Widok
Dlatego, że na przykład:
1. Gdańsk jest najbardziej sprzyjającym rowerom miastem w Polsce, odstaje o conajmniej dekadę pod względem infrastruktury i stref przyjaznych rowerzystom...
2. Wielki przejazd rowerowy 1-2x w roku w zupełności wystarcza, i jest to NAJWIĘKSZA tego typu impreza w Polsce - masa krytyczna innych miast się chowa... Cel jest taki sam, personalnie uważam, że Gdańsk robi to lepiej ;)
3. Masa krytyczna tylko wku***a kierowców - chyba nie taki cel jest tego prawda? Odnosi efekt przeciwny do zamierzonego... Lepiej zrobić raz w roku porządnie, niż co miesiąc wnerwiać ludzi... Na siłę nikogo i tak się nie przekona
1. Gdańsk jest najbardziej sprzyjającym rowerom miastem w Polsce, odstaje o conajmniej dekadę pod względem infrastruktury i stref przyjaznych rowerzystom...
2. Wielki przejazd rowerowy 1-2x w roku w zupełności wystarcza, i jest to NAJWIĘKSZA tego typu impreza w Polsce - masa krytyczna innych miast się chowa... Cel jest taki sam, personalnie uważam, że Gdańsk robi to lepiej ;)
3. Masa krytyczna tylko wku***a kierowców - chyba nie taki cel jest tego prawda? Odnosi efekt przeciwny do zamierzonego... Lepiej zrobić raz w roku porządnie, niż co miesiąc wnerwiać ludzi... Na siłę nikogo i tak się nie przekona
Nie skumałeś. Masa jest potrzebna w KAŻDYM dużym polskim mieście. W subiektywnej skali przyjazności rowerowej miast, po których jeździłem, od 1 do 100 to by było tak: Oslo 98, Londyn 96, Monachium 74, Marsylia 66, Gdańsk 4, Warszawa 4. Po Berlinie nie jeździłem, pewnie by skali nie starczyło. Natomiast głoszenie, że Gdańsk, który nawet nie potrafi stworzyć systemu roweru miejskiego, jest "najbardziej" to czysta megalomania.
"najbardziej" owszem, ale była mowa o "najbardziej w Polsce". Wiec porównujmy do miast polskich, a nie do Oslo, Londynu czy Monachium.
Poza tym ja myślę ze nawet przy porządnej infrastrukturze zawsze się znajdą tacy ktorym bedzie mało, ktorzy bedą w kontrze do wstretnych władz ktore nic nie robią itd itp. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Poza tym ja myślę ze nawet przy porządnej infrastrukturze zawsze się znajdą tacy ktorym bedzie mało, ktorzy bedą w kontrze do wstretnych władz ktore nic nie robią itd itp. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Ok, Tomku jestem 1szy by powiedzieć, że rower miejski za 8 zet od łba za pierwszą godzinę (jak w Sopocie) to w PL chory absurd i że dla nas tu wszystkich to i tak zbędne, bo każdy z nas ma po kilka rowerów, albo jeden w 300% sprawny, a cieszy nas pusta droga, a nie zatłoczona, i dla mnie osobiście to potrzebne jak rybie ręcznik, ale...
jeśli brać pod uwagę ogólne urowerowienie, to jest to ważny czynnik oceny i porównań, rankingi które to nie dość uwzględniają są w błędzie
(a dla mnie i tak nastawienie kierowców i przede wszystkim policji jest i tak dużo ważniejsze niż obecność lub nie Nexta i podobnych)
To że firmy się nie pchają wynika z ogólnego tła prowadzenia WSZELKICH biznesów w tym kraju. Służba zdrowia też na świecie generuje kokosowy dochód, a u nas tylko stratę. Firmy które robiły autostrady też wyszły na tym jak Zabłocki, choć wszyscy im w podatkach i dotacjach zapłaciliśmy krocie. A kłamstwem, że wspólny bilet musi kosztować wielokrotnie więcej niż osobne taryfy i bilety dla SKM, PKM, ZTM, ZKM itd karmia nas tak długo, że pewnie niektórzy uwierzyli. I co z tego? Abo to jedno kłamstwo którym nas karmią?
jeśli brać pod uwagę ogólne urowerowienie, to jest to ważny czynnik oceny i porównań, rankingi które to nie dość uwzględniają są w błędzie
(a dla mnie i tak nastawienie kierowców i przede wszystkim policji jest i tak dużo ważniejsze niż obecność lub nie Nexta i podobnych)
To że firmy się nie pchają wynika z ogólnego tła prowadzenia WSZELKICH biznesów w tym kraju. Służba zdrowia też na świecie generuje kokosowy dochód, a u nas tylko stratę. Firmy które robiły autostrady też wyszły na tym jak Zabłocki, choć wszyscy im w podatkach i dotacjach zapłaciliśmy krocie. A kłamstwem, że wspólny bilet musi kosztować wielokrotnie więcej niż osobne taryfy i bilety dla SKM, PKM, ZTM, ZKM itd karmia nas tak długo, że pewnie niektórzy uwierzyli. I co z tego? Abo to jedno kłamstwo którym nas karmią?
Według mnie jak na razie to jest element promocyjny ale nie koniecznie zachęci niezdecydowanych do codziennych podróży. Hype na rowery miejskie jest podsycany przez firmy obsługujące te systemy, bo na tym zarabiają, ale w większości dzięki dotacjom z budżetu miasta.
Przede wszystkim na jakich trasach u nas taki rower by się sprawdził? Między dolnym a górnym tarasem raczej słabo, czyli na starcie odpada nam z połowa mieszkańców.
Śródmieście - Wrzeszcz - Oliwa, to powtórzenie połączeń SKM, tramwaj, autobus, czyli silna konkurencja i jeżeli ktoś nie jest wkręcony w rower, to raczej go nie wybierze.
PKP - okolica, mamy ze dwa ośrodki czyli Śródmieście i Wrzeszcz, gdzie jest wiele celów podróży w stosunkowo niewielkiej odległości. Rotacja na stacjach powinna być wystarczająca. Inne obszary to osiedla, czyli ruch w godzinach szczytu najpierw do głównej osi komunikacyjnej, potem od, słabo zbalansowane zapełnienie stacji i mała rotacja.
Nasycenie rowerami w Gdańsku jest raczej duże, więc ciężko przekonać nieprzekonanych, żeby wydawali pieniądze na obcy rower.
Z tych powodów uważam, że rower miejski w Gdańsku jest trudnym przedsięwzięciem, te pieniądze można wydać na inne cele rowerowe.
Koniec końców zawsze chodzi o biznes, chyba że miasto samo ma zbudować i utrzymać taki system. Prywatny operator będzie patrzył tylko na zysk, a ryzyko jest duże. Jak pokazują przykłady różnych miast, albo się uda, albo klapa.
Przede wszystkim na jakich trasach u nas taki rower by się sprawdził? Między dolnym a górnym tarasem raczej słabo, czyli na starcie odpada nam z połowa mieszkańców.
Śródmieście - Wrzeszcz - Oliwa, to powtórzenie połączeń SKM, tramwaj, autobus, czyli silna konkurencja i jeżeli ktoś nie jest wkręcony w rower, to raczej go nie wybierze.
PKP - okolica, mamy ze dwa ośrodki czyli Śródmieście i Wrzeszcz, gdzie jest wiele celów podróży w stosunkowo niewielkiej odległości. Rotacja na stacjach powinna być wystarczająca. Inne obszary to osiedla, czyli ruch w godzinach szczytu najpierw do głównej osi komunikacyjnej, potem od, słabo zbalansowane zapełnienie stacji i mała rotacja.
Nasycenie rowerami w Gdańsku jest raczej duże, więc ciężko przekonać nieprzekonanych, żeby wydawali pieniądze na obcy rower.
Z tych powodów uważam, że rower miejski w Gdańsku jest trudnym przedsięwzięciem, te pieniądze można wydać na inne cele rowerowe.
Koniec końców zawsze chodzi o biznes, chyba że miasto samo ma zbudować i utrzymać taki system. Prywatny operator będzie patrzył tylko na zysk, a ryzyko jest duże. Jak pokazują przykłady różnych miast, albo się uda, albo klapa.
O co walczyć?
Gdańsk i Warszawa to najmniej niesprzyjające ruchowi rowerowemu miasta w Polsce. Sprzyjajacych jeszccze nie ma. Tolerancja to o wiele za mało. Miasto sprzyjające rowerzystom (i pieszym) to takie, którego władze mają odwagę wziąć za pysk ruch samochodowy i pokazać, gdzie jego miejsce (Londyn, Oslo). Reszta właściwie robi się sama.
http://www4.rp.pl/Swiat/151029829-Oslo-bez-samochodow.html
Gdańsk i Warszawa to najmniej niesprzyjające ruchowi rowerowemu miasta w Polsce. Sprzyjajacych jeszccze nie ma. Tolerancja to o wiele za mało. Miasto sprzyjające rowerzystom (i pieszym) to takie, którego władze mają odwagę wziąć za pysk ruch samochodowy i pokazać, gdzie jego miejsce (Londyn, Oslo). Reszta właściwie robi się sama.
http://www4.rp.pl/Swiat/151029829-Oslo-bez-samochodow.html
No i tacy ludzie wlasnie robią masy, chcący wziąć za pysk ruch samochodowy. Moze jeszcze całkiem zakaz wjazdu do obszaru o promieniu 7 km od centrum?
Dojzdzam z Południa do Oliwy - jakies 20 km, przez prawie cały Gdańsk i jakoś nie wiem gdzie miałbym wywalić samochody ze swojej trasy i w ogole po co. Są miejscami niedoróbki, ale ogolnie mam sciezkę przez prawie całą trasę - jak juz to nie ma jej na początku, potem juz leci nieprzerwanie i mozna ją spokojnie przejchać na oponach 23c.
Wiadomo, że najlepiej jakby leciały przez miasto ultraszerokie sciezki z pierwszenstwem dla rowerow i w ogole, ale sami nie jesteśmy. I nie ma też co porównywać się do zachodnich krajów, bo my jesteśmy "zachodni" dopiero od jakichś 25 kat, a i tak uważam, że w tym temacie bardzo dużo nadrobiliśmy. Przypomnij sobie jak się jezdziło kiedyś, a jak teraz. Owszem nie ma co spoczywać na laurach, ale warto doceniać to co już zostało zrobione, a nie tylko marudzić jak strasznie biednie jest, bo gdzieś tam za granicą jest rowerowy raj.
Nie od razu rzym zbudowano i nikt mi nie powie, że sie w Gdańsku mało w tym kierunku robi.
Dojzdzam z Południa do Oliwy - jakies 20 km, przez prawie cały Gdańsk i jakoś nie wiem gdzie miałbym wywalić samochody ze swojej trasy i w ogole po co. Są miejscami niedoróbki, ale ogolnie mam sciezkę przez prawie całą trasę - jak juz to nie ma jej na początku, potem juz leci nieprzerwanie i mozna ją spokojnie przejchać na oponach 23c.
Wiadomo, że najlepiej jakby leciały przez miasto ultraszerokie sciezki z pierwszenstwem dla rowerow i w ogole, ale sami nie jesteśmy. I nie ma też co porównywać się do zachodnich krajów, bo my jesteśmy "zachodni" dopiero od jakichś 25 kat, a i tak uważam, że w tym temacie bardzo dużo nadrobiliśmy. Przypomnij sobie jak się jezdziło kiedyś, a jak teraz. Owszem nie ma co spoczywać na laurach, ale warto doceniać to co już zostało zrobione, a nie tylko marudzić jak strasznie biednie jest, bo gdzieś tam za granicą jest rowerowy raj.
Nie od razu rzym zbudowano i nikt mi nie powie, że sie w Gdańsku mało w tym kierunku robi.
Londyn może i nie sprzyja, ale w Londynie rowerzysta jest użytkownikiem drogi, a nie barankiem, którego kierowcy wyrzucają na kolorowe chodniki zwane ścieżkami, a piesi ich z nich zrzucają z powrotem na ulice. W Londynie jest jasne, że miejscem roweru jest ulica i nikt się przeciw temu nie burzy. W Londynie jest masa pasów rowerowych (fakt, mogą po nich jechać samochody) i masa pasów wyłącznie dla rowerów (gdzie motocykle i samochody mogą jechać czasem warunkowo). W Londynie ponad połowa skrzyżowań ma śluzy i rowerzyści z nich korzystają. W Londynie miejscowi i turyści korzystają z sieci rowerów miejskich w ponad 700 (zaczynali w 2010 od 300) stacjach. Użycie "borisa" (barklaysa, santandera, czy jak go zwał) kosztuje 2 funty za dobę ( w dawkach 30 minutowych)
Jedyne na co nie ma miejsca to na rowerzystów bojących się jechać w ruchu miejskim razem z gromadą aut, w korku, niepotrafiących zmienić pasa, czy przejechać przez rondo. A z chodnika zgoni Cię policjant. Ale można sobie pojeździć na luzie po wyznaczonych alejkach w parkach, gdzie pojedzie najgorsza ciamajda.
Londyn wciąż rozwija infrastrukturę rowerową, buduje "autostrady" wzdłuż dróg szybkiego ruchu i stawia nowe stacje do wypożyczenia. Żeby wypożyczyć jednorazowo, potrzebna jest karta kredytowa lub debetowa i nic więcej - żadnego telefonu, aplikacji, internetu, logowania (chociaż można i tymi sposobami)
Po Oxford Street mogą się poruszać wyłącznie autobusy, taksówki i rowery.
Czego mogliby chcieć rowerzyści jeszcze od Londynu? Jeśli tylko nie będą pakować się w najciaśniejsze przesmyki i rzucać pod auta - to mają raj.
Jedyne na co nie ma miejsca to na rowerzystów bojących się jechać w ruchu miejskim razem z gromadą aut, w korku, niepotrafiących zmienić pasa, czy przejechać przez rondo. A z chodnika zgoni Cię policjant. Ale można sobie pojeździć na luzie po wyznaczonych alejkach w parkach, gdzie pojedzie najgorsza ciamajda.
Londyn wciąż rozwija infrastrukturę rowerową, buduje "autostrady" wzdłuż dróg szybkiego ruchu i stawia nowe stacje do wypożyczenia. Żeby wypożyczyć jednorazowo, potrzebna jest karta kredytowa lub debetowa i nic więcej - żadnego telefonu, aplikacji, internetu, logowania (chociaż można i tymi sposobami)
Po Oxford Street mogą się poruszać wyłącznie autobusy, taksówki i rowery.
Czego mogliby chcieć rowerzyści jeszcze od Londynu? Jeśli tylko nie będą pakować się w najciaśniejsze przesmyki i rzucać pod auta - to mają raj.
Jakie won? Kto mówi won? W Oslo jest zarejestrowanych dokładnie tyle samochodów na tys. mieszkańców (ok. 540), co w Gdańsku. Tyle, że Oslo większe (650 tys.) i bardziej górzyste. I jeżdżą? Jeżdżą. Parkują? Parkują. Tylko JAK to robią. Ano tak, na ile mają dozwolone. A rowerami jeżdżą? Jeżdżą duuuuużo więcej, pewnie dla rozgrzewki. I dają radę? Dają i to całkiem nieźle. Poleć, zobacz, to będziesz wiedział o co walczyć.
Skoro tak dobrze znasz Oslo, to podaj jaka jest przeciętna odległość pokonywana rowerem, a jaka u nas. Jakie są inne uwarunkowania, że rower jest chętniej wybierany niż samochód.
Łatwo się pokazuje miasta, które są przyjazne rowerom, ale prawie nigdy na forum nie dyskutuje się na poważnie jak do tego doszli. Widzi się tylko, że dowalono samochodziarzom i to się ludziom podoba.
Według mnie trzeba dążyć do równowagi, a nie przewagi, któregokolwiek środka transportu. Jeżeli gdzieś ograniczamy, to trzeba zapewnić możliwie nie gorszą alternatywę.
Warto też pamiętać, że nie da się bezpośrednio przeszczepić rozwiązań z innych miast. Trzeba czerpać z nich inspirację, ale problemy rozwiązywać w oparciu o swoje uwarunkowania.
Ponawiam pytania o centrum Gdańska, strefy zakazu wjazdu.
Wiem o co walczyć i w miarę swoich możliwości to robię. Masa krytyczna według mnie nie ma racji bytu w Gdańsku. O to też pytałem, co mogłaby wnieść do dialogu i nadal nie doczekałem się odpowiedzi.
Jesteś taki chętny do walki, a wiesz chociaż jakie masz w Gdańsku możliwości wpływania na rozwój ruchu rowerowego?
Łatwo się pokazuje miasta, które są przyjazne rowerom, ale prawie nigdy na forum nie dyskutuje się na poważnie jak do tego doszli. Widzi się tylko, że dowalono samochodziarzom i to się ludziom podoba.
Według mnie trzeba dążyć do równowagi, a nie przewagi, któregokolwiek środka transportu. Jeżeli gdzieś ograniczamy, to trzeba zapewnić możliwie nie gorszą alternatywę.
Warto też pamiętać, że nie da się bezpośrednio przeszczepić rozwiązań z innych miast. Trzeba czerpać z nich inspirację, ale problemy rozwiązywać w oparciu o swoje uwarunkowania.
Ponawiam pytania o centrum Gdańska, strefy zakazu wjazdu.
Wiem o co walczyć i w miarę swoich możliwości to robię. Masa krytyczna według mnie nie ma racji bytu w Gdańsku. O to też pytałem, co mogłaby wnieść do dialogu i nadal nie doczekałem się odpowiedzi.
Jesteś taki chętny do walki, a wiesz chociaż jakie masz w Gdańsku możliwości wpływania na rozwój ruchu rowerowego?
Oslo jest większe od Gdańska i ludnościowo i obszarowo. I chyba nie ma ulicy, która by biegła poziomo. Tyllko jeden wskaźnik jest taki sam: liczba samochodów na 1000 mieszkańców (540). Ale oni mało jeżdżą nimi po mieście. Wygląda na to, że nie chcą. Widocznie mają samochody dla mania. Owszem, mają metro, bardzo drogie, bilet kosztuje 2 litry benzyny, też bardzo drogiej. Ale to metro jest pod ziemią tylko w ścisłym centrum, więc to raczej kolejka. Poza tym bardzo promują tramwaje.
http://www.coloribus.com/admirror/beatles/10566705/
"Wszyscy muszą ustąpić przed tramwajem, nawet piesi"
http://www.coloribus.com/admirror/beatles/10566705/
"Wszyscy muszą ustąpić przed tramwajem, nawet piesi"
Ciągle sypiesz przykładami miast, ale nie podajesz co sprawiło, że są tak rowerowe. Albo ich nie znasz tak dobrze i widzisz tylko wzięcie na krótką smycz samochody, albo po prostu nie jesteś w temacie.
Np. nie odpowiedziałeś jakie odległości muszą pokonywać w Oslo, czy to są podróże z jednego końca miasta na drugi, czy raczej w obrębie kilku kilometrów, bo wszędzie jest blisko (idea miasta małych odległości).
W przypadku Niemiec sprawa wygląda inaczej niż u nas. Bogaty zachód mógł wpompować kasę w postkomunistyczny wschód, dzięki temu o wiele łatwiej było przebudować miasta pod kątem rowerów. Dodatkowo o wiele łatwiej w obrębach jednego kraju (nawet podzielonego) przeszczepić pewne idee.
Wschodnie Niemcy na pewno też się zachłysnęły wolnością, ale zachód miał siłę i pieniądze, żeby forsować właściwe rozwiązania.
My musimy odrobić lekcję i mentalnie dojrzeć do zmian. Patrząc po przykładach innych krajów, pewnych rzeczy się nie przeskoczy, popełniamy identyczne błędy jakie robili Holendrzy czy Niemcy. Owszem dużo szybciej dochodzimy do tego samego poziomu, ale przeskoczyć pewne etapy jest bardzo trudno.
Zachód swoją rewolucję rowerową miał w latach 70, czyli my na starcie w Gdańsku mieliśmy jakieś 20-25 lat w plecy. W ciągu 20 lat myślę, że nadrobiliśmy do opóźnienia rzędu 5-7 lat.
Gdańsk jest na takim poziomie, że nie trzeba walczyć o zauważenie roweru, to już mamy za sobą. Największy problem siedzi w ludziach i zmianie ich przyzwyczajeń, ale tego masa krytyczna nie zmieni.
Problemy są, nie przeczę, i nadal czasami bardzo ciężko się przebić przez konserwatyzm urzędników. Dodatkowo jest duża dziura w przepływie informacji w samym UM jak i na linii miasto - mieszkańcy. Tu jest ogromne pole do popisu do wszelkich oddolnych inicjatyw, ale kolejny raz się pytam, co masa krytyczna jako manifestacja wniosłaby do dialogu?
Kolejne pytanie be odpowiedzi Mazurze, czy kiedykolwiek próbowałeś kontaktować się z szeroko pojętym UM, żeby załatwić jakieś rowerowe sprawy? Wiesz gdzie pukać?
Podsumowując przydługą wypowiedź. Najlepsza masa krytyczna, to codzienna masa krytyczna. Nie żadne spędy raz w miesiącu czy roku, ale po prostu codzienna jazda do pracy, szkoły, po zakupy, czy dla samej jazdy. Im bardziej aktywna nasza grupa, tym silniejszy głos mamy i łatwiej o zaspokojenie naszych potrzeb.
Manifestujmy robiąc z roweru codzienność.
Np. nie odpowiedziałeś jakie odległości muszą pokonywać w Oslo, czy to są podróże z jednego końca miasta na drugi, czy raczej w obrębie kilku kilometrów, bo wszędzie jest blisko (idea miasta małych odległości).
W przypadku Niemiec sprawa wygląda inaczej niż u nas. Bogaty zachód mógł wpompować kasę w postkomunistyczny wschód, dzięki temu o wiele łatwiej było przebudować miasta pod kątem rowerów. Dodatkowo o wiele łatwiej w obrębach jednego kraju (nawet podzielonego) przeszczepić pewne idee.
Wschodnie Niemcy na pewno też się zachłysnęły wolnością, ale zachód miał siłę i pieniądze, żeby forsować właściwe rozwiązania.
My musimy odrobić lekcję i mentalnie dojrzeć do zmian. Patrząc po przykładach innych krajów, pewnych rzeczy się nie przeskoczy, popełniamy identyczne błędy jakie robili Holendrzy czy Niemcy. Owszem dużo szybciej dochodzimy do tego samego poziomu, ale przeskoczyć pewne etapy jest bardzo trudno.
Zachód swoją rewolucję rowerową miał w latach 70, czyli my na starcie w Gdańsku mieliśmy jakieś 20-25 lat w plecy. W ciągu 20 lat myślę, że nadrobiliśmy do opóźnienia rzędu 5-7 lat.
Gdańsk jest na takim poziomie, że nie trzeba walczyć o zauważenie roweru, to już mamy za sobą. Największy problem siedzi w ludziach i zmianie ich przyzwyczajeń, ale tego masa krytyczna nie zmieni.
Problemy są, nie przeczę, i nadal czasami bardzo ciężko się przebić przez konserwatyzm urzędników. Dodatkowo jest duża dziura w przepływie informacji w samym UM jak i na linii miasto - mieszkańcy. Tu jest ogromne pole do popisu do wszelkich oddolnych inicjatyw, ale kolejny raz się pytam, co masa krytyczna jako manifestacja wniosłaby do dialogu?
Kolejne pytanie be odpowiedzi Mazurze, czy kiedykolwiek próbowałeś kontaktować się z szeroko pojętym UM, żeby załatwić jakieś rowerowe sprawy? Wiesz gdzie pukać?
Podsumowując przydługą wypowiedź. Najlepsza masa krytyczna, to codzienna masa krytyczna. Nie żadne spędy raz w miesiącu czy roku, ale po prostu codzienna jazda do pracy, szkoły, po zakupy, czy dla samej jazdy. Im bardziej aktywna nasza grupa, tym silniejszy głos mamy i łatwiej o zaspokojenie naszych potrzeb.
Manifestujmy robiąc z roweru codzienność.
w ogóle nie czaisz czaczy, zekker - chyba nie spróbowałeś
abo miałeś pecha i nie załapałeś
mAssA to nie musi być walka o coś, ani z czymś. To bywa świąteczna afirmacja bezpiecznego bycia w stadzie rowerów w miejscach, gdzie zwykle są stada samochodów, a nam nie wolno. Na co dzień jesteśmy przeganianą zwierzyną łowną. Ujadają na nas piesi, policja, kierowcy, hejterzy na forach. Tak zachwalany apartheid jezdniowy działa zawsze przeciw nam. A tego dnia jest INACZEJ. Regularność tego cyklicznego zdarzenia rodzi przyzwyczajenie - u kierowców, ale nawet ważniejsze, że sprawia przyjemność - takim jak my.
Moja pierwsza mAssA była w Wawie, późną jesienią. Ogromna, po horyzont. Jazda estakadą na Chałubińskiego, w migającym w ciemnościach kolorowo i dryndającym dzwonkami tłumie, widok z góry na Dworzec Centralny, w miejscu, gdzie rzadko odważyłem się prowadzić autko i zawsze wtedy albo pełnym gazem, albo w korku, zawsze na 100% koncentracji, bez rozglądania się. Zapamiętałem tę przyjemność i napływ adrenaliny przy corkingu. Dlatego raczej rozczarowuje mnie, gdy Gdyńska Masa jeździ podwórkami, by unikać przeszkadzania panom i władcom świata, i jego przyległości. Ale co tam. I tak zawsze gdy mogę - jestem.
abo miałeś pecha i nie załapałeś
mAssA to nie musi być walka o coś, ani z czymś. To bywa świąteczna afirmacja bezpiecznego bycia w stadzie rowerów w miejscach, gdzie zwykle są stada samochodów, a nam nie wolno. Na co dzień jesteśmy przeganianą zwierzyną łowną. Ujadają na nas piesi, policja, kierowcy, hejterzy na forach. Tak zachwalany apartheid jezdniowy działa zawsze przeciw nam. A tego dnia jest INACZEJ. Regularność tego cyklicznego zdarzenia rodzi przyzwyczajenie - u kierowców, ale nawet ważniejsze, że sprawia przyjemność - takim jak my.
Moja pierwsza mAssA była w Wawie, późną jesienią. Ogromna, po horyzont. Jazda estakadą na Chałubińskiego, w migającym w ciemnościach kolorowo i dryndającym dzwonkami tłumie, widok z góry na Dworzec Centralny, w miejscu, gdzie rzadko odważyłem się prowadzić autko i zawsze wtedy albo pełnym gazem, albo w korku, zawsze na 100% koncentracji, bez rozglądania się. Zapamiętałem tę przyjemność i napływ adrenaliny przy corkingu. Dlatego raczej rozczarowuje mnie, gdy Gdyńska Masa jeździ podwórkami, by unikać przeszkadzania panom i władcom świata, i jego przyległości. Ale co tam. I tak zawsze gdy mogę - jestem.
@tX
Mnie nie bawi jazda 5km/h w tłumie ;)
Byłem na WPR-ach, byłem na nocnej w Gdyni (bo kolega z pracy zaprosił), byłem na przejazdach związanych z KMA. Nie powiem fajnie przejechać się głównymi drogami, które normalnie nie są dostępne dla rowerów, ale jako impreza cykliczna tego nie widzę.
Masa zawsze była i będzie formą manifestacji. Jeżeli to manifestacja, to raczej są jakieś cele do osiągnięcia. Pewnie dobijamy tutaj już do 100 posta (sprawdziłem, na razie przekroczyliśmy 60), a nikt nie potrafi przedstawić konkretów, co chce osiągnąć i jakimi środkami.
Masę robi codziennie 2000 zliczeń przy operze, czyli przynajmniej 1000 osób/dzień. Kilkaset rowerzystów co miesiąc przy tym to nic nieznacząca grupa.
Mnie nie bawi jazda 5km/h w tłumie ;)
Byłem na WPR-ach, byłem na nocnej w Gdyni (bo kolega z pracy zaprosił), byłem na przejazdach związanych z KMA. Nie powiem fajnie przejechać się głównymi drogami, które normalnie nie są dostępne dla rowerów, ale jako impreza cykliczna tego nie widzę.
Masa zawsze była i będzie formą manifestacji. Jeżeli to manifestacja, to raczej są jakieś cele do osiągnięcia. Pewnie dobijamy tutaj już do 100 posta (sprawdziłem, na razie przekroczyliśmy 60), a nikt nie potrafi przedstawić konkretów, co chce osiągnąć i jakimi środkami.
Masę robi codziennie 2000 zliczeń przy operze, czyli przynajmniej 1000 osób/dzień. Kilkaset rowerzystów co miesiąc przy tym to nic nieznacząca grupa.
"Masę robi codziennie 2000 zliczeń przy operze"
a owszem, to ważne, jeśli liczba jest najważniejsza, pewnie bardziej niż 20 ludzi na Gdyńskich Masach,
ale to 2000 osobnych zliczeń, chyłkiem unikających Panów i Władców, a każdy powie, że furmanów jest ciut ciut więcej. I że oni nie przepraszają że żyją, a tobie mają to za złe, a każdy obrót kół mają za przesadę i terror. Zaś pilnujący porządelu policjanci nie trzymją strony prawa tylko, zza swych kierownic, pilnują Przepustowości.
Jakich konkretów chcesz? Betonowych kloców na nagrobkach? Kazdy na Masie ma inną motywację. Dla mnie to frajda. I nie 5 kmh, zwykle jest za szybko i ogon, dzieciaki i dziadki, urywa się. Masy są mniejsze niż WPR.
a owszem, to ważne, jeśli liczba jest najważniejsza, pewnie bardziej niż 20 ludzi na Gdyńskich Masach,
ale to 2000 osobnych zliczeń, chyłkiem unikających Panów i Władców, a każdy powie, że furmanów jest ciut ciut więcej. I że oni nie przepraszają że żyją, a tobie mają to za złe, a każdy obrót kół mają za przesadę i terror. Zaś pilnujący porządelu policjanci nie trzymją strony prawa tylko, zza swych kierownic, pilnują Przepustowości.
Jakich konkretów chcesz? Betonowych kloców na nagrobkach? Kazdy na Masie ma inną motywację. Dla mnie to frajda. I nie 5 kmh, zwykle jest za szybko i ogon, dzieciaki i dziadki, urywa się. Masy są mniejsze niż WPR.
Ty chcesz sobie po prostu pojeździć w grupie. Masa nie ma na to monopolu, dla takiej jazdy można się dołączyć do jakiejś wycieczki lub zorganizować samemu.
Masa krytyczna, to jednak głównie manifestacja, a jeżeli się manifestuje to w jakiejś sprawie, mając postulaty. Jeżeli się manifestuje bez konkretnych celów, to według mnie nie ma kompletnie sensu z taką grupą nawiązywać dialogu, bo po prostu nie mają nic do powiedzenia.
Konkrety to np. wymuszenie konkretnych działań na rzecz rowerów: "chcemy ograniczenia ruchu samochodowego tu i tu" (i jazda w tym rejonie), "domagamy się wprowadzenia roweru publicznego". Mając takie postulaty wypadałoby mieć pomysły na ich realizację inaczej znowu nie ma o czym rozmawiać.
Dalej otwarte pytanie jak masa miałaby się wpisać w gdański dialog o rowerach, czy wniosłaby cokolwiek nowego?
Pokazanie się dla pokazania, to już nie ten etap. Drążyć temat trzeba gdzie indziej, żeby dotrzeć do hamulcowych zmian w mieście. Publiczna manifestacja nic tu nie zmieni, chyba że wymierzona w konkretne osoby/działy z UM i okolicznych instytucji, ale tu jest podstawowy warunek bardzo dobrego przygotowania merytorycznego, żeby dało się cokolwiek osiągnąć.
Ewentualnie masa ukierunkowana na zmianę świadomości samych mieszkańców, ale to też trudne zadanie, żeby spełniła swoje zadanie, a nie tylko wkurzyła innych uczestników ruchu.
Masa krytyczna, to jednak głównie manifestacja, a jeżeli się manifestuje to w jakiejś sprawie, mając postulaty. Jeżeli się manifestuje bez konkretnych celów, to według mnie nie ma kompletnie sensu z taką grupą nawiązywać dialogu, bo po prostu nie mają nic do powiedzenia.
Konkrety to np. wymuszenie konkretnych działań na rzecz rowerów: "chcemy ograniczenia ruchu samochodowego tu i tu" (i jazda w tym rejonie), "domagamy się wprowadzenia roweru publicznego". Mając takie postulaty wypadałoby mieć pomysły na ich realizację inaczej znowu nie ma o czym rozmawiać.
Dalej otwarte pytanie jak masa miałaby się wpisać w gdański dialog o rowerach, czy wniosłaby cokolwiek nowego?
Pokazanie się dla pokazania, to już nie ten etap. Drążyć temat trzeba gdzie indziej, żeby dotrzeć do hamulcowych zmian w mieście. Publiczna manifestacja nic tu nie zmieni, chyba że wymierzona w konkretne osoby/działy z UM i okolicznych instytucji, ale tu jest podstawowy warunek bardzo dobrego przygotowania merytorycznego, żeby dało się cokolwiek osiągnąć.
Ewentualnie masa ukierunkowana na zmianę świadomości samych mieszkańców, ale to też trudne zadanie, żeby spełniła swoje zadanie, a nie tylko wkurzyła innych uczestników ruchu.
Ok, zawsze unikaj wkurzania innych. To takie ważne by cię wszyscy lubili*. Nie sprawiaj przykrości owym "innym uczestnikom ruchu". A na rowerku możesz se pojeździć w lesie, o ile ci pozwolą. Masa i wpr faktycznie nie są dla ciebie. Ukłony dla minusujących.
Dla mnie to eot. Szkoda prądu.
*- gdzież tam "lepszy kęsek lada jaki"
Dla mnie to eot. Szkoda prądu.
*- gdzież tam "lepszy kęsek lada jaki"
@tX
No tak zawsze łatwiej uciec w wyśmianie niż konkrety, ale to dobry znak, bo: najpierw cię wyśmieją, potem będą z tobą walczyć, a na koniec wygrasz ;)
A serio. Co daje podnoszenie poziomu irytacji? Jeżeli się pojeździ i wyłącznie po wkurza kierowców, to efekt będzie jedynie odwrotny. Żeby akcja miała sens, to po drugiej stronie musi się pojawić zrozumienie, a to wymaga dużo więcej zachodu niż zebranie się w grupę i zamanifestowanie swojej obecności.
Nie chodzi o chowanie się i "byle nikomu nie zawadzać", tylko po grzyba dokładać innym jak sami nie chcemy. Ileż to razy było pisanie "piesi won ze ścieżek", a jak tak kierowca się odezwie do rowerzysty na jezdni, to lament na pół internetu.
Chcemy być traktowani na równi z innymi, to tak samo traktujmy innych.
Jeżeli chcesz odwzajemniać innym wyrządzane tobie krzywdy, to nie tędy droga.
No tak zawsze łatwiej uciec w wyśmianie niż konkrety, ale to dobry znak, bo: najpierw cię wyśmieją, potem będą z tobą walczyć, a na koniec wygrasz ;)
A serio. Co daje podnoszenie poziomu irytacji? Jeżeli się pojeździ i wyłącznie po wkurza kierowców, to efekt będzie jedynie odwrotny. Żeby akcja miała sens, to po drugiej stronie musi się pojawić zrozumienie, a to wymaga dużo więcej zachodu niż zebranie się w grupę i zamanifestowanie swojej obecności.
Nie chodzi o chowanie się i "byle nikomu nie zawadzać", tylko po grzyba dokładać innym jak sami nie chcemy. Ileż to razy było pisanie "piesi won ze ścieżek", a jak tak kierowca się odezwie do rowerzysty na jezdni, to lament na pół internetu.
Chcemy być traktowani na równi z innymi, to tak samo traktujmy innych.
Jeżeli chcesz odwzajemniać innym wyrządzane tobie krzywdy, to nie tędy droga.
"Ileż to razy było pisanie "piesi won ze ścieżek"" - piesi nie mają prawa chodzić po DDR, są chyba 2 wyjątkowe szczególne przypadki:
1. ciąg pieszo-rowerowy (gdzie pierwszeństwo określa kolejność na znaku)
2. brak chodnika po OBU stronach drogi
"a jak tak kierowca się odezwie do rowerzysty na jezdni, to lament na pół internetu." - rowerzyści mają PEŁNE prawo jeździć po jezdni w wypadku braku DDR + o ile znaki nie bronią...
więc nie bardzo wiem Zekker co chesz udowodnić?
że ludzie mają problem z przestrzeganiem przepisów dot. ruchu drogowego?
czy może nie znają dlatego się plują? a Ty znasz że takie rzeczy piszesz?
1. ciąg pieszo-rowerowy (gdzie pierwszeństwo określa kolejność na znaku)
2. brak chodnika po OBU stronach drogi
"a jak tak kierowca się odezwie do rowerzysty na jezdni, to lament na pół internetu." - rowerzyści mają PEŁNE prawo jeździć po jezdni w wypadku braku DDR + o ile znaki nie bronią...
więc nie bardzo wiem Zekker co chesz udowodnić?
że ludzie mają problem z przestrzeganiem przepisów dot. ruchu drogowego?
czy może nie znają dlatego się plują? a Ty znasz że takie rzeczy piszesz?
Ja często widuję pod artykułami komentarze typu "ma %@$@#% obok scieżkę a jedzie ulicą"
Zresztą sam tez tak czasem jezdzę - od Opery do Wiaduktu, bo tam jest marmelada, a nie ddr. A także w Jelitkowie Bitwy pod Płowcami od ronda do ronda, bo scieżka kluczy niemożebnie i pełno emerytow bo tam sanatorium.
Zresztą sam tez tak czasem jezdzę - od Opery do Wiaduktu, bo tam jest marmelada, a nie ddr. A także w Jelitkowie Bitwy pod Płowcami od ronda do ronda, bo scieżka kluczy niemożebnie i pełno emerytow bo tam sanatorium.
mi też się raz zdarzyło... 1 jedyny raz...
ale jechałem w stronę po której DDR nie było ;) - akurat wyjeżdżałem w prawo z osiedla, więc nie chciało mi się wjeżdżać na ddr po 2 stronie uilcy...
i ten jeden jedyny raz jakiś czub przy wyprzedzaniu zrównał się ze mną (oczywiście stwarzając zagrożenie, bo na drogę nie patrzył tylko na mnie i był czerwony jak burak przysięgam...) i zaczął drzeć mordę, że przecież tam PO LEWEJ mam 'ścieżkę rowerową' ;) oczywiście złośliwie odkrzyknąłem, żeby doczytał kodeks XD prawdopodobnie obrażony - zamknął szybkę i pojechał...
normalnie jeżdżę tamtędy ścieżką... raz się zdarzyło, i od razu taka akcja...
ale jechałem w stronę po której DDR nie było ;) - akurat wyjeżdżałem w prawo z osiedla, więc nie chciało mi się wjeżdżać na ddr po 2 stronie uilcy...
i ten jeden jedyny raz jakiś czub przy wyprzedzaniu zrównał się ze mną (oczywiście stwarzając zagrożenie, bo na drogę nie patrzył tylko na mnie i był czerwony jak burak przysięgam...) i zaczął drzeć mordę, że przecież tam PO LEWEJ mam 'ścieżkę rowerową' ;) oczywiście złośliwie odkrzyknąłem, żeby doczytał kodeks XD prawdopodobnie obrażony - zamknął szybkę i pojechał...
normalnie jeżdżę tamtędy ścieżką... raz się zdarzyło, i od razu taka akcja...
"więc nie bardzo wiem Zekker co chesz udowodnić?"
Pokazać tX, że to czym zdarza się oberwać od kierowców sami wysyłamy do pieszych.
Zafiksowanie się, że to moja droga, więc uciekać przed panem przyczynia się jedynie do wzrostu agresji. Traktowanie pieszych przez rowerzystów to kalka zachowań kierowców wobec rowerzystów.
Jeżeli jadąc na rowerze olewamy ścieżkę (bo dziurawa, bo biegnie bez sensu, bo...), to dlaczego tak ciężko zrozumieć pieszych, którym się wejdzie na część chodnika przeznaczoną dla rowerów (celowo pomijam przypadki buractwa)?
Chcemy być traktowani fair przez kierowców, a sami często zapominamy o tym wobec innych.
Pokazać tX, że to czym zdarza się oberwać od kierowców sami wysyłamy do pieszych.
Zafiksowanie się, że to moja droga, więc uciekać przed panem przyczynia się jedynie do wzrostu agresji. Traktowanie pieszych przez rowerzystów to kalka zachowań kierowców wobec rowerzystów.
Jeżeli jadąc na rowerze olewamy ścieżkę (bo dziurawa, bo biegnie bez sensu, bo...), to dlaczego tak ciężko zrozumieć pieszych, którym się wejdzie na część chodnika przeznaczoną dla rowerów (celowo pomijam przypadki buractwa)?
Chcemy być traktowani fair przez kierowców, a sami często zapominamy o tym wobec innych.
Jakie częściej? W Gdańsku nie przejazdów masy krytycznej. Myslisz chyba Przejazd Rowerowy, ktory jest normalną legalną imprezą, działającą podobnie do mas, ale kulturalną i na poziomie, a nie skrzykiwaną ad hoc.
Masy krytyczne robi się tam gdzie rowerzysci są olewani, w Gdańsku nie ma to miejsca i jest chyba ostatnim miastem w Polsce, w ktorym ktoś by chciał robić masy krytyczne zgodnie z ich ideą. Gdańsk jest chyba najbardziej prorowerowym miastem w kraju.
Masy krytyczne robi się tam gdzie rowerzysci są olewani, w Gdańsku nie ma to miejsca i jest chyba ostatnim miastem w Polsce, w ktorym ktoś by chciał robić masy krytyczne zgodnie z ich ideą. Gdańsk jest chyba najbardziej prorowerowym miastem w kraju.
Bo ktos, gdzies, w pierwocinach, uznal zesmy tu w Polszcze som za gupi i nie zniesiemy ciezaru dwóch nieprzetlumaczonych angielskich slow, z calym ich bagazem znaczen, tak jak zrobili Niemcy, Norwedzy, Francuzi, itd. Nawet Czesi z ich zwyczajem czechizowania wszelkich nazw, uzywają Cyklojizdy przelamane przez Critical Mass.
Przez analogię kierowcom trzeba by sprzedawac swiatowy uklad umieszczania na mapie, oraz hamulce z urządzeniem zapobiegającym zablokowaniu obrotu, bo inaczej dotrze do nich Gips i Absolutnie Bez Karku.
Polska masa krytyczna nie tylko motoburactu ale i niezorientowanej publicznosci kojarzy sie semantycznie, ale jednoznacznie z krytyką, i krytykanctwem, z protestem, a nie afirmacją, z ostatecznościa, i niedogadywaniem sie nikogo z nikim. Slusznie nasz "homoś sowjetikuś" żąda niezgody "WUAC". Niestety, po ostatnich zmianach onych wuac, o tę niezgodę będzie zapewne łatwiej.
Przez analogię kierowcom trzeba by sprzedawac swiatowy uklad umieszczania na mapie, oraz hamulce z urządzeniem zapobiegającym zablokowaniu obrotu, bo inaczej dotrze do nich Gips i Absolutnie Bez Karku.
Polska masa krytyczna nie tylko motoburactu ale i niezorientowanej publicznosci kojarzy sie semantycznie, ale jednoznacznie z krytyką, i krytykanctwem, z protestem, a nie afirmacją, z ostatecznościa, i niedogadywaniem sie nikogo z nikim. Slusznie nasz "homoś sowjetikuś" żąda niezgody "WUAC". Niestety, po ostatnich zmianach onych wuac, o tę niezgodę będzie zapewne łatwiej.
eee. No dobra, to już przeszłość...
Gdy next robił sopocki rower antytrójmiejski do promocji namówił Stowarzyszenie Rowerowa Gdynia, a po tej zabawie ludzie SRG dostali albo (dziś już nie pamiętam które) kompletny pakiet przywilejów Karty Sopociaka, albo samą ino sopocką taryfę tj. darmowe pierwsze pół godziny jazdy i pół ceny później a SRG to mieszkańcy Gdyni, lub jak ja, Oliwy. Sam se rozstrzygaj, czy to było wynagrodzenie, czy soft korupcja.
Podobnych historyjek z terenu Gdańska (tu było sop i gdy) znam kilka.
Gdy next robił sopocki rower antytrójmiejski do promocji namówił Stowarzyszenie Rowerowa Gdynia, a po tej zabawie ludzie SRG dostali albo (dziś już nie pamiętam które) kompletny pakiet przywilejów Karty Sopociaka, albo samą ino sopocką taryfę tj. darmowe pierwsze pół godziny jazdy i pół ceny później a SRG to mieszkańcy Gdyni, lub jak ja, Oliwy. Sam se rozstrzygaj, czy to było wynagrodzenie, czy soft korupcja.
Podobnych historyjek z terenu Gdańska (tu było sop i gdy) znam kilka.
Gdynia nie jest miastem przyjaznym rowerzystom. Drogi rowerowe nie tworzą jednolitego szlaku rowerowego, są rozczłonkowane. Skwietojańska niebezpieczna, alternatywnej drogi dla rowerów nie ma.
Do Gdyni z Sopotu nie ma jak dojechać, w parku północnym kończy się droga rowerowa, z Gdyni na Hel też nie ma jak dojechać.
Do Gdyni z Sopotu nie ma jak dojechać, w parku północnym kończy się droga rowerowa, z Gdyni na Hel też nie ma jak dojechać.
Czasem mi się zdarza podjechać z południa Gdańska do centrum Gdyni lub na prom do Karlskrony i wtedy tę różnicę widać jak na dłoni. Dojeżdza się do granicy z Sopotem lub dalej w zależności od trasy i zaczyna sie kombinowanie chodnikowo-uliczne przetykane jakimiś odcinkami ścieżek lub czymś co aspiruje do tego miana.