Widok
Cześć dziewczyny jestem po 2 poronieniach.. Pierwsze w 6 tyg,a drugie w 11:( obecnie jestem w 6 tygodniu ciąży i jak narazie wszystko jest ok.Ginekolog zaproponował mi dawki Progesteronu żeby podtrzymać ciaże pomimo zapewnień lekarza że wszystko jest bezpieczne sama mam obawy.. Czy jest tu jamaś osoba która wspomagała się Progesteronem i wszystko było ok zarówno z dzieckiem jak i przebiegiem ciąży?? Pozdrawiam
Byłam w 10tym tygodniu jak zaczęłam plamić. Wcześniej miałam podejrzenie,ale moja lekarka wylądowała na zwolnieniu i poszłam prywatnie do innego ginekologa i tamta patrząc na moje badania nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. Dwa tygodnie minęły od zabiegu i nie zauważyłam żeby coś nie tak się ze mną działo.
Z tym odczekiwaniem to naprawde sa rozne "szkoly" wielu lekarzy jeszcze radzi czekac, ale to jest takie ostrozne podejscie do tematu. Tak naprawde w wielu publikacjach juz pisza, ze takie czekanie nie jest potrzebne. Tak naprawde, to jesli ciaza miala tak do 12 tyg, to macica nie zdazyla sie jeszcze za badzo rozciagnac i 1-2 cykle powinny jej wystarczyc na "zregenerowanie". Ale wszystko zalezy od konkretnego przypadku, bo jesli np po poronieniu byly jakies powiklania, albo ciaza byla starsza, to trzeba odpowiednio dluzej poczekac.
no to przestaje czekać na te badania. Powoli muszę zacząć wracać do codzienności i przygotować się do powrotu do pracy do ludzi,a potem mam nadzieję czas pokaże. Choć nie ukrywam,że planuję jeśli Bóg da w 2010 roku urodzić i tak dzidzię,może parę miesięcy później niż miałam ale tek czy siak przyszłe Boże Narodzenie chcę spędzić w trójkę:)
tu nie chodzi o gotowośc ale o kondycję ścian macicy - po każdej, nawet trwającej kilka tygodni ciązy są one naciągnietę, kolejna ciąża zaraz po poronieniu niesie za sobą ryzyko ich osłabienia. To oczywiscie nie znaczy, że każda kobieta będzie musiała przelezeć całe 9 miesięcy, ale istnieje takie ryzyko i tylko od nas zalezy czy je podejmiemy.
z tego co wiem opini tyle ile lekarzy na temat kiedy sie znowu starac. mieszkam w uk i tu wrecz sie mowi ze kobiety sa bardziej plodne po poronieniu i zeby nie czekac tylko od razu sie starac. w polsce isnieje poglad ze co najmniej 3 miesiace. ja sama jestem zwolenniczka odczekania ale bardziej ze wzgledu psychicnego niz fizycznego. mysle ze jezeli ktos ma od razu uregulawane cykle i owulacje to organizm jest gotowy na przyjecie nowej fasolki. mam nadzieje ze za jais czas wiecej nas tu bedzie mogacych podzelic sie dobra wiadomoscia
a ja mam bardzo rozregulowany organizm. niby po zabiegu okres dostalam po miesiacu ale teraz juz 55dzien cyklu. niby zaczelam miec plamienie i mam nadzieje ze to to, ale powiem wam ze pomimo ze wiem ze nie jestem w ciazy mam bardze zle skojarzenia z plamieniem. caly czas wraca do mnie to odczucie jak tracilam fasolke. na pewno nie bede sie starala jeszcze przez pare miesiecy
znając różne historie, badanie histopatologiczne NIC nie wykaże i chociaż wiem, że czeka się na nie z ogromną niecierpliwością to nie ma na co.
Jeżeli chodzi o ginekologa z Gdyni to mogę polecić Ewę Letkiewicz. Sama do niej udałam się po stracie. Póki co to niestety musisz czekać, na pierwszą miesiączkę i to jest najgorszy czas.
Jeżeli chodzi o ginekologa z Gdyni to mogę polecić Ewę Letkiewicz. Sama do niej udałam się po stracie. Póki co to niestety musisz czekać, na pierwszą miesiączkę i to jest najgorszy czas.
ja niestety nie jestem z Gdyni więc niepomogę.
Chcialąm tylko napisać że po każdej burzy wprzychodzi słońce i choć trudno wam teraz w to uwierzyć to tak jest.
Po stracie w czerwcu 2006r na moim niebie wkońcu 28 września zaświeciło piękne slonce- które teraz grzecznie śpi w łóżeczku i wierzę że i na waszych niebie zaświeci!
Pamiętam dokładnie ten dzień... chyba byłam pierwsza która poruszyła na tym forum temat straty, wątek nosił nazwe dlaczego...
Zadawałam sobie mase pytań, dlaczego nas to spotkało i choć minęło dużo czasu to dalej nie znam odpowiedzi i wiem ze nigdy nie znajdę więc nie szukam...
Trzymam za wszystkie cierpiące i starające się kciuki.
Chcialąm tylko napisać że po każdej burzy wprzychodzi słońce i choć trudno wam teraz w to uwierzyć to tak jest.
Po stracie w czerwcu 2006r na moim niebie wkońcu 28 września zaświeciło piękne slonce- które teraz grzecznie śpi w łóżeczku i wierzę że i na waszych niebie zaświeci!
Pamiętam dokładnie ten dzień... chyba byłam pierwsza która poruszyła na tym forum temat straty, wątek nosił nazwe dlaczego...
Zadawałam sobie mase pytań, dlaczego nas to spotkało i choć minęło dużo czasu to dalej nie znam odpowiedzi i wiem ze nigdy nie znajdę więc nie szukam...
Trzymam za wszystkie cierpiące i starające się kciuki.
Ale mam takie samo pytanko jak koleżanka wyżej: czy ktoś może mi wskazać jakiegoś dobrego ginekologa (kobietę lub mężczyznę:) w Gdyni? Moja ginekolog jest dokładna i dość dobra, ale bardzo często jest na zwolnieniu lekarskim a poza tym w przychodni ciężko się dostać (terminy) no i jak już jest wyznaczony termin i godzina to potem sie czeka około dwóch godzin bo są takie przesunięcia
Mi moja lekarka powiedziała,że dopiero jak zajdę ponownie w ciążę to skieruje mnie na jakieś dodatkowe i szczegółowe badania, więc na razie pozostaje mi czekać co wyjdzie na histo... apotem wizyta u ginekologa i podstawowe badania. Zastanawiam się tylko po jakim czasie od poronienia można się starać o kolejne dziecko.
hej dziewczyny milo jest przeczytac ze potem wszystko dobrze sie konczy ze w koncu doczekamy sie naszych pociech to podbudujace. Tak samo jak i wy czuje to samo jest tyle watpliwosci pytan sobie czlowiek zadaje dlaczego i ten strach co dalej ale musimy wierzyc ze sie uda to najwazniejsze. Tez slyszalam od lekarza ze przy pierwszej stracie niezlecaja badan. Ja chcialabym przebadac tarczyce. trzymajmy za siebie kciuki
Cześć dziewczyny. Koleżanka poleciła mi to forum. Jutro mijają dwa tygodnie jak miałam usuniętą ciążę, byłam w 10tyg.:( wyszło,że jest martwa. Widzę,że nie jestem osamotniona. Czekam na wynik badań histopatologicznych i wizytę u ginekologa. Chciałabym już się zacząć starać o kolejną dzidzię,ale z drugiej strony boję się,że drugą dzidzię też mogę stracić,a nie chciałabym przez to kolejny raz przechodzić!
miło jest tak poczytać,że przychodzi czas radości i się udaje...narasta wiara.mam za sobą stracona ciąże bliźniaczą w 10 tc i naszego synka Aniołka ktory przyszedł na świat w 25 tc walczył dwie doby i niestety odszedł od nas :( jestem zrospaczona...14 pażdziernika 2009 był pogrzeb. chociaż w tym przypadku bardzo dużo zawinili lekarze,ponieważ lerzałam w szpitalu gdzie miałam skurcze i dostawalam rozwarcie, a lekarze twierdzą,że nie wiedzieli o tym,że na noworodkach są zajete wszystkie inkubatory dla wcześniaczkow i moj maluszek zostal po porodzie przewieziony do innego szpitala oddalonego aż o 150 km. ta podróż bardzo zaszkodzila mojemu synkowi,ponieważ zostało wyziębione ciałko,a tyle wytrzymał bez respiratora. masakra :( tak bardzo go pragneliśmy...
pozdrawiam i życze wszystkim wiary i powodzenia.
pozdrawiam i życze wszystkim wiary i powodzenia.