Widok
Wielki Bracie,
napisałem, że umrzecie wszyscy w przeciągu kilkudziesięciu lat, w zakres tego zbioru wlicza się np.: jutro i za kilka lat. Idea reinkarnacji jest fałszywa, wywodzi się z ludzkiego lęku przed śmiercią i ze struktury społeczeństwa kastowego (nadzieja, że w przyszłym wcieleniu przejdzie się do wyższej kasty "za dobre sprawowanie", zapewniała tam ład społeczny polegający na zachowaniu struktury władcy-poddani). Czy nie czujesz się prymitywny intelektualnie w związku z tym, że Twoim celem w tym życiu jest "machanie palcem w bucie"; sądzisz, że w ten sposób się spełnisz emocjonalnie?
Stworek
Różnice między kobietami a mężczyznami niewątpliwie istnieją. Niestety istnieją. I powodują , że często znika nam z oczu fakt, iż to co najważniejsze ulokowane jest na poziomie ponadpłciowym. Z pewnością byłoby o wiele lepiej gdybyśmy nie byli w ten sposób zróżnicowani i reprodukowali się bezpłciowo. W wymiarze osobniczym jednostka zbyt wiele traci a zbyt mało zyskuje przez fakt, iż wplątani jesteśmy w stojący ponad nami i determinujący sporą część naszych zachowań imperatyw podtrzymania gatunku. To mechanizm z gatunku totalitarnych, bo jego fundament stanowi założenie tożsamości interesu zbiorowego (w tym wypadku gatunkowego) i osobniczego. Ponieważ zbieżność interesu jednostki i interesu gatunku ma charakter raczej pozorny, więc nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z szeroko zakrojoną manipulacją, z wyłomem w zasadzie „wolnej woli” , która rzekomo została nam przyznana. Perfidia systemu polega na tym, że sama wolna wola jako taka właściwie nie jest ograniczona. Jednostka ma możliwość dokonania wyboru. Problem leży na płaszczyźnie preferencji, które zostały nam zaszczepione i na które nasza „wolna wola” została zorientowana. Innymi słowy stworzono sztuczną sytuację motywacyjną, w której coś jest sugerowane jako priorytet i ku czemu w typowej sytuacji „wolna wola” się skłania, choć teoretycznie nie musi.
No, ale tego zmienić się nie da. Przynajmniej na razie. Zresztą mniej świadoma większość pewnie by tego nie chciała. Z faktem istnienia dwóch płci trzeba się pogodzić, podobnie jak zaakceptować wypada istniejące między nimi różnice. Na szczęście odmienności nie mają jednakowego charakteru. Część z nich wynika z natury rzeczy, część uwarunkowana jest konwencją społeczną. Te należące do drugiej kategorii można i powinno się eliminować. Nie mam wątpliwości, że do tego należy zmierzać. I taka na szczęście jest obecnie tendencja.
Co do relacji między dwojgiem ludzi, którzy się znają, lubią ze sobą przebywać i ze sobą rozmawiać, nie widzę powodu, dla którego czynnik płci miałby wysuwać się na pierwszy plan. W imię czego miałby determinować postępowanie obu stron? Myślę, że nie należy dopuszczać go do głosu. Zagłuszyć. Wspólnota dusz i umysłów.
P.S. cenię inicjatywy pokojowe, choć zauważam pewną dozę stronniczości.
No, ale tego zmienić się nie da. Przynajmniej na razie. Zresztą mniej świadoma większość pewnie by tego nie chciała. Z faktem istnienia dwóch płci trzeba się pogodzić, podobnie jak zaakceptować wypada istniejące między nimi różnice. Na szczęście odmienności nie mają jednakowego charakteru. Część z nich wynika z natury rzeczy, część uwarunkowana jest konwencją społeczną. Te należące do drugiej kategorii można i powinno się eliminować. Nie mam wątpliwości, że do tego należy zmierzać. I taka na szczęście jest obecnie tendencja.
Co do relacji między dwojgiem ludzi, którzy się znają, lubią ze sobą przebywać i ze sobą rozmawiać, nie widzę powodu, dla którego czynnik płci miałby wysuwać się na pierwszy plan. W imię czego miałby determinować postępowanie obu stron? Myślę, że nie należy dopuszczać go do głosu. Zagłuszyć. Wspólnota dusz i umysłów.
P.S. cenię inicjatywy pokojowe, choć zauważam pewną dozę stronniczości.
K.NN.
„Baba”. No niestety może masz trochę racji. Ale to nie moja wina. Padłem ofiarą moich dwóch starszych sióstr, które ostrzyły sobie na mnie onegdaj swe wybujałe instynkty macierzyńskie. Deficyt męskiego wzorca. Nie bawiłem się autkami i atrapami broni. Dziadkowy sztucer (obiekt mych westchnień) schowały okrutnice na najwyższej półce strychu. Nie pozwoliły go nawet konserwować, nie mówiąc o użyciu zgodnie z przeznaczeniem. Nie pozwoliły mieć nadziei, że przyjdą lepsze czasy. Żadnych wojen, policjantów i złodziei, Indian. Żadnych gier strategicznych, podbojów, zwycięstw. Ciągle tylko fatałaszki, lalki, misie, zabawa w dom. Współdziałanie zamiast upragnionej walki. Alfred Szklarski na indeksie. Zamiast tego "Godzina pąsowej róży" (z podtytułem "powieść dla dziewcząt", żeby nie było wąpliwości). Słowem, zero zrozumienia dla młodocianej męskiej duszy. Żałość. Na konsekwencje, jak widzisz, nie trzeba było długo czekać. Zniewieścienie, poważne niedobory testosteronu. Ale ostatecznie nie żałuję. W końcu samochody i broń to kwestie czysto technicznej natury. A lalki?... hmm ... nie tylko.
mentat
Damy, dyplomaci i logika - wariacja na temat przesłanek i wniosków
W rozumieniu przeciętnego człowieka światy dam i dyplomatów nie są od siebie zbytnio odległe. Nic jednak bardziej błędnego niż to potoczne mniemanie. Damy i dyplomaci różnią się miedzy sobą niezwykle - genetycznie, funkcjonalnie i wszelako. Z damami jest mianowicie tak, że kiedy mówią „nie” , to znaczy „może”, kiedy mówią „może” , mają na myśli „tak”, a kiedy mówią „tak”, to nie są damami. Z dyplomatami odwrotnie: mówią „tak”, gdy chcą powiedzieć „może”, gdy mówią „może” , to mają na myśli „nie” , a gdy mówią „nie”, to nie są dyplomatami. Z faktu, że damy nie mogą mówić „tak”, a dyplomaci nie mogą mówić „nie” wynikają dwie daleko idące konsekwencje. Dyplomata nie może być damą, dama zaś nie może być dyplomatą. Dla dyplomaty to żaden problem. Dyplomata nie chciałby być damą nawet gdyby mógł (pominąwszy skrajne wypadki, wciąż - choć z pewnością niesłusznie- lokowane przez wielu w granicach patologii). Ale damy zawsze bardzo chciały być dyplomatami. Niektórzy próbowali damom to umożliwić. Proponowano w szczególności, by całkowicie porzucić w dyplomacji afirmację i negację, by posługiwać się wyłącznie trybem przypuszczającym. Pomysł na szczęście nie doczekał stadium realizacji. Łatwo sobie wyobrazić, jakie powstałoby zamieszanie. „Może” podpiszemy ten traktat o redukcji zbrojeń. Może w znaczeniu „tak” czy może w znaczeniu „nie”? Podpiszemy czy nie podpiszemy? Konsekwencją byłby całkowity paraliż w dziedzinie stosunków dyplomatyczno – konsularnych, zablokowane zostałyby wszelkie negocjacje, Polska nie przystąpiłaby nigdy do Unii itp. itd. Dlatego nie dana damom dyplomacja. Dlatego damy to te smutne, milczące żony dyplomatów. „Żona dyplomaty” to najwyższy status, jaki dama może uzyskać w służbie zagranicznej. Tako rzecze Logika, tak chce natura, tak nakazują prawa i obyczaje od zarania dziejów. W sukurs Logice przyszedł Język – bo Język strasznie lubi się podlizywać, zwłaszcza komuś takiemu jak Logika. Podążył za antydamskim lobby poniżając wszystkie damy jeszcze bardziej, kpiąc niemiłosiernie z ich ambitnych, międzynarodowych aspiracji. Powszechnie wiadomo przecież, że dyplomatka to płaszcz, co gorsza niekoniecznie płaszcz dyplomaty, bo każdy może sobie taki sprawić. Jeśli tylko go na to stać. Trudno wprost uwierzyć, jak okrutny może być Język, jak daleko może się posunąć w podlizywaniu. Okazał się znacznie bardziej bezwzględny niż Logika, natura, prawo i obyczaj, które bądź co bądź pozostawiają damom pewną furtkę na salony. Nie w wymarzonej roli, ale jednak. A Język? Język pokazuje damom język, a obok stoi jego złośliwie uśmiechnięty adiutant - wokabularz, pokazując (palcem) drogę do szatni.
Ale damy bywają dyplomatami. Gdzie więc jest Logika?
:-?
W szatni.
(zgodnie z logiką)
W rozumieniu przeciętnego człowieka światy dam i dyplomatów nie są od siebie zbytnio odległe. Nic jednak bardziej błędnego niż to potoczne mniemanie. Damy i dyplomaci różnią się miedzy sobą niezwykle - genetycznie, funkcjonalnie i wszelako. Z damami jest mianowicie tak, że kiedy mówią „nie” , to znaczy „może”, kiedy mówią „może” , mają na myśli „tak”, a kiedy mówią „tak”, to nie są damami. Z dyplomatami odwrotnie: mówią „tak”, gdy chcą powiedzieć „może”, gdy mówią „może” , to mają na myśli „nie” , a gdy mówią „nie”, to nie są dyplomatami. Z faktu, że damy nie mogą mówić „tak”, a dyplomaci nie mogą mówić „nie” wynikają dwie daleko idące konsekwencje. Dyplomata nie może być damą, dama zaś nie może być dyplomatą. Dla dyplomaty to żaden problem. Dyplomata nie chciałby być damą nawet gdyby mógł (pominąwszy skrajne wypadki, wciąż - choć z pewnością niesłusznie- lokowane przez wielu w granicach patologii). Ale damy zawsze bardzo chciały być dyplomatami. Niektórzy próbowali damom to umożliwić. Proponowano w szczególności, by całkowicie porzucić w dyplomacji afirmację i negację, by posługiwać się wyłącznie trybem przypuszczającym. Pomysł na szczęście nie doczekał stadium realizacji. Łatwo sobie wyobrazić, jakie powstałoby zamieszanie. „Może” podpiszemy ten traktat o redukcji zbrojeń. Może w znaczeniu „tak” czy może w znaczeniu „nie”? Podpiszemy czy nie podpiszemy? Konsekwencją byłby całkowity paraliż w dziedzinie stosunków dyplomatyczno – konsularnych, zablokowane zostałyby wszelkie negocjacje, Polska nie przystąpiłaby nigdy do Unii itp. itd. Dlatego nie dana damom dyplomacja. Dlatego damy to te smutne, milczące żony dyplomatów. „Żona dyplomaty” to najwyższy status, jaki dama może uzyskać w służbie zagranicznej. Tako rzecze Logika, tak chce natura, tak nakazują prawa i obyczaje od zarania dziejów. W sukurs Logice przyszedł Język – bo Język strasznie lubi się podlizywać, zwłaszcza komuś takiemu jak Logika. Podążył za antydamskim lobby poniżając wszystkie damy jeszcze bardziej, kpiąc niemiłosiernie z ich ambitnych, międzynarodowych aspiracji. Powszechnie wiadomo przecież, że dyplomatka to płaszcz, co gorsza niekoniecznie płaszcz dyplomaty, bo każdy może sobie taki sprawić. Jeśli tylko go na to stać. Trudno wprost uwierzyć, jak okrutny może być Język, jak daleko może się posunąć w podlizywaniu. Okazał się znacznie bardziej bezwzględny niż Logika, natura, prawo i obyczaj, które bądź co bądź pozostawiają damom pewną furtkę na salony. Nie w wymarzonej roli, ale jednak. A Język? Język pokazuje damom język, a obok stoi jego złośliwie uśmiechnięty adiutant - wokabularz, pokazując (palcem) drogę do szatni.
Ale damy bywają dyplomatami. Gdzie więc jest Logika?
:-?
W szatni.
(zgodnie z logiką)