Widok
Moja pierwsza spowiedź przedslubna...
Cóż i ja chciałam wspomnieć o tym jak to u mnie było...hmm byliśmy w ten weekend na wyjeździe do rodzinki i przy okazji zajechalismy do Św. Lipki na mazurach a że miejsce piękne i takie "budujące" duchowo postanowilismy, że tam pójdziemy właśnie do spowiedzi...heh i cóż mogę powiedzieć...nie poczułam się tak jakoś "czyściej" na duchu...wręcz przeciwnie...ksiądz kazał mi się zastanowić czy chce tej "szopki" w kościele czy prawdziwego życia w duchu bożym...dodam tak na marginesie że WIELKĄ GRZESZNICĄ NIE JESTEM, cóż owszem śpię z moim narzeczonym, nie mieszkamy razem...to jedno jedyne w sumie nasze "przewinienie" Nie podobało mi się jak ksiądz podszedł do tej kwestii i tylko tej...zaczął nam wykład prawic o przysadzce mózgowej, jądrach mężczyzny i jego pożądaniu a moim zniewoleniu...jakieś nieporozumienie, a gdzie reszta moich spraw poruszona inne nie były warte wspomnienia??? Czy tylko na to księża zwracają uwagę...ech...zamoiast czuc się jakoś duchowo inaczej, tak odświętnie i mysleć o tym duchowym wydarzeniu jakie nas niedługo spotka, to myślę o tym, że jednak rozumiem czasem tych co są antykościelni (jako instytucji)...szkoda gadać...Cieszę się jedynie że mamy to za sobą, że mój J też był u spowiedzi, że mimo takiego podejścia księży nadal są tacy z "powołania" a to że mają się zajmować naszymi duszami nie traktują jak zawód i pracę od do tylko naprawdę są oni pośrednikami tego jedynego...(bez dewocji i moherowych beretów hehe) no to tyle...