Widok
Dziewczyny ja mam męża marynarza od 8 lat i tak naprawdę nie jest łatwo :( Nie chodzi o zdrady to jest tylko seks, to się nie zmydli, a bardziej o samotność którą ja przeżywam. Facet tez się zmienia, uważa ze jak dobrze zarabia to na dużo może sobie pozwolić. nie powiem ze mnie nie szanuje ale to już nie to co było na początku. Może po prostu nie nadaje się na takie związki ! Każda z nas jest inna.
Ja tez jestem marynarzem, oficerem nawet. Wiele widzialam, w portach.... OK, mowi sie ze w kazdym porcie marynarz ma zone, ale to nieprawda. Najczesciej nie ma czasu na wychodzenie, a jesli czlowiek juz wyskoczy na miasto, to nie na tak dlugo zeby kogos podrywac czy myslec o amorach. Chociaz sa tacy, co zdaza- zgodnie z zasada dla chcacego nic trudnego. Mialam tez kolege na statku, ktory w romansa statkowy sie wwiazal na 3 tygodnie przed zjazdem do domu, gdzie czekala go kochajaca (i kochana, jak twierdzil) zona i syn. Zycie..... Nie polecam, podobnie jak kolezanka wyzej, marynarza na meza. Ale jesli kogos to pociaga........ czyj grzech, tego potem pokuta.
Nie wiem kto wypowiada się w ten sposób nie znając tematu "zawód marynarza jak każdy inny ". Chyba jedynia kobieta nie mająca pojęcia co znaczy pakować męża ze łzami w oczach co dwa miesiące. Potem odliczać każdy samotny wieczór. Tłumaczyć dziecku że Tata kocha i tęskni tylko tak pracuje. Przylapywanie się na tym że wyczyta się o czymś i chcę się podzielić a nie ma do kogo. Martwienie się gdy woda wysoka i nie ma zasięgu i nic się nie wie. Podziwiam Panią za takie dziwne upodobanie. Według mnie coś tu się kryje.
I jeszcze dodam.
Za każdym razem mam ochotę ,,to'' zakończyć. Mam zawsze przećwiczony plan pożegnania. Ale za każdym razem, a trwa to już stanowczo za długo, gdy go widzę...zakochuję się na nowo. I już mnie nic nie obchodzi, bo jest taki cudowny, wspaniały. Jego uśmiech, oczy, ramiona....jego głos (którego nie mam okazji słyszeć przez parę miesięcy)sprawiają, że nic nie wychodzi z mojego jakże przećwiczonej do perfekcji mowy. I znów się zakochuję. Do momentu kiedy wyjeżdża...I znów to samo.
Za każdym razem mam ochotę ,,to'' zakończyć. Mam zawsze przećwiczony plan pożegnania. Ale za każdym razem, a trwa to już stanowczo za długo, gdy go widzę...zakochuję się na nowo. I już mnie nic nie obchodzi, bo jest taki cudowny, wspaniały. Jego uśmiech, oczy, ramiona....jego głos (którego nie mam okazji słyszeć przez parę miesięcy)sprawiają, że nic nie wychodzi z mojego jakże przećwiczonej do perfekcji mowy. I znów się zakochuję. Do momentu kiedy wyjeżdża...I znów to samo.
Witam wszystkich
Jestem w związku z marynarzem od paru lat. Uważam, że jest to najgorszy zawód świata. Kiedyś myślałam, że to jest partner IDEALNY - podczas jego nieobecności jest czas by zajmować się egoistycznie sobą, nic nie robić, nie gotować...robić to, na co się ma ochotę. Byłam w błędzie. Jeszcze, będąc młodą 20stką, to było fascynujące, czekanie, wszyscy mnie podziwiali, jego również. Nas jako parę.
ale teraz, mam tego dość, czekania...i czekania.
Zawsze ,,coś'' się dzieje, gdy jego nie ma. I ja nie mogę rozwiązać problemu po 2 dniach, wtedy akurat, gdy odpisze. Jestem wiecznie sama i sama. On?? nie ma pojęcia o życiu na lądzie, wydaje mu się, że jego pieniądze zrekompensują wszystko. I jest tego pewien.
Już nie mam siły tłumaczyć i przedstawiać mu moje obawy. Bo i tak to nic nie da.
Współczuję kobietom, które mają dzieci. To musi być koszmar. A nie lepiej być z kimś, kto będzie wspierał was cały czas, kto przytuli w nocy. Zrobi kawę w niedzielę. Uśmiechnie. Powie, że pięknie wyglądacie.
Rada dla tych kobiet, które ,,pragną'' marynarza - chcecie być nieszczęśliwe???? (piszecie, że nie chodzi o pieniądze) proszę bardzo.
Nie polecam związku z marynarzem. W zasadzie, to nie jest związek, to patologia.
Żal mi tych facetów tylko na morzu, niektórzy są tam ,,z powołania'' ale większość po prostu chciało poznać jak to jest. Są Ci, którzy chcieli dużo zarabiać. Ale większość z nich, jeśli miałaby jeszcze raz podejmować decyzję, czy być marynarzem - pomyślałaby jeszcze raz/ taka prawda.
Jestem w związku z marynarzem od paru lat. Uważam, że jest to najgorszy zawód świata. Kiedyś myślałam, że to jest partner IDEALNY - podczas jego nieobecności jest czas by zajmować się egoistycznie sobą, nic nie robić, nie gotować...robić to, na co się ma ochotę. Byłam w błędzie. Jeszcze, będąc młodą 20stką, to było fascynujące, czekanie, wszyscy mnie podziwiali, jego również. Nas jako parę.
ale teraz, mam tego dość, czekania...i czekania.
Zawsze ,,coś'' się dzieje, gdy jego nie ma. I ja nie mogę rozwiązać problemu po 2 dniach, wtedy akurat, gdy odpisze. Jestem wiecznie sama i sama. On?? nie ma pojęcia o życiu na lądzie, wydaje mu się, że jego pieniądze zrekompensują wszystko. I jest tego pewien.
Już nie mam siły tłumaczyć i przedstawiać mu moje obawy. Bo i tak to nic nie da.
Współczuję kobietom, które mają dzieci. To musi być koszmar. A nie lepiej być z kimś, kto będzie wspierał was cały czas, kto przytuli w nocy. Zrobi kawę w niedzielę. Uśmiechnie. Powie, że pięknie wyglądacie.
Rada dla tych kobiet, które ,,pragną'' marynarza - chcecie być nieszczęśliwe???? (piszecie, że nie chodzi o pieniądze) proszę bardzo.
Nie polecam związku z marynarzem. W zasadzie, to nie jest związek, to patologia.
Żal mi tych facetów tylko na morzu, niektórzy są tam ,,z powołania'' ale większość po prostu chciało poznać jak to jest. Są Ci, którzy chcieli dużo zarabiać. Ale większość z nich, jeśli miałaby jeszcze raz podejmować decyzję, czy być marynarzem - pomyślałaby jeszcze raz/ taka prawda.