Widok
Być może dr Kicińska jest dobrym lekarzem tylko ja nie miałam możliwości umówienia się do niej na drugą wizytę przez ok. rok ! pomimo moich próśb u rejestratorki, pisania maili do samej dr itp. totalna olewka.
Progesteron przyjmuje się tak jak mówisz, tylko, że ja mam zespół policystycznych jajników więc słyszałam zawsze, że u mnie nie ma dnia PIK i dlatego przyjmowałam progesteron od 17 dnia cyklu - tak po prostu "na oko". Ale gdyby ktoś powiedział mi, że ma przyjąć progesteron ciut później to być może miałabym owulację.
Ja chodziłam właściwie tylko do dr Wojtkiewicz, oprócz zlecania progesteronu to "zaleciła" mi jeszcze zabieg w swoim prywatnym gabinecie (koszt 700 zł) w sumie nie wiadomo po co.
Podsumowując Naprocentrum, jak dla mnie, to totalna ignorancja i naciąganie na bezsensowne badania/zabiegi.
Progesteron przyjmuje się tak jak mówisz, tylko, że ja mam zespół policystycznych jajników więc słyszałam zawsze, że u mnie nie ma dnia PIK i dlatego przyjmowałam progesteron od 17 dnia cyklu - tak po prostu "na oko". Ale gdyby ktoś powiedział mi, że ma przyjąć progesteron ciut później to być może miałabym owulację.
Ja chodziłam właściwie tylko do dr Wojtkiewicz, oprócz zlecania progesteronu to "zaleciła" mi jeszcze zabieg w swoim prywatnym gabinecie (koszt 700 zł) w sumie nie wiadomo po co.
Podsumowując Naprocentrum, jak dla mnie, to totalna ignorancja i naciąganie na bezsensowne badania/zabiegi.
A ja polecam.
Choć sama miałam wiele wątpliwości, czy rozpocząć tam leczenie, ale po 2 latach odwiedzania różnorakich ginekologów, którzy nie zrobili nic poza zapisywaniem d*phastonu od 21 d.c. postanowiliśmy spróbować.
Od samego początku odrzucaliśmy in vitro, więc tak naprawdę naprotechnologia była dla nas ostatnia szansą. Było to na początku działalności Naprocentrum, więc nie było o nich żadnych opniii, o samej naprotechnologii również niewiele...
Oczywiście na początku byliśmy strasznie niecierpliwi, ponieważ 3 pierwsze miesiące przeznaczone są tylko na obserwacje, dopiero potem jest konsultacja lekarska.
Co do dr Kiińskiej - jest to chyba najlepszy lekarz jakiego do tej pory spotkałam na swojej drodze. Ma ogromną wiedzę, zna się na tym co robi i dość trafnie stawia diagnozy. Najważniejsze jednak, że patrzy na człowieka całościowo, robi obszerny wywiad i potrafi łączyć fakty.
U nas wyglądało to tak, że pierwsza wizyta była wspólna - moja i męża, przy czym pani dr zajmowała się nami po kolei, nie na raz.
Rzeczywiście pierwsza wizyta, to wywiad oraz zlecanie najpotrzebniejszych badań.
Kolejne wizyty również były wspólne, potem chodziłam już sama, ponieważ to moje wyniki były złe i leczenie bardziej skomplikowane. Dodam jeszcze, że wspólne wizyty to nie przymus - można chodzić osobno ;)
Oczywiście obserwacje prowadzi się cały czas - one są bardzo ważne. Na każdą wizytę trzeba przynieść kartę. Po drodze była również wizyta i dietetyka i kompletna zmiana diety, uwzględniająca wszystkie choroby.
Po 9 miesiącach leczenia udało się :)
Dr Kicińska opiekowała się nami także podczas ciąży i była to opieka na naprawdę wysokim poziomie.
Co do dr Wojtkiewicz, hmmm... tu chyba wolałabym się nie wypowiadać, nadal nie mam zdania czy jest to tak fantastyczny lekarz, który potrafi przewidzieć wiele rzeczy i im zapobiegać, czy jest po prostu przewrażliwiona i przekonana, że wszystko wie najlepiej (nie wiem jak to lepiej ująć...). Mam mieszane uczucia.
Myślę, że warto spróbować - choć oczywiście nie wszystko jest tam idealne, no i oczywiście koszty są duże - głównie badań. Moim zdaniem najważniejszą zaleta naprotechnologii jest to, że rzeczywiście starają się znaleźć problem i go wyleczyć, a nie tylko nastawiają się na szybkie poczęcie. Leczenie u nich trwa nawet do 2 lat.
Jeśli masz jeszcze jakieś pytania to pisz śmiało.
Ja mam pytanie do ~ja - jaka była różnica w zaleceniach przyjmowania progesteronu? U mnie było PIK+7 i z tego o wiem, taka zasada obowiązuje w całej napro - pytam z czystej ciekawości.
Choć sama miałam wiele wątpliwości, czy rozpocząć tam leczenie, ale po 2 latach odwiedzania różnorakich ginekologów, którzy nie zrobili nic poza zapisywaniem d*phastonu od 21 d.c. postanowiliśmy spróbować.
Od samego początku odrzucaliśmy in vitro, więc tak naprawdę naprotechnologia była dla nas ostatnia szansą. Było to na początku działalności Naprocentrum, więc nie było o nich żadnych opniii, o samej naprotechnologii również niewiele...
Oczywiście na początku byliśmy strasznie niecierpliwi, ponieważ 3 pierwsze miesiące przeznaczone są tylko na obserwacje, dopiero potem jest konsultacja lekarska.
Co do dr Kiińskiej - jest to chyba najlepszy lekarz jakiego do tej pory spotkałam na swojej drodze. Ma ogromną wiedzę, zna się na tym co robi i dość trafnie stawia diagnozy. Najważniejsze jednak, że patrzy na człowieka całościowo, robi obszerny wywiad i potrafi łączyć fakty.
U nas wyglądało to tak, że pierwsza wizyta była wspólna - moja i męża, przy czym pani dr zajmowała się nami po kolei, nie na raz.
Rzeczywiście pierwsza wizyta, to wywiad oraz zlecanie najpotrzebniejszych badań.
Kolejne wizyty również były wspólne, potem chodziłam już sama, ponieważ to moje wyniki były złe i leczenie bardziej skomplikowane. Dodam jeszcze, że wspólne wizyty to nie przymus - można chodzić osobno ;)
Oczywiście obserwacje prowadzi się cały czas - one są bardzo ważne. Na każdą wizytę trzeba przynieść kartę. Po drodze była również wizyta i dietetyka i kompletna zmiana diety, uwzględniająca wszystkie choroby.
Po 9 miesiącach leczenia udało się :)
Dr Kicińska opiekowała się nami także podczas ciąży i była to opieka na naprawdę wysokim poziomie.
Co do dr Wojtkiewicz, hmmm... tu chyba wolałabym się nie wypowiadać, nadal nie mam zdania czy jest to tak fantastyczny lekarz, który potrafi przewidzieć wiele rzeczy i im zapobiegać, czy jest po prostu przewrażliwiona i przekonana, że wszystko wie najlepiej (nie wiem jak to lepiej ująć...). Mam mieszane uczucia.
Myślę, że warto spróbować - choć oczywiście nie wszystko jest tam idealne, no i oczywiście koszty są duże - głównie badań. Moim zdaniem najważniejszą zaleta naprotechnologii jest to, że rzeczywiście starają się znaleźć problem i go wyleczyć, a nie tylko nastawiają się na szybkie poczęcie. Leczenie u nich trwa nawet do 2 lat.
Jeśli masz jeszcze jakieś pytania to pisz śmiało.
Ja mam pytanie do ~ja - jaka była różnica w zaleceniach przyjmowania progesteronu? U mnie było PIK+7 i z tego o wiem, taka zasada obowiązuje w całej napro - pytam z czystej ciekawości.
Jakiś czas temu z czystej ciekawości trafiłam na stronę tego centrum, bo naprotechnologia jest ciekawą dziedziną, a drugiego takiego centrum w Trójmieście chyba nie ma. Wystarczyło mi poczytać opinie pacjentek o poszczególnych lekarzach tam pracujących, aby stwierdzić, że korzystanie z ich usług jest nieporozumieniem, bo się na tym co mają robić po prostu nie znają.
Witam
Ja niestety miałam wątpliwą przyjemność "leczenia" się w tym miejscu i od dawna zbieram się do tego aby napisać prawdziwą opinię o Naprocentrum, bo uważam, że jestem to winna innym parom, borykającym się z niepłodnością.
W metodę naprotechnologi wierzyłam od dawna i chciałam pojechać do Białegostoku do dra Wasilewskiego ale naiwnie myślałam, że otrzymam fachową poradę również w Gdańsku.
Z niepłodnością borykamy się od 5 lat, ze względu na mój wiek każdy rok leczenia jest naprawdę ważny - nie mam lat 20, a zmarnowany czas na pseduo-specjalistów może spowodować to, że nigdy nie zostanę matką.
Do Naprocentrum trafiłam ok. 2 lata temu - początkowo wszystko wydawało się super - lekarze zapewniali, że specjalizują się w trudnych przypadkach, a że ze mną nie jest tak źle, więc pójdzie nam szybko. Zaczęło się od nauki stosowania modelu Creightona - kilka spotkań - nie jest to trudne, bo umiem obserwować swój organizm. Później udało się umówić na wizytę do dr Kicińskiej - wizyta ok. 45 min. lekarz niewiele powiedziała - wizytę oceniam głównie jako zlecenie badań. Koszt wizyty 300 zł, zlecone badania ok. 1300 zł. Później rozpoczęłam wizyty ginekologiczne. Ginekolog postawiła mi "diagnozę", że mam niedobór progesteronu zatem przez kilka miesięcy moje "leczenie" polegało na przyjmowaniu coraz większych dawek luteiny. Dopytywałam się, bo na podstawie obserwacji swojego organizmu podejrzewałam u siebie endometriozę i wszyscy specjaliści w Naprocentrum zapewniali mnie, że to na pewno nie endometrioza i wystarczy tylko zwiększyć poziom progesteronu. Po ok. roku "leczenia" w Naprocentrum stwierdziłam, że chyba jednak coś z tym leczeniem jest nie tak - skoro przez cały czas nie miałam ani razu owulacji i przede wszystkim nikt nie skonsultował męża. Na moje dopytywania o wyniki męża słyszałam jedynie, ze może go skonsultować dr Kicińska o umówienie się do niej na wizytę było praktycznie niemożliwe. Zrobiliśmy więc ponownie na własną rękę badania nasienia, które wyszły bardzo źle i tak zostaliśmy sami sobie z tą wiedzą.
Całą tą sytuację bardzo odchorowałam psychicznie - po raz kolejny zaufałam lekarzom i po raz kolejny nie potraktowano mnie poważnie.
Podjęliśmy z mężem decyzję aby skonsultować się z innym naprotechnologiem i pojechaliśmy do Białegostoku do dr Wasilewskiego (pioniera i znanego lekarza w całej Polsce). Na pierwszej wizycie postawił mi diagnozę - endometrioza. Obecnie czekam na zabieg laparoskopii, który również wykonam w Białymstoku pomimo odległości. Okazało się również, iż progesteron, który zalecono mi w Naprocentrum przyjmowałam w nieodpowiednim dniu cyklu, co całkowicie blokowało mi owulację..... Nie pomógłby nam nawet cud.
Bardzo żałuję, ze poświęciłam swój czas, energię i pieniądze na Naprocentrum w Gdańsku i ze szczerego serca przestrzegam wszystkich przed tą kliniką. Prawdziwa Naprotechnologia to jest w Białymstoku i tam naprawdę warto pojechać po fachową poradę.
Ja niestety miałam wątpliwą przyjemność "leczenia" się w tym miejscu i od dawna zbieram się do tego aby napisać prawdziwą opinię o Naprocentrum, bo uważam, że jestem to winna innym parom, borykającym się z niepłodnością.
W metodę naprotechnologi wierzyłam od dawna i chciałam pojechać do Białegostoku do dra Wasilewskiego ale naiwnie myślałam, że otrzymam fachową poradę również w Gdańsku.
Z niepłodnością borykamy się od 5 lat, ze względu na mój wiek każdy rok leczenia jest naprawdę ważny - nie mam lat 20, a zmarnowany czas na pseduo-specjalistów może spowodować to, że nigdy nie zostanę matką.
Do Naprocentrum trafiłam ok. 2 lata temu - początkowo wszystko wydawało się super - lekarze zapewniali, że specjalizują się w trudnych przypadkach, a że ze mną nie jest tak źle, więc pójdzie nam szybko. Zaczęło się od nauki stosowania modelu Creightona - kilka spotkań - nie jest to trudne, bo umiem obserwować swój organizm. Później udało się umówić na wizytę do dr Kicińskiej - wizyta ok. 45 min. lekarz niewiele powiedziała - wizytę oceniam głównie jako zlecenie badań. Koszt wizyty 300 zł, zlecone badania ok. 1300 zł. Później rozpoczęłam wizyty ginekologiczne. Ginekolog postawiła mi "diagnozę", że mam niedobór progesteronu zatem przez kilka miesięcy moje "leczenie" polegało na przyjmowaniu coraz większych dawek luteiny. Dopytywałam się, bo na podstawie obserwacji swojego organizmu podejrzewałam u siebie endometriozę i wszyscy specjaliści w Naprocentrum zapewniali mnie, że to na pewno nie endometrioza i wystarczy tylko zwiększyć poziom progesteronu. Po ok. roku "leczenia" w Naprocentrum stwierdziłam, że chyba jednak coś z tym leczeniem jest nie tak - skoro przez cały czas nie miałam ani razu owulacji i przede wszystkim nikt nie skonsultował męża. Na moje dopytywania o wyniki męża słyszałam jedynie, ze może go skonsultować dr Kicińska o umówienie się do niej na wizytę było praktycznie niemożliwe. Zrobiliśmy więc ponownie na własną rękę badania nasienia, które wyszły bardzo źle i tak zostaliśmy sami sobie z tą wiedzą.
Całą tą sytuację bardzo odchorowałam psychicznie - po raz kolejny zaufałam lekarzom i po raz kolejny nie potraktowano mnie poważnie.
Podjęliśmy z mężem decyzję aby skonsultować się z innym naprotechnologiem i pojechaliśmy do Białegostoku do dr Wasilewskiego (pioniera i znanego lekarza w całej Polsce). Na pierwszej wizycie postawił mi diagnozę - endometrioza. Obecnie czekam na zabieg laparoskopii, który również wykonam w Białymstoku pomimo odległości. Okazało się również, iż progesteron, który zalecono mi w Naprocentrum przyjmowałam w nieodpowiednim dniu cyklu, co całkowicie blokowało mi owulację..... Nie pomógłby nam nawet cud.
Bardzo żałuję, ze poświęciłam swój czas, energię i pieniądze na Naprocentrum w Gdańsku i ze szczerego serca przestrzegam wszystkich przed tą kliniką. Prawdziwa Naprotechnologia to jest w Białymstoku i tam naprawdę warto pojechać po fachową poradę.