Widok
Mam problem...
Oświadczył mi sie mój chlopak. Jesteśmy ze soba równy rok. . Jesteśmy kompletnie różni i czasami w nim to uwielbiam czasami mnie to denerwuje. Do niedawna bardzo sie kłócilismy, nie potrafiłam go zrozumiec, ale udało nam sie pokonac wiele problemow, moze nawet z korzyscia dla nas. Martwi mnie to, ze on czasem zachowuje się jak dziecko i to w doslownym tego slowa znaczeniu, to nie jest nawet zabawne. A kiedy zwracam mu na to uwage to zaczyna zachowywac sie wrecz groteskowo powaznie. Ostatnio zaczelam sie zastanawiac czy naprawde chce aby moje zycie juz zawsze tak wygladalo. Wiem ze on mnie bardzo kocha, ze robi wszystko dla mnie. Nie chce go skrzywdzic. Kiedy kilka razy chcialam go zostawic to malo tego, ze on bardzo cierpial to na dodatek ja zdawalam sobie sprawe ze nie chce go zostawiac. Przedziwnie sie czuje i nie wiem czy tak wlasnie powinna myslec swiezo upieczona narzeczona... Malo tego planuje zueplnie inny slub i wesele niz wiekszosc dziewczyn. chce maly slub, najpierw cywilny po roku dopiero koscielny. I zadnego wesela, a jesli to najwyzej 40-50 osob.
echh... martwi mnie ta sytuacja...
Czasem mam wrazenie ze on sie z niczego nie cieszy jesli zalozmy zrobie mu kolacje mowi ze zle i robi mine skrzywdzonego dziecka ze po co na co ze on sam umie, a jak nei zrobie to jest ze nawet mu kanapki nie zrobie... nei wiem co mam juz robic :(
Co o tym myslicie?
echh... martwi mnie ta sytuacja...
Czasem mam wrazenie ze on sie z niczego nie cieszy jesli zalozmy zrobie mu kolacje mowi ze zle i robi mine skrzywdzonego dziecka ze po co na co ze on sam umie, a jak nei zrobie to jest ze nawet mu kanapki nie zrobie... nei wiem co mam juz robic :(
Co o tym myslicie?
Sytuacja którą opisałaś jest moim zdaniem... "gupja" :-) Nie jesteś szczęśliwa - tak mi sie wydaję. Gdy mój obecny mąż mi się oświadczył 3 lata temu byłam przeszczęśliwa, oboje czuliśmy, że "to właśnie to", że chcemy być razem na zawsze. A skoro już teraz masz jaieś "ale" to jeszcze nie pora na ślub. Tym bardziej, że możecie mieć problem z jego zaplanowaniem, skoro macie nawet różne marzenia i wyobrażenia o tym dniu. Dajcie sobie jeszcze czas.
ja również dołączę się do rady: dajcie sobie jeszcze czas...
Pół żartem - pół serio: amerykańscy naukowcy twierdzą, że pierwszy kryzys w związku jest po roku, następny po trzech latach, następny po siedmiu itd.
przeczekajcie ten drugi, to będziecie pewni, że wasze uczucie jeszcze wiele przetrwa ;)
I wydaje mi się, że powinnaś nabrać trochę dystansu do męskich zachowań.
Pozdrawiam
Pół żartem - pół serio: amerykańscy naukowcy twierdzą, że pierwszy kryzys w związku jest po roku, następny po trzech latach, następny po siedmiu itd.
przeczekajcie ten drugi, to będziecie pewni, że wasze uczucie jeszcze wiele przetrwa ;)
I wydaje mi się, że powinnaś nabrać trochę dystansu do męskich zachowań.
Pozdrawiam
