Widok

Czy w pracy wypada romansować?

jak wyżej
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Skąd taka teza? Możesz rozwinąć?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Utopia:
Nie byłoby wojen ani przemocy, bo ludzie uznawaliby to za zło i znali konsekwencje tych czynów nim by się ich podjęli (okaleczenia, gwałty, śmierć, głód, zniszczenia). Nie byłoby wszelkich zachowań niosących innym cierpienie - np zdrad o których wspomniałeś. Pewnie nawet nie byłoby rozstań bo ludzie posiadaliby świadomość że miłość jest aktem woli a nie przejawem zakochania.

Byłoby nas o 99% mniej:
Ludzie posiadają dzieci z egoizmu, robią je sobie bo chcą je mieć, posiadać, jak samochody czy telewizory. Większość ludzi nie myśli o konsekwencjach. Nie myślą o dobru tych dzieci, ale wyłącznie o sobie. Jak ci którzy decydują się na zdradę.

Gdyby ludzie myśleli racjonalnie doszliby do wniosku że obecna filozofia posiadania dzieci propagowana przez państwo (czyli stały wzrost demograficzny), jest krzywdząca dla nich, dla ich dzieci i dla tej planety.

Gdyby decydują się na dziecko wzięli pod uwagę swoje geny, sytuację finansową, czas jaki mogą poświęcić temu dziecku i inne cechy pozwalające im na wychowanie go na szczęśliwego zdrowego (zwłaszcza psychicznie) dorosłego człowieka, to 99% przedstawicieli naszego gatunku musiałoby sobie odmówić tego przywileju.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zgodzę się z Twoją tezą o zastosowaniu skrajnie postrzeganego dobra i zła - wedle tego co piszesz, to faktycznie byłaby utopia. Ale zawsze powinien być złoty środek, zawsze znajdą się Ci, którzy sieją zło. Niemniej jednak człowiek za natury rzeczy ma w sobie najpierw dobro - a zło go dotyka już później.

W pozostałym zakresie nie zgadzam się z Twoim tokiem rozumowania, a w szczególności, że ludzi posiadają dzieci z egoizmu. To bardzo uproszczone myślenie na poparcie Twojej tezy. Stosujesz absolut, że rodzice nie myślą o dobru dzieci, a wyłącznie o sobie - nie uważasz, że to przesadny ekstremizm w myśleniu?

Gatunek ludzki jest zaprogramowany na przetrwanie - w okresie trudnym występuje więcej poczęć, niż w okresie łatwym. Zwróć proszę uwagę, że bardzo dużo osób urodziło się w Polsce pomiędzy 1939, a 1945; potem wskaźnik narodzin spadł. To samo dotyczy okresu stanu wojennego - słynny wyż demograficzny. Stan wojenny, czołgi na ulicach...a tu ludzie się, excuse moi, poczynają na potęgę. Czy według Ciebie to świadczy o ludzkim egoizmie, czy może to jednak wola przetrwania i zachowania podświadome gatunku?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
halek i społeczniak to chyba braćmi są.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Podobno jeśli się chce aby kaktusy kwitły to trzeba je zawinąć w gazetę i na zimę umieścić w piwnicy. Gdy je się wyjmie na wiosnę, to będą one miały w pamięci że ledwo przeżyły i że następnym razem mogą nie mieć tyle szczęścia, więc zawczasu będą dążyć do rozmnożenia.

Czyli według Twojej teorii nie różnimy się od kaktusów. To instynkt który posiada cała natura, podświadome zachowanie dla ochrony swojej nieśmiertelności i przetrwania gatunku? Hmm...

Idąc twym tokiem myślenia romansowanie w pracy jest dobre. Podobnie jak zdrada. To cały czas ten sam instynkt. Pokłócę się z żoną, mam doła, szef mnie ochrzanił, a w tv cały czas straszą kryzysem - więc bzyknę koleżankę z pracy, bo tak mi mówi instynkt.

Panowanie nad sobą jest wtedy złe, bo jest atakiem na nasz instynkt przetrwania? W czasach zagrożenia, nie zaliczenie każdej kobiety jest wbrew instynktom. Nawet wojenne gwałty są wtedy dobre, bo są odpowiedzią na lęk przed śmiercią?

Czy płodzenie dzieci w niepewnych czy nawet niebezpiecznych czasach, z niepewną nadzieją na przyszłość nie jest powoływaniem dzieci do świata który ogarnięty jest chaosem i może być dla nich piekłem?

Czy poddaństwo wobec tego instynktu nie jest przejawem egoizmu, robimy to dla siebie, z lęku. Nie robimy tego z miłości dla naszych przyszłych dzieci.

Niedawno media podawały informacje, że w Szwecji główną przyczyną śmierci osób do trzydziestki czy nawet czterdziestki jest samobójstwo. Czy nie jest nieodpowiedzialnym powoływać dzieci w takie miejsce?

Może zamiast iść po najmniejszej linii oporu powinniśmy ukierunkować nasz instynkt przetrwania na stworzenie świata który będzie odpowiednim miejscem dla kolejnego pokolenia i dopiero wtedy zabierać się za płodzenie dzieci. W tej kolejności, a nie w odwrotnej, licząc że to te nowe pokolenie uczyni sobie świat lepszym.


Pozdrawiam


PS: Za czasów stanu wojennego czy po IIWŚ ludzie uprawiali seks z nudów - nie było prądu, tv i internetu. Coś trzeba było robić wieczorami:P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Moja koleżanka przeżyła burzliwy romans w pracy....wiadomo jak się skończyło. Sprawa wyszła na jaw, Ona musiała się zwolnić, bo nie mogła znieść całej sytuacji i dziwnych spojrzeń, a gość wyszedł z tego bez szwanku.
Przezorny zawsze ubezpieczony.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A tak zupełnie na marginesie, to Ciebie Antyspołeczny podobno przegonił z tego forum niejaki KtośKassandra, przynajmniej tak się chwalił, próbując mnie przeganiać (mało skutecznie). Coś wiesz na ten temat?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Przegoniły mnie z tego forum wątki o poszukiwaniu kochanków, o homikach, wymienia żonami, trójkątach, orgiach etc.

Prawdą jest że poznałem to "coś". Ciężko mi to jakoś inaczej określić, bo nie wiem czy to samiec czy samica i ile ma osobowości. Na początku były to bowiem dwa nicki, "ktoś" a drugi "kasandra". Właściwie był okres że było ich więcej, ale potem ograniczyło się to do dwóch.

Zaczęło się to od dyskusji w jakimś temacie, potem przeszło na kilka. Kilka "osób" próbowało mnie przekonać że nie mam racji i ogólnie jestem "be".

Tylko że coś nie wyszło, bo za którymś razem osóbka ta zapomniała zmienić ip i zauważyłem że pod tymi wszystkimi nickami pisze jedna i ta sama osoba. Jak wytknąłem to jej to się przyznała i zmieniło się to już nie w dyskusje tylko w bełkotliwe ataki nie mające sensu.

Przed tym lub po tym pojawił się jeszcze "c", czy jak on tam ma. Pisał wtedy na hydeparku. Bardzo możliwe że te ktosie, kasandry i inne to były jego kolejne "osobowości", bo styl pisania ten sam (głównie oparty na bełkocie).

Przestałem temu czemuś odpisywać, pogadało jeszcze trochę same ze sobą i z czasem wróciło na hydepark.
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie:)

A dużo, dużo później ja przestałem tu pisać...
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To poczekam, co się będzie działo dalej. Mnie również próbowano przegonić ale z Halewiczem to trudna sprawa ^_^
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
antyspołeczny i halewicz są siebie warci ...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
masz właściwy nick:) W Szkocji mówią "arse", znaczenie to samo:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Co za dziura..."hole" po angielsku.
Teraz sobie połączcie ;]
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mimo, że nie zawsze się z Anty zgadzałam to lubię czytać. Wiecie, ludzie nie lubią osób mądrzejszych od siebie, osób o odmiennym zdaniu, a już w ogóle nie lubią czytać jeśli treść to więcej niż 3 słowa.

A Halewicz, swoimi tekstami, strasznie mi kogoś przypomina...Mam nadzieję, że nie mieszkach w Krakowie;)?
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
hm.. ciekawe pytanie aczkolwiek jak już Anty wspomniał nie tak sformułowane...
Znam osoby, które tak zaczynały, potem stawały się sobie bliższe...
aż w końcu byli na tyle blisko, że nic z tego dobrego nie wyszło a tym bardziej nic pożytecznego bo spadła wydajność pracy, pracodawca nie był raczej zadowolony no i można się domyślać co było później..
Bo jeśli romans nie przerodzi się w coś więcej to może to być dosyć ciekawe doświadczenie. Pod warunkiem, że nie romansujesz z szefem z myślą o podwyżce czy awansie ...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dokładnie tak jest. Niektórzy mają problem z postami, w których jest nieco więcej słów niż jest w stanie przeczytać...a nie daj Boże - zawierają one słowa, których nie rozumie ;)
Ale to problem tych osób.
Ja osobiście lubię czytać takie wypowiedzi. Czasami się z nimi zgadzam, czasami nie. Czasami mnie krew zalewa, czasami cieszę się, że ktoś myśli podobnie. I piszę.
Trochę to jak sport - jak nie masz odpowiedniego doświadczenia to inni Cię zjedzą podczas dyskusji ;) Dlatego ćwiczysz, ćwiczysz i ćwiczysz..mój Padawanie :P
Halewicz? Podczas krótkiego pobytu na tym forum uważam, że facet ma co do napisania. Czytam chętnie bo jestem ciekawy. A to czy udziela się gdzieś indziej - co mnie to? :]
PS. Podobieństwo bardzo łatwo znaleźć w każdym poście, który jest napisany bez błędów, zgodnie ze stylistyką, stosując znaki interpunkcyjne i pisząc ciekawie. A wielu ludków na szczęście to potrafi :P
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@Tinker Bell - Halewicz mieszka w Gdyni:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Z życiowego doświadczenia wiem, że bliższe znajomości w pracy zawsze prowadzą do katastrofy - z naciskiem na słowo "zawsze".
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Halewicz, z własnego doświadczenia;> ;);)?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To jest coś co wie średnio inteligentny lemur ;)
Zadam pytanie - słyszałaś kiedyś o "udanym" romansie w pracy? Jeśli tak, to ile ich było w porównaniu z nieudanymi?
Czysta statystyka :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeżeli mówimy o romansie gdzie jedna strona ma już zobowiązania rodzinne, to takich nie widziałam w otoczeniu służbowym.

Natomiast, flirty i tak zwane "spotykanie się" owszem. I nawet jeśli takie związki rozpadały się, nie było szczególnej histerii w miejscu pracy ani zaniedbań, zgrzytów czy co tam było sugerowane jeszcze wyżej.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
do góry