Widok
Nikt ważny, może tylko wydaje Ci się, że problemów nie da się rozwiązać.
Śmierć nie rozwiąże niczego.
Założenie tego wątku, jest Twoim wołaniem o pomoc, a to oznacza, że istnieje jeszcze iskierka nadziei.
Może napisz co Cię gryzie..Czasem ulgę w większym lub mniejszym stopniu przynosi wygadanie swoich żali.
Śmierć nie rozwiąże niczego.
Założenie tego wątku, jest Twoim wołaniem o pomoc, a to oznacza, że istnieje jeszcze iskierka nadziei.
Może napisz co Cię gryzie..Czasem ulgę w większym lub mniejszym stopniu przynosi wygadanie swoich żali.
Bo trzeba umieć dostrzegać pozytywne strony sytuacji!
Jeśli dziś umrze, to nie będzie musiał spędzać świąt samotnie.
A jeśli będzie spędzał święta samemu, to przynajmniej dziś nie umrze.
A on widzi tylko złe strony: umrze dziś i święta będzie spędzać samotnie.
Czyli z logicznego punktu widzenia, depresja przysłania mu realny obraz rzeczywistości.
Potrzeba mu antydepresantów:)
Jeśli dziś umrze, to nie będzie musiał spędzać świąt samotnie.
A jeśli będzie spędzał święta samemu, to przynajmniej dziś nie umrze.
A on widzi tylko złe strony: umrze dziś i święta będzie spędzać samotnie.
Czyli z logicznego punktu widzenia, depresja przysłania mu realny obraz rzeczywistości.
Potrzeba mu antydepresantów:)
Podpucha, nie podpucha....
W kazdym razie fajnie jest przeczytac dobre slowo od obcych sobie ludzi, szczegolnie jesli najblizsi zawiedli... Dziekuje Wam.....
Sam nie wiem czemu napisalem, kolejna noc ze tylko odliczam wybijane za sciana u sasiada godziny bez snu.
Moze macie racje ale nie mysle zeby wypowiadanie swoich smutkow kogos interesowalo.
Ale czulem ze powinienem Wam podziekowac ze chociaz ktos przeczytal te moje mysli......
Dziekuje. To by bylo na tyle...
W kazdym razie fajnie jest przeczytac dobre slowo od obcych sobie ludzi, szczegolnie jesli najblizsi zawiedli... Dziekuje Wam.....
Sam nie wiem czemu napisalem, kolejna noc ze tylko odliczam wybijane za sciana u sasiada godziny bez snu.
Moze macie racje ale nie mysle zeby wypowiadanie swoich smutkow kogos interesowalo.
Ale czulem ze powinienem Wam podziekowac ze chociaz ktos przeczytal te moje mysli......
Dziekuje. To by bylo na tyle...
Rzeczywiście, dziwak z tego 2pac'a.
Przecież korzystanie z dziwek jest upokarzające dla faceta.
I stawia go w nieciekawym świetle - jako nieudacznika i wszystko co najgorsze.
Przecież tyle kobiet chętnych wokoło.
Takich co chętne, co własnym lokum dysponują i jeszcze obiad ugotują.
Kim trzeba być, by za to płacić?
Trochę też mnie dziwi reakcja kobiet, że nie zwalczają tej nieuczciwej konkurencji;)
Przecież korzystanie z dziwek jest upokarzające dla faceta.
I stawia go w nieciekawym świetle - jako nieudacznika i wszystko co najgorsze.
Przecież tyle kobiet chętnych wokoło.
Takich co chętne, co własnym lokum dysponują i jeszcze obiad ugotują.
Kim trzeba być, by za to płacić?
Trochę też mnie dziwi reakcja kobiet, że nie zwalczają tej nieuczciwej konkurencji;)
prostytutki nie sa konkurencja kobiet
sa wytworem potrzeb mezczyzn!
zreszta meskie p.sa wytworem potrzeb kobiet..jest ich tylko duzo m,niej i nie maja siedziby ogolnej
wyobraz sobie,ze niektórzy faceci wola zapłacic za seks niz zrobic sobie przyjemnosc i jeszcze wtarabanic sie do domu...na schabowy z winkiem
sami zas uracza obecnoscia swoja te uczte--i to jest wszystko czym potrafia sie podzielic z kobieta
nie wiem ,która forma jest gorsza?
sa wytworem potrzeb mezczyzn!
zreszta meskie p.sa wytworem potrzeb kobiet..jest ich tylko duzo m,niej i nie maja siedziby ogolnej
wyobraz sobie,ze niektórzy faceci wola zapłacic za seks niz zrobic sobie przyjemnosc i jeszcze wtarabanic sie do domu...na schabowy z winkiem
sami zas uracza obecnoscia swoja te uczte--i to jest wszystko czym potrafia sie podzielic z kobieta
nie wiem ,która forma jest gorsza?
juz pisalam --niektórym panom wydaje sie ,ze wystarczy aby spodnie mieli na t..
a kobieta samotna bedzie piiiszczec z zachwytu!
zrobi dobrze,da jesc,pic ,przenocuje...kawke,zaprosi do kina,
jeszcze ranki opatrzy
i kase pozyczy
na wieczne oddanie--
to jest wg nich--------- zaradnosc męska!
no to nasz forumowy restaurator jawi mis ie jak ksiaze teraz......
:(:(
a kobieta samotna bedzie piiiszczec z zachwytu!
zrobi dobrze,da jesc,pic ,przenocuje...kawke,zaprosi do kina,
jeszcze ranki opatrzy
i kase pozyczy
na wieczne oddanie--
to jest wg nich--------- zaradnosc męska!
no to nasz forumowy restaurator jawi mis ie jak ksiaze teraz......
:(:(
Niestety, ale to nie są moje poglądy - w takich czasach przyszło nam żyć.
To nie są oczekiwania mężczyzn, aby kobiety takie były.
To kobiety walczą z konkurencją, chcąc utrzymać się na rynku.
Która nie chce być ciągle sama, ta się dostosuje.
A może to kobiety coraz bardziej upodabniają się do mężczyzn?
Zapraszają do siebie, na kolację, by zwyczajnie sobie coś przelecieć.
Tylko faceci nie są tym zgorszeni i tyle.
Za to kobiety są zgorszone, niezależnie od tego kto jest drapieżnikiem a kto ofiarą:d
>prostytutki nie sa konkurencja kobiet
>sa wytworem potrzeb mezczyzn!
Tak sobie wmawiaj - wszystko to nasza wina:D
Może i mamy swoje potrzeby, ale gdyby kobiety w swej nikczemności nie chciały ich wykorzystać by wyłudzać pieniądze od tych nieszczęśników, to nie byłoby tematu.
Faceci w tym układzie są ofiarami!
Ofiarami biologii i podłych kobiet!
Takie jest moje zdanie i jego będę się trzymał:d
To nie są oczekiwania mężczyzn, aby kobiety takie były.
To kobiety walczą z konkurencją, chcąc utrzymać się na rynku.
Która nie chce być ciągle sama, ta się dostosuje.
A może to kobiety coraz bardziej upodabniają się do mężczyzn?
Zapraszają do siebie, na kolację, by zwyczajnie sobie coś przelecieć.
Tylko faceci nie są tym zgorszeni i tyle.
Za to kobiety są zgorszone, niezależnie od tego kto jest drapieżnikiem a kto ofiarą:d
>prostytutki nie sa konkurencja kobiet
>sa wytworem potrzeb mezczyzn!
Tak sobie wmawiaj - wszystko to nasza wina:D
Może i mamy swoje potrzeby, ale gdyby kobiety w swej nikczemności nie chciały ich wykorzystać by wyłudzać pieniądze od tych nieszczęśników, to nie byłoby tematu.
Faceci w tym układzie są ofiarami!
Ofiarami biologii i podłych kobiet!
Takie jest moje zdanie i jego będę się trzymał:d
jasne ze mozna zaprosic do kina i nie trzeba miec nadzianego goscia-
który stawia non stop i nie wiem co..
nie kazdego stac na to
maja tez zobowiazania wobec byłej rodziny..
no i fajnemu facetowi warto tez zrobic niespodzianke ....
mozna i do domu zaprosic
ja nie jestem jaskiniowcem------
.. kontekst całosci --mówi za siebie w tym przypadku
och jak ja znam takich evemenezerów--po co zaprosic gdzies?--szkoda kasy!
pan musi miec na internet,zeby romansowac z kilkoma naraz
u kazdej inna atrakcja i inna przystawka..
taki ktos korzysta ze wszystkich promocji wsieci!
moj były tez miał podejscie tego typu--po co ma płacic --zostawi u byłej zony!
jak ona moze nie chciec--to przeciez f..o?
który stawia non stop i nie wiem co..
nie kazdego stac na to
maja tez zobowiazania wobec byłej rodziny..
no i fajnemu facetowi warto tez zrobic niespodzianke ....
mozna i do domu zaprosic
ja nie jestem jaskiniowcem------
.. kontekst całosci --mówi za siebie w tym przypadku
och jak ja znam takich evemenezerów--po co zaprosic gdzies?--szkoda kasy!
pan musi miec na internet,zeby romansowac z kilkoma naraz
u kazdej inna atrakcja i inna przystawka..
taki ktos korzysta ze wszystkich promocji wsieci!
moj były tez miał podejscie tego typu--po co ma płacic --zostawi u byłej zony!
jak ona moze nie chciec--to przeciez f..o?
Nigdy nie twierdziłem, że kogoś mam.
Tylko, że jestem zajęty:)
I widać, że masz jakiś problem, poważny problem z mężczyznami:)
Całą winę zrzucasz na facetów, nie dostrzegając jakie są kobiety.
Wcale też nie oceniam tych kobiet.
Ale kobiety stają się coraz bardziej wyzwolone.
U jednych oznacza to przejęcie inicjatywy i zaproszenie do kina (bez popcornu).
U innych złożenia propozycji seksualnej o której wspomniałem.
Dlatego (wracając do głównego tematu), facet chcący się zabawić nie powinien płacić prostytutce.
Są kobiety chętne i w potrzebie - którą i on odwzajemnia.
Więc dobrze jest dzielić się tym co mamy:)
To lepsze, moim zdaniem, niż jeśli oboje skorzystaliby z osób pobierających za to pieniądze.
Tylko, że jestem zajęty:)
I widać, że masz jakiś problem, poważny problem z mężczyznami:)
Całą winę zrzucasz na facetów, nie dostrzegając jakie są kobiety.
Wcale też nie oceniam tych kobiet.
Ale kobiety stają się coraz bardziej wyzwolone.
U jednych oznacza to przejęcie inicjatywy i zaproszenie do kina (bez popcornu).
U innych złożenia propozycji seksualnej o której wspomniałem.
Dlatego (wracając do głównego tematu), facet chcący się zabawić nie powinien płacić prostytutce.
Są kobiety chętne i w potrzebie - którą i on odwzajemnia.
Więc dobrze jest dzielić się tym co mamy:)
To lepsze, moim zdaniem, niż jeśli oboje skorzystaliby z osób pobierających za to pieniądze.
nie wiem jakie ty masz potrzeby
ale ja rozumiem facetów,którzy maja czasem ..duze cisnienie
i nawet sport tego nie zniweluje
nie pochwalam prostytucji bo ..w tej branzy kobiety sa traktowane jak rzeczy..mało ze kobiety...
i zwyczajnie krzywdzone
i nie tylko kobiety..ale nie o skrajnej patologii..i wynaturzeniach mówimy --a
O ogromnej potrzebie seksu i braku mozliwosci wspolzycia z kims
braku partnera
i nie tylko seksu..nawet przytulenia sie i pogadania z druga plcia--
bo po to faceci tez chadzaja do przybytku
poki co nikt nie chce pakowac w siebie bromu-
a szuka sposobu -
wiec l;epiej zeby zrobił to z kobieta,którz sie oferuje niz miałby zaciagnac kogos w kraki bez zgody
chyba to lepsze rozwiazanie?
---
a co do mnie
spotkalam sporo roznych drani becwałów..
ale ochoty nie straciłam
i wiary w istnienie prawdziwków tez
spokojna twoja głowa...:)
ale ja rozumiem facetów,którzy maja czasem ..duze cisnienie
i nawet sport tego nie zniweluje
nie pochwalam prostytucji bo ..w tej branzy kobiety sa traktowane jak rzeczy..mało ze kobiety...
i zwyczajnie krzywdzone
i nie tylko kobiety..ale nie o skrajnej patologii..i wynaturzeniach mówimy --a
O ogromnej potrzebie seksu i braku mozliwosci wspolzycia z kims
braku partnera
i nie tylko seksu..nawet przytulenia sie i pogadania z druga plcia--
bo po to faceci tez chadzaja do przybytku
poki co nikt nie chce pakowac w siebie bromu-
a szuka sposobu -
wiec l;epiej zeby zrobił to z kobieta,którz sie oferuje niz miałby zaciagnac kogos w kraki bez zgody
chyba to lepsze rozwiazanie?
---
a co do mnie
spotkalam sporo roznych drani becwałów..
ale ochoty nie straciłam
i wiary w istnienie prawdziwków tez
spokojna twoja głowa...:)
Nie wiem po co chodzi się do takich przybytków - nigdy nie byłem.
Z kobietami problemów też nigdy nie miałem.
Trafiałem na różne, ale... sam nie wiem, może jestem mniej krytyczny niż inni.
Owszem, uwielbiam krytykować poglądy i decyzję - przynajmniej na forum:)
Ale jednostki, jako całokształt, postrzegałem zawsze pozytywnie.
Albo tak, albo wcale - bo odchodziłem w swoją stronę.
Prostytucji nie popieram, w żadnej formie.
Gdy jednak kobieta ma ochotę zaprosić faceta do siebie, przelecieć i ugotować mu obiad, to kim ja jestem by to krytykować?
Ludzie robią dużo gorszych rzeczy;)
Tym bardziej nie będę krytykował faceta, że się na to godzi.
I czy trudno się dogadać i znaleźć taką osobę?
No nie wiem, ja dostawałem propozycję.
Facetów szukających takiego układu też chyba nie brakuje?
Skoro jest podaż i popyt, to tylko się cieszyć:)
Z kobietami problemów też nigdy nie miałem.
Trafiałem na różne, ale... sam nie wiem, może jestem mniej krytyczny niż inni.
Owszem, uwielbiam krytykować poglądy i decyzję - przynajmniej na forum:)
Ale jednostki, jako całokształt, postrzegałem zawsze pozytywnie.
Albo tak, albo wcale - bo odchodziłem w swoją stronę.
Prostytucji nie popieram, w żadnej formie.
Gdy jednak kobieta ma ochotę zaprosić faceta do siebie, przelecieć i ugotować mu obiad, to kim ja jestem by to krytykować?
Ludzie robią dużo gorszych rzeczy;)
Tym bardziej nie będę krytykował faceta, że się na to godzi.
I czy trudno się dogadać i znaleźć taką osobę?
No nie wiem, ja dostawałem propozycję.
Facetów szukających takiego układu też chyba nie brakuje?
Skoro jest podaż i popyt, to tylko się cieszyć:)
...No nie wiem, ja dostawałem propozycję.
Jedną? ;)
To jak już go zaprosi, ugotuje ten obiad to powinna jeszcze zaśpiewać, trochę kultury nie zaszkodzi ;)
http://www.youtube.com/watch?v=t5GWmL_dYLI
Jedną? ;)
To jak już go zaprosi, ugotuje ten obiad to powinna jeszcze zaśpiewać, trochę kultury nie zaszkodzi ;)
http://www.youtube.com/watch?v=t5GWmL_dYLI
...Twierdzisz zatem że Jezioro Łabędzie to ................. ?
Twierdzę kategorycznie, że to balet :)
Zakonnicy w przebraniu nie widziałam ( mówię o filmie, rzecz jasna ), ale treść znam i wyczuwam subtelną różnicę między tym filmem a drugim, którego tytuł jednoznacznie sugeruje treść i odważyłabym się go zaliczyć do kultury. Ale może ja się nie znam :)
Może w szkołach prowadzonych przez zakonnice są takie gibkie siostry i uczą w-f, ale ja do takiej szkoły nie chodziłam, więc się nie wypowiem :)
Twierdzę kategorycznie, że to balet :)
Zakonnicy w przebraniu nie widziałam ( mówię o filmie, rzecz jasna ), ale treść znam i wyczuwam subtelną różnicę między tym filmem a drugim, którego tytuł jednoznacznie sugeruje treść i odważyłabym się go zaliczyć do kultury. Ale może ja się nie znam :)
Może w szkołach prowadzonych przez zakonnice są takie gibkie siostry i uczą w-f, ale ja do takiej szkoły nie chodziłam, więc się nie wypowiem :)
czyli pójścia na balet nie zaliczasz do obcowania z kulturą.
Czyli oba filmy to dla ciebie kultura ;]
A zrobienie szpagatu to dla ciebie żadna sztuka czyli nic z kulturą wspólnego nie ma. :P
To tak gwoli podsumowania :)
Ad.to jawna nadinterpretacja ;))
Eeeee to tylko stwierdzenie stanu faktycznego :]
Czyli oba filmy to dla ciebie kultura ;]
A zrobienie szpagatu to dla ciebie żadna sztuka czyli nic z kulturą wspólnego nie ma. :P
To tak gwoli podsumowania :)
Ad.to jawna nadinterpretacja ;))
Eeeee to tylko stwierdzenie stanu faktycznego :]
>Gdy jednak kobieta ma ochotę zaprosić faceta do siebie, przelecieć i ugotować mu obiad, to kim ja jestem by to krytykować?
Taka kobieta, która oferuje takie rzeczy, szuka miłości a nie faceta na jedną noc. A facet, który zamiast prostytutki wybiera taka kobietę, jest zwyczajnym pasożytem, który chce zaspokoić swoje potrzeby.
Więc lepiej żeby skorzystał z usług prostytutki i zapłacił za to. Wtedy układ jest czysty. Nic w tym zdrożnego.
Taka kobieta, która oferuje takie rzeczy, szuka miłości a nie faceta na jedną noc. A facet, który zamiast prostytutki wybiera taka kobietę, jest zwyczajnym pasożytem, który chce zaspokoić swoje potrzeby.
Więc lepiej żeby skorzystał z usług prostytutki i zapłacił za to. Wtedy układ jest czysty. Nic w tym zdrożnego.
>Taka kobieta, która oferuje takie rzeczy, szuka miłości a nie faceta na jedną noc.
Następna!
Skąd wy się bierzecie?
Pogódźcie się wreszcie z tym, że kobiety też szukają facetów na jedną noc.
Wcale nie jesteście takimi aniołkami, a my takimi draniami.
>A facet, który zamiast prostytutki wybiera taka kobietę, jest zwyczajnym pasożytem, który chce zaspokoić swoje potrzeby.
Dziwne, że gdy płcie są odwrócone, to kobieta nie jest pasożytem - wciąż jest aniołkiem, a facet jak zawsze jest zły.
I lepiej zastanówcie się dobrze nad swoim podejściem do innych.
Mizoandryczki nigdy nie kończą dobrze.
>Więc lepiej żeby skorzystał z usług prostytutki i zapłacił za to. Wtedy układ jest czysty. Nic w tym zdrożnego.
Gratuluje poglądów.
Mnie szkoda słów.
Następna!
Skąd wy się bierzecie?
Pogódźcie się wreszcie z tym, że kobiety też szukają facetów na jedną noc.
Wcale nie jesteście takimi aniołkami, a my takimi draniami.
>A facet, który zamiast prostytutki wybiera taka kobietę, jest zwyczajnym pasożytem, który chce zaspokoić swoje potrzeby.
Dziwne, że gdy płcie są odwrócone, to kobieta nie jest pasożytem - wciąż jest aniołkiem, a facet jak zawsze jest zły.
I lepiej zastanówcie się dobrze nad swoim podejściem do innych.
Mizoandryczki nigdy nie kończą dobrze.
>Więc lepiej żeby skorzystał z usług prostytutki i zapłacił za to. Wtedy układ jest czysty. Nic w tym zdrożnego.
Gratuluje poglądów.
Mnie szkoda słów.
>Następna!
Skąd wy się bierzecie?
Kłapouchy, co to za uogólnienia? Uspokój się. Wrzuciłeś wszystkie kobiety do jednego worka? Skąd możesz wiedzieć jak myślimy? Na czym opierasz swoją wiedzę? Na opowiadaniach koleżanek? Przyjaciółek, kochanek?
Powiem Ci jedno, jak kobieta chce przelecieć faceta, to na pewno nie sprowadza sobie go sobie na chatę, nie gotuje mu obiadków i kolacji. Uwierz mi. Kobieta, która tak robi chce również miłości, nie tylko bzykania. Za duże jest ryzyko, że facet nie będzie chciał się od niej odczepić. Będzie znał jej adres itd. Takie rzeczy robi się na bezpiecznym gruncie, z którego zawsze można zwiać.
>Pogódźcie się wreszcie z tym, że kobiety też szukają facetów na jedną noc.
Są, pełno ich jest! Nikt tego nie neguje.
>Wcale nie jesteście takimi aniołkami, a my takimi draniami.
A ktoś tak powiedział? Była mowa o konkretnych przypadkach, o osobach, które chcą zaspokoić swoje potrzeby.
>Mizoandryczki nigdy nie kończą dobrze.
No ja poczułam się urażona, wybacz....
>Gratuluje poglądów.
Jest popyt jest podaż. Sam to napisałeś.
Skąd wy się bierzecie?
Kłapouchy, co to za uogólnienia? Uspokój się. Wrzuciłeś wszystkie kobiety do jednego worka? Skąd możesz wiedzieć jak myślimy? Na czym opierasz swoją wiedzę? Na opowiadaniach koleżanek? Przyjaciółek, kochanek?
Powiem Ci jedno, jak kobieta chce przelecieć faceta, to na pewno nie sprowadza sobie go sobie na chatę, nie gotuje mu obiadków i kolacji. Uwierz mi. Kobieta, która tak robi chce również miłości, nie tylko bzykania. Za duże jest ryzyko, że facet nie będzie chciał się od niej odczepić. Będzie znał jej adres itd. Takie rzeczy robi się na bezpiecznym gruncie, z którego zawsze można zwiać.
>Pogódźcie się wreszcie z tym, że kobiety też szukają facetów na jedną noc.
Są, pełno ich jest! Nikt tego nie neguje.
>Wcale nie jesteście takimi aniołkami, a my takimi draniami.
A ktoś tak powiedział? Była mowa o konkretnych przypadkach, o osobach, które chcą zaspokoić swoje potrzeby.
>Mizoandryczki nigdy nie kończą dobrze.
No ja poczułam się urażona, wybacz....
>Gratuluje poglądów.
Jest popyt jest podaż. Sam to napisałeś.
>Kłapouchy, co to za uogólnienia? Uspokój się. Wrzuciłeś wszystkie kobiety do jednego worka? Skąd możesz wiedzieć jak myślimy? Na czym opierasz swoją wiedzę? Na opowiadaniach koleżanek? Przyjaciółek, kochanek?
Napisałem "następna" a nie "wszystkie" - po raz kolejny, i w ten sam sposób, nadinterpretujesz moje słowa.
A "następna", bo zaczęłaś pisać jak isztar, która zalewa to forum niechęcią do mężczyzn, jak tylko ma okazję (lub może sobie ją stworzyć - co w jej przypadku nie jest trudne).
>Powiem Ci jedno, jak kobieta chce przelecieć faceta, to na pewno nie sprowadza sobie go sobie na chatę, nie gotuje mu obiadków i kolacji.
Robią tak.
Nauczyły się tego od mężczyzn.
To dobry sposób na uwiedzenie "przez żołądek do serca".
>Uwierz mi. Kobieta, która tak robi chce również miłości, nie tylko bzykania.
Chce tego czego chce.
Twoje uogólnienie zaś jest przykładem robienia z kobiet aniołków.
>Za duże jest ryzyko, że facet nie będzie chciał się od niej odczepić. Będzie znał jej adres itd.
Ryzyko takie same jak w każdej innej sytuacji.
Jak się trafi na świra, to niezależnie od okoliczności on i tak znajdzie sobie adres.
Reszta się odczepi, bo "tego kwiatu jest pół światu".
A szukająca szuka takiego, który wie o co chodzi.
Zresztą ryzyko jest takie same, jak ma facet zapraszając kobietę na kolację do siebie.
>Takie rzeczy robi się na bezpiecznym gruncie, z którego zawsze można zwiać.
W zaludnionym miejscu publicznym?:D
Nie sądzę, by pójście do faceta czy do hotelu było bardziej bezpieczne niż własny dom.
>A ktoś tak powiedział? Była mowa o konkretnych przypadkach, o osobach, które chcą zaspokoić swoje potrzeby.
Ty i isztar.
Rzeczywiście była o tym mowa, a Ty uznałaś, że taka kobieta (która chce tylko zaspokoić potrzeby) szuka miłości, a facet który daje się zaprosić na obiad to pasożyt.
>No ja poczułam się urażona, wybacz....
Byłem zapraszany na kolację, której celem było zaciągnięcie mnie do łóżka, i znam przynajmniej kilkunastu mężczyzn, którzy mięli takie doświadczenia.
Ty nazwałaś pasożytami mnie, moich znajomych i wszystkich innych, którzy dadzą się zaciągnąć do łóżka przez nowoczesne kobiety - które wiedzą czego chcą i do tego dążą.
Takie sytuację zdarzają się dość często i będą coraz częściej - bo w tym kierunku idzie świat (wyzwolenie kobiet).
Więc właściwie pojechałaś po wszystkich mężczyznach.
A później wychwalałaś prostytucję.
Dałaś też do zrozumienia, że właściwym jest, że facet zaprasza kobietę na kolację i pójdzie z nią do łóżka, ale właściwszym od odwrotnej sytuacji jest prostytucja, bo to uczciwy układ.
Czyli, że kobieta musi dostawać jakąś gratyfikację za seks (chociaż w postaci tego obiadu).
W moim mniemaniu sprowadziłaś wszystkie kobiety do roli prostytutek i pojechałaś po facetach, którzy tak nie myślą i godzą się być uwodzonymi przez kobiety.
Poczułaś się urażona?
A pomyślałaś o innych?
Napisałem "następna" a nie "wszystkie" - po raz kolejny, i w ten sam sposób, nadinterpretujesz moje słowa.
A "następna", bo zaczęłaś pisać jak isztar, która zalewa to forum niechęcią do mężczyzn, jak tylko ma okazję (lub może sobie ją stworzyć - co w jej przypadku nie jest trudne).
>Powiem Ci jedno, jak kobieta chce przelecieć faceta, to na pewno nie sprowadza sobie go sobie na chatę, nie gotuje mu obiadków i kolacji.
Robią tak.
Nauczyły się tego od mężczyzn.
To dobry sposób na uwiedzenie "przez żołądek do serca".
>Uwierz mi. Kobieta, która tak robi chce również miłości, nie tylko bzykania.
Chce tego czego chce.
Twoje uogólnienie zaś jest przykładem robienia z kobiet aniołków.
>Za duże jest ryzyko, że facet nie będzie chciał się od niej odczepić. Będzie znał jej adres itd.
Ryzyko takie same jak w każdej innej sytuacji.
Jak się trafi na świra, to niezależnie od okoliczności on i tak znajdzie sobie adres.
Reszta się odczepi, bo "tego kwiatu jest pół światu".
A szukająca szuka takiego, który wie o co chodzi.
Zresztą ryzyko jest takie same, jak ma facet zapraszając kobietę na kolację do siebie.
>Takie rzeczy robi się na bezpiecznym gruncie, z którego zawsze można zwiać.
W zaludnionym miejscu publicznym?:D
Nie sądzę, by pójście do faceta czy do hotelu było bardziej bezpieczne niż własny dom.
>A ktoś tak powiedział? Była mowa o konkretnych przypadkach, o osobach, które chcą zaspokoić swoje potrzeby.
Ty i isztar.
Rzeczywiście była o tym mowa, a Ty uznałaś, że taka kobieta (która chce tylko zaspokoić potrzeby) szuka miłości, a facet który daje się zaprosić na obiad to pasożyt.
>No ja poczułam się urażona, wybacz....
Byłem zapraszany na kolację, której celem było zaciągnięcie mnie do łóżka, i znam przynajmniej kilkunastu mężczyzn, którzy mięli takie doświadczenia.
Ty nazwałaś pasożytami mnie, moich znajomych i wszystkich innych, którzy dadzą się zaciągnąć do łóżka przez nowoczesne kobiety - które wiedzą czego chcą i do tego dążą.
Takie sytuację zdarzają się dość często i będą coraz częściej - bo w tym kierunku idzie świat (wyzwolenie kobiet).
Więc właściwie pojechałaś po wszystkich mężczyznach.
A później wychwalałaś prostytucję.
Dałaś też do zrozumienia, że właściwym jest, że facet zaprasza kobietę na kolację i pójdzie z nią do łóżka, ale właściwszym od odwrotnej sytuacji jest prostytucja, bo to uczciwy układ.
Czyli, że kobieta musi dostawać jakąś gratyfikację za seks (chociaż w postaci tego obiadu).
W moim mniemaniu sprowadziłaś wszystkie kobiety do roli prostytutek i pojechałaś po facetach, którzy tak nie myślą i godzą się być uwodzonymi przez kobiety.
Poczułaś się urażona?
A pomyślałaś o innych?
Mężczyźni, niezależnie od strony po której się znajdują, nie mają w naturze narzekania na swój los i zwalania winy na kobiety.
"Bezwstydne" - w bardzo pozytywnym sensie:)
Inni je nazywają nowoczesnymi, otwartymi... lub singielkami.
Inka, niechęć do kobiecej kokieterii zmienia człowieka (niezależnie od płci) w psa ogrodnika.
A Kłapouchy, jak każdy zdrowy osobnik w wieku rozrodczym, broni się lub ulega w zależności od okoliczności:)
"Bezwstydne" - w bardzo pozytywnym sensie:)
Inni je nazywają nowoczesnymi, otwartymi... lub singielkami.
Inka, niechęć do kobiecej kokieterii zmienia człowieka (niezależnie od płci) w psa ogrodnika.
A Kłapouchy, jak każdy zdrowy osobnik w wieku rozrodczym, broni się lub ulega w zależności od okoliczności:)
A zaproszenie do siebie w wiadomym celu bez ugotowania obiadu?
Lub zaproszenie w celu ugotowania obiadu i akceptacją, że będzie deser i Deser?
Lub zaproszenie w celu ugotowania obiadu?
Tak mnie ciekawi, co jest kluczowym czynnikiem; seks czy obiad?:)
Może z Ciebie bardziej quirkyalone niż singielka.
Singielki korzystając z życia uwzględniają również i seks.
Lub zaproszenie w celu ugotowania obiadu i akceptacją, że będzie deser i Deser?
Lub zaproszenie w celu ugotowania obiadu?
Tak mnie ciekawi, co jest kluczowym czynnikiem; seks czy obiad?:)
Może z Ciebie bardziej quirkyalone niż singielka.
Singielki korzystając z życia uwzględniają również i seks.
Vi...Kłapouchemu wyjście do kina czy na kawę chyba kojarzy się jednoznacznie;)jak to się mówi? "głodnemu chleb na myśli";)
Singielka to wg teorii Kłapouchego to wyzwolona kobieta,która czyha na biednych,zagubionych osobników płci męskiej w jednym ,wiadomym celu;)jakież występne te nowoczesne kobiety;)!!!
Singielka to wg teorii Kłapouchego to wyzwolona kobieta,która czyha na biednych,zagubionych osobników płci męskiej w jednym ,wiadomym celu;)jakież występne te nowoczesne kobiety;)!!!
Nie zapraszam do siebie w celu ugotowania obiadu bo nie umiem i nie lubię gotować, ta droga odpada ;)
Quirkyalone, nie znałam tego określenia, zawsze czegoś nowego można się nauczyć na Forum :) Może i jest we mnie trochę z tej osobowości, odjechana samotna zawsze brzmi lepiej niż stara panna ;)
A Ty Inka uważaj, jak następnym razem pójdziemy do kina ;)
Quirkyalone, nie znałam tego określenia, zawsze czegoś nowego można się nauczyć na Forum :) Może i jest we mnie trochę z tej osobowości, odjechana samotna zawsze brzmi lepiej niż stara panna ;)
A Ty Inka uważaj, jak następnym razem pójdziemy do kina ;)
Kłapouchy...nie bardzo rozumiem porównanie do "psa ogrodnika",to do mnie czy do Ciebie?...jeżeli do mnie to bardzo się mylisz,nie bronię nikomu jedzenia;)niech je na zdrowie tylko żeby to było w dobrym smaku;)ja mam co jeść i na dodatek jem bardzo smacznie:D
Dziwi mnie tylko podejście,że na przykład pójście do kina to połowa drogi,może dla niektórych to już koniec,dla innych zaledwie początek:P
Vi...tak,wyjście do kina okazuje się niebezpieczne;)
Dziwi mnie tylko podejście,że na przykład pójście do kina to połowa drogi,może dla niektórych to już koniec,dla innych zaledwie początek:P
Vi...tak,wyjście do kina okazuje się niebezpieczne;)
Kłapouchy - nie jestem następna, i nie mów tak o mnie po jednej wypowiedzi.
Nie znam wielu takich kobiet o jakich Ty piszesz, może ze dwie, i robią to w inny sposób. Deklarują jednak przy tym jasno, że są niezależne i nie chcą się wiązać. Znajdują do tego chętnych mężczyzn i niech sobie tak żyją.
Ja bym tak nie umiała, i podejrzewam że większość kobiet też nie. Kobiety są zbyt emocjonalne jeżeli chodzi o seks. Zazwyczaj nie potrafią go oddzielić od uczuć.
>Byłem zapraszany na kolację, której celem było zaciągnięcie mnie do łóżka, i znam przynajmniej kilkunastu mężczyzn, którzy mięli takie doświadczenia.
To ja Wam współczuję, nie czujesz się wykorzystany?
Nie pochwalam prostytucji w taki znaczeniu jak Ty to przedstawiasz. Ona zawsze była obecna na tym świecie i nic z tym nie zrobimy. Nie wiem jak nazwać "wyzwoloną kobietę" tak samo nie wiem jak nazwać faceta, który spotyka się z kobietami tylko w wiadomym celu.
Ale czy pochwalanie takich układów jest ok? Czy takie układy są moralnie właściwsze niż prostytucja?
A pomyślałaś o innych?
Właśnie tak.
Nie znam wielu takich kobiet o jakich Ty piszesz, może ze dwie, i robią to w inny sposób. Deklarują jednak przy tym jasno, że są niezależne i nie chcą się wiązać. Znajdują do tego chętnych mężczyzn i niech sobie tak żyją.
Ja bym tak nie umiała, i podejrzewam że większość kobiet też nie. Kobiety są zbyt emocjonalne jeżeli chodzi o seks. Zazwyczaj nie potrafią go oddzielić od uczuć.
>Byłem zapraszany na kolację, której celem było zaciągnięcie mnie do łóżka, i znam przynajmniej kilkunastu mężczyzn, którzy mięli takie doświadczenia.
To ja Wam współczuję, nie czujesz się wykorzystany?
Nie pochwalam prostytucji w taki znaczeniu jak Ty to przedstawiasz. Ona zawsze była obecna na tym świecie i nic z tym nie zrobimy. Nie wiem jak nazwać "wyzwoloną kobietę" tak samo nie wiem jak nazwać faceta, który spotyka się z kobietami tylko w wiadomym celu.
Ale czy pochwalanie takich układów jest ok? Czy takie układy są moralnie właściwsze niż prostytucja?
A pomyślałaś o innych?
Właśnie tak.
>Deklarują jednak przy tym jasno, że są niezależne i nie chcą się wiązać. Znajdują do tego chętnych mężczyzn i niech sobie tak żyją.
Te które znam, niczego nie deklarują, po prostu tak robią.
Nie chwalą się tym - są dość zwyczajne (zwykle też mają koleżanki przekonane o ich wstrzemięźliwości z powodu braku chłopaka).
Wiedzą o tym ci, którzy znajdują się w ich kręgu zainteresowań.
Albo ci, którzy znaleźli się z nimi w łóżku - bo to różnie bywa.
>Ja bym tak nie umiała, i podejrzewam że większość kobiet też nie.
Ciężko ocenić, jak to jest z większością.
Także to, które by nie umiały, a które powstrzymuje brak odwagi, umiejętności i okazji.
>To ja Wam współczuję, nie czujesz się wykorzystany?
Wykorzystywany jest ten, kto zostaje oszukany.
Kogo zwodzi się, że chodzi o coś więcej.
Lubię szczerość i otwartość.
Wolę wiedzieć na czym stoję, niż być mamiony złudzeniami, by na koniec usłyszeć "myślałam, że coś czułam, ale się pomyliłam".
Wiele jest takich kobiet, które udają, że chodzi im o "wielką miłość", a chodzi o wiele innych rzeczy - prócz miłości.
Zdecydowanie bardziej wolę, gdy usłyszę:
"Zerwałam z chłopakiem, brakuje mi czułości i seksu, ale nie jestem gotowa na więcej".
Lub "nie jesteś facetem z którym chciałabym założyć rodzinę i być do końca życia, ale naprawdę mam ochotę się z tobą przespać".
Dzięki temu mogę szukać miłości i doświadczać namiętności bez patrzenia na zegarek czy w portfel i wiem, że drugą stronę moja obecność cieszy równie mocno, co mniej jej.
Cieszy ją, co razem doświadczamy, a nie zapłata za wykonaną robotę.
Nie wchodzę w niepewne związki, więc nie wiem ile czasu mogę być sam.
Mogę znaleźć kogoś za tydzień, za rok, za 10 lub wcale.
Mam swoje potrzeby i nie będę udawał, że jest inaczej.
Tym bardziej, nie będę ich tłamsił - bo to niezdrowe.
"Samotny, biały mężczyzna, po 30..." - tak zaczyna się portret psychologiczny typowego seryjnego mordercy, gwałciciela lub pedofila;)
Nie chcę zostać jednym z nich, więc nie współczuj, sympatyzuj!:)
>Ale czy pochwalanie takich układów jest ok? Czy takie układy są moralnie właściwsze niż prostytucja?
Tak są. Dlatego przytoczyłem je, jako alternatywę dla korzystania z prostytucji.
Inka, skoro masz, a negujesz co lub jak je ktoś inny, to właśnie podpadasz pod tą definicję. Sama tak nie zrobisz a innych za to negujesz.
Żyj i pozwól żyć innym.
Te które znam, niczego nie deklarują, po prostu tak robią.
Nie chwalą się tym - są dość zwyczajne (zwykle też mają koleżanki przekonane o ich wstrzemięźliwości z powodu braku chłopaka).
Wiedzą o tym ci, którzy znajdują się w ich kręgu zainteresowań.
Albo ci, którzy znaleźli się z nimi w łóżku - bo to różnie bywa.
>Ja bym tak nie umiała, i podejrzewam że większość kobiet też nie.
Ciężko ocenić, jak to jest z większością.
Także to, które by nie umiały, a które powstrzymuje brak odwagi, umiejętności i okazji.
>To ja Wam współczuję, nie czujesz się wykorzystany?
Wykorzystywany jest ten, kto zostaje oszukany.
Kogo zwodzi się, że chodzi o coś więcej.
Lubię szczerość i otwartość.
Wolę wiedzieć na czym stoję, niż być mamiony złudzeniami, by na koniec usłyszeć "myślałam, że coś czułam, ale się pomyliłam".
Wiele jest takich kobiet, które udają, że chodzi im o "wielką miłość", a chodzi o wiele innych rzeczy - prócz miłości.
Zdecydowanie bardziej wolę, gdy usłyszę:
"Zerwałam z chłopakiem, brakuje mi czułości i seksu, ale nie jestem gotowa na więcej".
Lub "nie jesteś facetem z którym chciałabym założyć rodzinę i być do końca życia, ale naprawdę mam ochotę się z tobą przespać".
Dzięki temu mogę szukać miłości i doświadczać namiętności bez patrzenia na zegarek czy w portfel i wiem, że drugą stronę moja obecność cieszy równie mocno, co mniej jej.
Cieszy ją, co razem doświadczamy, a nie zapłata za wykonaną robotę.
Nie wchodzę w niepewne związki, więc nie wiem ile czasu mogę być sam.
Mogę znaleźć kogoś za tydzień, za rok, za 10 lub wcale.
Mam swoje potrzeby i nie będę udawał, że jest inaczej.
Tym bardziej, nie będę ich tłamsił - bo to niezdrowe.
"Samotny, biały mężczyzna, po 30..." - tak zaczyna się portret psychologiczny typowego seryjnego mordercy, gwałciciela lub pedofila;)
Nie chcę zostać jednym z nich, więc nie współczuj, sympatyzuj!:)
>Ale czy pochwalanie takich układów jest ok? Czy takie układy są moralnie właściwsze niż prostytucja?
Tak są. Dlatego przytoczyłem je, jako alternatywę dla korzystania z prostytucji.
Inka, skoro masz, a negujesz co lub jak je ktoś inny, to właśnie podpadasz pod tą definicję. Sama tak nie zrobisz a innych za to negujesz.
Żyj i pozwól żyć innym.
>Te które znam, niczego nie deklarują, po prostu tak robią.
>zwykle też mają koleżanki przekonane o ich wstrzemięźliwości z powodu braku chłopaka)
Ja nie wiem jak to nazwać...nasuwa mi się słowo cichodajka, ale nie jest ono odpowiednie. Dla mnie to jest gorsze niż prostytucja. Skrajny egoizm, brak uczuć, brak emocji.
Dlaczego są same? Z wyboru? Czy z przymusu? A może są niedojrzałe i nie potrafią na stałe stworzyć z kimś trwałych relacji? Może dlatego tak świetnie potrafią oddzielić uczucia od popędu?
>Dzięki temu mogę szukać miłości i doświadczać namiętności bez patrzenia na zegarek
A później znajdziesz miłość i dookoła będzie wszędzie pełno koleżanek, przyjaciółek z którymi spałeś. No to gratuluje podejścia do życia i współczuje partnerce.
>Cieszy ją, co razem doświadczamy.
Nie wierze w to, że w takim układzie nie ma żadnych oczekiwań. Osoba normalna, która potrafi nawiązać bliskie relacje nie będzie potrafiła potraktować takiego układu przedmiotowo. Tak potrafią robić tylko osoby z zaburzeniami emocjonalnymi.
>Nie chcę zostać jednym z nich, więc nie współczuj, sympatyzuj!:)
Tobie grozi inny portret psychologiczny....
>Tak są. Dlatego przytoczyłem je, jako alternatywę dla korzystania z prostytucji.
Nie, takie układy nie są moralnie lepsze, ale są alternatywą dla prostytucji.
>Piszę tu od dawna, często zmieniam nicki, pojawiam się i znikam.
I za takie rzeczy nie znoszę internetu....
>zwykle też mają koleżanki przekonane o ich wstrzemięźliwości z powodu braku chłopaka)
Ja nie wiem jak to nazwać...nasuwa mi się słowo cichodajka, ale nie jest ono odpowiednie. Dla mnie to jest gorsze niż prostytucja. Skrajny egoizm, brak uczuć, brak emocji.
Dlaczego są same? Z wyboru? Czy z przymusu? A może są niedojrzałe i nie potrafią na stałe stworzyć z kimś trwałych relacji? Może dlatego tak świetnie potrafią oddzielić uczucia od popędu?
>Dzięki temu mogę szukać miłości i doświadczać namiętności bez patrzenia na zegarek
A później znajdziesz miłość i dookoła będzie wszędzie pełno koleżanek, przyjaciółek z którymi spałeś. No to gratuluje podejścia do życia i współczuje partnerce.
>Cieszy ją, co razem doświadczamy.
Nie wierze w to, że w takim układzie nie ma żadnych oczekiwań. Osoba normalna, która potrafi nawiązać bliskie relacje nie będzie potrafiła potraktować takiego układu przedmiotowo. Tak potrafią robić tylko osoby z zaburzeniami emocjonalnymi.
>Nie chcę zostać jednym z nich, więc nie współczuj, sympatyzuj!:)
Tobie grozi inny portret psychologiczny....
>Tak są. Dlatego przytoczyłem je, jako alternatywę dla korzystania z prostytucji.
Nie, takie układy nie są moralnie lepsze, ale są alternatywą dla prostytucji.
>Piszę tu od dawna, często zmieniam nicki, pojawiam się i znikam.
I za takie rzeczy nie znoszę internetu....
>Dla mnie to jest gorsze niż prostytucja.
Bo zostałaś poddana moherowej indoktrynacji.
Jezus przy prostytutce mówi "kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem" a do uczniów mówi "kto pożądliwie spojrzał na inną kobietę - już z nią zgrzeszył" (parafrazując, bo nie mam czasu wyszukać cytatów).
Kościół wierzy, że sprawy seksu są przeznaczone wyłącznie dla małżeństw.
Mnie te ideologie nie dotyczą.
Ale powiedz mi jeszcze, co w prostytucji jest lepsze?
Co w braniu pieniędzy za seks jest lepsze?
Może kobieta ma więcej przyjemności z seksu będąc prostytutką?
>Dlaczego są same? Z wyboru? Czy z przymusu? A może są niedojrzałe i nie potrafią na stałe stworzyć z kimś trwałych relacji?
To samo pytanie możesz zadać sobie lub 3/4 forumowiczek.
Ty chyba też nikogo nie masz?:) Więc dlaczego?
Myślę, że to sprawa indywidualna.
Ja podałem Ci swoje powody, za innych się nie wypowiem.
A z przymusu, to raczej prostytutki, "dziewczyny" i żony.
>A później znajdziesz miłość i dookoła będzie wszędzie pełno koleżanek, przyjaciółek z którymi spałeś. No to gratuluje podejścia do życia i współczuje partnerce.
:D
Jeśli będzie "pełno" to znaczy, że pełno ludzi będzie tak żyć i nie będzie w tym nic nadzwyczajnego.
Choć pewnie i tak się tego nie dowie.
Osobiście nie chwalę się, gdzie z kim i kiedy - i podobnie z osobami które ze mną sypiają.
Zresztą, czasy się zmieniają.
50 lat temu było "bykowe" więc każdy musiał wejść w związek małżeński albo płacił "karę". Teraz ludzi żyją w związkach lub sami i nie zawracają sobie głowy małżeństwem by uprawiać seks.
Za 25 lat będzie to z pewnością standard (jak było z seksem oralnym).
>Osoba normalna, która potrafi nawiązać bliskie relacje nie będzie potrafiła potraktować takiego układu przedmiotowo.
I nie traktuje. Choć pewnie wyjątki się zdarzają.
Sypiam z dziewczynami które lubię, z którymi dobrze mi się rozmawia i spędza czas.
Tylko nie okłamujemy się, że coś z tego wyniknie, bo mamy szacunek dla miłości.
A jak to jest z Tobą? Bo:
1. Nie wierzysz w prawdziwą miłość
2. Wyznajesz miłość jeśli jesteś pewna, czyli po jakimś dłuższym czasie, jak się upewnisz.
Więc czy to nie jakiś układ?
Czy to nie to samo, co robię ja, tylko bez szczerości?
Chyba, że jak naucza Twoja religia, seks przedmałżeński nie jest Ci znany?
Jesteś dziewicą?
>Nie, takie układy nie są moralnie lepsze,
Moralność każdy ma własną:)
Etyka jest wspólna - rzekomo.
>I za takie rzeczy nie znoszę internetu....
Mój nick nie jest "mną".
Jeśli ktoś mnie czyta uważnie i poznaje przez moje poglądy, to rozpozna mnie niezależnie pod jakim nickiem będę pisać.
Jeśli nie, to przynajmniej nie ocenia moich słów przez pryzmat znajomego nicka.
Bo zostałaś poddana moherowej indoktrynacji.
Jezus przy prostytutce mówi "kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem" a do uczniów mówi "kto pożądliwie spojrzał na inną kobietę - już z nią zgrzeszył" (parafrazując, bo nie mam czasu wyszukać cytatów).
Kościół wierzy, że sprawy seksu są przeznaczone wyłącznie dla małżeństw.
Mnie te ideologie nie dotyczą.
Ale powiedz mi jeszcze, co w prostytucji jest lepsze?
Co w braniu pieniędzy za seks jest lepsze?
Może kobieta ma więcej przyjemności z seksu będąc prostytutką?
>Dlaczego są same? Z wyboru? Czy z przymusu? A może są niedojrzałe i nie potrafią na stałe stworzyć z kimś trwałych relacji?
To samo pytanie możesz zadać sobie lub 3/4 forumowiczek.
Ty chyba też nikogo nie masz?:) Więc dlaczego?
Myślę, że to sprawa indywidualna.
Ja podałem Ci swoje powody, za innych się nie wypowiem.
A z przymusu, to raczej prostytutki, "dziewczyny" i żony.
>A później znajdziesz miłość i dookoła będzie wszędzie pełno koleżanek, przyjaciółek z którymi spałeś. No to gratuluje podejścia do życia i współczuje partnerce.
:D
Jeśli będzie "pełno" to znaczy, że pełno ludzi będzie tak żyć i nie będzie w tym nic nadzwyczajnego.
Choć pewnie i tak się tego nie dowie.
Osobiście nie chwalę się, gdzie z kim i kiedy - i podobnie z osobami które ze mną sypiają.
Zresztą, czasy się zmieniają.
50 lat temu było "bykowe" więc każdy musiał wejść w związek małżeński albo płacił "karę". Teraz ludzi żyją w związkach lub sami i nie zawracają sobie głowy małżeństwem by uprawiać seks.
Za 25 lat będzie to z pewnością standard (jak było z seksem oralnym).
>Osoba normalna, która potrafi nawiązać bliskie relacje nie będzie potrafiła potraktować takiego układu przedmiotowo.
I nie traktuje. Choć pewnie wyjątki się zdarzają.
Sypiam z dziewczynami które lubię, z którymi dobrze mi się rozmawia i spędza czas.
Tylko nie okłamujemy się, że coś z tego wyniknie, bo mamy szacunek dla miłości.
A jak to jest z Tobą? Bo:
1. Nie wierzysz w prawdziwą miłość
2. Wyznajesz miłość jeśli jesteś pewna, czyli po jakimś dłuższym czasie, jak się upewnisz.
Więc czy to nie jakiś układ?
Czy to nie to samo, co robię ja, tylko bez szczerości?
Chyba, że jak naucza Twoja religia, seks przedmałżeński nie jest Ci znany?
Jesteś dziewicą?
>Nie, takie układy nie są moralnie lepsze,
Moralność każdy ma własną:)
Etyka jest wspólna - rzekomo.
>I za takie rzeczy nie znoszę internetu....
Mój nick nie jest "mną".
Jeśli ktoś mnie czyta uważnie i poznaje przez moje poglądy, to rozpozna mnie niezależnie pod jakim nickiem będę pisać.
Jeśli nie, to przynajmniej nie ocenia moich słów przez pryzmat znajomego nicka.
@Kłapouchy
"Jeśli ktoś mnie czyta uważnie i poznaje przez moje poglądy, to rozpozna mnie niezależnie pod jakim nickiem będę pisać."
Nie rozumiem. To czemu zmieniasz nick? Wstydzisz się tego co napisałeś pod poprzednim ? Wstydzisz się swoich poglądów tych np sprzed miesiąca ? :( Uważasz że pisząc pod jednym nie będziesz anonimowy ? boisz się że ktoś na ciebie doniesie :) ? czy chcesz na tych samych osobach zrobić kolejne pierwsze wrażenie ? :/ jaki sens byłby konwersacji jak by każdy co chwila zmieniał nick?
Daj spokój to forum , a nie blog anonimowego celebryty, aby ludzie chcieli ciebie "rozgryźć" :/ , wypisz wszystkie , wybierz jeden i no chyba tyle odwagi , aby pisać pod jednym anonimowym nickiem to masz ? Mogę zapewnić że za swoje poglądy nie zostaniesz spalony na stosie.
"Jeśli ktoś mnie czyta uważnie i poznaje przez moje poglądy, to rozpozna mnie niezależnie pod jakim nickiem będę pisać."
Nie rozumiem. To czemu zmieniasz nick? Wstydzisz się tego co napisałeś pod poprzednim ? Wstydzisz się swoich poglądów tych np sprzed miesiąca ? :( Uważasz że pisząc pod jednym nie będziesz anonimowy ? boisz się że ktoś na ciebie doniesie :) ? czy chcesz na tych samych osobach zrobić kolejne pierwsze wrażenie ? :/ jaki sens byłby konwersacji jak by każdy co chwila zmieniał nick?
Daj spokój to forum , a nie blog anonimowego celebryty, aby ludzie chcieli ciebie "rozgryźć" :/ , wypisz wszystkie , wybierz jeden i no chyba tyle odwagi , aby pisać pod jednym anonimowym nickiem to masz ? Mogę zapewnić że za swoje poglądy nie zostaniesz spalony na stosie.
>Bo zostałaś poddana moherowej indoktrynacji.
Daruj sobie takie teksty, nie rób ze mnie kogoś kim nie jestem, oceniasz mnie przez pryzmat kilku wypowiedzi, a to wcale nie musi świadczyć o tym jakim jestem człowiekiem. Jest to dowód na to, że dyskutowanie o religii przez internet robi więcej szkody niż pożytku. Osoby wierzące i nie kryjące się z tym, zaraz odbierane są jako wyznawcy Rydzyka itd.
>Ale powiedz mi jeszcze, co w prostytucji jest lepsze?
Prostytucja sama w sobie jest zła. Ale jest "uczciwsza" niż rozwiązłość pod przykrywką samotności. Nie ma żadnych podtekstów, czyste zasady. Ty chcesz zaspokoić swoje potrzeby i swój popęd a osoba która Ci to umożliwi, dostanie za to pieniądze. Bez uczuć, bez emocji, bez oczekiwań.
>To samo pytanie możesz zadać sobie lub 3/4 forumowiczek.
Ja nie sypiam z kolegami tylko dlatego, że ktoś ma taką potrzebę, więc nie wiem, a Ty sugerujesz że 3/4 forumowiczek w taki sposób załatwia swoje potrzeby seksualne? Odważne stwierdzenie.
>Ty chyba też nikogo nie masz?:) Więc dlaczego?
Skąd ten wniosek? Pisałam nie raz o tym, że nie chce się uzewnętrzniać na publicznym forum, nie potrzebuję tego. Co jakiś czas starasz się wyciągnąć ze mnie jakieś informacje. Jedyne co Ci powiedziałam to to, ile mam lat. Reszta to Twoje wyobrażenie mojej osoby, które podobno lubisz, ale okazuje się ono zupełnie inne niż ja.
>Jeśli będzie "pełno" to znaczy, że pełno ludzi będzie tak żyć i nie będzie w tym nic nadzwyczajnego.
Jak się otaczasz takimi kobietami to będzie ich pełno ale tylko w Twoim otoczeniu. Jest to zepsucie moralne, bo nie wiem jak inaczej to nazwać.
Jak znajdziesz w końcu tę swoją "miłość" i zacznie się miedzy Wami psuć, to dalej będziesz odwiedzał koleżanki, gdy będą miały potrzebę żebyś je przeleciał albo przytulił?
Skoro jest miedzy Wami wspólny pociąg seksualny, to jak się tego pozbędziesz będąc już w stałym związku?
Jak w ogóle można stworzyć stały związek będąc w takich relacjach z innymi?
>Osobiście nie chwalę się....
Czyli nowy związek już na dzień dobry jest podszyty nieuczciwością. Ja chciałabym wiedzieć z kim spał mój facet i czy te osoby są w pobliżu.
>Sypiam z dziewczynami które lubię, z którymi dobrze mi się rozmawia i spędza czas.
No to czemu nie chcesz stworzyć z taka dziewczyna stałego związku?
>....bo mamy szacunek dla miłości.
Podejrzewam, że nie wiecie w ogóle co to jest, a szacunek to można mieć do siebie bądź drugiej osoby a nie do zjawiska.
>A jak to jest z Tobą?
Co ze mną? O co konkretnie pytasz? Nie wierzę w prawdziwą miłość miedzy kobietą i mężczyzną, wierzę w zakochanie, kochanie, namiętność, przyjaźń i mnóstwo innych rzeczy. Tylko miłość rodzica do dziecka jest prawdziwa, bo trwa wiecznie. Miłość damsko męska jest ulotna, więc nie może być prawdziwa. Już Ci to tłumaczyłam. Ty napisałeś, że jesteś kochliwy, że niewiele Ci potrzeba, więc tym bardziej powinieneś przyznać mi rację.
>seks przedmałżeński nie jest Ci znany?
Jesteś dziewicą?
Matko, Ty naprawdę myślisz, że jestem zakonnicą?! :)
>Moralność każdy ma własną:)
Otóż to, ale oparta powinna być na ogólnych zasadach, jak się to wszystko mija, to nie można nazwać tego moralnością tylko jej brakiem.
>Mój nick nie jest "mną".
Ja jestem szczera i nie muszę pisać pod różnymi nickami, mimo iż ze swoim też nie do końca się utożsamiam. Rób sobie co chcesz, możesz być kim chcesz, raz udawać a raz nie. Nic mi do tego, ale zaufania w ten sposób nie zdobędziesz. Chociaż pewnie Ci na tym nie zależy, nie wnikam.
Daruj sobie takie teksty, nie rób ze mnie kogoś kim nie jestem, oceniasz mnie przez pryzmat kilku wypowiedzi, a to wcale nie musi świadczyć o tym jakim jestem człowiekiem. Jest to dowód na to, że dyskutowanie o religii przez internet robi więcej szkody niż pożytku. Osoby wierzące i nie kryjące się z tym, zaraz odbierane są jako wyznawcy Rydzyka itd.
>Ale powiedz mi jeszcze, co w prostytucji jest lepsze?
Prostytucja sama w sobie jest zła. Ale jest "uczciwsza" niż rozwiązłość pod przykrywką samotności. Nie ma żadnych podtekstów, czyste zasady. Ty chcesz zaspokoić swoje potrzeby i swój popęd a osoba która Ci to umożliwi, dostanie za to pieniądze. Bez uczuć, bez emocji, bez oczekiwań.
>To samo pytanie możesz zadać sobie lub 3/4 forumowiczek.
Ja nie sypiam z kolegami tylko dlatego, że ktoś ma taką potrzebę, więc nie wiem, a Ty sugerujesz że 3/4 forumowiczek w taki sposób załatwia swoje potrzeby seksualne? Odważne stwierdzenie.
>Ty chyba też nikogo nie masz?:) Więc dlaczego?
Skąd ten wniosek? Pisałam nie raz o tym, że nie chce się uzewnętrzniać na publicznym forum, nie potrzebuję tego. Co jakiś czas starasz się wyciągnąć ze mnie jakieś informacje. Jedyne co Ci powiedziałam to to, ile mam lat. Reszta to Twoje wyobrażenie mojej osoby, które podobno lubisz, ale okazuje się ono zupełnie inne niż ja.
>Jeśli będzie "pełno" to znaczy, że pełno ludzi będzie tak żyć i nie będzie w tym nic nadzwyczajnego.
Jak się otaczasz takimi kobietami to będzie ich pełno ale tylko w Twoim otoczeniu. Jest to zepsucie moralne, bo nie wiem jak inaczej to nazwać.
Jak znajdziesz w końcu tę swoją "miłość" i zacznie się miedzy Wami psuć, to dalej będziesz odwiedzał koleżanki, gdy będą miały potrzebę żebyś je przeleciał albo przytulił?
Skoro jest miedzy Wami wspólny pociąg seksualny, to jak się tego pozbędziesz będąc już w stałym związku?
Jak w ogóle można stworzyć stały związek będąc w takich relacjach z innymi?
>Osobiście nie chwalę się....
Czyli nowy związek już na dzień dobry jest podszyty nieuczciwością. Ja chciałabym wiedzieć z kim spał mój facet i czy te osoby są w pobliżu.
>Sypiam z dziewczynami które lubię, z którymi dobrze mi się rozmawia i spędza czas.
No to czemu nie chcesz stworzyć z taka dziewczyna stałego związku?
>....bo mamy szacunek dla miłości.
Podejrzewam, że nie wiecie w ogóle co to jest, a szacunek to można mieć do siebie bądź drugiej osoby a nie do zjawiska.
>A jak to jest z Tobą?
Co ze mną? O co konkretnie pytasz? Nie wierzę w prawdziwą miłość miedzy kobietą i mężczyzną, wierzę w zakochanie, kochanie, namiętność, przyjaźń i mnóstwo innych rzeczy. Tylko miłość rodzica do dziecka jest prawdziwa, bo trwa wiecznie. Miłość damsko męska jest ulotna, więc nie może być prawdziwa. Już Ci to tłumaczyłam. Ty napisałeś, że jesteś kochliwy, że niewiele Ci potrzeba, więc tym bardziej powinieneś przyznać mi rację.
>seks przedmałżeński nie jest Ci znany?
Jesteś dziewicą?
Matko, Ty naprawdę myślisz, że jestem zakonnicą?! :)
>Moralność każdy ma własną:)
Otóż to, ale oparta powinna być na ogólnych zasadach, jak się to wszystko mija, to nie można nazwać tego moralnością tylko jej brakiem.
>Mój nick nie jest "mną".
Ja jestem szczera i nie muszę pisać pod różnymi nickami, mimo iż ze swoim też nie do końca się utożsamiam. Rób sobie co chcesz, możesz być kim chcesz, raz udawać a raz nie. Nic mi do tego, ale zaufania w ten sposób nie zdobędziesz. Chociaż pewnie Ci na tym nie zależy, nie wnikam.
>Daruj sobie takie teksty, nie rób ze mnie kogoś kim nie jestem,
Ale kawałek dalej, napisałaś:
>Jest to zepsucie moralne, bo nie wiem jak inaczej to nazwać.
Tak właśnie nazywają to osoby zindoktrynowane przez mohery:)
>oceniasz mnie przez pryzmat kilku wypowiedzi, a to wcale nie musi świadczyć o tym jakim jestem człowiekiem.
Twoje poglądy świadczą o Tobie.
>Osoby wierzące i nie kryjące się z tym, zaraz odbierane są jako wyznawcy Rydzyka
Nie koniecznie wyznawców rydzyka, ale mieszanka dewoty z faryzeuszem.
Z jednej strony świętoszkowaty z drugiej robiący swoje.
Na przykład Ty, negujesz uprawianie seksu dla seksu, ale nie wierzysz w prawdziwą miłość tylko w namiętność (czyli seks wynikły emocji a nie uczuć), zakochanie (które jest formą umysłowej niepoczytalności wywołanej w celach seksualnych) i "kochanie" - cokolwiek to znaczy u Ciebie.
>Nie ma żadnych podtekstów, czyste zasady. Ty chcesz zaspokoić swoje potrzeby i swój popęd a osoba która Ci to umożliwi, dostanie za to pieniądze.
W prostytucji traktuje się człowieka przedmiotowo, jako narzędzie - masturbator - dla zaspokojenia swoich potrzeb. A druga strona robi to z przymusu lub chciwości i też traktuje klienta przedmiotowo.
To całkiem sporo podtekstów i żadnych czystych zasad.
W seksie dla przyjemności nie ma podtekstów i są czyste zasady.
Oboje wkładają w układ to samo i to samo wynoszą.
Oboje tego chcą i oboje zyskują.
>Ja nie sypiam z kolegami tylko dlatego, że ktoś ma taką potrzebę, więc nie wiem, a Ty sugerujesz że 3/4 forumowiczek w taki sposób załatwia swoje potrzeby seksualne? Odważne stwierdzenie.
To była odpowiedź na słowa:
>Dlaczego są same? Z wyboru? Czy z przymusu?
Kolejne pytania po tym pierwszym są chyba próba znalezienia odpowiedzi?
Więc mowa o samotności, a nie sypianiu.
>Pisałam nie raz o tym, że nie chce się uzewnętrzniać na publicznym forum, nie potrzebuję tego.
Odpowiem Twoimi własnymi słowami:
"Nic mi do tego, ale zaufania w ten sposób nie zdobędziesz. Chociaż pewnie Ci na tym nie zależy, nie wnikam."
Zapytałbym, po co tu jesteś lub jak chcesz rozmawiać bez uzewnętrzniania się, ale to przecież bezcelowe, bo dla odpowiedzi musiałabyś się uzewnętrznić:d
> Jedyne co Ci powiedziałam to to, ile mam lat
Nie powiedziałaś, wykpiłaś się jak zawsze niejednoznaczną odpowiedzią, którą później mogłabyś podważyć.
>Jak znajdziesz w końcu tę swoją "miłość" i zacznie się miedzy Wami psuć, to dalej będziesz odwiedzał koleżanki, gdy będą miały potrzebę żebyś je przeleciał albo przytulił?
Nie, jestem fanatycznie wierny.
Gdy jestem w związku to nawet nie chodzę na kawę 1:1.
>Skoro jest miedzy Wami wspólny pociąg seksualny, to jak się tego pozbędziesz będąc już w stałym związku?
To nie jest pociąg seksualny podszyty uczuciami.
A na pociąg seksualny nie musisz odpowiadać działaniem.
Kontroluje się go umysłem i można ucinać wszelkie przejawy flirtu, by nie zamienić tego w działanie.
To proste, dużo prostsze niż relację z byłą po związku.
>Jak w ogóle można stworzyć stały związek będąc w takich relacjach z innymi?
To nie są stałe relacje i z kilkoma na raz.
To normalna w naszej kulturze poligamia w postaci monogamii sukcesywnej.
Dlatego nie tworzy się związku będąc w takich relacjach - relacje wygasają samoistnie, gdy wchodzi się w związek (właściwie jak się poznaje potencjalną partnerkę).
>Czyli nowy związek już na dzień dobry jest podszyty nieuczciwością. Ja chciałabym wiedzieć z kim spał mój facet i czy te osoby są w pobliżu.
Nieuczciwością byłoby kłamanie.
Chciałabyś wiedzieć, ale czy powinnaś wiedzieć?
Seks dotyczy dwojga ludzi i czy właściwym jest opowiadanie innym z kim to się robi, jak długo i jak często się to robiło?
Myślę, że bez zgody drugiej strony nie powinno się o tym mówić.
Zwykle tak jest, że osoby w związku dzielą się takimi informacjami a później te informacje się rozchodzą.
Lub związek się rozpada i osoby dzielą się informacjami o nas... a często o osobach z którymi spaliśmy, np "a wiesz, to była mojego byłego".
Informacja się rozchodzi i rozchodzi.
Ty je rozpuszczasz i rozpuszcza je druga strona.
A gdy pozwalasz sobie na taki temat, to często pojawiają się pytania o szczegóły i preferencję...
Nie chcesz zdradzić nam, czy jesteś sama, bo nie chcesz się uzewnętrzniać, a chciałabyś by ludzie o Tobie mówili w takim kontekście?
Ja o tym nie mówię - dlatego mam z kim sypiać:)
>No to czemu nie chcesz stworzyć z taka dziewczyna stałego związku?
Byłby to seks dla przyjemności podszyty oszustwem, że chodzi o coś więcej.
To nie byłoby uczciwe, więc w to nie wchodzę.
Naprawdę jest różnica między związkiem z miłości, a udawaniem by kogoś mieć i by mieć z kim to robić.
I seks bez związku nie pozwala na posiadanie oczekiwań, więc człowiek ma dystans, którego utrata często niszczy znajomość.
Potrafię postrzegać moje relacje z ludźmi na wielu płaszczyznach, przeanalizować ich przebieg i ocenić, co nas będzie łączyć i jak daleko możemy zajść.
Nie wchodzę w związki bez przyszłości.
>Podejrzewam, że nie wiecie w ogóle co to jest, a szacunek to można mieć do siebie bądź drugiej osoby a nie do zjawiska.
Do słowa.
Powinnaś to rozumieć, jako osoba która nie rzuca tym słowem na lewo i prawo.
>Nie wierzę w prawdziwą miłość miedzy kobietą i mężczyzną, wierzę w zakochanie, kochanie, namiętność, przyjaźń i mnóstwo innych rzeczy. Tylko miłość rodzica do dziecka jest prawdziwa, bo trwa wiecznie. Miłość damsko męska jest ulotna, więc nie może być prawdziwa.
Więc uprawiasz seks bez miłości.
Pod wpływem chwili, przez zakochanie, z powodu namiętności.
Może różni nas tylko długość tej chwili... i uczciwość.
Ty się okłamujesz, że robisz dobrze, bo akurat teraz coś czujesz - mimo, że to ulotne.
Ja wiem co czuje i które jest tym ulotnym - ale ciesze się seksem nawet pod wpływem ulotnego.
Nie muszę zamykać się w związku, by móc cieszyć się czyimś towarzystwem także na tej cielesnej płaszczyźnie.
Nigdy nie ciekawiło Cię, jak byłoby się przespać z jakimś kolegą?
Albo nie całowałaś się z ciekawości, albo dlatego, że wieczór był udany w towarzystwie tej osoby?
>Matko, Ty naprawdę myślisz, że jestem zakonnicą?! :)
Wiem tylko to co mówisz.
Nie wierzysz w miłość, a seks bez miłości uznajesz za niemoralny, więc albo jesteś prostytutką (co uznajesz za uczciwe) albo dziewicą.
Albo nie jesteś uczciwa wobec mnie... lub siebie.
Wybieraj!:)
>Otóż to, ale oparta powinna być na ogólnych zasadach, jak się to wszystko mija, to nie można nazwać tego moralnością tylko jej brakiem.
Więc, czy seks bez zawarcia małżeństwa jest zły?
Większość go uprawia, więc chyba moralnie jest dobry.
Nie uważasz, że jest zły w przypadku prostytucji.
Uważasz, że jest dobry w przypadku uczucia namiętności (czyli bez uczuć wyższych) lub przy zakochaniu (czyli pod wpływem emocji wynikłych z biologicznego dopasowania czy kulturowej fascynacji).
Nie robię nic ponad to co akceptujesz, więc w czym problem?
Zazdrość?;)
>raz udawać a raz nie.
Nie udaje.
@wdr
A dlaczego w internecie ludzie podpisują się nickami?
Dlaczego są nicki tymczasowe, którymi może się podpisać każdy?
Powinny być same stałki z nazwiskiem, a w sygnaturze pełne dane osobowe!:)
Piszę pod różnymi nickami, bo mam taki kaprys.
Nie jestem tutaj, aby kogoś znaleźć, by się z kimś stąd spotkać, by wyrabiać sobie "imię" moimi wypowiedziami.
Chce tylko pogadać, podyskutować, powymieniać się argumentami, poznać czyjeś opinie.
Przyjemność czerpię z rozmowy.
Nie z rozmawiania z konkretnymi osobami, które w niej uczestniczą.
Dlatego też nie interesuje mnie, czy ktoś może mnie rozgryźć, bo ja także nie jestem istotnym elementem rozmowy.
Istotne jest co mogę do niej wnieść, a nie kto to wnosi.
Towarzystwo wzajemnej adoracji mnie nie interesuje:)
Ale kawałek dalej, napisałaś:
>Jest to zepsucie moralne, bo nie wiem jak inaczej to nazwać.
Tak właśnie nazywają to osoby zindoktrynowane przez mohery:)
>oceniasz mnie przez pryzmat kilku wypowiedzi, a to wcale nie musi świadczyć o tym jakim jestem człowiekiem.
Twoje poglądy świadczą o Tobie.
>Osoby wierzące i nie kryjące się z tym, zaraz odbierane są jako wyznawcy Rydzyka
Nie koniecznie wyznawców rydzyka, ale mieszanka dewoty z faryzeuszem.
Z jednej strony świętoszkowaty z drugiej robiący swoje.
Na przykład Ty, negujesz uprawianie seksu dla seksu, ale nie wierzysz w prawdziwą miłość tylko w namiętność (czyli seks wynikły emocji a nie uczuć), zakochanie (które jest formą umysłowej niepoczytalności wywołanej w celach seksualnych) i "kochanie" - cokolwiek to znaczy u Ciebie.
>Nie ma żadnych podtekstów, czyste zasady. Ty chcesz zaspokoić swoje potrzeby i swój popęd a osoba która Ci to umożliwi, dostanie za to pieniądze.
W prostytucji traktuje się człowieka przedmiotowo, jako narzędzie - masturbator - dla zaspokojenia swoich potrzeb. A druga strona robi to z przymusu lub chciwości i też traktuje klienta przedmiotowo.
To całkiem sporo podtekstów i żadnych czystych zasad.
W seksie dla przyjemności nie ma podtekstów i są czyste zasady.
Oboje wkładają w układ to samo i to samo wynoszą.
Oboje tego chcą i oboje zyskują.
>Ja nie sypiam z kolegami tylko dlatego, że ktoś ma taką potrzebę, więc nie wiem, a Ty sugerujesz że 3/4 forumowiczek w taki sposób załatwia swoje potrzeby seksualne? Odważne stwierdzenie.
To była odpowiedź na słowa:
>Dlaczego są same? Z wyboru? Czy z przymusu?
Kolejne pytania po tym pierwszym są chyba próba znalezienia odpowiedzi?
Więc mowa o samotności, a nie sypianiu.
>Pisałam nie raz o tym, że nie chce się uzewnętrzniać na publicznym forum, nie potrzebuję tego.
Odpowiem Twoimi własnymi słowami:
"Nic mi do tego, ale zaufania w ten sposób nie zdobędziesz. Chociaż pewnie Ci na tym nie zależy, nie wnikam."
Zapytałbym, po co tu jesteś lub jak chcesz rozmawiać bez uzewnętrzniania się, ale to przecież bezcelowe, bo dla odpowiedzi musiałabyś się uzewnętrznić:d
> Jedyne co Ci powiedziałam to to, ile mam lat
Nie powiedziałaś, wykpiłaś się jak zawsze niejednoznaczną odpowiedzią, którą później mogłabyś podważyć.
>Jak znajdziesz w końcu tę swoją "miłość" i zacznie się miedzy Wami psuć, to dalej będziesz odwiedzał koleżanki, gdy będą miały potrzebę żebyś je przeleciał albo przytulił?
Nie, jestem fanatycznie wierny.
Gdy jestem w związku to nawet nie chodzę na kawę 1:1.
>Skoro jest miedzy Wami wspólny pociąg seksualny, to jak się tego pozbędziesz będąc już w stałym związku?
To nie jest pociąg seksualny podszyty uczuciami.
A na pociąg seksualny nie musisz odpowiadać działaniem.
Kontroluje się go umysłem i można ucinać wszelkie przejawy flirtu, by nie zamienić tego w działanie.
To proste, dużo prostsze niż relację z byłą po związku.
>Jak w ogóle można stworzyć stały związek będąc w takich relacjach z innymi?
To nie są stałe relacje i z kilkoma na raz.
To normalna w naszej kulturze poligamia w postaci monogamii sukcesywnej.
Dlatego nie tworzy się związku będąc w takich relacjach - relacje wygasają samoistnie, gdy wchodzi się w związek (właściwie jak się poznaje potencjalną partnerkę).
>Czyli nowy związek już na dzień dobry jest podszyty nieuczciwością. Ja chciałabym wiedzieć z kim spał mój facet i czy te osoby są w pobliżu.
Nieuczciwością byłoby kłamanie.
Chciałabyś wiedzieć, ale czy powinnaś wiedzieć?
Seks dotyczy dwojga ludzi i czy właściwym jest opowiadanie innym z kim to się robi, jak długo i jak często się to robiło?
Myślę, że bez zgody drugiej strony nie powinno się o tym mówić.
Zwykle tak jest, że osoby w związku dzielą się takimi informacjami a później te informacje się rozchodzą.
Lub związek się rozpada i osoby dzielą się informacjami o nas... a często o osobach z którymi spaliśmy, np "a wiesz, to była mojego byłego".
Informacja się rozchodzi i rozchodzi.
Ty je rozpuszczasz i rozpuszcza je druga strona.
A gdy pozwalasz sobie na taki temat, to często pojawiają się pytania o szczegóły i preferencję...
Nie chcesz zdradzić nam, czy jesteś sama, bo nie chcesz się uzewnętrzniać, a chciałabyś by ludzie o Tobie mówili w takim kontekście?
Ja o tym nie mówię - dlatego mam z kim sypiać:)
>No to czemu nie chcesz stworzyć z taka dziewczyna stałego związku?
Byłby to seks dla przyjemności podszyty oszustwem, że chodzi o coś więcej.
To nie byłoby uczciwe, więc w to nie wchodzę.
Naprawdę jest różnica między związkiem z miłości, a udawaniem by kogoś mieć i by mieć z kim to robić.
I seks bez związku nie pozwala na posiadanie oczekiwań, więc człowiek ma dystans, którego utrata często niszczy znajomość.
Potrafię postrzegać moje relacje z ludźmi na wielu płaszczyznach, przeanalizować ich przebieg i ocenić, co nas będzie łączyć i jak daleko możemy zajść.
Nie wchodzę w związki bez przyszłości.
>Podejrzewam, że nie wiecie w ogóle co to jest, a szacunek to można mieć do siebie bądź drugiej osoby a nie do zjawiska.
Do słowa.
Powinnaś to rozumieć, jako osoba która nie rzuca tym słowem na lewo i prawo.
>Nie wierzę w prawdziwą miłość miedzy kobietą i mężczyzną, wierzę w zakochanie, kochanie, namiętność, przyjaźń i mnóstwo innych rzeczy. Tylko miłość rodzica do dziecka jest prawdziwa, bo trwa wiecznie. Miłość damsko męska jest ulotna, więc nie może być prawdziwa.
Więc uprawiasz seks bez miłości.
Pod wpływem chwili, przez zakochanie, z powodu namiętności.
Może różni nas tylko długość tej chwili... i uczciwość.
Ty się okłamujesz, że robisz dobrze, bo akurat teraz coś czujesz - mimo, że to ulotne.
Ja wiem co czuje i które jest tym ulotnym - ale ciesze się seksem nawet pod wpływem ulotnego.
Nie muszę zamykać się w związku, by móc cieszyć się czyimś towarzystwem także na tej cielesnej płaszczyźnie.
Nigdy nie ciekawiło Cię, jak byłoby się przespać z jakimś kolegą?
Albo nie całowałaś się z ciekawości, albo dlatego, że wieczór był udany w towarzystwie tej osoby?
>Matko, Ty naprawdę myślisz, że jestem zakonnicą?! :)
Wiem tylko to co mówisz.
Nie wierzysz w miłość, a seks bez miłości uznajesz za niemoralny, więc albo jesteś prostytutką (co uznajesz za uczciwe) albo dziewicą.
Albo nie jesteś uczciwa wobec mnie... lub siebie.
Wybieraj!:)
>Otóż to, ale oparta powinna być na ogólnych zasadach, jak się to wszystko mija, to nie można nazwać tego moralnością tylko jej brakiem.
Więc, czy seks bez zawarcia małżeństwa jest zły?
Większość go uprawia, więc chyba moralnie jest dobry.
Nie uważasz, że jest zły w przypadku prostytucji.
Uważasz, że jest dobry w przypadku uczucia namiętności (czyli bez uczuć wyższych) lub przy zakochaniu (czyli pod wpływem emocji wynikłych z biologicznego dopasowania czy kulturowej fascynacji).
Nie robię nic ponad to co akceptujesz, więc w czym problem?
Zazdrość?;)
>raz udawać a raz nie.
Nie udaje.
@wdr
A dlaczego w internecie ludzie podpisują się nickami?
Dlaczego są nicki tymczasowe, którymi może się podpisać każdy?
Powinny być same stałki z nazwiskiem, a w sygnaturze pełne dane osobowe!:)
Piszę pod różnymi nickami, bo mam taki kaprys.
Nie jestem tutaj, aby kogoś znaleźć, by się z kimś stąd spotkać, by wyrabiać sobie "imię" moimi wypowiedziami.
Chce tylko pogadać, podyskutować, powymieniać się argumentami, poznać czyjeś opinie.
Przyjemność czerpię z rozmowy.
Nie z rozmawiania z konkretnymi osobami, które w niej uczestniczą.
Dlatego też nie interesuje mnie, czy ktoś może mnie rozgryźć, bo ja także nie jestem istotnym elementem rozmowy.
Istotne jest co mogę do niej wnieść, a nie kto to wnosi.
Towarzystwo wzajemnej adoracji mnie nie interesuje:)
>Tak właśnie nazywają to osoby zindoktrynowane przez mohery:)
Nie, tak nazywają to osoby, które nie traktują seksu przedmiotowo, które mają jakiś kręgosłup moralny.
>Twoje poglądy świadczą o Tobie.
A widzisz, ja myślałam, że to czyny świadczą o człowieku. Czyżbym była w błędzie?
>Z jednej strony świętoszkowaty z drugiej robiący swoje.
Czyli uważasz, że ja taka jestem? Nie możesz tak mówić, nie znasz mnie.
>Nie powiedziałaś, wykpiłaś się jak zawsze niejednoznaczną odpowiedzią, którą później mogłabyś podważyć.
Nadal nie uważam aby wiek był istotny, ale powiedziałam to dosyć jednoznacznie i tego nie mogę się wyprzeć.
>Zapytałbym, po co tu jesteś lub jak chcesz rozmawiać bez uzewnętrzniania się...
W takim samym celu jak Ty, lubię dyskutować i rozmawiać.
>W prostytucji traktuje się człowieka przedmiotowo, jako narzędzie - masturbator - dla zaspokojenia swoich potrzeb
Zapewne tak, ale obie strony traktują się podobnie, więc jest to fair.
A jak to jest w Twoim przypadku? Jak traktujesz koleżankę z którą sypiasz? Z uczuciami? Nie. Bez uczuć? Czyli jak przedmiot.
Różnica między tym co robisz Ty a prostytucją, jest tylko taka, że wasze potrzeby są takie same. Ale oboje traktujecie sprawę przedmiotowo czyli niewiele różnicie się od osób uprawiających prostytucję.
>W seksie dla przyjemności nie ma podtekstów i są czyste zasady.
Jaką masz gwarancję, że tak będzie cały czas? A wyobraź sobie, że taka koleżanka po kilku spotkaniach nagle zakocha się w Tobie. I co wtedy? Uciekniesz? Zranisz jej uczucia? Czy zostaniesz z nią jako jej partner?
>Chciałabyś wiedzieć, ale czy powinnaś wiedzieć?
No już teraz to zastanawiam się czy dałabym sobie radę z taką wiedzą. Gdybym miała przyjemność z takim osobnikiem jak Ty, to rzeczywiście wolałabym nie wiedzieć. I zastanów się jak Ty byś się czuł, gdybyś spotkał taką kobietę, z takimi poglądami, która "pomogła" wszystkim kolegom dookoła uporać się z samotnością.
Dla mnie to masakra.
>Nie chcesz zdradzić nam, czy jesteś sama, bo nie chcesz się uzewnętrzniać, a chciałabyś by ludzie o Tobie mówili w takim kontekście?
Nie rozumiem co ma piernik do wiatraka....
>I seks bez związku nie pozwala na posiadanie oczekiwań...
Jesteś pewny? Obu stron? W ogóle ktoś normalny tak potrafi? Do tej pory myślałam, że tylko prostytutki potrafią to robić, ale okazuje się, że nie. To smutne.
>Potrafię postrzegać moje relacje z ludźmi na wielu płaszczyznach, przeanalizować ich przebieg i ocenić, co nas będzie łączyć i jak daleko możemy zajść.
Alfa i omega? Wróżbita? Analityk? Skąd ta chłodna kalkulacja?
Ja już teraz rozumiem, czemu uważasz że związki aranżowane mają przyszłość. Wiesz co mi się wydaje, że też nie wierzysz w prawdziwą miłość tylko boisz się to otwarcie do tego przyznać.
>Do słowa.
Szacunek powinno się mieć do ludzi nie do słów. Słowa go tylko wyrażają.
>Może różni nas tylko długość tej chwili... i uczciwość.
Myślę, że różni nas dużo więcej. Ja do seksu potrzebuje czegoś więcej niż tylko fajnej rozmowy. Dla mnie musi być chemia, zauroczenie, jakiekolwiek uczucie. Dla mnie seks to pogłębienie znajomości, to wspólne oczekiwania.
>Nigdy nie ciekawiło Cię, jak byłoby się przespać z jakimś kolegą?
Albo nie całowałaś się z ciekawości, albo dlatego, że wieczór był udany w towarzystwie tej osoby?
Gdyby zaciekawiło, to tylko dlatego, że przestałby być moim kolegą i zacząłby być kimś więcej. Z ciekawości całowałam się jak miałam 13 lat. teraz całuje się w wyniku namiętności albo czułości.
>Wybieraj!:)
Nie dałeś mi żadnego wyboru! Nie jestem ani prostytutką ani dziewicą. Jestem normalną kobietą, świadomą swojego ciała i swoich potrzeb. Mam zasady, których się trzymam i święta nie jestem.
>Nie robię nic ponad to co akceptujesz, więc w czym problem?
Problem w tym, że potępiasz prostytucję a robisz dokładnie to samo tylko za darmo, udając ze to seks bez zobowiązań.
A mój obiad się przypalił :(
Nie, tak nazywają to osoby, które nie traktują seksu przedmiotowo, które mają jakiś kręgosłup moralny.
>Twoje poglądy świadczą o Tobie.
A widzisz, ja myślałam, że to czyny świadczą o człowieku. Czyżbym była w błędzie?
>Z jednej strony świętoszkowaty z drugiej robiący swoje.
Czyli uważasz, że ja taka jestem? Nie możesz tak mówić, nie znasz mnie.
>Nie powiedziałaś, wykpiłaś się jak zawsze niejednoznaczną odpowiedzią, którą później mogłabyś podważyć.
Nadal nie uważam aby wiek był istotny, ale powiedziałam to dosyć jednoznacznie i tego nie mogę się wyprzeć.
>Zapytałbym, po co tu jesteś lub jak chcesz rozmawiać bez uzewnętrzniania się...
W takim samym celu jak Ty, lubię dyskutować i rozmawiać.
>W prostytucji traktuje się człowieka przedmiotowo, jako narzędzie - masturbator - dla zaspokojenia swoich potrzeb
Zapewne tak, ale obie strony traktują się podobnie, więc jest to fair.
A jak to jest w Twoim przypadku? Jak traktujesz koleżankę z którą sypiasz? Z uczuciami? Nie. Bez uczuć? Czyli jak przedmiot.
Różnica między tym co robisz Ty a prostytucją, jest tylko taka, że wasze potrzeby są takie same. Ale oboje traktujecie sprawę przedmiotowo czyli niewiele różnicie się od osób uprawiających prostytucję.
>W seksie dla przyjemności nie ma podtekstów i są czyste zasady.
Jaką masz gwarancję, że tak będzie cały czas? A wyobraź sobie, że taka koleżanka po kilku spotkaniach nagle zakocha się w Tobie. I co wtedy? Uciekniesz? Zranisz jej uczucia? Czy zostaniesz z nią jako jej partner?
>Chciałabyś wiedzieć, ale czy powinnaś wiedzieć?
No już teraz to zastanawiam się czy dałabym sobie radę z taką wiedzą. Gdybym miała przyjemność z takim osobnikiem jak Ty, to rzeczywiście wolałabym nie wiedzieć. I zastanów się jak Ty byś się czuł, gdybyś spotkał taką kobietę, z takimi poglądami, która "pomogła" wszystkim kolegom dookoła uporać się z samotnością.
Dla mnie to masakra.
>Nie chcesz zdradzić nam, czy jesteś sama, bo nie chcesz się uzewnętrzniać, a chciałabyś by ludzie o Tobie mówili w takim kontekście?
Nie rozumiem co ma piernik do wiatraka....
>I seks bez związku nie pozwala na posiadanie oczekiwań...
Jesteś pewny? Obu stron? W ogóle ktoś normalny tak potrafi? Do tej pory myślałam, że tylko prostytutki potrafią to robić, ale okazuje się, że nie. To smutne.
>Potrafię postrzegać moje relacje z ludźmi na wielu płaszczyznach, przeanalizować ich przebieg i ocenić, co nas będzie łączyć i jak daleko możemy zajść.
Alfa i omega? Wróżbita? Analityk? Skąd ta chłodna kalkulacja?
Ja już teraz rozumiem, czemu uważasz że związki aranżowane mają przyszłość. Wiesz co mi się wydaje, że też nie wierzysz w prawdziwą miłość tylko boisz się to otwarcie do tego przyznać.
>Do słowa.
Szacunek powinno się mieć do ludzi nie do słów. Słowa go tylko wyrażają.
>Może różni nas tylko długość tej chwili... i uczciwość.
Myślę, że różni nas dużo więcej. Ja do seksu potrzebuje czegoś więcej niż tylko fajnej rozmowy. Dla mnie musi być chemia, zauroczenie, jakiekolwiek uczucie. Dla mnie seks to pogłębienie znajomości, to wspólne oczekiwania.
>Nigdy nie ciekawiło Cię, jak byłoby się przespać z jakimś kolegą?
Albo nie całowałaś się z ciekawości, albo dlatego, że wieczór był udany w towarzystwie tej osoby?
Gdyby zaciekawiło, to tylko dlatego, że przestałby być moim kolegą i zacząłby być kimś więcej. Z ciekawości całowałam się jak miałam 13 lat. teraz całuje się w wyniku namiętności albo czułości.
>Wybieraj!:)
Nie dałeś mi żadnego wyboru! Nie jestem ani prostytutką ani dziewicą. Jestem normalną kobietą, świadomą swojego ciała i swoich potrzeb. Mam zasady, których się trzymam i święta nie jestem.
>Nie robię nic ponad to co akceptujesz, więc w czym problem?
Problem w tym, że potępiasz prostytucję a robisz dokładnie to samo tylko za darmo, udając ze to seks bez zobowiązań.
A mój obiad się przypalił :(
@Kłapouchy
A ze strony pozostałych to nie wygląda na kaprys tylko na kolejne próby zaimponowania "komuś" i ciągle nie wychodzi ? wiesz są tu różni ludzie z różnymi poglądami czasem dość specyficznymi , ale wszyscy lub prawie wszyscy przyznają się do tego co "spłodzili" , jeżeli ty się wstydzisz tego co piszesz (myślisz) , to jak to traktować ?
To co znów ktoś skrytykuje , ośmieszy twoją opinię i uciekniesz pod inny nick ? Bohater :P
A ze strony pozostałych to nie wygląda na kaprys tylko na kolejne próby zaimponowania "komuś" i ciągle nie wychodzi ? wiesz są tu różni ludzie z różnymi poglądami czasem dość specyficznymi , ale wszyscy lub prawie wszyscy przyznają się do tego co "spłodzili" , jeżeli ty się wstydzisz tego co piszesz (myślisz) , to jak to traktować ?
To co znów ktoś skrytykuje , ośmieszy twoją opinię i uciekniesz pod inny nick ? Bohater :P
>Nie, tak nazywają to osoby, które nie traktują seksu przedmiotowo, które mają jakiś kręgosłup moralny.
Zindoktrynowane osoby uważają, że tylko one mają kręgosłup moralny, a inni są źli i będą się smażyć w piekle:)
>A widzisz, ja myślałam, że to czyny świadczą o człowieku. Czyżbym była w błędzie?
"Myślenie poprzedza działanie." - czyny wynikają z poglądów.
>Czyli uważasz, że ja taka jestem? Nie możesz tak mówić, nie znasz mnie.
Tak wynika z Twoich wypowiedzi.
>ale powiedziałam to dosyć jednoznacznie i tego nie mogę się wyprzeć.
Powiedziałaś, że urodziłaś się kiedy na rynku płytowym debiutował Twój ulubiony zespół.
Nazwy zespołu nie podałaś.
>A jak to jest w Twoim przypadku? Jak traktujesz koleżankę z którą sypiasz? Z uczuciami? Nie. Bez uczuć? Czyli jak przedmiot.
Sama nazywasz ją koleżanką, więc powinnaś rozumieć, że nie jak przedmiot.
Traktuje z szacunkiem, sympatią i czułością.
Seks pozwala nam się lepiej poznać i pogłębia nasze relacje koleżeńskie.
Lepiej się dogadujemy i rozumiemy.
>Jaką masz gwarancję, że tak będzie cały czas? A wyobraź sobie, że taka koleżanka po kilku spotkaniach nagle zakocha się w Tobie. I co wtedy? Uciekniesz? Zranisz jej uczucia? Czy zostaniesz z nią jako jej partner?
Nie wiem, życie jest nieprzewidywalne a sytuacje jakie opisujesz są bardzo indywidualne.
Zwykle widzę, gdy ktoś się we mnie zakochuje.
Pewnie bym to zakończył nim by się rozwinęła.
Chyba, że sam bym czuł, że rozwinięcie jest godne uwagi.
>gdybyś spotkał taką kobietę, z takimi poglądami, która "pomogła"
"Pomogła"?
Żartujesz, czy naprawdę nic nie zrozumiałaś z tego, co od tej pory napisałem?
Chyba się zablokowałaś na idei, że kobiety, seks i miłość są jednością.
Jeśli tak, to dalsza rozmowa nie ma sensu, bo Twój umysł przeinacza każde moje zdanie na korzyść tej idei.
>Jesteś pewny? Obu stron? W ogóle ktoś normalny tak potrafi?
Tak, jestem pewny.
Właśnie dlatego nie wierzysz w miłość i nigdy jej nie doświadczysz.
Masz problem z jej główną koncepcją - dawaniem bez oczekiwania zwrotu.
Łączysz wszelkie ludzkie działania z oczekiwaniami, a nie wszyscy tacy są.
>Ja już teraz rozumiem, czemu uważasz że związki aranżowane mają przyszłość.
Brzmi to dwuznacznie.
Raczej wierzę, że związki miały przeszłość:)
Że ludzie odnajdowali w nich miłość, tak jak odnajdują miłość w obecnych - przynajmniej niektórzy.
>nie wierzysz w prawdziwą miłość tylko boisz się to otwarcie do tego przyznać.
Dla mnie miłość jest lub jej nie ma.
"Prawdziwa miłość" - to Twój podział.
Wierzę w moje rozumienie miłości.
Twojego nawet nie rozumiem - jak dla mnie, to stek bzdur zranionej dziewczyny.
>Dla mnie seks to pogłębienie znajomości, to wspólne oczekiwania.
A konkretnie jakie masz oczekiwania w seksie w czasie tego pogłębiania znajomości?
By zaciążyć?;)
I jeśli uprawiasz seks dla pogłębienia znajomości, czyli bez miłości, to robisz to samo co ja - tylko z podejrzanymi oczekiwaniami:d
>Z ciekawości całowałam się jak miałam 13 lat.
Wiele osób całuje kogoś, aby zobaczyć jak się poczuje... czy coś poczuje.
Miłość "od kuchni" wygląda tak, że zapach powoduje zauroczenie, a wymiana płynów pozwala ocenić poziom dopasowania genetycznego i wywołać zakochanie. Tak to działa, taka nasza biologia:)
>Problem w tym, że potępiasz prostytucję a robisz dokładnie to samo tylko za darmo,
Problemem w tym, że nie dostrzegasz różnicy, bo jak napisałem wcześniej, zablokowałaś się na poglądzie, że kobiety robią to z miłości lub dla pieniędzy.
Piszesz o tym, jakby seks nie sprawiał kobietom przyjemności.
Jakby to był towar, który sprzedają za uczucia lub pieniądze.
To smutne.
Zindoktrynowane osoby uważają, że tylko one mają kręgosłup moralny, a inni są źli i będą się smażyć w piekle:)
>A widzisz, ja myślałam, że to czyny świadczą o człowieku. Czyżbym była w błędzie?
"Myślenie poprzedza działanie." - czyny wynikają z poglądów.
>Czyli uważasz, że ja taka jestem? Nie możesz tak mówić, nie znasz mnie.
Tak wynika z Twoich wypowiedzi.
>ale powiedziałam to dosyć jednoznacznie i tego nie mogę się wyprzeć.
Powiedziałaś, że urodziłaś się kiedy na rynku płytowym debiutował Twój ulubiony zespół.
Nazwy zespołu nie podałaś.
>A jak to jest w Twoim przypadku? Jak traktujesz koleżankę z którą sypiasz? Z uczuciami? Nie. Bez uczuć? Czyli jak przedmiot.
Sama nazywasz ją koleżanką, więc powinnaś rozumieć, że nie jak przedmiot.
Traktuje z szacunkiem, sympatią i czułością.
Seks pozwala nam się lepiej poznać i pogłębia nasze relacje koleżeńskie.
Lepiej się dogadujemy i rozumiemy.
>Jaką masz gwarancję, że tak będzie cały czas? A wyobraź sobie, że taka koleżanka po kilku spotkaniach nagle zakocha się w Tobie. I co wtedy? Uciekniesz? Zranisz jej uczucia? Czy zostaniesz z nią jako jej partner?
Nie wiem, życie jest nieprzewidywalne a sytuacje jakie opisujesz są bardzo indywidualne.
Zwykle widzę, gdy ktoś się we mnie zakochuje.
Pewnie bym to zakończył nim by się rozwinęła.
Chyba, że sam bym czuł, że rozwinięcie jest godne uwagi.
>gdybyś spotkał taką kobietę, z takimi poglądami, która "pomogła"
"Pomogła"?
Żartujesz, czy naprawdę nic nie zrozumiałaś z tego, co od tej pory napisałem?
Chyba się zablokowałaś na idei, że kobiety, seks i miłość są jednością.
Jeśli tak, to dalsza rozmowa nie ma sensu, bo Twój umysł przeinacza każde moje zdanie na korzyść tej idei.
>Jesteś pewny? Obu stron? W ogóle ktoś normalny tak potrafi?
Tak, jestem pewny.
Właśnie dlatego nie wierzysz w miłość i nigdy jej nie doświadczysz.
Masz problem z jej główną koncepcją - dawaniem bez oczekiwania zwrotu.
Łączysz wszelkie ludzkie działania z oczekiwaniami, a nie wszyscy tacy są.
>Ja już teraz rozumiem, czemu uważasz że związki aranżowane mają przyszłość.
Brzmi to dwuznacznie.
Raczej wierzę, że związki miały przeszłość:)
Że ludzie odnajdowali w nich miłość, tak jak odnajdują miłość w obecnych - przynajmniej niektórzy.
>nie wierzysz w prawdziwą miłość tylko boisz się to otwarcie do tego przyznać.
Dla mnie miłość jest lub jej nie ma.
"Prawdziwa miłość" - to Twój podział.
Wierzę w moje rozumienie miłości.
Twojego nawet nie rozumiem - jak dla mnie, to stek bzdur zranionej dziewczyny.
>Dla mnie seks to pogłębienie znajomości, to wspólne oczekiwania.
A konkretnie jakie masz oczekiwania w seksie w czasie tego pogłębiania znajomości?
By zaciążyć?;)
I jeśli uprawiasz seks dla pogłębienia znajomości, czyli bez miłości, to robisz to samo co ja - tylko z podejrzanymi oczekiwaniami:d
>Z ciekawości całowałam się jak miałam 13 lat.
Wiele osób całuje kogoś, aby zobaczyć jak się poczuje... czy coś poczuje.
Miłość "od kuchni" wygląda tak, że zapach powoduje zauroczenie, a wymiana płynów pozwala ocenić poziom dopasowania genetycznego i wywołać zakochanie. Tak to działa, taka nasza biologia:)
>Problem w tym, że potępiasz prostytucję a robisz dokładnie to samo tylko za darmo,
Problemem w tym, że nie dostrzegasz różnicy, bo jak napisałem wcześniej, zablokowałaś się na poglądzie, że kobiety robią to z miłości lub dla pieniędzy.
Piszesz o tym, jakby seks nie sprawiał kobietom przyjemności.
Jakby to był towar, który sprzedają za uczucia lub pieniądze.
To smutne.
>A ze strony pozostałych
Jakich pozostałych? Zrobiłeś szybką ankietę i przepytałeś wszystkich na forum?:d
>to jak to traktować ?
Możesz jak chcesz, od tego jest forum - jak powiedziała inka (z czym się zgadzam).
Twoje wymysły, zamieniane w pytania, nie otrzymają żadnej nowej odpowiedzi ponad tą, którą już udzieliłem.
Jakich pozostałych? Zrobiłeś szybką ankietę i przepytałeś wszystkich na forum?:d
>to jak to traktować ?
Możesz jak chcesz, od tego jest forum - jak powiedziała inka (z czym się zgadzam).
Twoje wymysły, zamieniane w pytania, nie otrzymają żadnej nowej odpowiedzi ponad tą, którą już udzieliłem.
Mam dziwne wrażenia rozmawiając z Tobą, naprawdę....
Wystarczy wejść na wątek muzyczny, na którym bywasz, a dowiesz się ile mam lat.
Nie uważałam się za osobę zindoktrynowaną. W różnych momentach swojego życia, raz byłam bliżej Boga a raz dalej. Jednak moje przekonania i poglądy zawsze były takie same. Więc to nie tylko kwestia religii, ale także wychowania, samooceny, wartości wewnętrznych i uczuć.
>- czyny wynikają z poglądów
A co z działaniem pod wpływem chwili? Mi się takie rzeczy zdarzają i czasem kłócą się z moimi poglądami.
>Raczej wierzę, że związki miały przeszłość:)
Tak przeszłość, źle się wyraziłam, przepraszam.
>Traktuje z szacunkiem, sympatią i czułością.
To jak traktujesz osobę z którą chcesz być? Jaka jest różnica? Bo ja tego nie rozumiem.
>Pewnie bym to zakończył nim by się rozwinęła.
To postaw się z drugiej strony, że to Ty zakochujesz się w koleżance a ona Cie nie chce. Nie czułbyś się odrzucony, słysząc słowa, że przecież wiedziałeś jaki jest układ? Nie ma oczekiwań a co z uczuciami?
>"Pomogła"?
A miałeś na myśli pisząc o wspólnym zaspokajaniu potrzeb? Nie jest to forma pomocy?
>Masz problem z jej główną koncepcją - dawaniem bez oczekiwania zwrotu. Łączysz wszelkie ludzkie działania z oczekiwaniami, a nie wszyscy tacy są.
Gdybyś mógł powstrzymać się od takiego analizowania mojej osoby byłabym niezmiernie wdzięczna. Nie masz podstaw i nie jest to miejsce abyś takie rzeczy robił.
>Twojego nawet nie rozumiem - jak dla mnie, to stek bzdur zranionej dziewczyny.
Twoja opinia, oczywiście nie jest poparta żadnymi argumentami. W pierwszej chwili miałam ochotę udowodnić Ci jak bardzo się mylisz ale na szczęście już mi przeszło.
>A konkretnie jakie masz oczekiwania w seksie w czasie tego pogłębiania znajomości?
Poznajesz partnera poprzez sferę, która powinna być przeznaczona tylko dla Ciebie. Coś co łączy tylko Ciebie i tą osobę. Ty tego nie zrozumiesz bo otwierasz się przed każdą koleżanką która jest sama i ma potrzeby.
>By zaciążyć?;)
Dziwny żart, w ogóle masz dziwne poczucie humoru, tak jak z tym całowaniem obcych kobiet. Chociaż teraz wiem o Tobie trochę więcej wiec nawet układa mi się to w całość.
>I jeśli uprawiasz seks dla pogłębienia znajomości, czyli bez miłości, to robisz to samo co ja - tylko z podejrzanymi oczekiwaniami:d
Pięknie przerobiłeś to na swoją stronę, gratuluję sprytu :)))
Nigdy nie powiedziałam, że potrzebuję miłości do seksu, gdyby tak było nie uprawiałabym go nigdy ;) Wystarczy chemia, albo aż chemia. Piszę aż, bo Tobie wystarczy przyjemnie spędzony wieczór z koleżanką...
>Wiele osób całuje kogoś, aby zobaczyć jak się poczuje... czy coś poczuje.
Możliwe, nie wiem, ja całuję dopiero jak poczuję. Gdybym szła Twoim tokiem myślenia, powinnam całować się z każdym kumplem, bo może akurat coś poczuję. Eh....dziwna ta Twoja biologia.
>Piszesz o tym, jakby seks nie sprawiał kobietom przyjemności.
Jakby to był towar, który sprzedają za uczucia lub pieniądze.
To Twoja interpretacja. Nigdy tak nie napisałam.
Wystarczy wejść na wątek muzyczny, na którym bywasz, a dowiesz się ile mam lat.
Nie uważałam się za osobę zindoktrynowaną. W różnych momentach swojego życia, raz byłam bliżej Boga a raz dalej. Jednak moje przekonania i poglądy zawsze były takie same. Więc to nie tylko kwestia religii, ale także wychowania, samooceny, wartości wewnętrznych i uczuć.
>- czyny wynikają z poglądów
A co z działaniem pod wpływem chwili? Mi się takie rzeczy zdarzają i czasem kłócą się z moimi poglądami.
>Raczej wierzę, że związki miały przeszłość:)
Tak przeszłość, źle się wyraziłam, przepraszam.
>Traktuje z szacunkiem, sympatią i czułością.
To jak traktujesz osobę z którą chcesz być? Jaka jest różnica? Bo ja tego nie rozumiem.
>Pewnie bym to zakończył nim by się rozwinęła.
To postaw się z drugiej strony, że to Ty zakochujesz się w koleżance a ona Cie nie chce. Nie czułbyś się odrzucony, słysząc słowa, że przecież wiedziałeś jaki jest układ? Nie ma oczekiwań a co z uczuciami?
>"Pomogła"?
A miałeś na myśli pisząc o wspólnym zaspokajaniu potrzeb? Nie jest to forma pomocy?
>Masz problem z jej główną koncepcją - dawaniem bez oczekiwania zwrotu. Łączysz wszelkie ludzkie działania z oczekiwaniami, a nie wszyscy tacy są.
Gdybyś mógł powstrzymać się od takiego analizowania mojej osoby byłabym niezmiernie wdzięczna. Nie masz podstaw i nie jest to miejsce abyś takie rzeczy robił.
>Twojego nawet nie rozumiem - jak dla mnie, to stek bzdur zranionej dziewczyny.
Twoja opinia, oczywiście nie jest poparta żadnymi argumentami. W pierwszej chwili miałam ochotę udowodnić Ci jak bardzo się mylisz ale na szczęście już mi przeszło.
>A konkretnie jakie masz oczekiwania w seksie w czasie tego pogłębiania znajomości?
Poznajesz partnera poprzez sferę, która powinna być przeznaczona tylko dla Ciebie. Coś co łączy tylko Ciebie i tą osobę. Ty tego nie zrozumiesz bo otwierasz się przed każdą koleżanką która jest sama i ma potrzeby.
>By zaciążyć?;)
Dziwny żart, w ogóle masz dziwne poczucie humoru, tak jak z tym całowaniem obcych kobiet. Chociaż teraz wiem o Tobie trochę więcej wiec nawet układa mi się to w całość.
>I jeśli uprawiasz seks dla pogłębienia znajomości, czyli bez miłości, to robisz to samo co ja - tylko z podejrzanymi oczekiwaniami:d
Pięknie przerobiłeś to na swoją stronę, gratuluję sprytu :)))
Nigdy nie powiedziałam, że potrzebuję miłości do seksu, gdyby tak było nie uprawiałabym go nigdy ;) Wystarczy chemia, albo aż chemia. Piszę aż, bo Tobie wystarczy przyjemnie spędzony wieczór z koleżanką...
>Wiele osób całuje kogoś, aby zobaczyć jak się poczuje... czy coś poczuje.
Możliwe, nie wiem, ja całuję dopiero jak poczuję. Gdybym szła Twoim tokiem myślenia, powinnam całować się z każdym kumplem, bo może akurat coś poczuję. Eh....dziwna ta Twoja biologia.
>Piszesz o tym, jakby seks nie sprawiał kobietom przyjemności.
Jakby to był towar, który sprzedają za uczucia lub pieniądze.
To Twoja interpretacja. Nigdy tak nie napisałam.
>Wystarczy wejść na wątek muzyczny, na którym bywasz, a dowiesz się ile mam lat.
Nie czytam forum od deski do deski.
Zadałem pytanie, odpowiedziałaś pytaniem.
Odpowiedziałem i zapytałem ponownie.
Dostałem odpowiedź z której nic nie wynikało.
Mogłem brnąć dalej, ale nie widziałem sensu.
Skoro nie chciałaś odpowiedzieć, to Twoja sprawa.
>Jednak moje przekonania i poglądy zawsze były takie same. Więc to nie tylko kwestia religii, ale także wychowania, samooceny, wartości wewnętrznych i uczuć.
I to właśnie indoktrynacja, gdy ktoś zostaje "wychowany" i pewne idee są mu zaszczepiane jako jego poglądy, wewnętrzne wartości, lub jedyny słuszny punkt widzenia (kręgosłup moralny).
>A co z działaniem pod wpływem chwili? Mi się takie rzeczy zdarzają i czasem kłócą się z moimi poglądami.
Na przykład seks bez miłości?:)
>To jak traktujesz osobę z którą chcesz być? Jaka jest różnica? Bo ja tego nie rozumiem.
Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
>To postaw się z drugiej strony, że to Ty zakochujesz się w koleżance a ona Cie nie chce. Nie czułbyś się odrzucony, słysząc słowa, że przecież wiedziałeś jaki jest układ? Nie ma oczekiwań a co z uczuciami?
Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Nie musi być seksu, aby zakochać się w koleżance i zostać odrzucony.
Więc poczułabym się tak samo, jak i w tych innych sytuacjach.
Takie życie - nie mam pretensji do kogoś, kto nie odwzajemnia moich uczuć.
>A miałeś na myśli pisząc o wspólnym zaspokajaniu potrzeb? Nie jest to forma pomocy?
Nie, to forma współistnienia, wzajemnego doświadczenia czegoś przyjemnego.
Jeśli uznajesz to za pomoc, to również możesz tak uznać przyjaźń czy miłość.
Równie dobrze możesz uznać, że idąc do kogoś na imprezę, wyświadczasz tej osobie przysługę.
>Poznajesz partnera poprzez sferę, która powinna być przeznaczona tylko dla Ciebie.
Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
>Coś co łączy tylko Ciebie i tą osobę.
Łączy.
Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
>Ty tego nie zrozumiesz bo otwierasz się przed każdą koleżanką która jest sama i ma potrzeby.
Nie przed każdą.
Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
>Nigdy nie powiedziałam, że potrzebuję miłości do seksu, gdyby tak było nie uprawiałabym go nigdy ;)
Więc powiem to ponownie.
Robisz to samo co ja.
Chociaż nie do końca, bo ja to robiłem także z miłości.
>Wystarczy chemia, albo aż chemia. Piszę aż, bo Tobie wystarczy przyjemnie spędzony wieczór z koleżanką...
Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
>Eh....dziwna ta Twoja biologia.
Moja = ludzka.
Kosmitka?
>Nigdy tak nie napisałam.
To wynikało z tego, co napisałaś.
Nie czytam forum od deski do deski.
Zadałem pytanie, odpowiedziałaś pytaniem.
Odpowiedziałem i zapytałem ponownie.
Dostałem odpowiedź z której nic nie wynikało.
Mogłem brnąć dalej, ale nie widziałem sensu.
Skoro nie chciałaś odpowiedzieć, to Twoja sprawa.
>Jednak moje przekonania i poglądy zawsze były takie same. Więc to nie tylko kwestia religii, ale także wychowania, samooceny, wartości wewnętrznych i uczuć.
I to właśnie indoktrynacja, gdy ktoś zostaje "wychowany" i pewne idee są mu zaszczepiane jako jego poglądy, wewnętrzne wartości, lub jedyny słuszny punkt widzenia (kręgosłup moralny).
>A co z działaniem pod wpływem chwili? Mi się takie rzeczy zdarzają i czasem kłócą się z moimi poglądami.
Na przykład seks bez miłości?:)
>To jak traktujesz osobę z którą chcesz być? Jaka jest różnica? Bo ja tego nie rozumiem.
Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
>To postaw się z drugiej strony, że to Ty zakochujesz się w koleżance a ona Cie nie chce. Nie czułbyś się odrzucony, słysząc słowa, że przecież wiedziałeś jaki jest układ? Nie ma oczekiwań a co z uczuciami?
Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Nie musi być seksu, aby zakochać się w koleżance i zostać odrzucony.
Więc poczułabym się tak samo, jak i w tych innych sytuacjach.
Takie życie - nie mam pretensji do kogoś, kto nie odwzajemnia moich uczuć.
>A miałeś na myśli pisząc o wspólnym zaspokajaniu potrzeb? Nie jest to forma pomocy?
Nie, to forma współistnienia, wzajemnego doświadczenia czegoś przyjemnego.
Jeśli uznajesz to za pomoc, to również możesz tak uznać przyjaźń czy miłość.
Równie dobrze możesz uznać, że idąc do kogoś na imprezę, wyświadczasz tej osobie przysługę.
>Poznajesz partnera poprzez sferę, która powinna być przeznaczona tylko dla Ciebie.
Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
>Coś co łączy tylko Ciebie i tą osobę.
Łączy.
Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
>Ty tego nie zrozumiesz bo otwierasz się przed każdą koleżanką która jest sama i ma potrzeby.
Nie przed każdą.
Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
>Nigdy nie powiedziałam, że potrzebuję miłości do seksu, gdyby tak było nie uprawiałabym go nigdy ;)
Więc powiem to ponownie.
Robisz to samo co ja.
Chociaż nie do końca, bo ja to robiłem także z miłości.
>Wystarczy chemia, albo aż chemia. Piszę aż, bo Tobie wystarczy przyjemnie spędzony wieczór z koleżanką...
Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
>Eh....dziwna ta Twoja biologia.
Moja = ludzka.
Kosmitka?
>Nigdy tak nie napisałam.
To wynikało z tego, co napisałaś.
>I to właśnie indoktrynacja, gdy ktoś zostaje "wychowany" i pewne idee są mu zaszczepiane jako jego poglądy
A skąd wiesz jak zostałam wychowana? Skąd wiesz czy swoich poglądów nie nabyłam jako nastolatka, albo dorosła kobieta?
Ja nie mówię, że mój punkt widzenia jest jedyny i słuszny. Mówię, że nie rozumiem Twojego. Wydzieliłeś sobie strefę w relacjach damsko męskich, której ja nie potrafię ogarnąć. Może jestem na to za głupia a może zbyt mało wyzwolona. Nie wiem.
>Na przykład seks bez miłości?:)
Przykład dobry jak każdy inny :)
>Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
A szkoda.
>Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Jasne, ale tam gdzie jest seks, jest coś więcej niż zwykła znajomość. To jak można się umawiać tylko na seks? Ja cały czas zadaje Ci pytanie jak to jest możliwe? Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
>Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
A ja nie, bo nie chodzę do kościoła.
>Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
>Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
No co Ty nie powiesz ;) To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
>Robisz to samo co ja.
Nie, ja nie sypiam z kolegami.
>Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony! No chyba że pijesz tanie wino....
>Kosmitka?
Widocznie tak, mam duże oczy i jestem zielona.
A skąd wiesz jak zostałam wychowana? Skąd wiesz czy swoich poglądów nie nabyłam jako nastolatka, albo dorosła kobieta?
Ja nie mówię, że mój punkt widzenia jest jedyny i słuszny. Mówię, że nie rozumiem Twojego. Wydzieliłeś sobie strefę w relacjach damsko męskich, której ja nie potrafię ogarnąć. Może jestem na to za głupia a może zbyt mało wyzwolona. Nie wiem.
>Na przykład seks bez miłości?:)
Przykład dobry jak każdy inny :)
>Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
A szkoda.
>Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Jasne, ale tam gdzie jest seks, jest coś więcej niż zwykła znajomość. To jak można się umawiać tylko na seks? Ja cały czas zadaje Ci pytanie jak to jest możliwe? Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
>Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
A ja nie, bo nie chodzę do kościoła.
>Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
>Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
No co Ty nie powiesz ;) To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
>Robisz to samo co ja.
Nie, ja nie sypiam z kolegami.
>Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony! No chyba że pijesz tanie wino....
>Kosmitka?
Widocznie tak, mam duże oczy i jestem zielona.
>A skąd wiesz jak zostałam wychowana?
Użyłem użytego przez Ciebie słowa:)
>A szkoda.
Też tego żałuje, ale ten temat o miłości jasno nam pokazał, że w tym temacie mówimy innym językiem.
Większe zagłębianie się w kolejnym, wywoła tylko więcej nieporozumień.
>To jak można się umawiać tylko na seks?
W sensie dosłownym to nie możliwe, bo nawet jak się wchodzi, robi swoje i wychodzi, to może się wymsknąć jakieś słowo...
Co tam, można się komunikować bez słów, mową ciała, strojem czy fryzurą.
Zawsze nie jest to "tylko" seks.
>Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
Nie chodzi o wolność, ale o seks:)
Patrzysz na to, od złej strony.
Możesz nie zaspokajać swojej ochoty na seks, lub związać się mimo braku miłości...
Albo uprawiać seks z kimś lubianym, bez konieczności udawania.
Oczywiście Ty nie wierzysz w miłość, więc moje tłumaczenie i tak pozostanie bez zrozumienia:(
>Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
>To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
Nie ma miłości pomiędzy nami.
I znów ta miłość, więc znów moja odpowiedź trafia w ślepy zaułek.
>Nie, ja nie sypiam z kolegami.
Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
>Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony!
Może być chemia chwili.
Miły wieczór, romantyczna atmosfera... rozmowa, która sprawia, że druga osoba staje Ci się niezwykle bliska, jakbyście się znali od zawsze.
Gdy ubiera w słowa myśli, które masz zbyt porozrzucane, aby je ogarnąć.
I w tej jednej chwili rozumie Cię lepiej, niż ktokolwiek do tej pory... w pełni Cię akceptuje i pragnie Twojej bliskości.
Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Jestem pesymistą, nie liczę, że każdego kolejnego dnia będzie lepiej.
Chwytam dobre chwilę, póki mam je przed nosem;)
Użyłem użytego przez Ciebie słowa:)
>A szkoda.
Też tego żałuje, ale ten temat o miłości jasno nam pokazał, że w tym temacie mówimy innym językiem.
Większe zagłębianie się w kolejnym, wywoła tylko więcej nieporozumień.
>To jak można się umawiać tylko na seks?
W sensie dosłownym to nie możliwe, bo nawet jak się wchodzi, robi swoje i wychodzi, to może się wymsknąć jakieś słowo...
Co tam, można się komunikować bez słów, mową ciała, strojem czy fryzurą.
Zawsze nie jest to "tylko" seks.
>Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
Nie chodzi o wolność, ale o seks:)
Patrzysz na to, od złej strony.
Możesz nie zaspokajać swojej ochoty na seks, lub związać się mimo braku miłości...
Albo uprawiać seks z kimś lubianym, bez konieczności udawania.
Oczywiście Ty nie wierzysz w miłość, więc moje tłumaczenie i tak pozostanie bez zrozumienia:(
>Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
>To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
Nie ma miłości pomiędzy nami.
I znów ta miłość, więc znów moja odpowiedź trafia w ślepy zaułek.
>Nie, ja nie sypiam z kolegami.
Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
>Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony!
Może być chemia chwili.
Miły wieczór, romantyczna atmosfera... rozmowa, która sprawia, że druga osoba staje Ci się niezwykle bliska, jakbyście się znali od zawsze.
Gdy ubiera w słowa myśli, które masz zbyt porozrzucane, aby je ogarnąć.
I w tej jednej chwili rozumie Cię lepiej, niż ktokolwiek do tej pory... w pełni Cię akceptuje i pragnie Twojej bliskości.
Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Jestem pesymistą, nie liczę, że każdego kolejnego dnia będzie lepiej.
Chwytam dobre chwilę, póki mam je przed nosem;)
>Większe zagłębianie się w kolejnym, wywoła tylko więcej nieporozumień.
No tak, już raz na ten temat dyskutowaliśmy....
>Zawsze nie jest to "tylko" seks.
No właśnie. Jest jeszcze coś. Może są to uczucia, których Ty po prostu nie potrafisz nazwać? Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
>Patrzysz na to, od złej strony.
Jak to? To jak na to spojrzeć? Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem. Jak od razu zaznaczam, że nie chce się wiązać, że chodzi mi o sam seks i przyjemności z tego płynące, to znaczy, że bardzo chce mieć wolną rękę, więc chodzi o wolność.
>Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
>Nie ma miłości pomiędzy nami.
To co jest miłością? No co???
>Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha! Albo się ich toleruje, albo się ich lubi, ewentualnie przyjaźni, chociaż to akurat jest wątpliwe i sam przyznałeś mi rację....
Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż. Zależy od związku w jakim jesteś. I wtedy można mówić o kochaniu.
>Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Dla mnie takie rzeczy się dzieją tylko, jak dwie osoby mają się ku sobie. I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie. Zaczyna się kolejny etap.
>Jestem pesymistą...
Otóż to, bo jesteś Kłapouchym. Może zmień nick'a na Tygrysek. On lubi brykać i jest optymistą. Wydaje mi się, że to lepiej do Ciebie pasuje :)
No tak, już raz na ten temat dyskutowaliśmy....
>Zawsze nie jest to "tylko" seks.
No właśnie. Jest jeszcze coś. Może są to uczucia, których Ty po prostu nie potrafisz nazwać? Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
>Patrzysz na to, od złej strony.
Jak to? To jak na to spojrzeć? Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem. Jak od razu zaznaczam, że nie chce się wiązać, że chodzi mi o sam seks i przyjemności z tego płynące, to znaczy, że bardzo chce mieć wolną rękę, więc chodzi o wolność.
>Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
>Nie ma miłości pomiędzy nami.
To co jest miłością? No co???
>Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha! Albo się ich toleruje, albo się ich lubi, ewentualnie przyjaźni, chociaż to akurat jest wątpliwe i sam przyznałeś mi rację....
Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż. Zależy od związku w jakim jesteś. I wtedy można mówić o kochaniu.
>Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Dla mnie takie rzeczy się dzieją tylko, jak dwie osoby mają się ku sobie. I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie. Zaczyna się kolejny etap.
>Jestem pesymistą...
Otóż to, bo jesteś Kłapouchym. Może zmień nick'a na Tygrysek. On lubi brykać i jest optymistą. Wydaje mi się, że to lepiej do Ciebie pasuje :)
> Może są to uczucia, których Ty po prostu nie potrafisz nazwać?
Nazwałem je:)
Ale one tworzą się już wcześniej.
>Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem też tworzą się pewne uczucia - przywiązania, sympatia - to właśnie przykład, że seks sam w sobie nie występuje.
Lecz uczuć jest wiele, więc bez miłości mogą istnieć uczucia pomiędzy w przypadku prostytucji i uczucia w przypadku seksu bez miłości, dla przyjemności z kimś kogo się lubi, szanuje i ceni.
>Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem.
Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
>Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
>To co jest miłością? No co???
Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
>Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż.
Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
>Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha!
To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
>I wtedy można mówić o kochaniu.
Dla mnie "kochać się" to uprawiać seks z osobą którą się kocha.
> I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie.
Różnie bywa w życiu.
Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Każdy podąża swoją drogą, nasze drogi się przecinają, rzadko na zawsze, czasem na dłużej, a bywa, że tylko na chwilę.
Dodatkowo, ludzie którzy nie są ze sobą w związku mają pewien wymuszony dystans - traktują się inaczej; mają względem siebie więcej tolerancji a jednocześnie ograniczają się w innych kwestiach.
Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
Nazwałem je:)
Ale one tworzą się już wcześniej.
>Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem też tworzą się pewne uczucia - przywiązania, sympatia - to właśnie przykład, że seks sam w sobie nie występuje.
Lecz uczuć jest wiele, więc bez miłości mogą istnieć uczucia pomiędzy w przypadku prostytucji i uczucia w przypadku seksu bez miłości, dla przyjemności z kimś kogo się lubi, szanuje i ceni.
>Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem.
Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
>Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
>To co jest miłością? No co???
Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
>Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż.
Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
>Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha!
To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
>I wtedy można mówić o kochaniu.
Dla mnie "kochać się" to uprawiać seks z osobą którą się kocha.
> I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie.
Różnie bywa w życiu.
Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Każdy podąża swoją drogą, nasze drogi się przecinają, rzadko na zawsze, czasem na dłużej, a bywa, że tylko na chwilę.
Dodatkowo, ludzie którzy nie są ze sobą w związku mają pewien wymuszony dystans - traktują się inaczej; mają względem siebie więcej tolerancji a jednocześnie ograniczają się w innych kwestiach.
Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
>Nazwałem je:)
Przepraszam ale ja już się pogubiłam w Twoim nazewnictwie. Nie wiem już nic. Nie widzę u Ciebie różnicy w traktowaniu kobiet. Widzę tylko jeden podział, te z którymi masz ochotę sypiać lub nie.
>W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem.....
Chyba chciałeś napisać w niewielu przypadkach. Zazwyczaj jest to fizyczna robota i nic poza tym. Ani sympatii ani wtrętu. Pustka, patologia emocjonalna.
>Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
Jesteś okropny, wiesz?! ;)
>Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
Aaaa.... to tak się nie da. Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach. Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji. Teraz tego nie widzisz, a później wyjdzie szydło z worka. To jak z nałogiem.
>Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
>Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
Proste, masz męża albo partnera. A kochanka masz jak dopuszczasz się zdrady.
Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
>To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
Powtórzę drugi raz, jesteś okropny!
>Dla mnie "kochać się"......
Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
>Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Kłapouchy, na początku wydawałeś się takim rozsądnym facetem i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
>Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Heh, Tobie jednak chodzi o wolność i brak zaangażowania. Czyli czas wyzwolonych kobiet to Twój czas.
>Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
No tak, to by wiele tłumaczyło :)
Przepraszam ale ja już się pogubiłam w Twoim nazewnictwie. Nie wiem już nic. Nie widzę u Ciebie różnicy w traktowaniu kobiet. Widzę tylko jeden podział, te z którymi masz ochotę sypiać lub nie.
>W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem.....
Chyba chciałeś napisać w niewielu przypadkach. Zazwyczaj jest to fizyczna robota i nic poza tym. Ani sympatii ani wtrętu. Pustka, patologia emocjonalna.
>Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
Jesteś okropny, wiesz?! ;)
>Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
Aaaa.... to tak się nie da. Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach. Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji. Teraz tego nie widzisz, a później wyjdzie szydło z worka. To jak z nałogiem.
>Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
>Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
Proste, masz męża albo partnera. A kochanka masz jak dopuszczasz się zdrady.
Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
>To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
Powtórzę drugi raz, jesteś okropny!
>Dla mnie "kochać się"......
Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
>Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Kłapouchy, na początku wydawałeś się takim rozsądnym facetem i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
>Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Heh, Tobie jednak chodzi o wolność i brak zaangażowania. Czyli czas wyzwolonych kobiet to Twój czas.
>Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
No tak, to by wiele tłumaczyło :)
>Jesteś okropny, wiesz?! ;)
Wiem, i za to mnie kochasz:d
>Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji.
Nie wiem, co to takiego.
Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
>No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
To jak z tym:
"Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach."
Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Bo można powiedzieć, że ostatecznie tracę czas...
Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Przy odpowiedniej definicji, wszystko jest stratą... - przy definicji bardzo nihilistycznej:)
>Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
Nie mogę.
Wręcz uważam to za skandaliczne, by porównywać niewinny seks do zdrady.
>>Dla mnie "kochać się"......
>Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
Jakie jest to drugie?
>Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Tak robię. I jest to całkiem rozsądne.
Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
>i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
>No tak, to by wiele tłumaczyło :)
Dobrze, że mój przykład okazał się pomocny.
Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Wiem, i za to mnie kochasz:d
>Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji.
Nie wiem, co to takiego.
Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
>No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
To jak z tym:
"Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach."
Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Bo można powiedzieć, że ostatecznie tracę czas...
Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Przy odpowiedniej definicji, wszystko jest stratą... - przy definicji bardzo nihilistycznej:)
>Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
Nie mogę.
Wręcz uważam to za skandaliczne, by porównywać niewinny seks do zdrady.
>>Dla mnie "kochać się"......
>Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
Jakie jest to drugie?
>Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Tak robię. I jest to całkiem rozsądne.
Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
>i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
>No tak, to by wiele tłumaczyło :)
Dobrze, że mój przykład okazał się pomocny.
Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Oj Kłapouchy, Twoje ego i zbyt duża pewność siebie sprowadzą Cie kiedyś na manowce, zobaczysz! :D
>Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Tak, myślę, jest coś takiego. Wiele osób nie ma tej umiejętności. Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
>Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
Dokładnie i niestety nasze społeczeństwo powoli ją w tej kwestii dogania. W obecnych czasach, ktoś kto miał tylko jednego partnera seksualnego jest prawie jak dinozaur.
>Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
Jesteś pewny że nic? Skoro nie wierzysz w trwałość uczuć to pewnie nie. Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
>Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Jak to nie? Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
>Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Sorry ale ja nie rozumiem co Ty chcesz przez to powiedzieć. Zamiast dzikiego seksu z koleżanką z którą nie chcesz być, mógłbyś sobie
Nihilizm nie jest moją bajką, powinieneś już to wiedzieć ;)
>...niewinny seks do zdrady.
No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
>Jakie jest to drugie?
No nie wiem, to się czuje. Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
>Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
Każdy ma w życiu różne priorytety. Nie mnie oceniać.
Ja nie wiem czy, po takiej nocy z kolegą, umiałabym dalej utrzymywać relacje koleżeńskie. Pewnie nie.
>Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
Nie, nie uważam bym Cie poznawała. Pokazujesz to, co chcesz bym poznała. Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś. Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
>Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Co Ty masz z tymi wątpliwościami? Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Wiesz czemu napisałam, że to by wiele tłumaczyło? Bo po tym zdaniu co napisałeś, zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;) Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
>Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Tak, myślę, jest coś takiego. Wiele osób nie ma tej umiejętności. Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
>Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
Dokładnie i niestety nasze społeczeństwo powoli ją w tej kwestii dogania. W obecnych czasach, ktoś kto miał tylko jednego partnera seksualnego jest prawie jak dinozaur.
>Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
Jesteś pewny że nic? Skoro nie wierzysz w trwałość uczuć to pewnie nie. Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
>Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Jak to nie? Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
>Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Sorry ale ja nie rozumiem co Ty chcesz przez to powiedzieć. Zamiast dzikiego seksu z koleżanką z którą nie chcesz być, mógłbyś sobie
Nihilizm nie jest moją bajką, powinieneś już to wiedzieć ;)
>...niewinny seks do zdrady.
No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
>Jakie jest to drugie?
No nie wiem, to się czuje. Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
>Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
Każdy ma w życiu różne priorytety. Nie mnie oceniać.
Ja nie wiem czy, po takiej nocy z kolegą, umiałabym dalej utrzymywać relacje koleżeńskie. Pewnie nie.
>Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
Nie, nie uważam bym Cie poznawała. Pokazujesz to, co chcesz bym poznała. Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś. Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
>Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Co Ty masz z tymi wątpliwościami? Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Wiesz czemu napisałam, że to by wiele tłumaczyło? Bo po tym zdaniu co napisałeś, zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;) Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
>Twoje ego i zbyt duża pewność siebie sprowadzą Cie kiedyś na manowce, zobaczysz! :D
Oby z ciekawą kobietą.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
>Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
Może szybko się poddają, bo podchodzą do związków bardziej realistycznie.
Wiedzą co mogą zmienić w sobie i ile może się zmienić druga osoba, wiedzą co czują i potrafią przewidzieć zakończenie.
I co najważniejsze, mają odwagę, której brakuje innym... i pewność siebie, że zasługują na kogoś lepszego i mogą go znaleźć.
Nie wiem, czy to do końca takie złe cechy;)
>Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
Cały życie, to nie na zawsze:)
Chyba, że jesteś wyznawcą teorii, że świat kończy się, wraz z Twoją śmiercią.
>Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
W takim razie, mogę spać spokojnie:)
W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
>No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
Brzmi jak definicja miłości:p
>Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś.
Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
>Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
>Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
> zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;)
To bardzo pejoratywne określenie.
Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
>Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
Właściwie cały ten temat jest odpowiedzią na Twoje pytanie.
Takie kobiety są seksowne i wiedzą czego chcą, ale trwałość ich związku jest zależna od właściwego doboru partnera.
Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę.
Dla faceta jak ja, taka kobieta to fundament toksycznego związku.
Świetnie się nam rozmawia, sprzecza i dyskutuje... i seks też jest rewelacyjny, bo dziewczyna jest bardzo aktywna;)
W związku, tylko seks pozostaje rewelacyjny, bo ona chce by było po jej myśli, a ja po mojej - i żadne nie chce odpuścić.
Taki związek nie ma przyszłości.
Wolę zatem kobietę uległa, choć wolę nazywać ją "bardziej kobiecą".
Kobietę jakie dawniej były wszystkie, czyli kobietę pełną wdzięku, subtelną, łagodną, delikatną, nieśmiałą i skromną.
Kobietę, która chce być kobietą i pozwala mi pozostać mężczyzną.
O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
Oby z ciekawą kobietą.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
>Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
Może szybko się poddają, bo podchodzą do związków bardziej realistycznie.
Wiedzą co mogą zmienić w sobie i ile może się zmienić druga osoba, wiedzą co czują i potrafią przewidzieć zakończenie.
I co najważniejsze, mają odwagę, której brakuje innym... i pewność siebie, że zasługują na kogoś lepszego i mogą go znaleźć.
Nie wiem, czy to do końca takie złe cechy;)
>Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
Cały życie, to nie na zawsze:)
Chyba, że jesteś wyznawcą teorii, że świat kończy się, wraz z Twoją śmiercią.
>Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
W takim razie, mogę spać spokojnie:)
W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
>No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
Brzmi jak definicja miłości:p
>Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś.
Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
>Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
>Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
> zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;)
To bardzo pejoratywne określenie.
Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
>Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
Właściwie cały ten temat jest odpowiedzią na Twoje pytanie.
Takie kobiety są seksowne i wiedzą czego chcą, ale trwałość ich związku jest zależna od właściwego doboru partnera.
Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę.
Dla faceta jak ja, taka kobieta to fundament toksycznego związku.
Świetnie się nam rozmawia, sprzecza i dyskutuje... i seks też jest rewelacyjny, bo dziewczyna jest bardzo aktywna;)
W związku, tylko seks pozostaje rewelacyjny, bo ona chce by było po jej myśli, a ja po mojej - i żadne nie chce odpuścić.
Taki związek nie ma przyszłości.
Wolę zatem kobietę uległa, choć wolę nazywać ją "bardziej kobiecą".
Kobietę jakie dawniej były wszystkie, czyli kobietę pełną wdzięku, subtelną, łagodną, delikatną, nieśmiałą i skromną.
Kobietę, która chce być kobietą i pozwala mi pozostać mężczyzną.
O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
>Oby z ciekawą kobietą.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
Yhm, wszystko przed Tobą....
>Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
I c z tego? To, że mam takie przekonania, to oznacza że tak się zachowuję? Niekoniecznie.
Powody takich działań mogą być różne, zależy jak je zinterpretujesz. Ty pokazałeś to z pozytywnej strony, ja z negatywnej.
>Cały życie, to nie na zawsze:)
Trochę się czepiasz ;p Zawsze z znaczeniu całe życie. Nie wiesz co będzie jak umrzesz, więc o uczuciach możesz mówić jedynie w kontekście życia tu na ziemi.
>W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
To gratuluje, Panie Idealny ;)
>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
To ja muszę Ci mówić takie rzeczy? To Ty, wyznawca seksu bez większych uczuć, tego nie wiesz?
>Brzmi jak definicja miłości:p
Być może, ja to nazywam kochaniem.
>Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
Nie moja nadinterpretacja tylko internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi. I żadna interpretacja tego nie zmieni.
>To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
Według mnie zasadnicza. Jak kogoś lubię, to chcę mieć z nim kontakt, chce go poznawać, jestem gotowa mu pomóc o ile mogę. Jak czuję do kogoś sympatię, to nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
>Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
>Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy", któremu trzeba mówić co ma robić, który nie ma swojego zdania.
>Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę
Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie. Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
>O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Nie dziwie się, skoro obracasz się w kręgu kobiet wyzwolonych.
>Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
To trochę szowinistyczne podejście.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
Yhm, wszystko przed Tobą....
>Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
I c z tego? To, że mam takie przekonania, to oznacza że tak się zachowuję? Niekoniecznie.
Powody takich działań mogą być różne, zależy jak je zinterpretujesz. Ty pokazałeś to z pozytywnej strony, ja z negatywnej.
>Cały życie, to nie na zawsze:)
Trochę się czepiasz ;p Zawsze z znaczeniu całe życie. Nie wiesz co będzie jak umrzesz, więc o uczuciach możesz mówić jedynie w kontekście życia tu na ziemi.
>W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
To gratuluje, Panie Idealny ;)
>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
To ja muszę Ci mówić takie rzeczy? To Ty, wyznawca seksu bez większych uczuć, tego nie wiesz?
>Brzmi jak definicja miłości:p
Być może, ja to nazywam kochaniem.
>Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
Nie moja nadinterpretacja tylko internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi. I żadna interpretacja tego nie zmieni.
>To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
Według mnie zasadnicza. Jak kogoś lubię, to chcę mieć z nim kontakt, chce go poznawać, jestem gotowa mu pomóc o ile mogę. Jak czuję do kogoś sympatię, to nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
>Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
>Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy", któremu trzeba mówić co ma robić, który nie ma swojego zdania.
>Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę
Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie. Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
>O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Nie dziwie się, skoro obracasz się w kręgu kobiet wyzwolonych.
>Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
To trochę szowinistyczne podejście.
>To, że mam takie przekonania, to oznacza że tak się zachowuję? Niekoniecznie.
Tak powinno być, inaczej brak szczerości pomiędzy słowami a czynami.
>>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>To ja muszę Ci mówić takie rzeczy?
Ciekawiło mnie Twoje zdanie.
Moje padło i je podważyłaś.
>internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi.
Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Nie zrzucałbym winy na przedmiot, ale na jego użytkownika.
>nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
:)
I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
>Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
Traktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
>Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy"
Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Pewnie wygląda to, jak początek naszej rozmowy x10, z dużym zapasem wiedzy o sobie i personalnymi przytykami?
Bądź realistką.
>Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie.
Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.
Ona będzie mogła postawić na swoim, a jemu to będzie pasowało.
Oboje będą zadowoleni.
>Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
Znam takie małżeństwa, z kilkudziesięcioletnim stażem i pasuje to obojgu i mają szczęśliwe, dobrze wychowane dzieci.
Lepsze to niż ciągłe kłótnie o byle co, jak to bywa w burzliwych związkach.
>W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
Typ osobowości ma znaczenia.
Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości.
To tylko miłe hasełko, które w praktyce się nie sprawdza.
Dwie osoby coś odpuszczają, dla dobra związku, ale pozostają z poczuciem, że coś straciły.
Mijają lata i to się nawarstwia.
Oboje zaczynają widzieć związek jako pasmo poświęceń.
Widzą wszystkie pragnienia z których zrezygnowali i zaczynają się zastanawiać, czy było warto?
I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Ten nabuzowany przekazuje część energii temu spokojnemu.
Ten spokojny uspokaja nabuzowanego.
Dopełniają się, zamiast się zderzać.
To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
Tak powinno być, inaczej brak szczerości pomiędzy słowami a czynami.
>>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>To ja muszę Ci mówić takie rzeczy?
Ciekawiło mnie Twoje zdanie.
Moje padło i je podważyłaś.
>internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi.
Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Nie zrzucałbym winy na przedmiot, ale na jego użytkownika.
>nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
:)
I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
>Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
Traktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
>Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy"
Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Pewnie wygląda to, jak początek naszej rozmowy x10, z dużym zapasem wiedzy o sobie i personalnymi przytykami?
Bądź realistką.
>Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie.
Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.
Ona będzie mogła postawić na swoim, a jemu to będzie pasowało.
Oboje będą zadowoleni.
>Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
Znam takie małżeństwa, z kilkudziesięcioletnim stażem i pasuje to obojgu i mają szczęśliwe, dobrze wychowane dzieci.
Lepsze to niż ciągłe kłótnie o byle co, jak to bywa w burzliwych związkach.
>W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
Typ osobowości ma znaczenia.
Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości.
To tylko miłe hasełko, które w praktyce się nie sprawdza.
Dwie osoby coś odpuszczają, dla dobra związku, ale pozostają z poczuciem, że coś straciły.
Mijają lata i to się nawarstwia.
Oboje zaczynają widzieć związek jako pasmo poświęceń.
Widzą wszystkie pragnienia z których zrezygnowali i zaczynają się zastanawiać, czy było warto?
I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Ten nabuzowany przekazuje część energii temu spokojnemu.
Ten spokojny uspokaja nabuzowanego.
Dopełniają się, zamiast się zderzać.
To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
>Tak powinno być, inaczej brak szczerości pomiędzy słowami a czynami.
Kłapouchy, jeszcze raz, to że nie wierzę w miłość ma oznaczać, że nie potrafię zachować trwałych relacji? Niekoniecznie.
>Moje padło i je podważyłaś.
Możliwe, ja nie uważam żeby seks sam w sobie był niewinny. Oczywiście są osoby, które nie czują swojej seksualności i wtedy ich seks można określić mianem "niewinny", chociaż ja bym to nazwala biernością lub obowiązkiem małżeńskim. Seks to taka dziedzina życia, w której można być bardzo "dirty".
>Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
To samo pytanie możesz zadać sobie. Podobno mnie lubisz, czyli jak przestanę Ci odpisywać, to Ciebie to ruszy? To zanim to zrobię powinnam Cię ostrzec? :) Myślę, że nie.
>Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Oczywiście, ale uniemożliwia on prawdziwe poznanie drugiego człowieka i to bez względu na użytkownika.
>I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
Jeżeli będziesz wyciągał moje zdanie z kontekstu to nietrudno o takie stwierdzenie. To samo tyczy się Ciebie, tylko ja tego nie robię.
>...raktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
Jaki seksizm? Prawdą jest, że każdą znajomą mi osobę staram się traktować inaczej, bo w tej sposób daję tej osobie to, czego potrzebuje. Obce osoby traktuję jednakowo. Oczywiście kieruję się pewnymi zasadami jeżeli chodzi o kobiety i mężczyzn, ale każdy tak robi.
>Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Kłapouchy, za daleko wybiegasz w swoich analizach mojej osoby.
Owszem, myślę, że jestem inteligentna, ale nie jestem uparta. Na pewno nie w relacjach międzyludzkich. W dyskusjach na pewno mi się to zdarza, jednak często ustępuję jak widzę, że moje stanowisko przynosi więcej szkody niż pożytku bo kieruję się zasadą " ustąp głupszemu" :)
>Pewnie wygląda to...
Nie gdybaj.
>Bądź realistką.
Jestem..... jakbyś nie zauważył.
>Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.....
Z mojego punktu widzenia nie. Ja na co dzień podejmuję dużo decyzji, w domu nie mam ochoty tego robić, ciągła decyzyjność jest męcząca. Czasami chciałabym aby ktoś zdecydował za mnie. Jeżeli masz partnera uległego, to odpowiedzialność zawsze leży po Twojej stronie. Bo jak Ty nie zdecydujesz, to nikt tego nie zrobi. To męczące.
>Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości
I Ty wierzący w miłość to mówisz? Przeczytaj sobie jeszcze raz 1 List do Koryntian. Kompromis wynika z dwóch rzeczy, albo z braku własnego zdania albo z miłości. Jest niezbędny w związku. Skoro uważasz, że nie ma go w miłości, to znaczy nie ma miłości!?
>I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Miłość to sztuka dawania i brania. Cóż z tego, że ktoś ciągle daje skoro druga osoba nie będzie tego umiała docenić?
>Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Nie, kiedyś już rozmawialiśmy na ten temat. Przyznałeś mi wtedy rację. Jeśli jest zbyt dużo różnic, po okresie fascynacji i przyjaźni nic ludzi nie łączy oprócz dzieci i kredytu.
Muszą być podobieństwa. Wspólny temperament wspólne pasje i zainteresowania.
>To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
Na kilka lat.
Na początku to działa, jedno ogień drugie woda, a później ogień chce ognia a woda pragnie wody. Najwcześniej te różnice można zauważyć w seksie. A jak w seksie zaczyna się psuć, to trudno utrzymać całość.
Kłapouchy, jeszcze raz, to że nie wierzę w miłość ma oznaczać, że nie potrafię zachować trwałych relacji? Niekoniecznie.
>Moje padło i je podważyłaś.
Możliwe, ja nie uważam żeby seks sam w sobie był niewinny. Oczywiście są osoby, które nie czują swojej seksualności i wtedy ich seks można określić mianem "niewinny", chociaż ja bym to nazwala biernością lub obowiązkiem małżeńskim. Seks to taka dziedzina życia, w której można być bardzo "dirty".
>Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
To samo pytanie możesz zadać sobie. Podobno mnie lubisz, czyli jak przestanę Ci odpisywać, to Ciebie to ruszy? To zanim to zrobię powinnam Cię ostrzec? :) Myślę, że nie.
>Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Oczywiście, ale uniemożliwia on prawdziwe poznanie drugiego człowieka i to bez względu na użytkownika.
>I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
Jeżeli będziesz wyciągał moje zdanie z kontekstu to nietrudno o takie stwierdzenie. To samo tyczy się Ciebie, tylko ja tego nie robię.
>...raktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
Jaki seksizm? Prawdą jest, że każdą znajomą mi osobę staram się traktować inaczej, bo w tej sposób daję tej osobie to, czego potrzebuje. Obce osoby traktuję jednakowo. Oczywiście kieruję się pewnymi zasadami jeżeli chodzi o kobiety i mężczyzn, ale każdy tak robi.
>Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Kłapouchy, za daleko wybiegasz w swoich analizach mojej osoby.
Owszem, myślę, że jestem inteligentna, ale nie jestem uparta. Na pewno nie w relacjach międzyludzkich. W dyskusjach na pewno mi się to zdarza, jednak często ustępuję jak widzę, że moje stanowisko przynosi więcej szkody niż pożytku bo kieruję się zasadą " ustąp głupszemu" :)
>Pewnie wygląda to...
Nie gdybaj.
>Bądź realistką.
Jestem..... jakbyś nie zauważył.
>Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.....
Z mojego punktu widzenia nie. Ja na co dzień podejmuję dużo decyzji, w domu nie mam ochoty tego robić, ciągła decyzyjność jest męcząca. Czasami chciałabym aby ktoś zdecydował za mnie. Jeżeli masz partnera uległego, to odpowiedzialność zawsze leży po Twojej stronie. Bo jak Ty nie zdecydujesz, to nikt tego nie zrobi. To męczące.
>Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości
I Ty wierzący w miłość to mówisz? Przeczytaj sobie jeszcze raz 1 List do Koryntian. Kompromis wynika z dwóch rzeczy, albo z braku własnego zdania albo z miłości. Jest niezbędny w związku. Skoro uważasz, że nie ma go w miłości, to znaczy nie ma miłości!?
>I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Miłość to sztuka dawania i brania. Cóż z tego, że ktoś ciągle daje skoro druga osoba nie będzie tego umiała docenić?
>Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Nie, kiedyś już rozmawialiśmy na ten temat. Przyznałeś mi wtedy rację. Jeśli jest zbyt dużo różnic, po okresie fascynacji i przyjaźni nic ludzi nie łączy oprócz dzieci i kredytu.
Muszą być podobieństwa. Wspólny temperament wspólne pasje i zainteresowania.
>To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
Na kilka lat.
Na początku to działa, jedno ogień drugie woda, a później ogień chce ognia a woda pragnie wody. Najwcześniej te różnice można zauważyć w seksie. A jak w seksie zaczyna się psuć, to trudno utrzymać całość.
>to że nie wierzę w miłość ma oznaczać, że nie potrafię zachować trwałych relacji? Niekoniecznie.
Jeśli nie wierzysz w miłość to nie wierzysz w trwałość relacji.
Brak jednego, zabija drugie.
>ale uniemożliwia on prawdziwe poznanie drugiego człowieka i to bez względu na użytkownika.
Jeśli poznanie kogokolwiek jest w ogóle możliwe, to zależy od dobrej woli jednostki.
Jest niemożliwe, jeśli ktoś nie chce się uzewnętrzniać - i wtedy nie ważne, czy to internet czy nie.
>Oczywiście kieruję się pewnymi zasadami jeżeli chodzi o kobiety i mężczyzn, ale każdy tak robi.
Napisałaś bym nie uogólniał kobiet i zaszufladkowałaś mężczyzn.
>nie jestem uparta.
Jak to się nazwałaś, zawzięta? Czy to było inne słowo?
To synonim osoby upartej.
>Ja na co dzień podejmuję dużo decyzji, w domu nie mam ochoty tego robić,
Ale zwykle to robi, bo ma to we krwi.
To kwestia osobowości.
>Kompromis wynika z dwóch rzeczy, albo z braku własnego zdania albo z miłości.
Kompromis to spotkanie się w połowie drogi.
Jeśli ktoś nie ma zdania i odpuszcza lub odpuszcza bez walki, bo aż tak mu nie zależy, to żaden kompromis.
>Jest niezbędny w związku.
Kompromis jest szkodliwy.
Nawet sama jego potrzeba świadczy o tym, że żadna ze stron nie jest gotowa odpuścić.
Są gotowi narazić swój związek na szwank, z egoizmu pozyskania korzyści dla siebie - lub co gorsza, by postawić na swoim!
>Skoro uważasz, że nie ma go w miłości, to znaczy nie ma miłości!?
Uważam, że im go więcej, tym mniejszą szansę na związek, bo ustępstwa są wymuszane po walce i negocjacjach, zamiast wynikać z miłości.
>Przyznałeś mi wtedy rację.
Nie do końca:)
>Muszą być podobieństwa. Wspólny temperament wspólne pasje i zainteresowania.
Muszą być podobieństwa w pewnych sferach, jak zainteresowania, poglądy czy moralność, ale nie w przypadku temperamentu.
Dwoje flegmatyków popadnie w marazm, dwoje choleryków się zagryzie.
>a później ogień chce ognia a woda pragnie wody.
Nie wiem, nie doświadczyłem tego, nie słyszałem by ktoś tak miał.
Jesteś pierwszą osobą, która wygłasza taką opinię.
>Najwcześniej te różnice można zauważyć w seksie.
Nie zaglądam wspomnianym związkom do sypialni, więc nie umiem tego ocenić w odniesieniu do życia.
Wyglądają na szczęśliwe.
Jeśli nie wierzysz w miłość to nie wierzysz w trwałość relacji.
Brak jednego, zabija drugie.
>ale uniemożliwia on prawdziwe poznanie drugiego człowieka i to bez względu na użytkownika.
Jeśli poznanie kogokolwiek jest w ogóle możliwe, to zależy od dobrej woli jednostki.
Jest niemożliwe, jeśli ktoś nie chce się uzewnętrzniać - i wtedy nie ważne, czy to internet czy nie.
>Oczywiście kieruję się pewnymi zasadami jeżeli chodzi o kobiety i mężczyzn, ale każdy tak robi.
Napisałaś bym nie uogólniał kobiet i zaszufladkowałaś mężczyzn.
>nie jestem uparta.
Jak to się nazwałaś, zawzięta? Czy to było inne słowo?
To synonim osoby upartej.
>Ja na co dzień podejmuję dużo decyzji, w domu nie mam ochoty tego robić,
Ale zwykle to robi, bo ma to we krwi.
To kwestia osobowości.
>Kompromis wynika z dwóch rzeczy, albo z braku własnego zdania albo z miłości.
Kompromis to spotkanie się w połowie drogi.
Jeśli ktoś nie ma zdania i odpuszcza lub odpuszcza bez walki, bo aż tak mu nie zależy, to żaden kompromis.
>Jest niezbędny w związku.
Kompromis jest szkodliwy.
Nawet sama jego potrzeba świadczy o tym, że żadna ze stron nie jest gotowa odpuścić.
Są gotowi narazić swój związek na szwank, z egoizmu pozyskania korzyści dla siebie - lub co gorsza, by postawić na swoim!
>Skoro uważasz, że nie ma go w miłości, to znaczy nie ma miłości!?
Uważam, że im go więcej, tym mniejszą szansę na związek, bo ustępstwa są wymuszane po walce i negocjacjach, zamiast wynikać z miłości.
>Przyznałeś mi wtedy rację.
Nie do końca:)
>Muszą być podobieństwa. Wspólny temperament wspólne pasje i zainteresowania.
Muszą być podobieństwa w pewnych sferach, jak zainteresowania, poglądy czy moralność, ale nie w przypadku temperamentu.
Dwoje flegmatyków popadnie w marazm, dwoje choleryków się zagryzie.
>a później ogień chce ognia a woda pragnie wody.
Nie wiem, nie doświadczyłem tego, nie słyszałem by ktoś tak miał.
Jesteś pierwszą osobą, która wygłasza taką opinię.
>Najwcześniej te różnice można zauważyć w seksie.
Nie zaglądam wspomnianym związkom do sypialni, więc nie umiem tego ocenić w odniesieniu do życia.
Wyglądają na szczęśliwe.
>Brak jednego, zabija drugie.
Skąd Ty to możesz wiedzieć? Trwałość relacji to wynik wielu czynników. Strachu, tzw miłości, przywiązania, posłuszeństwa, braku perspektyw. Rożne rzeczy na to wpływają, niekoniecznie wiara w miłość.
>Jest niemożliwe, jeśli ktoś nie chce się uzewnętrzniać - i wtedy nie ważne, czy to internet czy nie.
Pijesz do mnie, czy to tylko wrażenie?
Można się uzewnętrzniać pisząc z kimś prywatnie, wtedy są szanse na to aby kogoś poznać, nie zaprzeczę. Oczywiście spotkanie w realu później to weryfikuje, bo jak zauważyłeś słowo pisane podlega interpretacji, niekoniecznie właściwej.
A w ogóle jakbyś zapomniał temat dotyczył poznania Twojej osoby. To rozumiem, że Ty uzewnętrzniasz się na forum publicznym i Ciebie można poznać?
>Napisałaś bym nie uogólniał kobiet i zaszufladkowałaś mężczyzn
Oj tam....
Jest taki śmieszny rysunek obrazujący mózg kobiety i mężczyzny. Mózg mężczyzny to właśnie szufladki. Miliony szufladek ;)
>Jak to się nazwałaś, zawzięta? Czy to było inne słowo?
Tak, zawzięta, ale tylko w dyskusjach.
>Ale zwykle to robi, bo ma to we krwi.
Nie każda i nie zawsze. Ja mogę mówić na swoim przykładzie a Ty?
>Jeśli ktoś nie ma zdania i odpuszcza lub odpuszcza bez walki, bo aż tak mu nie zależy, to żaden kompromis.
Ja wiem co to jest kompromis, ale bywa, że osoba, której się ustępuje, tak właśnie postrzega daną sytuację. Nie potrafi tego obiektywnie ocenić. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
>Kompromis jest szkodliwy.
Ale Ty herezje opowiadasz. To lepiej się kłócić? Wymuszać? Grozić i szantażować? Albo rozstać się? Każdy jest egoistą, tylko jeden w mniejszym a drugi w większym stopniu. Sztuką jest zachować umiar miedzy dobrem swoim a innych.
>Nie do końca:)
Naprawdę? Niemożliwe, jakoś mi to umknęło ;)
>Muszą być podobieństwa w pewnych sferach, jak zainteresowania, poglądy czy moralność, ale nie w przypadku temperamentu.
No to wyobraź sobie w łóżku faceta z dużym temperamentem i kobietę totalnie nieaktywną. Lub odwrotnie. Jak to zazwyczaj się kończy?
>Jesteś pierwszą osobą, która wygłasza taką opinię.
Dobrze jest mieć przy sobie osobę, która rozumie Twoje zachowanie i nie chce tłumaczenia bo sama tak ma.
>Wyglądają na szczęśliwe.
To o niczym nie świadczy...
Skąd Ty to możesz wiedzieć? Trwałość relacji to wynik wielu czynników. Strachu, tzw miłości, przywiązania, posłuszeństwa, braku perspektyw. Rożne rzeczy na to wpływają, niekoniecznie wiara w miłość.
>Jest niemożliwe, jeśli ktoś nie chce się uzewnętrzniać - i wtedy nie ważne, czy to internet czy nie.
Pijesz do mnie, czy to tylko wrażenie?
Można się uzewnętrzniać pisząc z kimś prywatnie, wtedy są szanse na to aby kogoś poznać, nie zaprzeczę. Oczywiście spotkanie w realu później to weryfikuje, bo jak zauważyłeś słowo pisane podlega interpretacji, niekoniecznie właściwej.
A w ogóle jakbyś zapomniał temat dotyczył poznania Twojej osoby. To rozumiem, że Ty uzewnętrzniasz się na forum publicznym i Ciebie można poznać?
>Napisałaś bym nie uogólniał kobiet i zaszufladkowałaś mężczyzn
Oj tam....
Jest taki śmieszny rysunek obrazujący mózg kobiety i mężczyzny. Mózg mężczyzny to właśnie szufladki. Miliony szufladek ;)
>Jak to się nazwałaś, zawzięta? Czy to było inne słowo?
Tak, zawzięta, ale tylko w dyskusjach.
>Ale zwykle to robi, bo ma to we krwi.
Nie każda i nie zawsze. Ja mogę mówić na swoim przykładzie a Ty?
>Jeśli ktoś nie ma zdania i odpuszcza lub odpuszcza bez walki, bo aż tak mu nie zależy, to żaden kompromis.
Ja wiem co to jest kompromis, ale bywa, że osoba, której się ustępuje, tak właśnie postrzega daną sytuację. Nie potrafi tego obiektywnie ocenić. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
>Kompromis jest szkodliwy.
Ale Ty herezje opowiadasz. To lepiej się kłócić? Wymuszać? Grozić i szantażować? Albo rozstać się? Każdy jest egoistą, tylko jeden w mniejszym a drugi w większym stopniu. Sztuką jest zachować umiar miedzy dobrem swoim a innych.
>Nie do końca:)
Naprawdę? Niemożliwe, jakoś mi to umknęło ;)
>Muszą być podobieństwa w pewnych sferach, jak zainteresowania, poglądy czy moralność, ale nie w przypadku temperamentu.
No to wyobraź sobie w łóżku faceta z dużym temperamentem i kobietę totalnie nieaktywną. Lub odwrotnie. Jak to zazwyczaj się kończy?
>Jesteś pierwszą osobą, która wygłasza taką opinię.
Dobrze jest mieć przy sobie osobę, która rozumie Twoje zachowanie i nie chce tłumaczenia bo sama tak ma.
>Wyglądają na szczęśliwe.
To o niczym nie świadczy...
>Skąd Ty to możesz wiedzieć? Trwałość relacji to wynik wielu czynników.
Spróbuje ostatni raz:)
Skoro nie wierzysz w prawdziwą miłość, jak nazywasz miłość na zawsze.
Uznajesz, że miłość jest ulotna i się kończy.
A związek bez miłości nie jest związkiem.
To kiedy miłość ulatuje, relacje się kończą.
Skoro więc miłość jest nietrwała, to z założenia również relacje muszą być nietrwałe.
Co za tym idzie, ludzie niezdolni do miłości prawdziwej, nie są zdolni do tworzenia trwałych relacji.
Czyli trwałe relacje nie istnieją.
To konsekwencje nie wierzenia w miłość.
A zatem, skoro trwałe relacje nie istnieją, to nie można stracić zdolności do nawiązywania trwałych relacji.
Zatem nie musisz się niczego obawiać i możesz się ze mną przespać:d
>Pijesz do mnie, czy to tylko wrażenie?
Droczę się z Tobą:)
Niewinnie, chciałoby się powiedzieć - choć nie wiem, czy to właściwy sposób, bo może się skończyć jak z tym niewinnym seksem.
Po prostu wiem, że nie można się nie uzewnętrzniać, bo im więcej się pisze, tym więcej się zdradza.
>To rozumiem, że Ty uzewnętrzniasz się na forum publicznym i Ciebie można poznać?
Tak.
Choć nie jest to dane wszystkim, jak się ostatnio przekonuje:)
>Tak, zawzięta, ale tylko w dyskusjach.
Nie wierzę, aby to się dało oddzielić.
Albo ktoś ma jakąś cechę charakteru, albo jej nie ma.
Wątpię, by ktoś umiał w sposób doskonały panować nad emocjami i pewnych zachowań w związku nie posiadać.
>Nie każda i nie zawsze. Ja mogę mówić na swoim przykładzie a Ty?
Na pewno możesz?:)
Oczywiście, że mogę i mówię.
>ale bywa, że osoba, której się ustępuje, tak właśnie postrzega daną sytuację. Nie potrafi tego obiektywnie ocenić.
Więc się myli.
Nie ma to jednak znaczenia, bo jeśli ustępujesz i dobrze się z tym czujesz, a druga osoba nic nie traci, to nie jest to kompromis.
>Ale Ty herezje opowiadasz. To lepiej się kłócić? Wymuszać? Grozić i szantażować? Albo rozstać się?
Napisałem tylko, że jest szkodliwy.
Nie najszkodliwszy:p
Oczywiście są gorsze rozwiązania, dlatego ludzie stosują kompromis.
Sam kompromis jest jak przemoc, świadczy o bezsilności.
>No to wyobraź sobie w łóżku faceta z dużym temperamentem i kobietę totalnie nieaktywną. Lub odwrotnie. Jak to zazwyczaj się kończy?
Zbyt wiele ode mnie wymagasz:)
Moja wyobraźnia jest przeogromna, ale podobnie jak wszechświat - skończona.
Nieaktywna kobieta, czyli nieprzytomna? ...martwa?:d
A tak serio, to napisałem wcześniej, jak to wygląda.
Strona bardziej energiczna obdarowuje energią tą spokojniejszą.
A spokojniejsza obdarowuje spokojem tą aktywną.
Więc w seksie, jedna strona może być bardziej ostra a druga stonowana.
Mogą się dopełniać, lub przeplatać, robiąc to raz powoli, raz szybko...
Brzmi to jak całkiem urozmaicone życie seksualne:)
>Dobrze jest mieć przy sobie osobę, która rozumie Twoje zachowanie i nie chce tłumaczenia bo sama tak ma.
To nie zależy od charakteru, ale świadomości.
Jedno są jak dwie krople wody i ciągle się kłócą, nie dostrzegając podobieństw, a inni są różni, ale dostrzegają jaka jest druga strona, pojmują te różnice i wykorzystują je do lepszego współżycia.
Spróbuje ostatni raz:)
Skoro nie wierzysz w prawdziwą miłość, jak nazywasz miłość na zawsze.
Uznajesz, że miłość jest ulotna i się kończy.
A związek bez miłości nie jest związkiem.
To kiedy miłość ulatuje, relacje się kończą.
Skoro więc miłość jest nietrwała, to z założenia również relacje muszą być nietrwałe.
Co za tym idzie, ludzie niezdolni do miłości prawdziwej, nie są zdolni do tworzenia trwałych relacji.
Czyli trwałe relacje nie istnieją.
To konsekwencje nie wierzenia w miłość.
A zatem, skoro trwałe relacje nie istnieją, to nie można stracić zdolności do nawiązywania trwałych relacji.
Zatem nie musisz się niczego obawiać i możesz się ze mną przespać:d
>Pijesz do mnie, czy to tylko wrażenie?
Droczę się z Tobą:)
Niewinnie, chciałoby się powiedzieć - choć nie wiem, czy to właściwy sposób, bo może się skończyć jak z tym niewinnym seksem.
Po prostu wiem, że nie można się nie uzewnętrzniać, bo im więcej się pisze, tym więcej się zdradza.
>To rozumiem, że Ty uzewnętrzniasz się na forum publicznym i Ciebie można poznać?
Tak.
Choć nie jest to dane wszystkim, jak się ostatnio przekonuje:)
>Tak, zawzięta, ale tylko w dyskusjach.
Nie wierzę, aby to się dało oddzielić.
Albo ktoś ma jakąś cechę charakteru, albo jej nie ma.
Wątpię, by ktoś umiał w sposób doskonały panować nad emocjami i pewnych zachowań w związku nie posiadać.
>Nie każda i nie zawsze. Ja mogę mówić na swoim przykładzie a Ty?
Na pewno możesz?:)
Oczywiście, że mogę i mówię.
>ale bywa, że osoba, której się ustępuje, tak właśnie postrzega daną sytuację. Nie potrafi tego obiektywnie ocenić.
Więc się myli.
Nie ma to jednak znaczenia, bo jeśli ustępujesz i dobrze się z tym czujesz, a druga osoba nic nie traci, to nie jest to kompromis.
>Ale Ty herezje opowiadasz. To lepiej się kłócić? Wymuszać? Grozić i szantażować? Albo rozstać się?
Napisałem tylko, że jest szkodliwy.
Nie najszkodliwszy:p
Oczywiście są gorsze rozwiązania, dlatego ludzie stosują kompromis.
Sam kompromis jest jak przemoc, świadczy o bezsilności.
>No to wyobraź sobie w łóżku faceta z dużym temperamentem i kobietę totalnie nieaktywną. Lub odwrotnie. Jak to zazwyczaj się kończy?
Zbyt wiele ode mnie wymagasz:)
Moja wyobraźnia jest przeogromna, ale podobnie jak wszechświat - skończona.
Nieaktywna kobieta, czyli nieprzytomna? ...martwa?:d
A tak serio, to napisałem wcześniej, jak to wygląda.
Strona bardziej energiczna obdarowuje energią tą spokojniejszą.
A spokojniejsza obdarowuje spokojem tą aktywną.
Więc w seksie, jedna strona może być bardziej ostra a druga stonowana.
Mogą się dopełniać, lub przeplatać, robiąc to raz powoli, raz szybko...
Brzmi to jak całkiem urozmaicone życie seksualne:)
>Dobrze jest mieć przy sobie osobę, która rozumie Twoje zachowanie i nie chce tłumaczenia bo sama tak ma.
To nie zależy od charakteru, ale świadomości.
Jedno są jak dwie krople wody i ciągle się kłócą, nie dostrzegając podobieństw, a inni są różni, ale dostrzegają jaka jest druga strona, pojmują te różnice i wykorzystują je do lepszego współżycia.
>Spróbuje ostatni raz:)
Hm...to co piszesz jest całkiem logiczne i nawet mogłabym się z tym zgodzić, tylko dodałeś jedno zdanie, które nie jest moja tezą.
"A związek bez miłości nie jest związkiem".
Eh...boje się dalej z Tobą rozmawiać, naprawdę.
>Zatem nie musisz się niczego obawiać i możesz się ze mną przespać:d
No jasne, już pędzę! ;p
To Twoje droczenie się, nie jest niewinne, jest złośliwe.
>Po prostu wiem, że nie można się nie uzewnętrzniać, bo im więcej się pisze, tym więcej się zdradza.
Nasza rozmowa polega cały czas na wymianie poglądów a wymiana poglądów nie oznacza uzewnętrzniania się. Nadal nic o mnie nie wiesz, poza tym jakie mam zdanie na dany temat ;)
>Nie wierzę, aby to się dało oddzielić.
Da się. Nie zachowuj się jak niewierny Tomasz, który nie uwierzy dopóki nie dotknie.
>Na pewno możesz?:)
A czemu nie? Mogę mówić nawet teoretycznie, ale z punktu widzenia kobiety. Ty chyba nie...
>Sam kompromis jest jak przemoc, świadczy o bezsilności.
Brutalne porównanie pesymisty. Tak to bym nazwała. Ja w kompromisie widzę pozytywne aspekty, i mimo wszystko dalej uważam, że jest niezbędny w dobrym związku.
>Zbyt wiele ode mnie wymagasz:)
Oj myślę że nie, masz duże możliwości jak sądzę. Nieaktywna kobieta to taka, która nie ma pojęcia że seks może być formą wyrażania uczuć, nie czerpie z tego przyjemności, robi to, bo chce tego jej facet.
>Więc w seksie, jedna strona może być bardziej ostra a druga stonowana.
Tak jest tylko na początku znajomości. Później zazwyczaj jedno ma ochotę a drugie nie. Zaczynają się pretensje z obu stron i najczęściej kończy się na zdradzie strony, która ma większy temperament albo "białym związkiem"
>Jedno są jak dwie krople wody i ciągle się kłócą, nie dostrzegając podobieństw, a inni są różni, ale dostrzegają jaka jest druga strona, pojmują te różnice i wykorzystują je do lepszego współżycia.
Można to tez odwrócić. Świadomość drugiej osoby jest ważna, ale ważniejsza jest empatia. A jej najwięcej mamy do osób, które są nam podobne.
Hm...to co piszesz jest całkiem logiczne i nawet mogłabym się z tym zgodzić, tylko dodałeś jedno zdanie, które nie jest moja tezą.
"A związek bez miłości nie jest związkiem".
Eh...boje się dalej z Tobą rozmawiać, naprawdę.
>Zatem nie musisz się niczego obawiać i możesz się ze mną przespać:d
No jasne, już pędzę! ;p
To Twoje droczenie się, nie jest niewinne, jest złośliwe.
>Po prostu wiem, że nie można się nie uzewnętrzniać, bo im więcej się pisze, tym więcej się zdradza.
Nasza rozmowa polega cały czas na wymianie poglądów a wymiana poglądów nie oznacza uzewnętrzniania się. Nadal nic o mnie nie wiesz, poza tym jakie mam zdanie na dany temat ;)
>Nie wierzę, aby to się dało oddzielić.
Da się. Nie zachowuj się jak niewierny Tomasz, który nie uwierzy dopóki nie dotknie.
>Na pewno możesz?:)
A czemu nie? Mogę mówić nawet teoretycznie, ale z punktu widzenia kobiety. Ty chyba nie...
>Sam kompromis jest jak przemoc, świadczy o bezsilności.
Brutalne porównanie pesymisty. Tak to bym nazwała. Ja w kompromisie widzę pozytywne aspekty, i mimo wszystko dalej uważam, że jest niezbędny w dobrym związku.
>Zbyt wiele ode mnie wymagasz:)
Oj myślę że nie, masz duże możliwości jak sądzę. Nieaktywna kobieta to taka, która nie ma pojęcia że seks może być formą wyrażania uczuć, nie czerpie z tego przyjemności, robi to, bo chce tego jej facet.
>Więc w seksie, jedna strona może być bardziej ostra a druga stonowana.
Tak jest tylko na początku znajomości. Później zazwyczaj jedno ma ochotę a drugie nie. Zaczynają się pretensje z obu stron i najczęściej kończy się na zdradzie strony, która ma większy temperament albo "białym związkiem"
>Jedno są jak dwie krople wody i ciągle się kłócą, nie dostrzegając podobieństw, a inni są różni, ale dostrzegają jaka jest druga strona, pojmują te różnice i wykorzystują je do lepszego współżycia.
Można to tez odwrócić. Świadomość drugiej osoby jest ważna, ale ważniejsza jest empatia. A jej najwięcej mamy do osób, które są nam podobne.
Związek bez miłości to układ, niczym związek aranżowany;)
>>Na pewno możesz?:)
>A czemu nie?
Bo byś się uzewnętrzniła - ot takie złośliwe droczenie się.
>Brutalne porównanie pesymisty. Tak to bym nazwała.
Może być;)
> Nieaktywna kobieta to taka, która nie ma pojęcia że seks może być formą wyrażania uczuć, nie czerpie z tego przyjemności, robi to, bo chce tego jej facet.
Więc takie istnieją, to nie jakaś miejska legenda?
A może mówisz z własnego doświadczenia?
>Tak jest tylko na początku znajomości. Później zazwyczaj jedno ma ochotę a drugie nie.
To też nie jest mi znane.
>Świadomość drugiej osoby jest ważna, ale ważniejsza jest empatia.
Świadomość to także forma empatii.
>A jej najwięcej mamy do osób, które są nam podobne.
Nie, to raczej kwestia indywidualna.
>>Na pewno możesz?:)
>A czemu nie?
Bo byś się uzewnętrzniła - ot takie złośliwe droczenie się.
>Brutalne porównanie pesymisty. Tak to bym nazwała.
Może być;)
> Nieaktywna kobieta to taka, która nie ma pojęcia że seks może być formą wyrażania uczuć, nie czerpie z tego przyjemności, robi to, bo chce tego jej facet.
Więc takie istnieją, to nie jakaś miejska legenda?
A może mówisz z własnego doświadczenia?
>Tak jest tylko na początku znajomości. Później zazwyczaj jedno ma ochotę a drugie nie.
To też nie jest mi znane.
>Świadomość drugiej osoby jest ważna, ale ważniejsza jest empatia.
Świadomość to także forma empatii.
>A jej najwięcej mamy do osób, które są nam podobne.
Nie, to raczej kwestia indywidualna.
>Związek bez miłości to układ, niczym związek aranżowany;)
Ale Ty wszystko upraszczasz i pijesz do czegoś, co nie ma odniesienia i mieszasz dwie różne sprawy. Kłapouchy bo Ci ogon urwę ;)
>Bo byś się uzewnętrzniła - ot takie złośliwe droczenie się.
Widzę że to Twoja specjalność...;)
Ogólnie rzecz biorąc, mogę mówić na swoim przykładzie, nie mówiąc o szczegółach, bądź tez wyrażać moje zdanie jako kobieta. Chyba, że interesują Cię szczegóły, to wtedy nic na to nie poradzę.
>Może być;)
Cieszę się ;)
>Więc takie istnieją, to nie jakaś miejska legenda?
No nie żartuj sobie. Takie kobiety istnieją, tak samo jak istnieją tacy mężczyźni.
>A może mówisz z własnego doświadczenia?
No i co mam Ci teraz udowodnić, że nie? ;)
>To też nie jest mi znane.
Bo widocznie nie było Ci dane wytrwać dłużej w jednym związku. Nie było Ci dane, albo nie potrafisz ;)
>Świadomość to także forma empatii.
Nie do końca, np można być świadomym czyjegoś cierpienia ale go nie rozumieć.
Ale Ty wszystko upraszczasz i pijesz do czegoś, co nie ma odniesienia i mieszasz dwie różne sprawy. Kłapouchy bo Ci ogon urwę ;)
>Bo byś się uzewnętrzniła - ot takie złośliwe droczenie się.
Widzę że to Twoja specjalność...;)
Ogólnie rzecz biorąc, mogę mówić na swoim przykładzie, nie mówiąc o szczegółach, bądź tez wyrażać moje zdanie jako kobieta. Chyba, że interesują Cię szczegóły, to wtedy nic na to nie poradzę.
>Może być;)
Cieszę się ;)
>Więc takie istnieją, to nie jakaś miejska legenda?
No nie żartuj sobie. Takie kobiety istnieją, tak samo jak istnieją tacy mężczyźni.
>A może mówisz z własnego doświadczenia?
No i co mam Ci teraz udowodnić, że nie? ;)
>To też nie jest mi znane.
Bo widocznie nie było Ci dane wytrwać dłużej w jednym związku. Nie było Ci dane, albo nie potrafisz ;)
>Świadomość to także forma empatii.
Nie do końca, np można być świadomym czyjegoś cierpienia ale go nie rozumieć.
Kłapouchy twoja sprawa jak zyjesz
2 złowa ,które wszystko mówia z ostatniego twojego wywodu--
nie musze patrzec na portfel i czas----
skapiec,sknera,dusigrosz...dusiczas dusiuczuciowiec....
a teraz łowisz nastepny seks ..nastepne obiadki az siue pani wkurzy albo ty znudzisz
to jest dla mnie obmierzle i to,ze sie do tego przyznajesz --
oznacza ze jestes dziwnie moralnie skonstruowany-
albo masz deficyt
..sprawdziłabym tez twoje" fakultety" na czaszce
masz łysine?
wez sie człowieku zbadaj bo to nie jest w normie.....
2 złowa ,które wszystko mówia z ostatniego twojego wywodu--
nie musze patrzec na portfel i czas----
skapiec,sknera,dusigrosz...dusiczas dusiuczuciowiec....
a teraz łowisz nastepny seks ..nastepne obiadki az siue pani wkurzy albo ty znudzisz
to jest dla mnie obmierzle i to,ze sie do tego przyznajesz --
oznacza ze jestes dziwnie moralnie skonstruowany-
albo masz deficyt
..sprawdziłabym tez twoje" fakultety" na czaszce
masz łysine?
wez sie człowieku zbadaj bo to nie jest w normie.....
>jesli ja promuje prostytucje albo jestem prostytutka albo
jestem zwiazanaz biznesem---inaczej byc nie moze
Skoro sama to przyznajesz.
>poczekaj skonsultuje sie z pania spod nicku "stara"
i namierze ciebie
a wtedy zobaczymy jaki mocny jestes!
Brzmi to jak groźba karalna.
I po Twoich słowach można wnioskować, że opcja druga (związanie z biznesem) bardziej pasuje.
Oni tak przymuszają dziewczyny do prostytucji.
Stąd też Twoja reakcja na moje słowa negujące prostytucję i te wyzwiska, z powodu mojej niechęci do wydawania pieniędzy na ten typ krzywdzenia ludzi.
jestem zwiazanaz biznesem---inaczej byc nie moze
Skoro sama to przyznajesz.
>poczekaj skonsultuje sie z pania spod nicku "stara"
i namierze ciebie
a wtedy zobaczymy jaki mocny jestes!
Brzmi to jak groźba karalna.
I po Twoich słowach można wnioskować, że opcja druga (związanie z biznesem) bardziej pasuje.
Oni tak przymuszają dziewczyny do prostytucji.
Stąd też Twoja reakcja na moje słowa negujące prostytucję i te wyzwiska, z powodu mojej niechęci do wydawania pieniędzy na ten typ krzywdzenia ludzi.
"...że to jedyne rozwiązanie Twoich problemów?
Dlaczego uważasz że to jest jakiekolwiek rozwiązanie? Śmierć niczego nie rozwiązuje. Jeżeli jesteś osobą wierzącą to popełniając samobójstwo wykupujesz sobie bilet w jedną stronę do piekła a tam jest z pewnością gorzej niż tutaj (jak by tutaj źle nie było). A jeżeli jesteś niewierząca to nie oznacza że po śmierci nie trafisz w jakieś gorsze miejsce (o ile po śmierci jest cokolwiek). No i pomyśl o osobach których na tobie zależy. Co one będą czuły po Twoim samobójstwie?
Dlaczego uważasz że to jest jakiekolwiek rozwiązanie? Śmierć niczego nie rozwiązuje. Jeżeli jesteś osobą wierzącą to popełniając samobójstwo wykupujesz sobie bilet w jedną stronę do piekła a tam jest z pewnością gorzej niż tutaj (jak by tutaj źle nie było). A jeżeli jesteś niewierząca to nie oznacza że po śmierci nie trafisz w jakieś gorsze miejsce (o ile po śmierci jest cokolwiek). No i pomyśl o osobach których na tobie zależy. Co one będą czuły po Twoim samobójstwie?
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
@Cross - jesteś Cross w błędzie, twierdząc, że śmierć samobójcza przenosi automatycznie człowieka do piekła. Otóż zgodnie z KKK 2282 (w zw. z KKK2283) "Ciężkie zaburzenia psychiczne, strach lub poważna obawa przed próbą, cierpieniem lub torturami mogą zmniejszyć odpowiedzialność samobójcy", zatem nieuprawnionym i błędnym jest straszenie Bożenki piekłem, skoro nie posiadasz wiedzy, czy właśnie jej stan ducha/zdrowia nie ochroniłby ją przed piekłem.
Przyjmując, że Bożenka jest osobą wierzącą (czego wykluczyć nie można) a piekło istnieje (to oczywiste dla mnie), Twoja teza prezentuje skrajną ignorancję w tym zakresie. Zatem zanim cokolwiek napiszesz, co ma podłoże teologiczne, doczytaj najpierw, a potem się wypowiadaj.
p.s. zważ, że powyższe atakuje Twoją tezę, a nie Ciebie personalnie. A teraz spróbuj zrobić rekontrę ale bez atakowania mojej osoby.
Przyjmując, że Bożenka jest osobą wierzącą (czego wykluczyć nie można) a piekło istnieje (to oczywiste dla mnie), Twoja teza prezentuje skrajną ignorancję w tym zakresie. Zatem zanim cokolwiek napiszesz, co ma podłoże teologiczne, doczytaj najpierw, a potem się wypowiadaj.
p.s. zważ, że powyższe atakuje Twoją tezę, a nie Ciebie personalnie. A teraz spróbuj zrobić rekontrę ale bez atakowania mojej osoby.
w pazdzierniku jeszcze starałam sie zazywac kapieli w morzu ..
miałam zamiar dojsc do zimy ....przez zime..ambitnie
nie udało sie ..niestety
wychodzi morsica na brzeg i 2 panów skomentowało to ..na ich szczescie
w sensie ogolnoludzkim!:)pp
"człowiek to jedyne stworzenie,które potrafi wytrzymac wszystko"!
jest w tym duzo prawdy
nieprawdaz???
ludzia to takie bestyje:):)
a kobieta szczegolnie:)
miałam zamiar dojsc do zimy ....przez zime..ambitnie
nie udało sie ..niestety
wychodzi morsica na brzeg i 2 panów skomentowało to ..na ich szczescie
w sensie ogolnoludzkim!:)pp
"człowiek to jedyne stworzenie,które potrafi wytrzymac wszystko"!
jest w tym duzo prawdy
nieprawdaz???
ludzia to takie bestyje:):)
a kobieta szczegolnie:)
"...zatem nieuprawnionym i błędnym jest straszenie Bożenki piekłem, skoro nie posiadasz wiedzy, czy właśnie jej stan ducha/zdrowia nie ochroniłby ją przed piekłem."
Nie ma to jak nieść bliźniemu w depresji pociechę.
Nie ma to jak nieść bliźniemu w depresji pociechę.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
"... później pojawił kolejny komentarz o straszeniu piekłem, etc.. "
Raczej próba zniechęcenia do ewentualnego samobójstwa. Ale żeby to zrozumieć potrzeba nieco empatii.
"Cross, a Ty wierzysz w piekło?"
Jestem zbyt racjonalną osobą aby wierzyć w piekło.
Raczej próba zniechęcenia do ewentualnego samobójstwa. Ale żeby to zrozumieć potrzeba nieco empatii.
"Cross, a Ty wierzysz w piekło?"
Jestem zbyt racjonalną osobą aby wierzyć w piekło.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
"Zatem jeżeli ktoś, kto chce popełnić samobójstwo a w nie nie wierzy, usłyszy od kogoś że za zabicie się, może tam trafić, to nie zrobi to na nim żadnego wrażenia prawda?"
Prawda. Ale nawet osoba niewierząca może zakładać że po śmierci trafia się do miejsca gorszego niż nasz świat. No chyba że ktoś uważa że śmierć jest definitywnym końcem wszystkiego.
Prawda. Ale nawet osoba niewierząca może zakładać że po śmierci trafia się do miejsca gorszego niż nasz świat. No chyba że ktoś uważa że śmierć jest definitywnym końcem wszystkiego.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
No właśnie Cross, myślałam o kimś, kto nie wierzy w piekło, ale wierzy np.że wcieli się w jakieś zwierzę, lub mysli że po śmierci nie ma niczego.
Dla osoby wierzącej w piekło również nie zrobi wrażenia " grożenie piekłem" gdyż jeżeli rzeczywiście w piekło wierzy, to również jest w pełni świadomy za co się tam trafia, nie potrzebuję przypomnienia
Dla osoby wierzącej w piekło również nie zrobi wrażenia " grożenie piekłem" gdyż jeżeli rzeczywiście w piekło wierzy, to również jest w pełni świadomy za co się tam trafia, nie potrzebuję przypomnienia
Na osobie zdeterminowanej, chcącej popełnić samobójstwo niewiele rzeczy zrobi wrażenie (w tym pewnie i grożenie piekłem). Ale lepiej wypróbować tę nikłą szansę niż nie zrobić nic.
"tłumaczenie ksiezy -ze "odosobnienie od boga"--tez nie wierze
dobry ojciec tak karze swoje utrudzone zyciem dziecko--banicja
bzdura
dobry ojciec je moze tylko przytulic
albo to nie jest dobry ojciec"
Religia katolicka jest zorientowana tylko na karanie. Dobry Ojciec kocha cię gdy Go wielbisz i czcisz. Ale spróbuj się tylko wychylić to zaraz się od ciebie odwróci.
"tłumaczenie ksiezy -ze "odosobnienie od boga"--tez nie wierze
dobry ojciec tak karze swoje utrudzone zyciem dziecko--banicja
bzdura
dobry ojciec je moze tylko przytulic
albo to nie jest dobry ojciec"
Religia katolicka jest zorientowana tylko na karanie. Dobry Ojciec kocha cię gdy Go wielbisz i czcisz. Ale spróbuj się tylko wychylić to zaraz się od ciebie odwróci.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
Graszko--ja mysle,ze nam to mocno wcisnieto -bysmy sie bali
czy zycie ma polegac na strachu
to ma byc jego podbudowa?
i miłosc tez--ma pochodzic ze strachu??
dostalismy wolna wole,wiec z jakiej racji tupanie nogami?
klapsy i kary..to sie nie trzyma kupy
ja mam inny obraz---dostalismy wolnosc i korzystamy z niej i tak długo sie uczymy--na błedach,robiac--wszyscy--sobie zle ,komus zle
naprzemian-az zrozumiemy ,ze tak sie nie da
ze to wszystko nie daje nam byc szczesliwym
a my mamy byc szczesliwi--bo po to jestesmy stworzeni
no bo jaki inny powod mógłby byc?
to religie i uzurpatorzy-manipulatorzy przez wieki uczyli nas czegos zupełnie innego
to my zadajemy sobie bol..zaden ojciec ,duch
miłosci z szacunkiem i akceptacja--bezwarunkowej miłosci
wszystko do czego mamy dojsc
i czego mamy sie nauczyc
nie kary i nagrody
jesli wybaczysz oprawcy nie bedzie kary---ale skonczy sie błedne koło oddawania
czy zycie ma polegac na strachu
to ma byc jego podbudowa?
i miłosc tez--ma pochodzic ze strachu??
dostalismy wolna wole,wiec z jakiej racji tupanie nogami?
klapsy i kary..to sie nie trzyma kupy
ja mam inny obraz---dostalismy wolnosc i korzystamy z niej i tak długo sie uczymy--na błedach,robiac--wszyscy--sobie zle ,komus zle
naprzemian-az zrozumiemy ,ze tak sie nie da
ze to wszystko nie daje nam byc szczesliwym
a my mamy byc szczesliwi--bo po to jestesmy stworzeni
no bo jaki inny powod mógłby byc?
to religie i uzurpatorzy-manipulatorzy przez wieki uczyli nas czegos zupełnie innego
to my zadajemy sobie bol..zaden ojciec ,duch
miłosci z szacunkiem i akceptacja--bezwarunkowej miłosci
wszystko do czego mamy dojsc
i czego mamy sie nauczyc
nie kary i nagrody
jesli wybaczysz oprawcy nie bedzie kary---ale skonczy sie błedne koło oddawania
Isztar, tupnięcie nogą miało być metaforą.Napisałam, że nie mam na myśli kary fizycznej..
Jeżeli moje dziecko uderzy kogoś, to należy wyjaśnić mu, dlaczego nie wolno bić innych i porozmawiać z nim o tym, co sprowokowało go do uderzenia i ew.zaproponować dziecku inne wyjście z sytuacji.
Jeżeli dziecko mimo tego, nie chce słuchać, pyskuje, rzuca przedmiotami, to jak najbardziej uważam za słuszne, by zabrać mu np. jego ulubioną zabawkę na kilka dni.
Jeżeli moje dziecko uderzy kogoś, to należy wyjaśnić mu, dlaczego nie wolno bić innych i porozmawiać z nim o tym, co sprowokowało go do uderzenia i ew.zaproponować dziecku inne wyjście z sytuacji.
Jeżeli dziecko mimo tego, nie chce słuchać, pyskuje, rzuca przedmiotami, to jak najbardziej uważam za słuszne, by zabrać mu np. jego ulubioną zabawkę na kilka dni.
ok Graszko--coraz wiecej ludzi sadzi,ze on nic nie robi!
to my wyznaczamy sobie program --co mamy do przerobienia i on sie dziej--i to,co nam potrzebne do nauki,nawet rodzice,jest przez nas w ogóle wybierane.. a niekórzy twierdza ze w szczególe!
i tez mamy wyjscie i alternatywy
pojscia inna droga
i ON naprawde nie wtraca sie --
jak w doskonałym i skompliowanym wielopoziomowym programie komputerowym--bierzesz te opcej--dalej idzie juz schemat z drobnymi indywidualnymi{zawsze!} szczegółami
zmieniasz opcje zmienia sie sciezka i doswiadczenia itd
mało tego dołaczaja sie programy innych ludzi-jak wirusy psuja ci--choc --o dziwo--nie przestajesz realizowac swojego programu
kiedys tez tak myslałam,teraz coraz bardziej ---ze --ani nie gra w kosci ,ani nie jest okrutny..
a po prostu dał nam całkowiecie wolna wole i wolnosc i mozliwosc samodoskonalenia sie
jako dzieci --w rozumieniu ludzkim --nie dajemy im tyle wolnosci i wolnej woli.czyz nie?
to my wyznaczamy sobie program --co mamy do przerobienia i on sie dziej--i to,co nam potrzebne do nauki,nawet rodzice,jest przez nas w ogóle wybierane.. a niekórzy twierdza ze w szczególe!
i tez mamy wyjscie i alternatywy
pojscia inna droga
i ON naprawde nie wtraca sie --
jak w doskonałym i skompliowanym wielopoziomowym programie komputerowym--bierzesz te opcej--dalej idzie juz schemat z drobnymi indywidualnymi{zawsze!} szczegółami
zmieniasz opcje zmienia sie sciezka i doswiadczenia itd
mało tego dołaczaja sie programy innych ludzi-jak wirusy psuja ci--choc --o dziwo--nie przestajesz realizowac swojego programu
kiedys tez tak myslałam,teraz coraz bardziej ---ze --ani nie gra w kosci ,ani nie jest okrutny..
a po prostu dał nam całkowiecie wolna wole i wolnosc i mozliwosc samodoskonalenia sie
jako dzieci --w rozumieniu ludzkim --nie dajemy im tyle wolnosci i wolnej woli.czyz nie?
Idź na Polskie g*wno do kina od razu będziesz mieć lepszy humorek ;)
http://www.filmweb.pl/film/Polskie+g%C3%B3wno-2014-491487
http://www.filmweb.pl/film/Polskie+g%C3%B3wno-2014-491487
zaplątałam się w pętlę chwilówek,a teraz przyszedł czas na pętlę na szyji.Tak,już zdecydowałam,że nastąpi to.Nie chcą mi rozłożyć na raty,a wystarczyło tylko że wypłate przysłali mi na konto w ratach i...wszystko się posypało..nie mam już siły tak żyć od stycznia będę miała komornika...nie chcę tego nie mam już siły.pisza esmsa z propozycją rozłożenia na raty po czym dzwonię a oni mówią że do każdego tak piszą a i tak oddali już do sądu.
otworzcie szampana i przestancie....
po 3 kileiszkach wszystko idzie i szybciej i lepiej i z przyjemnoscia-
jak mi teraz--miesko i ziemniaczki i sałatka-15 minut
mój rekord:)
wasze zdrowie:):)
wezcie nie marudzcie ..wizualizujcie
i postanowienia noworoczne
np---schudne!-
i juz lzej bedzie spąłcac:)
no-pp
drugie postanowienie--załoze własny biznes--zaczne od małych kroczków...
i juz jest dodatkowy dochód:)
no-pp
po 3 kileiszkach wszystko idzie i szybciej i lepiej i z przyjemnoscia-
jak mi teraz--miesko i ziemniaczki i sałatka-15 minut
mój rekord:)
wasze zdrowie:):)
wezcie nie marudzcie ..wizualizujcie
i postanowienia noworoczne
np---schudne!-
i juz lzej bedzie spąłcac:)
no-pp
drugie postanowienie--załoze własny biznes--zaczne od małych kroczków...
i juz jest dodatkowy dochód:)
no-pp
Graszko kochana ...
czegóz to nie było...
dało sie z ludzmi dogadac....
na ogół jak dół nie chce słuchac --to góra musi..
bo im tez zalezy na tym by dostac te kase...
po co komu martwy kredytobiorca---
moze to nie bedzie pocieszeniem dla wielu--ale dla mnie jest-
ludzie przzyli wojen,skrajny głód,,obozy..
mozna i kredyty i samotnosc...
podniesc sie jak feniks z popiołów ..i rozłozyc skrzydłą
jesli jest wiara w tobie --znajda sie i mozliwosci!
bo przyciagniesz --dobrych ludzi..okazje...
i warto tez z błedu wyciagnac wnioski--nie ma co brac za duzo
w tej mierze mierzyc zamiary do sił
czy jakos tak
i mysl przewodnia---"pieniadze zawsze znajda sie na to co jest mi niezbedne":)
czegóz to nie było...
dało sie z ludzmi dogadac....
na ogół jak dół nie chce słuchac --to góra musi..
bo im tez zalezy na tym by dostac te kase...
po co komu martwy kredytobiorca---
moze to nie bedzie pocieszeniem dla wielu--ale dla mnie jest-
ludzie przzyli wojen,skrajny głód,,obozy..
mozna i kredyty i samotnosc...
podniesc sie jak feniks z popiołów ..i rozłozyc skrzydłą
jesli jest wiara w tobie --znajda sie i mozliwosci!
bo przyciagniesz --dobrych ludzi..okazje...
i warto tez z błedu wyciagnac wnioski--nie ma co brac za duzo
w tej mierze mierzyc zamiary do sił
czy jakos tak
i mysl przewodnia---"pieniadze zawsze znajda sie na to co jest mi niezbedne":)
