca w CZ potrafi robić piwo, a Żywiec nie.
Kupiłem trochę czarnego primatora 24, i wiesz co? wyczuwam w nim smak spirtu. Coś się chłopakom zchrzaniło - albo nie wyleżakowany, albo za ciepło na niego. Mroźną zimą smakuje lepiej. Wepchnąłem go do piwniczki, niech czeka.
Przesiedziałem wieczór w knajpie u mojego przyjaciela Milana. Obejrzałem młodzieżowy mecz Czechów, opiłem sie piwa, wciągnąłem hermelina z frytkami (nie pamiętam już, kiedy poprzednio wciągałem frytki). I chłonąłem atmosferę czeskiej gospody. Jeśli otwierać knajpę, to tylko w CZ. Czy u nas jest możliwe żeby gospoda w 600 osobowej wiosce sprzedawała 200 obiadów dzień w dzień? Bo u nich jest. I to piwo, najlepsze na świecie, po 23 korony (najdroższe, są i tańsze). I dziewczyny, ładne nawet przed pierwszym piwem.
Ale wierz mi na słowo, że czarny budweis butelkowy smakuje 20% tego co ten sam z beczki. Szczególnie na końcu wyciągu u Petra w Pecu. Tym razem w CZ opijałem się czarnym staropramenem. I było zacnie. Nie wiem, dlaczego korporacja postury Żywca w CZ potrafi robić piwo, a Żywiec nie.
Kupiłem trochę czarnego primatora 24, i wiesz co? wyczuwam w nim smak spirtu. Coś się chłopakom zchrzaniło - albo nie wyleżakowany, albo za ciepło na niego. Mroźną zimą smakuje lepiej. Wepchnąłem go do piwniczki, niech czeka.
Przesiedziałem wieczór w knajpie u mojego przyjaciela Milana. Obejrzałem młodzieżowy mecz Czechów, opiłem sie piwa, wciągnąłem hermelina z frytkami (nie pamiętam już, kiedy poprzednio wciągałem frytki). I chłonąłem atmosferę czeskiej gospody. Jeśli otwierać knajpę, to tylko w CZ. Czy u nas jest możliwe żeby gospoda w 600 osobowej wiosce sprzedawała 200 obiadów dzień w dzień? Bo u nich jest. I to piwo, najlepsze na świecie, po 23 korony (najdroższe, są i tańsze). I dziewczyny, ładne nawet przed pierwszym piwem.
A to fajowsko Mansonie miałeś.
Jakbyś bardzo chciał ;) to ewentualnie mogę dokooptować z 15 sadzonek dla Mayasun, bo mam zadołowane i pojutrze wysadzam. Powiedz jej tylko ;) żeby zjawiła się na Obłużu na płk Dąbka w sobotę ;))
Jakbyś bardzo chciał ;) to ewentualnie mogę dokooptować z 15 sadzonek dla Mayasun, bo mam zadołowane i pojutrze wysadzam. Powiedz jej tylko ;) żeby zjawiła się na Obłużu na płk Dąbka w sobotę ;))
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Oddałeś mi parciane siatki a sam dźwigasz w reklamówkach???
Nie lubię września. Latają mi po lesie hordy barbarzyńców, drapiące ściółkę w poszukiwaniu mikroskopijnych kurek. Drą papy i ciskają mi gdzie się da pety i puszki po piwie. Nie, żebym coś miał przeciwko piciu piwa w lesie, a weź jeden z drugim cymbale tę swoja puszkę czy butelkę i targaj ze sobą, a nie ciepaj gdzie bądź. Ja to potem po takich sierotach muszę sprzątać. Dzisiaj rano podczas porannego półgodzinnego spaceru ze sforą spotkałem 18 (!) grzybiarzy. Wszyscy w moim lesie. Szczęście, że sfora robi wrażenie to mi przynajmniej pod płot nie podchodzą. Przez Entowe Miejsce przeszło dzisiaj 10, a ja poszedłem po nich i zebrałem koszyk koźlarzy + 2 prawdziwki. Po południu poszedłem, nie lubię ścisku.
I z dwojga złego wolę miejscowych, oni przynajmniej zabierają swoje butelki ze sobą, bo 35 gr też pieniądz.
Drogi dojazdowe zawaliłem pniami. Przestali mi żużlować pod oknem o 6 rano i parkować pod domem.
I że też chce im się dygać taki kawał i tak wcześnie.
Nie lubię września. Latają mi po lesie hordy barbarzyńców, drapiące ściółkę w poszukiwaniu mikroskopijnych kurek. Drą papy i ciskają mi gdzie się da pety i puszki po piwie. Nie, żebym coś miał przeciwko piciu piwa w lesie, a weź jeden z drugim cymbale tę swoja puszkę czy butelkę i targaj ze sobą, a nie ciepaj gdzie bądź. Ja to potem po takich sierotach muszę sprzątać. Dzisiaj rano podczas porannego półgodzinnego spaceru ze sforą spotkałem 18 (!) grzybiarzy. Wszyscy w moim lesie. Szczęście, że sfora robi wrażenie to mi przynajmniej pod płot nie podchodzą. Przez Entowe Miejsce przeszło dzisiaj 10, a ja poszedłem po nich i zebrałem koszyk koźlarzy + 2 prawdziwki. Po południu poszedłem, nie lubię ścisku.
I z dwojga złego wolę miejscowych, oni przynajmniej zabierają swoje butelki ze sobą, bo 35 gr też pieniądz.
Drogi dojazdowe zawaliłem pniami. Przestali mi żużlować pod oknem o 6 rano i parkować pod domem.
I że też chce im się dygać taki kawał i tak wcześnie.
No już jest dobrze :))
Chciałem się podzielić pewnym spostrzeżeniem. (właściwie to mi trochę wstyd, ale tylko trochę)
Otóż właśnie przed kilkoma minutami przypomniałem sobie, że mam na wikcie i opierunku kota.
Remont w chałupie skutecznie pozwolił mi żeby zapomnieć o jego bytności.
Zupełnie nie wiem co robił, co jadł i gdzie spał przez ostatni tydzień. Kiedy zobaczyłem na balkonie trzy kości - takie jakie żrą duże psy - to skumałem, że mam kota. (ale dumny to byłem, że se bestia radzi beze mnie)
Godzinę go nawoływałem z łąk. Wrócił jakiś półdziki, nawiedzony i z wybałuszonymi oczami.
Nażarł się zawartością dwóch saszetek.
Teraz tuli się, wydaje przeróżne dziwaczno-magiczne odgłosy, w między czasie burczy, udeptuje mi klatę jakby nawąchał się valeriany i szukał własnego ogona.
Ale nie ma bata - zanim się dokładnie nie umyje to na wyro nie ma prawa wejścia.
Lubię tę bestię.
Chciałem się podzielić pewnym spostrzeżeniem. (właściwie to mi trochę wstyd, ale tylko trochę)
Otóż właśnie przed kilkoma minutami przypomniałem sobie, że mam na wikcie i opierunku kota.
Remont w chałupie skutecznie pozwolił mi żeby zapomnieć o jego bytności.
Zupełnie nie wiem co robił, co jadł i gdzie spał przez ostatni tydzień. Kiedy zobaczyłem na balkonie trzy kości - takie jakie żrą duże psy - to skumałem, że mam kota. (ale dumny to byłem, że se bestia radzi beze mnie)
Godzinę go nawoływałem z łąk. Wrócił jakiś półdziki, nawiedzony i z wybałuszonymi oczami.
Nażarł się zawartością dwóch saszetek.
Teraz tuli się, wydaje przeróżne dziwaczno-magiczne odgłosy, w między czasie burczy, udeptuje mi klatę jakby nawąchał się valeriany i szukał własnego ogona.
Ale nie ma bata - zanim się dokładnie nie umyje to na wyro nie ma prawa wejścia.
Lubię tę bestię.
Ty masz pamięć. ;)
Ehe wyjątkowo. Jak mnie w****i@ją te foliowe torebki za 10gr. Toć mnie się w to mieści co najwyżej szczoteczka do zębów, tubka pasty i paczka chusteczek, a nie zakupy spożywcze. E tam.
A weź no strzelaj do nich co śmiecą. Kup broń palną. Albo kuszę będzie zabawniej.
"Drogi dojazdowe zawaliłem pniami" hehehehe czeknij łyknę suto bo się zadławię śmiechem po lekturze tego zdania. buahahahahaha
Ehe wyjątkowo. Jak mnie w****i@ją te foliowe torebki za 10gr. Toć mnie się w to mieści co najwyżej szczoteczka do zębów, tubka pasty i paczka chusteczek, a nie zakupy spożywcze. E tam.
A weź no strzelaj do nich co śmiecą. Kup broń palną. Albo kuszę będzie zabawniej.
"Drogi dojazdowe zawaliłem pniami" hehehehe czeknij łyknę suto bo się zadławię śmiechem po lekturze tego zdania. buahahahahaha
correct
nie w****i@ją mnie torebki jako takie :) tylko to ludzkie gremium, które w swych mózgach wielkości kolibra wydumało takie siatki. Ale spoko.
Byłem na spacerku.
Siąpi mżawka.
Szkoda, że ciemno jeszcze, bo bym na grzybki wyskoczył.
Skm'ki śpią na rozjazdach przy lokomotywowni, a graficiarze z pewnością czają się gdzieś w zaroślach śledząc autko kolesi z firmy security, którzy wykonują n-te okrążenie.
Jak widzę takie zasapane, styrane i chronicznie przemęczone składy skm'ek (czy ja za bardzo animizuję?) to przypomina mi się ostatnia scena z filmu Collateral jak o świcie wagon metra z śmiertelnie postrzelonym Tomem Cruisem zjeżdża gdzieś na bocznicę.
Niebo dzisiaj ciężko zakryte.
To se otworzę speca.
nie w****i@ją mnie torebki jako takie :) tylko to ludzkie gremium, które w swych mózgach wielkości kolibra wydumało takie siatki. Ale spoko.
Byłem na spacerku.
Siąpi mżawka.
Szkoda, że ciemno jeszcze, bo bym na grzybki wyskoczył.
Skm'ki śpią na rozjazdach przy lokomotywowni, a graficiarze z pewnością czają się gdzieś w zaroślach śledząc autko kolesi z firmy security, którzy wykonują n-te okrążenie.
Jak widzę takie zasapane, styrane i chronicznie przemęczone składy skm'ek (czy ja za bardzo animizuję?) to przypomina mi się ostatnia scena z filmu Collateral jak o świcie wagon metra z śmiertelnie postrzelonym Tomem Cruisem zjeżdża gdzieś na bocznicę.
Niebo dzisiaj ciężko zakryte.
To se otworzę speca.
...zdrówko :)
czuję się dzisiaj jak ta pogoda za oknem,szara,ciężka i zbiera mi się na płacz...
http://www.youtube.com/watch?v=tel6LjgLDCI
aby tylko do wieczora!!!!
http://www.youtube.com/watch?v=xw_OEU2U4W8
czuję się dzisiaj jak ta pogoda za oknem,szara,ciężka i zbiera mi się na płacz...
http://www.youtube.com/watch?v=tel6LjgLDCI
aby tylko do wieczora!!!!
http://www.youtube.com/watch?v=xw_OEU2U4W8
c. możesz dorzucić trochę swoich mini krzaczorów truskawkowych. Wczoraj zrobiłam w ogrodzie miejsce na truskawy. Wielkie zielsko wyrzuciłam, ziemię skopałam i teraz czeka sobie na nowych lokatorów.
Kusisz tym lasem, a tu praca i praca :( A w weekendy w lesie jest więcej ludzi niż drzew i żadna przyjemność z takiego relaksu.
Kusisz tym lasem, a tu praca i praca :( A w weekendy w lesie jest więcej ludzi niż drzew i żadna przyjemność z takiego relaksu.
Mayasun - ja tam nie będę nikogo trzeciego angażował w rozparcelowywanie i dostawę. Zobaczę w sobotę ile mi zostanie krzaczków i jeśli obiektywnie będzie warto to dam znać i w niedzielę mogę podrzucić, ale tylko jeśli tych krzaczków będzie przynajmniej z 20szt.
Mała - e tam, wiesz, po lampce wina w lesie, grzyby same włażą do koszyka. Nie wierzysz? Spytaj Mansona on się na tym zna.
Mała - e tam, wiesz, po lampce wina w lesie, grzyby same włażą do koszyka. Nie wierzysz? Spytaj Mansona on się na tym zna.
A skąd ja niby mam to wiedzieć? Bałbym się wyjść do lasu po jednej (!?) lampce.
Suszary pracują u mnie na okrętę, a ja rozpracowuję schemat pieca do suszenia grzybów. Opalanego biomasą.
Mayasun, coś Ci tam wydziergam na poniedziałek. Sadzonki truskaw dobrze jest sadzić w ziemi nawiezionej obornikiem. I należy po posadzeniu podlać nawozem mineralnym coby sie zakorzeniły. Ja jeszcze dodatkowo na zimę zasypuję sadzonki liśćmi. Dam Ci wieczorem namiar na maila, dobrze by było gdybyś mogła wyskoczyć z pracy i odebrać ode mnie zielsko, możliwe?
Idę powalczyć z powalonymi drzewami. Ostatni tajfun wywalił mi ponad setkę drzew. W tym wierzbę na podwórku. Nie będą miały na wiosnę gdzie trzmiele zbierać pyłku. Szkoda.
Suszary pracują u mnie na okrętę, a ja rozpracowuję schemat pieca do suszenia grzybów. Opalanego biomasą.
Mayasun, coś Ci tam wydziergam na poniedziałek. Sadzonki truskaw dobrze jest sadzić w ziemi nawiezionej obornikiem. I należy po posadzeniu podlać nawozem mineralnym coby sie zakorzeniły. Ja jeszcze dodatkowo na zimę zasypuję sadzonki liśćmi. Dam Ci wieczorem namiar na maila, dobrze by było gdybyś mogła wyskoczyć z pracy i odebrać ode mnie zielsko, możliwe?
Idę powalczyć z powalonymi drzewami. Ostatni tajfun wywalił mi ponad setkę drzew. W tym wierzbę na podwórku. Nie będą miały na wiosnę gdzie trzmiele zbierać pyłku. Szkoda.
mój tata ma przepis na suszarkę do grzybów:
metalowe pudło z listwami po bokach żeby było na czym kłaść sitka, a pod spodem farelka.
Wygląda to jak ruski łazik księżycowy, żre prąd podobnie, ale grzyby robią się suche już na sam widok.
metalowe pudło z listwami po bokach żeby było na czym kłaść sitka, a pod spodem farelka.
Wygląda to jak ruski łazik księżycowy, żre prąd podobnie, ale grzyby robią się suche już na sam widok.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Grzybiarze już śpią. Zbierają siły na poranny podbój borów. A ja spijam nieśpiesznie ostatniego (???) specjala, słucham ACIDów, i myślę sobie, że wszechświat jest kurna duży.
Będę mayasun przed południem.
Czerwony terenowy belfegor nie umknie Twojej skoncentrowanej uwadze.
Gdzie mam stanąć? Przy gratkowym sensum strictum na koniu z buławą? Czy gdzieś jeszcze tam?
Będę mayasun przed południem.
Czerwony terenowy belfegor nie umknie Twojej skoncentrowanej uwadze.
Gdzie mam stanąć? Przy gratkowym sensum strictum na koniu z buławą? Czy gdzieś jeszcze tam?
Mayasun wysadziłem dzisiaj co miałem i zostało mi trochę sadzonek, a bo ja wiem ile. Zadołowane są w klombie, więc ciężko określić ile. Z 20szt na pewno. Może więcej. Jutro nie dam rady, ale w nadchodzący po niedzieli poniedziałek mogę podrzucić Tobie, ale tylko pod warunkiem, że lubisz truskawki ;) bo wiesz co... te krzaczki co je mam to ich listki kładą się w stronę Gdańska ;D znaczy ciągnie je tam ;)
Manson mów do niej po ludzku. Skąd ona ma widzieć co to gratkowe sensum strictum, przy którym co niedziela w południe, ponoć do dzisiaj, pojawia się płk Kiszczak ? A Ty będziesz w tym Gdańsku coś jeszcze robił? Może napilibyśmy się czegoś zimnego. Ja stawiam. Co? Mogę być przed południem.
Manson mów do niej po ludzku. Skąd ona ma widzieć co to gratkowe sensum strictum, przy którym co niedziela w południe, ponoć do dzisiaj, pojawia się płk Kiszczak ? A Ty będziesz w tym Gdańsku coś jeszcze robił? Może napilibyśmy się czegoś zimnego. Ja stawiam. Co? Mogę być przed południem.
SUPER, byleby włodarze mojego poletka nie stwierdzili za rok, ze jest to idelane miejsce na parking. Dobrze, ze w papierach mają namieszane, więc ta przykra dla mnie decyzja bedzie sie odwlekac.
Manson, to inteligenty facet, sprawdził co trzeba i prawdę mówiąc w życiu bym nie wymyśliła bardziej tajemniczej i przyjemnej nazwy tego miejsca niż 'gratkowe sensum strictum na koniu z buławą" Chyba, ze to jakiś wasz tajemny kod, a ja tylko wpasowałam tę nazwę do miejsca.
A za truskawki oraz za wszystko co zwą zielskiem, a ich marne podróby mozna znaleźć w warzywniakach i na rynku, to duszę diabełkowi bym oddała. A najbardziej to za bób z własnej uprawy.
Na pewno truskaweczkom będzie dobrze u mnie. A jeśli będzie cie niepokoić, czy oby na pewno ich nie krzywdzę, to możesz je odwiedzać.
o tutaj będą:

Uploaded with ImageShack.us
Manson, to inteligenty facet, sprawdził co trzeba i prawdę mówiąc w życiu bym nie wymyśliła bardziej tajemniczej i przyjemnej nazwy tego miejsca niż 'gratkowe sensum strictum na koniu z buławą" Chyba, ze to jakiś wasz tajemny kod, a ja tylko wpasowałam tę nazwę do miejsca.
A za truskawki oraz za wszystko co zwą zielskiem, a ich marne podróby mozna znaleźć w warzywniakach i na rynku, to duszę diabełkowi bym oddała. A najbardziej to za bób z własnej uprawy.
Na pewno truskaweczkom będzie dobrze u mnie. A jeśli będzie cie niepokoić, czy oby na pewno ich nie krzywdzę, to możesz je odwiedzać.
o tutaj będą:

Uploaded with ImageShack.us
Manson to co?
Napijemy się w najbliższy poniedziałek w Gdańsku trochę?
Ja stawiam.
Mayasun, ja prosty i tępy chłop jestem. Weź no mi mów gdzie w centrum gd. i o której godzinie mam być w poniedziałek z tymi zdrowymi krzaczorami. To może podjadę. ;) (no podjadę przecie)
Napijemy się w najbliższy poniedziałek w Gdańsku trochę?
Ja stawiam.
Mayasun, ja prosty i tępy chłop jestem. Weź no mi mów gdzie w centrum gd. i o której godzinie mam być w poniedziałek z tymi zdrowymi krzaczorami. To może podjadę. ;) (no podjadę przecie)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Gut,
Myślałem, że przeciw ostrzu zwykłego noża, w obronie wydumanych wartości wyciągniesz przebiegle zza kaptura siekierę i ciśniesz nią w moje czoło.
Mogę zostać Waszym gościem, jeśli tylko wyrazicie taką chęć.
Zobowiązuję się być gościem na jakimś tam poziomie hehehehehe
Mów jak Ci pasi.
A się pojawię z znikąd.
Myślałem, że przeciw ostrzu zwykłego noża, w obronie wydumanych wartości wyciągniesz przebiegle zza kaptura siekierę i ciśniesz nią w moje czoło.
Mogę zostać Waszym gościem, jeśli tylko wyrazicie taką chęć.
Zobowiązuję się być gościem na jakimś tam poziomie hehehehehe
Mów jak Ci pasi.
A się pojawię z znikąd.
I pamiętaj Mansonie.
Zapamiętaj to dobrze.
Księżniczki nigdy, ale to przenigdy nie transportują truskawkowych rozsad skm'ką.
Dobrze.
Żeby się za bardzo nie podniecać i rozpisywać. Skrócę maksymalnie.
Dla mnie są dwie opcje:
1- wsza - wpadam go Gd. około 17 w konkretne miejsce wyznaczone przez Mayasun, jak śpiewał Riedel poznasz mnie po czarnym kapeluszu, więc bez obaw i absolutnie nie bałamucąc słonecznej Majki co lubi truskawki, wręczam jej co wręczyć mam.
Opcja namber 2- Manson wpada do Gd. około 17 łączę się z Mansonem w parę ;) po czym wyławiamy naszym czujnym wzrokiem myśliwych, zmęczoną po pracy pracowitą pszczółkę Maję, co jej drugim domem jest Słońce, przekazujemy to co mamy i dajemy dyla do mansonowego lasu.
Zapamiętaj to dobrze.
Księżniczki nigdy, ale to przenigdy nie transportują truskawkowych rozsad skm'ką.
Dobrze.
Żeby się za bardzo nie podniecać i rozpisywać. Skrócę maksymalnie.
Dla mnie są dwie opcje:
1- wsza - wpadam go Gd. około 17 w konkretne miejsce wyznaczone przez Mayasun, jak śpiewał Riedel poznasz mnie po czarnym kapeluszu, więc bez obaw i absolutnie nie bałamucąc słonecznej Majki co lubi truskawki, wręczam jej co wręczyć mam.
Opcja namber 2- Manson wpada do Gd. około 17 łączę się z Mansonem w parę ;) po czym wyławiamy naszym czujnym wzrokiem myśliwych, zmęczoną po pracy pracowitą pszczółkę Maję, co jej drugim domem jest Słońce, przekazujemy to co mamy i dajemy dyla do mansonowego lasu.
Jawoll.
To prościej.
Ja po prostu tam będę o 17 i będę oczekiwał.
Czasami tam gołębie przylatują to se je dokarmię.
Uwielbiam tekst tej piosenki.
"
Poznałem go po czarnym kapeluszu,
wszedł chwiejnie do małego baru.
"Hej! Przyjacielu!" - zawołałem za nim,
lecz nie, nie odwrócił się
Poszedłem za nim przyspieszając kroku,
nie byłem pewien czy to on.
Ale ten kapelusz był tak podobny,
do tego który nosił John.
Tam w barze stoły okalane dymem,
przy jednym usiadł właśnie on.
"Hej Przyjacielu!" - zawołałem doń,
lecz już widziałem, że robię błąd-to nie on!
Spytałem, czy nie napił by się ze mną,
widział, gdy wziąłem kufle dwa.
"Słuchaj, pomyliłem Cię z moim przyjacielem" -
powiedziałem odwracając twarz.
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
i w końcu powiedział chłodno, że
jeszcze nikt nie nazwał go przyjacielem
No i odwrócił się odchodząc w stronę drzwi.
Zrobiło mi się jakoś głupio poczułem dziwny żal
"Hej Przyjacielu!" - zawołałem za nim,
lecz nie, nie odwrócił się, a a a...
"Hej Przyjacielu!" - zawołałem za nim,
lecz nie, nie odwrócił się".
http://surykaat.wrzuta.pl/audio/2H0sHc6GNos/dzem_-_poznalem_go_po_czarnym_kapeluszu
To prościej.
Ja po prostu tam będę o 17 i będę oczekiwał.
Czasami tam gołębie przylatują to se je dokarmię.
Uwielbiam tekst tej piosenki.
"
Poznałem go po czarnym kapeluszu,
wszedł chwiejnie do małego baru.
"Hej! Przyjacielu!" - zawołałem za nim,
lecz nie, nie odwrócił się
Poszedłem za nim przyspieszając kroku,
nie byłem pewien czy to on.
Ale ten kapelusz był tak podobny,
do tego który nosił John.
Tam w barze stoły okalane dymem,
przy jednym usiadł właśnie on.
"Hej Przyjacielu!" - zawołałem doń,
lecz już widziałem, że robię błąd-to nie on!
Spytałem, czy nie napił by się ze mną,
widział, gdy wziąłem kufle dwa.
"Słuchaj, pomyliłem Cię z moim przyjacielem" -
powiedziałem odwracając twarz.
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
i w końcu powiedział chłodno, że
jeszcze nikt nie nazwał go przyjacielem
No i odwrócił się odchodząc w stronę drzwi.
Zrobiło mi się jakoś głupio poczułem dziwny żal
"Hej Przyjacielu!" - zawołałem za nim,
lecz nie, nie odwrócił się, a a a...
"Hej Przyjacielu!" - zawołałem za nim,
lecz nie, nie odwrócił się".
http://surykaat.wrzuta.pl/audio/2H0sHc6GNos/dzem_-_poznalem_go_po_czarnym_kapeluszu
Mayasun bądź w poniedziałek około 17 tu:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/35/Pomnik_Sobieskiego_w_Gdansku.jpg/469px-Pomnik_Sobieskiego_w_Gdansku.jpg
Lubię jasne sytuacje. :))))
Idę po piwo.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/35/Pomnik_Sobieskiego_w_Gdansku.jpg/469px-Pomnik_Sobieskiego_w_Gdansku.jpg
Lubię jasne sytuacje. :))))
Idę po piwo.
uprising polecam. wyzwala zdrowy gniew. ale poniższe dzieło dowodzi, że ten zespół działa trochę na zasadzie "dla każdego coś miłego." blablabla wszyscy byliśmy ofiarami totalitaryzmu blablabla. oni tylko wykonywali rozkazy blablabla.
a to że jedne ofiary totalitaryzmu gazowały i paliły w piecach drugie ofiary totalitaryzmu, to że jedne ofiary totalitaryzmu siedziały w myśliwcach i strzelały do drugich ofiar totalitaryzmu pracujących na polach, to już jakieś jątrzenie i podjudzanie. na woli też jedne ofiary totalitaryzmu wykonały rozkaz i rozstrzelały 59 i pół tysiąca innych ofiar totalitaryzmu.
no i nie zapominajmy o ofiarach totalitaryzmu ze wschodu. ostatnio mój prezydent jakis pomnik im w ossowie chciał odsłaniać. pech chciał, że wstrętne mohery zaprotestowały. nic straconego. 17 września niedługo. może nałęcz z bronkiem coś odsłonią z tej okazji. byleby barierek starczyło żeby przed moherami odgrodzić bo pod pałacem sporo tego już zużyto
http://www.youtube.com/watch?v=OvJoUvEe8qA
a to że jedne ofiary totalitaryzmu gazowały i paliły w piecach drugie ofiary totalitaryzmu, to że jedne ofiary totalitaryzmu siedziały w myśliwcach i strzelały do drugich ofiar totalitaryzmu pracujących na polach, to już jakieś jątrzenie i podjudzanie. na woli też jedne ofiary totalitaryzmu wykonały rozkaz i rozstrzelały 59 i pół tysiąca innych ofiar totalitaryzmu.
no i nie zapominajmy o ofiarach totalitaryzmu ze wschodu. ostatnio mój prezydent jakis pomnik im w ossowie chciał odsłaniać. pech chciał, że wstrętne mohery zaprotestowały. nic straconego. 17 września niedługo. może nałęcz z bronkiem coś odsłonią z tej okazji. byleby barierek starczyło żeby przed moherami odgrodzić bo pod pałacem sporo tego już zużyto
http://www.youtube.com/watch?v=OvJoUvEe8qA
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Oj, było nie było to komercja jest. Nie chodzi o Sabaton, ale o emocje, które wyzwala. Pewnie nie nadawałbym się na wermachtowca. Nie wykonuję niczyich rozkazów. W zasadzie to chyba nie nadawałbym się na nikogo. Chociaż nie, kumpela zostawiła okulary przeciwsłoneczne. Nadawałbym się na bliźniaka Gibbonsa. Albo Hilla, jak kto woli.
Może by już ktoś wrócił przed komp?
Siedzę tutaj cały dzień, bo hordy w lesie.
Chociaż nie, o 17 poszedłem na grzyby i zebrałem pełen koszyk malutkich podgrzybków i maślaków.
I nie było juz hord.
Ale teraz bym z kims pogadał.
Kupiłem colę jak Brachol sugerował i jeszcze się tu skuję w samotności.
Samotność w sieci.
Siedzę tutaj cały dzień, bo hordy w lesie.
Chociaż nie, o 17 poszedłem na grzyby i zebrałem pełen koszyk malutkich podgrzybków i maślaków.
I nie było juz hord.
Ale teraz bym z kims pogadał.
Kupiłem colę jak Brachol sugerował i jeszcze się tu skuję w samotności.
Samotność w sieci.
tak to jest z kolegami. pewnie i podrzucę któregoś dnia. ale to skrzynkę całą bo tak w detalu z jedną flaszką to się nie opłaca dupy ruszać. a jak to z tymi sromotnikami jest? czemu ludzie to żrą w ogóle? masz teorie jakąś z czym to pomylić można? bo jak słyszę, że z kanią to myślę sobie - ale głupi ci dziennikarze. no kani to muchomor sromotnikowy w żadnym miejscu nie przypomina. oni chyba myślą że gąski zbierają. na upartego... could be...
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Skrzynka brzmi zacnie. No przynajmniej znajduje moje uznanie.
Jak robiłem kurs na machera od grzybów to miałem okazję pokukać w statystyki. Okazuje się, że najczęściej trują się grzyboznawcy. Zwykli jak nie znają, to nie biorą. A fachowcy to się kurna tak znają, że się ich nawet syfilis nie ima. I duPPPPa.
Widziałem sromotniki wrednie przypominające kanie.
A jest jeszcze odmiana wiosenna, cała biała, co wrednie przypomina młode pieczarki.
A tak nawiasem to od lat zbieram muchomory, te jadalne - bo takie są - i uznaję je za jedne z najlepszych grzybów w occie. Rdzawobrązowe, pomarańczowe, srebrzyste, czerwonawe, mglejarki i królewskie.
Jak robiłem kurs na machera od grzybów to miałem okazję pokukać w statystyki. Okazuje się, że najczęściej trują się grzyboznawcy. Zwykli jak nie znają, to nie biorą. A fachowcy to się kurna tak znają, że się ich nawet syfilis nie ima. I duPPPPa.
Widziałem sromotniki wrednie przypominające kanie.
A jest jeszcze odmiana wiosenna, cała biała, co wrednie przypomina młode pieczarki.
A tak nawiasem to od lat zbieram muchomory, te jadalne - bo takie są - i uznaję je za jedne z najlepszych grzybów w occie. Rdzawobrązowe, pomarańczowe, srebrzyste, czerwonawe, mglejarki i królewskie.
a to ja wiem, że są takie muchomory. i czasem mnie korciło, żeby zaufać rycinom w atlasie i spróbować. ale nie odważyłem się nigdy. z grzybów, których "hordy" przeważnie nie ruszają zbieram za to młode purchawki. bardzo niedoceniane są jak dla mnie. pełno tego, smażone smakują wyśmienicie, a pomylić ich z niczym nie da rady
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Mało tego. Żadna z purchawek nie jest niejadalna, wszystkie są uważane za smaczne grzyby jadalne. U mnie w obejściu rosną czasznice. Jedna w poprzek i na masełko i niejeden mięsożerca nie powstydziłby się takich sznycelków. Jestem zdecydowanym zwolennikiem spożywania purchawek. A nawet uważam, że to jedne z najsmaczniejszych grzybów.
googluję sobie i czytam. kania nie ma pochwy! trochę się przestraszyłem tych sromotników co udają kanie, ale już jestem spokojny. w przypadku wątpliwości należy unikać pochwy. praktyczne, życiowe i głębokie. tak to z tymi pochwami bywa
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
na tvp1 śpiewali piosenki z kabaretu starszych panów. to są najlepsze i najbardziej genialne teksty. a dzisiejszy koncert oczywiście musieli spartolić. jupitery, plastiki, dyskotekowa scenografia i latająca kamera.
a w 1997 idea też była słuszna. ale wtedy wszystko się pięknie udało. myśleć, ludzie, myśleć! i wnioski wyciągać!
http://www.youtube.com/watch?v=AidAsQ2h89g&feature=related
a w 1997 idea też była słuszna. ale wtedy wszystko się pięknie udało. myśleć, ludzie, myśleć! i wnioski wyciągać!
http://www.youtube.com/watch?v=AidAsQ2h89g&feature=related
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
tia..
i herbatka. i pomidory. już się rozklejam
jak oni zaczynali to sokorski trząsł telewizją. niezła czerwona szuja. ale za to, że starsi panowie dostali wolną rękę, to w obecnym wcieleniu może nawet jest kimś sympatycznym i szczęśliwym.
zmieniłem temat dość drastycznie. spoko, wszystko się połączy, powiąże i scali
...a można i na grzyby...
http://www.youtube.com/watch?v=dFttaXuC0BM&feature=related
i herbatka. i pomidory. już się rozklejam
jak oni zaczynali to sokorski trząsł telewizją. niezła czerwona szuja. ale za to, że starsi panowie dostali wolną rękę, to w obecnym wcieleniu może nawet jest kimś sympatycznym i szczęśliwym.
zmieniłem temat dość drastycznie. spoko, wszystko się połączy, powiąże i scali
...a można i na grzyby...
http://www.youtube.com/watch?v=dFttaXuC0BM&feature=related
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Sorry.
Brat.
Ale chodziłem wczoraj po nocy w okolicach Obłuża i Babich dołów.
Noc gwiaździsta była jakich mało.
Kimałem w ogrodzie.
Truskawki dla Majki już mam ponad 30szt. Ładne sztuki.
O 17 jestem pod Sobieskim.
Pod drodze będziemy musieli zatrzymać gdzieś bo będę potrzebował kupić skrzynkę budweisa.
I jakieś czekoladki dla Szury.
Popijam speca w drodze domq.
Życie jest piękne.
Brat.
Ale chodziłem wczoraj po nocy w okolicach Obłuża i Babich dołów.
Noc gwiaździsta była jakich mało.
Kimałem w ogrodzie.
Truskawki dla Majki już mam ponad 30szt. Ładne sztuki.
O 17 jestem pod Sobieskim.
Pod drodze będziemy musieli zatrzymać gdzieś bo będę potrzebował kupić skrzynkę budweisa.
I jakieś czekoladki dla Szury.
Popijam speca w drodze domq.
Życie jest piękne.
Manson.
Ale dokarm sforę przed moim przyjazdem. Co?
Zapomniałem dodać, że do skrzynki buda zakupię też skacza.
Masz tam po drodze na trasie taki sklep co mają buda i skacza?
I może wędzonego łososia, jakieś śledziki itd. ;)
http://tipex.wrzuta.pl/audio/ahKZ6jrfo3h/18_slodko-gorzki_-_jakby_nie_stalo_sie_nic
Ale dokarm sforę przed moim przyjazdem. Co?
Zapomniałem dodać, że do skrzynki buda zakupię też skacza.
Masz tam po drodze na trasie taki sklep co mają buda i skacza?
I może wędzonego łososia, jakieś śledziki itd. ;)
http://tipex.wrzuta.pl/audio/ahKZ6jrfo3h/18_slodko-gorzki_-_jakby_nie_stalo_sie_nic
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Bawta się dobrze chłopaki :)))
http://facet.interia.pl/raport/sledztwo/poczet-zbrodniarzy/news/smierc-za-bezczelny-usmiech,1528788,6646
;)
http://facet.interia.pl/raport/sledztwo/poczet-zbrodniarzy/news/smierc-za-bezczelny-usmiech,1528788,6646
;)
chyba sfora zjadła c, bo cisza tutaj bezkresna nastała
robiąc porządki w swoich zasobach dyskowy odnalazłam taki oto (całkiem świeży) filmik
http://s164.photobucket.com/albums/u13/mayasun/plasy/?action=view¤t=13062010011.mp4
zazdroszczę , że one zawsze mogą być sobą, że nie czują skrępowania, że ciało i dusza to jedno, zazdroszczę niepohamowanej wrażliwości na dźwięki
robiąc porządki w swoich zasobach dyskowy odnalazłam taki oto (całkiem świeży) filmik
http://s164.photobucket.com/albums/u13/mayasun/plasy/?action=view¤t=13062010011.mp4
zazdroszczę , że one zawsze mogą być sobą, że nie czują skrępowania, że ciało i dusza to jedno, zazdroszczę niepohamowanej wrażliwości na dźwięki
Wypełzłem z Mansonowego lasu.
Udało się kolejny raz przeżyć.
Co nie zabija to wzmacnia.
Mam tylko trochę poluzowane zawiasy.
Z dedykacją dla Brata.
http://www.youtube.com/watch?v=S3qZUaKgk9I
hehehe a mówiłem już Ci, że tekst "spadówa" ma drugie dno? :))
(chyba jednak skuszę się na browca zanim dojdę do siebie :DDD muszę ten tydzień jakoś przetrawić pod deklem)
Udało się kolejny raz przeżyć.
Co nie zabija to wzmacnia.
Mam tylko trochę poluzowane zawiasy.
Z dedykacją dla Brata.
http://www.youtube.com/watch?v=S3qZUaKgk9I
hehehe a mówiłem już Ci, że tekst "spadówa" ma drugie dno? :))
(chyba jednak skuszę się na browca zanim dojdę do siebie :DDD muszę ten tydzień jakoś przetrawić pod deklem)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Mam taki przepis po babci na zrazy z wołowiny. Nie bede super szczególowo opisywać, bo zakładam, że podstawy robienia zrazów znasz.
Farsz: cebula w drobną kostkę + chleb (najlepiej czerstwy) w kostkę lub cienkie paski, takie 0,5x0,5cm + sól + pieprz
Po usmażeniu przekładamy je do brytfanki lub garnka, a z tłuszczu robimy sos. Najlepsze jak sie jeden zrazik z drugim nieco przypiecze na patelni, to ciemniejszy sos wychodzi, no i taki smaczek inny.
Sos: Tłuszcz po smażeniu zalać wodą + sól + pieprz. Chwile pogotować i wrzucić pokruszony chleb (jakieś 2-3 kromki) Chleb nada smaku i zagęści sos.
Do sosy możesz dorzucić kilka grzybków suszonych.
Farsz: cebula w drobną kostkę + chleb (najlepiej czerstwy) w kostkę lub cienkie paski, takie 0,5x0,5cm + sól + pieprz
Po usmażeniu przekładamy je do brytfanki lub garnka, a z tłuszczu robimy sos. Najlepsze jak sie jeden zrazik z drugim nieco przypiecze na patelni, to ciemniejszy sos wychodzi, no i taki smaczek inny.
Sos: Tłuszcz po smażeniu zalać wodą + sól + pieprz. Chwile pogotować i wrzucić pokruszony chleb (jakieś 2-3 kromki) Chleb nada smaku i zagęści sos.
Do sosy możesz dorzucić kilka grzybków suszonych.
No.
Ty wiesz Manson, wróciłem z baru.
hyhy, kumple uzupełniali tam swoje braki elektrolitów po dzisiejszym grzybobraniu, szkoda, że nie widziałeś mojej miny, gdy chłopaki zaczęli się wymądrzać na temat grzybów. Jak słuchałem ich wywodów to wspominając Twój las i Twą wiedzę na ten temat dopiłem 4tego speca i polazłem do domu.
Lubię być sam.
I wiesz bardzo fajnie się z Tobą pije spirt.
Rum z colą też.
Buda i speca też.
Twoje jabłkowe wino bardzo mi smakowało.
Poziomówka dla Szury też.
A Twoja wiśniówka ma faktycznie moc i jest mordercza.
Właściwie to mi wszystko smakowało, sushi i smażone kanie też.
I chciałbym kiedyś się porządnie z Tobą narąbać drzewa i napić się dobrze rumu.
Zdradzę również, że Szura jest bardzo fajna ;) - ja to wiem, Ty to wiesz, a reszta myśli, że wie.
A sfora to są "czarne budziki" - tak se je nazwałem na prywatny użytek gdyż od drugiego dnia punkt o 6 rano systematycznie lizały moją twarz. Mówiłem Ci już to? ;))
Czy ja naprawdę za dużo gadam?
Chyba mam faktycznie coś z tego osła ze Shrek'a.
A Ty za to jesteś wariat i świr.
Nikt normalny nie wjeżdża terenówką na swoje metry kwadratowe i przygazowując nie orze 15 metrów ładnie przystrzyżonego trawnika.
Fajnie było.
Ty wiesz Manson, wróciłem z baru.
hyhy, kumple uzupełniali tam swoje braki elektrolitów po dzisiejszym grzybobraniu, szkoda, że nie widziałeś mojej miny, gdy chłopaki zaczęli się wymądrzać na temat grzybów. Jak słuchałem ich wywodów to wspominając Twój las i Twą wiedzę na ten temat dopiłem 4tego speca i polazłem do domu.
Lubię być sam.
I wiesz bardzo fajnie się z Tobą pije spirt.
Rum z colą też.
Buda i speca też.
Twoje jabłkowe wino bardzo mi smakowało.
Poziomówka dla Szury też.
A Twoja wiśniówka ma faktycznie moc i jest mordercza.
Właściwie to mi wszystko smakowało, sushi i smażone kanie też.
I chciałbym kiedyś się porządnie z Tobą narąbać drzewa i napić się dobrze rumu.
Zdradzę również, że Szura jest bardzo fajna ;) - ja to wiem, Ty to wiesz, a reszta myśli, że wie.
A sfora to są "czarne budziki" - tak se je nazwałem na prywatny użytek gdyż od drugiego dnia punkt o 6 rano systematycznie lizały moją twarz. Mówiłem Ci już to? ;))
Czy ja naprawdę za dużo gadam?
Chyba mam faktycznie coś z tego osła ze Shrek'a.
A Ty za to jesteś wariat i świr.
Nikt normalny nie wjeżdża terenówką na swoje metry kwadratowe i przygazowując nie orze 15 metrów ładnie przystrzyżonego trawnika.
Fajnie było.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
No. Niezła laurka. Wydrukuję, wywieszę na płocie, to sfora będzie miała mniej roboty :)
Idę sprzedać puste butelki. Jak sprzedam, to kupię sobie rower.
Siekierą i piłą to się kiepsko w lesie wywija, kiedy pada.
Na leśne sporty zapraszam jednak w bardziej suchym okresie.
"On gada!"
"On gada!"
"On lata!"
"Gada, lata, co chcesz, pełen serwis. Latać każdy może, trochę lepiej lub gorzej. Ale nie o to chodzi co jak komu wychodzi!".
(Cytata z Gadusia i ludzi lorda Farquada)
Mayasun, zarąbisty przepis - prosty i nie powyginany. Ja ze swej strony wewnętrzną część zrazika przed zawinięciem weń dobra i poddaniem obróbce kulinarnej posmarowałbym musztardą. Taką dijon albo czymś innym co wywija gębę. Spróbuj. I powiedz mi, czy wege nie maja czasem racji jeśli chodzi o smaki mięcha :)))
Idę sprzedać puste butelki. Jak sprzedam, to kupię sobie rower.
Siekierą i piłą to się kiepsko w lesie wywija, kiedy pada.
Na leśne sporty zapraszam jednak w bardziej suchym okresie.
"On gada!"
"On gada!"
"On lata!"
"Gada, lata, co chcesz, pełen serwis. Latać każdy może, trochę lepiej lub gorzej. Ale nie o to chodzi co jak komu wychodzi!".
(Cytata z Gadusia i ludzi lorda Farquada)
Mayasun, zarąbisty przepis - prosty i nie powyginany. Ja ze swej strony wewnętrzną część zrazika przed zawinięciem weń dobra i poddaniem obróbce kulinarnej posmarowałbym musztardą. Taką dijon albo czymś innym co wywija gębę. Spróbuj. I powiedz mi, czy wege nie maja czasem racji jeśli chodzi o smaki mięcha :)))
Mayasun.
A Ty niewiasto, co taka nieśmiała zerkałaś pod tym pomnikiem Sobieskiego na dwóch dżentelmenów w aucie?
Się chwalił nie będę, ale robiąc kółko z Bratem to żem Cię od razu wypatrzył.
Zwyczajnie.
Poznałem Cię po różowej (ekhmm różowej?) torebce.
Ale w sumie to trochę odważna jesteś Mayasun.
Wsiąść do "leśnego samochodu" z dwoma kompletnie obcymi facetami, Wikingiem i Irlandczykiem, co zapewniają, że jadą do lasu, ale mogą przy okazji Cię odwieść do chaty to jest nie lada gratka.
Serio - nie bałaś się?
A Ty niewiasto, co taka nieśmiała zerkałaś pod tym pomnikiem Sobieskiego na dwóch dżentelmenów w aucie?
Się chwalił nie będę, ale robiąc kółko z Bratem to żem Cię od razu wypatrzył.
Zwyczajnie.
Poznałem Cię po różowej (ekhmm różowej?) torebce.
Ale w sumie to trochę odważna jesteś Mayasun.
Wsiąść do "leśnego samochodu" z dwoma kompletnie obcymi facetami, Wikingiem i Irlandczykiem, co zapewniają, że jadą do lasu, ale mogą przy okazji Cię odwieść do chaty to jest nie lada gratka.
Serio - nie bałaś się?
Oj tam czepił się tego auta. I tak jest jesień i breja się robi.
A kanie faktycznie fajne.
I sałatka z Twoich pomidorów, kiszeniaków i kukurydzy z tesco też si.
Wszyscy się najedli, a 3 sztuki zostały do straszenia gości.
I póki co wszyscy gonimy na własnych wątrobach.
Nie cierpię września.
Właśnie zadzwoniła Szurka, że zawitała do nas rodzina ze Śląska. Przyjechały hanysy w ciemno, stanęli gdzieś w Borach i zadzwonili z tekściorem: jesteśmy, cieszycie się?
No to kurna idę się cieszyć.
I moje przewidywania o trzeźwym wieczorze znowu się pójdą ... tam gdzieś.
A kanie faktycznie fajne.
I sałatka z Twoich pomidorów, kiszeniaków i kukurydzy z tesco też si.
Wszyscy się najedli, a 3 sztuki zostały do straszenia gości.
I póki co wszyscy gonimy na własnych wątrobach.
Nie cierpię września.
Właśnie zadzwoniła Szurka, że zawitała do nas rodzina ze Śląska. Przyjechały hanysy w ciemno, stanęli gdzieś w Borach i zadzwonili z tekściorem: jesteśmy, cieszycie się?
No to kurna idę się cieszyć.
I moje przewidywania o trzeźwym wieczorze znowu się pójdą ... tam gdzieś.
Sem zmieniła nicka, coby sie nie mieszało, no i żeby C, będąc na jakimś kacu nie zwymiotował od tego różowego, który jest córy kolorem nie moim.
A was to na wspominki wzięło jakbyście się 100lat nie widzieli. Jednak mogłam się skusić na waszą propozycję. ehh
Do Mansona:
- zrazy - akurat to jest przepis, w ktorym nic bym nie zmieniała, bo straci swój niepowtarzalny smak. Dodajac musztardę czy kiszoniaka wychodzi też zraz ale inny. Mi osobiście nie smakuje musztarda na mięsie
- wege - mój facet był wege ładne kilka lat, ale mnie spotkał i już nie jest wege, więc jesli będziesz chciał kiedyś coś w życiu zmienić to pomieszkaj ze mną hehehe
- spadówa - dałeś mi zagwostkę tym tekstem. Nawet nie wiesz ile masz szczęścia że jesteś daleko, bo owszem nie obrażam się, ale walę z liścia, a uderzenie wbrew pozorom mam mocne
A za dobrodziejstwa to w przychylniejszym czasie się odwidzięczę i tobie i c
Do C:
Widziałam was jak jeszcze staliście tym łazikiem po drugiej stronie Sobieskiego (nie mylić z czystą) pod murem. Poszłam w waszą stronę, ale uciekliście. Przeczekałam na drugiej stronie pasów uśmiechając się zapoznawczo i patrząc gdzie przystaniecie.
I nie róż a malina, no ale ty facet jesteś, więc kolory znasz podstawowe. I tak sukces, ze różowy znasz.
No i właściwie, czego miałam się bac? Czyżbyś miał coś na sumieniu??
P.S. nie zwróciłam uwagi na zawartość bagażnika z tyłu. Może i dobrze...
A was to na wspominki wzięło jakbyście się 100lat nie widzieli. Jednak mogłam się skusić na waszą propozycję. ehh
Do Mansona:
- zrazy - akurat to jest przepis, w ktorym nic bym nie zmieniała, bo straci swój niepowtarzalny smak. Dodajac musztardę czy kiszoniaka wychodzi też zraz ale inny. Mi osobiście nie smakuje musztarda na mięsie
- wege - mój facet był wege ładne kilka lat, ale mnie spotkał i już nie jest wege, więc jesli będziesz chciał kiedyś coś w życiu zmienić to pomieszkaj ze mną hehehe
- spadówa - dałeś mi zagwostkę tym tekstem. Nawet nie wiesz ile masz szczęścia że jesteś daleko, bo owszem nie obrażam się, ale walę z liścia, a uderzenie wbrew pozorom mam mocne
A za dobrodziejstwa to w przychylniejszym czasie się odwidzięczę i tobie i c
Do C:
Widziałam was jak jeszcze staliście tym łazikiem po drugiej stronie Sobieskiego (nie mylić z czystą) pod murem. Poszłam w waszą stronę, ale uciekliście. Przeczekałam na drugiej stronie pasów uśmiechając się zapoznawczo i patrząc gdzie przystaniecie.
I nie róż a malina, no ale ty facet jesteś, więc kolory znasz podstawowe. I tak sukces, ze różowy znasz.
No i właściwie, czego miałam się bac? Czyżbyś miał coś na sumieniu??
P.S. nie zwróciłam uwagi na zawartość bagażnika z tyłu. Może i dobrze...
Czasami mam ochotę iść sobie w cholerę, tyko nie wiem którędy.
Weź Majka wyluzuj.
Chillout.
Nigdzie nie zbłądziłaś.
Toć bawimy się słowem.
Jeso.
Weź posłuchaj tego na słuchaweczkach:
http://w260.wrzuta.pl/audio/3bOtmaxtewP/dzem_-_mamy_forse_mamy_czas
I tak miałaś fajny naszyjnik ;)
Chillout.
Nigdzie nie zbłądziłaś.
Toć bawimy się słowem.
Jeso.
Weź posłuchaj tego na słuchaweczkach:
http://w260.wrzuta.pl/audio/3bOtmaxtewP/dzem_-_mamy_forse_mamy_czas
I tak miałaś fajny naszyjnik ;)
Odkryłem właśnie kolejną flaszkę.
Wiedziałem, że po wakacjach u Mansona trza będzie hamować kilka nocy i dni.
Nie mogę słuchać takich rzeczy:
http://www.youtube.com/watch?v=60XzL_lMgZU&feature=related
Wiedziałem, że po wakacjach u Mansona trza będzie hamować kilka nocy i dni.
Nie mogę słuchać takich rzeczy:
http://www.youtube.com/watch?v=60XzL_lMgZU&feature=related
Spotkałem dziś przyjaciela z Ireland niewidzianego ponad rok.
Spotkałem go ot tak, na ulicy.
Zabawiliśmy się jak należy, czyli znakomicie.
Podpuścił mnie.
W barze wygrałem osiem browców przy siłowaniu się na lewą łapę.
To miał być niewinny dzień, a dopiero się zaczyna.
http://www.youtube.com/watch?v=IpX9lYy3Q20
Spotkałem go ot tak, na ulicy.
Zabawiliśmy się jak należy, czyli znakomicie.
Podpuścił mnie.
W barze wygrałem osiem browców przy siłowaniu się na lewą łapę.
To miał być niewinny dzień, a dopiero się zaczyna.
http://www.youtube.com/watch?v=IpX9lYy3Q20
a tomek umrze... moja mama z miesiąc temu powiedziała przekonywającym tonem, że umrze. wiem, wiem, to w ogóle syndrom cywilizacyjnego zidiocenia, że cały kraj pasjonuje się losem jednego chłopca, gdy dziesiątki dzieci ginie w wypadkach, z biedy, albo przez czyjąś głupotę. niemniej fajnie byłoby, gdyby jednak nie umarł. nie wiem do czego zmierzam. mam nadzieję, że jednak nie umrze
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,6-letni-Tomek-czeka-na-przeszczep-kolejnej-watroby,wid,12713064,wiadomosc.html?ticaid=1af95
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,6-letni-Tomek-czeka-na-przeszczep-kolejnej-watroby,wid,12713064,wiadomosc.html?ticaid=1af95
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Właśnie sobie przypomniałem, że jednak mam marzenie do zrealizowania.
Jak byłem mały miałem zakupioną przez najbliższych ogromną lunetę do złożenia i użytkowania. (no może nie była taka olbrzymia bo ja wtedy mały byłem, ale z metr może i miała) Niestety w swych dniach na przedsionku dorosłości pogubiłem soczewki i część elementów tejże, wskutek czego olbrzymia, dziecięca ciekawość wizualna Księżyca została niezaspokojona po dziś dzień.
Ogląda kto z Was kratery księżycowe przez lunetę?
Jakieś sugestie odnośnie zakupu?
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/naukowcy-policzyli-kratery-na-ksiezycu,1,3704020,wiadomosc.html
Jak byłem mały miałem zakupioną przez najbliższych ogromną lunetę do złożenia i użytkowania. (no może nie była taka olbrzymia bo ja wtedy mały byłem, ale z metr może i miała) Niestety w swych dniach na przedsionku dorosłości pogubiłem soczewki i część elementów tejże, wskutek czego olbrzymia, dziecięca ciekawość wizualna Księżyca została niezaspokojona po dziś dzień.
Ogląda kto z Was kratery księżycowe przez lunetę?
Jakieś sugestie odnośnie zakupu?
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/naukowcy-policzyli-kratery-na-ksiezycu,1,3704020,wiadomosc.html
a to była nrd-owska luneta astro cabinet 90? taką miałem właśnie. kilka lat leżała w zakurzonym kartonie, bo instrukcja składania soczewek wydawała mi się zbyt skomplikowana. potem okazało się, że nie jest to takie trudne i księżyc oglądałem regularnie. ale dobrze widoczne to były tylko księżycowe morza. kratery za małe jak na plastikowe soczewki z ddr
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Szedł sobie pewnego razu po moim lesie człowieczek. Niósł kosz na grzyby, trochę grzybów w tym koszu, no i kizior w łapce. I spotkał w tym lesie sąsiada, wsiowego, który na widok człowieczka powiedział: "Panie, tutaj w tym lesie to można trafić na takie psy, co jak chapnie to półdupek odcięty". Człowieczek popatrzył, pomyślał i rzekł: "Wiem, śpię z nimi".
Tak się rodzą wiejskie legendy.
Tak się rodzą wiejskie legendy.
A wiesz Manson co mnie zastanawia.
Dość mocno nawet.
Że jakbym teraz - dajmy na to - wlazł przez Waszą furtkę (Ty i Szura gracie w brydża) to czy "dwa czarne budziki" by mnie zjadły?
Znaczy przecież znają mój zapach.
I sapałem z nimi.
I one spały ze mną.
Wytłymacz. Naprostuj. Wyjaśnij mi to. Znaczy się przedstaw swą wizję co by było gdybym teraz wlazł, a one by były frywolnie biegały szukając szyszek do rzucania na rano na przykład.
Już mnie zapomniały czy hierarchia w stadzie się już diametralnie zmieniła i byłbym najniżej?
ps. żadnej kiełbachy nie mam za pazuchą.
Dość mocno nawet.
Że jakbym teraz - dajmy na to - wlazł przez Waszą furtkę (Ty i Szura gracie w brydża) to czy "dwa czarne budziki" by mnie zjadły?
Znaczy przecież znają mój zapach.
I sapałem z nimi.
I one spały ze mną.
Wytłymacz. Naprostuj. Wyjaśnij mi to. Znaczy się przedstaw swą wizję co by było gdybym teraz wlazł, a one by były frywolnie biegały szukając szyszek do rzucania na rano na przykład.
Już mnie zapomniały czy hierarchia w stadzie się już diametralnie zmieniła i byłbym najniżej?
ps. żadnej kiełbachy nie mam za pazuchą.
** ogłoszenie **
Tak. To właśnie dziś rozpocznę moje mikro winobranie.
To już właściwie death line.
Czuję w kościach jakimś 6 zmysłem, że to już dzisiaj należy. Start za jakieś trzy godziny.
Do zbioru winogron powinno być sucho, deszcz zwyczajnie rozrzedza ewentualny moszcz wydobywający się z dojrzałych, uszkodzonych gron.
Przynajmniej tak gadają italiańce i żabojady.
Jakby kto się ganiał po północnych dzielnicach Gdyni i nie miał co robić to niech da cynę esem, udostępniam werandę do siedzenia i młode wino jeżynowo - malinowe.
Tak. To właśnie dziś rozpocznę moje mikro winobranie.
To już właściwie death line.
Czuję w kościach jakimś 6 zmysłem, że to już dzisiaj należy. Start za jakieś trzy godziny.
Do zbioru winogron powinno być sucho, deszcz zwyczajnie rozrzedza ewentualny moszcz wydobywający się z dojrzałych, uszkodzonych gron.
Przynajmniej tak gadają italiańce i żabojady.
Jakby kto się ganiał po północnych dzielnicach Gdyni i nie miał co robić to niech da cynę esem, udostępniam werandę do siedzenia i młode wino jeżynowo - malinowe.
Zwyczajny błąd, nic ponadto. Nie ma powodu tak gęsto się tłumaczyć. Pozdrawiam.
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35817,2410731.html
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35817,2410731.html
To gorsze niż nic i dlatego w tym kierunku idę.
"Coś" ponad nic już osiągnąłem dawno temu własnymi łapkami i móżdżkiem, ale mnie znudziło - "coś" czyli to do czego lecą szczurki z gatunków śniade. (auto, mieszkanie, dobra praca i wakacje z kobietą)
Fiu fiu wartości?? No coś Ty Stachu. Ja nie wiem specjalnie co to jest.
Dla mnie jeśli już coś ma wartość to chyba drzewo albo masyw górski.
Albo jezioro z rybami.
A Ty jakim wartością hołdujesz?
Zresztą wartościom się hołduje w ogóle? - dziwny frazes.
Jak widzę górę na ten przykład i mi się ona podoba to na nią włażę, siadam na niej, zapalam camela i otwieram flaszkę z winem.
Zupełnie jak z kobietami.
"Coś" ponad nic już osiągnąłem dawno temu własnymi łapkami i móżdżkiem, ale mnie znudziło - "coś" czyli to do czego lecą szczurki z gatunków śniade. (auto, mieszkanie, dobra praca i wakacje z kobietą)
Fiu fiu wartości?? No coś Ty Stachu. Ja nie wiem specjalnie co to jest.
Dla mnie jeśli już coś ma wartość to chyba drzewo albo masyw górski.
Albo jezioro z rybami.
A Ty jakim wartością hołdujesz?
Zresztą wartościom się hołduje w ogóle? - dziwny frazes.
Jak widzę górę na ten przykład i mi się ona podoba to na nią włażę, siadam na niej, zapalam camela i otwieram flaszkę z winem.
Zupełnie jak z kobietami.
Nigdy nie mam wina na zbyciu.
Te nieudane wędrują do gotowania, duszenia jak również do sosów.
Termin dzisiejszego winobrania przełożon (sic!) na godziny wieczorne, gdyż muszę jeden projekt skończyć.
Wieczorem najlepiej pić młode winko i gapić się klucze umykających z północy na południe ptaków. Codziennie widzę kolejne. Fajnie jest też się gapić na sznury siwego dymu wydobywającego się z komina. :)
Te nieudane wędrują do gotowania, duszenia jak również do sosów.
Termin dzisiejszego winobrania przełożon (sic!) na godziny wieczorne, gdyż muszę jeden projekt skończyć.
Wieczorem najlepiej pić młode winko i gapić się klucze umykających z północy na południe ptaków. Codziennie widzę kolejne. Fajnie jest też się gapić na sznury siwego dymu wydobywającego się z komina. :)
Ty Stanisław.
Zapomniałem.
Wiesz co pasi mi do "Stanisława z Łodzi" do tej wizytówki -skądinąd urzekającej?
To:
http://www.youtube.com/watch?v=6P2bHu1jmCM
Zapomniałem.
Wiesz co pasi mi do "Stanisława z Łodzi" do tej wizytówki -skądinąd urzekającej?
To:
http://www.youtube.com/watch?v=6P2bHu1jmCM
Właśnie poczułem głód.
Otwieram lodówkę a tam..............
a tam 3 puszki dla kota, korzeń chrzanu, resztka kawy, kilka ząbków czosnku i odżywka białkowa w proszku. (od 2 miesięcy nie byłem na właściwych zakupach ze względu na remont)
I paczka makaronu.
I wina różne - z tym, że win się raczej nie je.
No ale ja ten głód naprawdę poczułem i se przypomniałem, że mam najgorszy w świecie (no nie trawię tego) chleb Pain d'épices od żabojadów. Paskudztwo. I do tego nie mniej paskudna zupa z soczewicy z proszku.
Zjadłem. I chleb z Francji i zupę z proszku.
Teraz se pomyślałem, że mi się wina tak naprawdę chciało.
Napiję się teraz za to żeby tegoroczna zima była sroga z trzeszczącym w tle mrozem.
Otwieram lodówkę a tam..............
a tam 3 puszki dla kota, korzeń chrzanu, resztka kawy, kilka ząbków czosnku i odżywka białkowa w proszku. (od 2 miesięcy nie byłem na właściwych zakupach ze względu na remont)
I paczka makaronu.
I wina różne - z tym, że win się raczej nie je.
No ale ja ten głód naprawdę poczułem i se przypomniałem, że mam najgorszy w świecie (no nie trawię tego) chleb Pain d'épices od żabojadów. Paskudztwo. I do tego nie mniej paskudna zupa z soczewicy z proszku.
Zjadłem. I chleb z Francji i zupę z proszku.
Teraz se pomyślałem, że mi się wina tak naprawdę chciało.
Napiję się teraz za to żeby tegoroczna zima była sroga z trzeszczącym w tle mrozem.
Dalej jestem głodny.
Zjadłem pół puszki ananasów.
Zaraz zjem resztę tylko coś Wam powiem na co dobre są ananasy i sok z nich.
Otóż - wierzcie mi lub też nie - ale ananasy i sok z tychże znacznie poprawia smak spermy.
Koleżanki mnie mówiły.
Znaczy siostry miłosierdzia.
Sisters of mercy.
Kto jak nie one się na tym znają.
Zjadłem pół puszki ananasów.
Zaraz zjem resztę tylko coś Wam powiem na co dobre są ananasy i sok z nich.
Otóż - wierzcie mi lub też nie - ale ananasy i sok z tychże znacznie poprawia smak spermy.
Koleżanki mnie mówiły.
Znaczy siostry miłosierdzia.
Sisters of mercy.
Kto jak nie one się na tym znają.
można też powierzyć sprawę prawdziwym fachowcom

Uploaded with ImageShack.us

Uploaded with ImageShack.us
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
errata
po namyśle dodam, że mój żart był dość śmieszny i błyskotliwy, ale bardzo nie fair w stosunku do tych dwóch fachowców. oczywiście bardzo ich lubię i nie było moim zamiarem wyśmiewanie ich zacnej i pożytecznej działalności
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
zawodowi obalacze mitów. dysponując pokaźnymi środkami udowadniają, że kartkę papieru da się złożyć więcej niż 10 razy, że wisielca na szubienicy nie da się uwolnić jednym strzałem colta ani nawet spencera, albo że na skórce od banana naprawdę da się nieźle wyłożyć. polecam na discovery science. dnia i godziny emisji nie podam, bo przypadkiem na nich trafiam. wczoraj widziałem na przykład. sprawdzali czy w kisielu pływa się szybciej niż w wodzie. i dlatego, że oglądałem, to skojarzyli mi się z wątkiem. bo rozpowszechnienie mitu o soku z ananasów to zasługa czołowego grafomana rzeczypospolitej janusza l. wiśniewskiego, który pisał o tym w swoim dziełku "samotność w sieci". nie wiem na ile zostało to zweryfikowane, ale łowcy mitów zajmują się zdecydowanie ciekawszymi tematami, stąd moja samokrytyka po pierwszym impulsywnym skojarzeniu.
http://www.youtube.com/watch?v=zyuULREIb_g
http://www.youtube.com/watch?v=zyuULREIb_g
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
hehe. to sprawdzili studenci wszystkich uczelni w polsce podobno. słyszałem już wersję, że stało się to w gdańsku, we wrocławiu i w olsztynie. a z tą opowieścią mogą się równać tylko historie z komisji wojskowych. np. człowiek, który powtykał zapałki w kupę i powiedział "ciii, jeżyk śpi" ma chyba najwięcej znajomych na świecie. podobnie jak ten, co ponoć wbił w ścianę gwóźdź i powiesił na nim swój płaszcz. ale z tą żarówką to faktycznie można by do nich napisać. tyle że nie wiem, czy na manekinach dałoby radę to sprawdzić
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Ja dzisiaj tylko dwa spece.
Zaprojektowalem wykonalem instalacje elektryczna w ostatnich dniach.
Nie mam polskiej czcionki bo spalil mnie sie system w chacie i pisze z zaprzyjaznionego kompa w 'naszej' sieci wiec ip pewno bedzie to samo.
Ostatnio myslalem zeby wyciac Ci pol lasu. Potrzebuje samotnosci, ciszy, zieleni, machania siekiera z osiem godzin i operowania spalinowka. Wlasne metry mam juz obrobione.
Ostatnio jest sucho. Mozna dzialac.
Zaprojektowalem wykonalem instalacje elektryczna w ostatnich dniach.
Nie mam polskiej czcionki bo spalil mnie sie system w chacie i pisze z zaprzyjaznionego kompa w 'naszej' sieci wiec ip pewno bedzie to samo.
Ostatnio myslalem zeby wyciac Ci pol lasu. Potrzebuje samotnosci, ciszy, zieleni, machania siekiera z osiem godzin i operowania spalinowka. Wlasne metry mam juz obrobione.
Ostatnio jest sucho. Mozna dzialac.
Życie jest piękne.
Czy kto widział dzisiejszy wschód Słońca o wpół do siódmej?
Jeśli przegapiliście, przespaliście, Bóg na niebie Wam tego nie wybaczy. (no chyba, że kochaliście się wtedy po bożemu wtedy loooz ;)
Zabrałem rano psa i przez łąki pośród wrzosów w drodze do lasu odkryłem całe poletko mięty. (jeszcze się nada) Ucieszyłem się.
Poranek dzisiejszy miał przenikliwe ziąbem powietrze, na zachodzie zmęczony po nocy Księżyc - mój duchowy przewodnik - oblekał się w siwe chmurki i rozpływał na zasłużony odpoczynek, zaś na wschodzie czerwone niebo było, z taką cieniutką chmurką od spodu podświetloną halogenowym światłem samego Boga. Ta chmura na horyzoncie - mogę przysiąc- przypominała okręt. Teraz już tego nie sposób sprawdzić. Nad mą głową przewalały się całe tabuny wron. W długich sznurach, falującym (wznoszącym i opadającym) lotem łączyły się w ogromne stada na wysokim pułapie.
Zrobiłem tylko dwa błędy.
1. Ubrałem białe jak śnieg spodnie.
2. Zapomniałem, że pies którego mam na podorędziu jest myśliwskim, zorientowanym na ptactwo.
No dobra zrobiłem trzy błędy.
3. Udaliśmy się na leśne bagna.
Uwierzcie, białe spodnie człowieczka, bagna i myśliwski pies, dla którego woda i knieje to naturalne środowisko nie są najlepszym połączeniem. Najpierw zapomniał się pies, później ja, bo życie w betonowej dżungli to nie dla mnie jest.
Pachnę psem teraz. Ta suka ma takiego speeda, takie wyczucie terenu w biegu i tak silny zgryz, że jestem w szoku. Chyba przewartościuję mój system i na 1 miejscu postawię przed kobietami psa. :)) Umaszczenie ma takie, że z odległości 70m na tle płonących jesienią liści, stosunkowo trudną ją dostrzec. Pokazałem jej "zakochane drzewa", ale nie kumała o co biega ino szukała już kija na aport. Pierwszy był 2-wu metrowy. Z czasem ich długość się redukowała. Dodam, że mój las jest górzysty i prawie wyzionęła ducha. Wieczorem powtórzymy. I jako, że oporny jestem znowu ubiorę na dupę białe spodnie.
Udanego dnia dla wszystkich.
Czy kto widział dzisiejszy wschód Słońca o wpół do siódmej?
Jeśli przegapiliście, przespaliście, Bóg na niebie Wam tego nie wybaczy. (no chyba, że kochaliście się wtedy po bożemu wtedy loooz ;)
Zabrałem rano psa i przez łąki pośród wrzosów w drodze do lasu odkryłem całe poletko mięty. (jeszcze się nada) Ucieszyłem się.
Poranek dzisiejszy miał przenikliwe ziąbem powietrze, na zachodzie zmęczony po nocy Księżyc - mój duchowy przewodnik - oblekał się w siwe chmurki i rozpływał na zasłużony odpoczynek, zaś na wschodzie czerwone niebo było, z taką cieniutką chmurką od spodu podświetloną halogenowym światłem samego Boga. Ta chmura na horyzoncie - mogę przysiąc- przypominała okręt. Teraz już tego nie sposób sprawdzić. Nad mą głową przewalały się całe tabuny wron. W długich sznurach, falującym (wznoszącym i opadającym) lotem łączyły się w ogromne stada na wysokim pułapie.
Zrobiłem tylko dwa błędy.
1. Ubrałem białe jak śnieg spodnie.
2. Zapomniałem, że pies którego mam na podorędziu jest myśliwskim, zorientowanym na ptactwo.
No dobra zrobiłem trzy błędy.
3. Udaliśmy się na leśne bagna.
Uwierzcie, białe spodnie człowieczka, bagna i myśliwski pies, dla którego woda i knieje to naturalne środowisko nie są najlepszym połączeniem. Najpierw zapomniał się pies, później ja, bo życie w betonowej dżungli to nie dla mnie jest.
Pachnę psem teraz. Ta suka ma takiego speeda, takie wyczucie terenu w biegu i tak silny zgryz, że jestem w szoku. Chyba przewartościuję mój system i na 1 miejscu postawię przed kobietami psa. :)) Umaszczenie ma takie, że z odległości 70m na tle płonących jesienią liści, stosunkowo trudną ją dostrzec. Pokazałem jej "zakochane drzewa", ale nie kumała o co biega ino szukała już kija na aport. Pierwszy był 2-wu metrowy. Z czasem ich długość się redukowała. Dodam, że mój las jest górzysty i prawie wyzionęła ducha. Wieczorem powtórzymy. I jako, że oporny jestem znowu ubiorę na dupę białe spodnie.
Udanego dnia dla wszystkich.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Życie dalej jest piękne.
Teraz historia, ale nie z mchu i paproci.
Cały dzień piłem dzisiaj wino z gołuboka tnąc tę odmianę winorośli w jesiennym strzyżeniu. Inne (canadice i peage) też przyciąłem zgrabnie na dwa do czterech oczek.
Liście jabłoni zgrabiłem, polutowałem półprzewodniki w tv i przekopałem glebę.
Iiiii... wtedy przyszła pani babcia warszawianka.
Pani babcia warszawianka ma ogródek po sąsiedzku obok mego, ma błękitne oczy, ma 88lat i posiada to poczucie humoru, które u dzisiejszych kobiet się już raczej się nie spotyka. Dzisiaj miała swe piękne oczy kompletnie bez wyrazu (oprócz smutku), jakby na ich dnie zaszczepił się jakiś tajemniczy śmiercionośny wirus. Zawsze przychodziła ubrana w makijaż i w dobrze dobrane ciuchy, aaaa później zakładała granatowe dresy i zielony, ciepły golf zapinany na olbrzymie guziki i w tym makijażu łapała za widły lub haczkę.
Dzisiaj sprzedała swój ogródek i ponoć mam nowych sąsiadów. Powtarzam ma 88 lat. I przelazła dzisiaj przez płot bo nie chciało się jej zasuwać naokręte - gdyż koparka rozkopała ścieżkę do jej furtki.
Sprzedała swój ogródek dziś bo nie miała już sił.
Powiedziała mi z łzami w oczach, że jej ogródek (najbardziej zachwaszczony ze wszystkich) jest wyjątkowy, że cieszy się z każdego kwiatka co u niej rośnie, a szczególnie z tych, które rozsiewają się same.
Pani babcia warszawianka pochodzi z Wilna, jej mama pracowała w łaźni publicznej w Wilnie w czasach kiedy do tej łaźni z frontu wschodniego, przywożono dziesiątkami kilkudziesięcioletnich Niemców z tak głębokimi odmrożeniami kończyn, że nadawały się jedynie do amputacji.
Pani babcia warszawianka jest wyjątkowa bez dwóch zdań.
Dzisiaj mi powiedziała śmiejąc się w głos i trzymając opartą stopę na mojej trylince, że nigdy nie przypuszczała, że będzie kiedyś, aż tak stara. Płacz miałem na końcu nosa. Dobrze wiem, że ta kobieta czytała mnie na wskroś jak otwartą księgę. I powiedziała mi, że są tacy ludzie, z którymi od samego początku znajduję się wspólny język. Kończąc tę kwestę zakończyła, że bardzo mnie polubiła, bo zawsze miałem czas sensownie z nią porozmawiać i jej pomóc w ogrodzie.
Wtedy przegięła. Zacząłem coś bredzić o tym, że zapraszam na truskawki i kawę za rok, ale... no ale ona nie widzi już nadziei, dopala się, wypala się, przemija, przekwita, płowieje, poddaje się krzyczącemu zegarowi ciszy. Wie to. Powiedziała, że wszystko się kończy kiedyś. Wtedy wziąłem sekator gardena i ściąłem jej najpiękniejszą różowa różę z mego ogródka. Mam wciąż kwitnące róże białe, czerwone i różowe, ale najzdrowiej i najpiękniej wyglądają różowe. A szczególnie ta jedna, którą jej dałem.
Dam sobie prawo żeby wierzyć, iż w przyszłym roku pani babcia warszawianka wpadnie na pachtę na tuskawy do mnie (przez płot of course) albo wypije ze mną kawę.
Jednak... jednak już nikt ii nigdy nie powie do mnie: "siku robi się pod porzeczki babci warszawianki".
Co nie?
http://www.youtube.com/watch?v=g7aHLZctJgM
Teraz historia, ale nie z mchu i paproci.
Cały dzień piłem dzisiaj wino z gołuboka tnąc tę odmianę winorośli w jesiennym strzyżeniu. Inne (canadice i peage) też przyciąłem zgrabnie na dwa do czterech oczek.
Liście jabłoni zgrabiłem, polutowałem półprzewodniki w tv i przekopałem glebę.
Iiiii... wtedy przyszła pani babcia warszawianka.
Pani babcia warszawianka ma ogródek po sąsiedzku obok mego, ma błękitne oczy, ma 88lat i posiada to poczucie humoru, które u dzisiejszych kobiet się już raczej się nie spotyka. Dzisiaj miała swe piękne oczy kompletnie bez wyrazu (oprócz smutku), jakby na ich dnie zaszczepił się jakiś tajemniczy śmiercionośny wirus. Zawsze przychodziła ubrana w makijaż i w dobrze dobrane ciuchy, aaaa później zakładała granatowe dresy i zielony, ciepły golf zapinany na olbrzymie guziki i w tym makijażu łapała za widły lub haczkę.
Dzisiaj sprzedała swój ogródek i ponoć mam nowych sąsiadów. Powtarzam ma 88 lat. I przelazła dzisiaj przez płot bo nie chciało się jej zasuwać naokręte - gdyż koparka rozkopała ścieżkę do jej furtki.
Sprzedała swój ogródek dziś bo nie miała już sił.
Powiedziała mi z łzami w oczach, że jej ogródek (najbardziej zachwaszczony ze wszystkich) jest wyjątkowy, że cieszy się z każdego kwiatka co u niej rośnie, a szczególnie z tych, które rozsiewają się same.
Pani babcia warszawianka pochodzi z Wilna, jej mama pracowała w łaźni publicznej w Wilnie w czasach kiedy do tej łaźni z frontu wschodniego, przywożono dziesiątkami kilkudziesięcioletnich Niemców z tak głębokimi odmrożeniami kończyn, że nadawały się jedynie do amputacji.
Pani babcia warszawianka jest wyjątkowa bez dwóch zdań.
Dzisiaj mi powiedziała śmiejąc się w głos i trzymając opartą stopę na mojej trylince, że nigdy nie przypuszczała, że będzie kiedyś, aż tak stara. Płacz miałem na końcu nosa. Dobrze wiem, że ta kobieta czytała mnie na wskroś jak otwartą księgę. I powiedziała mi, że są tacy ludzie, z którymi od samego początku znajduję się wspólny język. Kończąc tę kwestę zakończyła, że bardzo mnie polubiła, bo zawsze miałem czas sensownie z nią porozmawiać i jej pomóc w ogrodzie.
Wtedy przegięła. Zacząłem coś bredzić o tym, że zapraszam na truskawki i kawę za rok, ale... no ale ona nie widzi już nadziei, dopala się, wypala się, przemija, przekwita, płowieje, poddaje się krzyczącemu zegarowi ciszy. Wie to. Powiedziała, że wszystko się kończy kiedyś. Wtedy wziąłem sekator gardena i ściąłem jej najpiękniejszą różowa różę z mego ogródka. Mam wciąż kwitnące róże białe, czerwone i różowe, ale najzdrowiej i najpiękniej wyglądają różowe. A szczególnie ta jedna, którą jej dałem.
Dam sobie prawo żeby wierzyć, iż w przyszłym roku pani babcia warszawianka wpadnie na pachtę na tuskawy do mnie (przez płot of course) albo wypije ze mną kawę.
Jednak... jednak już nikt ii nigdy nie powie do mnie: "siku robi się pod porzeczki babci warszawianki".
Co nie?
http://www.youtube.com/watch?v=g7aHLZctJgM
ciekawe nawet. takie synchroniczności. też będę miał nowych sąsiadów. dotychczasowy ma z kolei 87 lat i też już nie ma siły. i tez ma najbardziej zachwaszczoną działkę w okolicy. tam to pandemonium jest. 40 lat wrastał w tę ziemię ale niestety taka kolej rzeczy, że wszystko się kończy. ale aż tyle to o nim nie wiem. kilka razy go do domu odwiozłem. wiem, że córkę ma chorą i że jak był mały to czasem musiał na wsi pilnować małego józka. mały józek to teraz j.e. kardynał glemp. nie przepadam za nim zbytnio, ale to nie ma nic do rzeczy. za kardynałem, nie za sąsiadem, rzecz jasna.
nie mam pomysłu na linka. może joni. niedoceniana w naszym kraju. małej chyba by się spodobała
http://www.youtube.com/watch?v=Khe1_O6wH4Q
nie mam pomysłu na linka. może joni. niedoceniana w naszym kraju. małej chyba by się spodobała
http://www.youtube.com/watch?v=Khe1_O6wH4Q
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Wreszcie jakiś sensowny artykuł na trojmiasto.pl
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Daniel-Gralath-elektrycznoscia-podpalil-spirytus-a-Gdanskowi-zostawil-najpiekniejsza-aleje-n42775.html
Oby więcej takowych.
Pozdrawiam autora.
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Daniel-Gralath-elektrycznoscia-podpalil-spirytus-a-Gdanskowi-zostawil-najpiekniejsza-aleje-n42775.html
Oby więcej takowych.
Pozdrawiam autora.
Piję czerwone, Produit de France.
Lubię żabojadzkie słowo pisane na etykietach butelek. Lubię także etykiety koloru jasnego i nic to, że strużka burgundzkich kropel może poczynić zacieki na niej. Mnie o to chodzi nawet żeby zababrać niechcąco etykietę. Piję u siebie a nie na salooonach.
Ale warto wiedzieć co w winku siedzi. Lubię czytać co pijam. Szczególnie jak piję ;)
Poczytajcie:
http://winemaking.jackkeller.net/additives.asp
Lubię żabojadzkie słowo pisane na etykietach butelek. Lubię także etykiety koloru jasnego i nic to, że strużka burgundzkich kropel może poczynić zacieki na niej. Mnie o to chodzi nawet żeby zababrać niechcąco etykietę. Piję u siebie a nie na salooonach.
Ale warto wiedzieć co w winku siedzi. Lubię czytać co pijam. Szczególnie jak piję ;)
Poczytajcie:
http://winemaking.jackkeller.net/additives.asp
Scenka rodzajowa dlaczego nie powinno się zbytnio denerwować niektórych 67 letnich człowieczków.
http://www.youtube.com/watch?v=ENLaST1dzNo&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=ENLaST1dzNo&feature=related
hmmm jaka fajna nazwa. I jeszcze ludzie zajmują się tam w miarę ciekawymi rzeczami.
http://www.whiskeyislandmarina.com/services_whiskey_island_marina.html
http://www.whiskeyislandmarina.com/services_whiskey_island_marina.html
Fajne.
Jakiś taki spokój przez nich przebija.
Pełen luzior.
http://www.youtube.com/watch?v=hJk0G1-BSf0&feature=player_embedded#!
Jakiś taki spokój przez nich przebija.
Pełen luzior.
http://www.youtube.com/watch?v=hJk0G1-BSf0&feature=player_embedded#!
No.
To też jest całkiem przyjemne.
http://www.youtube.com/watch?v=LbvSqCKDP-k
To też jest całkiem przyjemne.
http://www.youtube.com/watch?v=LbvSqCKDP-k
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
joł rasta. 12 godzin w pracy. nadgodziny trzaskam bo lubię. dupy nikt nie zawraca i pizzę można do pracy zamówić. ale teraz już trzeba piwo spić i czegoś słoneczno-kalifornijskiego posłuchać.
http://www.youtube.com/watch?v=lwlogyj7nFE&ob=av3e
http://www.youtube.com/watch?v=lwlogyj7nFE&ob=av3e
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Spoko.
Nic nie stracę i nic nie zyskam.
Twoje zdrowie Mała.
Dla Ciebie to dedykuję, żebyś kiedyś przeżyła znów to o czym tu śpiewa Mark:
"Nic nie wiążę mnie z tą ziemią, ale takiego dokonałem wyboru
Śpiewam o sześciu ostrzach, o kolejce górskiej i salonie tatuażu
Przejechałem przez tunel strachów, koło rozbijających się o siebie samochodzików
Nie wiem, co przyniesie mi następna noc, ale zawsze wiem, co przynosi mi obecna chwila
Pośród kręgu wrzeszczących twarzy, zobaczyłem ją jak stoi w smudze światła
Trzymała w ręku karnet i tak jakby była ofiarą tej nocy
Ułożyłem rękę na dźwigni, powiedziałem: "o pani, trochę akcji"
A gdy zmagałem się z jednorękim bandytą, moje serce przeszyła strzała
A diabelskie koło wciąż się kręci, neon błyska ponad nami
A ja widzę cały świat jak na dłoni
Dziewczyno, wybierzmy się we wspólną podróż
Przez tunel miłości
To nie jest bezpieczne, gdy jedziesz na własną odpowiedzialność
Ona powiedziała: "Jesteś kompletnym nieznajomym i lepiej by tak już zostało"
Nic ma nic prostszego, wiesz, po prostu podejść i powiedzieć:
Hey, poproszę dla dwojga, bo tylko we dwoje jest dobra zabawa
A diabelskie koło wciąż się kręci, neon błyska ponad nami
A ja widzę cały świat jak na dłoni
Dziewczyno, wybierzmy się we wspólną podróż
Przez tunel miłości
Forsa poszła na muskuły
Pieniądze na muskuły i kolejna panna wyrwana
Kolejny zgiełk, by wszystko nabrało rozmachu
I by móc odpłynąć
Wiesz, tu jest tak ślicznie i zawsze tak było
Jak w tym hiszpańskim miasteczku z naszego dzieciństwa...
Zdjęła srebrny naszyjnik, powiedziała: "niech to ci czasem przypomina"
Włożyła rękę do mojej kieszeni, dostałem upominek i ostatni pocałunek
A pośród kurzu i zapachu benzyny, patrzyłem jak powoli znika
Mógłbym za nią podążyć, lecz z jakiegoś powodu nie zrobiłem tego
A teraz przeszukuję każdą karuzelę pod rozświetlonymi arkadami
Przeszukuję każdy zakątek, od wiszącego mostu, po palisadę
Każdą strzelnicę, gdzie składane są obietnice
By móc odpłynąć "
http://www.youtube.com/watch?v=TWX5yXMqxeA
Nic nie stracę i nic nie zyskam.
Twoje zdrowie Mała.
Dla Ciebie to dedykuję, żebyś kiedyś przeżyła znów to o czym tu śpiewa Mark:
"Nic nie wiążę mnie z tą ziemią, ale takiego dokonałem wyboru
Śpiewam o sześciu ostrzach, o kolejce górskiej i salonie tatuażu
Przejechałem przez tunel strachów, koło rozbijających się o siebie samochodzików
Nie wiem, co przyniesie mi następna noc, ale zawsze wiem, co przynosi mi obecna chwila
Pośród kręgu wrzeszczących twarzy, zobaczyłem ją jak stoi w smudze światła
Trzymała w ręku karnet i tak jakby była ofiarą tej nocy
Ułożyłem rękę na dźwigni, powiedziałem: "o pani, trochę akcji"
A gdy zmagałem się z jednorękim bandytą, moje serce przeszyła strzała
A diabelskie koło wciąż się kręci, neon błyska ponad nami
A ja widzę cały świat jak na dłoni
Dziewczyno, wybierzmy się we wspólną podróż
Przez tunel miłości
To nie jest bezpieczne, gdy jedziesz na własną odpowiedzialność
Ona powiedziała: "Jesteś kompletnym nieznajomym i lepiej by tak już zostało"
Nic ma nic prostszego, wiesz, po prostu podejść i powiedzieć:
Hey, poproszę dla dwojga, bo tylko we dwoje jest dobra zabawa
A diabelskie koło wciąż się kręci, neon błyska ponad nami
A ja widzę cały świat jak na dłoni
Dziewczyno, wybierzmy się we wspólną podróż
Przez tunel miłości
Forsa poszła na muskuły
Pieniądze na muskuły i kolejna panna wyrwana
Kolejny zgiełk, by wszystko nabrało rozmachu
I by móc odpłynąć
Wiesz, tu jest tak ślicznie i zawsze tak było
Jak w tym hiszpańskim miasteczku z naszego dzieciństwa...
Zdjęła srebrny naszyjnik, powiedziała: "niech to ci czasem przypomina"
Włożyła rękę do mojej kieszeni, dostałem upominek i ostatni pocałunek
A pośród kurzu i zapachu benzyny, patrzyłem jak powoli znika
Mógłbym za nią podążyć, lecz z jakiegoś powodu nie zrobiłem tego
A teraz przeszukuję każdą karuzelę pod rozświetlonymi arkadami
Przeszukuję każdy zakątek, od wiszącego mostu, po palisadę
Każdą strzelnicę, gdzie składane są obietnice
By móc odpłynąć "
http://www.youtube.com/watch?v=TWX5yXMqxeA
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Chyba Ty bardziej chcesz coś co było kiedyś i do tego wracać ;)
mnie się bardziej podobało to
http://www.youtube.com/watch?v=C_cryj7N4Kw
przez chwilę pomyślałam że cię znam...................................ale to nie możliwe...
mnie się bardziej podobało to
http://www.youtube.com/watch?v=C_cryj7N4Kw
przez chwilę pomyślałam że cię znam...................................ale to nie możliwe...
a wiecie, że jest taki film "boa kontra pyton"? wczoraj w radiowej jedynce była dyskusja o najgorszych filmach w historii, zadzwonił słuchacz i wymienił właśnie ten tytuł. boa kontra pyton! wesoło u mnie na tych nadgodzinach. dzisiaj też chyba do 20ej zostanę. ile to się można nauczyć... boa kontra pyton :))))))))
http://www.filmweb.pl/film/Boa+kontra+pyton-2004-163295
http://www.filmweb.pl/film/Boa+kontra+pyton-2004-163295
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
:))
Lustra były ok ale bardziej mnie wciągają Inni czy Szósty zmysł.....
teraz w kinach leci
http://www.youtube.com/watch?v=sOEkDXFC1tM
może się wybiorę to zobaczę czy strach się bać ;))
ostatni z lepszych oglądany to
http://www.youtube.com/watch?v=VkiEAhuQ-CI&feature=related
Lustra były ok ale bardziej mnie wciągają Inni czy Szósty zmysł.....
teraz w kinach leci
http://www.youtube.com/watch?v=sOEkDXFC1tM
może się wybiorę to zobaczę czy strach się bać ;))
ostatni z lepszych oglądany to
http://www.youtube.com/watch?v=VkiEAhuQ-CI&feature=related
szósty zmysł to jeden z najlepszych horrorów, jakie widziałem. inni mają podobny klimat, ale to dla mnie szósty zmysł 2. ten sam schemat, ten sam pomysł. co za tym idzie, element zaskoczenia odpada. a przez to film sporo traci. nic fajnego sobie nie przypominam obejrzanego w ostatnim czasie. o tej godzine trudno umysł wysilić. pamiętam, że martyrs oglądałem jako jeden z ostatnich. nie polecam. produkt chorej, francuskiej wyobraźni. chyba, ze ktoś lubi filmy sadystyczne w rodzaju hostela.
jeszcze 2 i pół godziny... jest zdecydowanie ciężej niż wczoraj. czas na kanapkę i jakąś słowiańską piosenkę
http://www.youtube.com/watch?v=1jmmHB3K69A
jeszcze 2 i pół godziny... jest zdecydowanie ciężej niż wczoraj. czas na kanapkę i jakąś słowiańską piosenkę
http://www.youtube.com/watch?v=1jmmHB3K69A
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
dałem radę. coś nostalgicznego na wyjście. bo gdzieś tam jest sklep z lodówką... to już na horyzoncie...
http://www.youtube.com/watch?v=Dr73prGeZ3Y
http://www.youtube.com/watch?v=Dr73prGeZ3Y
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Mała.
Pewnie, że to niemożliwe, iż mnie znasz.
Se obejrzyj bo warto. (stosunkowo wolno się ładuje)
http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/ludzie/wypalony/wideo/wypalony
Pewnie, że to niemożliwe, iż mnie znasz.
Se obejrzyj bo warto. (stosunkowo wolno się ładuje)
http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/ludzie/wypalony/wideo/wypalony
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Mówią jeszcze ten slogan z drugą częścią: "życie to nie bajka, pchaj po same jajka".
Jeśli idzie o "sens życia wg Małej" ;) to raczej właściwie wybrałaś. Pamiętaj jednak, że tak jak w zaprezentowanym filmowym materiale, pewnego dnia psiak zdycha pod drzewem miłości.
Coś nagle przemija, urywa się i bezpowrotnie się kończy. I co wtedy? Dalej będziesz w stanie na swych barkach udźwignąć sens skoro z definicji roztopi się jak lód na pustyni albo pęknie jak mydlana bańka?
Utoniesz w wówczas odmętach wspomnień czy przekroczysz próg jutrzejszej nadziei?
Posłuchaj Gaby. :)
Mądrze tu zaśpiewała refren, mianowicie: "Dlaczego wszystko
jest tak proste, póki nie przytrafi się Tobie?"
http://www.youtube.com/watch?v=vRwNkrUCcvo
Jeśli idzie o "sens życia wg Małej" ;) to raczej właściwie wybrałaś. Pamiętaj jednak, że tak jak w zaprezentowanym filmowym materiale, pewnego dnia psiak zdycha pod drzewem miłości.
Coś nagle przemija, urywa się i bezpowrotnie się kończy. I co wtedy? Dalej będziesz w stanie na swych barkach udźwignąć sens skoro z definicji roztopi się jak lód na pustyni albo pęknie jak mydlana bańka?
Utoniesz w wówczas odmętach wspomnień czy przekroczysz próg jutrzejszej nadziei?
Posłuchaj Gaby. :)
Mądrze tu zaśpiewała refren, mianowicie: "Dlaczego wszystko
jest tak proste, póki nie przytrafi się Tobie?"
http://www.youtube.com/watch?v=vRwNkrUCcvo
Nie przepadam myśleć co by było jak by......tak psiak zdycha a on jest sam i na pewno coś stracił...ale wybrał życie samotnika,najprostsza droga to się poddać,”strzelić sobie w łeb”ale to jest tchórzostwo i ucieczka, kto tak myśli to jesteś egoistą,ciężko jest żyć po stracie kogoś bliskiego,ale zawsze jest ktoś obok (rodzice,dzieci,rodzeństwo ….) i to dla nich trzeba przekroczyć próg jutrzejszej nadziei....wszystko przemija a życie jak powiedział jest tylko chwilą …
"Dlaczego wszystko jest tak proste, póki nie przytrafi się Tobie?"dla mnie nie wszystko jest proste,ale mam dla kogo żyć choć czasami nie mam na to ochoty.
No ale to jest "sens życia wg Małej" :)))))
i nie każdemu musi się to podobać.
"Dlaczego wszystko jest tak proste, póki nie przytrafi się Tobie?"dla mnie nie wszystko jest proste,ale mam dla kogo żyć choć czasami nie mam na to ochoty.
No ale to jest "sens życia wg Małej" :)))))
i nie każdemu musi się to podobać.
Każdy jest egoistą. Serio Mała.
To naturalny mechanizm, silnie poparty determinizmem. W genach mamy egoizm. Mam na myśli egoizm racjonalny.
Starasz się nie dopuszczać do siebie myśli w stylu "co by było gdyby...", a wiesz dlaczego?
ponieważ ewentualna możliwość zaistnienia faktu, iż straciłabyś najbliższą osobę powoduje u ludzi z miejsca dyskomfort psychiczny typu, strach, brak poczucia bezpieczeństwa, tudzież potrzebę bycia potrzebnym (tak tak masło maślane) i dowartościowanym. Ten dyskomfort oznacza z automatu, że musiałabyś porzucić ciepły waciak z podpinką i przebrać się w cienką kurtkę wiatrową podczas 25 stopniowego mrozu.
Ja tam zawsze robiłem i robię wszystko z czystego egoizmu. Jak chcę komuś pomóc albo zaszkodzić to robię tak tylko dlatego, że mi z tym tak dobrze.
Natomiast to czy ktoś strzeli se w łeb, jest równie mocno poparte egoizmem jak to, że spłodzi i wychowa dziecko.
A może się mylę?
To naturalny mechanizm, silnie poparty determinizmem. W genach mamy egoizm. Mam na myśli egoizm racjonalny.
Starasz się nie dopuszczać do siebie myśli w stylu "co by było gdyby...", a wiesz dlaczego?
ponieważ ewentualna możliwość zaistnienia faktu, iż straciłabyś najbliższą osobę powoduje u ludzi z miejsca dyskomfort psychiczny typu, strach, brak poczucia bezpieczeństwa, tudzież potrzebę bycia potrzebnym (tak tak masło maślane) i dowartościowanym. Ten dyskomfort oznacza z automatu, że musiałabyś porzucić ciepły waciak z podpinką i przebrać się w cienką kurtkę wiatrową podczas 25 stopniowego mrozu.
Ja tam zawsze robiłem i robię wszystko z czystego egoizmu. Jak chcę komuś pomóc albo zaszkodzić to robię tak tylko dlatego, że mi z tym tak dobrze.
Natomiast to czy ktoś strzeli se w łeb, jest równie mocno poparte egoizmem jak to, że spłodzi i wychowa dziecko.
A może się mylę?
Nosz już pijany jestem i nie wiem co piszę.
Tak to zdanie miało brzmieć:
ponieważ ewentualna możliwość zaistnienia faktu, iż straciłabyś najbliższą osobę powoduje u ludzi z miejsca dyskomfort psychiczny typu, strach, brak poczucia bezpieczeństwa, tudzież utratę potrzeby bycia potrzebnym (tak tak masło maślane - piramida Masłowa) i dowartościowanym"
Jo Manson.
Wiszę Ci skrzynkę buda.
Ja bym do nich rzucał nożami a nie strzelał.
Ciszej.
Tak to zdanie miało brzmieć:
ponieważ ewentualna możliwość zaistnienia faktu, iż straciłabyś najbliższą osobę powoduje u ludzi z miejsca dyskomfort psychiczny typu, strach, brak poczucia bezpieczeństwa, tudzież utratę potrzeby bycia potrzebnym (tak tak masło maślane - piramida Masłowa) i dowartościowanym"
Jo Manson.
Wiszę Ci skrzynkę buda.
Ja bym do nich rzucał nożami a nie strzelał.
Ciszej.
Oj tam :) badam Cię tylko Mała na razie.
Od filozofii wolę wino.
Ja miałem kiedyś dziewczynę (bardzo fajną zresztą), której jak dawałem kwiata (z egoistycznych pobudek ;)) to ona wskazywała mi dzbanek, w który należy napuścić wody i je włożyć. Do dziś nie wiem kto był większym egoistą - ja czy ona.
:)
Od filozofii wolę wino.
Ja miałem kiedyś dziewczynę (bardzo fajną zresztą), której jak dawałem kwiata (z egoistycznych pobudek ;)) to ona wskazywała mi dzbanek, w który należy napuścić wody i je włożyć. Do dziś nie wiem kto był większym egoistą - ja czy ona.
:)
Poczekam aż się rozmrozi.
Tymczasem popiję wina suto, se pomyślę i zagryzę wędzoną kiełbasą z czosnkiem wprost ze wsi gdzie diabeł mówi dobranoc.
Oj mają tam ludziska dobra wszelakie.
Na razie obstawiam gulasz.
A gdy kumpela z Lubą wrócą to wspólnie se pomyślimy.
Chociaż Luba nie je padliny.
To se wtedy pomyślę tylko z kumpelą ;)
Tymczasem popiję wina suto, se pomyślę i zagryzę wędzoną kiełbasą z czosnkiem wprost ze wsi gdzie diabeł mówi dobranoc.
Oj mają tam ludziska dobra wszelakie.
Na razie obstawiam gulasz.
A gdy kumpela z Lubą wrócą to wspólnie se pomyślimy.
Chociaż Luba nie je padliny.
To se wtedy pomyślę tylko z kumpelą ;)
Będzie jednak pieczeń.
Jutro.
Pierwsze zioło to cząber z mego ogródka.
Ale kumpela nie chce zdradzić receptu na marynatę.
Łechtam ją jak mogę, ale twarda jest, bo to wsiowa tajemnica.
Uśmiechnęła się dopiero kiedy zaproponowałem jej do pożyczenia na noc do snu mój zielony sweter united colors of benetton.
Luba zazdrosna.
Czyli wszystko jak trzeba.
I tak ją zdobędę.
Wiedzę na marynatę, przecież nie kumpelę.
Zdrówko.
Jutro.
Pierwsze zioło to cząber z mego ogródka.
Ale kumpela nie chce zdradzić receptu na marynatę.
Łechtam ją jak mogę, ale twarda jest, bo to wsiowa tajemnica.
Uśmiechnęła się dopiero kiedy zaproponowałem jej do pożyczenia na noc do snu mój zielony sweter united colors of benetton.
Luba zazdrosna.
Czyli wszystko jak trzeba.
I tak ją zdobędę.
Wiedzę na marynatę, przecież nie kumpelę.
Zdrówko.
No fakt, ja jak wyciągam flaszkę ze spirtem to zwykle goście zaczynają się dziwnie śpiesznie żegnać.
Ostatnio rozwaliłem imprę wściekłymi psami - pół na pół spirt i gęsty sok malinowy. Pić na jeden łyk. W pół godziny faceci stracili wewnętrzną sztywność, a w drugie pół godziny stracili cokolwiek co tam trzyma w pionie. A ich przemiłe kobiety pytają Szurę, tak żebym tego nie słyszał, "jak ty z nim wytrzymujesz?" - i trwożliwie oglądają się przez ramię czy się gdzieś tam nie czaję z siekierą.
Spirt dobry jest.
Ale dzisiaj nakupiłem budów i będę się zabudowywał.
Ostatnio rozwaliłem imprę wściekłymi psami - pół na pół spirt i gęsty sok malinowy. Pić na jeden łyk. W pół godziny faceci stracili wewnętrzną sztywność, a w drugie pół godziny stracili cokolwiek co tam trzyma w pionie. A ich przemiłe kobiety pytają Szurę, tak żebym tego nie słyszał, "jak ty z nim wytrzymujesz?" - i trwożliwie oglądają się przez ramię czy się gdzieś tam nie czaję z siekierą.
Spirt dobry jest.
Ale dzisiaj nakupiłem budów i będę się zabudowywał.
Wierzę :)
Szkoda, że mnie tam nie było wtedy :)
Zostałbym na końcu przy stole, pogadał z Szurą, sklarował szkło i spytał Cię (właściwie informując) że zasnę pośrodku sfory.
z****iście się zasypia pośród czarnych diabłów.
Coś na ten temat wiem :)
Kawałek blues'a.
http://www.youtube.com/watch?v=QvHA-dY0K-o
Szkoda, że mnie tam nie było wtedy :)
Zostałbym na końcu przy stole, pogadał z Szurą, sklarował szkło i spytał Cię (właściwie informując) że zasnę pośrodku sfory.
z****iście się zasypia pośród czarnych diabłów.
Coś na ten temat wiem :)
Kawałek blues'a.
http://www.youtube.com/watch?v=QvHA-dY0K-o
A no i.
Dzisiaj przyuważyłem w ogródku, że mam dwie (niewielkie) kwitnące, czerwone róże.
Serio.
Różowe i białe szlag trafił już.
Za stary jestem by kłamać.
http://www.youtube.com/watch?v=fOMbn5IPRGQ&feature=related
Dzisiaj przyuważyłem w ogródku, że mam dwie (niewielkie) kwitnące, czerwone róże.
Serio.
Różowe i białe szlag trafił już.
Za stary jestem by kłamać.
http://www.youtube.com/watch?v=fOMbn5IPRGQ&feature=related
A w ogóle...
:)
to jesień ma jedną wadę, mianowicie rano ptaki nie śpiewają, a poza tym jest ok.
I nie wiem jak to jest, ale kurka wodna, coraz bardziej doceniam arabski model rodziny.
Zawsze któraś jest na chodzie, a któraś śpi i wtedy można nie samemu, spić ostatniego ukrytego browca lub butelkę wina o 6 rano i pogadać o bzdetach.
:)
to jesień ma jedną wadę, mianowicie rano ptaki nie śpiewają, a poza tym jest ok.
I nie wiem jak to jest, ale kurka wodna, coraz bardziej doceniam arabski model rodziny.
Zawsze któraś jest na chodzie, a któraś śpi i wtedy można nie samemu, spić ostatniego ukrytego browca lub butelkę wina o 6 rano i pogadać o bzdetach.
No mają ludzie pomysły :)
Wryło mnie dziś w glebę ( nie za bardzo)
Wróciłem z rybek z Żarnowieckiego, zapędziłem się do głównej na piwo, no i podchodzi do mego stolika typiara i gada, że chce mnie na modela do salonu fryzjerskiego i żebym strzygł innych.
:)))
Kocham kobiety.
Życie zazwyczaj zapewne jest zabawne.
Odmówiłem.
Wryło mnie dziś w glebę ( nie za bardzo)
Wróciłem z rybek z Żarnowieckiego, zapędziłem się do głównej na piwo, no i podchodzi do mego stolika typiara i gada, że chce mnie na modela do salonu fryzjerskiego i żebym strzygł innych.
:)))
Kocham kobiety.
Życie zazwyczaj zapewne jest zabawne.
Odmówiłem.
Sam się naucz.
Spadówa.
http://www.youtube.com/watch?v=Ao8FIszjKZg
Spadówa.
http://www.youtube.com/watch?v=Ao8FIszjKZg
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Teraz coś z kapusty. :)
Żeby ją polubić.
Komponenty:
4l wody.
- Kilogramowa kapusta.
- Cebula pokrojona w plasterki.
- Czerwona papryka pokrojona w plasterki.
- Zielona papryka pokrojona w plasterki.
- Dwie marchewki starte.
- dwie łyżki posiekanej naci pietruchy.
- kminek - mała, płaska łyżeczka.
Sól i pieprz.
I lecimy:
Korzeń kapusty out i wrzucamy główkę do wrzącej wody zmniejszając ogień. W trakcie gotowania zewnętrzne liście odpadają same. Wyławiamy je i hartujemy w zimnej wodzie po czym obsuszamy. Pozostałą część kapusty, która się nie rozwarstwi siekamy na drobno. W wodzie po kapuście blanszujemy z 5 minut obie papryki, marchew i cebulę, po czem :) cedzimy i dodajemy do warzyw kminek, sól, pieprz oraz posiekaną kapuchę.
Wymieszać dokładnie :)
Ciut oliwy i to będzie wsad tudzież baza.
Teraz z każdego obsuszonego liścia kapusty wykrawamy łodygę, (takie odwrócone V wyjdzie) i na środek każdego liścia dajemy dwie łyżki bazy warzywnej. Krawędzie liścia składamy do środka warzywnej pulpy i papierowym ręcznikiem owijamy (najlepiej zawiązując) każdą pojedynczą główkę na tak długo, aby otrzymać stabilny/twardy kształt kuli. Ręcznik wek. Tak uformowane główki gotujemy na parze z 10-15 minut.
Można do bazy warzywnej dodać kilka kropel sosu sojowego Kikkoman, albo/i tabasco.
Podawać na zimno lub ciepło.
Smacznego.
Żeby ją polubić.
Komponenty:
4l wody.
- Kilogramowa kapusta.
- Cebula pokrojona w plasterki.
- Czerwona papryka pokrojona w plasterki.
- Zielona papryka pokrojona w plasterki.
- Dwie marchewki starte.
- dwie łyżki posiekanej naci pietruchy.
- kminek - mała, płaska łyżeczka.
Sól i pieprz.
I lecimy:
Korzeń kapusty out i wrzucamy główkę do wrzącej wody zmniejszając ogień. W trakcie gotowania zewnętrzne liście odpadają same. Wyławiamy je i hartujemy w zimnej wodzie po czym obsuszamy. Pozostałą część kapusty, która się nie rozwarstwi siekamy na drobno. W wodzie po kapuście blanszujemy z 5 minut obie papryki, marchew i cebulę, po czem :) cedzimy i dodajemy do warzyw kminek, sól, pieprz oraz posiekaną kapuchę.
Wymieszać dokładnie :)
Ciut oliwy i to będzie wsad tudzież baza.
Teraz z każdego obsuszonego liścia kapusty wykrawamy łodygę, (takie odwrócone V wyjdzie) i na środek każdego liścia dajemy dwie łyżki bazy warzywnej. Krawędzie liścia składamy do środka warzywnej pulpy i papierowym ręcznikiem owijamy (najlepiej zawiązując) każdą pojedynczą główkę na tak długo, aby otrzymać stabilny/twardy kształt kuli. Ręcznik wek. Tak uformowane główki gotujemy na parze z 10-15 minut.
Można do bazy warzywnej dodać kilka kropel sosu sojowego Kikkoman, albo/i tabasco.
Podawać na zimno lub ciepło.
Smacznego.
Mokro.
Zaszyję się w domku z butelka wina wtedy i zrobię se seans filmowy.
A no i odkryłem to:
http://kultura.trojmiasto.pl/Bezkresna-dzicz-inspiruje-Rozmowa-z-Romualdem-Koperskim-n43352.html
Kurna całą Syberię mi zadepczą zanim tam trafię.
Zaszyję się w domku z butelka wina wtedy i zrobię se seans filmowy.
A no i odkryłem to:
http://kultura.trojmiasto.pl/Bezkresna-dzicz-inspiruje-Rozmowa-z-Romualdem-Koperskim-n43352.html
Kurna całą Syberię mi zadepczą zanim tam trafię.
Kapusta to królowa warzyw, z niej mozna zrobić wszystko i do wszystkiego pasuje. Jak można nie lubić królowy? Wczoraj robiłam farsz kapusta z grzybami i dziś zrobiłam krokiety, a jutro mam wiecej czasu, to zrobię pierożki z kapuścianym farszem.
Tylko to moje uwielbienie kapusty wpływa niekorzystnie na krzepliwość krwi. i jak idę na pobranie, to potem długo siedzę nim przestanie sie sączyć.
Tylko to moje uwielbienie kapusty wpływa niekorzystnie na krzepliwość krwi. i jak idę na pobranie, to potem długo siedzę nim przestanie sie sączyć.
Czasami mam ochotę iść sobie w cholerę, tyko nie wiem którędy.
Kurna, całe dziesięć minut się broniła 'gupia' maszyna.
Se ustawiłem na pionki "bar" (wiadomo).
http://www.pasjans.net/warcaby-2
Se ustawiłem na pionki "bar" (wiadomo).
http://www.pasjans.net/warcaby-2
Odkryłem, że jest gicio.
I że gruby, litrowy kufel specjala zalany do przelania pianki leżajskiem swoje waży. Leżajsk to nie jest złe piwo.
A no i Słońce świeci i wiatr odleciał.
Chciałbym opisać mój dzisiejszy, wyczesany sen, ale raczej tu nie mogę.
A może zachowam go dla siebie i tak przecie gro z nich się sprawdza w realu.
W oczekiwaniu na gości se posączę.
Dzisiaj robię gyros z warzywami.
I kotlety sojowe ala c.
Ktoś głodny?
A propos gyrosa - mój naprawdę dobry kumpel co zna się na obróbce mięsidła - jemu tylko dobry nóż dać :) - przez godzinę na wydechu mi wyłożył od a do z ten temat. Łącznie z parkiem maszynowym, procesem wyrobu przyprawami i sosami. Ja ze swej strony tylko powiem Wam tak: kupujcie na mieście zawsze - o ile nie jesteście wege - gyros drobiowy, a nie wołowo-indyczy. Zwyczajnie. Drobiowy w zdecydowanej większości (przynajmniej jeśli idzie o 3city) jest trybowany ręcznie, zaś wołowo-indyczy, no cóż... przez wilka leci i naprawdę różne rzeczy tam kończą swój żywot.
Dobrej niedzieli dzieci.
http://www.youtube.com/watch?v=5DUCKGyojpE
ps. chyba jednak nie opiszę tego snu :)
I że gruby, litrowy kufel specjala zalany do przelania pianki leżajskiem swoje waży. Leżajsk to nie jest złe piwo.
A no i Słońce świeci i wiatr odleciał.
Chciałbym opisać mój dzisiejszy, wyczesany sen, ale raczej tu nie mogę.
A może zachowam go dla siebie i tak przecie gro z nich się sprawdza w realu.
W oczekiwaniu na gości se posączę.
Dzisiaj robię gyros z warzywami.
I kotlety sojowe ala c.
Ktoś głodny?
A propos gyrosa - mój naprawdę dobry kumpel co zna się na obróbce mięsidła - jemu tylko dobry nóż dać :) - przez godzinę na wydechu mi wyłożył od a do z ten temat. Łącznie z parkiem maszynowym, procesem wyrobu przyprawami i sosami. Ja ze swej strony tylko powiem Wam tak: kupujcie na mieście zawsze - o ile nie jesteście wege - gyros drobiowy, a nie wołowo-indyczy. Zwyczajnie. Drobiowy w zdecydowanej większości (przynajmniej jeśli idzie o 3city) jest trybowany ręcznie, zaś wołowo-indyczy, no cóż... przez wilka leci i naprawdę różne rzeczy tam kończą swój żywot.
Dobrej niedzieli dzieci.
http://www.youtube.com/watch?v=5DUCKGyojpE
ps. chyba jednak nie opiszę tego snu :)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
E nie wiem.
Bo ja sam w tym śnie to nie byłem.
Była jeszcze T.J.K. czyli, Taka Jedna Kobieta :)
Zresztą to nie do końca był sen, bo się budziłem często nad ranem, ale śniło mi się wciąż to samo, innymi słowy - obrót rolki marzeń sennych przerywany był pomrukiem rzeczywistości, jednak szpulka dotarła do końca, albo przynajmniej na tyle na ile uciągnął silniczek w magnetofonie filmoteki narodowej :)
Reasumując: to był sen, ale wplecione w niego zostały rzeczywiste sytuacje z przeszłości.
Najwyżej trochę zmienię. Najwyżej wieczorem napiszę.
ps. No jestem dużym chłopcem, przecież mnie widziałaś ;)
Bo ja sam w tym śnie to nie byłem.
Była jeszcze T.J.K. czyli, Taka Jedna Kobieta :)
Zresztą to nie do końca był sen, bo się budziłem często nad ranem, ale śniło mi się wciąż to samo, innymi słowy - obrót rolki marzeń sennych przerywany był pomrukiem rzeczywistości, jednak szpulka dotarła do końca, albo przynajmniej na tyle na ile uciągnął silniczek w magnetofonie filmoteki narodowej :)
Reasumując: to był sen, ale wplecione w niego zostały rzeczywiste sytuacje z przeszłości.
Najwyżej trochę zmienię. Najwyżej wieczorem napiszę.
ps. No jestem dużym chłopcem, przecież mnie widziałaś ;)
No.
A ja złamałem swą żelazną zasadę, że nigdy nie zainstaluję se skype, jednak zasady są po to by je łamać. I po 6godz. wyhaczyła mnie z partyzanta "jedna z najcudowniejszych kobiet z BRD" z którą mam więcej dobrych wspomnień nizli pamiętam.
Cholerka, ale się super trzyma :)) - rozkwitła. Zatem się kopsnę zza zachodnią niebawem, i jeśli zdążę nie wypić przywiozę Mansonie dla Cię jakiś dobry browar. Powatrzam jeśli uda mnie się dowieźć :)
A ja złamałem swą żelazną zasadę, że nigdy nie zainstaluję se skype, jednak zasady są po to by je łamać. I po 6godz. wyhaczyła mnie z partyzanta "jedna z najcudowniejszych kobiet z BRD" z którą mam więcej dobrych wspomnień nizli pamiętam.
Cholerka, ale się super trzyma :)) - rozkwitła. Zatem się kopsnę zza zachodnią niebawem, i jeśli zdążę nie wypić przywiozę Mansonie dla Cię jakiś dobry browar. Powatrzam jeśli uda mnie się dowieźć :)
Chyba, że masz Manson jakieś sprecyzowne gusta.
Bo do Danii też się bryknę. Duńskie browarki są cool.
np. to http://www.piwarium.pl/miniatury/3241.JPG
Ale się nakręciłem. Sam nie wiem na co bardziej, czy na ulubione browarki com pił 10lat wstecz czy na stare kąty :)
Bo do Danii też się bryknę. Duńskie browarki są cool.
np. to http://www.piwarium.pl/miniatury/3241.JPG
Ale się nakręciłem. Sam nie wiem na co bardziej, czy na ulubione browarki com pił 10lat wstecz czy na stare kąty :)
Dlaczego ja zawsze muszę sam se robić kolację?
To też jest dla mnie jedna z zagadek wszechświata.
I nawet fantazji nie mam na coś spoza zaklętego kręgu jajecznic bo jak wiadomo jajecznic są setki.
coś na rano, słodkie jak orzechy w miodzie, trzeba tylko te kiepskie głośniki (sorry za kolokwializm ekhm )zastąpić jakimś rozsądnym audio.
http://www.youtube.com/watch?v=y-PXoEbcBXU&feature=player_embedded
To też jest dla mnie jedna z zagadek wszechświata.
I nawet fantazji nie mam na coś spoza zaklętego kręgu jajecznic bo jak wiadomo jajecznic są setki.
coś na rano, słodkie jak orzechy w miodzie, trzeba tylko te kiepskie głośniki (sorry za kolokwializm ekhm )zastąpić jakimś rozsądnym audio.
http://www.youtube.com/watch?v=y-PXoEbcBXU&feature=player_embedded
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
będziesz tym kim jesteś
http://www.youtube.com/watch?v=WjNUJSuV42k
to też mi się nie nudzi
wesołych c
życzenia od mnie dla all
http://www.youtube.com/watch?v=WjNUJSuV42k
to też mi się nie nudzi
wesołych c
życzenia od mnie dla all
Nie wiem, co tam można mieć za komplikacje z okazji Świąt.
No owszem, zakupy trzeba zaplanować w okolicach piętnastego i obkupić się na 3 tygodnie, i tyle.
Aha, jeszcze Szuroczka z moją pomocą lepi pierogi z kapustą i grzybami, do czego w ciągu roku nie da się jej zagnać. No może jak pokażą się pierwsze jagody.
A poza tym jest jak zawsze.
U nas w lesie nie widać tego całego szaleństwa, więc zapewne nie dość obiektywnie je odbieram.
Ale bez przesady.
A poza tym Grincz czuwa :)))
No owszem, zakupy trzeba zaplanować w okolicach piętnastego i obkupić się na 3 tygodnie, i tyle.
Aha, jeszcze Szuroczka z moją pomocą lepi pierogi z kapustą i grzybami, do czego w ciągu roku nie da się jej zagnać. No może jak pokażą się pierwsze jagody.
A poza tym jest jak zawsze.
U nas w lesie nie widać tego całego szaleństwa, więc zapewne nie dość obiektywnie je odbieram.
Ale bez przesady.
A poza tym Grincz czuwa :)))
Wczoraj zaobserwowałem u mego przyjaciela ciekawe zjawisko.
Piliśmy bite dwa dni i nocy (na zmianę flaszka i parę browców i tak na okrągło)
W nocy dziś poszliśmy na piwo. Mieliśmy wyżarte, aleee bez przesady.
S. trybi, wysławia się jak trzeźwy słowem kondycha psychofizyczna w normie. Wypiliśmy po piwie i S. nagle odpłynął. No totalnie. Po jednym browarku. Chyba nałożyło się na siebie za dużo.
Zaniosłem go do chaty bo by nie doszedł i zostałem sam.
Trochę się o niego boję.
Idę do chyloni kuknę czy dycha, głupio byłoby wykończyć frienda na wigilię.
Przy okazji kupię browce na kaca.
Nie powinienem pić z ludźmi.
A szczególnie z najlepszymi przyjaciółmi.
Piliśmy bite dwa dni i nocy (na zmianę flaszka i parę browców i tak na okrągło)
W nocy dziś poszliśmy na piwo. Mieliśmy wyżarte, aleee bez przesady.
S. trybi, wysławia się jak trzeźwy słowem kondycha psychofizyczna w normie. Wypiliśmy po piwie i S. nagle odpłynął. No totalnie. Po jednym browarku. Chyba nałożyło się na siebie za dużo.
Zaniosłem go do chaty bo by nie doszedł i zostałem sam.
Trochę się o niego boję.
Idę do chyloni kuknę czy dycha, głupio byłoby wykończyć frienda na wigilię.
Przy okazji kupię browce na kaca.
Nie powinienem pić z ludźmi.
A szczególnie z najlepszymi przyjaciółmi.
Luzior.
Spiję nieśpiesznie ostatniego (?) stronga i odpalam 4 fajerki na piecu.
Potrzebuję tylko dużo miejsca, dużo noży i garów.
Przez 7 godzin można zrobić tyle przy czym inni pocą się tydzień.
http://www.youtube.com/watch?v=ft3WbXivjhM&feature=player_embedded
Spiję nieśpiesznie ostatniego (?) stronga i odpalam 4 fajerki na piecu.
Potrzebuję tylko dużo miejsca, dużo noży i garów.
Przez 7 godzin można zrobić tyle przy czym inni pocą się tydzień.
http://www.youtube.com/watch?v=ft3WbXivjhM&feature=player_embedded
Nie kumam.
Bo pewno zbyt jestem naćpany, albo zanurzyłem się w alkoholowym ciągu znów.
Kolego.
Do belfegora to można by, co najwyżej, wyposażyć w coś co zwie się lemierz.
Jako elektryk, spawacz i mechanik (ten z wyobraźnią) nie widzę tego inaczej.
http://w22.wrzuta.pl/audio/2VQb4HdWqzd/sector_gaza_-_gulyay_mujik
Bo pewno zbyt jestem naćpany, albo zanurzyłem się w alkoholowym ciągu znów.
Kolego.
Do belfegora to można by, co najwyżej, wyposażyć w coś co zwie się lemierz.
Jako elektryk, spawacz i mechanik (ten z wyobraźnią) nie widzę tego inaczej.
http://w22.wrzuta.pl/audio/2VQb4HdWqzd/sector_gaza_-_gulyay_mujik
Jo - Marcin/Martin. (jutro masz imieniny? ;)
I to je właśnie lemiesz (a nie pług !) zaadoptowny na bieżące potrzeby do czterokołowej "terenówki".
"Jeśli człowiek używa nieprawidłowej terminologi wówczas nie będzie w stanie dojść do prawdziwych wniosków".
Napisał tak Marks czy Konfucjusz? (nie pamiętam)
A teraz jem kaszę gryczaną z kiszeniakiem, podsmażonymi pieczarkami z cebulą i kurczakiem którego korpus po uprzednim upieczeniu został był podziellony na drobniutkie, niewielkie frakcje. Razem z tłustą chrupiącą skórką.
Masakra.
Urywa tyłek - takie smaczne :)
I to je właśnie lemiesz (a nie pług !) zaadoptowny na bieżące potrzeby do czterokołowej "terenówki".
"Jeśli człowiek używa nieprawidłowej terminologi wówczas nie będzie w stanie dojść do prawdziwych wniosków".
Napisał tak Marks czy Konfucjusz? (nie pamiętam)
A teraz jem kaszę gryczaną z kiszeniakiem, podsmażonymi pieczarkami z cebulą i kurczakiem którego korpus po uprzednim upieczeniu został był podziellony na drobniutkie, niewielkie frakcje. Razem z tłustą chrupiącą skórką.
Masakra.
Urywa tyłek - takie smaczne :)
nie ma ładniejszych ani brzydszych patroli
imieniny w święto narodowe
kosumuję akuratnio
http://martinezmik.wrzuta.pl/obraz/9VIdWSOS0m4/20091205208
ze z kolegami z pracy
oczywi po pracy
do tego oni jasia
ja tradycyjnie czysta
imieniny w święto narodowe
kosumuję akuratnio
http://martinezmik.wrzuta.pl/obraz/9VIdWSOS0m4/20091205208
ze z kolegami z pracy
oczywi po pracy
do tego oni jasia
ja tradycyjnie czysta
a ja dzisiaj odkryłem
Znaczy nie dziś odkryłem, tylko z dwa tygodnie temu.
Że stoisko z piwami regionalnymi z pasażu Tesco (przy Kcyńskiej ) popłynęło zdradzieckim nurtem wprost na drugą stronę lustra żyznej krainy Hadesu, przekładając prostacko mój wysokooktanowy język na język ludzi światłych, szczęśliwie i wielopiętrowo spełnionych, tudzież trzeźwych oznacza to ni mniej ni więcej, że właściciel/podmiot piwnego stoiska czy inne cholerstwo o podobnej nazwie splajtował, albo wyprał i wybielaczem do kolorów wybielił kasiorę przy liliowym akopaniamencie płynu do płukania.
Rea i sumując.
Wali mnie to.
Nie przynudzam już.
Powiem tylko, że dziś znalazłem słoiki KISZONEJ cukinii w piwnicy.
Do licha nie wiedziałem, że zrobiłem kiedyś pikle kiszonej cukini - zawsze robiłem na słodko kwaśno, raczej bez smaku jako bazę do zapiekanek.
Otworzę drugą butel rudej na myszach, może roztapiający się lód uprzytomni, iż jednak nie mam dziur od chlania.
No tak zrobię.
A zapiekanki to róbcie dzieci tak.
Bagietki pszenne z Tesco.
Czosnek na maśle rozsmażcie bo bagietka lubi pić.
Cukinia w piklach wartwa number łan.
Świeże plasterki pomidorów z targowiska w Chyloni to jest warstwa two.
Tre to surowa drobno krojona cebulka, nieważne czy nać czy korzeń z majerankiem lub ziółkiem prowansalskim, bo cebula kocha i chłonie zioło.
A na daszek podwójny ser.
I zapiekamy. (niektórzy lubią ziółka dać na ser na ewentualny sos też być może)
Można, a nawet wskazane osobno podać oliwiki, musztardę, listki sałaty.
Ale gadam.
Idę zalać se szklankę z łychą bo ferajna głodna i ten wzór zapiekanki zapiec com go opisał powyżej.
Tyle, że smutny jestem.
Nie lubię pitrasić gdym jest smutny, bo mam wedy złą energię.
http://www.youtube.com/watch?v=lqzuZNuTpGo&feature=related
Że stoisko z piwami regionalnymi z pasażu Tesco (przy Kcyńskiej ) popłynęło zdradzieckim nurtem wprost na drugą stronę lustra żyznej krainy Hadesu, przekładając prostacko mój wysokooktanowy język na język ludzi światłych, szczęśliwie i wielopiętrowo spełnionych, tudzież trzeźwych oznacza to ni mniej ni więcej, że właściciel/podmiot piwnego stoiska czy inne cholerstwo o podobnej nazwie splajtował, albo wyprał i wybielaczem do kolorów wybielił kasiorę przy liliowym akopaniamencie płynu do płukania.
Rea i sumując.
Wali mnie to.
Nie przynudzam już.
Powiem tylko, że dziś znalazłem słoiki KISZONEJ cukinii w piwnicy.
Do licha nie wiedziałem, że zrobiłem kiedyś pikle kiszonej cukini - zawsze robiłem na słodko kwaśno, raczej bez smaku jako bazę do zapiekanek.
Otworzę drugą butel rudej na myszach, może roztapiający się lód uprzytomni, iż jednak nie mam dziur od chlania.
No tak zrobię.
A zapiekanki to róbcie dzieci tak.
Bagietki pszenne z Tesco.
Czosnek na maśle rozsmażcie bo bagietka lubi pić.
Cukinia w piklach wartwa number łan.
Świeże plasterki pomidorów z targowiska w Chyloni to jest warstwa two.
Tre to surowa drobno krojona cebulka, nieważne czy nać czy korzeń z majerankiem lub ziółkiem prowansalskim, bo cebula kocha i chłonie zioło.
A na daszek podwójny ser.
I zapiekamy. (niektórzy lubią ziółka dać na ser na ewentualny sos też być może)
Można, a nawet wskazane osobno podać oliwiki, musztardę, listki sałaty.
Ale gadam.
Idę zalać se szklankę z łychą bo ferajna głodna i ten wzór zapiekanki zapiec com go opisał powyżej.
Tyle, że smutny jestem.
Nie lubię pitrasić gdym jest smutny, bo mam wedy złą energię.
http://www.youtube.com/watch?v=lqzuZNuTpGo&feature=related
Nadając z kuchni se myślę, że można, a nawet winno się, przemycić gdzieś pomiędzy warstwami zapiekanki (z ang. layers) plastry pieczarek.
Lubicie zapach majeranku?
Nie ma bata.
Skuję się dziś przy tym
http://www.youtube.com/watch?v=lqzuZNuTpGo&feature=related
Lubicie zapach majeranku?
Nie ma bata.
Skuję się dziś przy tym
http://www.youtube.com/watch?v=lqzuZNuTpGo&feature=related
Wcześnie Waść wstajesz.
Dzisiaj z rańca w Chyloni spotkałem znajomego G., poszliśmy na kilka piw pod Kojana. (pod Kojana, bo te burżuje z Chyloni otwierają kiedy słońce już wysoko)
Okazało się, że G. mieszkał kiedyś w Sopo (vide Sopot) razem z Mirą Kubasińską i Tadeuszem Nalepą.
Lubię G. słuchać, wprost przepadam za jego słowem mówionym, bo swymi historiami prosto bodzie i łechce mnie tak jak tego chce i jak ja tego bym oczekiwał. Lubię go, bo przez życie jednym płytkim ślizgiem nie płynął nigdy.
Należy do tej grupy kolesi, u których mgr przed nazwiskiem nie tylko widać, słuchać ale i czuć, nawet jeśli pije się z nim w bramie, na przykład, na Grabówku. Unikat-ewolucja jakoś wyeliminowała doborem naturalnym takich zacnych ludzi, ale ja odkąd pamiętam zawsze miałem szczęście takich ludzi spotykać, jak różnoimienne magnesy się przyciągać. Ale magnes zawsze jest magnesem i tu nic się nie zmieni.
No. Otworzę se tylko ostatni brow. przed południem.
I jadę.
Muszę kupić rurki 110-tki do komina, szmot, zaprawę blachę i inne takie. Byle nie zapomnieć nożyc do blachy. I tak zapomnę.
http://www.youtube.com/watch?v=yvWGREauPec
Dzisiaj z rańca w Chyloni spotkałem znajomego G., poszliśmy na kilka piw pod Kojana. (pod Kojana, bo te burżuje z Chyloni otwierają kiedy słońce już wysoko)
Okazało się, że G. mieszkał kiedyś w Sopo (vide Sopot) razem z Mirą Kubasińską i Tadeuszem Nalepą.
Lubię G. słuchać, wprost przepadam za jego słowem mówionym, bo swymi historiami prosto bodzie i łechce mnie tak jak tego chce i jak ja tego bym oczekiwał. Lubię go, bo przez życie jednym płytkim ślizgiem nie płynął nigdy.
Należy do tej grupy kolesi, u których mgr przed nazwiskiem nie tylko widać, słuchać ale i czuć, nawet jeśli pije się z nim w bramie, na przykład, na Grabówku. Unikat-ewolucja jakoś wyeliminowała doborem naturalnym takich zacnych ludzi, ale ja odkąd pamiętam zawsze miałem szczęście takich ludzi spotykać, jak różnoimienne magnesy się przyciągać. Ale magnes zawsze jest magnesem i tu nic się nie zmieni.
No. Otworzę se tylko ostatni brow. przed południem.
I jadę.
Muszę kupić rurki 110-tki do komina, szmot, zaprawę blachę i inne takie. Byle nie zapomnieć nożyc do blachy. I tak zapomnę.
http://www.youtube.com/watch?v=yvWGREauPec
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Chciałbym powiedzieć, że Solitaire ma słownie cztery siłownie.
Każda jest wielkości takiej jaka jest na Lorelay.
Ciężka rosyjska konstrukcja mistrzowsko przez Holendrów (przy wsparciu Szwajcarskiej kasy, beka co nie, że armatorem jest Szwajcar) zaadoptowana do najbardziej na świecie specjalistycznych dennych robót.
http://www.allseas.com/uk/58/equipment/lorelay.html
Nie macie pojęcia o czym mówię.
Od jutra niestety przestaję pić.
Zatem i pisać tu.
Bywajcie.
Na jakiś czas.
http://www.youtube.com/watch?v=npYE7wswEAk
Każda jest wielkości takiej jaka jest na Lorelay.
Ciężka rosyjska konstrukcja mistrzowsko przez Holendrów (przy wsparciu Szwajcarskiej kasy, beka co nie, że armatorem jest Szwajcar) zaadoptowana do najbardziej na świecie specjalistycznych dennych robót.
http://www.allseas.com/uk/58/equipment/lorelay.html
Nie macie pojęcia o czym mówię.
Od jutra niestety przestaję pić.
Zatem i pisać tu.
Bywajcie.
Na jakiś czas.
http://www.youtube.com/watch?v=npYE7wswEAk
Wplynalem przedswitem znowu do Rotterdamu.
Kolejny raz mgla.
Tu i ow popasaja sie krowki, byczki jak i koniki.
Powietrze tnie tak lodowatym chlodem jak dotyk niepieszczonej latami kobiety.
Nawet sloneczko jest jakies takie nienaturalne i jalowe niczym mleko UHT.
Obserwuje, obserwuje :)
Jak co zauwaze dam znac, od ktorej strony pani wiosna nadchodzi lekkim krokiem zakochanych.
Kolejny raz mgla.
Tu i ow popasaja sie krowki, byczki jak i koniki.
Powietrze tnie tak lodowatym chlodem jak dotyk niepieszczonej latami kobiety.
Nawet sloneczko jest jakies takie nienaturalne i jalowe niczym mleko UHT.
Obserwuje, obserwuje :)
Jak co zauwaze dam znac, od ktorej strony pani wiosna nadchodzi lekkim krokiem zakochanych.
Dzis rano przeplywal kontener co mial w drugim czlonie nazwy wyraz Tina.
A pozniej przed poludniem przeplywal jakis masowiec co mial w drugim czlonie nazwy forest lub forester.
Serio.
Napilbym sie.
"Tak się cieszę, że przyszłaś, tak się cieszę, że pamiętałaś
By zobaczyć jak się zakończy nasz ostatni wspólny taniec
Oczekująca, zbyt punktualna, ale piękniejsza niż kiedykolwiek
Naprawdę wierzę, że tym razem to będzie na zawsze
Ale teraz starsza, bardziej stała, bardziej rzeczywista
I futro i usta i niewinność wpięta we włosy
Zaspokajanie osiągane w poniżeniu
Tam gdzie dawniej była tylko dziewczyna, teraz stoi kobieta
Tak się cieszę, że przyszłaś, tak się cieszę, że pamiętałaś
To chodzenie po murach w środku grudnia
Zaślepienie szczęścia, przewracanie się ze śmiechu
I naprawdę wierzyłem, że tym razem to będzie na zawsze
Gwiazdka już się kończy w tym roku
Ale bardziej nudna i zimniejsza
Nie tak radosna jak wtedy gdy
Kończyliśmy wszystko w jednej chwili bym mógł cię pocałować
Tam gdzie dawniej była tylko dziewczyna, teraz stoi kobieta
Tak się cieszę, że przyszłaś, tak się cieszę, że pamiętałaś
By zobaczyć jak się zakończy nasz ostatni wspólny taniec
Niechętnie, ostrożnie, ale piękniejsza niż kiedykolwiek
Naprawdę wierzę, że tym razem to będzie na zawsze
Gwiazdka już się kończy w tym roku
Ale bardziej nudna i zimniejsza
Nie tak radosna jak wtedy gdy
Bawiliśmy się razem i nawet gdybyśmy wypili drinka, myślę, że
Nie potrafilibyśmy całować się tak jak wtedy
Gdy kobieta była tylko dziewczyną
"
http://www.youtube.com/watch?v=ZDe15aR04iE&feature=related
A pozniej przed poludniem przeplywal jakis masowiec co mial w drugim czlonie nazwy forest lub forester.
Serio.
Napilbym sie.
"Tak się cieszę, że przyszłaś, tak się cieszę, że pamiętałaś
By zobaczyć jak się zakończy nasz ostatni wspólny taniec
Oczekująca, zbyt punktualna, ale piękniejsza niż kiedykolwiek
Naprawdę wierzę, że tym razem to będzie na zawsze
Ale teraz starsza, bardziej stała, bardziej rzeczywista
I futro i usta i niewinność wpięta we włosy
Zaspokajanie osiągane w poniżeniu
Tam gdzie dawniej była tylko dziewczyna, teraz stoi kobieta
Tak się cieszę, że przyszłaś, tak się cieszę, że pamiętałaś
To chodzenie po murach w środku grudnia
Zaślepienie szczęścia, przewracanie się ze śmiechu
I naprawdę wierzyłem, że tym razem to będzie na zawsze
Gwiazdka już się kończy w tym roku
Ale bardziej nudna i zimniejsza
Nie tak radosna jak wtedy gdy
Kończyliśmy wszystko w jednej chwili bym mógł cię pocałować
Tam gdzie dawniej była tylko dziewczyna, teraz stoi kobieta
Tak się cieszę, że przyszłaś, tak się cieszę, że pamiętałaś
By zobaczyć jak się zakończy nasz ostatni wspólny taniec
Niechętnie, ostrożnie, ale piękniejsza niż kiedykolwiek
Naprawdę wierzę, że tym razem to będzie na zawsze
Gwiazdka już się kończy w tym roku
Ale bardziej nudna i zimniejsza
Nie tak radosna jak wtedy gdy
Bawiliśmy się razem i nawet gdybyśmy wypili drinka, myślę, że
Nie potrafilibyśmy całować się tak jak wtedy
Gdy kobieta była tylko dziewczyną
"
http://www.youtube.com/watch?v=ZDe15aR04iE&feature=related
ja odkryłem to!!!!
http://lamerlegia.u.re.pl/tablica/czytaj/14060.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13966.html
http://fuzjer.u.re.pl/tablica/czytaj/13946.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13930.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13924.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13927.html
http://lamerlegia.u.re.pl/tablica/czytaj/14060.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13966.html
http://fuzjer.u.re.pl/tablica/czytaj/13946.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13930.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13924.html
http://dzeles.u.re.pl/tablica/czytaj/13927.html
A ja dziś odkryłem gąsior ze starym winem. Tak jakieś 15-18 litrów. Truskawkowe. No to musi mieć ze dwa albo i trzy lata, bo nie pamiętam kiedy truskawkowe robiłem. Ustawiłem je na stole, coby się uspokoiło. Będę je ściągał wieczorem. A wszystko przez to, że potrzebowałem znaleźć pusty gąsior, żebym mógł w nim zestawiać wódki. No jakie to życie jest niespodziewane. Czyli lekko licząc zarobiłem 15x15=225 zybli. No bo w najbliższym czasie tyle na wino nie wydam, a to, co zapłaciłem robiąc rzeczone truskawkowe i tak dawno zapomniałem :)
jakbyś jeszcze maszyny do produkcji oleju z rzepaku się dorobił, to bym przyjeżdżał regularnie nissana tankować. patrzę na te tablice z ceną paliwa i rodzą się we mnie takie myśli antypaństwowe i wywrotowe
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Idzie wiosna.
Gadajcie co chcecie.
"Zatańczmy pięknie, zatańczmy przez chwilę
Wieczność może zaczekać, chcemy tylko popatrzeć na niebo
Z nadzieją na najlepsze, ale przygotowując się na najgorsze
Masz zamiar spowodować katastrofę czy nie?
Pozwól nam umrzeć młodo lub żyć wiecznie
Nie mamy nadludzkiej mocy, lecz nigdy nie mówimy nigdy
Siedząc w piaskownicy, życie jest krótką wycieczką
Muzyka jest stworzona dla smutnego człowieka
Czy potrafisz wyobrazić sobie kiedy ten wyścig można nazwać wygranym?
Wystawiamy nasze opalone twarze do słońca
Schlebiając naszym przywódcom dostajemy się na szczyt
Muzykę tworzy szalony człowiek
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie, wiecznie, wiecznie
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie? Wiecznie młody
Niektórzy są jak woda, inni jak ogień
Niektórzy są melodią, a inni rytmem
Wcześniej czy później i tak odejdą
Dlaczego nie mogą zostać młodzi?
Tak trudno jest się zestarzeć bez powodu
Nie chce zniknąć jak spłoszony koń
Młodość jest jak diament mieniący się w słońcu
a diamenty są wieczne
Tak wiele przygód już się nie zdarzy
Tak wiele piosenek zostało zapomnianych
Tak wiele marzeń tańczy w przestworzach
Pozwólmy im się spełnić
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie, wiecznie, wiecznie
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie, wiecznie, wiecznie"
http://www.youtube.com/watch?v=dtudGW783fE
Gadajcie co chcecie.
"Zatańczmy pięknie, zatańczmy przez chwilę
Wieczność może zaczekać, chcemy tylko popatrzeć na niebo
Z nadzieją na najlepsze, ale przygotowując się na najgorsze
Masz zamiar spowodować katastrofę czy nie?
Pozwól nam umrzeć młodo lub żyć wiecznie
Nie mamy nadludzkiej mocy, lecz nigdy nie mówimy nigdy
Siedząc w piaskownicy, życie jest krótką wycieczką
Muzyka jest stworzona dla smutnego człowieka
Czy potrafisz wyobrazić sobie kiedy ten wyścig można nazwać wygranym?
Wystawiamy nasze opalone twarze do słońca
Schlebiając naszym przywódcom dostajemy się na szczyt
Muzykę tworzy szalony człowiek
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie, wiecznie, wiecznie
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie? Wiecznie młody
Niektórzy są jak woda, inni jak ogień
Niektórzy są melodią, a inni rytmem
Wcześniej czy później i tak odejdą
Dlaczego nie mogą zostać młodzi?
Tak trudno jest się zestarzeć bez powodu
Nie chce zniknąć jak spłoszony koń
Młodość jest jak diament mieniący się w słońcu
a diamenty są wieczne
Tak wiele przygód już się nie zdarzy
Tak wiele piosenek zostało zapomnianych
Tak wiele marzeń tańczy w przestworzach
Pozwólmy im się spełnić
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie, wiecznie, wiecznie
Na zawsze młody, chcę być zawsze młody
Czy naprawdę chcesz żyć wiecznie, wiecznie, wiecznie"
http://www.youtube.com/watch?v=dtudGW783fE
A wiecie co?
Zróbcie se tak.
Głęboka beczka.
Uzupełniamy ziemią, w środek wkladamy rurkę (taki drenaż do podlewania)
W bokach beki wycinamy flexem trojkąty (gęsto jeden przy drugim) i w te trójkąty sadzimy diagonalnie (pionowo) młode krzaczki truskawek.
Beczkę wiesza się na jakimś łańcuchu na słonecznym stanowisku.
Zobaczycie jak wyjątkowo plenne to to jest.
Później się podchodzi i się zrywa :).
Nie trzeba się schylać :)
A gdy obrośnie zarąbisty element małej architektury ogrodowej mamy.
Zróbcie se tak.
Głęboka beczka.
Uzupełniamy ziemią, w środek wkladamy rurkę (taki drenaż do podlewania)
W bokach beki wycinamy flexem trojkąty (gęsto jeden przy drugim) i w te trójkąty sadzimy diagonalnie (pionowo) młode krzaczki truskawek.
Beczkę wiesza się na jakimś łańcuchu na słonecznym stanowisku.
Zobaczycie jak wyjątkowo plenne to to jest.
Później się podchodzi i się zrywa :).
Nie trzeba się schylać :)
A gdy obrośnie zarąbisty element małej architektury ogrodowej mamy.
Szukam tej granicy.
Chyba jej nie ma dla mnie.
Finladnia litrowa to piękna kraina, ale wyschła.
Sok granatowy został.
Po soku granatowym jest kac jak stodoła.
Idę na piwo.
Właściwie nie na piwo.
Na speca.
Spec to po prostu spec.
Muszę dziś pobielić drzewka.
Nie lubię robactwa na korze.
Jest wiosna, a ja czuję jakby wciąż była jesień.
http://www.youtube.com/watch?v=iNiUG33rSyY&feature=related
Chyba jej nie ma dla mnie.
Finladnia litrowa to piękna kraina, ale wyschła.
Sok granatowy został.
Po soku granatowym jest kac jak stodoła.
Idę na piwo.
Właściwie nie na piwo.
Na speca.
Spec to po prostu spec.
Muszę dziś pobielić drzewka.
Nie lubię robactwa na korze.
Jest wiosna, a ja czuję jakby wciąż była jesień.
http://www.youtube.com/watch?v=iNiUG33rSyY&feature=related
Pa, Manson jakie fajne kamloty na podwaliny przyszłej wędzarni.
Se normalnie leżą i czekają.
Podmurówka na pół metra z tego byłaby glancuś.
Tylko trochę kwasu solnego by się zdało, co by je ładnie przemyć na wysoki połysk :)
Lubię czasami pić piwko na tym zapomnianym przystanku.
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Waza-sie-losy-linii-kolejowej-do-stadionu-w-Letnicy-n46484.html
Se normalnie leżą i czekają.
Podmurówka na pół metra z tego byłaby glancuś.
Tylko trochę kwasu solnego by się zdało, co by je ładnie przemyć na wysoki połysk :)
Lubię czasami pić piwko na tym zapomnianym przystanku.
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Waza-sie-losy-linii-kolejowej-do-stadionu-w-Letnicy-n46484.html
Odkryłem właśnie, że smak kotletów jajecznych w barze mlecznym 'Słonecznym' na Władka nie zmienia się mimo upływu lat.
Mogliby dodać więcej świeżego koperku do nich. Wszak wiosna idzie.
To tylko sugestia a nie życzenie.
I mój ulubiony dom w Gdyni wciąż stoi.
Na rogu Bema i I Armii WP. (nieopodal chińskiego baru Shanghai)
Uwielbiam patrzeć nań.
Stary.
Szary.
Niezamieszkany, wciśnięty w ohydnie rozrośniętą zabudowę.
Chałupka nos na sobie grube mury z bliznami odłamków po ostatniej wojnie.
Cztery kominy.
Dwa tarasiki.
Gołębie na dachu, dają znać jakoby dom wciąż przyciągał do siebie życie.
Domy są trochę jak ludzie.
Jak te ręce i energia co go podnosiła.
Chyba mógłbym kiedyś napalić tam w piecu.
Tak, żeby biały, skłębiony dym buchnął z zimnego komina.
Mogliby dodać więcej świeżego koperku do nich. Wszak wiosna idzie.
To tylko sugestia a nie życzenie.
I mój ulubiony dom w Gdyni wciąż stoi.
Na rogu Bema i I Armii WP. (nieopodal chińskiego baru Shanghai)
Uwielbiam patrzeć nań.
Stary.
Szary.
Niezamieszkany, wciśnięty w ohydnie rozrośniętą zabudowę.
Chałupka nos na sobie grube mury z bliznami odłamków po ostatniej wojnie.
Cztery kominy.
Dwa tarasiki.
Gołębie na dachu, dają znać jakoby dom wciąż przyciągał do siebie życie.
Domy są trochę jak ludzie.
Jak te ręce i energia co go podnosiła.
Chyba mógłbym kiedyś napalić tam w piecu.
Tak, żeby biały, skłębiony dym buchnął z zimnego komina.
Oj Kropa. :)
W Oliwie jest w lesie wieża widokowa.
Widać z niej zatokę, bloki na Żabiance, Małe Przymorze.
Bloki na Suchaninie.
Tam chyba wszystko jest.
Znajdź ten czas.
Manson i tak lubi czekać.
Posłuchaj tego ze zrozumieniem każdego akcentu i słowa.
http://www.youtube.com/watch?v=me_WNSiUFd0
W Oliwie jest w lesie wieża widokowa.
Widać z niej zatokę, bloki na Żabiance, Małe Przymorze.
Bloki na Suchaninie.
Tam chyba wszystko jest.
Znajdź ten czas.
Manson i tak lubi czekać.
Posłuchaj tego ze zrozumieniem każdego akcentu i słowa.
http://www.youtube.com/watch?v=me_WNSiUFd0
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A mnie dzisiaj wiatr porwał wiaderko wypchane chwastkami, gdym ziemię orał.
Wiało solidnie.
Bambusowe dźwięczydełka uderzały o szybę skutecznie przeganiając krety.
Nawiozłem torfu, bydlęcego obornika i kory.
Pojutrze znów nawiozę.
Miałem dziś plan z plastykowego pojemnika na kompost wydobyć żyznego dobra, ale gdym tylko odsadził pokrywę na dolę moim oczom ukazała się dorodna mysz. Miała w środku pryzmy rodzinę. No to odłożyłem plan. Do soboty. Niech pożyją wśród obierek marchwi, skorupek jaj, liści i suchych, zeszłorocznych pomponów hortensji.
http://www.youtube.com/watch?v=4FBqG-v591g
Wiało solidnie.
Bambusowe dźwięczydełka uderzały o szybę skutecznie przeganiając krety.
Nawiozłem torfu, bydlęcego obornika i kory.
Pojutrze znów nawiozę.
Miałem dziś plan z plastykowego pojemnika na kompost wydobyć żyznego dobra, ale gdym tylko odsadził pokrywę na dolę moim oczom ukazała się dorodna mysz. Miała w środku pryzmy rodzinę. No to odłożyłem plan. Do soboty. Niech pożyją wśród obierek marchwi, skorupek jaj, liści i suchych, zeszłorocznych pomponów hortensji.
http://www.youtube.com/watch?v=4FBqG-v591g
Czy słyszycie jak wcześnie budzą się o tej porze roku ptaki?
Mnie codziennie od tygodnia budzą kosy.(Jak co roku zresztą.)
Otwieram oczy i się uśmiecham - bo to takie znajome i niezmienne.
Czy kogoś z Was obudził kiedyś kos?
Oprócz Mansona.
Czerwiec jest najlepszy. Potrafią budzą już o 3 rano.
Pilnie wsłuchuję się w te pojedyncze nawoływania i odezwy i co roku wciąż staram się ich w sennym letargu uczyć. Kos odzywa się pierwszy. Później krewniactwo.
Mnie codziennie od tygodnia budzą kosy.(Jak co roku zresztą.)
Otwieram oczy i się uśmiecham - bo to takie znajome i niezmienne.
Czy kogoś z Was obudził kiedyś kos?
Oprócz Mansona.
Czerwiec jest najlepszy. Potrafią budzą już o 3 rano.
Pilnie wsłuchuję się w te pojedyncze nawoływania i odezwy i co roku wciąż staram się ich w sennym letargu uczyć. Kos odzywa się pierwszy. Później krewniactwo.
że wszystko co się złego mówi o tej rasie to jakaś wielka, beznadziejnie zaplanowana mistyfikacja
http://swiat-obrazkow.pl/obrazek-wesole_fotki-1-22587-254.html?PHPSESSID=da02943f8f8bf1af55997edd9846f2c9
http://swiat-obrazkow.pl/obrazek-wesole_fotki-1-22587-254.html?PHPSESSID=da02943f8f8bf1af55997edd9846f2c9
ze obudzila sie we mnie starodawna pasja do sportu.
Jak GT to tylko zaskar :)
Duze Wow.
Szukam se czegos w ten wlasnie desen podobnego, tylko z wieksza rama i z poltora tysiaka mniej.
Ladne to rzeczy ludzie w posiadaniu maja.
http://allegro.pl/gt-zaskar-team-carbon-i1893379624.html
Jak GT to tylko zaskar :)
Duze Wow.
Szukam se czegos w ten wlasnie desen podobnego, tylko z wieksza rama i z poltora tysiaka mniej.
Ladne to rzeczy ludzie w posiadaniu maja.
http://allegro.pl/gt-zaskar-team-carbon-i1893379624.html
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
w kompie w muzycznym katalogu holenderskiego mechanika o to:
http://www.youtube.com/watch?v=yvWGREauPec
Swiat jest pieknie maly.
Dzis pijemy i bawimy sie w centrum Johor Bahru.
Drozyzna jak w Norge, ale zyje sie raz.
Auto trza tylko wynajac.
I kierowce.
To ostatnie niekoniecznie.
http://www.youtube.com/watch?v=yvWGREauPec
Swiat jest pieknie maly.
Dzis pijemy i bawimy sie w centrum Johor Bahru.
Drozyzna jak w Norge, ale zyje sie raz.
Auto trza tylko wynajac.
I kierowce.
To ostatnie niekoniecznie.
Posiałem dzisiaj bób, rzodkiewkę, pietruszkę, cebulę i marchew.
Podlałem jak należy.
Dosadziłem borówek.
Przycinałem winorośle, nawoziłem trawiaste iiiiiiiii odkryłem, że zgniecione w dłoni nasiona sałaty wysokopiennej i rzucone w glebę w ulotnej chwili ułańskiej fantazji podczas ubiegłorocznej jesieni przetrwały w gruncie wszystkie tegoroczne śniegi jak i również mrozy.
Natura potrafi mnie czasem zaskoczyć.
Flance jak znalazł, już koczują w skrzynce na parapecie :)
BA!
Rosną jak dzikie w górę do Słońca.
:)
I jak tak siałem to w Eska Rock zapodali to:
http://www.youtube.com/watch?v=VRET6Q1va_E
iii
mnie się wtedy Kropka przypomniała :)))))
I ryżowe wino Mansonowo - Kropkowe. ;)
Podlałem jak należy.
Dosadziłem borówek.
Przycinałem winorośle, nawoziłem trawiaste iiiiiiiii odkryłem, że zgniecione w dłoni nasiona sałaty wysokopiennej i rzucone w glebę w ulotnej chwili ułańskiej fantazji podczas ubiegłorocznej jesieni przetrwały w gruncie wszystkie tegoroczne śniegi jak i również mrozy.
Natura potrafi mnie czasem zaskoczyć.
Flance jak znalazł, już koczują w skrzynce na parapecie :)
BA!
Rosną jak dzikie w górę do Słońca.
:)
I jak tak siałem to w Eska Rock zapodali to:
http://www.youtube.com/watch?v=VRET6Q1va_E
iii
mnie się wtedy Kropka przypomniała :)))))
I ryżowe wino Mansonowo - Kropkowe. ;)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
... że można żyć jak Carringtony bez zbędnego wysiłku i kosztów. A było to tak:
Dawno, miesiąc temu, a może i tydzień lepiej, nabyłem byłem u Rybaka dwa świeże szczupaki. Znaczy nocą połowione.
Przy rozbiorze okazało się, ... ten uśmiech ..., ... ta biel zębów ..., ... pewnie wszystkie przekąski im to mówią ..., że to szczupaczyce były. Pełne zresztą ikry.
Co robi wytrawny chłop z ikrą patroszonej ryby ???? - wywala.
Co robi Manson ??? - kawior !!!
Narobiłem tego kawioru ze szczupaczej ikry niezłą salaterkę. Czy dobry? Pytajcie Martineza. Mnie smakuje :-))
Do tego napiekłem bułek żytnich z dynią. Czy dobre ??? - A też spytajcie Martineza, ostatnio kazał sobie napiec całą siatę.
Wino musujące kupiłem w Biedrze, a co, od czegoś my biedaki Biedrę mamy. Zwało się "Czarny Paw", hiszpańskie, ale bez łatwych skojarzeń proszę. I te 15 zybli na wino to był największy wydatek w przedsięwzięciu.
Dzisiaj usiadłem sobie jak basza, bułki skroiłem w tartinki, obłożyłem masłem i kawiorem, okrasiłem cytryną (Martinez mówi, że za dużo cytryny daję) i zapiłem winem musującym.
No i pośniadałem jak Carrington.
(Do śniadania obejrzałem 'Sing Freedom" Essama, co było słabym wyborem, gdyż odbierało w znacznej mierze uczucie zadowolenia z posiłku).
Na rok następny sam sobie zrobię wino musujące. Z jabłek. Nie sądzę, by było mniej smaczne, a na pewno bardziej rustykalne :-)))
I znowu pośniadam jak Carrington, tym razem już niemal całkiem darmo. Sól muszę kupować, nie natknąłem się jeszcze na żadną żupę w naszych lasach.
Dawno, miesiąc temu, a może i tydzień lepiej, nabyłem byłem u Rybaka dwa świeże szczupaki. Znaczy nocą połowione.
Przy rozbiorze okazało się, ... ten uśmiech ..., ... ta biel zębów ..., ... pewnie wszystkie przekąski im to mówią ..., że to szczupaczyce były. Pełne zresztą ikry.
Co robi wytrawny chłop z ikrą patroszonej ryby ???? - wywala.
Co robi Manson ??? - kawior !!!
Narobiłem tego kawioru ze szczupaczej ikry niezłą salaterkę. Czy dobry? Pytajcie Martineza. Mnie smakuje :-))
Do tego napiekłem bułek żytnich z dynią. Czy dobre ??? - A też spytajcie Martineza, ostatnio kazał sobie napiec całą siatę.
Wino musujące kupiłem w Biedrze, a co, od czegoś my biedaki Biedrę mamy. Zwało się "Czarny Paw", hiszpańskie, ale bez łatwych skojarzeń proszę. I te 15 zybli na wino to był największy wydatek w przedsięwzięciu.
Dzisiaj usiadłem sobie jak basza, bułki skroiłem w tartinki, obłożyłem masłem i kawiorem, okrasiłem cytryną (Martinez mówi, że za dużo cytryny daję) i zapiłem winem musującym.
No i pośniadałem jak Carrington.
(Do śniadania obejrzałem 'Sing Freedom" Essama, co było słabym wyborem, gdyż odbierało w znacznej mierze uczucie zadowolenia z posiłku).
Na rok następny sam sobie zrobię wino musujące. Z jabłek. Nie sądzę, by było mniej smaczne, a na pewno bardziej rustykalne :-)))
I znowu pośniadam jak Carrington, tym razem już niemal całkiem darmo. Sól muszę kupować, nie natknąłem się jeszcze na żadną żupę w naszych lasach.
Nie wiem czy lepszy kawior czy bułki.bo to i za dobre na moje chudopacholskie podniebienie,ale śliwkóweczka mniam mniam
Aaa,cobych nie zapomniał .przyjechałem w bory z nad morza i zjadłem najlepszego fishburgera w życiu z fileta ze świerzej flądry .pare rzeczy mimo wszystko nie pamiętam bo trochu za dużo mości pan dobrodziej gospodarz śliwkówki postawił,ale i dobrodziej gospodarz za kołnierz nie wylewał
Aaa,cobych nie zapomniał .przyjechałem w bory z nad morza i zjadłem najlepszego fishburgera w życiu z fileta ze świerzej flądry .pare rzeczy mimo wszystko nie pamiętam bo trochu za dużo mości pan dobrodziej gospodarz śliwkówki postawił,ale i dobrodziej gospodarz za kołnierz nie wylewał
Amen.
Karafka ze śliwką była jedna, więc chyba nie za dużo.
Mój drogi K&K, poruszasz temat rzekę.
Powiem zatem tak: od czasów realnego socjalizmu sądownictwo, służba zdrowia, emerytury i leśnictwo się nie zmieniły, albo zmieniły mało i niewystarczająco.
Natomiast nowelka z 24.01 jest tylko i wyłącznie skokiem na kasę i co do tego nie ma chyba najmniejszych wątpliwości.
Czy to coś zmieni w leśnictwie?
Osobiście wątpię.
Wyręb lasów postępuje z roku na rok, coraz większe są normy, zręby powstają jeden po drugim, nawet parki narodowe nie są już dla drzewostanu bezpieczne.
Dlaczego? Dla kasy.
I to nie pazerne Państwo nakręca tę spiralę ale ponadnarodowa własność kapitału. Dla obcych korporacji Lasy Państwowe to Klondike. I stawiam dolary przeciw orzechom, że nie odpuszczą.
A sytuacja leśników się nie pogorszy. Dalej będą udzielnymi panami na włościach, którym wszyscy czapkują, gdzie kumoterstwo na porządku dziennym, co najwyżej będą musieli dopłacić z własnej kieszeni nie 20, a 30% ceny wyjazdu integracyjnego do Tajlandii. Czy innego Maroka. Który się należy raz na pół roku.
Tak jak w przypadku złóż mam dużą wątpliwość czy fakt pracy w firmie eksploatacyjnej jest wystarczającą przesłanką do statusu materialnego powyżej średniej krajowej, grubo powyżej średniej krajowej.
Karafka ze śliwką była jedna, więc chyba nie za dużo.
Mój drogi K&K, poruszasz temat rzekę.
Powiem zatem tak: od czasów realnego socjalizmu sądownictwo, służba zdrowia, emerytury i leśnictwo się nie zmieniły, albo zmieniły mało i niewystarczająco.
Natomiast nowelka z 24.01 jest tylko i wyłącznie skokiem na kasę i co do tego nie ma chyba najmniejszych wątpliwości.
Czy to coś zmieni w leśnictwie?
Osobiście wątpię.
Wyręb lasów postępuje z roku na rok, coraz większe są normy, zręby powstają jeden po drugim, nawet parki narodowe nie są już dla drzewostanu bezpieczne.
Dlaczego? Dla kasy.
I to nie pazerne Państwo nakręca tę spiralę ale ponadnarodowa własność kapitału. Dla obcych korporacji Lasy Państwowe to Klondike. I stawiam dolary przeciw orzechom, że nie odpuszczą.
A sytuacja leśników się nie pogorszy. Dalej będą udzielnymi panami na włościach, którym wszyscy czapkują, gdzie kumoterstwo na porządku dziennym, co najwyżej będą musieli dopłacić z własnej kieszeni nie 20, a 30% ceny wyjazdu integracyjnego do Tajlandii. Czy innego Maroka. Który się należy raz na pół roku.
Tak jak w przypadku złóż mam dużą wątpliwość czy fakt pracy w firmie eksploatacyjnej jest wystarczającą przesłanką do statusu materialnego powyżej średniej krajowej, grubo powyżej średniej krajowej.
... dziś rano, że trza do Mansona.
Manson odśnież leśna autobhane.
Mamy niskie zawieszenie.
Francusi nie potrafią robić podwozi.
Apropos rybnych zapiekanek.
Byłem ostatnio w Rewie.
Robią dorsza z ziemniakami i koperkiem.
Boczkiem i cebulą na dole pod ryba i z sosem beszamelowym oraz serem na górze.
Startujemy za 25 minut.
tylko walne energetyka :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Manson odśnież leśna autobhane.
Mamy niskie zawieszenie.
Francusi nie potrafią robić podwozi.
Apropos rybnych zapiekanek.
Byłem ostatnio w Rewie.
Robią dorsza z ziemniakami i koperkiem.
Boczkiem i cebulą na dole pod ryba i z sosem beszamelowym oraz serem na górze.
Startujemy za 25 minut.
tylko walne energetyka :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A to widzieli?
Ja Wam mówię.
Idzie wiosna pełną gębą.
Jak Manson dziadek przykazał na prima aprillis sadzimy bób.
http://www.youtube.com/watch?v=Gtg-zINT8-c
Ja Wam mówię.
Idzie wiosna pełną gębą.
Jak Manson dziadek przykazał na prima aprillis sadzimy bób.
http://www.youtube.com/watch?v=Gtg-zINT8-c
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
To prawda, 1 kwietnia sadzimy bób choćby nie wiem co. Tylko nie wiem skąd Matiemu i Tobie się wziął ten dziadek? Że niby staro wyglądam? A widzieliście Gandalfa?
U mnie 10 dni temu zjawiły się zięby, a od tygodnia jest najazd czyży. Zawładnęły karmnikami i odbudowują masę. Może i dobrze, bo sikory i dzwońce już przestały jeść, a mnie jeszcze został prawie cały worek ziarna. Piąty.
U mnie 10 dni temu zjawiły się zięby, a od tygodnia jest najazd czyży. Zawładnęły karmnikami i odbudowują masę. Może i dobrze, bo sikory i dzwońce już przestały jeść, a mnie jeszcze został prawie cały worek ziarna. Piąty.
Staro to Ty wyglądałeś już, gdy mi przywiozłeś Primatora. :)
Czyli, gdy Cię uwidziałem pierwyj raz.
Pocieszę: Starzy ludzie się nie starzeją ;)
Jest Brachu taka sentencja bodaj ks. Twardowskiego w jakimś wierszu, brzmi: "nie patrz się w lustro jak wrona, bo znajdziesz męża gawrona" :)
A u mnie.
Spijam Somersby apple- czytaj sztuczne jabłko o wadze 4,5 konia.
Se wyobraź jak smakuje.
Gorzej jak papieroch.
Niemniej jednak...
Kanapki na talerzu.
Świeże bułeczki, pomidorki, kiszone i świeże, ser, masełko- wszycho na kwiecistych talerzach.
Jaja czekają aby je posadzić na patelni z boczkiem.
Tylko człek, z którym wczoraj zabarłożyłem wciąż śpi.
Chyba zrobię se drina.
Słucham tego.
http://www.youtube.com/watch?v=QPhGuzzej-4
ps. Mam wisniówkę :)
w Butli od sir Edward'sa. :)
Czyli, gdy Cię uwidziałem pierwyj raz.
Pocieszę: Starzy ludzie się nie starzeją ;)
Jest Brachu taka sentencja bodaj ks. Twardowskiego w jakimś wierszu, brzmi: "nie patrz się w lustro jak wrona, bo znajdziesz męża gawrona" :)
A u mnie.
Spijam Somersby apple- czytaj sztuczne jabłko o wadze 4,5 konia.
Se wyobraź jak smakuje.
Gorzej jak papieroch.
Niemniej jednak...
Kanapki na talerzu.
Świeże bułeczki, pomidorki, kiszone i świeże, ser, masełko- wszycho na kwiecistych talerzach.
Jaja czekają aby je posadzić na patelni z boczkiem.
Tylko człek, z którym wczoraj zabarłożyłem wciąż śpi.
Chyba zrobię se drina.
Słucham tego.
http://www.youtube.com/watch?v=QPhGuzzej-4
ps. Mam wisniówkę :)
w Butli od sir Edward'sa. :)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Tera wio sennie.
Prrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.
Dla wszystkich ludzi.
http://www.youtube.com/watch?v=EGikhmjTSZI&feature=kp
Prrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.
Dla wszystkich ludzi.
http://www.youtube.com/watch?v=EGikhmjTSZI&feature=kp
że w mojej drewutni osa zbudowała sobie gniazdo. Pojedyncza. Gniazdo jest wielkości piłki golfowej i wisi centralnie w drodze. Jako, że zacząłem układać drwa, muszę mocno uważać, coby go nie strącić czachą.
Osa sobie gdzieś wylatuje, po kliku minutach wraca, wchodzi do gniazda, trochę tam posiedzi i znowu wylatuje. Prześmieszne stworzonko.
No nic, będę układał to drewno starannie i zważał na domek żyjątka. Wszak jakiś cel w tym wszystkim musi być :)
Jak już V. się namyśli na układanie drew to gniazdo osy będzie już obudowane, obiecuję.
Osa sobie gdzieś wylatuje, po kliku minutach wraca, wchodzi do gniazda, trochę tam posiedzi i znowu wylatuje. Prześmieszne stworzonko.
No nic, będę układał to drewno starannie i zważał na domek żyjątka. Wszak jakiś cel w tym wszystkim musi być :)
Jak już V. się namyśli na układanie drew to gniazdo osy będzie już obudowane, obiecuję.
Wino ze śliwek jest ledwie jednym z przejawów jednej z moich pasji. I zrobiłem je raczej w celach kulinarnych, bo w EU wino śliwkowe w stylu azjatyckim jest postrzegane jako artykuł specjalny, co z jednej strony szkodzi jakości dostępnych win, z drugiej mocno nadwyręża ich cenę. A potrzeba matką wynalazku :)
Niezależnie od powyższego systematycznie produkuję musujące wina śliwkowe w stylu szampańskim, półsłodkie. Sam jestem zaskoczony, jakie są fajne. Doskonale nadają się do gaszenia pragnienia po i w czasie pracy. Taka oranżadka dla starszych dzieci. Na zmianę sobie popijam z cydrem z własnych jabłek.
Ostatnio wyczytałem, że drożdże winne zimują w przewodzie pokarmowym os. I na wiosnę, gdy osy podjadają winogrona, przesiadają się na owoce. Może to zabrzmi dla Ciebie V. dziwnie, ale prawdopodobnie bez os nie byłoby smakowitego winka :) Myślę, że jak następnym razem będziesz się oganiać od osy pomyśl o tym :) Nie musisz ich zaraz lubić, ale może jednak nie są takie złe ...
Niezależnie od powyższego systematycznie produkuję musujące wina śliwkowe w stylu szampańskim, półsłodkie. Sam jestem zaskoczony, jakie są fajne. Doskonale nadają się do gaszenia pragnienia po i w czasie pracy. Taka oranżadka dla starszych dzieci. Na zmianę sobie popijam z cydrem z własnych jabłek.
Ostatnio wyczytałem, że drożdże winne zimują w przewodzie pokarmowym os. I na wiosnę, gdy osy podjadają winogrona, przesiadają się na owoce. Może to zabrzmi dla Ciebie V. dziwnie, ale prawdopodobnie bez os nie byłoby smakowitego winka :) Myślę, że jak następnym razem będziesz się oganiać od osy pomyśl o tym :) Nie musisz ich zaraz lubić, ale może jednak nie są takie złe ...
Dziękuję, Mansonie, jeśli w najbliższym czasie napotkam na swojej drodze osę to na pewno pomyślę o tym, czego się dowiedziałam i postaram się być milsza i delikatnie ją odgonić ;)
Wszystko, co tu opisujesz, brzmi bardzo smakowicie, musisz mieć bardzo dużo pracy, żeby wypić te wszystkie wina, o których tu przeczytałam, więc sądzę, że nie będzie nietaktem życzyć Tobie dużo pracy z tak miłą perspektywą po jej wykonaniu ;)
Wszystko, co tu opisujesz, brzmi bardzo smakowicie, musisz mieć bardzo dużo pracy, żeby wypić te wszystkie wina, o których tu przeczytałam, więc sądzę, że nie będzie nietaktem życzyć Tobie dużo pracy z tak miłą perspektywą po jej wykonaniu ;)
Bardzo smacznie dziękuję :-))
Onegdaj ludzie za normalne uważali korzystanie z darów Matki Natury. Takoż i praca nie kojarzyła się z niczym hańbiącym. A dzisiaj w dobie dostępności wszystkiego i zawsze i za niewielkie pieniądze jakoś te pojęcia straciły na mocy. Ja jednak myślę, ze byłoby wielce nieroztropnym ignorować te umiejętności, nie pielęgnować ich i nie rozwijać. Dlatego też staram się. Jak mówił Mistrz Kong: znajdź pracę, która ci sprawia przyjemność, a nigdy nie będziesz zmęczony.
Onegdaj ludzie za normalne uważali korzystanie z darów Matki Natury. Takoż i praca nie kojarzyła się z niczym hańbiącym. A dzisiaj w dobie dostępności wszystkiego i zawsze i za niewielkie pieniądze jakoś te pojęcia straciły na mocy. Ja jednak myślę, ze byłoby wielce nieroztropnym ignorować te umiejętności, nie pielęgnować ich i nie rozwijać. Dlatego też staram się. Jak mówił Mistrz Kong: znajdź pracę, która ci sprawia przyjemność, a nigdy nie będziesz zmęczony.
To jaki dziś trunek pijemy po uczciwie wykonanej pracy? ;)
Poświęciłam trochę czasu na poczytanie tego i innych wątków i śmiem twierdzić, że jesteś Mansonie zadowolony ze swojego życia i z wyboru, jakiego dokonałeś, życie w kniei wyraźnie Tobie odpowiada :) Ja to raczej miastowa jestem i słabo u mnie z korzystaniem z darów Matki Natury, być może moje umiejętności są ukryte, ale wybieram się do rodziny w Borach, postaram się je wtedy odrobinę uaktywnić ;)
Poświęciłam trochę czasu na poczytanie tego i innych wątków i śmiem twierdzić, że jesteś Mansonie zadowolony ze swojego życia i z wyboru, jakiego dokonałeś, życie w kniei wyraźnie Tobie odpowiada :) Ja to raczej miastowa jestem i słabo u mnie z korzystaniem z darów Matki Natury, być może moje umiejętności są ukryte, ale wybieram się do rodziny w Borach, postaram się je wtedy odrobinę uaktywnić ;)
Kieliszeczek pija się dla smaku a nie na dobry sen :)
Jedną z zalet mieszkania na odludziu jest to, że w nocy jest cicho i ciemno. Tak cicho, że słyszysz szmer kropli deszczu po dachu, albo szelest świerkowych gałęzi poruszanych wiatrem. Słyszysz spadające szyszki, a o brzasku budzą Cię trele ptaków. A ciemno jest tak, że o ile nie świeci księżyc nie ma znaczenia czy masz oczy otwarte, czy zamknięte. I w takich okolicznościach organizm produkuje tyle melatoniny, że zasypiasz w momencie przyłożenia głowy do poduszki, a budzisz się z brzaskiem wypoczęta. No przynajmniej ja tak mam. W tej sytuacji pijanie na sen mija się z celem i byłoby marnotrawstwem.
Dobrej nocy wszystkim więc :-)))
Jedną z zalet mieszkania na odludziu jest to, że w nocy jest cicho i ciemno. Tak cicho, że słyszysz szmer kropli deszczu po dachu, albo szelest świerkowych gałęzi poruszanych wiatrem. Słyszysz spadające szyszki, a o brzasku budzą Cię trele ptaków. A ciemno jest tak, że o ile nie świeci księżyc nie ma znaczenia czy masz oczy otwarte, czy zamknięte. I w takich okolicznościach organizm produkuje tyle melatoniny, że zasypiasz w momencie przyłożenia głowy do poduszki, a budzisz się z brzaskiem wypoczęta. No przynajmniej ja tak mam. W tej sytuacji pijanie na sen mija się z celem i byłoby marnotrawstwem.
Dobrej nocy wszystkim więc :-)))
Dobrze znam tę ciszę oraz ciemność, dla mnie jest aż za cicho, jestem przyzwyczajona do odgłosów miasta.Nie, żebym mieszkała w jakiejś metropolii, ale na osiedlu zawsze coś się dzieje ;) Zajmuje mi przynajmniej dwie noce, żeby się przyzwyczaić do absolutnej ciszy nocnej i w końcu dobrze się wyspać ;) Ale o brzasku nikt mnie nie wygoni z łóżka, a na pewno nie w czasie wakacji ;)
Dobranoc :)
Dobranoc :)
Tak Mansonie.
Cisza i ciemność kojąco wpływa na neurologiczny system mój.
Odkrywam to wciąż.
Spokój serca.
Z jednym ale.
Księżyc nie świeci.
On emanuje zimnym światłem.
Zagubionym gdzieś daleko w czasie.
ps. mam dużo czasu.
Rower mogę pożyczyć.
Popracowałbym z tydzień w lesie.
Cisza i ciemność kojąco wpływa na neurologiczny system mój.
Odkrywam to wciąż.
Spokój serca.
Z jednym ale.
Księżyc nie świeci.
On emanuje zimnym światłem.
Zagubionym gdzieś daleko w czasie.
ps. mam dużo czasu.
Rower mogę pożyczyć.
Popracowałbym z tydzień w lesie.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
@Art, nie jestem panem, z panami skończył Lenin :-)
@Mikronezjo, dziękuję za wyręczenie mnie w odpowiedzi :-)))
Przez całe swoje życie zbieramy doświadczenia. Można je analizować, można nie. Jeżeli się je analizuje to da się stworzyć dla nas wzorzec pozytywny - co chcielibyśmy robić i kim być, oraz wzorzec negatywny - od czego chcielibyśmy trzymać się z daleka. No i teraz już tylko taksonometria. Trzeba sobie wyliczyć jak daleko nasze życie jest od wzorca pozytywnego i negatywnego. Euklidesowo rzecz biorąc dwa punkty (wzorzec negatywny i pozytywny) pozwolą na wyznaczenie pozycji w przestrzeni. No i już wiemy gdzie jesteśmy i jak daleko jesteśmy od punktu, który uważamy za Shangri-La naszego życia. Teraz już tylko dobór metod i środków.
@C, mam spirt, bo ja zawsze mam spirt. Co za naiwne pytanie. Ty się zawsze wyrywasz na leśne sporty albo w upały, albo po sezonie. Nie będę dygać po lesie w 30-stopniowym skwarze. Będę rano spacerował ze sforą, a wieczorem jeździł kosiarką i podlewał ogród. A przez cały dzień chłodził się piwem. Tak będę robił :-)))
@Mikronezjo, dziękuję za wyręczenie mnie w odpowiedzi :-)))
Przez całe swoje życie zbieramy doświadczenia. Można je analizować, można nie. Jeżeli się je analizuje to da się stworzyć dla nas wzorzec pozytywny - co chcielibyśmy robić i kim być, oraz wzorzec negatywny - od czego chcielibyśmy trzymać się z daleka. No i teraz już tylko taksonometria. Trzeba sobie wyliczyć jak daleko nasze życie jest od wzorca pozytywnego i negatywnego. Euklidesowo rzecz biorąc dwa punkty (wzorzec negatywny i pozytywny) pozwolą na wyznaczenie pozycji w przestrzeni. No i już wiemy gdzie jesteśmy i jak daleko jesteśmy od punktu, który uważamy za Shangri-La naszego życia. Teraz już tylko dobór metod i środków.
@C, mam spirt, bo ja zawsze mam spirt. Co za naiwne pytanie. Ty się zawsze wyrywasz na leśne sporty albo w upały, albo po sezonie. Nie będę dygać po lesie w 30-stopniowym skwarze. Będę rano spacerował ze sforą, a wieczorem jeździł kosiarką i podlewał ogród. A przez cały dzień chłodził się piwem. Tak będę robił :-)))
Jeśli tak masz zamiar gadać to zaczynam wątpić, czy dwie równoległe w nieskończoności się przecinają.
Ujmę zatem to trochę prościej.
Pogadałbym.
Popiłbym.
Kuknij na samouka.
Gość nie ukończył żadnej artystycznej szkoły.
Cudaczny.
Stworkowi się spodoba ów twórczość.
https://www.youtube.com/watch?v=3Pj15q8zMDI
Ujmę zatem to trochę prościej.
Pogadałbym.
Popiłbym.
Kuknij na samouka.
Gość nie ukończył żadnej artystycznej szkoły.
Cudaczny.
Stworkowi się spodoba ów twórczość.
https://www.youtube.com/watch?v=3Pj15q8zMDI
Łups. Landa też fajny.
Ten samouk to tutaj:
http://deniszilber.blogspot.com/
Denis Zilber.
Googlować wskazane.
:)
Ten samouk to tutaj:
http://deniszilber.blogspot.com/
Denis Zilber.
Googlować wskazane.
:)
Tak. Jak wszystko na moim odludziu. Upiekłem trzy, zjadłem jedną. A dwie sobie stygną. Miałem za dużo szprotek. Ale za to kaparków za mało.
Odgrzewana pizza też jest cool. Albo na zimno z sosem czosnkowym. Coś tam wymyślę. Poczęstowałbym ewentualnie :-)
Ciasto jest proste: chlebowa mąka pszenna + mąka owsiana + drożdże + cukier + piwo. I wychodzi samo.
Odgrzewana pizza też jest cool. Albo na zimno z sosem czosnkowym. Coś tam wymyślę. Poczęstowałbym ewentualnie :-)
Ciasto jest proste: chlebowa mąka pszenna + mąka owsiana + drożdże + cukier + piwo. I wychodzi samo.
Merci. Ale druga to będzie pewnie na lunch jutro, a trzecia na drugie śniadanie pojutrze :-)
Wbrew pozorom dojazd w Bory łatwy jest. Można rowerem jak C, a można pociągiem z przesiadką w Tczewie, przy czym pociąg na Chojnice rusza zwykle z 10 minut po przyjeździe tego do Tczewa. Można tez PKSem, ale to akurat najsmutniejszy pomysł.
Kosiarka mi zdechła. Wyłącza silnik, kiedy sprzęgam noże. Dzisiaj już mi się nie chce babrać, popatrzę jutro co tam się stało. Zawsze coś.
Wbrew pozorom dojazd w Bory łatwy jest. Można rowerem jak C, a można pociągiem z przesiadką w Tczewie, przy czym pociąg na Chojnice rusza zwykle z 10 minut po przyjeździe tego do Tczewa. Można tez PKSem, ale to akurat najsmutniejszy pomysł.
Kosiarka mi zdechła. Wyłącza silnik, kiedy sprzęgam noże. Dzisiaj już mi się nie chce babrać, popatrzę jutro co tam się stało. Zawsze coś.
Naliczyłem na Twojej trasie 8 pociągów z Gdyni do Kościerzyny i dalej 7 do Chojnic.
Natomiast z Gdyni do Tczewa jest pociągów w ... i jeszcze trochę, do 9:00 naliczyłem 12, a potem do Chojnic 11.
Wycieczka Gdynia-Chojnice przez Kościerzynę trwa od 3 do 3:20 godziny..
Wycieczka Gdynia-Chojnice przez Tczew od 2:30 d0 3 godzin.
Internet fajna rzecz :-)
Natomiast z Gdyni do Tczewa jest pociągów w ... i jeszcze trochę, do 9:00 naliczyłem 12, a potem do Chojnic 11.
Wycieczka Gdynia-Chojnice przez Kościerzynę trwa od 3 do 3:20 godziny..
Wycieczka Gdynia-Chojnice przez Tczew od 2:30 d0 3 godzin.
Internet fajna rzecz :-)
Wielka nie jest. Do mnie z Chojnic jeszcze godzinka pociągiem i 10 kilosów z kapcia. W sumie moment.
C jedzie rowerem cały dzień. Jego przekleństwem są sklepy spożywcze, w których można kupić czarną mambę. Nie potrafi się oprzeć. A może potrafi tylko nie chce. A może i chce i potrafi tylko mu nie wychodzi. No w sumie nie wiem czemu tak jest, taka sytuacja.
C jedzie rowerem cały dzień. Jego przekleństwem są sklepy spożywcze, w których można kupić czarną mambę. Nie potrafi się oprzeć. A może potrafi tylko nie chce. A może i chce i potrafi tylko mu nie wychodzi. No w sumie nie wiem czemu tak jest, taka sytuacja.
Sfora to obecnie 3 sztuki, jakieś 130-140 kg masy łącznie. Dają radę.
Udało mi się postawić kosiarkę na nogi. Jakby to rzekł Martinez kilka poprawek i ulepszeń po inżynierach z husqvarny i proszę, działa :) Nakosiłem się dzisiaj. Muchy cięły jak złe. Gzy cięły jak jeszcze gorsze. Wszystko latało wokół człowieka, pchało mu się do oczu i uszu, a koniec końców jak lunęło na wieczór, to można było na piasku policzyć ile kropel spadło. Tyle że temperatura zjechała co zostało przez sforę powitane z zadowoleniem. Wyraźnym nawet.
Na moich spóźnionych ogórkach panie C pojawił się pierwszy kwiatek. Teraz już będzie z górki. Tym bardziej, że się zapowiada ciepełko.
Wsiowi wydrapują już pierwsze kurki wielkości pestek od wiśni z ziemi. Ktoś nawet opowiadał o koźlarzu, ale nikt go nie widział. Zakupy w sklepie to dobre źródło informacji. Szczególnie jak następny jest 5 km dalej. Za sucho na grzyby. Ale jakby popadało ...
Wykopałem z zamrażarki jakąś starawą fasolę szparagową. Pociachałem ja na kawałki i zrobiłem łagodne curry. Dobry pomysł był.
Udało mi się postawić kosiarkę na nogi. Jakby to rzekł Martinez kilka poprawek i ulepszeń po inżynierach z husqvarny i proszę, działa :) Nakosiłem się dzisiaj. Muchy cięły jak złe. Gzy cięły jak jeszcze gorsze. Wszystko latało wokół człowieka, pchało mu się do oczu i uszu, a koniec końców jak lunęło na wieczór, to można było na piasku policzyć ile kropel spadło. Tyle że temperatura zjechała co zostało przez sforę powitane z zadowoleniem. Wyraźnym nawet.
Na moich spóźnionych ogórkach panie C pojawił się pierwszy kwiatek. Teraz już będzie z górki. Tym bardziej, że się zapowiada ciepełko.
Wsiowi wydrapują już pierwsze kurki wielkości pestek od wiśni z ziemi. Ktoś nawet opowiadał o koźlarzu, ale nikt go nie widział. Zakupy w sklepie to dobre źródło informacji. Szczególnie jak następny jest 5 km dalej. Za sucho na grzyby. Ale jakby popadało ...
Wykopałem z zamrażarki jakąś starawą fasolę szparagową. Pociachałem ja na kawałki i zrobiłem łagodne curry. Dobry pomysł był.
To poważna waga z którą nie należy dyskutować, zwłaszcza że jeden z Twojej sfory waży niewiele mniej niż ja ;)
U nas dziś była burza, ochłodziło się, ale od soboty zapowiadają upały, zobaczymy.Mam nadzieję, że jakieś grzyby jednak będą kiedy ja zawitam do Borów, wierzę, że miejscowi zostawią ich trochę dla przyjezdnych ;)
U nas dziś była burza, ochłodziło się, ale od soboty zapowiadają upały, zobaczymy.Mam nadzieję, że jakieś grzyby jednak będą kiedy ja zawitam do Borów, wierzę, że miejscowi zostawią ich trochę dla przyjezdnych ;)
Vilette.
Też bym nie radził zadzierać, pomimo, że Manson ma świetnie je wyprowadzone na drodze do socjalizacji. Ta rasa posiada najsilniejsze szczęki wśród psów na świecie. Pitbulle są na drugim miejscu.
Zresztą kukaj tu:
http://www.youtube.com/watch?v=1skBG5tQqAE
Co do czarnej mamby.
Nie ma piwa, nie ma paliwa.
:)
Też bym nie radził zadzierać, pomimo, że Manson ma świetnie je wyprowadzone na drodze do socjalizacji. Ta rasa posiada najsilniejsze szczęki wśród psów na świecie. Pitbulle są na drugim miejscu.
Zresztą kukaj tu:
http://www.youtube.com/watch?v=1skBG5tQqAE
Co do czarnej mamby.
Nie ma piwa, nie ma paliwa.
:)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
http://www.youtube.com/watch?v=cmRm6wbC37Y
u mnie po kilku poprawkach będzie dzisiaj się działo podobnie
a w między czasie może się skoczy po sardynki na Hvide Sande
wyczyszcze.posole,potrzymam w lodówce z kilkoma ząbkami czosnku i jutro uwędze
dobra ta wędzarka,taki usa old schol wychodzi
muszę zrobić kolejną maszynkę do kapania
właśnie se uświadomiam w ilu miejscach już zostawiłem te moje abratki
u mnie po kilku poprawkach będzie dzisiaj się działo podobnie
a w między czasie może się skoczy po sardynki na Hvide Sande
wyczyszcze.posole,potrzymam w lodówce z kilkoma ząbkami czosnku i jutro uwędze
dobra ta wędzarka,taki usa old schol wychodzi
muszę zrobić kolejną maszynkę do kapania
właśnie se uświadomiam w ilu miejscach już zostawiłem te moje abratki
że najbardziej w mieście brakuje mi grillowania.
Było tak. Od bladego świtu zabrałem się za układanie drew. Do 10 było cool, bo słońce schowane za brzozą nie bardzo dokuczało. Po 10 jednak zrobiło się kiepawo. Próbowałem chłodzić się domowym cydrem, ale nie na wiele to się zdało. Co schłodziłem wnętrze to mi zaraz się wypacało po całości. Dotrwałem do 13. I uznałem, że pora na zasłużony odpoczynek.
Nazbierałem brzozowych gałązek - na nich najlepiej się rozpala - i uczyniłem grill. Używam tylko węgla drzewnego firmy Gryfskand, jest najlepszy. Rozbuchałem grilla - a było to dosyć łatwe bo gorąc przeolbrzymia. Na grilla wrzuciłem pomidora, cukinię i cebulę. Uprzednio zrobiłem sos cacykowy z domowego twarogu, czosnku, ogórka i jogurtu. Otwarłem zeszłoroczne grodziskie (pięknie zaokrąglone w smaku) i przytargałem pikle, z ogórka, z musztardą.
Nie powiem, pojadłem.
I tak sobie pomyślałem, że grill to coś, co przeszkadza mi w mieszkaniu miejskim. Jak można zrezygnować z tego dobrodziejstwa? Pomidorek skwierczy i paruje, węgiel drzewny pachnie przeokrutnie, sikory znoszą do budki robale, znaczy się młode potrzebują szamy, sfora leży rozwalona z wywieszonymi ozorami, Mimoza ma 4 kociaki, nie wiem gdzie się puściła, ale są niebieskie, nie widziałem tutaj takiego kota. Jastrzębia pogięło, bo wyleciał ponad sosny i kołuje na niebie. Kosy śpiewają gdzieś na Entowym Miejscu. Jest porządek.
Było tak. Od bladego świtu zabrałem się za układanie drew. Do 10 było cool, bo słońce schowane za brzozą nie bardzo dokuczało. Po 10 jednak zrobiło się kiepawo. Próbowałem chłodzić się domowym cydrem, ale nie na wiele to się zdało. Co schłodziłem wnętrze to mi zaraz się wypacało po całości. Dotrwałem do 13. I uznałem, że pora na zasłużony odpoczynek.
Nazbierałem brzozowych gałązek - na nich najlepiej się rozpala - i uczyniłem grill. Używam tylko węgla drzewnego firmy Gryfskand, jest najlepszy. Rozbuchałem grilla - a było to dosyć łatwe bo gorąc przeolbrzymia. Na grilla wrzuciłem pomidora, cukinię i cebulę. Uprzednio zrobiłem sos cacykowy z domowego twarogu, czosnku, ogórka i jogurtu. Otwarłem zeszłoroczne grodziskie (pięknie zaokrąglone w smaku) i przytargałem pikle, z ogórka, z musztardą.
Nie powiem, pojadłem.
I tak sobie pomyślałem, że grill to coś, co przeszkadza mi w mieszkaniu miejskim. Jak można zrezygnować z tego dobrodziejstwa? Pomidorek skwierczy i paruje, węgiel drzewny pachnie przeokrutnie, sikory znoszą do budki robale, znaczy się młode potrzebują szamy, sfora leży rozwalona z wywieszonymi ozorami, Mimoza ma 4 kociaki, nie wiem gdzie się puściła, ale są niebieskie, nie widziałem tutaj takiego kota. Jastrzębia pogięło, bo wyleciał ponad sosny i kołuje na niebie. Kosy śpiewają gdzieś na Entowym Miejscu. Jest porządek.
że pisklaki sójek są takie wielkie, że się zrąbały z gniazda. Albo też razem z gniazdem. Ale gniazda póki co nie zoczyłem, zaś pisklaki w liczbie 3 siedzą sobie przy pniu modrzewia we mchu pod gałęziami i udają, że ich nie ma.
W sumie fajne miejsce sobie znalazły, nikt tam nie lata, bo gałęzi dużo, czepialskie i do samej ziemi. Chciałem im zrobić zdjęcie, ale pora była wieczorowa (poziomki zbierałem) i oczywiście cała sfora w obstawie. Jak bym je zaczął fotografować, to by się siłą rzeczy zainteresowali. A że wieczór pora michy, więc wszyscy pilnie baczą na każdy mój ruch. Koty też, a te by pisklakom nie przepuściły w życiu.
Zobaczę, czy rano będą jeszcze na miejscu. Dam jeść kotom, to się ich pozbędę, sfory nie wypuszczę przez moment, no to będę mieć 5 min na sesję foto.
Przy okazji zbierania poziomek znalazłem dzisiaj pod tymi modrzewiami pierwszego w tym sezonie żółtego maślaka. Słaby jeszcze i rachityczny, ale jest. Będzie jutro ozdobą czegoś tam. (O tej porze nie wolno mi pisać czego, bo się Hrabini z Szambelanem potem źle czują).
Udało mi się wyczyścić jedną zamrażarkę. Hurraaaa!!!. Odmraża się. Jutro ją wypucuję, po raz pierwszy od 4 lat.
W sumie fajne miejsce sobie znalazły, nikt tam nie lata, bo gałęzi dużo, czepialskie i do samej ziemi. Chciałem im zrobić zdjęcie, ale pora była wieczorowa (poziomki zbierałem) i oczywiście cała sfora w obstawie. Jak bym je zaczął fotografować, to by się siłą rzeczy zainteresowali. A że wieczór pora michy, więc wszyscy pilnie baczą na każdy mój ruch. Koty też, a te by pisklakom nie przepuściły w życiu.
Zobaczę, czy rano będą jeszcze na miejscu. Dam jeść kotom, to się ich pozbędę, sfory nie wypuszczę przez moment, no to będę mieć 5 min na sesję foto.
Przy okazji zbierania poziomek znalazłem dzisiaj pod tymi modrzewiami pierwszego w tym sezonie żółtego maślaka. Słaby jeszcze i rachityczny, ale jest. Będzie jutro ozdobą czegoś tam. (O tej porze nie wolno mi pisać czego, bo się Hrabini z Szambelanem potem źle czują).
Udało mi się wyczyścić jedną zamrażarkę. Hurraaaa!!!. Odmraża się. Jutro ją wypucuję, po raz pierwszy od 4 lat.
...Będzie jutro ozdobą czegoś tam. (O tej porze nie wolno mi pisać czego, bo się Hrabini z Szambelanem potem źle czują).
Hmm, nie przypuszczałam, że moje słowo ma taką moc ;) Czy to przez to, że zostałam hrabiną? ;) Nie w tym wątku co prawda, ale zawsze...
Powinieneś, Mansonie, stworzyć osobny wątek i tam opisywać swoje pyszności, może i ja bym się czegoś nauczyła od Ciebie :)
Pozdrawiam kociaki :))
Hmm, nie przypuszczałam, że moje słowo ma taką moc ;) Czy to przez to, że zostałam hrabiną? ;) Nie w tym wątku co prawda, ale zawsze...
Powinieneś, Mansonie, stworzyć osobny wątek i tam opisywać swoje pyszności, może i ja bym się czegoś nauczyła od Ciebie :)
Pozdrawiam kociaki :))
... dawne już odkrycie, iż gdy noce w czerwcu są tak krótkie i jasne jak teraz, to nie ma najmniejszego sensu łazić na wóz vel wyro aby spać. Objechałem dziś rowerem pół Rumi i pół Gdyni. Gadajcie co chcecie, ale o 5 rano dziś, łąki nieopodal Kazimierza/ Dębogórza miały tyle wdzięku, dziewiczości i piękna co Mansonowy las.
Było cicho.
Teraz też.
Siedzę sobie w ogródku.
Mam trochę roboty, ale stwierdziłem, że dziś jest dzień Gospodarza (nie mylić z gospodarczym).
Dzień Gospodarza c wygląda tak, że c nie robi nic, poza zebraniem truskawek, poziomek i czytaniem na hamaku oraz oglądaniem filmów.
I piciem ogromnych litrów piwa.
Nie będę dziś nic malował ani piłował, ponieważ mam ubrane na sobie białe spodnie i białą bluzę - nie będę się zatem przebierał gdyż się białe pobrudzi i zakurzy :)))
Swoją drogą z uwagi na strój wyglądam w lustrze jakbym pobierał nauki w technikum młynarsko-piekarniczym.
Idę na hamak z piwami.
ps. Jakby ktoś chciał truskawki, albo pogadać to zapraszam.
ps 2. Mam herbatę jabłkowo miętową.
ps 3. na obiad będą pomidory z koprem na maśle. I chrupiący boczek z grilla. Plus sos musztardowy i dwa ziemniaki.
Było cicho.
Teraz też.
Siedzę sobie w ogródku.
Mam trochę roboty, ale stwierdziłem, że dziś jest dzień Gospodarza (nie mylić z gospodarczym).
Dzień Gospodarza c wygląda tak, że c nie robi nic, poza zebraniem truskawek, poziomek i czytaniem na hamaku oraz oglądaniem filmów.
I piciem ogromnych litrów piwa.
Nie będę dziś nic malował ani piłował, ponieważ mam ubrane na sobie białe spodnie i białą bluzę - nie będę się zatem przebierał gdyż się białe pobrudzi i zakurzy :)))
Swoją drogą z uwagi na strój wyglądam w lustrze jakbym pobierał nauki w technikum młynarsko-piekarniczym.
Idę na hamak z piwami.
ps. Jakby ktoś chciał truskawki, albo pogadać to zapraszam.
ps 2. Mam herbatę jabłkowo miętową.
ps 3. na obiad będą pomidory z koprem na maśle. I chrupiący boczek z grilla. Plus sos musztardowy i dwa ziemniaki.
Nie ma jak kumplostwo.
http://www.youtube.com/watch?v=Z1vs_zyMh14
Spiłem 10tego browca i czekam na hamaku na Cześka.
On stawia ja płacę.
Wejdziemy na lotne paliwo.
Upiję go i pójdę czytać.
http://www.youtube.com/watch?v=Z1vs_zyMh14
Spiłem 10tego browca i czekam na hamaku na Cześka.
On stawia ja płacę.
Wejdziemy na lotne paliwo.
Upiję go i pójdę czytać.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Skonczyla sie biala.
Ide po biala do sklepu.
Komu wodke...
Bede pozniej.
Pogadam na kazdy temat.
dla Was dzieci
http://www.youtube.com/watch?v=lqzuZNuTpGo&feature=related
Ide po biala do sklepu.
Komu wodke...
Bede pozniej.
Pogadam na kazdy temat.
dla Was dzieci
http://www.youtube.com/watch?v=lqzuZNuTpGo&feature=related
A ja dziś odkryłem że imprezowanie i telefon to niedobre połączenie. W ogóle rezygnuje z tych popapranych imprez uhh... stary a głupi wciąż
http://www.youtube.com/watch?v=QetvK6ldl2s
http://www.youtube.com/watch?v=QetvK6ldl2s
Marudzisz.
http://www.youtube.com/watch?v=mIC7KQPDuDc
Weźkaj rower i podjedź na Obłuże.
Po drodze upolujemy COŚ.
:)
http://www.youtube.com/watch?v=mIC7KQPDuDc
Weźkaj rower i podjedź na Obłuże.
Po drodze upolujemy COŚ.
:)
Pisklaki są cztery, się okazało. Czyli z tym jednym co go Boldrik przytargał musiało być ich pięć. Nieźle. Musze przyuważyć, czy stare ich doglądają.
Jeżeli chodzi o telefony i imprezy opracowałem kiedyś rewelacyjną metodę. Wynajmowałem onegdaj gospodarstwo rolne, a z dobrodziejstwem inwentarza i psa przytwierdzonego do budy. Wielkie bydle, patrzyło spode łba, i nawet jak mu dawałem michę to z szacunkiem i bez pośpiechu. Jakoś mnie tolerował. Jak się zdarzał najazd obcych to przed imprą zbierałem wszystkie telefony do torby, a tę wrzucałem temu psu do budy. Po czym łaskawie zezwalałem właścicielom odbierać, jeśli faktyczne mają chęć. Z uwagi na fakt, że płyny podnoszące poziom desperacji korelowały przyjemnie z ubytkiem dnia czas, w którym byli gotowi je w końcu odbierać, zbiegał się z czasem, kiedy telefony przestawały dzwonić. I tym sposobem po dość krótkiej konsternacji impreza łagodnie zdychała w objęciach uczestników. A rano torba z phonami stała już na stole w kuchni.
Jeżeli chodzi o telefony i imprezy opracowałem kiedyś rewelacyjną metodę. Wynajmowałem onegdaj gospodarstwo rolne, a z dobrodziejstwem inwentarza i psa przytwierdzonego do budy. Wielkie bydle, patrzyło spode łba, i nawet jak mu dawałem michę to z szacunkiem i bez pośpiechu. Jakoś mnie tolerował. Jak się zdarzał najazd obcych to przed imprą zbierałem wszystkie telefony do torby, a tę wrzucałem temu psu do budy. Po czym łaskawie zezwalałem właścicielom odbierać, jeśli faktyczne mają chęć. Z uwagi na fakt, że płyny podnoszące poziom desperacji korelowały przyjemnie z ubytkiem dnia czas, w którym byli gotowi je w końcu odbierać, zbiegał się z czasem, kiedy telefony przestawały dzwonić. I tym sposobem po dość krótkiej konsternacji impreza łagodnie zdychała w objęciach uczestników. A rano torba z phonami stała już na stole w kuchni.
C musze wreszcie kiedyś odowiedzić ale nie dziś bom moralnie zbolały. Metoda Mansona z telefonami ociera sie o geniusz socjotechniki ;)
Kiedyś, dawno temu czytałem książkę o życiu codziennym oficerów polskich w okresie miedzy wojennym. Była tam krótka notka o tym ze o godzinie 4 rano na bal w jakimś dworku wezwano policje. Co sie stało? Otóż - jak pisała policja - zaginął niejaki rotmistrz Kawecki, który po suto zakrapianej imprezie i po namowach kolegów poszedł do stajni, osidłał konia, wsiadł na niego i dobywszy szabli ruszył galopem odbijać Prusy Wschodnie...
Notka kończy sie informacją, ze Pana rotmistrza jeszcze nie znaleziono ale poszukiwania trwają...
Co sie stało dalej z Rotmistrzem Kaweckim tego nie wiem, ale powoli dochodzę do wniosku że ów ułan to musiał być jakiś mój krewny. Podobieństwo uderzające.
http://www.youtube.com/watch?v=TOWdT6Drvwk
Kiedyś, dawno temu czytałem książkę o życiu codziennym oficerów polskich w okresie miedzy wojennym. Była tam krótka notka o tym ze o godzinie 4 rano na bal w jakimś dworku wezwano policje. Co sie stało? Otóż - jak pisała policja - zaginął niejaki rotmistrz Kawecki, który po suto zakrapianej imprezie i po namowach kolegów poszedł do stajni, osidłał konia, wsiadł na niego i dobywszy szabli ruszył galopem odbijać Prusy Wschodnie...
Notka kończy sie informacją, ze Pana rotmistrza jeszcze nie znaleziono ale poszukiwania trwają...
Co sie stało dalej z Rotmistrzem Kaweckim tego nie wiem, ale powoli dochodzę do wniosku że ów ułan to musiał być jakiś mój krewny. Podobieństwo uderzające.
http://www.youtube.com/watch?v=TOWdT6Drvwk
Vilette.
Takich pytań to Mansonowi nie zadawaj.
Ja kiedyś zadałem: co dzieje się z nieproszonymi gośćmi na jego metrach?
Odparł, że mięcho i kości żre sfora.
W co uwierzę.
Zresztą nie musiałem. Widziałem gnaty, grubości mego przedramienia, po 10 godzinach wylizane przez te czarne diabły gładko jak szkło.
ps. Kimnąłem się godzinę.
Idę po piwo.
ps2 właściwie nie muszę.
Bo stoi.
Piwo.
To pójdę.
ps3 zaproszenie aktualne.
Takich pytań to Mansonowi nie zadawaj.
Ja kiedyś zadałem: co dzieje się z nieproszonymi gośćmi na jego metrach?
Odparł, że mięcho i kości żre sfora.
W co uwierzę.
Zresztą nie musiałem. Widziałem gnaty, grubości mego przedramienia, po 10 godzinach wylizane przez te czarne diabły gładko jak szkło.
ps. Kimnąłem się godzinę.
Idę po piwo.
ps2 właściwie nie muszę.
Bo stoi.
Piwo.
To pójdę.
ps3 zaproszenie aktualne.
Ktosiu & Kasandro.
Gadasz z człekiem co ma 194cm wzrostu, 94 kg mięśni i 34 lata.
Gadasz z ogrodnikiem.
Piszesz z umysłem analitycznym.
Pauza na łyk.....
No.
Zatem.
Truskawki w gruncie północnej Pl owocują ino przez 6 do 8 tygodni.
Świadomy ogrodnik dobierając wczesne odmiany i późne może ten czas wydłużyć do ok 3 miesięcy.
Poczekam.
Popiję piwa.
Przejrzę Eugeniusza Lityńskiego dzieło pt "Ukarani za niepopełnione winy" oraz dokończę już Heinza Guderiana "wspomnienia żołnierza".
Faktycznie ciut przekłamuje Guderian.
Ale co tam.
Mistrz zagonów pancernych.
Gadasz z człekiem co ma 194cm wzrostu, 94 kg mięśni i 34 lata.
Gadasz z ogrodnikiem.
Piszesz z umysłem analitycznym.
Pauza na łyk.....
No.
Zatem.
Truskawki w gruncie północnej Pl owocują ino przez 6 do 8 tygodni.
Świadomy ogrodnik dobierając wczesne odmiany i późne może ten czas wydłużyć do ok 3 miesięcy.
Poczekam.
Popiję piwa.
Przejrzę Eugeniusza Lityńskiego dzieło pt "Ukarani za niepopełnione winy" oraz dokończę już Heinza Guderiana "wspomnienia żołnierza".
Faktycznie ciut przekłamuje Guderian.
Ale co tam.
Mistrz zagonów pancernych.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Deszczowo dzisiaj, to i palenisko ledwo co się żarzy, od wczoraj jeszcze parę kaszanek i buraków dochodzi do siebie, trzeba będzie mocniej popiołem obsypać, co by mocy nabrały i na noc będzie jak znalazł. Kołków ociosałem sporo, tak wystarczy na małą palisadę wokół gniazda padalców, nie wyjdą przynajmniej na drogę, to i turystów nie wystraszą.
Sfora dostała wczoraj świeżą, młodą sarenkę, to i szarpała mięso do nocy, krwi mnóstwo, jak w rzeźni, ale co tam, niech sobie bestie podjedzą trochę młodej sarniny. Kły im się przynajmniej podostrzą i na nieproszonych gości będzie, jak znalazł.
Wyskrobałem trochę słodu z beczki, a taki głodny byłem, że jak liści rabarbaru dołożyłem i zjadłem wszystko, to w pasku dwóch dziurek jakoś zbrakło, to wziąłem calowego gwoździa i półfuntowego młota i po chwili poczułem się szczupły, jak wcześniej. Tylko sfora, cała w sarniej krwi, dziwnie i jakby na obcego, spoglądała na mnie. Szmatą spod latryny przez pysk jeden z drugim dostał i zaraz swego poczuły, to odpuściły i wróciły dalej wczorajsze mięso szarpać, niechaj im będzie na zdrowie!
Jutro rano trza będzie zanęty podsypać trochę dzikom, bo miastowi dziczyznę lubią, usiecze się ze dwie maciory razem z warchlakami, kiełbasy narobię, a tak z młodych to z osiem pęt wyjdzie, a z macior ze trzy razy więcej. Przyjadą, powąchają, to nawet kasy liczyć nie będą, tylko na pniu kupią, na tym co kury życie kończą. Jeszcze się w las pójdzie, co by kory uzbierać, będzie czym zagryzać wieczoną kaszankę z burakami, przednio pasuje taki zestaw z cydrem. Jak kto chętny, to zapraszam.
Sfora dostała wczoraj świeżą, młodą sarenkę, to i szarpała mięso do nocy, krwi mnóstwo, jak w rzeźni, ale co tam, niech sobie bestie podjedzą trochę młodej sarniny. Kły im się przynajmniej podostrzą i na nieproszonych gości będzie, jak znalazł.
Wyskrobałem trochę słodu z beczki, a taki głodny byłem, że jak liści rabarbaru dołożyłem i zjadłem wszystko, to w pasku dwóch dziurek jakoś zbrakło, to wziąłem calowego gwoździa i półfuntowego młota i po chwili poczułem się szczupły, jak wcześniej. Tylko sfora, cała w sarniej krwi, dziwnie i jakby na obcego, spoglądała na mnie. Szmatą spod latryny przez pysk jeden z drugim dostał i zaraz swego poczuły, to odpuściły i wróciły dalej wczorajsze mięso szarpać, niechaj im będzie na zdrowie!
Jutro rano trza będzie zanęty podsypać trochę dzikom, bo miastowi dziczyznę lubią, usiecze się ze dwie maciory razem z warchlakami, kiełbasy narobię, a tak z młodych to z osiem pęt wyjdzie, a z macior ze trzy razy więcej. Przyjadą, powąchają, to nawet kasy liczyć nie będą, tylko na pniu kupią, na tym co kury życie kończą. Jeszcze się w las pójdzie, co by kory uzbierać, będzie czym zagryzać wieczoną kaszankę z burakami, przednio pasuje taki zestaw z cydrem. Jak kto chętny, to zapraszam.
Wieczór zaszedł mnie od tyłu, akurat jak kończyłem kaszankę z burakami, dobrze zapitą cydrem, com go wcześniej przywlókł pod ognisko. Dobra ta kora sosnowa, mówię wam. Dobrze czyści resztki jadła spomiędzy zębów, oddech odświeża i kopa daje, takiego życiowego i kopa dla duszy.
Maciory z warchlakami na hakach już wiszą, krwi więcej niż po sarnie się z nich utoczyło, będzie na kaszankę, nic się nie może zmarnować. Wędzarnia gotowa, sprzęt przedni, ręcznie robiony to i efekty są, jak się skręci parę aromatycznych pęt kiełbas. Sfora czeka na resztki, choć jak szlachtowałem warchlaki, to trochę flaków im rzuciłem, co by łaskawą rękę Monsoona znały, bestie niewyżyte.
Noc będzie długa, wędzona i suto zakrapiana śliwowicą, mocną, wiecie którą, co ją trzymam na specjalne okazje. Jak które chce w nocy powędzić ze mną, popatrzeć na haki i warchlaki, to wiecie gdzie mnie szukać. Czekam i zapraszam. Haków nie zabraknie, dymu też nie, może się turysta trafi, to na haku zawiśnie i podwędzi mu się szynkę, też się zapije śliwowicą, to obojętność na człowieka spłytnie i wyrzuty sumienia znikają.
Las mroczny, spogląda spomiędzy drzew groźnie, pewnie mi tych macior z warchlakami darować nie może. Nie strasz przyjacielu, tym czasem i tamtym czasem, będzie dobrze, będzie się działo, będzie się piło i wędziło.
Maciory z warchlakami na hakach już wiszą, krwi więcej niż po sarnie się z nich utoczyło, będzie na kaszankę, nic się nie może zmarnować. Wędzarnia gotowa, sprzęt przedni, ręcznie robiony to i efekty są, jak się skręci parę aromatycznych pęt kiełbas. Sfora czeka na resztki, choć jak szlachtowałem warchlaki, to trochę flaków im rzuciłem, co by łaskawą rękę Monsoona znały, bestie niewyżyte.
Noc będzie długa, wędzona i suto zakrapiana śliwowicą, mocną, wiecie którą, co ją trzymam na specjalne okazje. Jak które chce w nocy powędzić ze mną, popatrzeć na haki i warchlaki, to wiecie gdzie mnie szukać. Czekam i zapraszam. Haków nie zabraknie, dymu też nie, może się turysta trafi, to na haku zawiśnie i podwędzi mu się szynkę, też się zapije śliwowicą, to obojętność na człowieka spłytnie i wyrzuty sumienia znikają.
Las mroczny, spogląda spomiędzy drzew groźnie, pewnie mi tych macior z warchlakami darować nie może. Nie strasz przyjacielu, tym czasem i tamtym czasem, będzie dobrze, będzie się działo, będzie się piło i wędziło.
@vi Tak, jesteśmy z moją córką fankami całej serii filmów o Hannibalu :)
Milczenie owiec chyba najlepsze, bo pierwsze. Ale byłyśmy też pod wrażeniem "Hannibal.Po drugiej stronie maski." Wydaje mi się, że to dlatego, że nie oczekiwałyśmy niczego specjalnego po tym filmie. No bo jak Hannibal bez Hopkinsa....
a jednak :)
Milczenie owiec chyba najlepsze, bo pierwsze. Ale byłyśmy też pod wrażeniem "Hannibal.Po drugiej stronie maski." Wydaje mi się, że to dlatego, że nie oczekiwałyśmy niczego specjalnego po tym filmie. No bo jak Hannibal bez Hopkinsa....
a jednak :)
Tak.
Dokładnie ten, któremu ponoć nie odpisałaś na ostatniego maila.
Jesteś jego fanką?
Witamy w klubie.
W klubie starych władczych wilków.
ps. fajni się zmieniają.
Klub jest jeden.
"Kto powiedział ucz się, mówi pracuj.
Kto powiedział pracuj, mówi pięciofrankówki.
Kto powiedział pieniądze,mówi wydatki.
Kto powiedział kredyt, mówi długi.
Kto powiedział długi, mówi komornik.
Mówią Ci żebyś siedział w tym g**nie.
Kto powiedział miłość(kochanie=sex), mówi dzieci.
Mówią zawsze i mówią rozwód.
powiedział najbliżsi, mówi smutki bo problemy nie przychodzą bez niczyjej pomocy.
Kto powiedział światowy kryzys, mówi głód Trzeciego Świata.
Kto powiedział zmęczenie(trud), mówi obudź się jeszcze raz dzień wcześniej.
Więc zapominamy o problemach.
(X9) I tańczymy ( więc tańczymy)
I tak sobie mówisz, że to już koniec, bo dalej jest juz tylko śmierć.
I myślisz sobie, że wytrzymasz, bo już nic się nie wydarzy, ale stanie się jeszcze wiele!
Ecstasy jest problemem, problemem albo muzyką.
Ona zabiera Cię w podróż, chwyta za głowę, aż w końcu błagasz by przestała.
Ale to jest Twoje ciało, nie żadne niebo, więc mówisz więcej niż słyszysz.
I krzyczysz jeszcze bardziej, gdy stawia opór.
Więc śpiewamy
Lalalalalala, Lalalalalala,
Więc śpiewamy
Lalalalala, Lalalalalala
Więc śpiewamy
A gdy tylko skończymy, wtedy tańczymy.
Więc tańczymy
I to wciąż trwa
"
http://www.youtube.com/watch?v=VHoT4N43jK8
Dokładnie ten, któremu ponoć nie odpisałaś na ostatniego maila.
Jesteś jego fanką?
Witamy w klubie.
W klubie starych władczych wilków.
ps. fajni się zmieniają.
Klub jest jeden.
"Kto powiedział ucz się, mówi pracuj.
Kto powiedział pracuj, mówi pięciofrankówki.
Kto powiedział pieniądze,mówi wydatki.
Kto powiedział kredyt, mówi długi.
Kto powiedział długi, mówi komornik.
Mówią Ci żebyś siedział w tym g**nie.
Kto powiedział miłość(kochanie=sex), mówi dzieci.
Mówią zawsze i mówią rozwód.
powiedział najbliżsi, mówi smutki bo problemy nie przychodzą bez niczyjej pomocy.
Kto powiedział światowy kryzys, mówi głód Trzeciego Świata.
Kto powiedział zmęczenie(trud), mówi obudź się jeszcze raz dzień wcześniej.
Więc zapominamy o problemach.
(X9) I tańczymy ( więc tańczymy)
I tak sobie mówisz, że to już koniec, bo dalej jest juz tylko śmierć.
I myślisz sobie, że wytrzymasz, bo już nic się nie wydarzy, ale stanie się jeszcze wiele!
Ecstasy jest problemem, problemem albo muzyką.
Ona zabiera Cię w podróż, chwyta za głowę, aż w końcu błagasz by przestała.
Ale to jest Twoje ciało, nie żadne niebo, więc mówisz więcej niż słyszysz.
I krzyczysz jeszcze bardziej, gdy stawia opór.
Więc śpiewamy
Lalalalalala, Lalalalalala,
Więc śpiewamy
Lalalalala, Lalalalalala
Więc śpiewamy
A gdy tylko skończymy, wtedy tańczymy.
Więc tańczymy
I to wciąż trwa
"
http://www.youtube.com/watch?v=VHoT4N43jK8
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Z rana nie miałem wiele do roboty, ot wziąłem widły i trochę gnoju po pokoju rozrzuciłem, bo ten wczorajszy już aromat stracił, a przecież wiecie że cydr pysznie smakuje z wonią świeżego gnojownika. Pociągnąłem cydra, wciągnąłem boski aromat i wyszedłem przed dom sprawdzić czy kacze kupry dobrze się w nocy uwędziły.
Dobrze pachną, głębokim lasem, ściółką, mchem i sikiem dzika, dodaje im to uroku. Takie dostaniecie, jak przyjdziecie. Tę zakładkę od stodoły coście ostatnio zepsuli, to naprawiłem ale pokulewadło mi pękło przy robocie, a i ranę odniosłem bo paznokcia zgubiłem. Znowu skwar się lać z nieba zaczyna, to zejdę do piwnicy i ciemnego przyniosę, pod śniadanie z borówek będzie jak znalazł.
Dobre to, jak cholera, tylko potem z biegunką kłopot, bo do latryny parę metrów jednak jest to i czasem człowiek nie zdąży dobiec. Ale wiecie, jak to z leśnym życiem jest, tu nie salony i w galoty jak pójdzie nic się nie stanie. Wypierze się, wiatrem posmera, to i odory odejdą.
No to idę po ciemnego, jak które też chce, to niech powie bez wstydu, to i borówek dam, a mlekiem też popić można, to razem podefekujemy, tak dla zabawy, echo się dobrze po lesie niesie, jak gazy mocne.
Dobrze pachną, głębokim lasem, ściółką, mchem i sikiem dzika, dodaje im to uroku. Takie dostaniecie, jak przyjdziecie. Tę zakładkę od stodoły coście ostatnio zepsuli, to naprawiłem ale pokulewadło mi pękło przy robocie, a i ranę odniosłem bo paznokcia zgubiłem. Znowu skwar się lać z nieba zaczyna, to zejdę do piwnicy i ciemnego przyniosę, pod śniadanie z borówek będzie jak znalazł.
Dobre to, jak cholera, tylko potem z biegunką kłopot, bo do latryny parę metrów jednak jest to i czasem człowiek nie zdąży dobiec. Ale wiecie, jak to z leśnym życiem jest, tu nie salony i w galoty jak pójdzie nic się nie stanie. Wypierze się, wiatrem posmera, to i odory odejdą.
No to idę po ciemnego, jak które też chce, to niech powie bez wstydu, to i borówek dam, a mlekiem też popić można, to razem podefekujemy, tak dla zabawy, echo się dobrze po lesie niesie, jak gazy mocne.
Monsoon The Flooder.
Serio kozaczku chcesz się zabawić słowem pisanym?
Czy może... (może lepiej nie)
Nie, kozak nie pasi, kozaki jeszcze się nie pojawiły tu.
Podgrzybki też.
Ino maślaki tylko.
Sam widzisz.
Trochę sugestywne, ale tak jest.
ps. A prawdziwek był u Mansona.
Ale tylko jeden.
I pewnie go ususzył Gospodarz.
Albo zjadł.
Serio kozaczku chcesz się zabawić słowem pisanym?
Czy może... (może lepiej nie)
Nie, kozak nie pasi, kozaki jeszcze się nie pojawiły tu.
Podgrzybki też.
Ino maślaki tylko.
Sam widzisz.
Trochę sugestywne, ale tak jest.
ps. A prawdziwek był u Mansona.
Ale tylko jeden.
I pewnie go ususzył Gospodarz.
Albo zjadł.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Górne C dobre, bo cienko piszczy, jak się w imadło wsadzi. Słowo dobre, ale jak podlejesz olejem, ogień buchnie i trza zaczekać aż zabulgota, trochę jak Ty ale to jeszcze za mało. Maślaczka Ci zapodam, spirytem popijesz to i swojego dyszla przytulisz, tak po leśnemu i cmokniesz go, choć stodoły nie ma, to cmokać prosi.
U mnie stodoła wielka i pojemna, dobrze zaoblone kołki sterczą, to i C usiądziesz wygodnie, rozgościsz się i lepiej Ci się na duszy zrobi. A ja Ci ciemnego dam popić, co byś do kołka przywykł. Kozaczka też dostaniesz, na ząb albo między, jak wolisz i lubisz.
Wieczór idzie, z lasu coś wylazło, to pójdę popatrzę, może wciągnął do domu i będzie zabawa jakaś, bo jakoś nudno się zrobiło od tej padliny. Darz Bór grzybki moje! Darz Bór!
U mnie stodoła wielka i pojemna, dobrze zaoblone kołki sterczą, to i C usiądziesz wygodnie, rozgościsz się i lepiej Ci się na duszy zrobi. A ja Ci ciemnego dam popić, co byś do kołka przywykł. Kozaczka też dostaniesz, na ząb albo między, jak wolisz i lubisz.
Wieczór idzie, z lasu coś wylazło, to pójdę popatrzę, może wciągnął do domu i będzie zabawa jakaś, bo jakoś nudno się zrobiło od tej padliny. Darz Bór grzybki moje! Darz Bór!
Zaganiaczem Ci machać nie będę, bom chłop a nie tam jakiś tęczowy, może tam po drugiej stronie lasu znajdziesz chętnego, mieszka tam taki jeden, co go wszystkie okoliczni omijają bo taki jakiś babski jest, czy jakoś tak. Podlizywać się też nie będę, boś nie baba i piczy nie masz.
Toć ja Tobie spirytu do towarzystwa nie proponowałem, ino żebyś na kołku w stodole jakoś zdzierżył, coś taki drażliwy, jak tu człowiek chce upodobania gościa poważnie potraktować?
Sfora siedzi po budach, obżarta bo świeżą sarninę dostała. Młoda była, ktoś wnyki zastawił, dychała jeszcze jak ją niosłem, a sfora lubi takie świeże, to dostali w całości. Znowu krwią zbryzgane całe obejście, trza będzie siarką opalić, żeby smród w las nie poszedł.
O Ferrari pytasz? Nie, nie prowadziłem. Wolę samochody dla chłopów, dla bab są takie fikuśne. Ale co kto tam lubi.
Idę kołki pociosać, cydru łyknę i kaszanką z popiołem zagryzę, dobrze się będzie spało.
Toć ja Tobie spirytu do towarzystwa nie proponowałem, ino żebyś na kołku w stodole jakoś zdzierżył, coś taki drażliwy, jak tu człowiek chce upodobania gościa poważnie potraktować?
Sfora siedzi po budach, obżarta bo świeżą sarninę dostała. Młoda była, ktoś wnyki zastawił, dychała jeszcze jak ją niosłem, a sfora lubi takie świeże, to dostali w całości. Znowu krwią zbryzgane całe obejście, trza będzie siarką opalić, żeby smród w las nie poszedł.
O Ferrari pytasz? Nie, nie prowadziłem. Wolę samochody dla chłopów, dla bab są takie fikuśne. Ale co kto tam lubi.
Idę kołki pociosać, cydru łyknę i kaszanką z popiołem zagryzę, dobrze się będzie spało.
Tak coś spać nie mogłem i się nad ranem z niedźwiedzia zwłokłem, potem zlany, koszulina mokra, to pomyślałem że może w las pójdę, świeżej rosy popiję, maślaka jakiego poszukam i poszedłem, sfora za mną i tak do drugiej strony lasu. Bobry chyba tamę stawiają na potoku, bo od rana jakieś nerowowe takie, dobrze że kuszę wziąłem, to jednego ustrzeliłem, na śniadanie się zje, bo wiesz C, nie ma to jak świeże mięso bobra z jajecznicą, dobrze doprawione tymem i pyłem z kory sosnowej.
Znowu żar się leje z nieba, a mi się zachciało dach posmołować ale to i lepiej, bo much się zleciało, jak do miodu i z parę setek teraz przyklejone czekają swojego końca w promieniach słońca. Patrz C jak ten rym pięknie wyszedł, tak od końca i tego słońca. Powiedz, sam byś lepiej nie ułożył. Nic to, kołka zobliłem, pięknie szlifowany, lakierem pociągnąłem, schnie teraz, to ja wpadniesz, to będziesz zadowolony. Spirytu Ci C nie dam, bom wypił z wieczora, tak żeś mnie tym Ferrari zainteresował, skąd u Ciebie taki pomysł. Ale co tam, ludziska lubią i czerwone i różowe, to nie mnie ich oceniać.
Trza coś na obiad przyszykować, z bobra kości zostały po śniadaniu, to się zupę ugotuje, doda twardziochów warzyw, pieprzu zada, kory z popiołem dosypie to i takie eintopf będzie. Ciemnego utoczę w kufel, popiję i tak jakoś do wieczora się wytrwa.
Wiesz C, tych maślaków i kozaków, coś tak szukał, to poczekaj jeszcze trochę, mam takie miejsce gdzie ich bez liku wyrośnie, nikt miejsca nie zna, więc jak zasiądziesz, to każdego skosztujesz. Wtedy i spirytem nie pogardzisz.
Wpadnij czasem, to mi pomożesz dach posmołować na drewutni, dam Ci ciemnego, parę flaszek, zmieszasz z kompotem z borówek, słomkę też Ci dam, a co tam, nie będę Ci żałować.
A tym różowym, co jeździłeś, to dobrze się prowadzi? Bo wiesz C, ja to wolę tego mojego grata, w las jak znalazł i w oczy się nie rzuca.
Znowu żar się leje z nieba, a mi się zachciało dach posmołować ale to i lepiej, bo much się zleciało, jak do miodu i z parę setek teraz przyklejone czekają swojego końca w promieniach słońca. Patrz C jak ten rym pięknie wyszedł, tak od końca i tego słońca. Powiedz, sam byś lepiej nie ułożył. Nic to, kołka zobliłem, pięknie szlifowany, lakierem pociągnąłem, schnie teraz, to ja wpadniesz, to będziesz zadowolony. Spirytu Ci C nie dam, bom wypił z wieczora, tak żeś mnie tym Ferrari zainteresował, skąd u Ciebie taki pomysł. Ale co tam, ludziska lubią i czerwone i różowe, to nie mnie ich oceniać.
Trza coś na obiad przyszykować, z bobra kości zostały po śniadaniu, to się zupę ugotuje, doda twardziochów warzyw, pieprzu zada, kory z popiołem dosypie to i takie eintopf będzie. Ciemnego utoczę w kufel, popiję i tak jakoś do wieczora się wytrwa.
Wiesz C, tych maślaków i kozaków, coś tak szukał, to poczekaj jeszcze trochę, mam takie miejsce gdzie ich bez liku wyrośnie, nikt miejsca nie zna, więc jak zasiądziesz, to każdego skosztujesz. Wtedy i spirytem nie pogardzisz.
Wpadnij czasem, to mi pomożesz dach posmołować na drewutni, dam Ci ciemnego, parę flaszek, zmieszasz z kompotem z borówek, słomkę też Ci dam, a co tam, nie będę Ci żałować.
A tym różowym, co jeździłeś, to dobrze się prowadzi? Bo wiesz C, ja to wolę tego mojego grata, w las jak znalazł i w oczy się nie rzuca.
Cieżki dzień dzisiaj, muchy w smole już nie takie dobre, jak drzewiej bywało ale znośne z cydrem, rzecz jasna. Uchyliłeś C rąbka tajemnicy, że niby te kości gdzieś tam leżą, to wziąłem i posprzątałem, co byś znowu mnie nie sprzedał ale do serca nie biorę. Będą nowe, jak skończę z tymi, co dzisiaj po lesie łazili i chyba się zgubili.
Ale było zabawy z nimi! Trzech ich było, letniki takie typowe, kolorowe, nie leśne. Niby chcieli ptaki pooglądać, a koce mieli i szczucha żywieckiego. Dziwne to ale sami się prosili. Dobrze, że wziąłem parę łoci sznura konopnego, bo na nim dobrze się zwierzynę wiesza. Co będę opowiadać, wiesz C jako to leci, siekierka, motyka, spiryt, szklanka i z turysty jest rąbanka. Pierwszy się nie spodziewał, nawet nie jęknął, tych dwóch pozostałych, to mi cały las pobudzili, a żar dzisiaj z nieba się lał, to i zwierzyna ospała. Na odlew obuchem dostali, to taka cisza się zrobiła, jak makiem by kto posiał w jagodach.
Wlec mi się ich nie chciało do chałupy, to pod grubą sosną podwiesiłem na tym konopnym, co żem go zabrał ze sobą. Wiszą teraz i glebę użyźniają, las to lubi. Wnyków obstalowałem wokół, żeby mi który moich przyszłych weków nie ruszył, póki co cisza, czyli czują że nie ich. Sfora cierpliwie czeka, bo wie kichy jutro dostanie, a dla sfory najlepszy przysmak, to kicha turystyczna.
Wieczór już głęboki, trzy truchła wiszą mi pod lasem, muszę naszykować słoików na jutro, będę peklować, to już na zimę zostanie, trochę sie do ciemnego zje. Jutro C nie przychodź, bo nie będzie gotowe, chyba że chcesz mi pomóc ze skóry ich obdzierać, to wpadaj. Ale zębów złotych nie mają, bo sprawdziłem. Dobre to, że chociaż tłuszczu z nich będzie trochę, bo i do pochodni się przyda i do jajecznicy z bobra będzie jak znalazł.
Ciemne się skończyło.
Chyba jasne otworzę, dobrze chłodne.
Za ciepło na spiryt, zostawię na wędzenie, wtedy pomaga.
Idę w las sprawdzić, czy dobrze jucha schodzi. Później wrócę.
Ale było zabawy z nimi! Trzech ich było, letniki takie typowe, kolorowe, nie leśne. Niby chcieli ptaki pooglądać, a koce mieli i szczucha żywieckiego. Dziwne to ale sami się prosili. Dobrze, że wziąłem parę łoci sznura konopnego, bo na nim dobrze się zwierzynę wiesza. Co będę opowiadać, wiesz C jako to leci, siekierka, motyka, spiryt, szklanka i z turysty jest rąbanka. Pierwszy się nie spodziewał, nawet nie jęknął, tych dwóch pozostałych, to mi cały las pobudzili, a żar dzisiaj z nieba się lał, to i zwierzyna ospała. Na odlew obuchem dostali, to taka cisza się zrobiła, jak makiem by kto posiał w jagodach.
Wlec mi się ich nie chciało do chałupy, to pod grubą sosną podwiesiłem na tym konopnym, co żem go zabrał ze sobą. Wiszą teraz i glebę użyźniają, las to lubi. Wnyków obstalowałem wokół, żeby mi który moich przyszłych weków nie ruszył, póki co cisza, czyli czują że nie ich. Sfora cierpliwie czeka, bo wie kichy jutro dostanie, a dla sfory najlepszy przysmak, to kicha turystyczna.
Wieczór już głęboki, trzy truchła wiszą mi pod lasem, muszę naszykować słoików na jutro, będę peklować, to już na zimę zostanie, trochę sie do ciemnego zje. Jutro C nie przychodź, bo nie będzie gotowe, chyba że chcesz mi pomóc ze skóry ich obdzierać, to wpadaj. Ale zębów złotych nie mają, bo sprawdziłem. Dobre to, że chociaż tłuszczu z nich będzie trochę, bo i do pochodni się przyda i do jajecznicy z bobra będzie jak znalazł.
Ciemne się skończyło.
Chyba jasne otworzę, dobrze chłodne.
Za ciepło na spiryt, zostawię na wędzenie, wtedy pomaga.
Idę w las sprawdzić, czy dobrze jucha schodzi. Później wrócę.
Truchła zdjąłem, dobrze jucha zeszła, czyste mięsiwo.
C, zrobię trochę weków z peklowanego dla Ciebie, białą zapijesz, poczujesz sens istnienia.
T
eraz patroszenie będzie, sfora już czuje swoje, kły szczerzą ale szmatę spod latryny mam pod ręką, to jak który podejdzie to zaraz w pysk dam.
Dobra pogoda na patroszenie, noże naostrzyłem, pikle w słoiku mam, bakłażana sobie podwędzę i tzatziki dodam, tak bezmięsnie na razie, żeby apetytu na mięcho dostać.
Potem co napiszę, teraz praca czeka. Wiesz C, dobre z Ciebie wsparcie, a i Panią szanujesz jak trzeba, wiem że czujesz świeżą miętę, to czuć, jak o poranku.
C, zrobię trochę weków z peklowanego dla Ciebie, białą zapijesz, poczujesz sens istnienia.
T
eraz patroszenie będzie, sfora już czuje swoje, kły szczerzą ale szmatę spod latryny mam pod ręką, to jak który podejdzie to zaraz w pysk dam.
Dobra pogoda na patroszenie, noże naostrzyłem, pikle w słoiku mam, bakłażana sobie podwędzę i tzatziki dodam, tak bezmięsnie na razie, żeby apetytu na mięcho dostać.
Potem co napiszę, teraz praca czeka. Wiesz C, dobre z Ciebie wsparcie, a i Panią szanujesz jak trzeba, wiem że czujesz świeżą miętę, to czuć, jak o poranku.
Już nie te ręce, co kiedyś. Noże ostre ale na sprawienie trzech trucheł turystów zeszło mi całe popołudnie. Jak jucha zejdzie w całości, to aż miło się oddziela się mięcho od kości. Z trzech grubasów jest weków na pół roku, tłuszczu zebrałem ze trzy wiadra, przecedziłem i przesmażyłem.
C, Ty mnie genami ewolucyjnmi nie strasz, bo właśnie parę zawekowałem, dostaniesz jak przyjedziesz, do tego jasne mocne i minie Ci zły nastrój.
To Ferrari brązowe to masz na własność, czy od tego zza lasu pożyczyłeś? Ładni Ci w nim, jak gość wyglądasz, kobiety pewnie szaleją. A romantyk z Ciebie, mądry i oczytany, to aż miło poczytać, jak niewiasty bałamucisz, tak niby od niechcenia, ale nęcisz i masz swój sposób:) Nawet się uśmiechnąłem, doceń to.
Dzisiaj dwa jastrzębie przeleciały nad lasem, pióra gubiły jak drony bombki nad Gazą. Skrzekliwe one jakieś takie ale piękne skrzydła mają. Inne ptaszyska się pochowały, bo widać że na polowaniu były. Trochę to dziwne, że dwa razem ale takie czasy, nic powiedzieć nie można, bo to nieróżowe.
Taztiki z bakłażanami mi się skończyło i a na mięso patrzeć już nie mogę, sfora też. Kich się najadły i teraz śpią. Chyba pójdę trochę much ze smoły wygrzebać, tylko ciemnego uwarzę trochę, bo nic tak nie podchodzi ze smolnymi muchami, jak ciemne.
Co tam C u Ciebie? Napisz, co czytasz ostatnio, bo jakiś taki zdawkowy się zrobiłeś i ciągle o tym Ferrari pleciesz. Ja wiem, że masz swoje marzenia ale najpierw leśna praca, potem przyjemności.
C, jak myślisz, turystka lepiej będzie smakować od turysty?
C, Ty mnie genami ewolucyjnmi nie strasz, bo właśnie parę zawekowałem, dostaniesz jak przyjedziesz, do tego jasne mocne i minie Ci zły nastrój.
To Ferrari brązowe to masz na własność, czy od tego zza lasu pożyczyłeś? Ładni Ci w nim, jak gość wyglądasz, kobiety pewnie szaleją. A romantyk z Ciebie, mądry i oczytany, to aż miło poczytać, jak niewiasty bałamucisz, tak niby od niechcenia, ale nęcisz i masz swój sposób:) Nawet się uśmiechnąłem, doceń to.
Dzisiaj dwa jastrzębie przeleciały nad lasem, pióra gubiły jak drony bombki nad Gazą. Skrzekliwe one jakieś takie ale piękne skrzydła mają. Inne ptaszyska się pochowały, bo widać że na polowaniu były. Trochę to dziwne, że dwa razem ale takie czasy, nic powiedzieć nie można, bo to nieróżowe.
Taztiki z bakłażanami mi się skończyło i a na mięso patrzeć już nie mogę, sfora też. Kich się najadły i teraz śpią. Chyba pójdę trochę much ze smoły wygrzebać, tylko ciemnego uwarzę trochę, bo nic tak nie podchodzi ze smolnymi muchami, jak ciemne.
Co tam C u Ciebie? Napisz, co czytasz ostatnio, bo jakiś taki zdawkowy się zrobiłeś i ciągle o tym Ferrari pleciesz. Ja wiem, że masz swoje marzenia ale najpierw leśna praca, potem przyjemności.
C, jak myślisz, turystka lepiej będzie smakować od turysty?
- Jak mu było na imię?
- Jakoś tak że M, a potem żeby się spieszyć.
- To się pospieszyłeś.
- No co. Sprawiał wrażenie jakby mu zależało.
- Fakt.
- Ja wiem, słonina trochę przypieczona, ale za to ile jej! To był dorodny okaz.
- Ano. Jak już zapach desperacji ulotnił się z dymem, to nawet całkiem strawny.
- To po kielichu.
- Ano.
- Jakoś tak że M, a potem żeby się spieszyć.
- To się pospieszyłeś.
- No co. Sprawiał wrażenie jakby mu zależało.
- Fakt.
- Ja wiem, słonina trochę przypieczona, ale za to ile jej! To był dorodny okaz.
- Ano. Jak już zapach desperacji ulotnił się z dymem, to nawet całkiem strawny.
- To po kielichu.
- Ano.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Pani Vilette, jak mój dziad zbłąkaną grubaskę sprawił, to było palce lizać! Ozorek z tzatziki, a wiedział jak zrobić bo Greka udawała za młodu, niewymowne na wolnym ogniu podpieczone albo uszka nadziewane! Pani Vilette! Z każdej turystki coś się zrobi dobrego, tylko pieprzu zaprawić trzeba odpowiednio.
Nie bój się proszę, Pani Vilette, ja tak zacnej niewiasty bym z kuszy nie strzelił jak bobra, jeno do stołu zaprosił i smolistą muchą poczęstował, tak po gospodarsku, z serca.
Nie bój się proszę, Pani Vilette, ja tak zacnej niewiasty bym z kuszy nie strzelił jak bobra, jeno do stołu zaprosił i smolistą muchą poczęstował, tak po gospodarsku, z serca.
Do robienia weków bym Panią Vilette zaprosił, nie do wekowania jej samej. Do tego ciemne ze spirytem zmieszane, co by w głowie zaszumiało, jak sosnom przy wichurze. A na stole mięsiwa z peklowania, grilla zrobimy i żeberek podpieczemy, jak Kukliński Kmicicowi. Nic się nie ukryje Panie Vilette, człowiek jest czlowiekiem i zjeść lubi, nawet drobna kobieta, jak Ty, Pani Vilette.
... że wino śliwkowe wcale się źle nie klaruje. Wszystkie mądre głowy mówią o trzyletnim co najmniej okresie leżakowania, a ja dzisiaj zlałem i zabutelkowałem nastawione w zeszłym roku wino z ałyczy, to w stylu chińskim dla Szuroczki. Jakieś 27 l. Jest kapitalne, a robiłem je po raz pierwszy. Ma klar, kolor, słodycz i kwasowość jak należy. Śliwka to genialny owoc na słodkie wina.
Życzę dobrej nocy i idę przed snem wychylić ...stą szklaneczkę :)
Życzę dobrej nocy i idę przed snem wychylić ...stą szklaneczkę :)
że wędrowanie po tropach wilczurka jest wielce fascynujące.
W nocy spadł śnieżek, niedużo, ale centymetrową warstwą pokrył wszystko. Już wcześniej widywałem podczas wędrówek tropy wilczurka, ale dzisiaj rano zostawił ślady, że ślepy by trafił. Więc razem ze sforą, początkowo zjeżoną i nieufną, powędrowałem jego tropem. Wróciliśmy po dwóch godzinach zajechani przełajami po lesie :-)) Wilczurka nie widzieliśmy, ale on nas zapewne tak.
W nocy spadł śnieżek, niedużo, ale centymetrową warstwą pokrył wszystko. Już wcześniej widywałem podczas wędrówek tropy wilczurka, ale dzisiaj rano zostawił ślady, że ślepy by trafił. Więc razem ze sforą, początkowo zjeżoną i nieufną, powędrowałem jego tropem. Wróciliśmy po dwóch godzinach zajechani przełajami po lesie :-)) Wilczurka nie widzieliśmy, ale on nas zapewne tak.
że można zrobić sobie genialne letnie śniadanie, a może nawet obiad.
Wczoraj trochę się zasiedziałem przy wieczornym grillu, było za dużo jedzonka i za dużo wina. Ale szczęśliwie wczoraj ugotowałem zupę, która na dzisiejsze śniadanie jak znalazł.
Nazbierałem czapkę dzikich śliwek. Są wielce kwaśne, nawet gdy są słodkie, więc dodałem dobrą porcję cukru, parę goździków, połamałem ususzony kawałek skórki limonki i taki sam cytryny, odrobina cynamonu, zalałem wodą i całość zagotowałem, a na noc schowałem w piwnicy.
Dzisiaj rano wkruszyłem sobie do miski białego twarogu i zalałem go dwoma chochelkami śliwkowej zupy. Wiecie co, poezja. Polecam, póki można nazbierać dzikich śliwek :)
Wczoraj trochę się zasiedziałem przy wieczornym grillu, było za dużo jedzonka i za dużo wina. Ale szczęśliwie wczoraj ugotowałem zupę, która na dzisiejsze śniadanie jak znalazł.
Nazbierałem czapkę dzikich śliwek. Są wielce kwaśne, nawet gdy są słodkie, więc dodałem dobrą porcję cukru, parę goździków, połamałem ususzony kawałek skórki limonki i taki sam cytryny, odrobina cynamonu, zalałem wodą i całość zagotowałem, a na noc schowałem w piwnicy.
Dzisiaj rano wkruszyłem sobie do miski białego twarogu i zalałem go dwoma chochelkami śliwkowej zupy. Wiecie co, poezja. Polecam, póki można nazbierać dzikich śliwek :)
, że miast tulei gumowych jest w PL producent tulei z poliuretanu. W Olkuszu. Zamówiłem rzeczone tuleje, bo tradycyjnych nie sposób skompletować, choć potrzebowałem tylko do przodu. Znaczy nie ja, tylko Belfegor. I dzisiaj właśnie odpaliłem i wykonałem pierwsza jazdę Belfegorem z nowym poliuretanowym zawieszeniem - bajka. Jeżeli potwierdzi się, co mówią właściciele civiców, że poliuretan raz na życie samochodu się wymienia - będę wielce ukontentowany. Producent standardowo robi tuleje w dwóch twardościach, ale na życzenie zrobi, jakie sobie zamawiający życzy. Ja zamówiłem te miękkie, bo wyszło mi, że w jeżdżeniu po lesie będą lepsiejsze. Stojących przed dylematem wymiany zawieszenia uczulam na wzięcie pod uwagę tej możliwości.
Kiedyś byłem w fabryczce (choć manufaktura będzie tu lepszym słowem) gdzie robią różności gumowe i metalowo-gumowe np. tuleje do zawieszenia.
To było gdzieś pod Poznaniem... a tak przynajmniej coś mi świta.
Zdziwiłem się, że można tego typu rzeczy robić w pomieszczeniu wielkości typowej pralni w bloku :D
Z tego, co wiem, poliuretan wrażliwy jest na UV. Zatem trzymaj Belfegora w cieniu, żeby biedaczysko się nie spociło zanadto :)
To było gdzieś pod Poznaniem... a tak przynajmniej coś mi świta.
Zdziwiłem się, że można tego typu rzeczy robić w pomieszczeniu wielkości typowej pralni w bloku :D
Z tego, co wiem, poliuretan wrażliwy jest na UV. Zatem trzymaj Belfegora w cieniu, żeby biedaczysko się nie spociło zanadto :)
Nagłośnię, bo cenie Mariusza. A Wy sami oceńcie, czy warto.
http://www.stopcenzurze.pl/
Przyda się może coś do konfrontacji ze światem idei ZetJota.
http://www.stopcenzurze.pl/
Przyda się może coś do konfrontacji ze światem idei ZetJota.
że Kurt Russell jest mistrz.
Jako kałamarz oglądałem go w Ucieczce z Nowego Jorku i był wielki. Call me Snake.
A teraz gapię się po raz setny w Hateful Eight. Jestem już po fabule, tle, ścieżce dźwiękowej itp. A teraz fascynuje mnie kreacja, jaką stworzył Russell - John Ruth Hangman. Ten facet jest po prostu niesamowity.
Jako kałamarz oglądałem go w Ucieczce z Nowego Jorku i był wielki. Call me Snake.
A teraz gapię się po raz setny w Hateful Eight. Jestem już po fabule, tle, ścieżce dźwiękowej itp. A teraz fascynuje mnie kreacja, jaką stworzył Russell - John Ruth Hangman. Ten facet jest po prostu niesamowity.
W zeszłym tygodniu odkryłam
... że dorośli faceci boją się czarnych kotów...
Słowo wiewiórki: zagarniturowany miś-ptyś, solenny i poważny, czaił się i łypał okiem, zielonoślepkowy czarnuszek czaił sie z 2 strony, a potem nagle przecięły ulicę dwa (pewnie rodzeństwo) kiedy gość zdecydował sie machnąć do swojego suva-a...
Mina jak u gryzonia na widok zaległych rachunków;)
Pewne nieracjonalne wdruki pozostają w homo-niekoniecznie-sapiens na długo...
Słowo wiewiórki: zagarniturowany miś-ptyś, solenny i poważny, czaił się i łypał okiem, zielonoślepkowy czarnuszek czaił sie z 2 strony, a potem nagle przecięły ulicę dwa (pewnie rodzeństwo) kiedy gość zdecydował sie machnąć do swojego suva-a...
Mina jak u gryzonia na widok zaległych rachunków;)
Pewne nieracjonalne wdruki pozostają w homo-niekoniecznie-sapiens na długo...