Widok
Prawo do jazdy...rowerem
W latach 70-tych/80-tych każdy rowerzysta miał obowiązek (chyba nawet ustawowy) posiadania karty rowerowej. Może nie musiał wykazać się, jak na ówczesne warunki drogowe, jakąś doskonałą znajomością przepisów ruchu drogowego ale...jednak coś wiedzieć musiał.
Mamy 2014 rok, samochodów przybyło - nie wiem ile ale zakładam że jest kilkadziesiąt razy więcej pojazdów niż w tamtym (j.w.) okresie - rowerów i rowerzystów również przybyło.
I co...? Uzyskanie prawa jazdy kategorii B, aby móc poruszać się po drogach wymaga przejścia kursu, odbycia kilkudziesięciu godzin jazdy z instruktorem i ostatecznie zdania państwowego egzaminu teoretycznego i praktycznego (oblewanego obligatoryjnie po parę razy), aby uzyskać PRAWO DO JAZDY i stać się pełnoprawnym uczestnikiem ruchu.
Zgodnie z polskimi przepisami, pełnoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego jest m.in.: kierowca samochodu i motocyklista...ale również ROWERZYSTA. Kierowcy samochodów, ze wszystkimi swoim przywarami, jednak posiadają prawo do kierowania pojazdami, znają lepiej lub gorzej ale znają przepisy ruchu drogowego.
I w tym miejscu nasuwa się pytanie, jak to jest możliwe, że ustawowo wymieniony uczestnik ruchu drogowego, ROWERZYSTA, nie ma obowiązku legitymowania się znajomością przepisów ruchu drogowego, poświadczonego stosownym dokumentem?
Oczywiście, że część rowerzystów przepisy zna, bo również jest kierowcami samochodów i mają prawo jazdy ale w mojej ocenie większość nie ma zielonego pojęcia o znakach drogowych, zasadach zachowania na drodze...poza jednym i powtarzanym jak mantrę "ja mam pierwszeństwo bo jestem rowerzystą".
Uważam, że w tej chwili jest to problem na tyle poważny, że ustawodawca, skoro jakby nie patrzeć formalnie uprzywilejował wybraną grupę uczestników ruchu drogowego (rowerzyści), powinien również zobowiązać ich do uzyskania formalnego prawa do jazdy poświadczonego egzaminem ze znajomości przepisów ruchu drogowego. Jestem bardziej niż pewien, że zmuszenie rowerzystów do posiadania prawa jazdy, wykluczyłoby szereg kolizji drogowych z ich udziałem.
Według statystyk za 2011 rok (do takich miałem wgląd), ilość wypadków/kolizji z udziałem rowerzystów to ponad 4600 zdarzeń, z czego w prawie połowie przypadków winę ponosili kierowcy samochodów, a w blisko 40% wina była po stronie rowerzystów.
Ergo...każdy rowerzysta, który chce się poruszać po drogach publicznych, MUSI MIEĆ PRAWO JAZDY i KROPKA.
p.s. A co do OC, to rowerowe OC kosztuje bodajże 19zł rocznie...
Mamy 2014 rok, samochodów przybyło - nie wiem ile ale zakładam że jest kilkadziesiąt razy więcej pojazdów niż w tamtym (j.w.) okresie - rowerów i rowerzystów również przybyło.
I co...? Uzyskanie prawa jazdy kategorii B, aby móc poruszać się po drogach wymaga przejścia kursu, odbycia kilkudziesięciu godzin jazdy z instruktorem i ostatecznie zdania państwowego egzaminu teoretycznego i praktycznego (oblewanego obligatoryjnie po parę razy), aby uzyskać PRAWO DO JAZDY i stać się pełnoprawnym uczestnikiem ruchu.
Zgodnie z polskimi przepisami, pełnoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego jest m.in.: kierowca samochodu i motocyklista...ale również ROWERZYSTA. Kierowcy samochodów, ze wszystkimi swoim przywarami, jednak posiadają prawo do kierowania pojazdami, znają lepiej lub gorzej ale znają przepisy ruchu drogowego.
I w tym miejscu nasuwa się pytanie, jak to jest możliwe, że ustawowo wymieniony uczestnik ruchu drogowego, ROWERZYSTA, nie ma obowiązku legitymowania się znajomością przepisów ruchu drogowego, poświadczonego stosownym dokumentem?
Oczywiście, że część rowerzystów przepisy zna, bo również jest kierowcami samochodów i mają prawo jazdy ale w mojej ocenie większość nie ma zielonego pojęcia o znakach drogowych, zasadach zachowania na drodze...poza jednym i powtarzanym jak mantrę "ja mam pierwszeństwo bo jestem rowerzystą".
Uważam, że w tej chwili jest to problem na tyle poważny, że ustawodawca, skoro jakby nie patrzeć formalnie uprzywilejował wybraną grupę uczestników ruchu drogowego (rowerzyści), powinien również zobowiązać ich do uzyskania formalnego prawa do jazdy poświadczonego egzaminem ze znajomości przepisów ruchu drogowego. Jestem bardziej niż pewien, że zmuszenie rowerzystów do posiadania prawa jazdy, wykluczyłoby szereg kolizji drogowych z ich udziałem.
Według statystyk za 2011 rok (do takich miałem wgląd), ilość wypadków/kolizji z udziałem rowerzystów to ponad 4600 zdarzeń, z czego w prawie połowie przypadków winę ponosili kierowcy samochodów, a w blisko 40% wina była po stronie rowerzystów.
Ergo...każdy rowerzysta, który chce się poruszać po drogach publicznych, MUSI MIEĆ PRAWO JAZDY i KROPKA.
p.s. A co do OC, to rowerowe OC kosztuje bodajże 19zł rocznie...
Nie sposób się z Panem nie zgodzic,że każdy uczestnik ruchu powinien znac przepisy i zdać egzamin. Myślę jednak,że wielu kolarzy, których widujemy zazwyczaj na trasach posiadają taki dokument, a to,że przejeżdzają na czerwonym świetle wynika tylko z ich głupoty.
Wielu kierowców samochodów nie wie na przykład o tym,że rowerzysta w korku ma prawo wyprzedzać prawą stroną. Tylko czy ktoś patrzy w lusterka, czy wspaniałomyślnie zrobi miejsce? Nie, bo nie będzie się wpychał jakiś tam rowerzysta. Nawet w miejscach gdzie są oznaczenia informujące o odstępie 1m dla rowerzysty wielu kierowców tego nie respektuje.
Zapewne kierowcy i rowerzyści znajdą wiele zastrzeżeń względem siebie, jednak prawo respektować powinien każdy.
A oc jest trochę droższę niż Pan napisał,na naprawę samochodu w razie czego wystarczy. Tylko czy mi wystarczy na naprawienie ciała jak jakiś kierowca bezmyślnie zepchnie mnie z drogi i odjedzie? Oto jest pytanie .
Wielu kierowców samochodów nie wie na przykład o tym,że rowerzysta w korku ma prawo wyprzedzać prawą stroną. Tylko czy ktoś patrzy w lusterka, czy wspaniałomyślnie zrobi miejsce? Nie, bo nie będzie się wpychał jakiś tam rowerzysta. Nawet w miejscach gdzie są oznaczenia informujące o odstępie 1m dla rowerzysty wielu kierowców tego nie respektuje.
Zapewne kierowcy i rowerzyści znajdą wiele zastrzeżeń względem siebie, jednak prawo respektować powinien każdy.
A oc jest trochę droższę niż Pan napisał,na naprawę samochodu w razie czego wystarczy. Tylko czy mi wystarczy na naprawienie ciała jak jakiś kierowca bezmyślnie zepchnie mnie z drogi i odjedzie? Oto jest pytanie .
Kolego, a co to "prawo jazdy' miałoby zmienić? Większość jeżdżących samochodami prawdopodobnie takie prawo ma a nie mała ilość z tych osób przepisy o ruchu drogowym ma głębokim poważaniu....także byle papierek nie zastępuje umiejętności o zdrowego rozsądku. Co do OC to jest fajna sprawa i o powinno być obowiązkowe.
To co napisałeś, to klasyczny przykład demagogii - deprecjonujesz posiadanie prawa jazdy, wyciągając argument mnie więcej w stylu "co z tego, że kierowcy mają prawo jazdy, skoro ma gdzieś przepisy" i nazywasz prawo jazdy "byle papierekiem".
I to mają być argumenty za tym, aby rowerzyści nie mieli obowiązku posiadania prawa jazdy?! o_O
To może uzyskaj ten "byle papierek", przejdź przez kurs, zdaj państwowy egzamin i wtedy zobaczymy, czy zdobyta wiedza jest równoważna zdrowemu rozsądkowi na drodze (oczywiście zaraz napiszesz, że masz prawo jazdy...wiem).
I to mają być argumenty za tym, aby rowerzyści nie mieli obowiązku posiadania prawa jazdy?! o_O
To może uzyskaj ten "byle papierek", przejdź przez kurs, zdaj państwowy egzamin i wtedy zobaczymy, czy zdobyta wiedza jest równoważna zdrowemu rozsądkowi na drodze (oczywiście zaraz napiszesz, że masz prawo jazdy...wiem).
@Ann (netykieta wyklucza formę "pan", tak na marginesie) - nie piszę o kierowcach, którzy prawo jazdy mieć muszą, ani o innych uczestnikach ruchu drogowego, piszę stricte o rowerzystach, który nie legitymują się znajomością przepisów ruchu drogowego.
Wczoraj na moich oczach, na czerwonym świetle i przez przejście dla pieszych przy zjeździe z Alei Zwycięstwa w Powstania Styczniowego przejechał mi przed maską rowerzysta...i co? Miałem go stuknąć?!
A mogłem, śmiało, rozjechać kretyna i byłaby jego wina. Ale chyba nie o to chodzi, prawda?
Nie ma co bagatelizować tematu ani go łagodzić, bo sprawy zaszły za daleko - PRAWO JAZDY MUSI MIEĆ KAŻDY ROWERZYSTA, który chce korzystać z ruchu drogowego.
Wczoraj na moich oczach, na czerwonym świetle i przez przejście dla pieszych przy zjeździe z Alei Zwycięstwa w Powstania Styczniowego przejechał mi przed maską rowerzysta...i co? Miałem go stuknąć?!
A mogłem, śmiało, rozjechać kretyna i byłaby jego wina. Ale chyba nie o to chodzi, prawda?
Nie ma co bagatelizować tematu ani go łagodzić, bo sprawy zaszły za daleko - PRAWO JAZDY MUSI MIEĆ KAŻDY ROWERZYSTA, który chce korzystać z ruchu drogowego.
@Ann...proszę Cię, nie dopisujmy filozofii do banalnego, choć poważnego problemu. Nie wiem czemu usiłujesz rozmiękczyć temat, wchodząc na wody frustracji, pośpiechu, zainteresowania losem innych i braku analitycznego myślenia...to oczywiście są istotne aspekty życia każdego człowieka ale może jednak zacznijmy od tego, aby rowerzyści posiadali UPRAWNIENIA do prowadzenia swojego roweru(?).
Posiadanie prawa jazdy nie jest jak magiczna różdżka, która spowoduje, że nagle wszyscy rowerzyście będą przestrzegać przepisów ruchu drogowego - niemniej jednak zmuszeni ich do uzyskania takiego dokumentu, siłą rzeczy zmusi ich do poznania przepisów.
Obecnie byle młokos, bez jakiegokolwiek pojęcia o przepisach w ruchu drogowym może kupić sobie rower i wyjechać na ulicę...widzisz problem, bo ja widzę i codziennie się z nim zderzam, w przenośni i byle nie dosłownie.
Posiadanie prawa jazdy nie jest jak magiczna różdżka, która spowoduje, że nagle wszyscy rowerzyście będą przestrzegać przepisów ruchu drogowego - niemniej jednak zmuszeni ich do uzyskania takiego dokumentu, siłą rzeczy zmusi ich do poznania przepisów.
Obecnie byle młokos, bez jakiegokolwiek pojęcia o przepisach w ruchu drogowym może kupić sobie rower i wyjechać na ulicę...widzisz problem, bo ja widzę i codziennie się z nim zderzam, w przenośni i byle nie dosłownie.
Porównanie pj do karty rowerowej jest nie na miejscu...swój "egzamin" na kartę rowerową raczej pamiętam jako dobrą zabawę...może dla dziecka 12 lat to było coś, ale dla posiadacza prawdziwego prawa jazdy to jest po prostu nic nie znaczący śmieć.
Aha....zapomniałem wcześniej napisać...ale to już n-ty temat, który nic nie wnosi....co drugi tutaj pisze jaki to on jest super, ...fajnie niech sobie pisze, jeżeli od tego lepiej się poczuje.
Aha....zapomniałem wcześniej napisać...ale to już n-ty temat, który nic nie wnosi....co drugi tutaj pisze jaki to on jest super, ...fajnie niech sobie pisze, jeżeli od tego lepiej się poczuje.
ale "super" w jakim zakresie, bo chyba nie dokończyłeś myśli?
Skoro dla posiadacza prawa jazdy, karta rowerowa to nic nie znaczący śmieć - to znaczy, że już prawa jazdy nie uznajesz za "byle papierek"? Bo według Twojego stopniowania ważności dokumentów, to w tej sytuacji czym jest karta rowerowa? Cieniem śmiecia, czy mega śmieciem? o_O
Kartę rowerową przywołałem, jako rodzaj jakiegokolwiek dokumentu, który kiedyś uprawniał do jazdy rowerem - dzisiaj nawet tego nie ma i byle osioł bez znajomości przepisów może jeździć po drogach...jako uczestnik ruchu drogowego, któremu jeszcze mam udzielić pierwszeństwa; problem w tym, że ów uczestnik nawet nie wie kiedy faktycznie mam mu je udzielić :/
Skoro dla posiadacza prawa jazdy, karta rowerowa to nic nie znaczący śmieć - to znaczy, że już prawa jazdy nie uznajesz za "byle papierek"? Bo według Twojego stopniowania ważności dokumentów, to w tej sytuacji czym jest karta rowerowa? Cieniem śmiecia, czy mega śmieciem? o_O
Kartę rowerową przywołałem, jako rodzaj jakiegokolwiek dokumentu, który kiedyś uprawniał do jazdy rowerem - dzisiaj nawet tego nie ma i byle osioł bez znajomości przepisów może jeździć po drogach...jako uczestnik ruchu drogowego, któremu jeszcze mam udzielić pierwszeństwa; problem w tym, że ów uczestnik nawet nie wie kiedy faktycznie mam mu je udzielić :/
> przepisy łamią w większości ci, którzy ich nie znają.
Jak to się ma do statystyk. które sam cytujesz, że prawie połowa wypadków powodowana jest przez kierowców, którzy przecież z definicji powinni przepisy znać, bo mają na to papier?
No i czemu w faszyzacji życia nie pójść dalej? Ile wypadków powodują piesi? Może czas pomyśleć o "Karcie pieszego". Na ulice mogliby wychodzić wyłącznie piesi po zdanym egzaminie państwowym. Dla reszty pozostałyby chodniki, deptaki i ew. przemykanie się ukradkiem po krzaczorach.
Jak to się ma do statystyk. które sam cytujesz, że prawie połowa wypadków powodowana jest przez kierowców, którzy przecież z definicji powinni przepisy znać, bo mają na to papier?
No i czemu w faszyzacji życia nie pójść dalej? Ile wypadków powodują piesi? Może czas pomyśleć o "Karcie pieszego". Na ulice mogliby wychodzić wyłącznie piesi po zdanym egzaminie państwowym. Dla reszty pozostałyby chodniki, deptaki i ew. przemykanie się ukradkiem po krzaczorach.
Teraz każdy osioł może jeździć wszystkim bez znajomości przepisów, tylko jest jedna różnica, że rowerzysta zostanie ukarany gdy złamie przepis a kierujący innym pojazdem (na który wymagane jest prawo jazdy) może zostać ukarany już za sam brak takich uprawnień.
Poza tym, każdy uczestnik ruchu, jeżeli nim jest jest zobligowany do znajomości przepisów o ruchu drogowym, bez względu na to czy ma lub musi mieć lub nie musi mieć prawa jazdy.
Przecież Ty jadąc obok innego uczestnika nie wiesz czy ten w ogóle ma jakiekolwiek uprawnienia czy i czy zna przepisy o ruchu drogowym. Wygląda na to, że jak inni spieprz@$#ją przed nami z drogi to są cacy, ale jak ktoś "ciągnie" się lewym pasem albo taki rowerzysta nas blokuje to już skończony burak bez znajomości prawa ...a prawku i magicznym prawie jeździe rozwiązującym wszelkie problemu, to już z całą pewnością nie słyszał.
Poza tym, każdy uczestnik ruchu, jeżeli nim jest jest zobligowany do znajomości przepisów o ruchu drogowym, bez względu na to czy ma lub musi mieć lub nie musi mieć prawa jazdy.
Przecież Ty jadąc obok innego uczestnika nie wiesz czy ten w ogóle ma jakiekolwiek uprawnienia czy i czy zna przepisy o ruchu drogowym. Wygląda na to, że jak inni spieprz@$#ją przed nami z drogi to są cacy, ale jak ktoś "ciągnie" się lewym pasem albo taki rowerzysta nas blokuje to już skończony burak bez znajomości prawa ...a prawku i magicznym prawie jeździe rozwiązującym wszelkie problemu, to już z całą pewnością nie słyszał.
Sadyl, pieszy nie biega po ruchliwych ulicach w ciągu komunikacyjnym, nie przeciska się między samochodami, nie wyprzedza...etc., etc..
Naprawdę uważasz, że "pieszy" to jest kontrargument w tej dyskusji? o_O
Kierowca który, poza mandatami/grzywnami/etc/ utraci prawo jazdy w skutek popełnienia szeregu wykroczeń, nie może prowadzić samochodu bez ponownego zdania egzaminu; przyłapany na jeździ bez prawa jazdy dostaje obligatoryjnie mandat 500zł - rowerzysta, który popełnił szereg wykroczeń drogowych, poza ewentualnym mandatem, dalej może jeździć rowerem po drogach...to jest równość wobec prawa?
Co do statystyk, to i owszem, prawie połowa wypadków z udziałem rowerzystów jest powodowana przez kierowców ale...gros z nich wynika z niezachowania szczególnej ostrożności; najczęstszym przypadkiem kolizji z rowerzystami jest sytuacji opisana przez pewnego "rowerzystę" w tym dziale Forum, zapewne czytałeś.
Naprawdę uważasz, że "pieszy" to jest kontrargument w tej dyskusji? o_O
Kierowca który, poza mandatami/grzywnami/etc/ utraci prawo jazdy w skutek popełnienia szeregu wykroczeń, nie może prowadzić samochodu bez ponownego zdania egzaminu; przyłapany na jeździ bez prawa jazdy dostaje obligatoryjnie mandat 500zł - rowerzysta, który popełnił szereg wykroczeń drogowych, poza ewentualnym mandatem, dalej może jeździć rowerem po drogach...to jest równość wobec prawa?
Co do statystyk, to i owszem, prawie połowa wypadków z udziałem rowerzystów jest powodowana przez kierowców ale...gros z nich wynika z niezachowania szczególnej ostrożności; najczęstszym przypadkiem kolizji z rowerzystami jest sytuacji opisana przez pewnego "rowerzystę" w tym dziale Forum, zapewne czytałeś.
@Ann - wybacz ale argument, który przywołujesz, popularnie nazywam w dyskusji "a u was to murzynów biją". Z Twojej wypowiedzi można wnioskować, że skoro kierowcy łamią przepisy, to rowerzyści nie muszę się do nich stosować, ergo nie muszą mieć prawa jazdy.
Czy tak mam to rozumieć, czy miałaś coś innego na myśli? o_O
Czy tak mam to rozumieć, czy miałaś coś innego na myśli? o_O
Może źle rozumiem ale pewnie chodzi o to by każdy uczestnik ruchu drogowego znał zasady korzystania ze wspólnej infrastruktury i aby prawa i obowiązki dla wszystkich uczestników ruchu były jednakowe.
I tak aby pieszy wiedział jak ma przechodzić, którą stroną ma się poruszać a jak przebiegnie na czerwonym to płacił tak samo jak za przejechanie na czerwonym...takie ujednolicenie.
Tylko nasze prawo cieniuje środki zapobiegawcze i najmniej dolegliwe jest dla pieszego, dalej dla rowerzystów, motocyklistów i kierowców. I ci ostatni są obciążani najbardziej bo od nich wymaga się znajomości ruchu potwierdzonego i w razie jego złamania płaci kupę kasy. Pieszy co najwyżej 50zł za przebieganie w miejscu niedozwolonym.
Ale czy każdy z tych użytkowników powodując hipotetycznie to samo wykroczenie powoduje to samo zagrożenie?
Co jeśli pieszy wpadnie na pieszego? Kto jest winny w przypadku kiedy coś się stanie?
Co jeśli pieszy wpadnie biegnąc na rowerzystę jadącego ścieżką lub jezdnią i wypchnie go pod auto albo uszkodzi rower?
Co się dzieje w przypadku kiedy rowerzysta wpada na pieszego bo jedzie po chodniku i powoduje zagrożenie?
A co jeśli przez nieuwagę rozpędzony rowerzysta wpadnie w prawidłowo zaparkowane auto?
Albo co się stanie jeśli pieszy wpadnie i przewróci prawidłowo stojącego motocyklistę (miałam taki przypadek jak pieszy potrącił motocyklistę włączającego się do ruchu ) albo uszkodzi auto....
Zastanówmy się na ile częste są to przypadki i kto wychodzi z nich najbardziej poszkodowany, nie tylko finansowo.
I tak można mnożyć pytania z użyciem pieszych, rowerzystów, motocyklistów i kierowców.
Generalnie dążę do tego że nasze "cieniowane" prawo nie jest takie najgorsze biorąc pod uwagę skutki takich bliskich "spotkań" i pewnie dlatego to jest tak zrobione jak jest.
P.S.@Hal, ja nie mam litości i jeśli bym miała coś w samochodzie do remontu z przodu to bym śmiało biła w gościa. Dla głupoty nie mam litości.
I tak aby pieszy wiedział jak ma przechodzić, którą stroną ma się poruszać a jak przebiegnie na czerwonym to płacił tak samo jak za przejechanie na czerwonym...takie ujednolicenie.
Tylko nasze prawo cieniuje środki zapobiegawcze i najmniej dolegliwe jest dla pieszego, dalej dla rowerzystów, motocyklistów i kierowców. I ci ostatni są obciążani najbardziej bo od nich wymaga się znajomości ruchu potwierdzonego i w razie jego złamania płaci kupę kasy. Pieszy co najwyżej 50zł za przebieganie w miejscu niedozwolonym.
Ale czy każdy z tych użytkowników powodując hipotetycznie to samo wykroczenie powoduje to samo zagrożenie?
Co jeśli pieszy wpadnie na pieszego? Kto jest winny w przypadku kiedy coś się stanie?
Co jeśli pieszy wpadnie biegnąc na rowerzystę jadącego ścieżką lub jezdnią i wypchnie go pod auto albo uszkodzi rower?
Co się dzieje w przypadku kiedy rowerzysta wpada na pieszego bo jedzie po chodniku i powoduje zagrożenie?
A co jeśli przez nieuwagę rozpędzony rowerzysta wpadnie w prawidłowo zaparkowane auto?
Albo co się stanie jeśli pieszy wpadnie i przewróci prawidłowo stojącego motocyklistę (miałam taki przypadek jak pieszy potrącił motocyklistę włączającego się do ruchu ) albo uszkodzi auto....
Zastanówmy się na ile częste są to przypadki i kto wychodzi z nich najbardziej poszkodowany, nie tylko finansowo.
I tak można mnożyć pytania z użyciem pieszych, rowerzystów, motocyklistów i kierowców.
Generalnie dążę do tego że nasze "cieniowane" prawo nie jest takie najgorsze biorąc pod uwagę skutki takich bliskich "spotkań" i pewnie dlatego to jest tak zrobione jak jest.
P.S.@Hal, ja nie mam litości i jeśli bym miała coś w samochodzie do remontu z przodu to bym śmiało biła w gościa. Dla głupoty nie mam litości.
@Kocio - problemem, podstawowym, jest fakt, że rowerzyści czują się prawie bezkarni. Kierowcy jest obawiają się utraty uprawnień i perspektywę ponownego zdawania egzaminu...a rowerzyści? Oni mają w d...pie - przy kolizji z ich winy najczęściej uciekają i co zrobisz? Żadnego numeru rejestracyjnego, żadnej możliwości pościgu (w korku?), nawet zapis z kamery na niewiele się przyda, chyba że policja lub ktokolwiek inny przypadkowo rozpozna drania.
Ja do remontu nic nie mam ale nawet gdybym miał, to chyba nie zaryzykowałbym takiej kolizji - jeszcze bym ubił pedalarza i miałbym go na sumieniu. W zderzeniu z moim autem (prawie 2t) miałby maleńkie szanse na przeżycie.
Ja do remontu nic nie mam ale nawet gdybym miał, to chyba nie zaryzykowałbym takiej kolizji - jeszcze bym ubił pedalarza i miałbym go na sumieniu. W zderzeniu z moim autem (prawie 2t) miałby maleńkie szanse na przeżycie.
...w sumie dokończyłem mysl, ale...super...wg swojego mniemania...dla jednych jest to traktowanie rowerzysty jako równoprawnego uczestnika ruch z "wybaczaniem" jego niewielkich błędów, które w większości przypadku raczej wyrządzą szkodę jemu samemu...oraz takich, którzy traktują ulice jak pole walki a rowerzysta to największy wróg, którego należy zniszczyć.
@ Hal
uważam,że wszyscy uczestnicy ruchu powinni mieć uprawnienia i znać przepisy.
Po Twoich wypowiedziach widzę,że strasznie nie lubisz rowerzystów, masz im wiele do zarzucenia, rozumiem to nawet poniekąd.
Wspomniał tu Kocio o jednej istotnej kwestii, jaką szkodę zrobi rowerzysta pojazdowi podczas kolizji a jaką może zrobić samochód rowerzyście?
Wspomniałam również wcześniej,że ja przestrzegam przepisów.
Znam jednak ludzi, którzy twierdzą,że wolą jeździć rowerem bliżej środka jezdni, bo wtedy kierowca samochodu musi mieć sporo miejsca aby go wyprzedzić, a tak pcha się na "zapałki" oraz kilka innych patentów , których nie będę przytaczać. Każdy ma swoje racje.
Ustawodawca powinien to jakoś rozwiązać.
uważam,że wszyscy uczestnicy ruchu powinni mieć uprawnienia i znać przepisy.
Po Twoich wypowiedziach widzę,że strasznie nie lubisz rowerzystów, masz im wiele do zarzucenia, rozumiem to nawet poniekąd.
Wspomniał tu Kocio o jednej istotnej kwestii, jaką szkodę zrobi rowerzysta pojazdowi podczas kolizji a jaką może zrobić samochód rowerzyście?
Wspomniałam również wcześniej,że ja przestrzegam przepisów.
Znam jednak ludzi, którzy twierdzą,że wolą jeździć rowerem bliżej środka jezdni, bo wtedy kierowca samochodu musi mieć sporo miejsca aby go wyprzedzić, a tak pcha się na "zapałki" oraz kilka innych patentów , których nie będę przytaczać. Każdy ma swoje racje.
Ustawodawca powinien to jakoś rozwiązać.