Widok
Łódź
Wypełnia mnie cisza
Czuję się jak w łonie matki
Bezgranicznie bezpieczna
Moich włosów nie rozwiewa wiatr nocny
Światła w mych oczach
Nie wibrują
Dźwięki złagodniały
Kształty zaokrągliły się
Rozmyły na wieczność
Usta me zesztywniałe milczą
Chłonę wszystko dookoła
Wciągam do odchłani świadomości
Napełniam ręce powietrzem
Jestem uległa i otwarta w stosunku do mroku
Noc mnie otula
Nie myślę o niczym
O niczym nie będę pamiętać
Tylko elektryczna chwila
Która otworzyła szeroko oczy
Niczego nie musze być pewna
Dotykam granicy
Puściłam sterStoję tu naga
I trwam
Przez te kilka sekund
Czuję silnie i prawdziwie
Elektryczny prąd
Czuję się jak w łonie matki
Bezgranicznie bezpieczna
Moich włosów nie rozwiewa wiatr nocny
Światła w mych oczach
Nie wibrują
Dźwięki złagodniały
Kształty zaokrągliły się
Rozmyły na wieczność
Usta me zesztywniałe milczą
Chłonę wszystko dookoła
Wciągam do odchłani świadomości
Napełniam ręce powietrzem
Jestem uległa i otwarta w stosunku do mroku
Noc mnie otula
Nie myślę o niczym
O niczym nie będę pamiętać
Tylko elektryczna chwila
Która otworzyła szeroko oczy
Niczego nie musze być pewna
Dotykam granicy
Puściłam sterStoję tu naga
I trwam
Przez te kilka sekund
Czuję silnie i prawdziwie
Elektryczny prąd
Bla bla
Jestem taka brzydka
W środku
Kocham Cię
Chyba
Jestem z Tobą
Ale marzę o ucieczce
O wolności
Jestem jak chory ptak
Nie wykrztuszę nawet słowa obawy i skargi
Chcę mieć przed Tobą tajemnice
Chce by czasem Cię nie było
Chcę być tak patologicznie sama
A potem zaraz się boję,
Że spadnę w przepaść bez Twych rąk.
W środku
Kocham Cię
Chyba
Jestem z Tobą
Ale marzę o ucieczce
O wolności
Jestem jak chory ptak
Nie wykrztuszę nawet słowa obawy i skargi
Chcę mieć przed Tobą tajemnice
Chce by czasem Cię nie było
Chcę być tak patologicznie sama
A potem zaraz się boję,
Że spadnę w przepaść bez Twych rąk.
No
Stoicie twarzą do ściany
Lgniecie do niej
Kurczowo się trzymacie
Nosicie odcisk jej faktury na policzkach
Czujecie pod palcami
Znacie jej zapach
Obłapiacie ją tak dramatycznie
Wgniatacie się w nią
Nadwyrężając konstrukcję kostną
Owijacie twarze szmatą
By nie widzieć człowieka
Zabijanego obok waszych stóp
Wy stoicie twarzą do ściany i zachwycacie się jej wszechobecnym spokojem.
Lgniecie do niej
Kurczowo się trzymacie
Nosicie odcisk jej faktury na policzkach
Czujecie pod palcami
Znacie jej zapach
Obłapiacie ją tak dramatycznie
Wgniatacie się w nią
Nadwyrężając konstrukcję kostną
Owijacie twarze szmatą
By nie widzieć człowieka
Zabijanego obok waszych stóp
Wy stoicie twarzą do ściany i zachwycacie się jej wszechobecnym spokojem.
Liverpool
Odwróceni
Odchyleni
Na brzegach widnokręgu
Trwacie udając miłość
Krzyczycie do siebie przez kilometry
O waszym wielkim uczuciu
Czynicie wyznania
przez zwoje kabli telefonicznych
kupujecie sobie prezenty
Składacie deklaracje
Mieszkacie razem
Pobieracie się
Robicie sobie dzieci
Łączą was tylko
Błędne przeświadczenia
Nic nie ma w środku
Nawet próżni
Odchyleni
Na brzegach widnokręgu
Trwacie udając miłość
Krzyczycie do siebie przez kilometry
O waszym wielkim uczuciu
Czynicie wyznania
przez zwoje kabli telefonicznych
kupujecie sobie prezenty
Składacie deklaracje
Mieszkacie razem
Pobieracie się
Robicie sobie dzieci
Łączą was tylko
Błędne przeświadczenia
Nic nie ma w środku
Nawet próżni
Shark&Plagiat
No fakt-zawodowa armia z pewnością jest o wiele lepszym pomysłem anieżeli grupa młodzieńców biegająca w rytm przekleństw rzucanych przez kaprala. Z drugiej strony sprawa wyglądała by chyba ciutkę inaczej gdyby wojsko z poboru było jeszcze jakoś szkolone w nowoczesny sposób i z profesjonalnym dowództwem, a tak cała ta impreza jest tylko dlatego że kilkadziesiąt lat temu ktoś usyalił że tak powinno być i koniec. Bez sensu! Całe szczęście mnie to ominęło...przynajmniej na razie....
...
Nie płacz proszę
Niebo płonie w okół
Sam zanużę duszę
W krwawym łez potoku
Bogi zagniewane
Ślą piekielne rany
W zimnych strugach deszczu
Śmierć zaprasza w tany...
Szarego szeregu
Serce obumiera
Za ojczyzny wolność
Resztki krwi przelewa
Czas już zamknąć oczy
Serce ukryć w dłoniach
Zasmakować szczęścia
W niebiańskich koloniach...
Nie płacz ukochana
Dusza nie umiera
W ogniu namiętności
Tworzy bohatera
Łezka w Twego oka
Honorom sprzymierza
Boś jest ukochaną
Polskiego żołnierza...
Niebo płonie w okół
Sam zanużę duszę
W krwawym łez potoku
Bogi zagniewane
Ślą piekielne rany
W zimnych strugach deszczu
Śmierć zaprasza w tany...
Szarego szeregu
Serce obumiera
Za ojczyzny wolność
Resztki krwi przelewa
Czas już zamknąć oczy
Serce ukryć w dłoniach
Zasmakować szczęścia
W niebiańskich koloniach...
Nie płacz ukochana
Dusza nie umiera
W ogniu namiętności
Tworzy bohatera
Łezka w Twego oka
Honorom sprzymierza
Boś jest ukochaną
Polskiego żołnierza...