Widok
My zaprosiliśmy przyjaciół...bo są dla nas bliscy jak rodzina. I często spędza się z nimi więcej czasu... bo gdy do rodziny jest kawał drogi, a przyjaciele są na miejscu to do kogo się idzie jak potrzebuje się wsparcia?
I dlatego też zdecydowaliśmy, że obowiązkowo zapraszamy naszą grupę przyjaciół.
I dlatego też zdecydowaliśmy, że obowiązkowo zapraszamy naszą grupę przyjaciół.
Ślubujemy już niebawem :)
Macie rację, dziewczyny, że czasem tej najbliższej rodziny wychodzi ponad setka. Ale po pierwsze: czy aby na pewno z CAŁA SETKĄ utrzymują regularny kontakt i są im bliscy? Czy zapraszają całą setkę tylko dlatego, że dwie c*otki się obrażą, że trzy inne zostały zaproszone, a one nie, więc wypada zaprosić wszystkie? Tak szczerze, z ręką na sercu?
Po drugie: w mojej wypowiedzi chodziło mi nie tyle o liczbę osób, ale o samo mentalne podejście- czy na pewno koszta "się zwrócą" bez względu na to, ilu ich finalnie przybędzie ;-) Znam takich, którzy zaprosili tylko 20 osób- ale wyłącznie zamożnych. Bo też liczyli, że im "się zwróci". I to zasobność portfela była tu akurat decydująca, a nie liczba gości ;-) Przypadki są różne.
To fakt, że nie siedzę w głowie Autorki i na 100% nie mogę wiedzieć, jaki był jej zamysł. Natomiast z tonu pytania i wypowiedzi wnioskuję, że faktycznie liczy na zwrot kosztów. Jeśli się mylę, to Cię, Autorko, przepraszam, ale naprawdę takie odniosłam wrażenie.
Co do kosztów wesela, to trzeba mierzyć siły na zamiary. Robisz takie wesele, na jakie Cię stać, albo nie robisz go wcale. Kalkulowanie, czy uda się nazbierać tyle kasy, by po weselu szybko oddać, to niepotrzebne nerwy i przy okazji wyrachowanie moim zdaniem. Powiem więcej- znam też takich, którzy koniecznie chcieli zrobić pokazówkę i brali kredyt na wesele na kosmiczne kwoty- dziś są już po rozwodzie, a kredyt nadal spłacają. Tak to jest, gdy skupia się całą uwagę na "otoczce" i "atrakcjach", a zapomina o tym, co w tym dniu jest najważniejsze.
I rzeczywiście- przyznaję, że mnie poniosło. Bo nic mnie tak nie irytuje jak roszczeniowość typu :Przyjdź z kopertą albo nie przychodź wcale. Z tego powodu od jakiegoś czasu odpuszczam sobie takie imprezy ;-) Jeśli mam być sprowadzona do roli bankomatu, dziękuję bardzo. Nie mój cyrk, nie moje małpy ;-)
Po drugie: w mojej wypowiedzi chodziło mi nie tyle o liczbę osób, ale o samo mentalne podejście- czy na pewno koszta "się zwrócą" bez względu na to, ilu ich finalnie przybędzie ;-) Znam takich, którzy zaprosili tylko 20 osób- ale wyłącznie zamożnych. Bo też liczyli, że im "się zwróci". I to zasobność portfela była tu akurat decydująca, a nie liczba gości ;-) Przypadki są różne.
To fakt, że nie siedzę w głowie Autorki i na 100% nie mogę wiedzieć, jaki był jej zamysł. Natomiast z tonu pytania i wypowiedzi wnioskuję, że faktycznie liczy na zwrot kosztów. Jeśli się mylę, to Cię, Autorko, przepraszam, ale naprawdę takie odniosłam wrażenie.
Co do kosztów wesela, to trzeba mierzyć siły na zamiary. Robisz takie wesele, na jakie Cię stać, albo nie robisz go wcale. Kalkulowanie, czy uda się nazbierać tyle kasy, by po weselu szybko oddać, to niepotrzebne nerwy i przy okazji wyrachowanie moim zdaniem. Powiem więcej- znam też takich, którzy koniecznie chcieli zrobić pokazówkę i brali kredyt na wesele na kosmiczne kwoty- dziś są już po rozwodzie, a kredyt nadal spłacają. Tak to jest, gdy skupia się całą uwagę na "otoczce" i "atrakcjach", a zapomina o tym, co w tym dniu jest najważniejsze.
I rzeczywiście- przyznaję, że mnie poniosło. Bo nic mnie tak nie irytuje jak roszczeniowość typu :Przyjdź z kopertą albo nie przychodź wcale. Z tego powodu od jakiegoś czasu odpuszczam sobie takie imprezy ;-) Jeśli mam być sprowadzona do roli bankomatu, dziękuję bardzo. Nie mój cyrk, nie moje małpy ;-)
Myślę, że każdy zrozumiał o co Ci chodzi :)
Wyszła całkiem ciekawa dyskusja.
Myślę, że na większości wesel będą ludzie nam bliżsi, jak i dalsi.
Dla przykładu - zaprosiłam rodzinę zzagranicy, której nie widzialam 10 lat. Bliska rodzina, ale zero kontaktu. Wiesz jakie było moje zaskoczenie i radość, jak mi oznajmili, że z chęcią przyjadą na moje wesele, że zobaczymy się po latach. I jest to w pewnym sensie piękne, że odwiedzą Polskę właśnie po to by być ze mną w tym dniu :) Uprzedzam, że nie zapraszałam ich dlatego, że są "zzagranicy", tylko dlatego, że są dość bliską rodziną.
Wyszła całkiem ciekawa dyskusja.
Myślę, że na większości wesel będą ludzie nam bliżsi, jak i dalsi.
Dla przykładu - zaprosiłam rodzinę zzagranicy, której nie widzialam 10 lat. Bliska rodzina, ale zero kontaktu. Wiesz jakie było moje zaskoczenie i radość, jak mi oznajmili, że z chęcią przyjadą na moje wesele, że zobaczymy się po latach. I jest to w pewnym sensie piękne, że odwiedzą Polskę właśnie po to by być ze mną w tym dniu :) Uprzedzam, że nie zapraszałam ich dlatego, że są "zzagranicy", tylko dlatego, że są dość bliską rodziną.
Ślubujemy już niebawem :)
Rozumiem Cię, bo też miałam bliską Rodzinę, która przyjechała z zagranicy. I też ucieszyli się, że będzie tak wyjątkowa okazja do spotkania. Tutaj jednak w grę wchodzi bariera odległości i niemożność codziennego kontaktu nawet mimo chęci, więc kategorię "zagranica" z automatu traktuję inaczej :) To tak dla wyjaśnienia.
Natomiast co do dalszych znajomych- każdy robi, jak uważa. Tak jak napisałam wcześniej- to, czy naprawdę jesteśmy dla nich tak bliscy, jak oni dla nas, wychodzi przy rozdawaniu zaproszeń ;-)
Dziękuję wszystkim za polemikę i ciekawą dyskusję :) Od siebie dodam tyle, że ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji. Na moim ślubie stawili się wszyscy, których zaprosiłam. I to był dla nas najpiękniejszy prezent, bo pokazali swoją obecnością, że jesteśmy dla nich tak samo ważni, jak oni dla nas. Oby jak najwięcej osób mogło napisać po swoim ślubie to samo ;-)
Natomiast co do dalszych znajomych- każdy robi, jak uważa. Tak jak napisałam wcześniej- to, czy naprawdę jesteśmy dla nich tak bliscy, jak oni dla nas, wychodzi przy rozdawaniu zaproszeń ;-)
Dziękuję wszystkim za polemikę i ciekawą dyskusję :) Od siebie dodam tyle, że ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji. Na moim ślubie stawili się wszyscy, których zaprosiłam. I to był dla nas najpiękniejszy prezent, bo pokazali swoją obecnością, że jesteśmy dla nich tak samo ważni, jak oni dla nas. Oby jak najwięcej osób mogło napisać po swoim ślubie to samo ;-)
Nno to rozumiem :) My akurat oboje jesteśmy bardzo rodzinni i częściej spotykamy się z rodziną niż jakimikolwiek znajomymi. Nawet ostatnią (i nie tylko) majówkę spędzaliśmy z rodzeństwem i kuzynostwem, Sylwestra również (itd.). Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach to dość rzadko spotykane - może mamy wyjątkowe szczęście w tej kwestii ;)
Powiem Tobie, że ja czułam stres aż do przedślubnego wieczora, bo w końcu nie co dzień wychodzę za mąż ;-) O ludzi byłam spokojna, bo miałam przy sobie wyłącznie najbliższych życzliwych nam ludzi, bardziej obawiałam się głupich wpadek typu że się potknę na schodach albo przejęzyczę słowa przysięgi :D
Po czym w dniu ślubu wstałam rano z takim spokojem, jakby to nie był mój dzień, tylko kogoś innego :) I ten spokój towarzyszył mi już przez cały dzień. Zero nerwów, absolutnie ZERO. Czułam głęboką pewność, że to TEN mężczyzna i jakoś tak naprawdę wszystko ze mnie zeszło. Wierzę, że u Ciebie będzie podobnie :)
Nasz dzień obył się bez żadnych wpadek i incydentów, był naprawdę najpiękniejszy w moim życiu. Oby wszystko poszło po Twojej myśli :) Jeśli jednak nawet coś się nie uda, to i tak najważniejsze, że zostaniesz żoną ukochanego mężczyzny, reszta nie będzie już ważna ;-)
Po czym w dniu ślubu wstałam rano z takim spokojem, jakby to nie był mój dzień, tylko kogoś innego :) I ten spokój towarzyszył mi już przez cały dzień. Zero nerwów, absolutnie ZERO. Czułam głęboką pewność, że to TEN mężczyzna i jakoś tak naprawdę wszystko ze mnie zeszło. Wierzę, że u Ciebie będzie podobnie :)
Nasz dzień obył się bez żadnych wpadek i incydentów, był naprawdę najpiękniejszy w moim życiu. Oby wszystko poszło po Twojej myśli :) Jeśli jednak nawet coś się nie uda, to i tak najważniejsze, że zostaniesz żoną ukochanego mężczyzny, reszta nie będzie już ważna ;-)
Mnie stres dopada nie ze względu na wątpliwości czy to TEN JEDYNY.
Organizacja ślubu i wesela to już pewne przedsięwzięcie. I nawet jeśli są na nim najbliżsi to chcemy by wszystko było perfekcyjne. By jedzenie smakowało, by niczego nie zbrakło, by zespół dobrze grał itp itd. Jak do tej pory organizowałam małe rodzinne posiadówki :)
Organizacja ślubu i wesela to już pewne przedsięwzięcie. I nawet jeśli są na nim najbliżsi to chcemy by wszystko było perfekcyjne. By jedzenie smakowało, by niczego nie zbrakło, by zespół dobrze grał itp itd. Jak do tej pory organizowałam małe rodzinne posiadówki :)
Ślubujemy już niebawem :)
Ja akurat takich obaw nie miałam, bo bardzo, bardzo starannie wybrałam usługodawców, którzy sprawdzili się u wszystkich, których pytałam o polecenie :) I nie ukrywam, że mega pomocne było m.in. to forum. Praktycznie wszystkich znalazłam tutaj, na tym forum, z polecenia. I sprawdzili się także i u mnie, więc polecałam tutaj dalej :)
Pewnie, że ryzyko, że coś pójdzie nie tak, zawsze jest, bo może ktoś być w gorszej dyspozycji dnia albo zwyczajnie pogoda zawiedzie. Ale naprawdę takimi szczegółami ja akurat zupełnie się nie przejmowałam ;-) jedyne moje obawy były związane właśnie z moja osobą, bo mam dar różnych wpadek słownych oraz sytuacyjnych i jest boskim cudem, że nic takiego nie miało miejsca :D
Zaufaj ludziom, którzy będą z Tobą w tym dniu, ich wiedzy i doświadczeniu, bo zakładam, że nie wybrałaś swoich usługodawców z przypadku, tylko po starannym przemyśleniu i w oparciu o pozytywne rekomendacje, a nie na chybił trafił ;-)
A na resztę i tak wpływu nie masz :) Głowa do góry :)
Pewnie, że ryzyko, że coś pójdzie nie tak, zawsze jest, bo może ktoś być w gorszej dyspozycji dnia albo zwyczajnie pogoda zawiedzie. Ale naprawdę takimi szczegółami ja akurat zupełnie się nie przejmowałam ;-) jedyne moje obawy były związane właśnie z moja osobą, bo mam dar różnych wpadek słownych oraz sytuacyjnych i jest boskim cudem, że nic takiego nie miało miejsca :D
Zaufaj ludziom, którzy będą z Tobą w tym dniu, ich wiedzy i doświadczeniu, bo zakładam, że nie wybrałaś swoich usługodawców z przypadku, tylko po starannym przemyśleniu i w oparciu o pozytywne rekomendacje, a nie na chybił trafił ;-)
A na resztę i tak wpływu nie masz :) Głowa do góry :)
Założenie mieliśmy proste- żadnych sprośnych, obciachowych i niesmacznych zabaw typu macanie po kolanku czy przeciąganie jajka w nogawce ;-) U nas sprawdziły się:
- kareta ( lub jej wersja "zoologiczna" pt. wycieczka do zoo),
- karaoke- wersja zmodyfikowana, tj. losowało się jakiś utwór, na ekranie był tekst i trzeba go było zaśpiewać kolejno tak, jakby była to opera, heavy metal i disco polo :D
- zabawa taneczna "dwie ręce, jedna noga"
- krzesła ( wersja rozszerzona o rekwizyty, tj. można było usiąść na krześle tylko w momencie, gdy zdobyło się konkretny rekwizyt, o który gość został poproszony przez zespół, w pewnym momencie wszyscy rzucili się w kierunku WC, bo rekwizytem miał być papier toaletowy ;-))
-telefon z klubu włoskich kawalerów, odczytany oczywiście na głos :D
Ale największym absolutnym hitem był taniec integracyjny "belgijka". W pewnym momencie nawet obsługa kelnerska się włączyła do zabawy, tak ich wciągnęła :)
- kareta ( lub jej wersja "zoologiczna" pt. wycieczka do zoo),
- karaoke- wersja zmodyfikowana, tj. losowało się jakiś utwór, na ekranie był tekst i trzeba go było zaśpiewać kolejno tak, jakby była to opera, heavy metal i disco polo :D
- zabawa taneczna "dwie ręce, jedna noga"
- krzesła ( wersja rozszerzona o rekwizyty, tj. można było usiąść na krześle tylko w momencie, gdy zdobyło się konkretny rekwizyt, o który gość został poproszony przez zespół, w pewnym momencie wszyscy rzucili się w kierunku WC, bo rekwizytem miał być papier toaletowy ;-))
-telefon z klubu włoskich kawalerów, odczytany oczywiście na głos :D
Ale największym absolutnym hitem był taniec integracyjny "belgijka". W pewnym momencie nawet obsługa kelnerska się włączyła do zabawy, tak ich wciągnęła :)
Co prawda zarejestrowałem się tylko w celu wypowiedzi :) i przebaczcie że facet tu zajrzał ;D
Sam szukałem odpowiedzi na pytanie jak to zazwyczaj jest ile się zwraca za wesele, ale zarazem szukałem świeższych informacji (bo np 5 lat temu było inaczej niż jest dziś ;P)
Z góry chciałem dodać iż jestem może trochę egoistyczny i lubię prezenty ;P ale rodzina dużo dla mnie znaczyła (podkreślam „znaczYŁA” ale dlaczego o tym już później). Wraz z mamą (od początku roku już świętej pamięci) – naprawdę wszelkie kłopoty rodzinne staraliśmy się rozwiązać (nie koniecznie o kwestie finansowe ale głownie spory, problemy z prawem, nawet miejsca pracy czy pomoc w starostwie i naprawdę wiele innych tych poważniejszych i błahych)
Niebawem i mnie spotka ta szczęśliwa chwila. Muszę przyznać że na początku nie chcieliśmy wesela bo uznaliśmy że to ogromny wydatek ale rodzice nas przekonali że będzie bo to rodzinna impreza (a swoją drogą czy wesele będzie na 100tkę osób czy "kameralne przyjęcia dla najbliższych" na 30tkę to i tak nie zmienia faktu że się kasę wyda w niemałej ilości)
Jak wspomniałem ciut wyżej że nie chcieliśmy wesela mama mi wypomniała na ilu ja weselach byłem a teraz się okazuje że NIKT (poza bratanicą) z tych osób u których ja byłem NIE POJAWI SIĘ NA MOIM WESELU - a to boli bo i dla niektórych z nich naprawdę się troiliśmy, stawaliśmy na głowie aby im pomóc – a tu dziwne odpowiedzi że nie przyjadą bo np mają komunie u kogoś tam (serio? W środku czerwca? W sobotę?)
Poszukiwania odpowiedzi na pytanie "ile mogę się spodziewać" motywuje nie tylko ciekawością to przyznam ale chęcią zaplanowania sobie wydatków (remont, nowe łóżko, spełnienie marzeń itp) bo aktualnie mamy takie swoje kłopoty finansowe (może ktoś zrozumie)
Dziękuję za te wszystkie posty - dzięki nim mogę się spodziewać że uzbieramy na wymianę okien i łóżka - a marzenie cóż :P dalszy plan ;] (albo kredyt)
Dodam tylko że u mojej bratanicy i trafiały się..... puste koperty - nie jedna, nie dwie, ale aż osiem....Było stalowe pudełeczko na koperty - coś jak mała urna. Naprawdę szalony jest również fakt że wydali na wesele około 30tyś (łącznie, na 130 osób) a zwrócilo im się.... trochę ponad 10tyś (z czego my+moi rodzice łącznie daliśmy 2000).
Jedno ale – jakby ktoś chciał to skomentować to i tak już raczej tego nie przeczytam :)
dodam jeszcze komentarz jakby ktoś chciał mi wypomnieć że "wesele a żałoba" - „śmierci się nie planuje a weselicho planowaliśmy 3 lata temu , przełożylibyśmy na następny rok (albo raczej 2-3) to kto wie czy znów jakieś inne nieszczęście się nie zdarzy”
Sam szukałem odpowiedzi na pytanie jak to zazwyczaj jest ile się zwraca za wesele, ale zarazem szukałem świeższych informacji (bo np 5 lat temu było inaczej niż jest dziś ;P)
Z góry chciałem dodać iż jestem może trochę egoistyczny i lubię prezenty ;P ale rodzina dużo dla mnie znaczyła (podkreślam „znaczYŁA” ale dlaczego o tym już później). Wraz z mamą (od początku roku już świętej pamięci) – naprawdę wszelkie kłopoty rodzinne staraliśmy się rozwiązać (nie koniecznie o kwestie finansowe ale głownie spory, problemy z prawem, nawet miejsca pracy czy pomoc w starostwie i naprawdę wiele innych tych poważniejszych i błahych)
Niebawem i mnie spotka ta szczęśliwa chwila. Muszę przyznać że na początku nie chcieliśmy wesela bo uznaliśmy że to ogromny wydatek ale rodzice nas przekonali że będzie bo to rodzinna impreza (a swoją drogą czy wesele będzie na 100tkę osób czy "kameralne przyjęcia dla najbliższych" na 30tkę to i tak nie zmienia faktu że się kasę wyda w niemałej ilości)
Jak wspomniałem ciut wyżej że nie chcieliśmy wesela mama mi wypomniała na ilu ja weselach byłem a teraz się okazuje że NIKT (poza bratanicą) z tych osób u których ja byłem NIE POJAWI SIĘ NA MOIM WESELU - a to boli bo i dla niektórych z nich naprawdę się troiliśmy, stawaliśmy na głowie aby im pomóc – a tu dziwne odpowiedzi że nie przyjadą bo np mają komunie u kogoś tam (serio? W środku czerwca? W sobotę?)
Poszukiwania odpowiedzi na pytanie "ile mogę się spodziewać" motywuje nie tylko ciekawością to przyznam ale chęcią zaplanowania sobie wydatków (remont, nowe łóżko, spełnienie marzeń itp) bo aktualnie mamy takie swoje kłopoty finansowe (może ktoś zrozumie)
Dziękuję za te wszystkie posty - dzięki nim mogę się spodziewać że uzbieramy na wymianę okien i łóżka - a marzenie cóż :P dalszy plan ;] (albo kredyt)
Dodam tylko że u mojej bratanicy i trafiały się..... puste koperty - nie jedna, nie dwie, ale aż osiem....Było stalowe pudełeczko na koperty - coś jak mała urna. Naprawdę szalony jest również fakt że wydali na wesele około 30tyś (łącznie, na 130 osób) a zwrócilo im się.... trochę ponad 10tyś (z czego my+moi rodzice łącznie daliśmy 2000).
Jedno ale – jakby ktoś chciał to skomentować to i tak już raczej tego nie przeczytam :)
dodam jeszcze komentarz jakby ktoś chciał mi wypomnieć że "wesele a żałoba" - „śmierci się nie planuje a weselicho planowaliśmy 3 lata temu , przełożylibyśmy na następny rok (albo raczej 2-3) to kto wie czy znów jakieś inne nieszczęście się nie zdarzy”
Denerwuje mnie tylko czepianie się pustych kopert. Matko z córką! Poza tym, czym jest pusta koperta? Taka zupełnie pusta czy może z piękną kartką z odręcznie wypisanymi życzeniami na pamiątkę, ale bez pieniędzy?
Koperty bez pieniędzy mogą oznaczać, że kogoś nie stać na prezent, kupił (albo nawet sam zrobił!) bukiecik, ale jest mu wstyd przed innymi, że ma kłopoty finansowe, więc wrzuca kopertę, jak gdyby nigdy nic, bo nie chce żadnych plotek, ani litości. Koperty bez pieniędzy mogą być też kopertami z życzeniami, które mają stanowić dla Młodych pamiątkę, co dla mnie jest prezentem samym w sobie i często wracam do kopert z mojej Pierwszej Komunii Świętej, w których pieniędzy nie było, ale są życzenia od osób, które nierzadko zdążyły już odejść. Kopertę bez pieniędzy daje się również wtedy, kiedy kupiło się inny prezent, ale chce się zostawić po sobie jeszcze jakąś dodatkową pamiątkę w postaci spisanych życzeń. Może i są tacy, co ich stać, a wrzucają pustą kopertę, bo są wyjątkowo chytrzy - nie wiem, ale jak słyszę takie ocenianie gości po zawartości pieniędzy w kopercie, to mam wrażenie, że powaliło was wszystkich na głowy.
Koperty bez pieniędzy mogą oznaczać, że kogoś nie stać na prezent, kupił (albo nawet sam zrobił!) bukiecik, ale jest mu wstyd przed innymi, że ma kłopoty finansowe, więc wrzuca kopertę, jak gdyby nigdy nic, bo nie chce żadnych plotek, ani litości. Koperty bez pieniędzy mogą być też kopertami z życzeniami, które mają stanowić dla Młodych pamiątkę, co dla mnie jest prezentem samym w sobie i często wracam do kopert z mojej Pierwszej Komunii Świętej, w których pieniędzy nie było, ale są życzenia od osób, które nierzadko zdążyły już odejść. Kopertę bez pieniędzy daje się również wtedy, kiedy kupiło się inny prezent, ale chce się zostawić po sobie jeszcze jakąś dodatkową pamiątkę w postaci spisanych życzeń. Może i są tacy, co ich stać, a wrzucają pustą kopertę, bo są wyjątkowo chytrzy - nie wiem, ale jak słyszę takie ocenianie gości po zawartości pieniędzy w kopercie, to mam wrażenie, że powaliło was wszystkich na głowy.
U mnie takiej sytuacji nie było, ale uwierz mi - słyszałam o takich przypadkach u znajomych. Puste koperty, puste. Bez kartki, bez podpisu, anonimy. O czym to wg ciebie świadczy?
U nas jedna osoba wprost powiedziała nam, że nie przyjdzie na weselicho, bo jej nie stać na jakikolwiek prezent i żadne tłumaczenia nie pomogły. Nie przyszła. Z drugiej strony nas kulturalnie o tym uprzedziła, a sama nie miała wyrzutów sumienia, że nie dała prezentu, bo skoro sie o to martwiła to może potem takie myśli by ją naszły.
U nas jedna osoba wprost powiedziała nam, że nie przyjdzie na weselicho, bo jej nie stać na jakikolwiek prezent i żadne tłumaczenia nie pomogły. Nie przyszła. Z drugiej strony nas kulturalnie o tym uprzedziła, a sama nie miała wyrzutów sumienia, że nie dała prezentu, bo skoro sie o to martwiła to może potem takie myśli by ją naszły.
A dla mnie to takie "pokazanie się" na siłę, żeby wszyscy widzieli, że koperta była i jestem super gość. Żenada. Nie stać cię, nie idź na wesele albo po prostu kup bukiet kwiatów i nie rób takiego przedstawienia. Przecież goście nie piszą na zaproszeniach, że prezenty obowiązkowe i to jeszcze ze wskazaniem wartości...
A co powiecie na taką sytuację? Dostałam zaproszenie na ślub i wesele od koleżanki ze studiów, z którą od 5 lat nie mam ŻADNEGO kontaktu. Na zaproszeniu widnieje oczywiście "subtelna" prośba o "bilecik ze znakiem wodnym". Podziękowałam grzecznie i oznajmiłam, że nie przyjdę na wesele, bo mnie na takie "prezenty" w tej chwili nie stać ( pominęłam milczeniem fakt, że chyba zaprasza wszystkich, których kiedykolwiek znała, bo chce sobie nabić licznik, skoro nawet osoby, z którymi nie ma od lat kontaktu, dostąpiły "zaszczytu" bycia zaproszonymi na wesele). Wiecie, co usłyszałam w odpowiedzi? "Ale wesele jest dopiero za rok, zdążysz uzbierać". Szlag jasny mnie trafił jak mało kiedy. Od razu widać, po co robią to wesele, bo na pewno nie po to, by goście dzielili z nimi radość. A potem płacz i narzekanie, że "tyle osób nam odmówiło". Może warto się zastanowić, dlaczego?
To zdecydowanie masz rację, że nie chcesz jechać (pomijając twój brak funduszy). Ta chamska odzywka, że zdążysz uzbierać to na prawdę nie na miejscu. Ciekawe ile osób takie coś usłyszy... a potem faktycznie gości brak, bo po co jechać do takich ludzi?
PS - gdybyś jednak się wybrała na imprezę to zawsze możesz być też taka "miła" i kupić np. butelkę wina i do tego koperta a jakże, a tam 10 zł. Przecież to też bilecik ze znaczkiem wodnym :P
PS - gdybyś jednak się wybrała na imprezę to zawsze możesz być też taka "miła" i kupić np. butelkę wina i do tego koperta a jakże, a tam 10 zł. Przecież to też bilecik ze znaczkiem wodnym :P