Widok
Gradem po mordzie
O tej wichurze, co mnie po krakowskim rynku ganiała
Do butów wody mi nalała
Łba nie uchlała
Rum i cola, sprawę w swe ręce chwyciła
I tak mną wśród nieznajomych
Ludzi zakręciła
Smakowałem, wąchałem
Ze szkłem kontakt organoleptyczny
Utrzymywałem
Na rynek przez okno wyglądałem
Ratusz widziałem, pod Sukiennice zaglądałem
Gradobicie, w spokoju obserwowałem
Na śnieżycę czekałem
Ale się nie doczekałem
Resztę niestety zapomniałem
Do butów wody mi nalała
Łba nie uchlała
Rum i cola, sprawę w swe ręce chwyciła
I tak mną wśród nieznajomych
Ludzi zakręciła
Smakowałem, wąchałem
Ze szkłem kontakt organoleptyczny
Utrzymywałem
Na rynek przez okno wyglądałem
Ratusz widziałem, pod Sukiennice zaglądałem
Gradobicie, w spokoju obserwowałem
Na śnieżycę czekałem
Ale się nie doczekałem
Resztę niestety zapomniałem
Kaziu
Oj ja dziś się znów uchlałem
Takiej wymiany poglądów się
Nie spodziewałem, tytoniu z fajki pociągałem
I tak sobie o świecie rozmyślałem
Gdzieś tam u Króla na dzielnicy
W sufit spoglądałem i piwkiem
Myśli upijałem
Przed siebie spoglądałem
Za siebie spoglądałem
I treści w ludziach szukałem
Niestety nie dojrzałem
Lecz o Dakarze usłyszałem
Sam w tym roku niestety
Nie widziałem, TV nie włączałem
Choć i tak patriotycznie
Ten wyścig przeżywałem
Przeżywam, zwycięstwa oczekiwałem
Ale i tak sporo usłyszałem
Czego się nie spodziewałem.
Takiej wymiany poglądów się
Nie spodziewałem, tytoniu z fajki pociągałem
I tak sobie o świecie rozmyślałem
Gdzieś tam u Króla na dzielnicy
W sufit spoglądałem i piwkiem
Myśli upijałem
Przed siebie spoglądałem
Za siebie spoglądałem
I treści w ludziach szukałem
Niestety nie dojrzałem
Lecz o Dakarze usłyszałem
Sam w tym roku niestety
Nie widziałem, TV nie włączałem
Choć i tak patriotycznie
Ten wyścig przeżywałem
Przeżywam, zwycięstwa oczekiwałem
Ale i tak sporo usłyszałem
Czego się nie spodziewałem.
...
pali się w moim umyśle wieczne ognisko
mimo bólu, jaki powodują płomienie
coś nakazuje podtrzymywać ogień
czasem chciałabym wściekle rozkopać żar
w złości zadeptać to miejsce
i nie oglądając się za siebie
odejść daleko
wpatrzona w ogień spędzam dużo czasu
czekam na chwilę wewnętrznej iluminacji
gdy bez żalu, bez zmrużenia oka
z kamiennym wyrazem twarzy
wyciągnę dłoń nad wygasającym paleniskiem
i poczuję pod nią tylko zimny wiatr
a w sercu ulgę i wolność
lecz dopóki nieszczęsny imperatyw zmusza mnie
do nieustannego poszukiwania ostatnich tlących się iskier
nie mogę odejść stąd
trwam
zadziwiające
jak mózg potrafi zniekształcać rzeczywistość
jak człowiek siebie samego oszukiwać
mimo bólu, jaki powodują płomienie
coś nakazuje podtrzymywać ogień
czasem chciałabym wściekle rozkopać żar
w złości zadeptać to miejsce
i nie oglądając się za siebie
odejść daleko
wpatrzona w ogień spędzam dużo czasu
czekam na chwilę wewnętrznej iluminacji
gdy bez żalu, bez zmrużenia oka
z kamiennym wyrazem twarzy
wyciągnę dłoń nad wygasającym paleniskiem
i poczuję pod nią tylko zimny wiatr
a w sercu ulgę i wolność
lecz dopóki nieszczęsny imperatyw zmusza mnie
do nieustannego poszukiwania ostatnich tlących się iskier
nie mogę odejść stąd
trwam
zadziwiające
jak mózg potrafi zniekształcać rzeczywistość
jak człowiek siebie samego oszukiwać
Oczy
Dlaczego nasz świat nie lubi próżni?
Oddziela nas barierą od czegoś
Czego nie chcę zrozumieć, myśląc
Jak fizyk, choć cenię jego pracę.
Dlaczego, wpaść w głębię
Duszy jest tak ciężko?
Spoić myśli, pozostawić cała resztę
Gdzieś poza kartką
Dlaczego w katharsis cierpienia
Szukamy, za rozgrzaną podkowę
Chwytamy i garść zaciskamy?
Czy siedząc nagi na drzewie
Byłbym sobą?
Zachowywałbym się
Lecz, jak kto? Jak Ja?
Czym jest Twoje Ja we mnie?
Czyż jabłko miałbym proponować
Jej by z raju ich wygnano.
Czy może siedzę tam z
Komputerem, jak z jabłkiem,
Które w raju ma pozostać.
Dlaczego próżnia jest tak odległa?
Oddziela nas barierą od czegoś
Czego nie chcę zrozumieć, myśląc
Jak fizyk, choć cenię jego pracę.
Dlaczego, wpaść w głębię
Duszy jest tak ciężko?
Spoić myśli, pozostawić cała resztę
Gdzieś poza kartką
Dlaczego w katharsis cierpienia
Szukamy, za rozgrzaną podkowę
Chwytamy i garść zaciskamy?
Czy siedząc nagi na drzewie
Byłbym sobą?
Zachowywałbym się
Lecz, jak kto? Jak Ja?
Czym jest Twoje Ja we mnie?
Czyż jabłko miałbym proponować
Jej by z raju ich wygnano.
Czy może siedzę tam z
Komputerem, jak z jabłkiem,
Które w raju ma pozostać.
Dlaczego próżnia jest tak odległa?