Widok
Do wieszających psy na PO i Tusku...
Ciągle czytam narzekania/utyskiwania, jaki to rząd indolentny, Tusk bezczelny, kryzys, dramat, bezrobocie, Komorowski nieudaczny...itd.
Ok. To teraz krytycy nad krytykami, bardzo uprzejmie proszę o napisanie, jaką widzicie alternatywę dla "zbawienia" Polski od kryzysu/bezrobocia/itd..
Ok. To teraz krytycy nad krytykami, bardzo uprzejmie proszę o napisanie, jaką widzicie alternatywę dla "zbawienia" Polski od kryzysu/bezrobocia/itd..
Korwin-Mikke to utopista. Gdyby jego "pomysły" miały choć cień powodzenia i były realne, to raczej nie osiągałby w wyborach poziomu 0,02% poparcia...nieprawdaż?
Czekam na wypowiedzi krytyków rządu i PO - jakie macie realne pomysły na uzdrowienie gospodarki, służby zdrowia, zwiększenie miejsc pracy...czekam z utęsknieniem na możliwość merytorycznej dyskusji z Wami ^_^
Czekam na wypowiedzi krytyków rządu i PO - jakie macie realne pomysły na uzdrowienie gospodarki, służby zdrowia, zwiększenie miejsc pracy...czekam z utęsknieniem na możliwość merytorycznej dyskusji z Wami ^_^
A Ty Hal pytasz poważnie, czy akurat masz trochę czasu i chcesz się poudzielać na forum?
Bo jeśli poważnie - to odpowiem Ci również poważnie. Rzekłbym nawet: śmiertelnie poważnie!
Nikt rozsądny nie zaprzeczy chyba temu, że obserwujemy agonię socjalistycznej mrzonki życia za cudze i rolowania długu na kolejne pokolenia. Alternatywą dla nieuchronnego (i raczej: dosyć rychłego) całkowitego chaosu gospodarczego jest drastyczne obcięcie wydatków państwowych połączone ze znacznym wzrostem gospodarczym.
Te dwie rzeczy niestety w socjalizmie są nie do pogodzenia. Znaczny wzrost gospodarczy mają jedynie kraje o gospodarce liberalnej.
Czy jest w Polsce partia, która jest w stanie w demokratyczny sposób dojść do władzy i wyprowadzić Polskę na prostą?
Nie ma.
Aby ludzie zrozumieli to, o czym JKM trąbi odkąd pamiętam - czyli, że po to, aby Kowalski dostał od Państwa 100 zł, Państwo musi zabrać Wiśniewskiemu 140 - muszą minąć długie lata. Nie mamy tyle czasu - zatem na korzystne gospodarczo rozwiązania demokratyczne nie ma co liczyć.
Optymizm Korwina u Cejrowskiego w kwestii ew. dyktatury był kilka lat temu.
Teraz nie ma na to najmniejszych szans.
Pomijając zupełnie fakt, że nie ma w Polsce żadnego przywódcy, który mógłby zrobic zamach stanu w stylu Pinocheta, to trzeba popatrzeć szerzej. Skoro Polacy mogą okupować inne kraje, w których "zagrozona jest demokracja", to co stoi na przeszkodzie, abyśmy my sami nie zostali szybko doprowadzeni do porządku przez bratnią, europejską wspólnotę?
Czy naszym sąsiadom jest na rękę, aby Polska "rosła w siłę"?
Wariant najbardziej prawdopodobny: Kiedy eurosojuz się rozleci, jako bliska zagranica, wrócimy pod skrzydła naszych sąsiadów z lewa i prawa. Czy w całości - czy w kawałkach - tego nie wie nikt.
Jednak obserwując umizgi naszych "mężyków stanu" do Anieli i Putina, wydaje się, że część naszej klasy politycznej powoli się na ten scenariusz przygotowuje.
I fakt, czy będziemy głosować na Kaczora, Rudego, Palikmiota czy inne pomioty postokrągłostołowe nie ma dla naszej przyszłości najmniejszego znaczenia.
Bo jeśli poważnie - to odpowiem Ci również poważnie. Rzekłbym nawet: śmiertelnie poważnie!
Nikt rozsądny nie zaprzeczy chyba temu, że obserwujemy agonię socjalistycznej mrzonki życia za cudze i rolowania długu na kolejne pokolenia. Alternatywą dla nieuchronnego (i raczej: dosyć rychłego) całkowitego chaosu gospodarczego jest drastyczne obcięcie wydatków państwowych połączone ze znacznym wzrostem gospodarczym.
Te dwie rzeczy niestety w socjalizmie są nie do pogodzenia. Znaczny wzrost gospodarczy mają jedynie kraje o gospodarce liberalnej.
Czy jest w Polsce partia, która jest w stanie w demokratyczny sposób dojść do władzy i wyprowadzić Polskę na prostą?
Nie ma.
Aby ludzie zrozumieli to, o czym JKM trąbi odkąd pamiętam - czyli, że po to, aby Kowalski dostał od Państwa 100 zł, Państwo musi zabrać Wiśniewskiemu 140 - muszą minąć długie lata. Nie mamy tyle czasu - zatem na korzystne gospodarczo rozwiązania demokratyczne nie ma co liczyć.
Optymizm Korwina u Cejrowskiego w kwestii ew. dyktatury był kilka lat temu.
Teraz nie ma na to najmniejszych szans.
Pomijając zupełnie fakt, że nie ma w Polsce żadnego przywódcy, który mógłby zrobic zamach stanu w stylu Pinocheta, to trzeba popatrzeć szerzej. Skoro Polacy mogą okupować inne kraje, w których "zagrozona jest demokracja", to co stoi na przeszkodzie, abyśmy my sami nie zostali szybko doprowadzeni do porządku przez bratnią, europejską wspólnotę?
Czy naszym sąsiadom jest na rękę, aby Polska "rosła w siłę"?
Wariant najbardziej prawdopodobny: Kiedy eurosojuz się rozleci, jako bliska zagranica, wrócimy pod skrzydła naszych sąsiadów z lewa i prawa. Czy w całości - czy w kawałkach - tego nie wie nikt.
Jednak obserwując umizgi naszych "mężyków stanu" do Anieli i Putina, wydaje się, że część naszej klasy politycznej powoli się na ten scenariusz przygotowuje.
I fakt, czy będziemy głosować na Kaczora, Rudego, Palikmiota czy inne pomioty postokrągłostołowe nie ma dla naszej przyszłości najmniejszego znaczenia.
Jak ma być poważnie, to proszę bardzo, mam analizę sprzed parunastu miesięcy. Do niej dodam za chwilę uaktualnienie, sam pan się prosił.
Dyskusje na temat ewentualnych zmian ustrojowych cierpią na partyjną doraźność, wyrywkowość i brak spójności logicznej. Odbywają się przy tym w trybie bieżączki polityczno-medialnej narzucanej przez media, co odwraca uwagę od istoty rzeczy. Blogosfera, rządząca się w znacznym stopniu emocjami, rzuca się na tę przynętę i na tym się kończy a potem da capo al fine.
Tymczasem, żeby cokolwiek zmienić, należy znać aktualny stan i uznać go za zły. A tu spora grupa polityków nie widzi nic złego - wydaje im się, że wiedzą jak jest , a jest dobrze i chodzi tylko o to by ugrać coś więcej dla partii. Ponadto, trzeba wiedzieć, że nie wystarczy coś zmienić. Aby zmiany były efektywne, trzeba znać aktualny pełny system ustrojowy i reguły w nim panujące. Następnie trzeba zaproponować nowy system docelowy oparty o zaprojektowane nowe reguły sterujące nim oraz zależnościami między poszczególnymi elementami systemu. Zmiany wycinkowe nic nie dadzą bo ulegną patologizacji wskutek adaptacji do reszty chorego systemu.
Czy ktoś z państwa słyszał o propozycjach takiego trybu postępowania bo ja nie. Najrozsądniejsze nawet propozycje zmian wycinkowych jak JOWy,wprowadzone do chorego systemu też ulegną patologizacji.
Należy przyjąć wstępne założenie, że aktualny system ustrojowy jest chory, co postaram się udowodnić.
Mamy do czynienia z chimerą ustrojową , powstałą ze splecenia dziedzictwa komunistycznego z formalnymi a nieadekwatnymi do sytuacji Polski w r.1989 procedurami parademokracji, które, w zetknięciu z dziedzictwem komunizmu, uległy spatologizowaniu.
Tam gdzie system jest nieefektywny pojawiają się tworzone ad hoc reguły, takie jak korupcja, ułatwiające funkcjonowanie mechanizmu . Należy więc przyjąć, że mamy w Polsce do czynienia z systemem sfuncjonalizowanych patologii.
Przyjrzyjmy się bowiem instytucjom tego systemu. Możemy dostrzec gigantyczny przerost funkcji polityczno- legislacyjnych, obezwładniających życie kraju. Mamy partie polityczne, sejm i senat liczące razem 560 osób, wspomagane przez jeszcze większą ilość urzędników i ekspertów, produkujące tony ustawodawstwa krajowego i przetworzonego prawodawstwa unijnego i okresowo zajmujące się konstytucją. Do tego dochodzi paraliżujący pracę pozostałych urzędów Trybunał Konstytucyjny.
Ten cały przerost jest bezzasadny. Jako źródło prawa wystarczy dobrze skonstruowana i zwięzła konstytucja nadająca się do bezpośredniego stosowania przez sądy i inne instytucje państwowe. W związku z tym Sejm i Senat można znacznie zredukować do maksymalnie 200 osób a ich funkcje raqdykalne zmienić i ograniczyć do okresowego rozpatrywania potrzeby nowelizacji konstytucji, do monitorowania relacji między samorządami a władzą centralną oraz do monitorowania przestrzegania prawa konstytucyjnego przez sądy oraz wszelkie inne organizacje i instytucje działające na terenie Polski oraz zdecydowanego reagowania w razie wykrycia nieprawidłowości.
Istotna jest tu rola aparatu wymiaru sprawiedliwości, składającego się z kompetentnych, wybieranych w stosownym trybie sędziów, którzy nie potrzebują do wydawania wyroków badziewnych przepisów produkowanych taśmowo przez niedouczonych posłów czy urzędników unijnych. Wystarczy im własna rzetelna wiedza poparta praktyką, znajomość konstytucji i logika. A jakość ich pracy powinna być stale monitoroweana i dorocznie oceniana przez Sejm. Aktualnie jest tak, że sam system wymiaru sprawiedliwośći oparty jest, o paradoksie, na zasadzie bezprawia - patrz sfunkcjonalizowane patologie, co staje się oczywiste jeśli sprawdzimy tryb funcjonowania sądów i rozmaite orzeczenia przez nie wydawane.
Kiedyś wystarczała znajomość 10 przykazań. Sytuacja nie zmieniła się na tyle by w jakiejś sprawie incydentalnej produkować potworki legislacyjne liczące po kilkadziesiąt stron zadrukowanych drobnym maczkiem / patrz nie tyle "Dzienniki Urzędowe" , ile wywierające znacznie większe wrażenie okresowe dodatki do "Rzeczpospolitej" /.
Należy przyjąć generalną dyrektywę, że nie wszystkie dziedziny życia mają być regulowane prawem - prawo służy wyłącznie do regulowania sfery politycznej. Sfera pozapolityczna - publiczna - jest regulowana kodeksami dobrych obyczajów i kodeksami etycznymi a sfera prywatna - moralnością.
Przykładem systemowego potworka instytucjonalnego są sądy rodzinne, instytucje z gruntu polityczne lecz zajmujące się, nie wiadomo z jakiego tytułu, sprawami prywatnymi nie mając po temu ani kompetencji informacyjnych ani narzędzi do uzyskiwania takiej wiedzy ani do egzekwowania kompetentnego wykonania wyroków, nie mówiąc już o ideowo-filozoficznym uzasadnieniu celowości istnienia takiej instytucji. Najlepiej to widać po stosunku sądów do praw ojców w Polsce a w Niemczech po roli jugendamtów.
Jak wynika z logiki przyjętego toku rozumowania kwestie roli prezydenta czy premiera - jako urzędów wykonawczych - są drugorzędne, choć też warte uwzględnienia, ale we właściwej kolejności, ponieważ będąc ciałami wykonawczymi mogą sprawować dobrze swoje funkcje tylko w kontekście właściwie działających instytucji legislacyjnych, kontrolnych i sądowniczych.
Dyskusje na temat ewentualnych zmian ustrojowych cierpią na partyjną doraźność, wyrywkowość i brak spójności logicznej. Odbywają się przy tym w trybie bieżączki polityczno-medialnej narzucanej przez media, co odwraca uwagę od istoty rzeczy. Blogosfera, rządząca się w znacznym stopniu emocjami, rzuca się na tę przynętę i na tym się kończy a potem da capo al fine.
Tymczasem, żeby cokolwiek zmienić, należy znać aktualny stan i uznać go za zły. A tu spora grupa polityków nie widzi nic złego - wydaje im się, że wiedzą jak jest , a jest dobrze i chodzi tylko o to by ugrać coś więcej dla partii. Ponadto, trzeba wiedzieć, że nie wystarczy coś zmienić. Aby zmiany były efektywne, trzeba znać aktualny pełny system ustrojowy i reguły w nim panujące. Następnie trzeba zaproponować nowy system docelowy oparty o zaprojektowane nowe reguły sterujące nim oraz zależnościami między poszczególnymi elementami systemu. Zmiany wycinkowe nic nie dadzą bo ulegną patologizacji wskutek adaptacji do reszty chorego systemu.
Czy ktoś z państwa słyszał o propozycjach takiego trybu postępowania bo ja nie. Najrozsądniejsze nawet propozycje zmian wycinkowych jak JOWy,wprowadzone do chorego systemu też ulegną patologizacji.
Należy przyjąć wstępne założenie, że aktualny system ustrojowy jest chory, co postaram się udowodnić.
Mamy do czynienia z chimerą ustrojową , powstałą ze splecenia dziedzictwa komunistycznego z formalnymi a nieadekwatnymi do sytuacji Polski w r.1989 procedurami parademokracji, które, w zetknięciu z dziedzictwem komunizmu, uległy spatologizowaniu.
Tam gdzie system jest nieefektywny pojawiają się tworzone ad hoc reguły, takie jak korupcja, ułatwiające funkcjonowanie mechanizmu . Należy więc przyjąć, że mamy w Polsce do czynienia z systemem sfuncjonalizowanych patologii.
Przyjrzyjmy się bowiem instytucjom tego systemu. Możemy dostrzec gigantyczny przerost funkcji polityczno- legislacyjnych, obezwładniających życie kraju. Mamy partie polityczne, sejm i senat liczące razem 560 osób, wspomagane przez jeszcze większą ilość urzędników i ekspertów, produkujące tony ustawodawstwa krajowego i przetworzonego prawodawstwa unijnego i okresowo zajmujące się konstytucją. Do tego dochodzi paraliżujący pracę pozostałych urzędów Trybunał Konstytucyjny.
Ten cały przerost jest bezzasadny. Jako źródło prawa wystarczy dobrze skonstruowana i zwięzła konstytucja nadająca się do bezpośredniego stosowania przez sądy i inne instytucje państwowe. W związku z tym Sejm i Senat można znacznie zredukować do maksymalnie 200 osób a ich funkcje raqdykalne zmienić i ograniczyć do okresowego rozpatrywania potrzeby nowelizacji konstytucji, do monitorowania relacji między samorządami a władzą centralną oraz do monitorowania przestrzegania prawa konstytucyjnego przez sądy oraz wszelkie inne organizacje i instytucje działające na terenie Polski oraz zdecydowanego reagowania w razie wykrycia nieprawidłowości.
Istotna jest tu rola aparatu wymiaru sprawiedliwości, składającego się z kompetentnych, wybieranych w stosownym trybie sędziów, którzy nie potrzebują do wydawania wyroków badziewnych przepisów produkowanych taśmowo przez niedouczonych posłów czy urzędników unijnych. Wystarczy im własna rzetelna wiedza poparta praktyką, znajomość konstytucji i logika. A jakość ich pracy powinna być stale monitoroweana i dorocznie oceniana przez Sejm. Aktualnie jest tak, że sam system wymiaru sprawiedliwośći oparty jest, o paradoksie, na zasadzie bezprawia - patrz sfunkcjonalizowane patologie, co staje się oczywiste jeśli sprawdzimy tryb funcjonowania sądów i rozmaite orzeczenia przez nie wydawane.
Kiedyś wystarczała znajomość 10 przykazań. Sytuacja nie zmieniła się na tyle by w jakiejś sprawie incydentalnej produkować potworki legislacyjne liczące po kilkadziesiąt stron zadrukowanych drobnym maczkiem / patrz nie tyle "Dzienniki Urzędowe" , ile wywierające znacznie większe wrażenie okresowe dodatki do "Rzeczpospolitej" /.
Należy przyjąć generalną dyrektywę, że nie wszystkie dziedziny życia mają być regulowane prawem - prawo służy wyłącznie do regulowania sfery politycznej. Sfera pozapolityczna - publiczna - jest regulowana kodeksami dobrych obyczajów i kodeksami etycznymi a sfera prywatna - moralnością.
Przykładem systemowego potworka instytucjonalnego są sądy rodzinne, instytucje z gruntu polityczne lecz zajmujące się, nie wiadomo z jakiego tytułu, sprawami prywatnymi nie mając po temu ani kompetencji informacyjnych ani narzędzi do uzyskiwania takiej wiedzy ani do egzekwowania kompetentnego wykonania wyroków, nie mówiąc już o ideowo-filozoficznym uzasadnieniu celowości istnienia takiej instytucji. Najlepiej to widać po stosunku sądów do praw ojców w Polsce a w Niemczech po roli jugendamtów.
Jak wynika z logiki przyjętego toku rozumowania kwestie roli prezydenta czy premiera - jako urzędów wykonawczych - są drugorzędne, choć też warte uwzględnienia, ale we właściwej kolejności, ponieważ będąc ciałami wykonawczymi mogą sprawować dobrze swoje funkcje tylko w kontekście właściwie działających instytucji legislacyjnych, kontrolnych i sądowniczych.
Niestety, analiza, żeby była analizą, musi mieć swoją długość a ponieważ jest sprzed parunastu miesięcy też by można dodać jeszcze to i owo.
Przyjrzyjmy się więc faktom,które pozwoliły mi sformułować tezę o sojuszu flistra z buractwem wspierającym Platformę.
W r.2000 wybory prezydenckie po raz drugi wygrywa Kwaśniewski.W studio wyborczym Staniszkis komentuje to mniej więcej tak :"niewymagający wyborcy wybrali człowieka na swoją miarę". Wściekły Kwaśniewski replikuje natychmiast ze swojego komitety wyborczego. Po wyborach pojawiają się komentarze i karykatury.Jedna z nich brzmi: "Pije,kłamie, kombinuje - swój chłop - będę na niego głosować". Te wybory pozwoliły mi określić profil psychospołeczny elektoratu Kwaśniewskiego i okazały się prefiguracją późniejszego sojuszu.
Formalnie sojusz zostaje zawarty w r.2005 gdy Tomasz Lis zaprasza do swojego programu w Polsacie bezdomnego Huberta H.,ktory miał za złe Lechowu Kaczyńskiemu,ze ten śmiał wygrać wybory .Program potwierdził charakterystykę części elektoratu antyPISowskiego, głosującego na swojaka, cwaniaka, który ,sam świntusząc,daje gwarancje ,że przymknie oko na nasze większe lub mniejsze świństewka. Głosowanie na frajera, tzn uczciwego, wykształconego i ideowego to rzecz niebezpieczna, a poza tym - obciach. A obciach to jest to czego buractwo lęka się najbardziej.
W r.2007 sojusz został skonsumowany dając PO zwycięstwo. W przyrodzie przecież nic nie ginie.Choć reformy rolnictwa zredukowały produkcję buraków, to z kolei Ministerstwo Edukacji wdrożyło reformy z nawiązką rekompensujące te straty.Nic więc dziwnego,że PO największe poparcie znalazła w zakładach karnych.
Na to zwycięstwo złożył się szereg czynników -strach establishmentu postkomunistycznego przed polityką PISu naruszającą jego interesy, przed lustracją i dekomunizacją, peerelowska demoralizacja i - rzecz nowa - rozpowszechnianie się wraz z rozbudową mediów komercyjnych trendów popkulturowych, zaniżających standardy oraz wspomniane pseudoreformy powodujące powszechny upadek szkolnictwa, co wzięte razem pozwala na dowolne manipulowanie elektoratem.
Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym by zauważyć, że podłożem tego sojuszu jest stosunek do norm i wartości. Filister ma pewną orientację w zakresie norm ale traktuje je instrumentalnie, jak mu wygodnie.
Buractwo to raczej bezosobowościowy, zdezindywidualizowany stan umusłu, który nie ma najmniejszego pojęcia o normach żyjąc w chaosie emocji, niekompetentny a więc niepewny siebie, łatwo pada ofiarą manipulacji ze strony filistra wykorzystującego jego lęk przed "obciachem",podatność na kicz i ogólną labilność emocjonalną.
Wykorzystywanie takich zjawisk do walki politycznej jest niezwykle groźne.Buractwo jest bowiem pozbawione jakichkolwiek mechanizmów obronnych i bezradne wobec nanipulacji związanych z popkulturowymi metodami zarządzania emocjami.Stąd też nieustająca popularność PO nie powinna nikogo dziwić,bo dla ludzi nie uznających żadnych norm skandale wokół polityków PO nie są czynnikiem kompromitującym i moralnie obciążającym. Wręcz przeciwnie - to tytuł do chwały - "jacy oni cwani". Abstrakcyjna kwestia półbilionowego zadłużenia nie stanowi dla buractwa żadnego problemu.
Państwo dryfuje, a taki brak sterowania nawą państwową wywołany brakiem sprzężenia zwrotnego między działaniem polityków a reakcją opinii publicznej na nie rokuje fatalnie i ociera się o zdradę stanu.
NIe muszę dodawać,że kolejnym zarzutem wobec PO jest świadome stosowanie tej złowróżbnej metody. Dowodem oczywistym jest inspirowana przez władze PO działalność posła Palikota będącego ucieleśnieniem - dwa w jednym - tytułowego sojuszu.To nie jest przypadek tak jak nie są przypadkiem gry polityczne z wykorzystaniem motywu "dobry car - źli bojarzy".
Przyjrzyjmy się więc faktom,które pozwoliły mi sformułować tezę o sojuszu flistra z buractwem wspierającym Platformę.
W r.2000 wybory prezydenckie po raz drugi wygrywa Kwaśniewski.W studio wyborczym Staniszkis komentuje to mniej więcej tak :"niewymagający wyborcy wybrali człowieka na swoją miarę". Wściekły Kwaśniewski replikuje natychmiast ze swojego komitety wyborczego. Po wyborach pojawiają się komentarze i karykatury.Jedna z nich brzmi: "Pije,kłamie, kombinuje - swój chłop - będę na niego głosować". Te wybory pozwoliły mi określić profil psychospołeczny elektoratu Kwaśniewskiego i okazały się prefiguracją późniejszego sojuszu.
Formalnie sojusz zostaje zawarty w r.2005 gdy Tomasz Lis zaprasza do swojego programu w Polsacie bezdomnego Huberta H.,ktory miał za złe Lechowu Kaczyńskiemu,ze ten śmiał wygrać wybory .Program potwierdził charakterystykę części elektoratu antyPISowskiego, głosującego na swojaka, cwaniaka, który ,sam świntusząc,daje gwarancje ,że przymknie oko na nasze większe lub mniejsze świństewka. Głosowanie na frajera, tzn uczciwego, wykształconego i ideowego to rzecz niebezpieczna, a poza tym - obciach. A obciach to jest to czego buractwo lęka się najbardziej.
W r.2007 sojusz został skonsumowany dając PO zwycięstwo. W przyrodzie przecież nic nie ginie.Choć reformy rolnictwa zredukowały produkcję buraków, to z kolei Ministerstwo Edukacji wdrożyło reformy z nawiązką rekompensujące te straty.Nic więc dziwnego,że PO największe poparcie znalazła w zakładach karnych.
Na to zwycięstwo złożył się szereg czynników -strach establishmentu postkomunistycznego przed polityką PISu naruszającą jego interesy, przed lustracją i dekomunizacją, peerelowska demoralizacja i - rzecz nowa - rozpowszechnianie się wraz z rozbudową mediów komercyjnych trendów popkulturowych, zaniżających standardy oraz wspomniane pseudoreformy powodujące powszechny upadek szkolnictwa, co wzięte razem pozwala na dowolne manipulowanie elektoratem.
Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym by zauważyć, że podłożem tego sojuszu jest stosunek do norm i wartości. Filister ma pewną orientację w zakresie norm ale traktuje je instrumentalnie, jak mu wygodnie.
Buractwo to raczej bezosobowościowy, zdezindywidualizowany stan umusłu, który nie ma najmniejszego pojęcia o normach żyjąc w chaosie emocji, niekompetentny a więc niepewny siebie, łatwo pada ofiarą manipulacji ze strony filistra wykorzystującego jego lęk przed "obciachem",podatność na kicz i ogólną labilność emocjonalną.
Wykorzystywanie takich zjawisk do walki politycznej jest niezwykle groźne.Buractwo jest bowiem pozbawione jakichkolwiek mechanizmów obronnych i bezradne wobec nanipulacji związanych z popkulturowymi metodami zarządzania emocjami.Stąd też nieustająca popularność PO nie powinna nikogo dziwić,bo dla ludzi nie uznających żadnych norm skandale wokół polityków PO nie są czynnikiem kompromitującym i moralnie obciążającym. Wręcz przeciwnie - to tytuł do chwały - "jacy oni cwani". Abstrakcyjna kwestia półbilionowego zadłużenia nie stanowi dla buractwa żadnego problemu.
Państwo dryfuje, a taki brak sterowania nawą państwową wywołany brakiem sprzężenia zwrotnego między działaniem polityków a reakcją opinii publicznej na nie rokuje fatalnie i ociera się o zdradę stanu.
NIe muszę dodawać,że kolejnym zarzutem wobec PO jest świadome stosowanie tej złowróżbnej metody. Dowodem oczywistym jest inspirowana przez władze PO działalność posła Palikota będącego ucieleśnieniem - dwa w jednym - tytułowego sojuszu.To nie jest przypadek tak jak nie są przypadkiem gry polityczne z wykorzystaniem motywu "dobry car - źli bojarzy".
> wieszczysz, prawie jak Rybiński
No cóż. Raczej nie powinno nikogo dziwić, że różne osoby, na bazie tych samych przesłanek, wyciągają zbliżone wnioski. To się nazywa LOGIKA.
Dziwić natomiast może, jeśli ktoś wyciąga wnioski odmienne - bo albo bazuje na innych przesłankach, albo ma kłopoty z logicznym myśleniem.
> wieszać psy potraficie(isz), a zaproponować alternatywnych rozwiązań...już nie
Nie rozmawiamy pierwszy ani nawet dziesiąty raz - zatem znasz moje poglądy.
Zresztą i tutaj napisałem jakie jest jedyne rozwiązanie: likwidacja socjalizmu i liberalizacja gospodarki.
Tyle, że nie bardzo jest komu to zrobić.
> który żyje w oparach ekonomicznych absurdów
Chciałbym nieśmiało przypomnieć, że te "opary ekonomicznych absurdów", którymi nazywasz gospodarkę całkowicie liberalną, funkcjonowały znakomicie przez wieeeele lat - i wiele światowych potęg (w tym np. USA) żyje do dzisiaj z odcinania kuponów od tego, że kiedyś panował tam "dziki kapitalizm".
No cóż. Raczej nie powinno nikogo dziwić, że różne osoby, na bazie tych samych przesłanek, wyciągają zbliżone wnioski. To się nazywa LOGIKA.
Dziwić natomiast może, jeśli ktoś wyciąga wnioski odmienne - bo albo bazuje na innych przesłankach, albo ma kłopoty z logicznym myśleniem.
> wieszać psy potraficie(isz), a zaproponować alternatywnych rozwiązań...już nie
Nie rozmawiamy pierwszy ani nawet dziesiąty raz - zatem znasz moje poglądy.
Zresztą i tutaj napisałem jakie jest jedyne rozwiązanie: likwidacja socjalizmu i liberalizacja gospodarki.
Tyle, że nie bardzo jest komu to zrobić.
> który żyje w oparach ekonomicznych absurdów
Chciałbym nieśmiało przypomnieć, że te "opary ekonomicznych absurdów", którymi nazywasz gospodarkę całkowicie liberalną, funkcjonowały znakomicie przez wieeeele lat - i wiele światowych potęg (w tym np. USA) żyje do dzisiaj z odcinania kuponów od tego, że kiedyś panował tam "dziki kapitalizm".
Sadyl, logiczne wnioski zależą z reguły od p i q, a potem wychodzi r - jeśli p i q są fałszywe z założenia, to i r bywa złudne^^
Co rozumiesz, konkretnie, pod rozwiązaniem: likwidacja socjalizmu i liberalizacja gospodarki (jeszcze liberalizować??)?
@zetjot - zanim przeczytam, poczekaj, wezmę urlop^^
Co rozumiesz, konkretnie, pod rozwiązaniem: likwidacja socjalizmu i liberalizacja gospodarki (jeszcze liberalizować??)?
@zetjot - zanim przeczytam, poczekaj, wezmę urlop^^
moim zdaniem zawsze jest wyjście z podawanych i zasłyszanych problemów naszego chorego państwa lecz każde rozwiązanie będzie ciąć po kieszeniach niezainteresowanych problemami społeczeństwa
wszystkie dotacje i wspomagania kończą się na kropelce pomocy bo sito urzędowe zasila przy okazji samych siebie, po co wlewać cysternę wody do morza jeśli wleje się szklankę do połowy pełną i tak nie ma różnicy
czemu urzędnicy UM US SG ZUS Sądy nie muszą się tłumaczyć za podjęte decyzje które nie bronią dobra gospodarki tylko ją niszczą a przy tym doprowadzają do tragedii zaradną część społeczeństwa a państwo narażają na miliardowe straty i co kto powinien to zmienić ?
n****sz do własnej kieszeni ? koryto zostanie korytem i nikt nie zrezygnuje z ciepłej kołderki a czym szczebel wyżej tym przyjemniej ;(
wszystkie dotacje i wspomagania kończą się na kropelce pomocy bo sito urzędowe zasila przy okazji samych siebie, po co wlewać cysternę wody do morza jeśli wleje się szklankę do połowy pełną i tak nie ma różnicy
czemu urzędnicy UM US SG ZUS Sądy nie muszą się tłumaczyć za podjęte decyzje które nie bronią dobra gospodarki tylko ją niszczą a przy tym doprowadzają do tragedii zaradną część społeczeństwa a państwo narażają na miliardowe straty i co kto powinien to zmienić ?
n****sz do własnej kieszeni ? koryto zostanie korytem i nikt nie zrezygnuje z ciepłej kołderki a czym szczebel wyżej tym przyjemniej ;(
sposoby na polepszenie koniunktury są proste i powszechnie znane aczkolwiek nie możliwe do zastosowania ponieważ likwidowałyby tysiące przytulnych miejsc pracy i znacznie utrudniałby kręcenie lodów przez takie kasty jak prawnicy/doradcy podatkowi i zorganizowane grupy przedstawicieli innych zawodów. w myśl zasady bo wolna konkurencja to jest dobra dla handlujących pietruszką a w naszym zawodzie to już nie
Sposoby na polepszenie koniunktury są dobrze znane z historii gospodarczej i tam niestety pozostaną, poniewż nie ma zadnych obiektywnych i niezmiennych praw ekonomii.Pewne prawidłowości ekonomiczne są wynikiem chwilowego ukladu rozmaitych zmiennych. Po jakimś czasie układ zmiennych zmienia się albo i dochodzą nowe i niestety trzeba działać na tzw. wyczucie. Mamy całkiem nowy ustrój gospodarczy, różny od klasycznego kapitalizmu, bazujący na sztucznie kreowanej konsympcji wspomaganej kredytami, czyli na piramidzie finansowej i to musi paść, a co będzie dalej, tego nikt nie zgadnie.
Jeszcze gdybyś to napisał sam - ale zrobiłeś "kopiuj&wklej". Jeżeli używasz cudzego tekstu, wypada go wziąć w cudzysłów i podać autora (gdzieś z salonu24, czy innego pisowskiego grajdołka).
To bełkotliwe utyskiwanie, którego pełno w sieci - brak merytorycznych konkretów, alternatywy...czysta demagogia.
To bełkotliwe utyskiwanie, którego pełno w sieci - brak merytorycznych konkretów, alternatywy...czysta demagogia.
Ale po kolei...
@zetjot(?)14:06
Masz analizę, którą skopiowałeś - to nie jest Twój tekst. Stawiam tezę, że nawet go nie rozumiesz, tak do końca...bo i autor tak do końca nie wiem, na jakim świecie żyje.
1/nikt nie zamierza zmieniać ustroju. W dobie XXI wieku, demokracja jest jedynym systemem/ustrojem, który gwarantuje społeczną stabilność i chroni przed totalitaryzmem i anarchią.
2/trzeba uznać za obecny stan za zły? I co...anarchia, burzymy i budujemy od podstaw? Trąci bolszewizmem, Mao-Tse-Tungiem. Weź koło i puknij się w czoło^^
3/ jedynym źródłem prawa nie może być konstytucja - to utopia i to niebezpieczna. Naziści próbowali podobnych metod, skończyło się na totalitarnym państwie i II Wojnie Światowej.
4/ "wybieranych w stosownym trybie sędziów"...na wzór Rolanda Freislera? Przerażasz mnie...
5/ "tylko w kontekście właściwie działających instytucji legislacyjnych, kontrolnych i sądowniczych"...to już jest państwo policyjne.
Podsumowując. Ktoś, kto napisał ten tekst jest w moich oczach kimś, o nazistowsko-totalitarnych poglądach i powinien być izolowany od demokratycznego społeczeństwa. Tezy rodem z Mein-Kampf.
ok, idźmy dalej...
@zetjot(?)14:06
Masz analizę, którą skopiowałeś - to nie jest Twój tekst. Stawiam tezę, że nawet go nie rozumiesz, tak do końca...bo i autor tak do końca nie wiem, na jakim świecie żyje.
1/nikt nie zamierza zmieniać ustroju. W dobie XXI wieku, demokracja jest jedynym systemem/ustrojem, który gwarantuje społeczną stabilność i chroni przed totalitaryzmem i anarchią.
2/trzeba uznać za obecny stan za zły? I co...anarchia, burzymy i budujemy od podstaw? Trąci bolszewizmem, Mao-Tse-Tungiem. Weź koło i puknij się w czoło^^
3/ jedynym źródłem prawa nie może być konstytucja - to utopia i to niebezpieczna. Naziści próbowali podobnych metod, skończyło się na totalitarnym państwie i II Wojnie Światowej.
4/ "wybieranych w stosownym trybie sędziów"...na wzór Rolanda Freislera? Przerażasz mnie...
5/ "tylko w kontekście właściwie działających instytucji legislacyjnych, kontrolnych i sądowniczych"...to już jest państwo policyjne.
Podsumowując. Ktoś, kto napisał ten tekst jest w moich oczach kimś, o nazistowsko-totalitarnych poglądach i powinien być izolowany od demokratycznego społeczeństwa. Tezy rodem z Mein-Kampf.
ok, idźmy dalej...