Widok
Dylematy moralne vol. 2
Sytuacja czysto hipotetyczna.
Ktoś z waszego otoczenia zachowuje się niestosownie wobec osoby lub grupy osób. Nie dochodzi co prawda do przemocy fizycznej ale agresor wobec osób przez siebie wybranych zachowuje się jak ostatnie bydlę.
Co w takiej sytuacji robicie? Próbujecie mediacji z agresorem, w miarę swoich możliwości staracie się go powstrzymać pogarszając własne z nim relacje czy ignorujecie całą sytuację uznając że was ona nie dotyczy?
Ktoś z waszego otoczenia zachowuje się niestosownie wobec osoby lub grupy osób. Nie dochodzi co prawda do przemocy fizycznej ale agresor wobec osób przez siebie wybranych zachowuje się jak ostatnie bydlę.
Co w takiej sytuacji robicie? Próbujecie mediacji z agresorem, w miarę swoich możliwości staracie się go powstrzymać pogarszając własne z nim relacje czy ignorujecie całą sytuację uznając że was ona nie dotyczy?
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
To ja też odpowiem.
Z racji, że znalazłam się w adekwatnej sytuacji, wiem już, że moją postawę mogę nazwać wprost: Naiwny Tchórz.
Nie byłam w stanie zrobić niczego pozytywnego, mimo najszczerszych chęci. Osoba, która gromadzi w sobie potencjał gniewu i nie wysublimowanej złości, w momencie kiedy czynnik stymulujący się uaktywnia, jest nie do ogarnięcia, powstrzymania. Lepiej chyba nie reagować, wyciszyć w miarę możliwości sytuację, nie dawać i samemu nie stawać się bodźcem do działań agresora. Zwiać.
Któregoś razu pojawiłam się w sytuacji, kiedy paliła się już czerwona lampka. Niestety usiłując spokojną rozmową wyciszyć tego człowieka, by zwolnić tempo jego śnieżnej kuli, sama doświadczyłam fizyczną przewagę argumentacji interlokutora. Musiałam zwinąć wrotki, pomachać białą chustką i w milczeniu ulotnić się jak kamfora. Z zaskoczenia i strachu nie dałam w pysk, nie kopnęłam, nie zrobiłam niczego w odruchu samoobrony. Nie miałam wobec tej osoby tzw. mocy sprawczej. Mimo, że wiedziałam, iż ten stan u niej przeminie, trwale umieściłam sobie w umyśle wykrzyknik obok jej imienia.
By za każdym razem, kiedy właśnie będzie miła i słodka, pamiętać, że bywa agresywna, wulgarna i naprawdę niefajna. Jedno wiem po takim doświadczeniu. Lepiej się nie angażować, bo można samemu nieźle oberwać. Bez względu, czy to ktoś bliski, czy obcy zupełnie. Wydaje mi się, że owych zachowań nie da się do końca stłumić. One po prostu są wpisane w osobowość agresora.
Z racji, że znalazłam się w adekwatnej sytuacji, wiem już, że moją postawę mogę nazwać wprost: Naiwny Tchórz.
Nie byłam w stanie zrobić niczego pozytywnego, mimo najszczerszych chęci. Osoba, która gromadzi w sobie potencjał gniewu i nie wysublimowanej złości, w momencie kiedy czynnik stymulujący się uaktywnia, jest nie do ogarnięcia, powstrzymania. Lepiej chyba nie reagować, wyciszyć w miarę możliwości sytuację, nie dawać i samemu nie stawać się bodźcem do działań agresora. Zwiać.
Któregoś razu pojawiłam się w sytuacji, kiedy paliła się już czerwona lampka. Niestety usiłując spokojną rozmową wyciszyć tego człowieka, by zwolnić tempo jego śnieżnej kuli, sama doświadczyłam fizyczną przewagę argumentacji interlokutora. Musiałam zwinąć wrotki, pomachać białą chustką i w milczeniu ulotnić się jak kamfora. Z zaskoczenia i strachu nie dałam w pysk, nie kopnęłam, nie zrobiłam niczego w odruchu samoobrony. Nie miałam wobec tej osoby tzw. mocy sprawczej. Mimo, że wiedziałam, iż ten stan u niej przeminie, trwale umieściłam sobie w umyśle wykrzyknik obok jej imienia.
By za każdym razem, kiedy właśnie będzie miła i słodka, pamiętać, że bywa agresywna, wulgarna i naprawdę niefajna. Jedno wiem po takim doświadczeniu. Lepiej się nie angażować, bo można samemu nieźle oberwać. Bez względu, czy to ktoś bliski, czy obcy zupełnie. Wydaje mi się, że owych zachowań nie da się do końca stłumić. One po prostu są wpisane w osobowość agresora.
nie był silny-gowniarstwo
znalazło sobie ofiare...
powiedziałam o tym w sensie ,ze czasem nie da sie łagodnie
nie usłyszy
jak pies ujadajacy za kotem
delikatne nastawienie na takiego rozjuszonego---- moze cie w amoku ugrycs,choc nie ma takiego zamiaru
mnie wkurza,ze czesto ludzie nie reaguja nawet jesli nic nie traca
w grupie siła jest-jeden zacznie,nastepni powinni wesprzec
a nie odwracac głowe
znalazło sobie ofiare...
powiedziałam o tym w sensie ,ze czasem nie da sie łagodnie
nie usłyszy
jak pies ujadajacy za kotem
delikatne nastawienie na takiego rozjuszonego---- moze cie w amoku ugrycs,choc nie ma takiego zamiaru
mnie wkurza,ze czesto ludzie nie reaguja nawet jesli nic nie traca
w grupie siła jest-jeden zacznie,nastepni powinni wesprzec
a nie odwracac głowe
"O :) Sądziłem, że wątpliwości to ostatnia rzecz o jaką można Cię posądzać, a jednak...."
Skąd pomysł że mam wątpliwości? Ja wiem jak bym się zachował. Założyłem wątek bo jestem ciekaw jak zachowaliby się inni.
Skąd pomysł że mam wątpliwości? Ja wiem jak bym się zachował. Założyłem wątek bo jestem ciekaw jak zachowaliby się inni.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
Czysto hipotetycznie
>Ktoś z waszego otoczenia zachowuje się niestosownie wobec osoby lub grupy osób.
Wiele zmienia kto to z mego otoczenia. Ktoś bliski, dobry znajomy czy ktoś obcy
> agresor wobec osób przez siebie wybranych zachowuje się jak ostatnie bydlę
Ktoś bliski=joby, po prostu nie umiem wtedy trzymać języka za zębami.
Dobry znajomy=moja opinia + mediacja. Reszta to już jego sprawa, w końcu wszyscy jesteśmy dorośli
Ktoś obcy= próba mediacji + ewentualne czyny. Jednak gdy to grupa osób kontra jednostka, próbuję pomóc na swój sposób, np tel po kogoś, policję - hipotetycznie
Reasumując, zawsze coś na swój sposób zrobię
>Ktoś z waszego otoczenia zachowuje się niestosownie wobec osoby lub grupy osób.
Wiele zmienia kto to z mego otoczenia. Ktoś bliski, dobry znajomy czy ktoś obcy
> agresor wobec osób przez siebie wybranych zachowuje się jak ostatnie bydlę
Ktoś bliski=joby, po prostu nie umiem wtedy trzymać języka za zębami.
Dobry znajomy=moja opinia + mediacja. Reszta to już jego sprawa, w końcu wszyscy jesteśmy dorośli
Ktoś obcy= próba mediacji + ewentualne czyny. Jednak gdy to grupa osób kontra jednostka, próbuję pomóc na swój sposób, np tel po kogoś, policję - hipotetycznie
Reasumując, zawsze coś na swój sposób zrobię
Ja tak jak w wielu innych przypadkach uważam że sytuacja z pierwszego posta jest albo czarna albo biała. Nie ma w niej kolorów pośrednich. Kiedy komuś dzieje się krzywda zawsze należy reagować. Brak reakcji oznacza przyzwolenie. A przyzwolenie (brak reakcji) ze strony otoczenia powoduje eskalację u agresora.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
A ja się nie zgadzam.
Człowiek ma wolną wolę i niech się zachowuje jak uważa za stosowne.
Kto dał Ci prawo żeby narzucać innym swoje zdanie? Nawet słuszne?
Znasz powiedzenie: nie wtryniaj się między wódkę a zakąskę?
Jak ktoś potrzebuje pomocy niech woła, ale samemu z siebie wcinac się w sprawę to chyba nadto. Nie popieram.
Człowiek ma wolną wolę i niech się zachowuje jak uważa za stosowne.
Kto dał Ci prawo żeby narzucać innym swoje zdanie? Nawet słuszne?
Znasz powiedzenie: nie wtryniaj się między wódkę a zakąskę?
Jak ktoś potrzebuje pomocy niech woła, ale samemu z siebie wcinac się w sprawę to chyba nadto. Nie popieram.
Napiszę skromnie, bo temat jest bardzo rozległy.
Teoria nie idzie w parze z praktyką. Czasem pomagając... jest jedną ofiarę więcej. Z innej beczki. Agresja rodzi agresje. Dajmy na to pacyfikujemy agresora większą agresją być może przesadną. Po chwili mocniejszy agresor nas ;) łańcuszek nie ma końca. Pokojowe rozwiązywanie konfliktów wymaga czasu a i później jest z tym różnie. Często pomóc nie jest łatwo...np. konflikt na Ukrainie.
Ja sam w niedalekiej przeszłości, znalazłem się w dramatycznej sytuacji.
Zęby wisiały w powietrzu ale wszystko dobrze się skończyło.
To taka luźna gadka M.
Teoria nie idzie w parze z praktyką. Czasem pomagając... jest jedną ofiarę więcej. Z innej beczki. Agresja rodzi agresje. Dajmy na to pacyfikujemy agresora większą agresją być może przesadną. Po chwili mocniejszy agresor nas ;) łańcuszek nie ma końca. Pokojowe rozwiązywanie konfliktów wymaga czasu a i później jest z tym różnie. Często pomóc nie jest łatwo...np. konflikt na Ukrainie.
Ja sam w niedalekiej przeszłości, znalazłem się w dramatycznej sytuacji.
Zęby wisiały w powietrzu ale wszystko dobrze się skończyło.
To taka luźna gadka M.
"No reagując nieproszonym tak..."
Co gdy ofiara agresora jest tak zastraszona że boi się wzywać pomocy?
Poza tym agresor powinien wiedzieć że jego postępowanie jest nieakceptowane. Jeżeli nie reagujesz "nawet nieproszony" agresor wychodzi z założenia że skoro nikt się nie wtrąca to może robić co chce.
Manson
Twój brak reakcji uważam za znieczulicę. Ale uważam też że masz prawo reagować tak jak uznasz za stosowne.
Co gdy ofiara agresora jest tak zastraszona że boi się wzywać pomocy?
Poza tym agresor powinien wiedzieć że jego postępowanie jest nieakceptowane. Jeżeli nie reagujesz "nawet nieproszony" agresor wychodzi z założenia że skoro nikt się nie wtrąca to może robić co chce.
Manson
Twój brak reakcji uważam za znieczulicę. Ale uważam też że masz prawo reagować tak jak uznasz za stosowne.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
Będąc świadkiem sytuacji w której bliska mi wówczas osoba (o której nie miałam pojęcia, że nosi w sobie takie pokłady niepohamowanej agresji), chciała zaatakować pewnego kierowcę, chyba dostałam skoku adrenaliny i wzrostu mocy o 300%, ponieważ udało mi się tę osobę zatrzymać i wyrwać jej z ręki coś, czym chyba miała zamiar uderzyć tego kierowcę (wrednie się facet zachował, nie powiem, ale kurka to nie powód, żeby na kogoś z "pałą" iść!!!). Uważam, że trzeba reagować, ale też nie mogę wrzucić wszystkich zdarzeń do jednego wora. Zdarzają się sytuacje, które wyglądają "niby tak", a jednak są inne niż się wydawało. Jeśli coś budzi nasz niepokój, myślę, że warto choćby zapytać/spróbować wyjaśnić, nie od razu zawsze działać.
~Cross - "...staracie się go powstrzymać pogarszając własne z nim relacje..." - dodam tylko, że czasami możemy być wdzięczni Bogu/losowi itp., za to, że taka osoba pokazała swoje oblicze (jeśli takowego nie znaliśmy) i możemy w skrajnych sytuacjach serdecznie taką osobę kopnąć w d*pę, a w tych mniej skrajnych, starać się jej pomóc, bo ma problem.
"Crosiu, teraz to ściemniasz.
O czym Ty mówisz? O jakiejś eskalacji przemocy?"
Mansonku nie ściemniam nic a nic. :)
Gdy społeczność w której funkcjonują sprawca i ofiara nie reaguje sprzeciwem na zadawaną krzywdę niemal zawsze dochodzi do eskalacji ze strony agresora (agresor nabiera pewności siebie gdy ofiara jest słabsza a otoczenie nie reaguje). Okazanie sprzeciwu to także reakcja. Czasem wystarczy. Sprawca wie że otoczenie nie akceptuje jego postępowania a ofiara wie że może liczyć na wsparcie. i nie ma to nic wspólnego z narzucaniem własnego zdania.
Nadal uważam że należy reagować. Zawsze. Mimo że krzywdzony nie woła o pomoc może (choć nie musi) jej oczekiwać.
O czym Ty mówisz? O jakiejś eskalacji przemocy?"
Mansonku nie ściemniam nic a nic. :)
Gdy społeczność w której funkcjonują sprawca i ofiara nie reaguje sprzeciwem na zadawaną krzywdę niemal zawsze dochodzi do eskalacji ze strony agresora (agresor nabiera pewności siebie gdy ofiara jest słabsza a otoczenie nie reaguje). Okazanie sprzeciwu to także reakcja. Czasem wystarczy. Sprawca wie że otoczenie nie akceptuje jego postępowania a ofiara wie że może liczyć na wsparcie. i nie ma to nic wspólnego z narzucaniem własnego zdania.
Nadal uważam że należy reagować. Zawsze. Mimo że krzywdzony nie woła o pomoc może (choć nie musi) jej oczekiwać.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
Bywa tak, że chcącemu dzieje się krzywda.
Wystarczy poczytać o mechanizmach funkcjonowania w związkach przemocowych. Skoro on ją bije, to dlaczego ona nie odejdzie - widocznie chce być bita. To się nazywa wtórna wiktymizacja - obarczanie ofiary dodatkową winą. Człowiek, który funkcjonuje w w miarę zdrowych relacjach nie jest w stanie zrozumieć ani wczuć się w sytuację takiej ofiary, to jest zupełnie inny świat. Więc dorabia sobie najprostsze możliwe wytłumaczenie - widocznie lubi być bita, albo głupia jest po prostu, tak czy inaczej to jej wina.
Wystarczy poczytać o mechanizmach funkcjonowania w związkach przemocowych. Skoro on ją bije, to dlaczego ona nie odejdzie - widocznie chce być bita. To się nazywa wtórna wiktymizacja - obarczanie ofiary dodatkową winą. Człowiek, który funkcjonuje w w miarę zdrowych relacjach nie jest w stanie zrozumieć ani wczuć się w sytuację takiej ofiary, to jest zupełnie inny świat. Więc dorabia sobie najprostsze możliwe wytłumaczenie - widocznie lubi być bita, albo głupia jest po prostu, tak czy inaczej to jej wina.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Stworku, Cross napisał: "nie dochodzi do przemocy fizycznej" i o takich przypadkach nawijamy.
A odnośnie bijatyk w związkach różnie bywa. Nie popieram żadnej przemocy w jakiejkolwiek formie. Ale znam kilka babeczek, które oficjalnie nie lubią być szturchane, ale suma summarum za bardzo im to nie przeszkadza. Zauważ Kocie, że jedną noga tkwimy jeszcze w epoce kamienia łupanego, a samiec alfa musi być według tego modelu agresywny. I wiele babeczek to pociąga. Żyjecie emocjami. Większość.
A odnośnie bijatyk w związkach różnie bywa. Nie popieram żadnej przemocy w jakiejkolwiek formie. Ale znam kilka babeczek, które oficjalnie nie lubią być szturchane, ale suma summarum za bardzo im to nie przeszkadza. Zauważ Kocie, że jedną noga tkwimy jeszcze w epoce kamienia łupanego, a samiec alfa musi być według tego modelu agresywny. I wiele babeczek to pociąga. Żyjecie emocjami. Większość.
Może nie są to bardzo skrajne przypadki agresji ale zawsze coś tam.
Epizod 1
Późnym wieczorem gdy wracałem tramwajem z małego piffka. Wsiadłem do drugiego wagonu i stanąłem na samym końcu. Nie myśląc o jakimkolwiek zagrożeniu. Wszystko ładnie pięknie, coraz bliżej domu :D I tu nagle wbiło się na wagon, dwóch agresywnych panów z otwartymi butelkami piwa. Jeden wyglądał na dość skoksowanego drugi normalnie. W wagonie siedziały dwie kobiety z przodu i jakiś pan (~30lat) pięć miejsc przede mną. Tak że byłem dość dobrym obserwatorem całej akcji. Gdy panowie demonstrowali swoją tężyznę fizyczną, niszcząc wagon. Doszli do wniosku ze nuda i brak adrenaliny. Podeszli do pana siedzącego i obrzucili go łaciną podwórkową. Doszło też do ręcznych zaczepek ale Pan nie reagował. Nie wiedział ze jeszcze ktoś jest w tym wagonie oprócz nich. Mnie nie widział, a oprawcy tylko czekali na moją reakcje. Cały dramat trwał około 10 min, później wysiedli. Dałem na wstrzymanie bo nie jedno w życiu widziałem i gdy nie leje sie krew to lepiej nie reagować. Czułem strach i zagrożenie i nie tylko tego pana ale własne. Jak by zaczęli katować ludzi pomógłbym nie patrząc na wynik końcowy całej zadymy.
Epizod 1
Późnym wieczorem gdy wracałem tramwajem z małego piffka. Wsiadłem do drugiego wagonu i stanąłem na samym końcu. Nie myśląc o jakimkolwiek zagrożeniu. Wszystko ładnie pięknie, coraz bliżej domu :D I tu nagle wbiło się na wagon, dwóch agresywnych panów z otwartymi butelkami piwa. Jeden wyglądał na dość skoksowanego drugi normalnie. W wagonie siedziały dwie kobiety z przodu i jakiś pan (~30lat) pięć miejsc przede mną. Tak że byłem dość dobrym obserwatorem całej akcji. Gdy panowie demonstrowali swoją tężyznę fizyczną, niszcząc wagon. Doszli do wniosku ze nuda i brak adrenaliny. Podeszli do pana siedzącego i obrzucili go łaciną podwórkową. Doszło też do ręcznych zaczepek ale Pan nie reagował. Nie wiedział ze jeszcze ktoś jest w tym wagonie oprócz nich. Mnie nie widział, a oprawcy tylko czekali na moją reakcje. Cały dramat trwał około 10 min, później wysiedli. Dałem na wstrzymanie bo nie jedno w życiu widziałem i gdy nie leje sie krew to lepiej nie reagować. Czułem strach i zagrożenie i nie tylko tego pana ale własne. Jak by zaczęli katować ludzi pomógłbym nie patrząc na wynik końcowy całej zadymy.
Epizod 2
Ide chodnikiem i widzę jak młody człowiek (20 lat) biegnie z naprzeciwka. Biegł bardzo szybko, slalomem mijał przechodniów. Gdy ledwo wyminął kobietę w starczym wieku (prawie staranował), następny byłem ja do obiegnięcia. A ze mój marsz jest szybszy niż w większości ludzi, sprinter nie zdążył nanieść korekty na wyznaczoną trase. W dodatku był na co najmniej jednym dopingu. Widząc co się dzieje, mogłem zrobić unik by biegacz przebiegł dalej taranując następne osoby. Co zrobiłem? każdy by zrobił inaczej nie było czasu na jakieś dodatkowe przemyślenia, działo się to tak szybko.
Opwiadam dalej . Szedłem prosto tak jak bym go nie widział, tym bardziej że wbijał mi się centralnie na lewy bark. BUUUUM
W efekcie zderzenia moja górna cześć korpusu obróciła się o jakieś 45' zaś taran odbijając się ode mnie upadł 5 metrów dalej.
Wstał i ruszył do mnie z pretensjami. Widząc że chłopak nie żartuje, podszedłem do niego i złapałem go za ramie. W tym czasie dostrzegłem że nie był sam i za kilka sekund będą przy mnie jego kompani. Po chwili, poszkodowany doszedł do siebie i agresja mu przeszła. Puściłem gościa i oddaliłem się z zamierzonym kierunku. Koledzy pomogli mu sie pozbierać mnie nie zaczepili. Odszedłem... serce waliło jak dzwon.
Ide chodnikiem i widzę jak młody człowiek (20 lat) biegnie z naprzeciwka. Biegł bardzo szybko, slalomem mijał przechodniów. Gdy ledwo wyminął kobietę w starczym wieku (prawie staranował), następny byłem ja do obiegnięcia. A ze mój marsz jest szybszy niż w większości ludzi, sprinter nie zdążył nanieść korekty na wyznaczoną trase. W dodatku był na co najmniej jednym dopingu. Widząc co się dzieje, mogłem zrobić unik by biegacz przebiegł dalej taranując następne osoby. Co zrobiłem? każdy by zrobił inaczej nie było czasu na jakieś dodatkowe przemyślenia, działo się to tak szybko.
Opwiadam dalej . Szedłem prosto tak jak bym go nie widział, tym bardziej że wbijał mi się centralnie na lewy bark. BUUUUM
W efekcie zderzenia moja górna cześć korpusu obróciła się o jakieś 45' zaś taran odbijając się ode mnie upadł 5 metrów dalej.
Wstał i ruszył do mnie z pretensjami. Widząc że chłopak nie żartuje, podszedłem do niego i złapałem go za ramie. W tym czasie dostrzegłem że nie był sam i za kilka sekund będą przy mnie jego kompani. Po chwili, poszkodowany doszedł do siebie i agresja mu przeszła. Puściłem gościa i oddaliłem się z zamierzonym kierunku. Koledzy pomogli mu sie pozbierać mnie nie zaczepili. Odszedłem... serce waliło jak dzwon.
Racja, dałem nie najlepsze przykłady ale za to z życia wzięte :)
Przemoc NIE fizyczna... a czy forum 3M jest naszym/moim otoczeniem?
Jestem tu od niedawna i nie raz widziałem przemoc czarno na białym.
Co z tym robimy? Większość nic nie robi, czasem zapali czerwoną lampkę.
Kilka osób stanie w obronie napiętnowanych. Mi osobiście jest przykro gdy widzę taką sytuacje, nie robię nic.
Przemoc NIE fizyczna... a czy forum 3M jest naszym/moim otoczeniem?
Jestem tu od niedawna i nie raz widziałem przemoc czarno na białym.
Co z tym robimy? Większość nic nie robi, czasem zapali czerwoną lampkę.
Kilka osób stanie w obronie napiętnowanych. Mi osobiście jest przykro gdy widzę taką sytuacje, nie robię nic.
"Wszyscy jesteśmy agresywnymi zwierzętami"
Swięta Prawda, przed którą klękam każdego dnia.
ps
"Pani jest a g r e s y w n a. Ludzie tacy nie są"
Ta Bestia we mnie kladzie się na wznak i przegrywa z głupotą i ograniczoną wyobraznią...
God grant me the serenity
to accept the things I cannot change;
courage to change the things I can;
and wisdom to know the difference... (Serenity Prayer)
Swięta Prawda, przed którą klękam każdego dnia.
ps
"Pani jest a g r e s y w n a. Ludzie tacy nie są"
Ta Bestia we mnie kladzie się na wznak i przegrywa z głupotą i ograniczoną wyobraznią...
God grant me the serenity
to accept the things I cannot change;
courage to change the things I can;
and wisdom to know the difference... (Serenity Prayer)
po urodzeniu Pierwszego Dziecka zabrano mi je i nie pokazano nawet na chwilę. Jak najszybciej ogarnęłam się i wczołgałam do sali gdzie jakaś młoda koza ofukała mnie za to, że dotknęłam bosych, odkrytych stópek MOJEGO Maleństwa. Przełknęłam łzy i przypomniałam sobie "trening"...
Kilka dni póżniej, dwie "specjalistki od karmienia piersia" roztaczały opiekę nade mną i Dzieckiem. Jedna, w gumowej rękawicy, miętosiła moją pierś i na siłę pakowała ją do ust krzyczącego Dziecka. Druga w tym czasie przyciskała główkę Maluszka, który bronił sie jak mogł.
Trening zadziałał Panie Manson... :)
Kiedy Alina wyjęła Dziecko z moich ramion i rzuciła z usmiechem:
"Mama jest niedobra? Chodz, ciocia Cię ukocha" czuwająca we mnie Bestia zerwała się natychmiast.
Tylko dzięki "treningowi" nie rozniosłam tej czarnej małpy i całej sali.
Przewinęłam usrane po pas Dziecko i zabroniłam zbliżać się do Niego.
Przed wieczorem Maluszek był juz przy mnie 24/dobę.
Alina wciąż przemierza korytarze i wiele się nie zmienila. Sprawdzilam przy kolejnym porodzie :)
ps
a tu przykład dlaczego lubię koty i Psy na dwóch nogach
https://www.youtube.com/watch?v=UB6ElCSKXFI
Kilka dni póżniej, dwie "specjalistki od karmienia piersia" roztaczały opiekę nade mną i Dzieckiem. Jedna, w gumowej rękawicy, miętosiła moją pierś i na siłę pakowała ją do ust krzyczącego Dziecka. Druga w tym czasie przyciskała główkę Maluszka, który bronił sie jak mogł.
Trening zadziałał Panie Manson... :)
Kiedy Alina wyjęła Dziecko z moich ramion i rzuciła z usmiechem:
"Mama jest niedobra? Chodz, ciocia Cię ukocha" czuwająca we mnie Bestia zerwała się natychmiast.
Tylko dzięki "treningowi" nie rozniosłam tej czarnej małpy i całej sali.
Przewinęłam usrane po pas Dziecko i zabroniłam zbliżać się do Niego.
Przed wieczorem Maluszek był juz przy mnie 24/dobę.
Alina wciąż przemierza korytarze i wiele się nie zmienila. Sprawdzilam przy kolejnym porodzie :)
ps
a tu przykład dlaczego lubię koty i Psy na dwóch nogach
https://www.youtube.com/watch?v=UB6ElCSKXFI
Randall:
po urodzeniu Pierwszego Dziecka zabrano mi je i nie pokazano nawet na chwilę. Jak najszybciej ogarnęłam się i wczołgałam do sali gdzie jakaś młoda koza ofukała mnie za to, że dotknęłam bosych, odkrytych stópek MOJEGO Maleństwa. Przełknęłam łzy i przypomniałam sobie "trening"...
Czemu nie mogłaś dotknąć swojego dziecka?
Na oddziale nie nosi się gumowych rękawic, tylko lateksowe, winylowe czy nitrylowe.Jeżeli dotykała Cię w rękawiczkach, to tylko się ciesz. Twoje dziecko nie lizało obcych zarazków z czyjejś dłoni.
po urodzeniu Pierwszego Dziecka zabrano mi je i nie pokazano nawet na chwilę. Jak najszybciej ogarnęłam się i wczołgałam do sali gdzie jakaś młoda koza ofukała mnie za to, że dotknęłam bosych, odkrytych stópek MOJEGO Maleństwa. Przełknęłam łzy i przypomniałam sobie "trening"...
Czemu nie mogłaś dotknąć swojego dziecka?
Na oddziale nie nosi się gumowych rękawic, tylko lateksowe, winylowe czy nitrylowe.Jeżeli dotykała Cię w rękawiczkach, to tylko się ciesz. Twoje dziecko nie lizało obcych zarazków z czyjejś dłoni.
"Ktoś z waszego otoczenia zachowuje się niestosownie wobec osoby lub grupy osób."
Czyli tylko do wybranych egzemplarzy.
" Nie dochodzi co prawda do przemocy fizycznej ale agresor wobec osób przez siebie wybranych zachowuje się jak ostatnie bydlę."
Przemoc to przemoc, nie ważne czy werbalna czy fizyczna. Przed każdą przemocą trzeba się bronić i reagować na jej przejawy.
Generalnie mam w pupie osoby które dają sobą pomiatać - wolna wola, ich wybór. Ale jeśli proceder odbywa się w mojej obecności to już nie jest tylko ich sprawa. Nie toleruję niewłaściwych zachowań w mojej obecności i nie omieszkam tego wyrazić. Ale robię to tylko z czysto egoistycznych pobudek - mój świat, moje życie i moje zasady. Po prostu w mojej obecności trzeba umieć się zachować, bo inaczej jest problem.
Czyli tylko do wybranych egzemplarzy.
" Nie dochodzi co prawda do przemocy fizycznej ale agresor wobec osób przez siebie wybranych zachowuje się jak ostatnie bydlę."
Przemoc to przemoc, nie ważne czy werbalna czy fizyczna. Przed każdą przemocą trzeba się bronić i reagować na jej przejawy.
Generalnie mam w pupie osoby które dają sobą pomiatać - wolna wola, ich wybór. Ale jeśli proceder odbywa się w mojej obecności to już nie jest tylko ich sprawa. Nie toleruję niewłaściwych zachowań w mojej obecności i nie omieszkam tego wyrazić. Ale robię to tylko z czysto egoistycznych pobudek - mój świat, moje życie i moje zasady. Po prostu w mojej obecności trzeba umieć się zachować, bo inaczej jest problem.
Do skutku czasami nie da rady upominać osoby wulgarnej.
Najpierw trzeba znać przyczynę i rozgryść czym sobie na to " zasłużyliśmy"
Jeżeli agresor rzuca w kierunku nas wyzwiska i groźby, nie powinniśmy sobie na to pozwolić, zwłaszcza, jeżeli jesteśmy bogu ducha winni.
W mojej pracy niejednokrotnie ja, czy moje koleżanki byłyśmy wyzywane od pacjentów od różnych, opluwane, czy nawet kopane, ale to był wynik guza mózgu, udaru, delirium, alzheimera czy upojenia alkoholowego, choroby psychicznej itd... W powyższych przypadkach ciągłe upominanie, prośby czy potyczka słowna nie ma żadnego sensu.
Najpierw trzeba znać przyczynę i rozgryść czym sobie na to " zasłużyliśmy"
Jeżeli agresor rzuca w kierunku nas wyzwiska i groźby, nie powinniśmy sobie na to pozwolić, zwłaszcza, jeżeli jesteśmy bogu ducha winni.
W mojej pracy niejednokrotnie ja, czy moje koleżanki byłyśmy wyzywane od pacjentów od różnych, opluwane, czy nawet kopane, ale to był wynik guza mózgu, udaru, delirium, alzheimera czy upojenia alkoholowego, choroby psychicznej itd... W powyższych przypadkach ciągłe upominanie, prośby czy potyczka słowna nie ma żadnego sensu.
Graszka, taki chory nic nie kojarzy, niczego nie pamięta. To przypadki kliniczne i nie ma sensu na takie coś reagować osobiście tylko przyjąć jak objaw przypadłości! Nie ma wtedy sensu reagować skoro mózg i tak nie koduje i nie wie co czyni. Najlepiej działa plasterek albo balsam do ust z napisem "kropelka" :)
pontianac - ja miałam taką historię z kierownikiem magazynu.
Magazynierzy załadowali nie do końca to co miało być - no to ja z drobną sugestią do kierownika, czy może im zwrócić uwagę - jeszcze za róg nie wyszłam a tu takie wiązanki leciały po magazynie że przykro było słuchać. Ja - zwykły pracownik innego działu, on - kierownik logistyki z bożej łaski. Przeczekałam, ochłonęłam i poszłam pomówić z nim w 4oczy: "Ziutek, jak ty się zwracasz do swoich pracowników!? Przecież to ludzie, nie zwierzęta! Nie możesz tak do nich mówić! Jesteś ich szefem a szef powinien dawać dobry przykład. Weź się zastanów bo nikt nie będzie chciał z tobą pracować". Gość się zmieszał i tylko zaczął się bardziej pilnować. Ale pogadałam z ludźmi z magazynu żeby go ponagrywali. Poszłam do prezesa i szepnęłam mu na ucho żeby zwrócił uwagę jak Ziutek się do ludzi się odnosi, bo mogą być pozwy o mobbing - i moim zdaniem uzasadnione. Na trochę pomogło, gość nadal pracuje ale nie ma już kontaktu z ludźmi jako przełożony.
Fakt że pogorszyło to moje stosunki z tym gościem, ale takich "znajomych" to ja mieć nie chcę.
Magazynierzy załadowali nie do końca to co miało być - no to ja z drobną sugestią do kierownika, czy może im zwrócić uwagę - jeszcze za róg nie wyszłam a tu takie wiązanki leciały po magazynie że przykro było słuchać. Ja - zwykły pracownik innego działu, on - kierownik logistyki z bożej łaski. Przeczekałam, ochłonęłam i poszłam pomówić z nim w 4oczy: "Ziutek, jak ty się zwracasz do swoich pracowników!? Przecież to ludzie, nie zwierzęta! Nie możesz tak do nich mówić! Jesteś ich szefem a szef powinien dawać dobry przykład. Weź się zastanów bo nikt nie będzie chciał z tobą pracować". Gość się zmieszał i tylko zaczął się bardziej pilnować. Ale pogadałam z ludźmi z magazynu żeby go ponagrywali. Poszłam do prezesa i szepnęłam mu na ucho żeby zwrócił uwagę jak Ziutek się do ludzi się odnosi, bo mogą być pozwy o mobbing - i moim zdaniem uzasadnione. Na trochę pomogło, gość nadal pracuje ale nie ma już kontaktu z ludźmi jako przełożony.
Fakt że pogorszyło to moje stosunki z tym gościem, ale takich "znajomych" to ja mieć nie chcę.