Widok
moim zdaniem banki nasienia - czy jajeczek -to poprostu poladopcja.
kiedys kiedy maz nie mogl splodzic dziecka podsowal brata/przyjaciela do łóżka żony. teraz mozna to zalatwic bez stosunku za pomoca inseminacji czy invitro...
a juz oba w polączeniu to poprostu adopcja dziecka przed urodzeniem.
ze strony dawcy, to tez ryzykowne, jak za jakies 5-10 lat zglosza sie matki ktore zaplodnione byly jego nasieniem(bo ich milosc nie przetrwala proby wychowania i np ojciec doszukiwal sie winy w tym ze to wina nie jego krwi),zglosza sie z prozba o alimenty, niby cos sie podpisuje ale co z tego jak badania genetyczne wykażą ojcostwo?a prawo sie zmienia...a dociekliwosc kobiet potrafi odtajnic wszystko.
ja bym sie poprostu bala. a oddaje sie nasienie w jednym celu.
kiedys kiedy maz nie mogl splodzic dziecka podsowal brata/przyjaciela do łóżka żony. teraz mozna to zalatwic bez stosunku za pomoca inseminacji czy invitro...
a juz oba w polączeniu to poprostu adopcja dziecka przed urodzeniem.
ze strony dawcy, to tez ryzykowne, jak za jakies 5-10 lat zglosza sie matki ktore zaplodnione byly jego nasieniem(bo ich milosc nie przetrwala proby wychowania i np ojciec doszukiwal sie winy w tym ze to wina nie jego krwi),zglosza sie z prozba o alimenty, niby cos sie podpisuje ale co z tego jak badania genetyczne wykażą ojcostwo?a prawo sie zmienia...a dociekliwosc kobiet potrafi odtajnic wszystko.
ja bym sie poprostu bala. a oddaje sie nasienie w jednym celu.
zawsze jest e takie rzeczy wychodza, przypadkiem nie da się zaplanowac, ciekawe jak wtedy sie zachowasz jak wąłsne dziecko d*pą się odwróci i wszystkie lata twojej miłości sprowadzą się do jednego "okłamałaś mnie"
np. ojciec na strość już mocno schorowany będzie, będzie potrzebna transfuzja czy kololwiek, przeszczep itp i się dorosły facet dowie ze przez 50 lat jego własni rodzice go okłamywali
np. ojciec na strość już mocno schorowany będzie, będzie potrzebna transfuzja czy kololwiek, przeszczep itp i się dorosły facet dowie ze przez 50 lat jego własni rodzice go okłamywali
Madness is the gift, that has been given to me!!
Ja bym nie powiedziała. To żaden Ojciec, tylko dawca nasienia.
Tata to ten, który wychowuje.
Poza tym co z tego, że powiesz? I tak go nigdy nie odszuka, a będzie "zaglądał w oczy" każdemu mężczyźnie, który wyda mu się podobny.
Dawca nasienia sobie zresztą takich "bliskich spotkań" z dzieckiem nie życzy, on chce "tylko zapłodnić". I koniec jego roli.
Tata to ten, który wychowuje.
Poza tym co z tego, że powiesz? I tak go nigdy nie odszuka, a będzie "zaglądał w oczy" każdemu mężczyźnie, który wyda mu się podobny.
Dawca nasienia sobie zresztą takich "bliskich spotkań" z dzieckiem nie życzy, on chce "tylko zapłodnić". I koniec jego roli.
jak to nie mowić? całe zycie okłamywać człowieka ze to Jego Ojciec? Jest to najgorsze co może być. Uwazam ze uczciwie jest w pewnym wielu powiedzieć dziecku ze jest z nasienia innego dawcy. Ja nie chciałabym żyć nie wiedząc o tym fakcie ze gdzies tam jest moj ojciec biologiczny ..mnie sie ta opcja utajania prawdy przed człowiekiem średnio podoba.
http://newsgroups.derkeiler.com/Archive/Soc/soc.culture.polish/2010-12/msg00056.html
Tu jest link z pełną trescią, dla osób, które nie mają konta na GW.
Tu jest link z pełną trescią, dla osób, które nie mają konta na GW.
Gdy czytam w tym wątku wypowiedzi niektórych przedstawicieli płci "silnej", to przypomina mi się pewien artykuł:
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,6737030,Dlaczego_chce_mnie_zaplodnic_34_facetow_.html
Osobiście nie chciałabym "mieć dziecka" z żadnym z opisywanych tam Panów.
Cechy charakteru i osobowości również się dziedziczy.
A przecież nic nie wiesz o "dawcy nasienia". Jakim jest człowiekiem "wewnątrz".
Wzrost, wykształcenie, status społeczny i ekonomiczny i genetyczne choroby to za mało informacji.
Wg mnie naturalnym u mężczyzny jest pragnienie posiadania potomstwa.
Jednak "zapędy reproduktorskie" godne ogiera zarodowego mnie zniesmaczają, szczególnie te pod "płaszczykiem" pomocy.
To nie jest normalne, przynajmniej w mojej ocenie.
Sama swojej komórki jajowej też nikomu bym nie podarowała/sprzedała. To część mnie, moje DNA, z którego może powstać nowe życie, za które należy ponosić odpowiedzialność.
Ogólnie nie zachwycam się in vitro. Obawiam się, że upowszechnienie tej metody odbije się w przyszłości "czkawką".
Oby nie polegała ona m.in. na degeneracji ludzkiego gatunku. Przede wszystkim psychicznie, potem fizycznie.
Co nie znaczy, że w niektórych przypadkach jest jedynym "sposobem" na dziecko.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,6737030,Dlaczego_chce_mnie_zaplodnic_34_facetow_.html
Osobiście nie chciałabym "mieć dziecka" z żadnym z opisywanych tam Panów.
Cechy charakteru i osobowości również się dziedziczy.
A przecież nic nie wiesz o "dawcy nasienia". Jakim jest człowiekiem "wewnątrz".
Wzrost, wykształcenie, status społeczny i ekonomiczny i genetyczne choroby to za mało informacji.
Wg mnie naturalnym u mężczyzny jest pragnienie posiadania potomstwa.
Jednak "zapędy reproduktorskie" godne ogiera zarodowego mnie zniesmaczają, szczególnie te pod "płaszczykiem" pomocy.
To nie jest normalne, przynajmniej w mojej ocenie.
Sama swojej komórki jajowej też nikomu bym nie podarowała/sprzedała. To część mnie, moje DNA, z którego może powstać nowe życie, za które należy ponosić odpowiedzialność.
Ogólnie nie zachwycam się in vitro. Obawiam się, że upowszechnienie tej metody odbije się w przyszłości "czkawką".
Oby nie polegała ona m.in. na degeneracji ludzkiego gatunku. Przede wszystkim psychicznie, potem fizycznie.
Co nie znaczy, że w niektórych przypadkach jest jedynym "sposobem" na dziecko.