Widok
Aniu, ja tyle zarabiam i jakbym sama była w kawalerce, bez samochodu, bez kredytów, to skromnie ale pewnie bym dała radę. Ale jest to mało. Patrząc na mnie to mam dwójkę dzieci i całe szczęście,że mąż zarabia więcej bo moja pensyjka to cała idzie na ratę kredytu.
Na początek to zawsze jakiś pieniądz.
Na początek to zawsze jakiś pieniądz.
ale dlaczego pocierpieć? bo urodziny będą mieć wyprawiane w domu (szaleństwo gwarantowane), a nie w centrum handlowym ? bo na wakacje wyjadą pod namiot, a nie do Hiszpanii? bo czasem na kolację będzie czasem tylko kanapka z miodem (zjedzą ze smakiem, też się zdziwiłam), bo zamiast H&M i ZARA ubrania z lumpeksu albo od znajomych (dobra okazja do spotkania), bo zamiast 5 zajęć dodatkowych będą musiały wybrać jedno, dwa, a resztę czasu spędzić w domu albo na dworze? głowa do góry, prawdopodobnie (jeśli utrata dochodu wiąże się z rezygnacją z pracy) będziesz miała czas przemyśleć, jak dorobić (tak, tak, zamiast tu siedzieć powinnam wziąć się do roboty) powodzenia!
Akurat dbam o jedzenie, warzywa i owoce są naprawdę tanie i dobre u gospodarzy, orzechy od gospodarzy tańsze niż w hipermarketach, tylko trzeba zrobić zapas, miód 30 zł na rynku (jak się kupuje na tyle często, że cię znają, w sezonie zresztą tańszy), podobnie tran w aptece, starczają na długo, podstawowe zioła/warzywa można zasadzić w doniczce (póki co mam tylko pietruszkę, ale myślę o tym), przegląd dentysty można na nfz, a prywatnie z ubytkami. Co nie zmienia faktu, że czasem pod koniec miesiąca trzeba pożyczyć i przyoszczędzić. My akurat mamy finansowo różnie, czasem nawet mniej, czasem dodatkowo duży wpływ (jestem freelancerem, odkąd zdecydowałam się na rezygnację z etatu dla dzieci), ale to mniej dużo mnie nauczyło, jak nie myśleć stereotypami i jak się wspierać, nie chce mi się już z tobą pisać Lilko, powodzenia ci życzę.
Ja bym w życiu nie dała rady. I przysięgam nie wiem jak ludzie sobie radzą z taką kasą bo bardzo bym chciała żyć oszczędniej i ciągle wdrażam nowe "plany oszczędzania". 2000zł miesięcznie na życie to wychodzi jakieś 66zł dziennie, jak od tego odliczysz z 300zł paliwo to zostaje 56zł. I owszem zakładając, że to jest TYLKO na jedzenie i chemię to skromnie pewnie dałabym radę ale wystarczą ze dwie-trzy sytuacje awaryjne i już brakuje. Mam tu na myśli chorobę dziecka - zwykła infekcja i na leki schodzi czasem 70zł, wizyta u dentysty... dodatkowe opłaty w szkole, jakaś wycieczka...Jakieś urodziny czy inna impreza w rodzinie... Nie wspomnę już o jakimś wyjściu na lody czy pizzę. To luksus w takiej sytuacji ale naprawdę nie wyjdziecie nigdzie przez 2 lata? A gdzie ubrania? W lumpie nie zawsze wszystko kupisz :(
Ja nie żyję ponad stan. Owszem zdarza nam się popłynąć na żarciu w jakichś knajpach ale nie są to luksusowe restauracje. Ubieramy się w sieciówkach i kupuje tylko te ciuchy, które są mi niezbędne. Rzadko zdarza się, żebym kupiła kolejną parę szpilek, tylko dlatego, że są boskie ;) Lumpy - z całym szacunkiem, dla wszystkich kupujących - mnie obrzydzają. Ten smród jest dla mnie nie do zniesienia :( Czasem zdarzyło mi się coś kupić ale policzyłabym to na palcach jednej ręki. Chyba wolałabym zaszywać dziury w swoich starych rzeczach.
Wiem, że nie pocieszyłam, ale moim zdaniem będzie baaardzo trudno i dla mnie to by była udręka. A osoby, które uważają, że wręcz można za tą kasę jeszcze opłacić dzieciom dodatkowe lekcje, proszę o dokładne instrukcje jak to zrobić bo ja nie mam bladego pojęcia ;)
Ja nie żyję ponad stan. Owszem zdarza nam się popłynąć na żarciu w jakichś knajpach ale nie są to luksusowe restauracje. Ubieramy się w sieciówkach i kupuje tylko te ciuchy, które są mi niezbędne. Rzadko zdarza się, żebym kupiła kolejną parę szpilek, tylko dlatego, że są boskie ;) Lumpy - z całym szacunkiem, dla wszystkich kupujących - mnie obrzydzają. Ten smród jest dla mnie nie do zniesienia :( Czasem zdarzyło mi się coś kupić ale policzyłabym to na palcach jednej ręki. Chyba wolałabym zaszywać dziury w swoich starych rzeczach.
Wiem, że nie pocieszyłam, ale moim zdaniem będzie baaardzo trudno i dla mnie to by była udręka. A osoby, które uważają, że wręcz można za tą kasę jeszcze opłacić dzieciom dodatkowe lekcje, proszę o dokładne instrukcje jak to zrobić bo ja nie mam bladego pojęcia ;)
Aha i oczywiście mam na myśli sytuację, kiedy nie ma ŻADNEGO wsparcia np w rodzinie/rodzicach. Bo ja też często pytam koleżanki jak sobie radzą i potem między wierszami wychodzi, że raz w tygodniu rodzice robią duże zakupy spożywcze, albo dostają mięso od wujka ze wsi i właściwie go nie kupują albo przetwory i warzywa od cioci ;) A to już jest bardzo realna pomoc, zwłaszcza w przypadku mięsa, które tanie nie jest.
Jasne-saamochod tez można samemu naprawić. ..nie wiem tylko jak samemu ubezpieczyc:)
A do gospodarza tez trzeba dojechać. To też kosztuje.
Ja mam akurat sporo warzyw,orzechy od rodziców, którzy mają spory ogród -ale i tak sporo kupuję. Dzieciom jest potrzebna różnorodność aby w ogóle chciały odpowiednią ilość warzyw jeść. Marchewka,buraki są tanie-ale dzień w dzień- dzieci ich jeść nie będą.
A do gospodarza tez trzeba dojechać. To też kosztuje.
Ja mam akurat sporo warzyw,orzechy od rodziców, którzy mają spory ogród -ale i tak sporo kupuję. Dzieciom jest potrzebna różnorodność aby w ogóle chciały odpowiednią ilość warzyw jeść. Marchewka,buraki są tanie-ale dzień w dzień- dzieci ich jeść nie będą.
oszczędzanie chyba zaczyna się w głowie:
po pierwsze, trzeba pozbyć się myślenia za dużo jedzenia i dużo mięsa i dużo owoców to zdrowe odżywniania i tak właśnie trzeba karmić dzieci. a nie trzeba.
przykładowe dania tania a zdrowe: kasza z warzywami, pierogi z warzywami, jaglanka z owocami, zupy bez wkładki mięsnej - takie dania cały gar kosztuje często mniej niż 10 zł. na śniadanie i kolacje można zjeść chleb z twarogiem albo jaglankę albo np. kalafior z jakiem - to kolejne max 10 zł - do tego wystarczy jakiś jeden owoc typu jabłko i jogurt naturalny, to znów nie wiećej niż 5 zł - spokojnie można więc zmieści się w jedzeniu w 30 zł, tym sposobem starczy jeszcze i na zajęcia i na coś do ubrania.
po pierwsze, trzeba pozbyć się myślenia za dużo jedzenia i dużo mięsa i dużo owoców to zdrowe odżywniania i tak właśnie trzeba karmić dzieci. a nie trzeba.
przykładowe dania tania a zdrowe: kasza z warzywami, pierogi z warzywami, jaglanka z owocami, zupy bez wkładki mięsnej - takie dania cały gar kosztuje często mniej niż 10 zł. na śniadanie i kolacje można zjeść chleb z twarogiem albo jaglankę albo np. kalafior z jakiem - to kolejne max 10 zł - do tego wystarczy jakiś jeden owoc typu jabłko i jogurt naturalny, to znów nie wiećej niż 5 zł - spokojnie można więc zmieści się w jedzeniu w 30 zł, tym sposobem starczy jeszcze i na zajęcia i na coś do ubrania.
Anonim nie zgadzam się. Ja w bardzo dużej mierze gotuje tak jak piszesz. Jemy bardzo mało mięsa, bo ja szczególnie nie przepadam, i też nie bardzo potrafię je przyrządzać, bardzo lubię kasze z warzywami i zupy, nawet takie bez wkładki mięsnej. Można jeść codziennie jaglankę ale po pierwsze to chyba każdy w końcu nabierze ochotę na kanapkę a po drugie dziecko jaglanki czy kaszki mannej raczej nie weźmie do szkoły w śniadaniówce. I owszem dasz radę na takim jedzeniu ale ile czasu? Gdyby dziewczyna miała się przeturlać 3 m-ce i to w okresie letnim, gdzie masz duży wybór świeżych warzyw i owoców to może jakimś cudem tak ale 2 lata? W życiu.