Widok
nam już druga rzecz zginęła:(
Żal mi strasznie mojej córki. Jak ja mam jej tłumaczyć, że nie wolno nikomu nic zabierać, że trezba oddać, jak jej samej ktoś te rzeczy kradnie:/
Ja rozumiem, że dziecko może wziąć coś z szafki, ale kurczę rodzice nie widzą, że w domu mają coś nowego??
Widać, że się nie interesują.
Moja corka też kiedyś wzięła torebeczkę koleżanki, akurat wujek ją odbierał to nie wiedział, że to nie jej.
Jak tylko przyszli do domu z przedszkola, leciałam żeby oddać...
Naprawdę brak mi słów, a potem dziwic się że dzieci są jakie są, jak mają takich rodziców:/
Żal mi strasznie mojej córki. Jak ja mam jej tłumaczyć, że nie wolno nikomu nic zabierać, że trezba oddać, jak jej samej ktoś te rzeczy kradnie:/
Ja rozumiem, że dziecko może wziąć coś z szafki, ale kurczę rodzice nie widzą, że w domu mają coś nowego??
Widać, że się nie interesują.
Moja corka też kiedyś wzięła torebeczkę koleżanki, akurat wujek ją odbierał to nie wiedział, że to nie jej.
Jak tylko przyszli do domu z przedszkola, leciałam żeby oddać...
Naprawdę brak mi słów, a potem dziwic się że dzieci są jakie są, jak mają takich rodziców:/
"Moja córka też kiedyś wzięła torebeczkę koleżanki, akurat wujek ją odbierał to nie wiedział, że to nie jej. Jak tylko przyszli do domu z przedszkola, leciałam żeby oddać..."- to raczej nie jest sposób na oduczenie dziecka zabierania nie swoich rzeczy. Moja mama też odnosiła rzeczy, które ze szkoły przynosił mój brat (nabiegała się niemiłosiernie, bo to się powtarzało). Dopiero mój tatuś kazał Marcinkowi odnieść i przeprosić, oczywiście płakał, krzyczał bo się wstydził, ale już więcej nic nie przyniósł.
kiedyś przyszłam po swojego syna do przedszkola w piątek i nie było jego butów. Były za to chłopięce buty, ale z pewnością nie nasze. Zabrałam młodego w kapciach (akurat byłam samochodem) i na szczęście było sucho. Dopiero po weekendzie nasze buty stały na swoim miejscu.
Na szczęście mieliśmy inne buty, w których młody mógł chodzić przez weekend.
Żeby już zabrać buty nie swojego dziecka trzeba być nieźle zakręconym ;)
Na szczęście mieliśmy inne buty, w których młody mógł chodzić przez weekend.
Żeby już zabrać buty nie swojego dziecka trzeba być nieźle zakręconym ;)
beatka w naszej grupie prawie każde dziecko chodzi ze swoim ulubioną zabaweczką jest miejsce wydzielone gdzie je odkładają w czasie drzemki zabierają na leżaczki.Panie same powiedziały że warto aby dzieci brały do przedszkola swich"przyjaciół"aby sie lepiej zaklimatyzowały wiec nie wiem gdzie masz problem konik sie odnalazł i to za sprawa Przedszkolanki.
Rozumiem,że czasami ktoś pomyli szalik rekawiczki bluze itp bo nie kazdy tatus babcia ciocia opiekunka odbierajacyniemusza znac wszystkich rzeczy dziecka,ale dobrze by było aby rodzice je póżniej oddawali
Rozumiem,że czasami ktoś pomyli szalik rekawiczki bluze itp bo nie kazdy tatus babcia ciocia opiekunka odbierajacyniemusza znac wszystkich rzeczy dziecka,ale dobrze by było aby rodzice je póżniej oddawali
podejrzewam, że w większości przypadków są to pomyłki a nie od razu kradzieże.Warto porozmawiać na najbliższym zebraniu z rodzicami na ten temat.Może rodzice nie zwracają uwagi co maluch przyniósł z przedszkola.
osobiście też jestem przeciwna przynoszeniu własnych zabawek do takiej placówki jak przedszkole czy szkoła
osobiście też jestem przeciwna przynoszeniu własnych zabawek do takiej placówki jak przedszkole czy szkoła
Moja młoda jest z tych dzieci co sobie przywłaszcza różne rzeczy. nie wiem skąd się jej to bierze...a do tego jest taka przekonywująca że panie w przedszkolu jej wierzą i myślą że te rzeczy są jej:)))
Dlatego ja teraz przed wyjściem z przedszkola dokładnie ją oglądam czy nic nie ma na sobie co nie należy do niej.
Zdarzyło mi się znajdować różne rzeczy w kieszeniach i zawsze odnoszę do przedszkola.
Niestety trzeba pilnować dzieci i je kontrolować:)
Dlatego ja teraz przed wyjściem z przedszkola dokładnie ją oglądam czy nic nie ma na sobie co nie należy do niej.
Zdarzyło mi się znajdować różne rzeczy w kieszeniach i zawsze odnoszę do przedszkola.
Niestety trzeba pilnować dzieci i je kontrolować:)
OEbqe7 , lzjzianzctvb, bvyifjymbmcq, http://toksytxczabh.com/
Spokojnie bo ludzie wy tu wybuchniecie ze zlosci. Wasze dziecko jest wsrod innych dzieci, nie wiesz ile rzeczy ono same gdzies poprzestawialo, bo nie mozna od razu mowic o kradziezy :) . To dobry moment by sie nauczylo odpowiezialnosci za wlasne "skarby" bo to juz nie domek gdzie mama znajdzie. takie rzeczy sie zdazaja , jezeli dziecko wie ze ktos wzia to trzeba ladnie zwrocic uwage rodzicom o zaistnialej sytuacji a nie tlumic w sobie nerwy i w koncu wybuchac na forum. Czesto dzieci mowia....dostalem, pozyczylem, wymienilem sie....prosze was nie atakujcie tak tylko zalatwcie sprawe po ludzku.
Czy Wy potraficie czytać??!!
Pisałam na początku - by rodzice zwracali uwagę na to co przynoszą dzieci do domu!
Jak coś nie jest mojego dziecka, to oddaję to następnego dnia a nie zostawiam, przywłaszczam.
Rozgranicznie to - rozumiem, że dziecko, babcia, rodzic może wziąć coś przez pomyłkę, ale potem należy to oddać.
Pisałam, że moje dziecko też wzięło torebkę innej dziewczynki to zaraz tego samego dnia leciałam do przedszkola to oddać bo mi było zwyczajnie głupio!!
Pisałam na początku - by rodzice zwracali uwagę na to co przynoszą dzieci do domu!
Jak coś nie jest mojego dziecka, to oddaję to następnego dnia a nie zostawiam, przywłaszczam.
Rozgranicznie to - rozumiem, że dziecko, babcia, rodzic może wziąć coś przez pomyłkę, ale potem należy to oddać.
Pisałam, że moje dziecko też wzięło torebkę innej dziewczynki to zaraz tego samego dnia leciałam do przedszkola to oddać bo mi było zwyczajnie głupio!!
Ale nie musisz od razu Alicjo wrzucać wszystkich do jednego worka z etykietką złodzieje, myślisz,że wszyscy rodzice specjalnie pozwalają przywłaszczać swoim dzieciom nieswoje rzeczy ? założę sie że co najmniej połowa coś takiego przeoczy (częściej zabawki,spinki niż ubrania)
Uważam,że najlepiej będzie poruszyć sprawę w przedszkolu, na zebraniu niż na forum
Uważam,że najlepiej będzie poruszyć sprawę w przedszkolu, na zebraniu niż na forum
Dlaczego mamy nie omówić problemu na forum? Skąd niepokój przed pisaniem publicznie o takich sprawach?
Nie wiem też jak inni ale ja sobie nie wyobrażam jak mogłabym przeoczyć nieznaną zabawkę u mojej córki, czy choćby spinkę (najpóźniej przed praniem znalazłaby się w kieszeni ubrania czy gdzieś przy sprzątaniu).
Dla mnie wspólne odnoszenie czyichś rzeczy było zresztą ważnym elementem wychowania dziecka a często się zdarzało gdy córka była młodsza i panie wpinały jej spinki innych dziewczynek, chyba wybierając na chybił trafił. A na kogo wychowują dzieci opiekunowie którzy czyjejś własności nie odnoszą?
A skoro o spinkach... ciekawe jest że odzyskuje z przedszkola te zagubione, gdy chodzi o tanie, nieciekawe ale gdy córka zgubi spinkę bardziej wartościową, to dziwnym trafem przepada ona już na zawsze.
Ostatnio teściowa odbierała córę po balu przebierańców i wzięła nie jej dodatki do stroju, bo dzieciaki się pozamieniały. Pomimo choroby różdżkę jakiejś dziewczynki odnosiłam "biegusiem" i niezwłocznie, bo wyobraziłam sobie że może już jest poszukiwana a mała właścicielka płacze.
Nie wiem też jak inni ale ja sobie nie wyobrażam jak mogłabym przeoczyć nieznaną zabawkę u mojej córki, czy choćby spinkę (najpóźniej przed praniem znalazłaby się w kieszeni ubrania czy gdzieś przy sprzątaniu).
Dla mnie wspólne odnoszenie czyichś rzeczy było zresztą ważnym elementem wychowania dziecka a często się zdarzało gdy córka była młodsza i panie wpinały jej spinki innych dziewczynek, chyba wybierając na chybił trafił. A na kogo wychowują dzieci opiekunowie którzy czyjejś własności nie odnoszą?
A skoro o spinkach... ciekawe jest że odzyskuje z przedszkola te zagubione, gdy chodzi o tanie, nieciekawe ale gdy córka zgubi spinkę bardziej wartościową, to dziwnym trafem przepada ona już na zawsze.
Ostatnio teściowa odbierała córę po balu przebierańców i wzięła nie jej dodatki do stroju, bo dzieciaki się pozamieniały. Pomimo choroby różdżkę jakiejś dziewczynki odnosiłam "biegusiem" i niezwłocznie, bo wyobraziłam sobie że może już jest poszukiwana a mała właścicielka płacze.
Oczywiście, że interweniuje w przedszkolu. Ale cóż mi po tym, skoro rodzice nic sobie z tego nie robią.
Byc może post kogoś skłoni do myślenia i będzie bardziej uważny.
A co do wrzucania do tego samego worka - daleko mi do tego. napisałam, że rozumiem pomyłki, i nie robię afery o zabranie czegoś z przedszkola - ale o to, że ktoś tych rzeczy NIE ODDAJE, czyli PRZEYWŁASZCZA. Dla mnie to złodziejstwo. Tyle.
Byc może post kogoś skłoni do myślenia i będzie bardziej uważny.
A co do wrzucania do tego samego worka - daleko mi do tego. napisałam, że rozumiem pomyłki, i nie robię afery o zabranie czegoś z przedszkola - ale o to, że ktoś tych rzeczy NIE ODDAJE, czyli PRZEYWŁASZCZA. Dla mnie to złodziejstwo. Tyle.
Co do spinek, gumek itp. Na to machnęłam ręką, bo to zwykle gubi na sali.
Chodzi mi ginięcie rzeczy z szatni - z przegórdek podpisanych imieniem i nazwiskiem dziecka. W szatni zwykle dziecko jest z opiekunem. Owszem-pomyli sie ok, weźmie, mama nie zauważy, ale w domu to chyba juz widzi, że coś nie należy do jej dziecka?
Powtarzam się, wiem, ale niektórzy nie rozumieją moich intencji.
Chodzi mi ginięcie rzeczy z szatni - z przegórdek podpisanych imieniem i nazwiskiem dziecka. W szatni zwykle dziecko jest z opiekunem. Owszem-pomyli sie ok, weźmie, mama nie zauważy, ale w domu to chyba juz widzi, że coś nie należy do jej dziecka?
Powtarzam się, wiem, ale niektórzy nie rozumieją moich intencji.
mnie wkurzyło jak moja mała w szafce miała swoją opaskę do włosów bo nie braliśmy jej do domu codziennie ponieważ i tak musiała zdjąć ubierając czapkę, przychodzimy na drugi dzień a opaska połamana i jeszcze leży w szafce to już była druga byłam taka zła że szok, chłopczyk z tej samej grupy powiedział ze jego siostra złamała ale matka nie odkupiła a niby wiedziała o tym, a ja nie jestem taka żeby się dopytywać :(
nie zawsze są to kradzieże, sama wiek jaki jest zamęt, np. gdy dzieci wychodzą na podwórko, po powrocie odwieszają swoje ubranka gdzie się da i nie raz moja córka wracała bez czapki, szalika a nawet spodni i właśnie dlatego nigdy nie ubieram małej w lepsze ubranka, oczywiści zawsze wszystko się znajduje, np. w szawce u dziecka ze starszej grupy, a pani dyrektor powtarza często, że w przedszklu jeszcze nigdy nic nikomu nie zniknęło, jak teraz się nie odnajdzie to z pewnością na koniec roku kiedy są robione wystawki ze znalezionymi rzeczami
U nas w przedszkolu zdecydowanie rodzice kradli, bo inaczej sie tego nazwac nie da. Mojemu synkowi m.in. zginelo kilka par majtek... No, naprawde nie wiem, ktora matka nie zauwazy cudzych majtek, zwlaszcza, gdy nauczycielka jej powie, ze dziecko sie posikalo i nie mialo majtek na zmiane, wiec pozyczyla od innego? No trzeba byc zlodziejem i to niewybrednym ;) . Chociaz majtki byly fajne, z kompletow z KapphAla... moze sie spodobaly, skoro na jednej parze sie nie skonczylo...
a wiecie nam sie kiedyś zdażyło ze synek ze złobka wrócił w nie swoich majteczkach
to dopiero no nie ;) ...
okazało się ze po spaniu chłopaki sie wymienili
poniewaz była to wymiana panie sie nie zorientowały ...
sprawa sie wydała dopiero jak mam kolegi synka to zauwazyła przy odbieraniu
a wszytko dlatego ze majteczki były z ulubionym bohaterem synka
oczywiscie potem zostały odmienionena powrót - ale ubawu było po pachy...
to dopiero no nie ;) ...
okazało się ze po spaniu chłopaki sie wymienili
poniewaz była to wymiana panie sie nie zorientowały ...
sprawa sie wydała dopiero jak mam kolegi synka to zauwazyła przy odbieraniu
a wszytko dlatego ze majteczki były z ulubionym bohaterem synka
oczywiscie potem zostały odmienionena powrót - ale ubawu było po pachy...
Zdarza się , że czasami coś zniknie. Zawsze wraca po dłuższym lub krótszym czasie. Też wydawało mi się to dziwne do momentu aż moja mama poszła po synka i młody wrócił w nie swoich butach...podobnych do swoich. Leciałam , żeby oddać szybko. Nie zawsze jest to zamierzona "kradzież", często pomyłka osób , które odbierają dzieci i nie wiedzą w co dokładnie dziecko było ubrane lub co miało ze sobą.Nie oceniajcie zbyt pochopnie. Sama byłam świadkiem jak dziadek dziecka po rozpoczęciu roku (nieświadomy tego, że rzeczy jego wnuczka leżą gdzie indziej)wziął ciuszki mojego synka i przeniósł do nowej wnuczka,poczekałam aż pójdzie i zamieniałam odpowiednio.Jeżeli nam coś zginie i nie wraca przez dłuższy czas , zgłaszam nauczycielce, i do tej pory wszystko wracało.
Ja też uważam, że rodzice powinni oddawać jak tylko zobaczą, ze dziecko wzięło z przedszkola coś co nie należy do niego.
Dwa razy zdarzyło się, że córka przyniosła sukienkę od lalki przedszkolnej.
Na drugi dzień od razu odniosłam.
Wymiany spinkowe też już zaliczyliśmy i też oddajemy nie nasze drobiazgi do przedszkola.
A i raz córka przyniosła nie swój ręcznik (mamy podpisane) - wyprałam (wypadł nam weekend) i oddałam w poniedziałek.
Nam osobiście (odpukać) narazie nic nie zginęło.
Także podpisuje się pod stwierdzeniem, że przypadkowe zabranie rzeczy do domu może się zdarzyć, ale nie oddanie ich to już kradzież.
Dwa razy zdarzyło się, że córka przyniosła sukienkę od lalki przedszkolnej.
Na drugi dzień od razu odniosłam.
Wymiany spinkowe też już zaliczyliśmy i też oddajemy nie nasze drobiazgi do przedszkola.
A i raz córka przyniosła nie swój ręcznik (mamy podpisane) - wyprałam (wypadł nam weekend) i oddałam w poniedziałek.
Nam osobiście (odpukać) narazie nic nie zginęło.
Także podpisuje się pod stwierdzeniem, że przypadkowe zabranie rzeczy do domu może się zdarzyć, ale nie oddanie ich to już kradzież.
nam ktoś UKRADŁ spodnie i zabaweczkę z kompletu grzechotek :(
synek chodzi do żłobka, i w wakacje jednego dnia oddałam go w bodziaku i spodniach a jak odbierałam to panie mi go oddają bez spodni, i już wtedy od razu zaalarmowałam że był w dresach, mimo że przypominałam się niejednokrotnie spodnie się nie odnalazły, prawie nówki
a jednego dnia synek wysiadając z auta nie chciał zostawić zabawki, i też któreś dziecko zawinęło, panie się rozpytywały rodziców ale nikt sie nie przyznał.. :(
synek chodzi do żłobka, i w wakacje jednego dnia oddałam go w bodziaku i spodniach a jak odbierałam to panie mi go oddają bez spodni, i już wtedy od razu zaalarmowałam że był w dresach, mimo że przypominałam się niejednokrotnie spodnie się nie odnalazły, prawie nówki
a jednego dnia synek wysiadając z auta nie chciał zostawić zabawki, i też któreś dziecko zawinęło, panie się rozpytywały rodziców ale nikt sie nie przyznał.. :(
ja za każdym razem obiecuję sobie, że podpiszę. Przedszkole jest ok, panie super, patologii brak ale - to nie musi być patologia ect. W grupie z moim synkiem sa dzieci 2 moich koleżanek - dziewczynka i chłopiec. Dziewczynce zginęly spodnie - różowe z kokardkami. Po poszukiwaniach okazało się, że spodnie zabrała babcia chłopca - bo niew wiem, myślała, że to jego?? A na koniec mama chłopca pokilku dniach zapytań powiedziała - a faktycznie, coś jest takiego różówego w domu... Ręce opadają...
co do czapki - nie mam pojęcia, chyba nóg dostają i same na spacery chodzą czy jak...
co do czapki - nie mam pojęcia, chyba nóg dostają i same na spacery chodzą czy jak...