Widok

Listopadowo

"Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności".

Tove Jansson, "Dolina Muminków w Listopadzie"
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Była późna jesień. Włóczykij szedł dalej na południe, lecz co jakiś czas rozstawiał namiot i pozwalał dniom mijać, jak chcą, chodził sobie i przyglądał się różnym rzeczom, nic nie myśląc i nic nie pamiętając, i dużo spał. Zachowywał ostrożność, ale niczym się właściwie nie interesował i nie obchodziło go, dokąd idzie - chciał tylko iść dalej.
Las uginał się od deszczu, drzewa tkwiły w zupełnym bezruchu. Wszystko było już zwiędłe i obumarłe, lecz w dole, przy ziemi, wyrastał z wielką energią prosto z butwiejącej gleby późnojesienny, tajemniczy ogród, dziwne podszycie z błyszczących, napęczniałych roślin nie mających w ogóle nic wspólnego z latem. Nagie krzaki czarnej jagody były żółtozielone, a owoce żurawiny ciemne jak krew. Zaczęły też rosnąć ukryte przedtem porosty i mchy, rozpełzały się szeroko, podobne do wielkiego, miękkiego dywanu, który chce zawładnąć lasem. Wszystko miało nowe, mocne kolory i wszędzie na ziemi leżały świecące, czerwone jagody jarzębiny. Ale paprocie były czarne.
Włóczykij poczuł, że ma ochotę układać piosenki. Poczekał, żeby ochota stała się całkiem oczywista, i któregoś wieczoru wyciągnął harmonijkę, leżącą dotąd na samym dnie plecaka. W sierpniu, gdzieś w Dolinie Muminków, wpadło mu w ucho pięć taktów, które niewątpliwie mogły się stać wspaniałym początkiem melodii. Zjawiły się w sposób całkiem zwyczajny, jak to bywa z dźwiękami, gdy się je zostawi w spokoju. Teraz nadszedł czas, żeby je wydobyć i żeby powstała z nich piosenka o deszczu."
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Schował się więc pod kołdrę i zagrzebał nos w poduszkę, potem przesunął się brzuchem na brzeg łóżka, gdzie było chłodne prześcieradło, a potem rozłożył się na całym łóżku, wyciągając ręce i nogi, i wciąż czekał na przyjemny sen, który nie przychodził. Wreszcie zwinął się w kłębek i zrobił się malutki, ale i to nie pomogło. Starał się być Paszczakiem, którego wszyscy lubią, i starał się być Paszczakiem, którego nikt nie lubi. Lecz co z tego, kiedy i tak ciągle był tylko Paszczakiem, który wszystko robi, jak może najlepiej, ale nic mu na¬prawdę dobrze nie wychodzi. W końcu wstał i wciągnął spodnie.
Nie lubił ani ubierać się, ani rozbierać, bo wtedy miał wrażenie, że dni mijają i nic godnego uwagi się nie dzieje. A przecież wciąż coś organizował i urządzał, ciągle czymś dyrygował, od rana do wieczora! Wszędzie dookoła wszyscy wiedli niedbałe, bezcelowe życie, gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie było coś do ustawienia we właściwy sposób, i Paszczak wychodził z siebie, żeby uprzytomnić innym, jak powinni żyć.
„Zupełnie jakby nie chcieli, żeby im było dobrze - martwił się myjąc zęby. Spojrzał na fotografię, na której był on sam i jego żaglówka w dniu wodowania. Piękne to było zdjęcie, lecz gdy patrzył na nie, zrobiło mu się jeszcze smutniej. - Powinienem nauczyć się żeglować - uznał. - Tylko że nigdy nie mam czasu...”
Nagle przyszło mu na myśl, że wszystko, co robi, nie jest niczym innym, jak tylko przenoszeniem rzeczy z jednego miejsca na drugie albo mówieniem, gdzie one powinny stać, i przez krótką chwilę olśnienia zastanawiał się, co by się stało, gdyby dał temu spokój.
- Prawdopodobnie nic. Ktoś inny zająłby się tym wszystkim - rzekł sam do siebie, odkładając szczoteczkę do zębów do szklanki. Lecz to, co powiedział, zdziwiło go i trochę nawet przeraziło, zimny dreszcz przebiegł mu po plecach, tak jak to się dzieje, kiedy zegar wybija północ w noc sylwestrową, i zaraz w następnej sekundzie pomyślał: „Ale w takim razie musiałbym zacząć żeglować...” I wtedy poczuł się już tak źle, że musiał usiąść na łóżku."
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
piękne i moje ulubione :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
jee;)))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
:) dla mnie najwspanialsza część muminków!
ojej, chyba znów przeczytam :D

uwielbiam homka, który spał w zwoju lin na strychu
i wuja truja :)

aleś mi błogość sprowadziła do serca, Stvoru - Potvoru
dzięki!!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ryjek na prezydenta!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A może Bobek?

image

Pasowałby :)
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Homki i ich wyobraźnia są w ogóle strasznie straszne.
Z czasem Listopad też stał się moją ulubioną częścią. Zaraz potem Opowiadania i Zima.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
:) trzeba będzie odkopać.. to już co prawda przypadek, że akurat Muminki, ale kojarzą się z ciekawym podpisem "Skradziono Waldemarowi N... " -humor kolegi mojej mamy:) może wypadałoby zwrócić
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wczesnym rankiem, któregoś dnia na początku sierpnia, Topik i Topcia szli drogą przez góry i przystanęli mniej więcej w tym samym miejscu, gdzie Ryjek znalazł Czarodziejski Kapelusz.
Topcia miała na głowie czerwoną czapeczkę, a Topik dźwigał wielki kufer. Przeszli duży szmat drogi i byli bardzo zmęczeni. Odpoczywali więc przez chwilę i spoglądali w dół na Dolinę Muminków. Wśród srebrzystych topoli i śliw wznosił się dym z komina domu Muminków.
— Fymek z fominka — powiedziała Topcia.
— Fewnie fotują fawę — odparł Topik. Wymieniwszy te uwagi, zaczęli schodzić w dół doliny rozmawiając tym szczególnym językiem, którym mówi każdy Topik i każda Topcia. (Nie wszyscy go rozumieją, ale najważniejsze jest to, że oni sami rozumieją się nawzajem).
— Fak fyślisz? Czy fożemy fejść? — zapytała Topcia.
— Fo zależy — odparł Topik. — Ale nie fój się, feśli fędą fla nas niemili.
Bardzo ostrożnie podeszli do domu i nieśmiało stanęli przy schodach.
— Czy fafukać do drzwi? — zapytała Topcia. — Co będzie, feśli fyjdą i skrzyczą?
W tej samej chwili Mama Muminka wytknęła głowę przez okno i zawołała:
— Śniadanie!!!
Topik i Topcia przestraszyli się tak bardzo, że jednym susem wskoczyli przez otwór do
piwnicy na kartofle.
— Ojej! — zawołała Mama Muminka. — Nic innego, tylko dwie myszy wskoczyły do
piwnicy na kartofle! Ryjku, pobiegnij no i daj im trochę mleka!
Spojrzenie jej padło na kuferek, stojący przy schodach. „Bagaż mają także — pomyślała.
— Oj, tak, tak, z pewnością chcą się tu zatrzymać”.
Wobec tego poszła odszukać Tatusia Muminka i poprosić go, żeby wstawił dwa dodatkowe łóżka. Ale takie bardzo, bardzo malutkie. Tymczasem Topik i Topcia zakopali się w kartoflach tak, że tylko oczy było im widać, i w największym strachu czekali, co im się
dalej przydarzy.
— F każdym razie fotują fawę — szepnęła Topcia.
— Ftoś idzie! — szepnął Topik. — Siedźmy ficho jak fyszy!
Drzwi piwnicy skrzypnęły i na progu stanął Ryjek trzymając latarkę w jednej łapce, a spodeczek z mlekiem w drugiej.
— Hej! Gdzie jesteście? — zawołał.
Topik i Topcia wsunęli się jeszcze głębiej między kartofle, trzymając się mocno za łapki.
— Czy chcecie mleka? — spytał Ryjek głośniej.
— Siedź ficho! — szepnął Topik.
— Jeżeli wyobrażacie sobie, że będę tu stał pół dnia, to się mylicie — powiedział Ryjek ze
złością.
— Jesteście złośliwe! Albo głupie! Stare zwariowane myszy, które nie mają nawet tyle
rozumu, żeby wejść głównym wejściem!
Słowa te ogromnie oburzyły Topcie.
— Fyszą to fobie fożesz sam być! — powiedziała. „Ach, więc to są cudzoziemcy —
pomyślał Ryjek.
image
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Już się zastanafwam fy fodołam frawidłowo frzeczytać fen fawałek mojej córeczce :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Będę się starać sprostać zadaniu - komplet Muminków czeka na półce az malutka podrośnie :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Powiem wam ciekawostkę:
jakieś 2- 4 lata temu na filologi polskiej ktoś chciał pisać doktorat u prof. Majchroskiego. O ile dobrze pamiętam coś o symbolice Freudowskiej w książkach Muminków. Majcher, zwykle psychodeliczne poważny ( spec od Różewicza to z urzedu musi;) ponoć ryknął serdecznym śmiechem, ale nie wiem czy to u niego przeszło. Byłoby ciekawe;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oj, byłoby. Tym bardziej, że Tove Jansson była les.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
he he Osobiście lubię les bo maja zwykle bardzo ciekawe spostrzeżenia. Myśle że szukając na pewno znalazło by się to i owo ale nie sadze żeby Tove czyniła to świadomie. Muminki poruszają w człowieku jakiś archetyp dobra. Dlatego pewnie wszyscy je uwielbiamy. Takie internacjonalne heaven z drugim dnem;)

I oby Buga tego nie zniweczyła;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nawet nie tyle o to dobro chodzi, przynajmniej dla mnie, ale o niezwykle trafne obserwacje dotyczące ludzi i życia. Jak czytałam to mając kilka lat, to była fajna bajka o dziwnych stworkach, a potem, czytając co kilka lat, w miarę jak przybywało doświadczeń, za każdym razem czułam "o kurde, rzeczywiście". Trochę jak z Małym Ksieciem, ale w Muminkach jest o wiele bogatsza paleta uczuć/problemów/spraw, jest ich dużo więcej i często o wiele subtelniejszych.
W Listopadzie uwielbiam, jak problemy taką spokojną, naturalną drogą rozwiązują się, każdy przechodzi jakąś przemianę, obserwowanie tego jest fascynujące.

Z analizą freudowską trzeba uważać, żeby oddzielić zamysł autora od własnych interpretacji. Właściwie nie uważam tego za do konca możliwe, w każdym rodzaju analizy. Pamiętasz, były takie teksty - analiza dzieł Tolkiena przez różne osoby. Chwila, wyszperam ten o który mi chodzi:


“Tolkien – Władca Perwersji” – Marcjanna Wrzód-Grzyb (Świat Kobiety 7 lipca 2000)

Niewiele jest książek tak mistrzowsko skrywających, a jednocześnie ujawniających seksualne odchylenie autora jak “Władca Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. W teoretycznie czystej, wręcz dziecięcej literaturze zawiera się cały mrok podświadomości jowialnego profesora literatury staroangielskiej (!) z Oxfordu.
Mówi się “No sex – we are hobbits”. Ale jakże nietrafne to spostrzeżenie i niezrozumienie słynnej (niestety) trylogii. Już w pierwszym tomie spotykamy się z polem pieczarek niejakiego Maggota, z którym to wiąże się traumatyczne wspomnienie z dzieciństwa głównego bohatera powieści – Frodo Bagginsa. Pieczarki, no cóż, całe pole symboli fallicznych. Zły sąsiad ? A jak było naprawdę i co kryje się za słowami “boję się starego Maggota”? Nie wiadomo. Potem hobbici, (sami mężczyźni), szykują “słodką kąpiułkę o zmierzchu”. Proszę bardzo, może mydło leży na podłodze ? Jakiś czas później Tom Bombadil bawi się pierścieniem, zakładając i zdejmując go z czubka palca. Żadnych sugestii, proszę odczytać to samemu.
Jesienią Drużyna Pierścienia rusza na południe. Przeszkodą jest łańcuch Gór Mglistych, a konkretnie okrutny Karadhras – potężny, sterczący, morderczy. Męski. Sama nazwa brzmi jak środek na potencję. A dla Szarej Drużyny jest to przeszkoda nie do przeskoczenia (co takiego chciał nam powiedzieć profesor Tolkien ?!) Decyzja zapada – spróbują inaczej, przez kopalnię Morię. Przez jaskinię – długą, czarną, tajemniczą i niebezpieczną. Nic dodać, nic ująć. Najpierw jednak trzeba do niej wejść, co nie jest łatwe. Starzec Gandalf próbuje różnych sztuczek i zaklęć, w końcu objawia się jako przyjaciel i wchodzi. Kobietę nietrudno omamić, deklarując przyjaźń. W Morii też nie jest łatwo, co prawda drużyna idzie do celu, niby (czyż nie to autor miał na myśli ?) męskie nasienie, pojawiają się jednakże trudności. Balrog niczym środek antykoncepcyjny eliminuje najsilniejszego plemnika – Gandalfa. Reszta idzie dalej, o ileż słabsze są to jednak osobniki.
Dalej jest Lorien, gdzie wzajemną i nieskrywaną obopólną fascynacją wybuchają królowa elfów Galadriela i krasnolud Gimli. Twardziel i słodka blondynka. Topornik i zwiewna, choć starsza i doświadczona elfka… u Tolkiena kończy się na słowach, wzajemnych zapewnieniach o miłości, prezentach Tacy jak Gimli nigdy nie kończą w ten sposób. Czasu i miejsca w Złotym Lesie nie brakowało. Mały, krępy, umięśniony Gimli musiał być odmianą w życiu Galadrieli, obcującej w zasadzie jedynie z nieco efemerycznymi elfami.
Potem jaskinia Szeloby, opisana już w pewnym naukowym eseju – gdzie Frodo z Żądełkiem – znów męskim symbolem, przebija się przez włosy łonowe pajęczyn i wchodzi w świat, podobny do Morii. Eowina przebierająca się za Dernhelma w poszukiwaniu swojej osobowości. Oko Saurona – pozbawione rzęs, przenikające przez myśli i ubrania. Zgroza ! Choć niektórzy z niejaką przyjemnością “zmagali się” nocami z Nieprzyjacielem. Nie można przecież odmówić sobie odrobiny przyjemności.
W końcu scena finałowa – znów wyrastająca z płaskowyżu Mordoru góra – samotna Orodruina. I mały Frodo próbujący rozwiązać ostatecznie swój problem. Jaki to problem ? Dlaczego czerwona lawa jest taka gorąca ? I dlaczego Frodo tak się boi, nie chce stawić czoła temu wyzwaniu – może dlatego, że nigdy w życiu nie miał kobiety ? Co na to Tolkien ? Frodo nie zasmakował wiele przyjemności w życiu. I teraz, stojąc nad szczeliną (nomen omen – Szczeliną Zagłady), boi się. Dopiero stary, doświadczony Gollum załatwia sprawę. Wie, że dla tego ciepła warto nawet zginąć .

Większość bohaterów “Władcy Pierścieni” nie wie, jak to jest. Autor przedstawił jawiącą się w jego umyśle perwersyjną wersję świata. Podobno sam siebie opisywał jako hobbita – jeśli to ma oznaczać, że tak jak Frodo cierpiał skrywane katusze, przelewając żal i fantazje na papier To przykre. To niedopuszczalne. Chrońmy nasze dzieci przed zakamuflowaną seksualnością świata tolkienowskiego".

Jak ktoś chce coś zobaczyć to zobaczy i nie powstrzymasz go. :)

Inne analizy:
“Tolkien – nasz człowiek” – Władysław Szuwar (Trybuna Ludu 13 marca 1969)
“Władza ludu zamiast “Władcy Pierścieni”" – Władysław Oczeret (Czerwony Sztandar 24 maja 1971)
“Władca Pierścieni – Władca Much ?” – ojciec Muchomorek (fragmenty audycji radiowej z 9 września 1999)
“Tolkien – trylogia mycki i kielni” – Jan Kowalski (Dziennik Polski 18 października 2001)
tutaj:
http://grzegorz-zak.pl/?p=49
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zapomniałam że forum zżera tekst w wstawiony w kwadratowe nawiasy. A w nawiasach chodziło o to, że teksty są raczej wątpliwej autentyczności i przynajmniej niektóre są pisane dla jaj, a gdyby komuś się zachciało pozgłębiać tę sprawę, to chętnie zapoznam się z wynikami :)
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ha ha ha ale jazda;)
Oto własnie Buga - wytwór cywilizacji ludzi odseparowanych od własnych emocji. Total;)

Biedny Tolkien
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Buka?
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Grajdołki (110 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

Czy mężczyźni mogą chodzić w spódnicy? (29 odpowiedzi)

Tu i ówdzie kreatorzy mody zachęcają mężczyzn do założenia spódnicy. Chodzi o spódnicę szytą dla...

do góry