Widok
Oslo jest większe od Gdańska i ludnościowo i obszarowo. I chyba nie ma ulicy, która by biegła poziomo. Tyllko jeden wskaźnik jest taki sam: liczba samochodów na 1000 mieszkańców (540). Ale oni mało jeżdżą nimi po mieście. Wygląda na to, że nie chcą. Widocznie mają samochody dla mania. Owszem, mają metro, bardzo drogie, bilet kosztuje 2 litry benzyny, też bardzo drogiej. Ale to metro jest pod ziemią tylko w ścisłym centrum, więc to raczej kolejka. Poza tym bardzo promują tramwaje.
http://www.coloribus.com/admirror/beatles/10566705/
"Wszyscy muszą ustąpić przed tramwajem, nawet piesi"
http://www.coloribus.com/admirror/beatles/10566705/
"Wszyscy muszą ustąpić przed tramwajem, nawet piesi"
Skoro tak dobrze znasz Oslo, to podaj jaka jest przeciętna odległość pokonywana rowerem, a jaka u nas. Jakie są inne uwarunkowania, że rower jest chętniej wybierany niż samochód.
Łatwo się pokazuje miasta, które są przyjazne rowerom, ale prawie nigdy na forum nie dyskutuje się na poważnie jak do tego doszli. Widzi się tylko, że dowalono samochodziarzom i to się ludziom podoba.
Według mnie trzeba dążyć do równowagi, a nie przewagi, któregokolwiek środka transportu. Jeżeli gdzieś ograniczamy, to trzeba zapewnić możliwie nie gorszą alternatywę.
Warto też pamiętać, że nie da się bezpośrednio przeszczepić rozwiązań z innych miast. Trzeba czerpać z nich inspirację, ale problemy rozwiązywać w oparciu o swoje uwarunkowania.
Ponawiam pytania o centrum Gdańska, strefy zakazu wjazdu.
Wiem o co walczyć i w miarę swoich możliwości to robię. Masa krytyczna według mnie nie ma racji bytu w Gdańsku. O to też pytałem, co mogłaby wnieść do dialogu i nadal nie doczekałem się odpowiedzi.
Jesteś taki chętny do walki, a wiesz chociaż jakie masz w Gdańsku możliwości wpływania na rozwój ruchu rowerowego?
Łatwo się pokazuje miasta, które są przyjazne rowerom, ale prawie nigdy na forum nie dyskutuje się na poważnie jak do tego doszli. Widzi się tylko, że dowalono samochodziarzom i to się ludziom podoba.
Według mnie trzeba dążyć do równowagi, a nie przewagi, któregokolwiek środka transportu. Jeżeli gdzieś ograniczamy, to trzeba zapewnić możliwie nie gorszą alternatywę.
Warto też pamiętać, że nie da się bezpośrednio przeszczepić rozwiązań z innych miast. Trzeba czerpać z nich inspirację, ale problemy rozwiązywać w oparciu o swoje uwarunkowania.
Ponawiam pytania o centrum Gdańska, strefy zakazu wjazdu.
Wiem o co walczyć i w miarę swoich możliwości to robię. Masa krytyczna według mnie nie ma racji bytu w Gdańsku. O to też pytałem, co mogłaby wnieść do dialogu i nadal nie doczekałem się odpowiedzi.
Jesteś taki chętny do walki, a wiesz chociaż jakie masz w Gdańsku możliwości wpływania na rozwój ruchu rowerowego?
Londyn może i nie sprzyja, ale w Londynie rowerzysta jest użytkownikiem drogi, a nie barankiem, którego kierowcy wyrzucają na kolorowe chodniki zwane ścieżkami, a piesi ich z nich zrzucają z powrotem na ulice. W Londynie jest jasne, że miejscem roweru jest ulica i nikt się przeciw temu nie burzy. W Londynie jest masa pasów rowerowych (fakt, mogą po nich jechać samochody) i masa pasów wyłącznie dla rowerów (gdzie motocykle i samochody mogą jechać czasem warunkowo). W Londynie ponad połowa skrzyżowań ma śluzy i rowerzyści z nich korzystają. W Londynie miejscowi i turyści korzystają z sieci rowerów miejskich w ponad 700 (zaczynali w 2010 od 300) stacjach. Użycie "borisa" (barklaysa, santandera, czy jak go zwał) kosztuje 2 funty za dobę ( w dawkach 30 minutowych)
Jedyne na co nie ma miejsca to na rowerzystów bojących się jechać w ruchu miejskim razem z gromadą aut, w korku, niepotrafiących zmienić pasa, czy przejechać przez rondo. A z chodnika zgoni Cię policjant. Ale można sobie pojeździć na luzie po wyznaczonych alejkach w parkach, gdzie pojedzie najgorsza ciamajda.
Londyn wciąż rozwija infrastrukturę rowerową, buduje "autostrady" wzdłuż dróg szybkiego ruchu i stawia nowe stacje do wypożyczenia. Żeby wypożyczyć jednorazowo, potrzebna jest karta kredytowa lub debetowa i nic więcej - żadnego telefonu, aplikacji, internetu, logowania (chociaż można i tymi sposobami)
Po Oxford Street mogą się poruszać wyłącznie autobusy, taksówki i rowery.
Czego mogliby chcieć rowerzyści jeszcze od Londynu? Jeśli tylko nie będą pakować się w najciaśniejsze przesmyki i rzucać pod auta - to mają raj.
Jedyne na co nie ma miejsca to na rowerzystów bojących się jechać w ruchu miejskim razem z gromadą aut, w korku, niepotrafiących zmienić pasa, czy przejechać przez rondo. A z chodnika zgoni Cię policjant. Ale można sobie pojeździć na luzie po wyznaczonych alejkach w parkach, gdzie pojedzie najgorsza ciamajda.
Londyn wciąż rozwija infrastrukturę rowerową, buduje "autostrady" wzdłuż dróg szybkiego ruchu i stawia nowe stacje do wypożyczenia. Żeby wypożyczyć jednorazowo, potrzebna jest karta kredytowa lub debetowa i nic więcej - żadnego telefonu, aplikacji, internetu, logowania (chociaż można i tymi sposobami)
Po Oxford Street mogą się poruszać wyłącznie autobusy, taksówki i rowery.
Czego mogliby chcieć rowerzyści jeszcze od Londynu? Jeśli tylko nie będą pakować się w najciaśniejsze przesmyki i rzucać pod auta - to mają raj.
Jakie won? Kto mówi won? W Oslo jest zarejestrowanych dokładnie tyle samochodów na tys. mieszkańców (ok. 540), co w Gdańsku. Tyle, że Oslo większe (650 tys.) i bardziej górzyste. I jeżdżą? Jeżdżą. Parkują? Parkują. Tylko JAK to robią. Ano tak, na ile mają dozwolone. A rowerami jeżdżą? Jeżdżą duuuuużo więcej, pewnie dla rozgrzewki. I dają radę? Dają i to całkiem nieźle. Poleć, zobacz, to będziesz wiedział o co walczyć.
No i tacy ludzie wlasnie robią masy, chcący wziąć za pysk ruch samochodowy. Moze jeszcze całkiem zakaz wjazdu do obszaru o promieniu 7 km od centrum?
Dojzdzam z Południa do Oliwy - jakies 20 km, przez prawie cały Gdańsk i jakoś nie wiem gdzie miałbym wywalić samochody ze swojej trasy i w ogole po co. Są miejscami niedoróbki, ale ogolnie mam sciezkę przez prawie całą trasę - jak juz to nie ma jej na początku, potem juz leci nieprzerwanie i mozna ją spokojnie przejchać na oponach 23c.
Wiadomo, że najlepiej jakby leciały przez miasto ultraszerokie sciezki z pierwszenstwem dla rowerow i w ogole, ale sami nie jesteśmy. I nie ma też co porównywać się do zachodnich krajów, bo my jesteśmy "zachodni" dopiero od jakichś 25 kat, a i tak uważam, że w tym temacie bardzo dużo nadrobiliśmy. Przypomnij sobie jak się jezdziło kiedyś, a jak teraz. Owszem nie ma co spoczywać na laurach, ale warto doceniać to co już zostało zrobione, a nie tylko marudzić jak strasznie biednie jest, bo gdzieś tam za granicą jest rowerowy raj.
Nie od razu rzym zbudowano i nikt mi nie powie, że sie w Gdańsku mało w tym kierunku robi.
Dojzdzam z Południa do Oliwy - jakies 20 km, przez prawie cały Gdańsk i jakoś nie wiem gdzie miałbym wywalić samochody ze swojej trasy i w ogole po co. Są miejscami niedoróbki, ale ogolnie mam sciezkę przez prawie całą trasę - jak juz to nie ma jej na początku, potem juz leci nieprzerwanie i mozna ją spokojnie przejchać na oponach 23c.
Wiadomo, że najlepiej jakby leciały przez miasto ultraszerokie sciezki z pierwszenstwem dla rowerow i w ogole, ale sami nie jesteśmy. I nie ma też co porównywać się do zachodnich krajów, bo my jesteśmy "zachodni" dopiero od jakichś 25 kat, a i tak uważam, że w tym temacie bardzo dużo nadrobiliśmy. Przypomnij sobie jak się jezdziło kiedyś, a jak teraz. Owszem nie ma co spoczywać na laurach, ale warto doceniać to co już zostało zrobione, a nie tylko marudzić jak strasznie biednie jest, bo gdzieś tam za granicą jest rowerowy raj.
Nie od razu rzym zbudowano i nikt mi nie powie, że sie w Gdańsku mało w tym kierunku robi.
O co walczyć?
Gdańsk i Warszawa to najmniej niesprzyjające ruchowi rowerowemu miasta w Polsce. Sprzyjajacych jeszccze nie ma. Tolerancja to o wiele za mało. Miasto sprzyjające rowerzystom (i pieszym) to takie, którego władze mają odwagę wziąć za pysk ruch samochodowy i pokazać, gdzie jego miejsce (Londyn, Oslo). Reszta właściwie robi się sama.
http://www4.rp.pl/Swiat/151029829-Oslo-bez-samochodow.html
Gdańsk i Warszawa to najmniej niesprzyjające ruchowi rowerowemu miasta w Polsce. Sprzyjajacych jeszccze nie ma. Tolerancja to o wiele za mało. Miasto sprzyjające rowerzystom (i pieszym) to takie, którego władze mają odwagę wziąć za pysk ruch samochodowy i pokazać, gdzie jego miejsce (Londyn, Oslo). Reszta właściwie robi się sama.
http://www4.rp.pl/Swiat/151029829-Oslo-bez-samochodow.html
Według mnie jak na razie to jest element promocyjny ale nie koniecznie zachęci niezdecydowanych do codziennych podróży. Hype na rowery miejskie jest podsycany przez firmy obsługujące te systemy, bo na tym zarabiają, ale w większości dzięki dotacjom z budżetu miasta.
Przede wszystkim na jakich trasach u nas taki rower by się sprawdził? Między dolnym a górnym tarasem raczej słabo, czyli na starcie odpada nam z połowa mieszkańców.
Śródmieście - Wrzeszcz - Oliwa, to powtórzenie połączeń SKM, tramwaj, autobus, czyli silna konkurencja i jeżeli ktoś nie jest wkręcony w rower, to raczej go nie wybierze.
PKP - okolica, mamy ze dwa ośrodki czyli Śródmieście i Wrzeszcz, gdzie jest wiele celów podróży w stosunkowo niewielkiej odległości. Rotacja na stacjach powinna być wystarczająca. Inne obszary to osiedla, czyli ruch w godzinach szczytu najpierw do głównej osi komunikacyjnej, potem od, słabo zbalansowane zapełnienie stacji i mała rotacja.
Nasycenie rowerami w Gdańsku jest raczej duże, więc ciężko przekonać nieprzekonanych, żeby wydawali pieniądze na obcy rower.
Z tych powodów uważam, że rower miejski w Gdańsku jest trudnym przedsięwzięciem, te pieniądze można wydać na inne cele rowerowe.
Koniec końców zawsze chodzi o biznes, chyba że miasto samo ma zbudować i utrzymać taki system. Prywatny operator będzie patrzył tylko na zysk, a ryzyko jest duże. Jak pokazują przykłady różnych miast, albo się uda, albo klapa.
Przede wszystkim na jakich trasach u nas taki rower by się sprawdził? Między dolnym a górnym tarasem raczej słabo, czyli na starcie odpada nam z połowa mieszkańców.
Śródmieście - Wrzeszcz - Oliwa, to powtórzenie połączeń SKM, tramwaj, autobus, czyli silna konkurencja i jeżeli ktoś nie jest wkręcony w rower, to raczej go nie wybierze.
PKP - okolica, mamy ze dwa ośrodki czyli Śródmieście i Wrzeszcz, gdzie jest wiele celów podróży w stosunkowo niewielkiej odległości. Rotacja na stacjach powinna być wystarczająca. Inne obszary to osiedla, czyli ruch w godzinach szczytu najpierw do głównej osi komunikacyjnej, potem od, słabo zbalansowane zapełnienie stacji i mała rotacja.
Nasycenie rowerami w Gdańsku jest raczej duże, więc ciężko przekonać nieprzekonanych, żeby wydawali pieniądze na obcy rower.
Z tych powodów uważam, że rower miejski w Gdańsku jest trudnym przedsięwzięciem, te pieniądze można wydać na inne cele rowerowe.
Koniec końców zawsze chodzi o biznes, chyba że miasto samo ma zbudować i utrzymać taki system. Prywatny operator będzie patrzył tylko na zysk, a ryzyko jest duże. Jak pokazują przykłady różnych miast, albo się uda, albo klapa.
Ok, Tomku jestem 1szy by powiedzieć, że rower miejski za 8 zet od łba za pierwszą godzinę (jak w Sopocie) to w PL chory absurd i że dla nas tu wszystkich to i tak zbędne, bo każdy z nas ma po kilka rowerów, albo jeden w 300% sprawny, a cieszy nas pusta droga, a nie zatłoczona, i dla mnie osobiście to potrzebne jak rybie ręcznik, ale...
jeśli brać pod uwagę ogólne urowerowienie, to jest to ważny czynnik oceny i porównań, rankingi które to nie dość uwzględniają są w błędzie
(a dla mnie i tak nastawienie kierowców i przede wszystkim policji jest i tak dużo ważniejsze niż obecność lub nie Nexta i podobnych)
To że firmy się nie pchają wynika z ogólnego tła prowadzenia WSZELKICH biznesów w tym kraju. Służba zdrowia też na świecie generuje kokosowy dochód, a u nas tylko stratę. Firmy które robiły autostrady też wyszły na tym jak Zabłocki, choć wszyscy im w podatkach i dotacjach zapłaciliśmy krocie. A kłamstwem, że wspólny bilet musi kosztować wielokrotnie więcej niż osobne taryfy i bilety dla SKM, PKM, ZTM, ZKM itd karmia nas tak długo, że pewnie niektórzy uwierzyli. I co z tego? Abo to jedno kłamstwo którym nas karmią?
jeśli brać pod uwagę ogólne urowerowienie, to jest to ważny czynnik oceny i porównań, rankingi które to nie dość uwzględniają są w błędzie
(a dla mnie i tak nastawienie kierowców i przede wszystkim policji jest i tak dużo ważniejsze niż obecność lub nie Nexta i podobnych)
To że firmy się nie pchają wynika z ogólnego tła prowadzenia WSZELKICH biznesów w tym kraju. Służba zdrowia też na świecie generuje kokosowy dochód, a u nas tylko stratę. Firmy które robiły autostrady też wyszły na tym jak Zabłocki, choć wszyscy im w podatkach i dotacjach zapłaciliśmy krocie. A kłamstwem, że wspólny bilet musi kosztować wielokrotnie więcej niż osobne taryfy i bilety dla SKM, PKM, ZTM, ZKM itd karmia nas tak długo, że pewnie niektórzy uwierzyli. I co z tego? Abo to jedno kłamstwo którym nas karmią?