Widok

Czy są tu jakieś macochy?

Jestem świeżo upieczoną macochą i kompletnie nie ogarniam :) Może, któraś z Was przechodziła/przechodzi przez to co ja? Jakieś rady, triki, cokolwiek?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Macocha dla ilu letniego dziecka?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Właśnie ile dziecko ma lat i czy mieszka z Wami .
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Tak. Dziecko ma 11 lat i mieszka z nami. Także "robota na pełen etat". Matka dziecka widuje się z nią raz na dwa tygodnie na weekend. W sumie to akurat nie ma większego znaczenia. To akurat niczego nie utrudnia.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

11 lat czyli wiek ogromnego buntu...... Ja bym się nie narzucala nie nakazywala i nie dawała dobrych rad..
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1

Właściwie to jeszcze się nie buntuje. Na razie raczej jest wycofane, nie angażuje się w nic i ciężko nawiązać kontakt. Dodam, że raczej szok nowej sytuacji mamy chyba za sobą (przynajmniej ja) teraz chciałabym mieć "normalną rodzinę" z zaangażowanymi członkami oraz normalnymi kontaktami. Wiem, że nie musi mnie kochać, ale ciężko mi czuć się swobodnie w domu gdzie przynajmniej jedna osoba czuje się źle... A może to już czas buntu? Tylko przed czym. Nie mam swoich dzieci w tym wieku i pojęcia nie mam co robić aby w końcu czuć się swobodnie we własnym domu. Dodam, że nie nakazuję... Ale też nie chciałabym być traktowana jak służąca i jest mi bardzo przykro kiedy za swoją robotę nawet nie usłyszę dziękuję. Dodam, że dziecko nigdy nie miało obowiązków domowych. Jak to jest z Waszymi dziećmi, nie zależnie czy biologicznymi czy nie, mają jakieś obowiązki? są za coś odpowiedzialne? Jak to się ma do wieku?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Obowiązki jak najbardziej. Choćby sprzątanie swojego pokoju, ścielenie łóżka, pilnowanie porządku w szafie. Sprzątanie po pupilku..
Może poszukaj wspólnego hobby czy zainteresowania?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wspólne hobby łatwo znaleźć... Gapienie się w telefon :) Nie chcę brzmieć jak jakiś malkontent, ale czasami mi ręce opadają. Czuje się jakbym miała w domu jakiegoś obcego gościa, którym trzeba się zajmować i przy którym nie można zachowywać się swobodnie. Nie wiem czy to kwestia wieku, czy ja już jestem tak zła, że nie daje rady, ale serio czasami mam po prostu dość. My, (z ojcem tego dziecka) raczej mamy uczciwy podział obowiązków. Nie mogę się skarżyć, że wszystko na mojej głowie, ale czasami jest mi bardzo szkoda mojego męża. Ponieważ on też ma problem z wyegzekwowaniem minimum szacunku albo zaangażowania w sprawy domu. Myślicie, że to kwestia wieku? Wszystkie dzieci się alienują?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Chciałam napisać już wcześniej, ale też mam raczej mało fajne zdanie o dziecku mojego partnera. Tylko on z nami nie meiszka...teraz ma 13 lat, w swoim domu nie ma obowiązków, jest niesamodzielny i bierny. Zupełnie nie zgadzam się z takim sposobem wychowania, a nasze relacje są delikatnie mówiąc obojętne.Gdybym miała go u siebie w domu to na 100% zwróciłabym się o pomoc do psychologa. Też marzyła mi się fajna patchworkowa rodzina, miałam duże wyrzuty sumienia, bo "to przecież dziecko, a ja jestem dorosła".
Ludzie różnie żyją i różne mają priorytety, co innego przekazują swoim dzieciom jako ważne w życiu. Nam się nie udało...dwa bieguny. Tobie życzę powodzenia i wytrwałości.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Zastanów się jak ty sama chciałabyś być traktowana, będąc w położeniu tej dziewczynki i wg tego postępuj.
Chyba nie chciałabyś żeby nowa osoba w rodzinie patrzyła na ciebie jak na osobę, z którą relację ma zacząć od wyznaczania jej zadań, prawda?
Ja na twoim miejscu wręcz uznałabym że nie ja jestem od kierowania dzieckiem, tym niech się zajmuje ojciec. Skupiłabym się na tym żeby te dziecko po prostu polubić i zakolegować się z nim, wyrobić sobie u niego szacunek (czyli też: szanować je). A na to trzeba czasu.

Zastanawiam się czy w ogóle mnie zrozumiałaś, bo na wstępie postawiłaś sprawy w dziwny sposób, stawiający cię w niekorzystnym świetle...
No ale to wasza zabawa.

P.S. Łatwiej jest w życiu, gdy ceni się współdomowników i darzy ich sympatią.

P.S. II Obowiązki? Moje dziecko ma się uczyć i rozwijać. To jest jego obowiązek. Tak samo mnie wychowywali moi rodzice.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 6

zanim zaczniesz coś egzekwować od dziecka, włóż wysiłek w nawiązanie relacji z nim, to dla niej trudna sytuacja, bardzo, to może być ważny powód wycofania;
nie masz nad nią władzy, nie jesteś za nią odpowiedzialna, nie próbuj jej wychowywać;
nawiąż relacje, nie wymusisz tego siłą;
no i ty jesteś dorosła, ty zdecydowałaś się wejść w ten układ i wiedziałaś jakie są konsekwencje,
ona nie miała za dużo do decydowania
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ewo, dzięki za zrozumienie. Wszystkie rady są faje ale właśnie zależało mi na wsparciu kogoś kto wie przez co przechodzę. Ty masz dziecko partnera raz na jakiś czas więc u Was jest tak jakby w gościach ale rozumiem, że pewnie chcielibyście aby również angażowało się w życie domu. Hehe... fajna paczkordowa rodzina :) jakbym siebie słyszała na początku. No właśnie pytanie, matkowałaś temu dziecku, próbowałaś być kumpelą czy w ogóle olałaś sprawę i bez konkretniejszego planu po prostu byłaś? |JA chyba teraz mam etap wegetacji relacyjnej. Nigdy nie próbowałam matkowoć bo i po co, jeśli już to bardziej na zasadzie dorosłej koleżanki, co w lekcjach, co w szkole, uczeszę Ci kucyki... Ale to się nie sprawdziło i jest coraz większa klapa.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

Goigiog, zastanawiam się, czy mówisz z własnego doświadczenia... tzn mieszkania z dzieckiem swojego partnera/partnerki. Oczywiście dziękuję za cenne rady ale wydaje mi się, że swoje dzieci to co innego. Swoje dzieci się wychowuje a to dziecko ma rodziców za to odpowiedzialnych, nie mogę, nie chcę i chyba nie powinnam mieszać się w wychowanie. A co do obowiązków... Fajnie byłoby powiedzieć, że chodzę do pracy, zarabiam pieniądze i nic więcej nie muszę, rzeczywistość jest taka, że oprócz pracy, zajęć dodatkowych masz jeszcze dom na głowie. Nie wymagam od małego dziecka mycia okien czy sprzątania, ale podniesienie własnych skarpet i wrzucenie do kosza...? Dziewczyny, chodzi mi o to, że czasami czuję, że choć staram się jak mogę to w oczach tego dziecka jestem kimś kto ma obowiązek po niej sprzątać, podawać do stołu i zabierać talerz... Wiedziałam o tym w co się pakuję, ale do głowy mi nie przyszło, że w normalnej, fajnej relacji będę czuła się wykorzystywana. Piszecie, że nie powinnam wymagać, rozumiem że chodzi Wam o stawianie przed młodą zadań? Ale czy takie minimum szacunku do czyjejś pracy to wymóg?
-Rybek
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Moze sprobuj jakichs standardow z komunikacji bez przemocy? To sa chyba takie ogolno ludzkie wartosci sprawdzajace sie w kazdej relacji, nie tylko rodzic-jego wlasne dziecko. Czyli po prostu uzyj ja-komunikatu, badz szczera, ale bez pretensji, powiedz jej co czujesz. Cos w stylu: "Wiesz, jest mi jakos tak przykro, kiedy zbieram te porozrzucane skarpetki. Moze masz pomysl, jak moglybysmy temu zaradzic?" Wystrzegaj sie wypominania, uzywania zwrotow w stylu "znowu to czy tamto" itp. Jest nowa wersja ksiazki "Jak mowic, zeby dzieci sluchaly, jak sluchac, zeby dzieci mowily" z zadaniami i przykladami, specjalna czescia oparta na doswiadczeniach polskich rozdzicow, spisana po warsztatach z nimi, moze sprobuj poczytac? Taka anegdotka z tej ksiazki: rodzice mieli problem z dorastajaca corka, ciagle jej robili wyrzuty, w koncu zastosowali jedna z metod z tej ksiazki (jakies listy z zdaniami do zrobienia, nie pamietam dokladnie), sytuacja sie poprawila, a ojciec kazal matce zastosowac w stosunku do siebie te same techniki, co w stosunku do corki, bo mial dosc zrzedzenia zony;)

I przede wszystkim: dobrze robisz, ze troszczysz sie o to teraz. Dobrze, ze szukasz pomocy. Poczytaj na temat komunikacji bez przemocy, tego naprawde da sie nauczyc i siebie i otoczenie. I naprawde warto, bo wszystkim zyje sie po prostu szczesliwiej.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wiadomo, że na początku człowiek jest pełen entuzjazmu, chce dobrze, próbuje nawiązać fajne relacje...ale jak masz w domu wiecznego "gościa", który najchętniej siedziałby przed tv (nie przeszkadzać, nie zaczepiać), na spacer nie pójdzie, obiad jest bleee, a cała reszta na nie, to ręce opadają. Autorko wątku doskonale Ciebie rozumiem. Ja bym szukała psychologa, który pomoże dziecku odnaleźć się w tym wszystkim...bo zaraz zacznie się psuć między Tobą i partnerem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

małe zastrzeżenie: ta dziewczynka jest w swoim domu, niejako gościem jest nowy domownik, który już kombinuje jak narzucić swoje rządy, bo taką sobie role wymyślił
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3

Dziękuję Anno, Faktycznie słyszałam o tej książce ale do głowy mi nie przyszło aby w swojej sytuacji po to sięgnąć. Wpisuję już ją na listę lektur :) Może się uda coś zdziałać, bo jak sobie pomyślę ze za chwilę będzie okres dojrzewania to mi się włosy na głowie jeżą. Po prostu się boję.
-Już gdzieś, Nie chcę mówić, że dziecko nie jest w swoim domu bo oczywiście jest. Ale To ona wprowadziła się do nas i teraz to jest nasz wspólny dom. Faktycznie ciężko mi z tym że najpierw mieszkałam tam sama. Wszystko pokładane, wszystko zadbane i przede wszystkim na miejscu. Później wprowadził się tata dziewczynki ale jak mówiłam,człowiek super do wszystkiego. Mieliśmy poukładane życie młodej zakochanej pary. Oczywiście znałam jego córkę wpadała do nas czasami na weekend ale zupełnie inaczej traktuje się gościa niż domownika, którym stała się niedawno. I teraz bywają momenty że bądź co bądź własnym domu czuję się bardzo nieswojo. Powiedzcie proszę, może to minie z czasem? A może po prostu ja jestem za słaba na ogarnięcie sytuacji?
Ewo, czy u Ciebie wszystko się jakoś poukładało czy nadal zaciskasz zęby na myśl o wspólnym weekendzie :)?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry