Widok
:(
Przepraszam za to, że jestem
Przepraszam za to, że żyję
To nie jest moja wina
Nie ja o to prosiłem
Przepraszam za to, co czuję
Za to, w co tak wierzyłem
Przepraszam za wszystkie chwile
Które z tobą spędziłem
To tylko moja wina
To tylko ja zawiniłem
W tym tak realnym świecie
Marzenia swoje śniłem
Przepraszam za uśmiech na twarzy
Gdy w progu mnie swoim witałaś
Przepraszam za to, że byłem
Nawet, gdy już mnie nie chciałaś
Przepraszam za wszystkie wieczory
Przepraszam za wszystkie noce
Za dotyk mój i pieszczoty
Za to, że żyć tak nie mogę
Przepraszam za ciche szepty
Przepraszam za obietnice
Za to, że jestem zmęczony
Że szans już dla siebie nie widzę
Przepraszam za wszystkie sny
Przepraszam za wszystkie lęki
Za moje pocałunki
Za dotyk mojej ręki
Przepraszam za moje listy
Przepraszam za moje sumienie
Za obraz niedokończony
Za moje ciebie pragnienie
Przepraszam za wszystkie słowa
Przepraszam za moje wiersze
Za wszystkie moje myśli
Za to, że chciałem tak wiele
Przepraszam za księżyc w nocy
Przepraszam za słońce o świcie
Za to, że nic nie słyszę
Za to, że nic nie widzę
Przepraszam za wszystkie zbrodnie
Przepraszam za wszystkich ludzi
Za plany w mojej głowie
Za to, co wciąż mnie kusi
Przepraszam za wszystkie rozmowy
Przepraszam za to, że nie dzwonię
Za to, że wciąż pamiętam
I że zapomnieć nie mogę
Przepraszam, że ciągle próbuję
Przepraszam, że brak mi słów
Za moją ciągłą walkę
Za tyle podjętych prób
Przepraszam za zło tego świata
Za wszystkie tajemnice
Za to, że jestem sobą
Że kochałem cię nad życie
Przepraszam za wszystkie zdjęcia
Przepraszam za wszystkie wspomnienia
Za to, co we mnie żyje
Za moje wszystkie marzenia
Przepraszam za wszystkie plany
Przepraszam za wszystkie rozmowy
Za dzień, który właśnie minął
Za dzień, który będzie nowy
Przepraszam za wszystkie zasady
Przepraszam za ideały
Za to, że byłem wielki
A jestem teraz mały
Przepraszam za śpiew skowronka
Przepraszam za radość i śmiech
Za to, co z tobą odeszło
Co nie spełniło się
Przepraszam za to, co było
Za to, co mogło być
Za wszystko, co kiedyś miałem
Za to, że nie mam już nic
PIOTR GUBA
Przepraszam za to, że żyję
To nie jest moja wina
Nie ja o to prosiłem
Przepraszam za to, co czuję
Za to, w co tak wierzyłem
Przepraszam za wszystkie chwile
Które z tobą spędziłem
To tylko moja wina
To tylko ja zawiniłem
W tym tak realnym świecie
Marzenia swoje śniłem
Przepraszam za uśmiech na twarzy
Gdy w progu mnie swoim witałaś
Przepraszam za to, że byłem
Nawet, gdy już mnie nie chciałaś
Przepraszam za wszystkie wieczory
Przepraszam za wszystkie noce
Za dotyk mój i pieszczoty
Za to, że żyć tak nie mogę
Przepraszam za ciche szepty
Przepraszam za obietnice
Za to, że jestem zmęczony
Że szans już dla siebie nie widzę
Przepraszam za wszystkie sny
Przepraszam za wszystkie lęki
Za moje pocałunki
Za dotyk mojej ręki
Przepraszam za moje listy
Przepraszam za moje sumienie
Za obraz niedokończony
Za moje ciebie pragnienie
Przepraszam za wszystkie słowa
Przepraszam za moje wiersze
Za wszystkie moje myśli
Za to, że chciałem tak wiele
Przepraszam za księżyc w nocy
Przepraszam za słońce o świcie
Za to, że nic nie słyszę
Za to, że nic nie widzę
Przepraszam za wszystkie zbrodnie
Przepraszam za wszystkich ludzi
Za plany w mojej głowie
Za to, co wciąż mnie kusi
Przepraszam za wszystkie rozmowy
Przepraszam za to, że nie dzwonię
Za to, że wciąż pamiętam
I że zapomnieć nie mogę
Przepraszam, że ciągle próbuję
Przepraszam, że brak mi słów
Za moją ciągłą walkę
Za tyle podjętych prób
Przepraszam za zło tego świata
Za wszystkie tajemnice
Za to, że jestem sobą
Że kochałem cię nad życie
Przepraszam za wszystkie zdjęcia
Przepraszam za wszystkie wspomnienia
Za to, co we mnie żyje
Za moje wszystkie marzenia
Przepraszam za wszystkie plany
Przepraszam za wszystkie rozmowy
Za dzień, który właśnie minął
Za dzień, który będzie nowy
Przepraszam za wszystkie zasady
Przepraszam za ideały
Za to, że byłem wielki
A jestem teraz mały
Przepraszam za śpiew skowronka
Przepraszam za radość i śmiech
Za to, co z tobą odeszło
Co nie spełniło się
Przepraszam za to, co było
Za to, co mogło być
Za wszystko, co kiedyś miałem
Za to, że nie mam już nic
PIOTR GUBA
Prosze,:(((
czuję się okropnie, tak jakby gwiazdy spadły z nieba:((( jakby słońce zgasło:((( wiem, że czyniłam źle, że byłam obłudna, pełna pogardy, za kazdym razem jak to robiłam czułam ogromny wstyd, to zzeralo mnie od srodka, oszukiwalam kogos, oszukiwalam tzn.rozmawialam z kims, nie mowiac, ze mnie troche zna i ja niklo znam jego real ale jednak, ciagnelo sie to kilka miesiecy az w koncu powiedzialam, ze nie wiedzialam niektore rzeczy zanim mi o nich opowiedzial... przepraszalam, ale wiem , ze dla niego to puste slowa.. i wiecie co jest najgorsze??? najgorsze jest to, ze nie wymierzyl kary, że nie uderzyl, nie udezyl w taki sposób na jaki zasluguje!! rozumiecie? czuje sie winna, tak strasznie winna... nie znam slow jakimi moglabym mu to wynagrodzic, jakimi moglabym przeprosic.. bo czyny sa niemozliwe... niemozliwe niestety... moze Wy wiecie co powinnam powiedziec.. bo ja czuje sie bezsilana...:((( nie wiem dlaczego Wam to mowie i czy to przyniesie jakis nieironiczny odzew.. nie wiem dlaczego wlasnie tu zwracam sie o pomoc.. moze ktos czul podobnie jak ja??? :((
K.NN.
Aby widzieć drugie dno, trzeba dysponować trzecim okiem. Bez tego ani rusz. Kto ma trzecie oko, zawsze spada na cztery łapy i nigdy nie jest piątym kołem u wozu. Często zdarza się, że człek wyposażony przez naturę w trzecie oko trafia szóstkę w lotku, zgarniając tym samym główną wygraną. Trzecie oko jest niczym szósty zmysł, nieomylnie prowadzący do spełnienia wszystkich siedmiu życzeń, które każda istota w sobie nosi. Szczęśliwy posiadacz trzeciego oka jest jak atom doskonały, arystokratyczny atom budujący strukturę gazów szlachetnych. Posiada bowiem oktet - osiem elektronów na zewnętrznej orbicie. Tych osiem elektronów to ośmiu niezawodnych przyjaciół. Na podobieństwo kotów ma taki dziewięć żyć. I co najważniejsze - zawsze trafia w dziesiątkę. No, co do tego ostatniego, może rzeczywiście nie „zawsze”. Przesada. Bezpieczniej powiedzieć „przeważnie”. Z wyjątkiem przypadków, gdy powiewa zbyt silny boczny wiatr.
Tak, trzecie oko ma o wiele więcej zastosowań niż oglądanie drugiego dna. To dno bywa kamieniste.
I nie ma w tym żadnej ironii.
Tego Tobie i sobie życzę.
A nadto łączę WYRAZY :) szacunku.
Tak, trzecie oko ma o wiele więcej zastosowań niż oglądanie drugiego dna. To dno bywa kamieniste.
I nie ma w tym żadnej ironii.
Tego Tobie i sobie życzę.
A nadto łączę WYRAZY :) szacunku.
Płk . Kiszczak
Skoro masz fantazje erotyczne .......!
(pozdrawiam Wł. Fantazję Er. :) ) nie jest tak źle.
Resztę sie da sie zrobi :/ publika - może i kiepska ale jest (jakie czasy taka
publika)/ wrogowie - odłóż chochlę , nie zabijaj ,
Jak powiedział wczoraj w 1000000
powt. filmu "CK dezerterzy" por. Von Nogaj -
"na jego gębie uczę się boksu" . Skoro można się
uczyć to można i potrenować. Co prawda to tylko
był porucznik ....ale .
3/ krytytycy - poczekaj niech no tylko to co napisałeś
zobaczy "Wł. Fantazja Erot." - wtedy Ty zobaczysz...
nie zazdroszczę....
4/ Historycznie / literacko rzecz biorąc, przydałaby się
jeszcze jakaś Ksantypa. Ze znalezieniem chyba
kłopotu nie będzie. Może któraś z tutejszych
HP -owych się podejmie ??!!! W końcu wejść może
do historii , jak dobrze wyjdzie .
Jak widzisz program renowacji prawie gotowy. Szykuj kajecik . Szkoda tylko .że tu w HP nie można zamieszczać maziaji . Chętnie bym zobaczył parę Twoich aktualnych .
P.S. Będę pisać Płk Kiszczak z kropką ! Własność rzecz święta . Więc nie dziw (cie) się
(pozdrawiam Wł. Fantazję Er. :) ) nie jest tak źle.
Resztę sie da sie zrobi :/ publika - może i kiepska ale jest (jakie czasy taka
publika)/ wrogowie - odłóż chochlę , nie zabijaj ,
Jak powiedział wczoraj w 1000000
powt. filmu "CK dezerterzy" por. Von Nogaj -
"na jego gębie uczę się boksu" . Skoro można się
uczyć to można i potrenować. Co prawda to tylko
był porucznik ....ale .
3/ krytytycy - poczekaj niech no tylko to co napisałeś
zobaczy "Wł. Fantazja Erot." - wtedy Ty zobaczysz...
nie zazdroszczę....
4/ Historycznie / literacko rzecz biorąc, przydałaby się
jeszcze jakaś Ksantypa. Ze znalezieniem chyba
kłopotu nie będzie. Może któraś z tutejszych
HP -owych się podejmie ??!!! W końcu wejść może
do historii , jak dobrze wyjdzie .
Jak widzisz program renowacji prawie gotowy. Szykuj kajecik . Szkoda tylko .że tu w HP nie można zamieszczać maziaji . Chętnie bym zobaczył parę Twoich aktualnych .
P.S. Będę pisać Płk Kiszczak z kropką ! Własność rzecz święta . Więc nie dziw (cie) się
Oj Bagginsowaty....przejde jakos obok tego hmm dosc ironicznego tonu :) A co mi tam:))) I ja mam siostre...i ja wiem co to
...te wszystkie posty byly do Ciebie...i o tej "babie" i nastepne...wiec ...hmm wiec...
...a tak na marginesie :)szanuje BABY...a nie "baby" hihi :))))) I ja jestem BABA :)
pa, trzymaj sie cieplo :)
...a tak na marginesie :)szanuje BABY...a nie "baby" hihi :))))) I ja jestem BABA :)
pa, trzymaj sie cieplo :)
mentat
Damy, dyplomaci i logika - wariacja na temat przesłanek i wniosków
W rozumieniu przeciętnego człowieka światy dam i dyplomatów nie są od siebie zbytnio odległe. Nic jednak bardziej błędnego niż to potoczne mniemanie. Damy i dyplomaci różnią się miedzy sobą niezwykle - genetycznie, funkcjonalnie i wszelako. Z damami jest mianowicie tak, że kiedy mówią „nie” , to znaczy „może”, kiedy mówią „może” , mają na myśli „tak”, a kiedy mówią „tak”, to nie są damami. Z dyplomatami odwrotnie: mówią „tak”, gdy chcą powiedzieć „może”, gdy mówią „może” , to mają na myśli „nie” , a gdy mówią „nie”, to nie są dyplomatami. Z faktu, że damy nie mogą mówić „tak”, a dyplomaci nie mogą mówić „nie” wynikają dwie daleko idące konsekwencje. Dyplomata nie może być damą, dama zaś nie może być dyplomatą. Dla dyplomaty to żaden problem. Dyplomata nie chciałby być damą nawet gdyby mógł (pominąwszy skrajne wypadki, wciąż - choć z pewnością niesłusznie- lokowane przez wielu w granicach patologii). Ale damy zawsze bardzo chciały być dyplomatami. Niektórzy próbowali damom to umożliwić. Proponowano w szczególności, by całkowicie porzucić w dyplomacji afirmację i negację, by posługiwać się wyłącznie trybem przypuszczającym. Pomysł na szczęście nie doczekał stadium realizacji. Łatwo sobie wyobrazić, jakie powstałoby zamieszanie. „Może” podpiszemy ten traktat o redukcji zbrojeń. Może w znaczeniu „tak” czy może w znaczeniu „nie”? Podpiszemy czy nie podpiszemy? Konsekwencją byłby całkowity paraliż w dziedzinie stosunków dyplomatyczno – konsularnych, zablokowane zostałyby wszelkie negocjacje, Polska nie przystąpiłaby nigdy do Unii itp. itd. Dlatego nie dana damom dyplomacja. Dlatego damy to te smutne, milczące żony dyplomatów. „Żona dyplomaty” to najwyższy status, jaki dama może uzyskać w służbie zagranicznej. Tako rzecze Logika, tak chce natura, tak nakazują prawa i obyczaje od zarania dziejów. W sukurs Logice przyszedł Język – bo Język strasznie lubi się podlizywać, zwłaszcza komuś takiemu jak Logika. Podążył za antydamskim lobby poniżając wszystkie damy jeszcze bardziej, kpiąc niemiłosiernie z ich ambitnych, międzynarodowych aspiracji. Powszechnie wiadomo przecież, że dyplomatka to płaszcz, co gorsza niekoniecznie płaszcz dyplomaty, bo każdy może sobie taki sprawić. Jeśli tylko go na to stać. Trudno wprost uwierzyć, jak okrutny może być Język, jak daleko może się posunąć w podlizywaniu. Okazał się znacznie bardziej bezwzględny niż Logika, natura, prawo i obyczaj, które bądź co bądź pozostawiają damom pewną furtkę na salony. Nie w wymarzonej roli, ale jednak. A Język? Język pokazuje damom język, a obok stoi jego złośliwie uśmiechnięty adiutant - wokabularz, pokazując (palcem) drogę do szatni.
Ale damy bywają dyplomatami. Gdzie więc jest Logika?
:-?
W szatni.
(zgodnie z logiką)
W rozumieniu przeciętnego człowieka światy dam i dyplomatów nie są od siebie zbytnio odległe. Nic jednak bardziej błędnego niż to potoczne mniemanie. Damy i dyplomaci różnią się miedzy sobą niezwykle - genetycznie, funkcjonalnie i wszelako. Z damami jest mianowicie tak, że kiedy mówią „nie” , to znaczy „może”, kiedy mówią „może” , mają na myśli „tak”, a kiedy mówią „tak”, to nie są damami. Z dyplomatami odwrotnie: mówią „tak”, gdy chcą powiedzieć „może”, gdy mówią „może” , to mają na myśli „nie” , a gdy mówią „nie”, to nie są dyplomatami. Z faktu, że damy nie mogą mówić „tak”, a dyplomaci nie mogą mówić „nie” wynikają dwie daleko idące konsekwencje. Dyplomata nie może być damą, dama zaś nie może być dyplomatą. Dla dyplomaty to żaden problem. Dyplomata nie chciałby być damą nawet gdyby mógł (pominąwszy skrajne wypadki, wciąż - choć z pewnością niesłusznie- lokowane przez wielu w granicach patologii). Ale damy zawsze bardzo chciały być dyplomatami. Niektórzy próbowali damom to umożliwić. Proponowano w szczególności, by całkowicie porzucić w dyplomacji afirmację i negację, by posługiwać się wyłącznie trybem przypuszczającym. Pomysł na szczęście nie doczekał stadium realizacji. Łatwo sobie wyobrazić, jakie powstałoby zamieszanie. „Może” podpiszemy ten traktat o redukcji zbrojeń. Może w znaczeniu „tak” czy może w znaczeniu „nie”? Podpiszemy czy nie podpiszemy? Konsekwencją byłby całkowity paraliż w dziedzinie stosunków dyplomatyczno – konsularnych, zablokowane zostałyby wszelkie negocjacje, Polska nie przystąpiłaby nigdy do Unii itp. itd. Dlatego nie dana damom dyplomacja. Dlatego damy to te smutne, milczące żony dyplomatów. „Żona dyplomaty” to najwyższy status, jaki dama może uzyskać w służbie zagranicznej. Tako rzecze Logika, tak chce natura, tak nakazują prawa i obyczaje od zarania dziejów. W sukurs Logice przyszedł Język – bo Język strasznie lubi się podlizywać, zwłaszcza komuś takiemu jak Logika. Podążył za antydamskim lobby poniżając wszystkie damy jeszcze bardziej, kpiąc niemiłosiernie z ich ambitnych, międzynarodowych aspiracji. Powszechnie wiadomo przecież, że dyplomatka to płaszcz, co gorsza niekoniecznie płaszcz dyplomaty, bo każdy może sobie taki sprawić. Jeśli tylko go na to stać. Trudno wprost uwierzyć, jak okrutny może być Język, jak daleko może się posunąć w podlizywaniu. Okazał się znacznie bardziej bezwzględny niż Logika, natura, prawo i obyczaj, które bądź co bądź pozostawiają damom pewną furtkę na salony. Nie w wymarzonej roli, ale jednak. A Język? Język pokazuje damom język, a obok stoi jego złośliwie uśmiechnięty adiutant - wokabularz, pokazując (palcem) drogę do szatni.
Ale damy bywają dyplomatami. Gdzie więc jest Logika?
:-?
W szatni.
(zgodnie z logiką)
K.NN.
„Baba”. No niestety może masz trochę racji. Ale to nie moja wina. Padłem ofiarą moich dwóch starszych sióstr, które ostrzyły sobie na mnie onegdaj swe wybujałe instynkty macierzyńskie. Deficyt męskiego wzorca. Nie bawiłem się autkami i atrapami broni. Dziadkowy sztucer (obiekt mych westchnień) schowały okrutnice na najwyższej półce strychu. Nie pozwoliły go nawet konserwować, nie mówiąc o użyciu zgodnie z przeznaczeniem. Nie pozwoliły mieć nadziei, że przyjdą lepsze czasy. Żadnych wojen, policjantów i złodziei, Indian. Żadnych gier strategicznych, podbojów, zwycięstw. Ciągle tylko fatałaszki, lalki, misie, zabawa w dom. Współdziałanie zamiast upragnionej walki. Alfred Szklarski na indeksie. Zamiast tego "Godzina pąsowej róży" (z podtytułem "powieść dla dziewcząt", żeby nie było wąpliwości). Słowem, zero zrozumienia dla młodocianej męskiej duszy. Żałość. Na konsekwencje, jak widzisz, nie trzeba było długo czekać. Zniewieścienie, poważne niedobory testosteronu. Ale ostatecznie nie żałuję. W końcu samochody i broń to kwestie czysto technicznej natury. A lalki?... hmm ... nie tylko.
Stworek
Różnice między kobietami a mężczyznami niewątpliwie istnieją. Niestety istnieją. I powodują , że często znika nam z oczu fakt, iż to co najważniejsze ulokowane jest na poziomie ponadpłciowym. Z pewnością byłoby o wiele lepiej gdybyśmy nie byli w ten sposób zróżnicowani i reprodukowali się bezpłciowo. W wymiarze osobniczym jednostka zbyt wiele traci a zbyt mało zyskuje przez fakt, iż wplątani jesteśmy w stojący ponad nami i determinujący sporą część naszych zachowań imperatyw podtrzymania gatunku. To mechanizm z gatunku totalitarnych, bo jego fundament stanowi założenie tożsamości interesu zbiorowego (w tym wypadku gatunkowego) i osobniczego. Ponieważ zbieżność interesu jednostki i interesu gatunku ma charakter raczej pozorny, więc nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z szeroko zakrojoną manipulacją, z wyłomem w zasadzie „wolnej woli” , która rzekomo została nam przyznana. Perfidia systemu polega na tym, że sama wolna wola jako taka właściwie nie jest ograniczona. Jednostka ma możliwość dokonania wyboru. Problem leży na płaszczyźnie preferencji, które zostały nam zaszczepione i na które nasza „wolna wola” została zorientowana. Innymi słowy stworzono sztuczną sytuację motywacyjną, w której coś jest sugerowane jako priorytet i ku czemu w typowej sytuacji „wolna wola” się skłania, choć teoretycznie nie musi.
No, ale tego zmienić się nie da. Przynajmniej na razie. Zresztą mniej świadoma większość pewnie by tego nie chciała. Z faktem istnienia dwóch płci trzeba się pogodzić, podobnie jak zaakceptować wypada istniejące między nimi różnice. Na szczęście odmienności nie mają jednakowego charakteru. Część z nich wynika z natury rzeczy, część uwarunkowana jest konwencją społeczną. Te należące do drugiej kategorii można i powinno się eliminować. Nie mam wątpliwości, że do tego należy zmierzać. I taka na szczęście jest obecnie tendencja.
Co do relacji między dwojgiem ludzi, którzy się znają, lubią ze sobą przebywać i ze sobą rozmawiać, nie widzę powodu, dla którego czynnik płci miałby wysuwać się na pierwszy plan. W imię czego miałby determinować postępowanie obu stron? Myślę, że nie należy dopuszczać go do głosu. Zagłuszyć. Wspólnota dusz i umysłów.
P.S. cenię inicjatywy pokojowe, choć zauważam pewną dozę stronniczości.
No, ale tego zmienić się nie da. Przynajmniej na razie. Zresztą mniej świadoma większość pewnie by tego nie chciała. Z faktem istnienia dwóch płci trzeba się pogodzić, podobnie jak zaakceptować wypada istniejące między nimi różnice. Na szczęście odmienności nie mają jednakowego charakteru. Część z nich wynika z natury rzeczy, część uwarunkowana jest konwencją społeczną. Te należące do drugiej kategorii można i powinno się eliminować. Nie mam wątpliwości, że do tego należy zmierzać. I taka na szczęście jest obecnie tendencja.
Co do relacji między dwojgiem ludzi, którzy się znają, lubią ze sobą przebywać i ze sobą rozmawiać, nie widzę powodu, dla którego czynnik płci miałby wysuwać się na pierwszy plan. W imię czego miałby determinować postępowanie obu stron? Myślę, że nie należy dopuszczać go do głosu. Zagłuszyć. Wspólnota dusz i umysłów.
P.S. cenię inicjatywy pokojowe, choć zauważam pewną dozę stronniczości.