Widok
Ciaza pozamaciczna
Czy któraś z was miała ten przykry problem? Moja historia....... Uśmiech łzy wzruszenia jest wkoncu wymarzona ciaza huura bede mama. Pani doktor utwierdza mnie w tym po usg mowi ze jest piek a zdrowa ciaza...... Z dnia na dzien czuje sie coraz gorzej tlumaczac sobie ze w moim stanie to normalne, jadę autem boli mnie brZuch dzwonie na pogotowie mowia ze tak ma byc....2...3..godziny mdleje w domu bliska mi osoba wola pogotowie przyjezdzaja mowia nic sie nie stalo to normalne.... Czuje sie coraz gorzej chce zasnac ALE bliska osoba wiezie mnie na kliniczna wymiotuje na izbie slabo mi po kolejnych 2 godzinach schodzi lekarz usg krzyk pospiech na korytarzu krwotok do otrzewneej... Szybko na sale świstek do podpisania nawet nie wiem co szybko szybko cewnik na sale operacyjna..... Budzę sie i slysze udalo sie jest z nami.... Na drugi dzień przychodzi lekarz mowi miala pani ciaze pozamaciczna krwotok 2.5l krwi .... Dzieki Bogu jest pani z nami bo jedna noga bylam na tamtym swiecie. ....... Oto moja historia jak o tum pisze znow plakac mi sie chce. Podzielcie sie swoimi historiami
30 zapraszam Cię na ten wątek na Ovu Friend. Jest tam wiele kobiet które przeszły przez to co Ty lub straciły ciążę. Znajdziesz tam wsparcie . Tutaj nawet nie próbuj bo jak widzisz po łapkach. Jeśli ktoś się z Tym nie spotkał to nie wesprze.
http://ovufriend.pl/forum/poronienie/zaczynamy-znowu-starania,8325,1150.html
Jest tam wiele innych tematów. Na pewno będziesz mogła porozmawiać,wyżalić się i dostaniesz wielkie wsparcie
http://ovufriend.pl/forum/poronienie/zaczynamy-znowu-starania,8325,1150.html
Jest tam wiele innych tematów. Na pewno będziesz mogła porozmawiać,wyżalić się i dostaniesz wielkie wsparcie
ja też byłam w ciąży pozamacicznej. to była wyczekana i bardzo chciana ciąża. przypadkiem dość wcześnie byłam u ginekologa który po zrobieniu usg zasugerował szpital i to szybko. W szpitalu obserwacja badania mierzenie bhcg z mojej strony z nadzieją ze to wszystko to jakaś koszmarna pomylka ze strony lekarzy, sprzętu, laboratorium. ja nic o ciąży pozamacicznej wtedy nie wiedziałam, myślałam ze można operacjĄ naprawić, przenieść zarodek do macicy itp niestety nie. musiałam mieć usunięty jajowód. dopiero w domu po przeczytaniu w Internecie dotarło do mnie jak niewiele brakowało by mnie dzisiaj nie było. ja wsparcie znalazłam na stronie naszbocian. pl
Nie jestem po ciąży pozamcicznej, a po poronieniu. Ciąża chciana, wyczekiwania. Potem łzy i pytanie dlaczego my. Na szczęście szybko zaszlismy drugi raz w ciążę. I teraz młody ma 7 miesięcy i dokazuje rodzicom :-)
Ale mnie serce cały czas boli na wspomnienie po pierwszym dziecku.
A po obczaj drugiej ciąży towarzyszył mam cały czas strach.
Trzeba się pozbierać i starać dalej. Wiem, że jest bardzo ciężko, ale trzeba dla kolejnego dziecka, któremu dasz dużo miłości.
Ale mnie serce cały czas boli na wspomnienie po pierwszym dziecku.
A po obczaj drugiej ciąży towarzyszył mam cały czas strach.
Trzeba się pozbierać i starać dalej. Wiem, że jest bardzo ciężko, ale trzeba dla kolejnego dziecka, któremu dasz dużo miłości.
Przez całą ciąże się bałam, czy będzie biło serduszko, czy będzie się dobrze rozwijał, irp. Z powiedzeniem rodzienie zwlekaliśmy az do 4 miesiąca bo się ciągle bałam, czy się coś złego nie wydarzy. Na szczęście nasze dziecko jest całkowicie zdrowe. I mimo tego całego strachu który towarzyszył nam przez ciążę i będzie towarzyszył przez następną, chcemy mieć kolejne dziecko. I na pewno nie damy się zastraszyć tej strasznej obawie. Chcemy aby nasze dziecko miało rodzeństwo. Ale bardziej niż inne pary, które nie przeżyły strarty, wiemy że kolejna ciąza może być cudem lub może nam przynieść kolejnego aniołka. Jak się tego nie przeżyło to się o tym nie myśli. Ja w czasie pierwszej ciązy nie myślałam o takich rzeczach, aż do czasu :(
Nikt w rodzinie u nas nie miał żadnej histori z poronieniami, przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Poza tym nasze babcie i matki, jak przechodziły wczesne poronienie to nie były tego świadome. To teraz mamy do dyspozycji USG, testy ciążowe i beta HCG. Nikt w rodzinie nie wie o naszym poronieniu bo nie chcieliśmy nikomu nic mówić, więc o pierwszej ciąży nikt nie wie.
Nasze popronienie mogło być przypadkiem po prostu tak miało być. Oprócz tarczycy żadnych badań nie zdąrzyłam zrobić bo zaszliśmy dosyć szybko w kolejną ciążę.
A starać się o drugie to zaczniemy ale troche później bo na razie muszę się wyspać, bo młody daje po nocach nieżle do wiwatu ;p
Nasze popronienie mogło być przypadkiem po prostu tak miało być. Oprócz tarczycy żadnych badań nie zdąrzyłam zrobić bo zaszliśmy dosyć szybko w kolejną ciążę.
A starać się o drugie to zaczniemy ale troche później bo na razie muszę się wyspać, bo młody daje po nocach nieżle do wiwatu ;p
U nas wszyscy wiedzieli .. Wiesz jak lekarz uswiadamia mnie ze wszystko wporzadku to nawet nie pomyslalabym ze moze byc inaczej. O ciazy pozamacicznej dowiedzialam sie dopiero w szpitalu ogolnie nie wiedzialam ze takie cos istnieje.. Ciesze sie ze mamy naszego skarba bo slyszalam ze po ciazypozamacicznej jest bardzo ciezko zajsc w zdrowa ciaze i ja donosic
My od razu jak się dowiedzieliśmy o ciąży postanowiliśmy, że powiemy w 3 miesiącu. Niestety po 3 tygodniach już nie było czym się chwalić.
Przy następnej ciąży będziemy zwlekać pewnie też do 4 miesiąca. Oczywiście w czasie całej ciąży nie ma gwarancji ale po pierwszym trymestrze największe ryzyko przemija.
Przy następnej ciąży będziemy zwlekać pewnie też do 4 miesiąca. Oczywiście w czasie całej ciąży nie ma gwarancji ale po pierwszym trymestrze największe ryzyko przemija.
Ja straciłam pierwsza ciążę w 8 tygodniu. Na kolejną czekałam ponad dwa lata. Powiedzieliśmy dopiero jak usłyszelismy serduszko (koło 10 tygodnia) i to najblizszej rodzinie. Ale strach był przez całą ciążę - a czy beta bedzie rosła, a czy serduszko bedzie, a czy ruchy bede czuła i tak nieustannie.
Teraz jestem w kolejnej ciązy i znowu ta "paranoja" strachu...jednak po stracie zostaje coś takiego, że ciężko się nie bać. I o tej ciązy tez powiemy najblizszej rodzinie najwcześniej koło 10-12 tygodnia .
Teraz jestem w kolejnej ciązy i znowu ta "paranoja" strachu...jednak po stracie zostaje coś takiego, że ciężko się nie bać. I o tej ciązy tez powiemy najblizszej rodzinie najwcześniej koło 10-12 tygodnia .
Ja mam zdrową córkę 4,5 letnią, rok temu poroniłam (na szczęście) dziecko z wadami genetycznymi (obrzęki limfatyczne tak wielkie że lekarze nie dowierzali) w 13 tygodniu. Dziecko było tak chore że zatruwało też mój organizm, byłam ledwo żywa, omdlenia 15 razy dziennie, problemy z sercem i z oddychaniem. Lekarze jak odkryli że dziecko jest aż tak chore to zalecili terminację (3 niezależnych lekarzy) ze względu na zagrożenie dla mnie. Widząc że nie mogłam się na to zdecydować sami mnie zapisali na odpowiedni termin, życząc by dziecko nie dotrwało i bym poroniła szybciej. No i na szczęście poroniłam sama, przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia. Czułam jak życie ucieka z mojego brzucha, wiedziałam dokładnie kiedy moje dziecko przestało żyć. Po prostu ja nagle ozdrowiałąm. Poszłam na USG - serduszko już nie biło, moje dziecko umarło. Był ból, płacz że upragnionego dziecka nie będzie, ale też płacz z ulgi, że ono już nie cierpi, że się nie męczy. Potem szpital i łyżeczkowanie. Córka wiedziała o ciąży więc musiałam też powiedzieć jej o poronieniu. A ona przytuliła mnie mocno i powiedziała: Mamo, nie martw się, ja tu jestem i mogę Cię zawsze pocieszyć.
Po 7 miesiącach zaszłam w kolejną ciążę (w międzyczasie robiłam mnóstwo badań, wyszło hashimoto, takie chore dziecko to mógł być po prostu pech przy podziale jajeczka). Teraz jestem już w 6 miesiącu. Strach był - czy beta będzie rosła prawidłowo, czy będą obrzęki, czy serduszko wygląda prawidłowo, czy kształt dziecka jest normalny czy może taki jak przy tamtym? Robiłam amniopunkcję, mimo że obraz usg był idealny, lekarze zalecili amnio. Straszny stres czy nie zaszkodzę dziecku, diagnoza - zdrowy synek. Teraz przez kilka dni czułam słabsze ruchy, pojechałam do szpitala sprawdzić - potraktowano mnie z szacunkiem i spokojem, pani doktor długo badała czy wszystko ok, pokazywała na usg, tłumaczyła. Wszystko dobrze. Kazała przyjeżdżać nawet co tydzień, jeśli coś mnie będzie niepokoiło. Mam bardzo nisko łożysko, jest ryzyko krwawień, nie wiem czy będę mogła rodzić naturalnie czy przez cc. Jest mi to obojętne, tylko żeby wyciągnęli synka całego i zdrowego, a jak to już nieważne.
Córka boi się o tą ciążę, pyta czy to dziecko na pewno się urodzi, czy może dotknąć brzucha bo może braciszek wtedy umrze. Jest to straszne - ja po sobie nie pokazuję nic, ze względu na jej dobro. Powiem Wam że do tego stopnia odrzucam złe myśli że naprawdę cieszę się tą ciążą. Ale w córce został jakiś ślad i mimo że czasem całuje brzuszek, kupuje ubranka, segreguje swoje zabawki oddając część dla braciszka, mówi do brzuszka itp - to czasem rzuci tekstem w stylu: zakryj brzuszek bo dzidzia się przeziębi i umrze. Dorosły jakoś sobie poradzi ale co z dzieckiem?
Ja po prostu jakieś 2 miesiące po poronieniu poczułam że tam gdzieś są jeszcze duszyczki które chcą przyjść na świat - córka i syn. Teraz mam w brzuchu synka, potem chciałabym tylko go odkarmić i jak wszystko będzie dobrze zajść w kolejną ciążę. Mimo wszystko. Przychodzi taki czas że czujesz że już możesz zajść.
Powodzenia!
Po 7 miesiącach zaszłam w kolejną ciążę (w międzyczasie robiłam mnóstwo badań, wyszło hashimoto, takie chore dziecko to mógł być po prostu pech przy podziale jajeczka). Teraz jestem już w 6 miesiącu. Strach był - czy beta będzie rosła prawidłowo, czy będą obrzęki, czy serduszko wygląda prawidłowo, czy kształt dziecka jest normalny czy może taki jak przy tamtym? Robiłam amniopunkcję, mimo że obraz usg był idealny, lekarze zalecili amnio. Straszny stres czy nie zaszkodzę dziecku, diagnoza - zdrowy synek. Teraz przez kilka dni czułam słabsze ruchy, pojechałam do szpitala sprawdzić - potraktowano mnie z szacunkiem i spokojem, pani doktor długo badała czy wszystko ok, pokazywała na usg, tłumaczyła. Wszystko dobrze. Kazała przyjeżdżać nawet co tydzień, jeśli coś mnie będzie niepokoiło. Mam bardzo nisko łożysko, jest ryzyko krwawień, nie wiem czy będę mogła rodzić naturalnie czy przez cc. Jest mi to obojętne, tylko żeby wyciągnęli synka całego i zdrowego, a jak to już nieważne.
Córka boi się o tą ciążę, pyta czy to dziecko na pewno się urodzi, czy może dotknąć brzucha bo może braciszek wtedy umrze. Jest to straszne - ja po sobie nie pokazuję nic, ze względu na jej dobro. Powiem Wam że do tego stopnia odrzucam złe myśli że naprawdę cieszę się tą ciążą. Ale w córce został jakiś ślad i mimo że czasem całuje brzuszek, kupuje ubranka, segreguje swoje zabawki oddając część dla braciszka, mówi do brzuszka itp - to czasem rzuci tekstem w stylu: zakryj brzuszek bo dzidzia się przeziębi i umrze. Dorosły jakoś sobie poradzi ale co z dzieckiem?
Ja po prostu jakieś 2 miesiące po poronieniu poczułam że tam gdzieś są jeszcze duszyczki które chcą przyjść na świat - córka i syn. Teraz mam w brzuchu synka, potem chciałabym tylko go odkarmić i jak wszystko będzie dobrze zajść w kolejną ciążę. Mimo wszystko. Przychodzi taki czas że czujesz że już możesz zajść.
Powodzenia!
Dla mnie niepojęte jest jedno. Teraz tyle się mówi o aborcji i ustawie jej zakazującej, mówi się, że dziecko jest od momentu poczęcia. To ja się pytam czemu moja 8 tygodniowa kruszyna nie była potraktowana jak dziecko. Na szczęście organizm sam się oczyścił i nie musiałam mieć łyżeczkowania. A w szpitalu potraktowali mnie jakbym właśnie straciła ząb a nie dziecko. Po naszym szczesciu zostało nam tylko pierwsze USG i wstretny wypis ze szpitala. Nigdzie nie ma oprócz tego śladu, ze nasze dziecko istniało.
Jesli chodzi o aborcje to dziecko jest od chwili poczęcia, a jezeli dochodzi do poronienia to o dziecko mowy nie ma nawet przy 12 tyg. ciąży.
Jesli chodzi o aborcje to dziecko jest od chwili poczęcia, a jezeli dochodzi do poronienia to o dziecko mowy nie ma nawet przy 12 tyg. ciąży.
Dokladnie... Ja zostalam zle potraktowana kiedy w 8 tygodniu przyjechalam z krwawieniem na izbe na zaspie, powiedziano mi ze takiej ciazy to w innych krajach sie nawet nie obserwuje na tym etapie i nikt nie bedzie tego ratowal, mialam taka traume ze przy kazdym nastepnym poronieniu czekalam po prostu do wizyty u swojego lekarza, wiedzialam ze tam nawet nie beda mi sie starali pomoc. Lekarz robiacy mi badanie zapytal czy to tak powazna sprawa zeby przyjezdzac na ostry dyzur w nocy:/
Takich historii, gdzie kobieta została złe lub bardzo źle potraktowana przy poronieniu jest tysiące. Znieczulica wśród lekarzy jest straszna.
Aniołki, które straciłyśmy nigdy nie były traktowane jak dzieci przez personel medyczny. Więc w nosie mam gadanie polityków o tym, ze dzieci są już od chwili poczęcia. Moje tak nie było potraktowane ;( a żyło 8 tygodni.
Aniołki, które straciłyśmy nigdy nie były traktowane jak dzieci przez personel medyczny. Więc w nosie mam gadanie polityków o tym, ze dzieci są już od chwili poczęcia. Moje tak nie było potraktowane ;( a żyło 8 tygodni.
Ja w 6 tyg ciazy trafiłam na pogotowie z krwotokiem z pochwy. Zrobili USG ale ani w macicy ani poza brak stwierdzonego zarodka. Co dwa dni robiłam bete hcg i pieknie przyrastala. Gdy beta była 2040 jednostek zgłosiłem sie ponownie na USG i w macicy widać było wypływająca krew a w lewym jajowodzie zarodek. Brak jakichkolwiek bólów. Tego samego dnia zrobiono laparoskopie usuwając embrion zachowując jajowod. Od samego początku w tej ciazy krwawilam, dobry przyrost bety, brak zarodka w macicy. To moja historia