~MartaB
31.1.40.*
(9 lat temu) 17 października 2016 o 14:53
Ja mam zdrową córkę 4,5 letnią, rok temu poroniłam (na szczęście) dziecko z wadami genetycznymi (obrzęki limfatyczne tak wielkie że lekarze nie dowierzali) w 13 tygodniu. Dziecko było tak chore że zatruwało też mój organizm, byłam ledwo żywa, omdlenia 15 razy dziennie, problemy z sercem i z oddychaniem. Lekarze jak odkryli że dziecko jest aż tak chore to zalecili terminację (3 niezależnych lekarzy) ze względu na zagrożenie dla mnie. Widząc że nie mogłam się na to zdecydować sami mnie zapisali na odpowiedni termin, życząc by dziecko nie dotrwało i bym poroniła szybciej. No i na szczęście poroniłam sama, przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia. Czułam jak życie ucieka z mojego brzucha, wiedziałam dokładnie kiedy moje dziecko przestało żyć. Po prostu ja nagle ozdrowiałąm. Poszłam na USG - serduszko już nie biło, moje dziecko umarło. Był ból, płacz że upragnionego dziecka nie będzie, ale też płacz z ulgi, że ono już nie cierpi, że się nie męczy. Potem szpital i łyżeczkowanie. Córka wiedziała o ciąży więc musiałam też powiedzieć jej o poronieniu. A ona przytuliła mnie mocno i powiedziała: Mamo, nie martw się, ja tu jestem i mogę Cię zawsze pocieszyć.
Po 7 miesiącach zaszłam w kolejną ciążę (w międzyczasie robiłam mnóstwo badań, wyszło hashimoto, takie chore dziecko to mógł być po prostu pech przy podziale jajeczka). Teraz jestem już w 6 miesiącu. Strach był - czy beta będzie rosła prawidłowo, czy będą obrzęki, czy serduszko wygląda prawidłowo, czy kształt dziecka jest normalny czy może taki jak przy tamtym? Robiłam amniopunkcję, mimo że obraz usg był idealny, lekarze zalecili amnio. Straszny stres czy nie zaszkodzę dziecku, diagnoza - zdrowy synek. Teraz przez kilka dni czułam słabsze ruchy, pojechałam do szpitala sprawdzić - potraktowano mnie z szacunkiem i spokojem, pani doktor długo badała czy wszystko ok, pokazywała na usg, tłumaczyła. Wszystko dobrze. Kazała przyjeżdżać nawet co tydzień, jeśli coś mnie będzie niepokoiło. Mam bardzo nisko łożysko, jest ryzyko krwawień, nie wiem czy będę mogła rodzić naturalnie czy przez cc. Jest mi to obojętne, tylko żeby wyciągnęli synka całego i zdrowego, a jak to już nieważne.
Córka boi się o tą ciążę, pyta czy to dziecko na pewno się urodzi, czy może dotknąć brzucha bo może braciszek wtedy umrze. Jest to straszne - ja po sobie nie pokazuję nic, ze względu na jej dobro. Powiem Wam że do tego stopnia odrzucam złe myśli że naprawdę cieszę się tą ciążą. Ale w córce został jakiś ślad i mimo że czasem całuje brzuszek, kupuje ubranka, segreguje swoje zabawki oddając część dla braciszka, mówi do brzuszka itp - to czasem rzuci tekstem w stylu: zakryj brzuszek bo dzidzia się przeziębi i umrze. Dorosły jakoś sobie poradzi ale co z dzieckiem?
Ja po prostu jakieś 2 miesiące po poronieniu poczułam że tam gdzieś są jeszcze duszyczki które chcą przyjść na świat - córka i syn. Teraz mam w brzuchu synka, potem chciałabym tylko go odkarmić i jak wszystko będzie dobrze zajść w kolejną ciążę. Mimo wszystko. Przychodzi taki czas że czujesz że już możesz zajść.
Powodzenia!
3
2