Widok

Listopadowo

"Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności".

Tove Jansson, "Dolina Muminków w Listopadzie"
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Powiem wam ciekawostkę:
jakieś 2- 4 lata temu na filologi polskiej ktoś chciał pisać doktorat u prof. Majchroskiego. O ile dobrze pamiętam coś o symbolice Freudowskiej w książkach Muminków. Majcher, zwykle psychodeliczne poważny ( spec od Różewicza to z urzedu musi;) ponoć ryknął serdecznym śmiechem, ale nie wiem czy to u niego przeszło. Byłoby ciekawe;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Będę się starać sprostać zadaniu - komplet Muminków czeka na półce az malutka podrośnie :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Już się zastanafwam fy fodołam frawidłowo frzeczytać fen fawałek mojej córeczce :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wczesnym rankiem, któregoś dnia na początku sierpnia, Topik i Topcia szli drogą przez góry i przystanęli mniej więcej w tym samym miejscu, gdzie Ryjek znalazł Czarodziejski Kapelusz.
Topcia miała na głowie czerwoną czapeczkę, a Topik dźwigał wielki kufer. Przeszli duży szmat drogi i byli bardzo zmęczeni. Odpoczywali więc przez chwilę i spoglądali w dół na Dolinę Muminków. Wśród srebrzystych topoli i śliw wznosił się dym z komina domu Muminków.
— Fymek z fominka — powiedziała Topcia.
— Fewnie fotują fawę — odparł Topik. Wymieniwszy te uwagi, zaczęli schodzić w dół doliny rozmawiając tym szczególnym językiem, którym mówi każdy Topik i każda Topcia. (Nie wszyscy go rozumieją, ale najważniejsze jest to, że oni sami rozumieją się nawzajem).
— Fak fyślisz? Czy fożemy fejść? — zapytała Topcia.
— Fo zależy — odparł Topik. — Ale nie fój się, feśli fędą fla nas niemili.
Bardzo ostrożnie podeszli do domu i nieśmiało stanęli przy schodach.
— Czy fafukać do drzwi? — zapytała Topcia. — Co będzie, feśli fyjdą i skrzyczą?
W tej samej chwili Mama Muminka wytknęła głowę przez okno i zawołała:
— Śniadanie!!!
Topik i Topcia przestraszyli się tak bardzo, że jednym susem wskoczyli przez otwór do
piwnicy na kartofle.
— Ojej! — zawołała Mama Muminka. — Nic innego, tylko dwie myszy wskoczyły do
piwnicy na kartofle! Ryjku, pobiegnij no i daj im trochę mleka!
Spojrzenie jej padło na kuferek, stojący przy schodach. „Bagaż mają także — pomyślała.
— Oj, tak, tak, z pewnością chcą się tu zatrzymać”.
Wobec tego poszła odszukać Tatusia Muminka i poprosić go, żeby wstawił dwa dodatkowe łóżka. Ale takie bardzo, bardzo malutkie. Tymczasem Topik i Topcia zakopali się w kartoflach tak, że tylko oczy było im widać, i w największym strachu czekali, co im się
dalej przydarzy.
— F każdym razie fotują fawę — szepnęła Topcia.
— Ftoś idzie! — szepnął Topik. — Siedźmy ficho jak fyszy!
Drzwi piwnicy skrzypnęły i na progu stanął Ryjek trzymając latarkę w jednej łapce, a spodeczek z mlekiem w drugiej.
— Hej! Gdzie jesteście? — zawołał.
Topik i Topcia wsunęli się jeszcze głębiej między kartofle, trzymając się mocno za łapki.
— Czy chcecie mleka? — spytał Ryjek głośniej.
— Siedź ficho! — szepnął Topik.
— Jeżeli wyobrażacie sobie, że będę tu stał pół dnia, to się mylicie — powiedział Ryjek ze
złością.
— Jesteście złośliwe! Albo głupie! Stare zwariowane myszy, które nie mają nawet tyle
rozumu, żeby wejść głównym wejściem!
Słowa te ogromnie oburzyły Topcie.
— Fyszą to fobie fożesz sam być! — powiedziała. „Ach, więc to są cudzoziemcy —
pomyślał Ryjek.
image
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
:) trzeba będzie odkopać.. to już co prawda przypadek, że akurat Muminki, ale kojarzą się z ciekawym podpisem "Skradziono Waldemarowi N... " -humor kolegi mojej mamy:) może wypadałoby zwrócić
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Homki i ich wyobraźnia są w ogóle strasznie straszne.
Z czasem Listopad też stał się moją ulubioną częścią. Zaraz potem Opowiadania i Zima.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A może Bobek?

image

Pasowałby :)
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ryjek na prezydenta!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
:) dla mnie najwspanialsza część muminków!
ojej, chyba znów przeczytam :D

uwielbiam homka, który spał w zwoju lin na strychu
i wuja truja :)

aleś mi błogość sprowadziła do serca, Stvoru - Potvoru
dzięki!!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
jee;)))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
piękne i moje ulubione :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
"Schował się więc pod kołdrę i zagrzebał nos w poduszkę, potem przesunął się brzuchem na brzeg łóżka, gdzie było chłodne prześcieradło, a potem rozłożył się na całym łóżku, wyciągając ręce i nogi, i wciąż czekał na przyjemny sen, który nie przychodził. Wreszcie zwinął się w kłębek i zrobił się malutki, ale i to nie pomogło. Starał się być Paszczakiem, którego wszyscy lubią, i starał się być Paszczakiem, którego nikt nie lubi. Lecz co z tego, kiedy i tak ciągle był tylko Paszczakiem, który wszystko robi, jak może najlepiej, ale nic mu na¬prawdę dobrze nie wychodzi. W końcu wstał i wciągnął spodnie.
Nie lubił ani ubierać się, ani rozbierać, bo wtedy miał wrażenie, że dni mijają i nic godnego uwagi się nie dzieje. A przecież wciąż coś organizował i urządzał, ciągle czymś dyrygował, od rana do wieczora! Wszędzie dookoła wszyscy wiedli niedbałe, bezcelowe życie, gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie było coś do ustawienia we właściwy sposób, i Paszczak wychodził z siebie, żeby uprzytomnić innym, jak powinni żyć.
„Zupełnie jakby nie chcieli, żeby im było dobrze - martwił się myjąc zęby. Spojrzał na fotografię, na której był on sam i jego żaglówka w dniu wodowania. Piękne to było zdjęcie, lecz gdy patrzył na nie, zrobiło mu się jeszcze smutniej. - Powinienem nauczyć się żeglować - uznał. - Tylko że nigdy nie mam czasu...”
Nagle przyszło mu na myśl, że wszystko, co robi, nie jest niczym innym, jak tylko przenoszeniem rzeczy z jednego miejsca na drugie albo mówieniem, gdzie one powinny stać, i przez krótką chwilę olśnienia zastanawiał się, co by się stało, gdyby dał temu spokój.
- Prawdopodobnie nic. Ktoś inny zająłby się tym wszystkim - rzekł sam do siebie, odkładając szczoteczkę do zębów do szklanki. Lecz to, co powiedział, zdziwiło go i trochę nawet przeraziło, zimny dreszcz przebiegł mu po plecach, tak jak to się dzieje, kiedy zegar wybija północ w noc sylwestrową, i zaraz w następnej sekundzie pomyślał: „Ale w takim razie musiałbym zacząć żeglować...” I wtedy poczuł się już tak źle, że musiał usiąść na łóżku."
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Była późna jesień. Włóczykij szedł dalej na południe, lecz co jakiś czas rozstawiał namiot i pozwalał dniom mijać, jak chcą, chodził sobie i przyglądał się różnym rzeczom, nic nie myśląc i nic nie pamiętając, i dużo spał. Zachowywał ostrożność, ale niczym się właściwie nie interesował i nie obchodziło go, dokąd idzie - chciał tylko iść dalej.
Las uginał się od deszczu, drzewa tkwiły w zupełnym bezruchu. Wszystko było już zwiędłe i obumarłe, lecz w dole, przy ziemi, wyrastał z wielką energią prosto z butwiejącej gleby późnojesienny, tajemniczy ogród, dziwne podszycie z błyszczących, napęczniałych roślin nie mających w ogóle nic wspólnego z latem. Nagie krzaki czarnej jagody były żółtozielone, a owoce żurawiny ciemne jak krew. Zaczęły też rosnąć ukryte przedtem porosty i mchy, rozpełzały się szeroko, podobne do wielkiego, miękkiego dywanu, który chce zawładnąć lasem. Wszystko miało nowe, mocne kolory i wszędzie na ziemi leżały świecące, czerwone jagody jarzębiny. Ale paprocie były czarne.
Włóczykij poczuł, że ma ochotę układać piosenki. Poczekał, żeby ochota stała się całkiem oczywista, i któregoś wieczoru wyciągnął harmonijkę, leżącą dotąd na samym dnie plecaka. W sierpniu, gdzieś w Dolinie Muminków, wpadło mu w ucho pięć taktów, które niewątpliwie mogły się stać wspaniałym początkiem melodii. Zjawiły się w sposób całkiem zwyczajny, jak to bywa z dźwiękami, gdy się je zostawi w spokoju. Teraz nadszedł czas, żeby je wydobyć i żeby powstała z nich piosenka o deszczu."
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Młody alkoholik - Dramat, z którego pragnę wyjść, a nie umiem. (157 odpowiedzi)

Witam wszystkich którzy odwiedzili mój temat. Wiem, że tekst jest dość obszerny, ale chciałbym w...

Grajdołki (256 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

Vibracje (35 odpowiedzi)

Au revoir, Alain Delon... http://www.youtube.com/watch?v=_ifJapuqYiU

do góry