Widok
Że tak powiem dostaliśmy zwrot w gotówce kosztów całej knajpy z napojami i wódką. Plus prezenty, ale nie zastanawiałam sie ile by były warte. Myslę, że z wydanych 25.000 zł n(małe wesele) zwróciło się jakieś 70 %. Ale u nas w rodzinie nie ma żadnych super kasiastych ludzi. Przyjaciele też każdy dał ile mógł/uważał za stosowne i tyle. Uważam, że dobrze jest jak jest ;)
My od początku wymarzyliśmy sobie skromny romantyczny ślub w malutkim kościółku i kameralną uroczystość tylko dla najbliższych, dlatego też ani przez myśl nam nie przeszło, że organizujemy imprezę " by się zwróciło". W ogóle nie myśleliśmy takimi kategoriami. Nasza rodzina nie jest majętna, ale łącza nas bardzo silne więzi. Najważniejsze było dla nas, żeby byli z nami w tym dniu. Dlatego zapowiedzieliśmy, że niczego od nich nie oczekujemy poza tym, żeby byli z nami. Całość wyniosła nas nie więcej niż 20 tys. A dostaliśmy dużo więcej. Od niewielkiej grupy najbliższych nam ludzi. I wiecie co? Było nam głupio. Że tak się dla nas wykosztowali, nie będąc majętni. Że musieli na to oszczędzać chyba cały rok, kosztem wielu wyrzeczeń. Tak, mam cudowną Rodzinę. Ale nie dlatego, że impreza zwróciła się nam z nawiązką. I jeśli ktoś tylko z takim założeniem robi wesele, moim zdaniem nie powinien robić go wcale.
Bo nikt tego wprost nie powie niestety.Czy byłaś kiedykolwiek na weselu, na którym Młodzi, wręczając Tobie zaproszenie, powiedzieli: "Nie chcemy od Ciebie niczego, bylebyś była z nami"? My tak zrobiliśmy. Nikogo innego nie znam.
Ja raczej spotkałam się parę razy z czymś odwrotnym, począwszy od durnych wierszyków z prośbami o "bilecik ze znakiem wodnym". Czyli w skrócie: Przyjdź, jeśli dasz kasę, bo musi się zwrócić chociaż za talerzyk. Dla mnie to szczyt żenady. Istotą wesela jest, jak sama nazwa wskazuje, żeby się radować tego dnia z najbliższymi. A nie to, żeby przeliczać, na ile się to opłaci. Jeśli kogoś nie stać, nie robi i tyle. A nie potem pretensje do losu, że tyle kasy wywalone w błoto, "bo się nie zwróciło". Goście są od dzielenia radości, nie od uzupełniania nadwyrężonego ( na własne życzenie zresztą) konta, bo ktoś chce zrobić pokazówkę. Tak uważam.
Ja raczej spotkałam się parę razy z czymś odwrotnym, począwszy od durnych wierszyków z prośbami o "bilecik ze znakiem wodnym". Czyli w skrócie: Przyjdź, jeśli dasz kasę, bo musi się zwrócić chociaż za talerzyk. Dla mnie to szczyt żenady. Istotą wesela jest, jak sama nazwa wskazuje, żeby się radować tego dnia z najbliższymi. A nie to, żeby przeliczać, na ile się to opłaci. Jeśli kogoś nie stać, nie robi i tyle. A nie potem pretensje do losu, że tyle kasy wywalone w błoto, "bo się nie zwróciło". Goście są od dzielenia radości, nie od uzupełniania nadwyrężonego ( na własne życzenie zresztą) konta, bo ktoś chce zrobić pokazówkę. Tak uważam.
I wbrew pozorom, wydaje mi się, że nie chodziło w tym pytaniu wyłącznie o teorię ;-) Bo na co komu taka wiedza wyłącznie z ciekawości? To jest forum ślubne i tu szuka się konkretów ;-) Nie wiem, czy zaspokojenie wyłącznie ciekawości Autorki wątku cokolwiek by jej dało :) Ale mogę się mylić.
A kończąc temat kasy, dawanie CZEGOKOLWIEK w kopertę przez Gościa jest jego przywilejem i dobrą wolą. Nie obowiązkiem. Z mojej strony w tym temacie to tyle ;-)
A kończąc temat kasy, dawanie CZEGOKOLWIEK w kopertę przez Gościa jest jego przywilejem i dobrą wolą. Nie obowiązkiem. Z mojej strony w tym temacie to tyle ;-)
- "I wbrew pozorom, wydaje mi się, że nie chodziło w tym pytaniu wyłącznie o teorię ;-) Bo na co komu taka wiedza wyłącznie z ciekawości? To jest forum ślubne i tu szuka się konkretów ;-) Nie wiem, czy zaspokojenie wyłącznie ciekawości Autorki wątku cokolwiek by jej dało :) Ale mogę się mylić."
Hmmmm... Może autorka ma dylemat czy zrobić wesele na 50 osób czy może jednak na 150, bo sie "bardziej" opłaca hehe ;p (to taki żarcik)
Hmmmm... Może autorka ma dylemat czy zrobić wesele na 50 osób czy może jednak na 150, bo sie "bardziej" opłaca hehe ;p (to taki żarcik)
A mi to pytanie wydaje się dość naturalne. Kilka osób pytało mnie o to "jak myślisz, zwróci Ci się wesele", a gdy odpowiadałam "że w gruncie rzeczy to nie myślałam o tym" to było zdziwienie. Tak samo gdy znajomi/rodzina wybierali się na inne wesela - to padało pytanie "ile się daje w kopercie?".
A słyszałyście, że noc poślubna to mit? Bo Młodzi są tak zmęczeni, że nie mają siły na nic innego poza liczeniem zawartości kopert. ;)
Osobiście zgadzam się z poślubioną, że najważniejszy jest fakt obecności najbliższych. I zapraszając gości właśnie to było dla mnie najistotniejsze. By była to najbliższa rodzina i przyjaciele. A gdy po naciskach ze strony rodziny, zapraszałam kogoś kogo nie widziałam od minimum 2 lat - to i tak odmawiał.
A słyszałyście, że noc poślubna to mit? Bo Młodzi są tak zmęczeni, że nie mają siły na nic innego poza liczeniem zawartości kopert. ;)
Osobiście zgadzam się z poślubioną, że najważniejszy jest fakt obecności najbliższych. I zapraszając gości właśnie to było dla mnie najistotniejsze. By była to najbliższa rodzina i przyjaciele. A gdy po naciskach ze strony rodziny, zapraszałam kogoś kogo nie widziałam od minimum 2 lat - to i tak odmawiał.
Ślubujemy już niebawem :)
Ech, to ja chyba jakaś dziwna jestem :) W życiu mi do głowy nie przyszło, żeby organizować wesele dla kasy z kopert, nigdy też nie zadałam sobie pytania, czy mi się cokolwiek zwróci, choć mnóstwo osób takie pytanie mi zadawało, zdziwionych, że tak mało Gości zaprosiłam ( w domyśle: " Tylko tyle osób? To na bank Ci się nie zwróci :P").
Ale ja kierowałam się zasadą, by zapraszać naprawdę najbliższych, których kocham, z którymi jestem zżyta i utrzymuję regularny kontakt. A nie tych, których "wypada", choć od wieków nie mam z nimi kontaktu, albo tych, którzy zaprosili mnie na własny ślub, choć wcale blisko nie jesteśmy ( właśnie po to, jak mniemam, żeby "natrzepać" kasy), albo tych, którzy mają mnóstwo kasy i sypną groszem, chociaż mnie wkurzają i działają mi na nerwy. W takich wypadkach zawsze odmawiałam przybycia, bo nie stać mnie było na oczekiwany przez nich "rewanż". Czułam się jak potencjalny bankomat z obowiązkiem wypłaty, i to w ręce ludzi, z którymi niewiele mnie łączy. Niestety wśród znajomych zauważyłam taką praktykę i bardzo mnie to razi. Ale może ja dziwna jestem ;-)
Ale ja kierowałam się zasadą, by zapraszać naprawdę najbliższych, których kocham, z którymi jestem zżyta i utrzymuję regularny kontakt. A nie tych, których "wypada", choć od wieków nie mam z nimi kontaktu, albo tych, którzy zaprosili mnie na własny ślub, choć wcale blisko nie jesteśmy ( właśnie po to, jak mniemam, żeby "natrzepać" kasy), albo tych, którzy mają mnóstwo kasy i sypną groszem, chociaż mnie wkurzają i działają mi na nerwy. W takich wypadkach zawsze odmawiałam przybycia, bo nie stać mnie było na oczekiwany przez nich "rewanż". Czułam się jak potencjalny bankomat z obowiązkiem wypłaty, i to w ręce ludzi, z którymi niewiele mnie łączy. Niestety wśród znajomych zauważyłam taką praktykę i bardzo mnie to razi. Ale może ja dziwna jestem ;-)
A co do mitycznej nocy poślubnej- zdecydowanie spędziłam ją dużo przyjemniej niż na liczeniu kasy ;-)
Koleżanko z postu powyżej- tak trzymaj :) Jeśli będziesz mieć przy sobie wyłącznie bliskie Ci osoby, wszystko się uda, bo to ludzie tworzą klimat tego dnia. Moi znajomi obłowili się na weselu na naprawdę sporą sumę, bo zapraszali prawie samych "kasiastych". I co z tego, skoro na weselu mieli same kwasy. Bo pamiętali o pieniądzach, tylko zapomnieli o ludziach. A to oni są tego dnia najważniejsi.
Koleżanko z postu powyżej- tak trzymaj :) Jeśli będziesz mieć przy sobie wyłącznie bliskie Ci osoby, wszystko się uda, bo to ludzie tworzą klimat tego dnia. Moi znajomi obłowili się na weselu na naprawdę sporą sumę, bo zapraszali prawie samych "kasiastych". I co z tego, skoro na weselu mieli same kwasy. Bo pamiętali o pieniądzach, tylko zapomnieli o ludziach. A to oni są tego dnia najważniejsi.
Dlatego my organizujemy wesele na takie, na jakie nas stać :) A nie takie by zaprosić jak największą z nadzieją, że się "zwróci".
Oczywiście milo jest prezenty dostać, hipokrytką bym była gdybym powiedziała, że nie lubię ich dostawać. Ale to nie dla prezentów organizuje się wesele. One są tylko dodatkiem.
A wracając do zapraszania - naprawdę miło by słyszeć jak ktoś z radością odpowiadał, że z pewnością będzie z nami w tym dniu :)
Ale ta sama sytuacja co z weselami jest z Komuniami. Naprawdę się martwię zbliżającymi komuniami bo z jednej strony to daje się tyle ile chce. Ale z drugiej strony odczuwam naciski ze strony społeczeństwa, że chrzestna co nie da 1000zł w kopercie to "słaba chrzestna".
Oczywiście milo jest prezenty dostać, hipokrytką bym była gdybym powiedziała, że nie lubię ich dostawać. Ale to nie dla prezentów organizuje się wesele. One są tylko dodatkiem.
A wracając do zapraszania - naprawdę miło by słyszeć jak ktoś z radością odpowiadał, że z pewnością będzie z nami w tym dniu :)
Ale ta sama sytuacja co z weselami jest z Komuniami. Naprawdę się martwię zbliżającymi komuniami bo z jednej strony to daje się tyle ile chce. Ale z drugiej strony odczuwam naciski ze strony społeczeństwa, że chrzestna co nie da 1000zł w kopercie to "słaba chrzestna".
Ślubujemy już niebawem :)
Też sie nie zastanawiałam przed ślubem czy zwrócą mi sie koszty i w jakim stopniu. Guzik mnie to obchodziło. Byłam pochłonięta przygotowaniami i lataniem po marketach budowlanych, bo remontowaliśmy dom. Nie wspomnę, że do tego jeszcze każde z nas pochłoniete swoją pracą. Człowiek nie mił czasu myśleć "a ten to ile da w kopercie?" ;p
A noc poślubna musiała być. Nawet o tej 7 rano jak już wylądowaliśmy w łóżku to jakoś senność przeszła ;p
A noc poślubna musiała być. Nawet o tej 7 rano jak już wylądowaliśmy w łóżku to jakoś senność przeszła ;p
Też to obserwuję, tak jakby ludzie zapomnieli, że rolą chrzestnego jest wspieranie rodziców w religijnym wychowaniu dziecka, a nie dawanie kasy przy okazji imprez. A potem dzieci mają chrzestnych, których widują raz w roku na urodzinach, gdy przywozi drogi prezent, a tyle mają wspólnego z wiarą, co zeszłoroczny śnieg:/ Ale to temat na zupełnie inny wątek.
A nawiązując do wypowiedzi Koleżanki powyżej- reakcja ludzi na wręczanie zaproszeń jest doskonałym miernikiem tego, ile naprawdę dla nich znaczycie ;-) Dlatego nie rozumiem, gdy ktoś niemalże popada w depresję, że zaprasza 300 osób, a przyjdzie 50 i mu się " nie zwróci". Ja bym się raczej cieszyła, że w naturalny sposób wyeliminowali się Ci, którzy mają gdzieś i Was, i Wasze święto, a nie płakała po niedoszłej kasie, której nie włożą w kopertę :P
Choć wydaje mi się, że większość ludzi organizuje wesele ze względu na tradycję. Są ludzie, którzy robią wesele na 300 osób nie dla pieniędzy a na pokaz "jaką ja imprezę zorganizowałem".
Choć też nie oceniałabym nikogo przez wzgląd na liczbę gości. Znam pary organizujące wesela na 160 osób, gdzie to bliska rodzina i przyjaciele. Kiedyś były większe rodziny i wystarczy, że rodzice mają sporo rodzeństwa. do tego dodamy kuzynostwo, które być może ma już swoje rodziny :) No i liczba gości się powiększa błyskawicznie.
Choć też nie oceniałabym nikogo przez wzgląd na liczbę gości. Znam pary organizujące wesela na 160 osób, gdzie to bliska rodzina i przyjaciele. Kiedyś były większe rodziny i wystarczy, że rodzice mają sporo rodzeństwa. do tego dodamy kuzynostwo, które być może ma już swoje rodziny :) No i liczba gości się powiększa błyskawicznie.
Ślubujemy już niebawem :)
poslubiona, generalnie się z Tobą zgadzam, ale myślę, że autorka może po prostu mieć ograniczony budżet, a chciałaby zaprosić większą ilość osób, bo np. ma sporą rodzinę. I teraz dylemat, czy robić wesele, na które w danej chwili mnie stać, czy pożyczyć trochę kasy, którą zaraz po weselu będzie można zwrócić, wyprawiając imprezę na więcej osób albo z dodatkowymi atrakcjami. Nie oceniajmy z góry tak surowo :)