Widok

Mój facet,marynarz :(

Witam.... :(

Wczoraj właśnie się dowiedziałam,że moj chłopak wypływa na 6 miesięcy :(Koszmarnie długi okres czasu.Wariowałam jak nie było go tylko miesiąc,a tu raptem pół roku.Pytał mnie o zdanie i po wielkim namyśle stwierdziłam,że nie będzie tak źle.Jesteśmy ze sobą 5 miesięcy i nie jestem przekonana czy w sumie to była dobra decyzja.Będziemy tęsknili za sobą niesamowićie,a po takim okresie czasu to staniemy się dla siebie chyba obcymi ludzmi.On ma ze mnie bekę,że znowu na randki będzie musiał mnie zabierać :)Czy uważacie że decyzja była słuszna?A może powinien ten rejs odwołać i czekać na kolejną 3 miesięczną propozycję?Jeżeli chodzi o kasę to też nie jest nieporównywalna co do polskich zarobków.Ale pieniądze to nie wszystko!!
Nie wiem czy postąpliśmy słusznie.Help!!!!

Pozrawiam....:(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja wytrzymałam 15 lat...
ciągła tęsknota, ból, wszystko na głowie jednej osoby i żadne pieniądze nie są w stanie tego wynagrodzić.
To męka jeśli się mocno kocha.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
jesteś nadal z m ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie miej złudzeń i tak Cię zdradzi, a ty poczujesz się bardzo samotna i użyczysz komuś swego sromu..... więc wybij sobie lepiej z głowy twoje wielkie ideały...... I tak prędzej czy później twój idealizm Ci dupą wyskoczy.......... taka karma. Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 5
Jestem dziewczyna marynarza od 5 lat i jest mi z tym przez ten caly okres dobrze,wiadomo sa i smutki , rozpaczę ,ale też radości ,ktore są naprawde niesamowite i jedyne w swoim rodzaju. W tym momencie jestem sama od 2 miesięcy, wyjechał 4 stycznia , przerzylam to w miarę dobrze ,bo nie zostałam sama mam przyjacioł , zajecia na uczelni , ...ale tez cos jeszcze będziemy mieli dziecko ,bo jestem własnioe w 3 m-ce, i czuje sie doskonale ,ale tez ciagle dochodza obawy jak to bedzie ,jak stworzymy nasz dom ,czy szystko bedzie ok.Wiem ze mnie kocha , dzwoni ,pisze listy , ale wiem ze tak naprawde ta iadomosc jest dla niego tak daleka jak odległosc ktora nas dzieli .
pozdrawiam wszystkie marynarzowe
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Witaj Nef :-)
jak mieliśmy po 25 lat razem z mężem krytykowaliśmy jego bardziej "wiekowych" kolegów za odwiedziny w burdelach, za kochanki, które wchodziły na pokład zaraz po wyjściu żony (gdy statek zawijał gdzieś w Europie, czy też w Polsce), za to, że dzwonili do żon tak rzadko (nie chciało im się np. przejść 10 km na piechotę by zadzwonić :-)), ale tu nie chodzi tylko o zdradę, tu chodzi tak naprawdę o zmianę charakteru, o przyzwaczejenie do tego, że poza pracą nic ich nie interesuje, że sami decydują o swoim czasie wolnym, o to że w końcu błahostki typu kucharz n-ty dzień z kolei podaje to samo na obiad urastają do rangi afery, że dobrze jest jeżeli będąc w rejsie facet czyta chociaż książki, a nie tylko w kółko ogląda filmy video czy dvd, lub popija w kabinie samotnie czy z kumplami. A co do traktowania "jak królowe".... takie małżeństwo mogłoby być jak wieczne narzeczeństwo, gdyby nie te wszystkie "prawa i obowiązki wynikające z założenia rodziny". Znam małżeństwa gdzie żona na czas powrotu męża wyjeżdża do rodziny.... Ale to zależy też od charakteru danego człowieka, nie należy uogólniać, nie wiadomo czy gdyby mój mąż nie pływał to nadal bylibyśmy szczęśliwi. Najwyraźniej miałam pecha.
pozdrawiam
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cześć Marynarzowo :)

Niestety musze stwierdzić,że należysz to tej grupy kobiet marynarzy która po prostu ma pecha :(Wiem,że tak też się zdarza.Więc prawda jest w tym co napisałaś.Ale nie w moim przypadku na szczęście i wiem to.Akurat w kręgu moich znajomych mężowie marynarze zawsze wracają do swoich żon,traktują je jak królowe,a dzieciom poświęcają maximum czasu.Jednym słowem współczuje Ci.Tutaj Chiev pewnie ma radochę,bo w końcu któraś napisała i poparła jego teorię :)Mnie to na szczęście nie dotyczy,bo mój marynarz pływa na takich statkach które raz na cały rej do jakiegoś portu zawijają i to też takiego,że szkoda gadać.A jego zachowanie na lądzie po takiej rozłące jest fantastyczne.Dużo czułości,miłości,namiętności....po prostu dajemy sobie na wzajem to co straciliśmy przez te parę miesięcy.I oby tak dalej.

Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
wujku....tato...;)...zaczynam wierzyć , że wszyscy ludzie to jedna rodzina ;) ;) ;)
jak jeszcze anty powie do mnie ciociu...to wypisuje sie z tej dyskusji...

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wujku drogi!

Nie obrażam się, niczego nie sugeruję,
nie kontruję twojej wypowiedzi,
bo to prowokacja. :)
A jeśli chodzi o rację...
Każdy ma swoje racje. ;)

Pozdrawiam.

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
obrazasz sie jak dziecko a żadnej kontry nie widzę...czyżbym mimo sarkazmu i cynizmu miał rację ??

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Twój sarkazm i cynizm
są dla mnie równie zabawne,
jak mój sposób myślenia dla ciebie. :)

Pozdrawiam naiwnie.

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
sugerujesz pewna dziewczyno, że gdyby marynarz zarabiał 1200 zł to też znalazłyby si,e kobiety o takich predyspozycjach ??? nie rozsmieszaj mnie naiwnością takiego myslenia.
kasa,kasa kasa i tylko kasa trzyma takie kobiety przy facecie...a do tego jeszcze dochodzi bonus w postaci chwilowych wolności i spokoju od faceta...;).
ja lubie takie wyluzowane kobiety ;) - stabiolne finansowo (czyt.zadowolone z życia i zadbane) a jednoczesnie spragnione prawdziwego ciepła i ...sexu ;).njiczego wiecej od kobiety nie oczekuję...hihihi...
ale żal mi ich też...i jest kwestia czasu kiedy kobieta taka pożałuje, że czekała pół zycia na marynarza...

popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

chiev napisał(a):


> jesli jakaś kobieta jest zadowolona z takiego życia to znaczy
> że woli pieniądze niż uczucia i bliskość.
>


Nie zgadzam się.
Choć faktycznie życie takiej kobiety
jest na ogół o wiele łatwiejsze pod względem finansowym,
a trudniejsze jesli chodzi o wsparcie bliskiej osoby,
niż
kobiety "normalnej",
są kobiety, które świetnie sobie radzą
i bynajmniej nie są wyprane z uczuć,
wręcz przeciwnie
(znam takie (dwie) i nie mają już po 25 lat:P).
Zajmują się domem i dziećmi,
mają ciekawą pracę,
znajomych i przyjaciół;
są cały czas w kontakcie z rodziną swoją i męża,
nie są pozostawione same sobie.
A mąż, gdy wróci z rejsu jest
tylko ze stęsknioną rodzinką.
(Która wszakże czasem ma dość tatusia już po tygodniu.)
Więc inny scenariusz też jest możliwy...
Wszystko zależy od pary, która buduje związek.
Ci ludzie są specyficzni (stają się takimi),
zwłaszcza marynarze mają swoje dziwactwa
i bywają upierdliwi. ;)
Ale niektórzy umieją w ten sposób żyć,
nie łamiąc życia sobie i innym.
Kwestia predyspozycji, silnej woli, psychiki,
potrzeb, uczuć...

Pozdrawiam.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
alize.gdy miałem 22 lata to stan zakochania przeżywałem podbnie;)...z wiekiem spojrzenie na miłośc,sex,relacje mesko-damskie zmieniaja sie ..szczerze mówiąc wole stan dzisiejszy umysłu niz takiego 15-25 latka (nie uogólniając bo są rózne stopnie rozwoju w tym wieku;))

popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cześć!
Mam na imię Ala. Mam 22 lata.
Wiem jak nie łatwo jest być z kimś i kochać na odległość. Zwłaszcza jezeli chodzi o chłopaka który nieuestanie balastuje na granicy ryzyka i śmieci.
Wiem, ze nie łatwo jest walczyć z samotnością, tęsknotą i ciągłą niepewnością czy wróci, czy w chwili zapomnienia nie zdradzi w najbliższym porcie..............
W grudniu zakochałam się. Nigdy nie sądziłam, ze będzie to właśnie marynarz. Dziwny traf chciał ze spotkałam go w dniu kiedy wypływał w rejs. Umówiliśmy sie na godzinnę randkę w kawiarni i była to jedna z najcudowniejszych godzin w moim życiu. (Z racji tego ze wypływał właśnie w rejs nie mógł mi poświecić duzo czasu, ale i tak czułam sie ustatyfakcjownowana ). Wymieniliśmy numery telefonó, podał mi nawet adres domowy i ociecał odezwać sie gdy przypłynie. Nie moge sobie obiecywać zbyt wiele po jednym niezobowiazującym spotkaniui ale uparcie wierzę ze to ze nie będę kolejną dziewczyną z portu XXXXXXx.........
Wiem, ze mógł mnie oszukać podaj fałsz ale ja przebiegła bestia wszytko sprawdziłam, znalazłam nawet kontakt z jego siostrą przez internet, byłam pod jego domem w nadzieji ze moze przypłynął. Wraca za 6 dni. Bardzo tego chcę a jednocześnie boję się. Nie wiem czy go jeszcze rozpoznam choć nie znam go dobrze.
Zacytuę Ci kilka rad od mojej przyjaciółki:gdy dwie osoby sie kochają nie wazna jest ani dzieląca je odległość, ani róznica wieku, czzasu kilometrów. Jeśli dwie osoby chcą byc razem jedyne co jest wazne to miłość między nimi. Nie znjduj nikogo innego, tylko po to by zapomnieć o tym kogo kochasz. nie zrywaj z tym kogo kochasz, tylko dlatego,że ktos ma coś pzreciwko temu , ze jesteście razem
W jakikolwiek okolicznosciach Cię znajdziecie nie przetawajcie być razem i sie kochać JEśli kogos kochasz powiedz to nie ważna jest odpowiedź.
Próbując być z nim nie masz nic do stracenina.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czasami moze warto dłużej poczekać, bo wtedy takie uczucie jest mocniejsze bo długo oczekiwane.PA pa powodzenia,
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
widzicie chłopcy-marynarze.wy patrzycie na wasz związek ze swojej perspektywy.jest ona może nie rózowa ale w sumie to wy przezywacie przygody na morzach i oceanach,macie w dupie codzienność waszych kobiet,widzicie rzeczy które pokazecie jej byc może raz w rejsie dookoła świata jak wam sie zachce cos dla niej zrobic.
zdanie kobiet jak widac jest diametrlnie rózne od zdania mezczyzn (szczególnie marynarzy).
jesli jakaś kobieta jest zadowolona z takiego życia to znaczy że woli pieniądze niż uczucia i bliskość.

popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
od 10 lat jestem żoną marynarza, mam 35 lat, mamy dziecko... Jest 5 rano, nie śpię od godz. 3, mąż jest w morzu... Przez prawie 9 lat było co prawda ciężko ale czułam miłość męża i można to było wytrzymać, ale od roku nagle okazało się że tel. komórkowe mają coraz mniejszy zasięg, coraz trudniej jest zadzwonić do domu, tzw. przeloty między portami na pełnym oceanie trwają miesiąc - miesiąc, dwa bez znaku życia, pojawiły się w kieszeniach kurtek, spodni jakieś karteczki z numerami telef. do dziewczyn o obco brzmiących imionach (żona robi pranie :-)))), okazało się że w domu mąż się dusi, nie ma przyjaciół w Polsce i nawet będąc na "lądzie" robi wypady zagraniczne oczywiście do kolegów, kłótnie, awantury... Ale takie jest prawdziwe "marynarstwo" jak twierdzi mąż, do tego też alkohol i zero zaangażowania w sprawy rodzinne, on zarabia cała reszta to mój problem. I oto mam poczucie zmarnowanego życia, w perspektywie być może rozwód, właśnie straciłam pracę ... To co wcześniej było zaletą - moja wielka miłość i wierność, w tej chwili są dla niego "ciężarem" - "zrób coś ze swoim życiem". Nigdy nie szukałam ciepła u innych mężczyzn, byłam jak wierny pies, i teraz mąż ma właśnie ze mną problem jak z wiernym psem, przeszkadza ale jak się go pozbyć, nie można tak po prostu oddać, bo jednak mimo wszystko facet ma swoje poczucie moralności. TO JEST KANAŁ! Nie wiem czy z rejsu wróci prosto do domu... Ale czy to ważne skoro przecież wiem że miłości z jego strony już nie ma, dramatem jest to, że u niego to wszystko narastało powoli, ja o wszystkim dowiedziałam się z dnia na dzień i co tu gadać... jest to dla mnie szok... ON wcale nie potrzebuje rozwodu, bo łapie rejs na 6 miesięcy i ma problem (mnie) z głowy, nawet wygodnie mieć żonę, bo przypilnuje domu i zajmie się dzieckiem, za którym oczywiście przez te 3 tygodnie pobytu w domu szaleje (w domu jest coraz krócej) Szkoda życia..
pozdrawiam
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dzięki za miłe słowa...przydadzą się :)

Pozdrowionka
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeśli macie sprecyzowane plany dotyczące powrotu męża na ląd w ściśle określonym terminie czasowym ( a nie poziomu zasobności portfela ) i pomysł na przebieg dalszej kariery zawodowej to pewnie Wam się uda. Szczególnie wtedy gdy ten okres pracy na morzu nie będzie zbyt długi, bo można dużo znieść z góry znając termin nadejścia lepszych dni. Ja Wam serdecznie życzę udanego związku i pozdrawiam.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
From,masz wile racji w tym co napisałeś.Ale wiesz jak trudno znaleść dobrą i dobrze płatną pracę na lądzie.Ja nie zarabiam kokosów,a gdyby mój chłopak zarabiał tyle co ja to nie wyżylibyśmy miesiąca.Szara rzeczywistość.Z tymi wizytami u psychologa częstrzymi niż u stomatologa to aż nie chce mi się wierzyć,aczkolwiek nie neguję tego.I to wszytko spowodu braku ojca przez ileś miesięcy?Ja nie miałam tego typu problemów,ale jak widać są ludzie i ludzie.Ja nie jestem pazerna na pieniądze które on zarobi na morzu.Nie będzie też pływać wiecznie,bo sam tego nie chce.Ale musimy zgromadzić trochę środków na koncie aby później nie mieć problemów finansowych.Co do potrzeb sexualnych to wiesz...ja nie mam jeszcze 35 lat i duuuużo mi brakuje,ale w tym co napisałeś jest dużo prawdy.Nie mam jednak ochoty zaspakajać ich z kimś innym oprócz mojego chłopaka i on tak samo.Po dłuższym czasie jego nieobecności są widoczne różnice w naszym,a właściwie w moim zachowaniu.Muszę się na nowo przyzwyczajać do jego dotyku i w ogóle.Ale to szybko mija.To tak jak z tym powiedzeniem,że nieużywany narząd zanika :).

Pozdrawiam :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
From..., wzruszyłam się, tak dobrze to napisałeś. Chodzi o moje małżeńskie sytuacje... chociaż mąż nie był marynarzem, to noce i większość dnia spędzaliśmy osobno. Można zdecydować się na okresową rozłąkę, ale jeśli jest stała izolacja, czy z wyboru czy z konieczności, jeśli nie ma spraw, które łączą, które robi się razem (także seks), to nie ma tych cegiełek do budowy udanego związku. Z listów, telefonów i okresowego bycia razem tego się zbuduje.
lubię cyfry i litery
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry