Widok

Czy jestem naiwna?

Ciągle wierzę, że spotkam kogoś, z kim zbuduję partnerski związek oparty na szczerości. Mam za sobą kilka nieudanych prób, w każdym układzie były jakieś kłamstwa, z czasem wszystko rozpadało się jak domek z kart.
Obserwuję otoczenie. W parach, o których wiem więcej - zdrada i kłamstwa. Na palcach jednej ręki liczę zgodne małżeństwa...
Niby wszyscy chcą tego samego, chcą dobrze. Ale jakoś niewielu się udaje.
Coraz trudniej mi zwalczać smutną myśl o spędzeniu reszty życia w samotności. Czasem się zastanawiam, czy nie powinnam była pójść sama ze sobą na kompromis i tkwić w związku, w którym nie byłam do końca szczęśliwa. Bo może takiego szczęścia "do końca" w ogóle nie ma?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@M30+
do nauki na cudzych tez trzeba dorosnac ;) no i nie zawsze te cudze sprawdzaja sie w kazdym kontekscie ;)
a swoje sie po prostu odczuwa na sobie ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@mmm
Teraz to i ja to wiem :)
Cóż, staram się uczyć na błędach innych ale jak widać, nie zawsze mi się to udaje ;)
Poza tym nauka na własnych chyba działa nieco mocniej ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@M30+
podstawa to zdrowa rownowaga, czyli wkladasz tyle ile wyciagasz ;)
nie zawsze jest to latwe, ale mozliwe ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Doskonale Cie rozumiem, @bigbeat.
Niedawno tłumaczyłam to koledze, że to nie tak, że ja jestem nieszczęśliwa, bo nie mam partnera i warunkuję moje szczęście od posiadania takowego. To tak, jakby porównać moje życie do układanki. I do całości brakuje jednego klocka - mężczyzny. Praca, dziecko, zdrowie, znajomi itd - to wszystko daje mi szczęście ale nie takie w 100%.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Każdy związek jest jakimś kompromisem."

Oczywiście, że jest. Ale w kompromisach powinna być zachowana jakaś równowaga.
Ja poszłam na zbyt duże kompromisy i nie skończyło się to dobrze dla mnie. Powiedziałabym nawet - źle. Nigdy więcej już tego nie zrobię. Ja szłam na kolejny kompromis bo on miał wszystko głęboko w d...e. To jest naiwność dopiero...
Nie ma ideałów ale tez nie można wszystkiego akceptować w imię pseudozwiązku.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
sadyl

Byłam w jednym związku 12 lat i wiem co to kompromisy, większe i mniejsze.

Kto to kobieta niespełniona?
Jeśli o mnie chodzi - mam dobrą pracę, zainteresowania, znajomych i, co najważniejsze, jestem mamą... Myślę, że się spełniam w życiu na tych polach.
A jeśli już tak dzielić mężczyzn, jak Ty to zrobiłeś, to jakoś typ macho nigdy mnie nie pociągał.
I naprawdę nie sądzę, aby kobiety zdrowe na umyśle zdradzały tylko dlatego, że partner jest dla nich "za dobry". Tam zawsze jest jakiś głębszy problem.

Dla mnie szczęściem, spełnieniem w związku byłby partner, z którym mam dobrą relację emocjonalną, uczuciową i fizyczną. I zachodzę w głowę, czy to jest w ogóle możliwe. Bo zawsze coś kuleje, pojawia się jakiś dysonans trudny do zniesienia i wszystko diabli biorą...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
randall

Gdzie ja podaję jakąś definicję?

Jeśli nie wiesz co znaczy "do końca" i "nie do końca", to proszę uprzejmie:

http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/3518,do+ko%C5%84ca

http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/11249,nie+do+ko%C5%84ca

Czepiasz się, a nie masz nic ciekawego do powiedzenia?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
o... nowa definicja "szczescie do konca"
zaraz sobie wygoogluje
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
> Czasem się zastanawiam, czy nie powinnam była pójść sama ze sobą na kompromis i tkwić w związku, w którym nie byłam do końca szczęśliwa.

Każdy związek jest jakimś kompromisem. Rzadko się zdarza, aby partner spełniał WSZYSTKIE oczekiwania. Szczególnie, że.... często sami do końca nie wiemy czego chcemy. Stabilizacja vs. adreanalina. Jedno i drugie.. kusi.. Facet, który będzie ideałem stabilności związku.. dla kobiety niespełnionej.. będzie sympatycznym safandułą. Z czasem.. zacznie go robić w rogi.. Bo jest za dobry.
Z kolei.. macho.. Nie bardzo się nadaje na ojca rodziny. Choć ten wariant jest przez kbiety wybierany nieporównanie częściej. Nie da się pogadać, czułości zero, nawet czasami po pysku da.. I nic to, że zdradza.. Się popłacze.. ponarzeka przyjaciółkom (które i tak go zazdroszczą) i się z nim będzie.. Ale jak listonosz się do żony uśmiechnie za szeroko.. to w mordę dostanie. A kobieta czuje, że jest CZYJAŚ ;)
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 7
do góry