Widok
Ostatnio Biedronka sprzedaje flaczki, już obgotowane, bez przypraw, w pojemniku 500 g bodajże. Wrzuć do durszlaka, spłucz wrzątkiem raz lub więcej. Potem zagotuj z warzywami, dodaj przyprawy (sól, pieprz, majeranek, można gotową przyprawę do flaków), krótko pogotuj (możesz zagęścić mąką) i gotowe :)
Majeranek w bigosie czyni go lżej strawnym:)
A mięsko, to wiesz,tradycyjnie co się nawinie;)ale gdyby "na bogato" to fajnie mieć przesmażoną i lekko podduszoną wieprzowinkę:)dobrze przesmażoną:)o dziczyźnie nie piszę bo to już towar deficytowy;)
Ale szczerze to w każdym domu inna technika i produkty:)zawsze inny smak
A mięsko, to wiesz,tradycyjnie co się nawinie;)ale gdyby "na bogato" to fajnie mieć przesmażoną i lekko podduszoną wieprzowinkę:)dobrze przesmażoną:)o dziczyźnie nie piszę bo to już towar deficytowy;)
Ale szczerze to w każdym domu inna technika i produkty:)zawsze inny smak
http://www.mojewypieki.com/post/karpatka
Wczoraj zrobiłam karpatkę z mojego ulubionego blogu. Wyszła przeeepyyyszna, tylko krem rzadszy niż powinien być
Wczoraj zrobiłam karpatkę z mojego ulubionego blogu. Wyszła przeeepyyyszna, tylko krem rzadszy niż powinien być
http://www.ewawachowicz.pl/przepisy,2,776.html dobry pomysł
Ostatnio zrobiłam to: bardzo sycące i zdrowe
http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/cukinia/zapiekany_omlet_z_cukinia/przepis.html
http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/cukinia/zapiekany_omlet_z_cukinia/przepis.html
Dwa duże (naprawdę duże!) gary.
W jednym gotuje się kałdun wołowy. Do zagotowania i zlania. I tak kilka razy. Potem obdzieramy kałdun z błony i kroimy w paseczki
W drugim gotuje się ogon wołowy. Rzecz obecnie praktycznie nie do kupienia wskutek uniodebilizmu. Ale może ktoś ma wejścia w ubojni, to się da załatwić. Wersja z ogonami wieprzowymi jest kiepska, ale do przyjęcia. Ino trza schłodzić i zebrać nadmiar tłuszczu.
Kiedy ogon już dochodzi, rozbieramy go i kroimy mięso na krótsze odcinki (kostki dla Fiony poproszę ;) Wrzucamy z powrotem do wywaru i dodajemy warzywa i pokrojone flaczki, Oczywiście: dużo liścia laurowego i ziela angielskiego. Całość zaciągamy zasmażką. Na koniec dodajemy roztarty w dłoniach majeranek. Jak kto lubi, można dodać trochę koncentratu pomidorowego.
I to są FLAKI. Cokolwiek innego, to ersatz :D
W jednym gotuje się kałdun wołowy. Do zagotowania i zlania. I tak kilka razy. Potem obdzieramy kałdun z błony i kroimy w paseczki
W drugim gotuje się ogon wołowy. Rzecz obecnie praktycznie nie do kupienia wskutek uniodebilizmu. Ale może ktoś ma wejścia w ubojni, to się da załatwić. Wersja z ogonami wieprzowymi jest kiepska, ale do przyjęcia. Ino trza schłodzić i zebrać nadmiar tłuszczu.
Kiedy ogon już dochodzi, rozbieramy go i kroimy mięso na krótsze odcinki (kostki dla Fiony poproszę ;) Wrzucamy z powrotem do wywaru i dodajemy warzywa i pokrojone flaczki, Oczywiście: dużo liścia laurowego i ziela angielskiego. Całość zaciągamy zasmażką. Na koniec dodajemy roztarty w dłoniach majeranek. Jak kto lubi, można dodać trochę koncentratu pomidorowego.
I to są FLAKI. Cokolwiek innego, to ersatz :D
Sadyl...no to już jest konkret;)przy okazji,zapach gotującego się kołduna jest dość "charakterny" ale czego się nie zniesie dla pysznego jadła;)pamiętam jak to wyglądało i bardzo podobały mi się te śmieszne esy-floresy w kołdunie.
Ps.Majranek czy zauważyłeś,że jest duże zapotrzebowanie na majeranek?miej się na baczności;)
Ps.Majranek czy zauważyłeś,że jest duże zapotrzebowanie na majeranek?miej się na baczności;)
Cześć dziewczyny, jeszcze wczoraj miałem przenieść się do działu kulinarnego a tu proszę. Dzień dzisiejszy jest pod tytułem jaja sadzone. Boczek wędzony, trzy jaja, ziemniaki z koprem, ogórek kiszony i maślanka. Teraz leżę sobie na kanapie i głaskam się po brzuchu. Na pewno w piątek będzie śledź w śmietanie z cebulką, ogórkiem kiszonym, jabłkiem i ziemniaamia. Czy macie może jakieś propozycje na pozostałe dni np. krokiety, może zupa. Tylko swojskie klimaty proste chłopskie jadło.
Ja robię krokiety z tego przepisu:
http://www.wielkiezarcie.com/recipe13439.html
Polecam ten przepis na naleśniki.Nadają się rownież do farszu na słodko
http://www.wielkiezarcie.com/recipe13439.html
Polecam ten przepis na naleśniki.Nadają się rownież do farszu na słodko
Hmmm....należy zmielić mięsko maszynką jak najdrobniej ,doprawić solą,pieprzem dość dobrze,ja lubię pikantnie,faktycznie dodaję też maggi ale niekoniecznie,bardzo dobrze wymieszać,uformować zgrabne porcyjki i do tego na osobnych miseczkach drobno pokrojone korniszonki i cebulka,niech sobie każdy dodaje ile chce i trochę "popracuje" nad jedzonkiem mieszając to wszystko razem:)oddzielnie daję same żółtka bo nie każdy lubi:)tak to się robi u mnie:)smacznego!
Z grubsza rzecz biorąc ziemniak jako specyjał konsumpcyjny w kuchni polskiej jest - według przypowieści - efektem wyprawy wiedeńskiej króla Jana III Sobieskiego. Polacy jednakże brzydzili się "jabłkami ziemnymi" (jak je podówczas nazywano) i traktowali je bardziej jako rośliny ozdobne, aniżeli konsumpcyjne. Pod koniec XVIII wieku zaczęto produkować z ziemniaków skrobię i alkohol, co zaowocowało ekspansją upraw.
W świetle powyższego trudno uznać ziemniaka za element rodzimej kuchni. Przywędrował do niej bardzo późno i rozpowszechnił się w czasie, gdy Polska akurat znikała z map Europy na ponad 100 lat.
Nadto - pamiętając, że historię piszą zwycięzcy - nie bardzo jest prawdą, że Polska powstała jako państwo od momentu chrztu w X wieku. Prawdą jest, że istniała już dużo wcześniej - kulturę łużycką datuje się na 1300 rok przed Chrystusem. Trudno chyba uwierzyć, by społeczność umiejąca podówczas wytapiać żelazo nie posiadała zrębów państwowości. (Kiedyś napiszę o tym).
Tak więc jakieś 3000 lat przed ziemniakiem istniała kuchnia o charakterze polskim. A z dzisiejszego punktu widzenia ziemniak istnieje w niej ledwie 200 lat.
Co więc powinniśmy uznawać za produkty kuchni polskiej? Przede wszystkim dziczyznę i kasze oraz przyprawy - rodzime i orientalne, albowiem przez Polskę prowadził szlak handlowy z Orientu i przyprawy były u nas dostępne i względnie tanie.
Podsumowując, miast klopsa z ziemniakami bardziej po polsku byłoby zjeść szczupaka faszerowanego kaszą jaglaną i wątróbkami ptasimi, gulaszu z jelenia z kaszą z gryki tatarki, tudzież polewki piwnej zwanej gramatką.
Smacznego :)
W świetle powyższego trudno uznać ziemniaka za element rodzimej kuchni. Przywędrował do niej bardzo późno i rozpowszechnił się w czasie, gdy Polska akurat znikała z map Europy na ponad 100 lat.
Nadto - pamiętając, że historię piszą zwycięzcy - nie bardzo jest prawdą, że Polska powstała jako państwo od momentu chrztu w X wieku. Prawdą jest, że istniała już dużo wcześniej - kulturę łużycką datuje się na 1300 rok przed Chrystusem. Trudno chyba uwierzyć, by społeczność umiejąca podówczas wytapiać żelazo nie posiadała zrębów państwowości. (Kiedyś napiszę o tym).
Tak więc jakieś 3000 lat przed ziemniakiem istniała kuchnia o charakterze polskim. A z dzisiejszego punktu widzenia ziemniak istnieje w niej ledwie 200 lat.
Co więc powinniśmy uznawać za produkty kuchni polskiej? Przede wszystkim dziczyznę i kasze oraz przyprawy - rodzime i orientalne, albowiem przez Polskę prowadził szlak handlowy z Orientu i przyprawy były u nas dostępne i względnie tanie.
Podsumowując, miast klopsa z ziemniakami bardziej po polsku byłoby zjeść szczupaka faszerowanego kaszą jaglaną i wątróbkami ptasimi, gulaszu z jelenia z kaszą z gryki tatarki, tudzież polewki piwnej zwanej gramatką.
Smacznego :)
No to Wam powiem, że znam osobiście (i współcześnie) gościa, który poluje (kłusuje) na sarninę z dzidą. Technika łowów polega na tym, że tak długo goni sarnę, aż ją dogoni. Różnie to trwa, czasem do 4 godz. Łatwiej łapać bażanty.
A szczupaka faszeruje się w ten sposób, że nacina mu się skórę od góry, przez to nacięcie wyciąga kręgosłup i wnętrzności, faszeruje, zaszywa i zapieka.
W kuchni polskiej może też być lin (choć tu raczej bracia Madziarzy brylują), sum i karaś w śmietanie. Na przekąskę jadało się raki, a na północy śledzie pod każdą postacią. Używano też często owoców suszonych (śliwki, jabłka, gruszki) i przyprawowych (żurawina, jałowiec, brusznica).
Taka sobie zwykła kuchnia zbieracko-pasterska.
A szczupaka faszeruje się w ten sposób, że nacina mu się skórę od góry, przez to nacięcie wyciąga kręgosłup i wnętrzności, faszeruje, zaszywa i zapieka.
W kuchni polskiej może też być lin (choć tu raczej bracia Madziarzy brylują), sum i karaś w śmietanie. Na przekąskę jadało się raki, a na północy śledzie pod każdą postacią. Używano też często owoców suszonych (śliwki, jabłka, gruszki) i przyprawowych (żurawina, jałowiec, brusznica).
Taka sobie zwykła kuchnia zbieracko-pasterska.
W związku z tym, że bilans - jak mawiał Jan Kaczmarek - musi być na zero proponuję, aby jako przeciwwaga dla Pań biegających i (siłą rzeczy) spalających kalorie Pani V uroczyście je odzyskiwała poprzez utylizację wszelkiej maści batoników, lodów, ciasteczek, tudzież podobnych.
Ja i sfora - żadne z nas nie jada słodyczy - przeprowadzimy stosowną rewizję i konfiskatę na wejściu.
Ja i sfora - żadne z nas nie jada słodyczy - przeprowadzimy stosowną rewizję i konfiskatę na wejściu.
Mnie te robale całkiem przekonują ale musiałabym za każdym razem uruchamiać wyobraźnię a mogłabym nie zdążyć czując zapach świeżego ciasta;)nie pozostaje nic innego jak bieganie za sarną ,niekoniecznie w celu upolowanie tejże;)raczej dla zdrowotności i wyrzucenia w diabły tych złośliwych kalorii,które zszywają nocą moje ciuchy i rano nijak zmieścić się nie mogę;)....witam Was obżarciuchy;)
