Widok
Rower i rowerzyści
Pytanie czy rower i rowerzysta nie powinien być wyposażony?
Wyposażony - rower w światła odblaski identyfikator. Dlaczego?
Jeśli poruszaj się po ulicach to czy nie powinni spełniać wymogów jakie nakłada się na posiadacza samochodu, motoru? Może warto w tym temacie porozmawiać jak to widzą inni.
Wyposażony - rower w światła odblaski identyfikator. Dlaczego?
Jeśli poruszaj się po ulicach to czy nie powinni spełniać wymogów jakie nakłada się na posiadacza samochodu, motoru? Może warto w tym temacie porozmawiać jak to widzą inni.
Pytanie dlaczego? Tylko dlatego, że mają to inni? Wymóg oświetlenia tylko pp zmroku wydaje się rozsądny, bo rower to lekka maszyna, a w dobie lampek łatwo demontowalnych i nie tak precyzyjnie ustawianych jak w samochodzie jazda w czasie dnia na pocztę lub po lesie bez lampek ma sens.
Co do identyfikatorów, to problem byłby z zarejestrowaniem wszystkich rowerów, trzeba by zabronić przekładamia ramy, sprowadzania prywatnego, składania z części, Złomowanie razem z wyrejestrowaniem, a co z rowerami młodzieżowymi i dziecięcymi oraz plastikowymi trójkołowcami z Chin? Granice są płynne. Jakaś forma rejestracji by się przydała gdyby można ukrócić plagę kradzieży.
Już wyposażenie szosówli w dzwonek wydaje się dziwne.
Co do identyfikatorów, to problem byłby z zarejestrowaniem wszystkich rowerów, trzeba by zabronić przekładamia ramy, sprowadzania prywatnego, składania z części, Złomowanie razem z wyrejestrowaniem, a co z rowerami młodzieżowymi i dziecięcymi oraz plastikowymi trójkołowcami z Chin? Granice są płynne. Jakaś forma rejestracji by się przydała gdyby można ukrócić plagę kradzieży.
Już wyposażenie szosówli w dzwonek wydaje się dziwne.
Nie tyle w temacie, bo to co podajesz, to obecne prawo, czyli to co musi być, aby nie dostać mandatu. Jak zrozumiałem pytanie, chodziło o to co powinno być obowiązkowe.
Dla mnie z obecnego wyposażenia obowiązkowego dzwonek jest dziwny w realizacji w szosówce, choć kilka razy żałowałem, ze nie mam (rolkarze) i posługiwałem się paszczą.
Z punktu widzenia użytkownika, to mi niczego dodatkowego nie brakuje ani u mnie, ani u innych rowerzystów.
Po spojrzeniu szerszym na ruch w ogóle i na zagadnienia społeczne, można by się zastanowić nad:
- kaskami obowiązkowymi w ruchu po ulicy - niektóre kraje tak mają, inne nie (jak pamiętam, pasy w samochodach wprowadzano powoli i z oporami)
- licznikiem prędkości (albo uznaniem, że brak licznika nie zwalnia od respektowania ograniczeń, w końcu dość łatwo odróżnić, czy się jedzie 10, 20 czy 30, ale miedzy 50, czy 60 to już niekoniecznie)
- odblaski przednie
Sprawa rejestracji/identyfikacji jest nierealna, a dodatkowo bezsensowna. W samochodach chodzi o określenie właściciela bez zatrzymywania pojazdu, badania techniczne oraz haracze. Problemu kradzieży tak się nie rozwiązuje, bo sprawę własności rozwiązuje książka pojazdu, a sprawę puszczenie w obieg - przebijanie numerów i fałszowanie papierów.
Sprawa ubezpieczenia OC, którą podnoszą samochodziarze chcący zemścić się na rowerzystach z swoje stanie w korkach też jest problematyczna, bo wymagałaby ubezpieczenia rowerzysty, a nie roweru - jeśli jazda po ulicy wymagałaby wykupienia takiego ubezpieczenia, to 14-latek nie mógłby się przejechać na rowerze kolegi - popadamy w paranoję.
Rowerem jeździ się od lat 3 do 93, a po ulicy od lat 10. Wolno jeździć rowerem cudzym, rowerem mającym 60 lat i rowerem złożonym samodzielnie. Nie sądzę, żeby rejestracja miała jakikolwiek sens: przeciwwypadkowy, przeciwkradzieżowy, przeciw przestępczy (wyobrażacie sobie bandziora wyrywającego torebki z zasłoniętymi znakami identyfikacyjnymi na rowerze?)
W Polsce zaprzestano rejestracji rowerów w 1964. Ciekawe zestawienie:
http://www.starerowery.org/index.php?option=com_content&view=article&id=116:rowerowe-tablice-rejestracyjne&catid=38:historia
We Włoszech rozważa się wprowadzenie centralnej rejestracji rowerów, ze względu na kradzieże.
Problem niewątpliwie istnieje i nie kwitowałbym go cytowaniem obecnego porządku prawnego.
Dla mnie z obecnego wyposażenia obowiązkowego dzwonek jest dziwny w realizacji w szosówce, choć kilka razy żałowałem, ze nie mam (rolkarze) i posługiwałem się paszczą.
Z punktu widzenia użytkownika, to mi niczego dodatkowego nie brakuje ani u mnie, ani u innych rowerzystów.
Po spojrzeniu szerszym na ruch w ogóle i na zagadnienia społeczne, można by się zastanowić nad:
- kaskami obowiązkowymi w ruchu po ulicy - niektóre kraje tak mają, inne nie (jak pamiętam, pasy w samochodach wprowadzano powoli i z oporami)
- licznikiem prędkości (albo uznaniem, że brak licznika nie zwalnia od respektowania ograniczeń, w końcu dość łatwo odróżnić, czy się jedzie 10, 20 czy 30, ale miedzy 50, czy 60 to już niekoniecznie)
- odblaski przednie
Sprawa rejestracji/identyfikacji jest nierealna, a dodatkowo bezsensowna. W samochodach chodzi o określenie właściciela bez zatrzymywania pojazdu, badania techniczne oraz haracze. Problemu kradzieży tak się nie rozwiązuje, bo sprawę własności rozwiązuje książka pojazdu, a sprawę puszczenie w obieg - przebijanie numerów i fałszowanie papierów.
Sprawa ubezpieczenia OC, którą podnoszą samochodziarze chcący zemścić się na rowerzystach z swoje stanie w korkach też jest problematyczna, bo wymagałaby ubezpieczenia rowerzysty, a nie roweru - jeśli jazda po ulicy wymagałaby wykupienia takiego ubezpieczenia, to 14-latek nie mógłby się przejechać na rowerze kolegi - popadamy w paranoję.
Rowerem jeździ się od lat 3 do 93, a po ulicy od lat 10. Wolno jeździć rowerem cudzym, rowerem mającym 60 lat i rowerem złożonym samodzielnie. Nie sądzę, żeby rejestracja miała jakikolwiek sens: przeciwwypadkowy, przeciwkradzieżowy, przeciw przestępczy (wyobrażacie sobie bandziora wyrywającego torebki z zasłoniętymi znakami identyfikacyjnymi na rowerze?)
W Polsce zaprzestano rejestracji rowerów w 1964. Ciekawe zestawienie:
http://www.starerowery.org/index.php?option=com_content&view=article&id=116:rowerowe-tablice-rejestracyjne&catid=38:historia
We Włoszech rozważa się wprowadzenie centralnej rejestracji rowerów, ze względu na kradzieże.
Problem niewątpliwie istnieje i nie kwitowałbym go cytowaniem obecnego porządku prawnego.
Buty nie zmieniają tak łatwo właściciela jak jednoślady napędzane kończynami dolnymi. Jeśli by się w ogóle rozważało rejestrację rowerów, to nie po to, żeby dowalić finansowo (to by było niejako przy okazji), ale aby ograniczyć kradzieże. Rower jest na nie szczególnie podatny. Obowiązek rejestracji plus baza danych rowerów plus książka pojazdu uniemożliwiłaby sprzedaż rzęcha na rynku lub wysyłkowo, bo trzeba by podpisać umowę z właścicielem, choćby przerejestrowując on-line, bez użycia urzędnika.
Pytanie, czy koszty nie przerosłyby zysków.
Mnie by nie przeszkadzało, przy każdym zakupie roweru wpisać się do bazy, gdzie by byli wyszczególnieni poprzedni właściciele i wiedziałbym, że nie pochodzi on z kradzieży. Dobrowolna baza danych nie załatwia nic, bo sprzedający zawsze może powiedzieć, że się tym nie interesował, kupił w sklepie i zgubił paragon.
Także nie chodzi tu o upierdliwość procedury kupna-sprzedaży, ale o:
- koszty - akurat tu istnieje szansa, że byłyby mniejsze niż całkowite straty ponoszone z powodu kradzieży
- pierwotną rejestrację wszystkiego co jeździ. To tak, jakby w USA zarządzić pełna rejestrację broni długiej i krótkiej :)
Pytanie, czy koszty nie przerosłyby zysków.
Mnie by nie przeszkadzało, przy każdym zakupie roweru wpisać się do bazy, gdzie by byli wyszczególnieni poprzedni właściciele i wiedziałbym, że nie pochodzi on z kradzieży. Dobrowolna baza danych nie załatwia nic, bo sprzedający zawsze może powiedzieć, że się tym nie interesował, kupił w sklepie i zgubił paragon.
Także nie chodzi tu o upierdliwość procedury kupna-sprzedaży, ale o:
- koszty - akurat tu istnieje szansa, że byłyby mniejsze niż całkowite straty ponoszone z powodu kradzieży
- pierwotną rejestrację wszystkiego co jeździ. To tak, jakby w USA zarządzić pełna rejestrację broni długiej i krótkiej :)
Nie ma to jak wypowiedź czysto po polskiemu. Do tego autor wątku napisał tylko raz.
Wyposażenie rowerów w tablice rejestracyjne ma więcej wad niż zalet i ogólnie nie jest praktykowane na świecie.
Ciekawostką jest że zasadniczo każdy rower ma numer ramy ale tak naprawdę nic z tego nie wynika gdyż do nowych rowerów nie są dołączane (trudne do podrobienia) certyfikaty ich legalności.
Wyposażenie rowerów w tablice rejestracyjne ma więcej wad niż zalet i ogólnie nie jest praktykowane na świecie.
Ciekawostką jest że zasadniczo każdy rower ma numer ramy ale tak naprawdę nic z tego nie wynika gdyż do nowych rowerów nie są dołączane (trudne do podrobienia) certyfikaty ich legalności.
Buty dawniej i dziś bywają kradzione
(dziś może mniej ze względu szersze na rozpowszechnienie
wiedzy o dermatofitach i innych grzybach), np zostaw bez nadzoru na piecu mokre Wibramy w ruskim kaukaskim schronisku górskim ;-)
Pomysły na rejestrowanie rowerów i inne tego typu faszyzujące idee
mijają z rosnącą zamożnością i normalnością społeczeństw. Rower bywa tani (po kradzieży po prostu kupujemy następny, dziś to niewielka strata), a jak na maszynę jest tak długowieczny, że niemal nieśmiertelny, w każdym razie w porównaniu z innymi pojazdami. Gdyby nie głód złomu w czasie wojen światowych, na oryginalnych pennyfarthingach jeżdżono by do dziś.
(dziś może mniej ze względu szersze na rozpowszechnienie
wiedzy o dermatofitach i innych grzybach), np zostaw bez nadzoru na piecu mokre Wibramy w ruskim kaukaskim schronisku górskim ;-)
Pomysły na rejestrowanie rowerów i inne tego typu faszyzujące idee
mijają z rosnącą zamożnością i normalnością społeczeństw. Rower bywa tani (po kradzieży po prostu kupujemy następny, dziś to niewielka strata), a jak na maszynę jest tak długowieczny, że niemal nieśmiertelny, w każdym razie w porównaniu z innymi pojazdami. Gdyby nie głód złomu w czasie wojen światowych, na oryginalnych pennyfarthingach jeżdżono by do dziś.
Dwa minusy dostałem za suchą informację o Szwajcarii i Włoszech, widocznie przeciwników "faszyzujących idei". No, cóż, w wolnym kraju, szczerze mówiąc nieco anarchizującym, jak Polska, idea rejestracji się nie przyjmie.
Argument długowieczności przemawia za rejestracją (swoją drogą moje rowery miałem 6, 25 i teraz 19 lat), bo raz na jakiś czas można sobie zadać trud.
Argument bywania tanim przemawia przeciw, bo jest to asumpt do krótkowieczności i podążania za modami, nowinkami technicznymi w związku ze starzeniem moralnym. "Bywanie tanim" sprawia, że jakakolwiek rejestracja nie ma sensu. Jak ukradną telefon, to bedzie szkoda, ale można sobie kupić nowy, Mimo wszystko istnieje numer IMEI i systemy blokowania i unieszkodliwiania sprzętu. Karty kredytowe też są w pewien sposób rejestrowane i przypisane do właściciela.
Mnie osobiści wystarczyłaby możliwość unieruchamiania i doprowadzenia do całkowitej nieużyteczności ukradzionego sprzętu. Razem z ubezpieczeniem zniechęciłoby to skutecznie złodziei do kradzieży, szczególnie, że jako sprzęt "względnie tani" nie spowodowałby to opracowania nowych, droższych technik kradzieży (jak w przypadku samochodów - warto zainwestować w programistów, żeby kraść szybko i skutecznie)
Rejestracja jest bardziej skuteczna niż wszelkie łańcuchy i u-loki. Ten system zabezpieczeń waży dużo i o ile mozna sobie wozić abusa motocyklem, to przestaje mieć sens schodzenie z wagi z10 do 9 kg, gdy zaraz potem przyczepia sie 1,5 kg żelastwa, żeby można sobie było soczek przed sklepem wypić. U-lock mówi - "złodzieju, nie ukradniesz nas bez sprzętu hydraulicznego - idż gdzie indziej". A naklejka nic nie waży i mówi "nie sprzedasz mnie nigdzie poza Rosją - i nie masz po co iść gdzie indziej". tyle, że naklejka musi byc powszechna, powszechnie znana złodziejom i sie sprawdzić, na początek kilka razy spektakularnie. Czyli powszechne musiałoby być sprawdzanie, czy rower nie był kradziony, przy zakupie, powszechne musiałoby być rejestrowanie roweru przy sprzedaży. I nie musi to być rejestracja pod egidą państwa, ale inicjatywa (nawet komercyjna), w którą zaangażowałyby się sklepy, serwisy aukcyjne i którą popierałaby policja (np. sprawdzając rowery sprzedawane w komisach i na rynkach).
Ponieważ nie byłoby obowiązku rejestracji, po kradzieży naklejkę można by zerwać (da się wszystko), przebić numer ramy i puścić w obieg, ale nie przez serwis aukcyjny, czy uczciwy komis. I tu, w przypadku nie dość powszechnego systemu rejestracji, taki rower nie byłby podejrzany, a sprzedający byłby brany jedynie za anarchistę, który swojego roweru numerować nie chciał, bo mu naklejka nie pasowała do kolorystyki.
Zatem rejestracja tak - powszechna, tania i zniechęcająca złodziei
Nie mówię rejestracji obowiązkowej, służącej tylko do opodatkowania roweru. Włosi jakoś próbują to wprowadzić u siebie, problem dotyczy całego świata, bo na całym świecie kradzież roweru jest plagą. Rower to najbardziej prosząca się o kradzież rzecz. Względnie droga, często pozostawiona bez nadzoru, i w przeciwieństwie do innych pojazdów łatwa do zabrania za to w przeciwieństwie do innych pojazdów nierejestrowana.
Tak, względnie droga, bo w stosunku do samochodu tania (choć swój ostatni samochód sprzedałem za cenę bardzo marnego roweru, a najnowszy rower mam w cenie 10-letniego samochodu klasy B), ale licząc łatwość kradzieży - droga. Rozrzut cenowy dla amatora to jakieś 400 -10000. (dla tych co kupują za 30 tys. i nie są zawodnikami to chyba nadal rzecz tania)
Argument długowieczności przemawia za rejestracją (swoją drogą moje rowery miałem 6, 25 i teraz 19 lat), bo raz na jakiś czas można sobie zadać trud.
Argument bywania tanim przemawia przeciw, bo jest to asumpt do krótkowieczności i podążania za modami, nowinkami technicznymi w związku ze starzeniem moralnym. "Bywanie tanim" sprawia, że jakakolwiek rejestracja nie ma sensu. Jak ukradną telefon, to bedzie szkoda, ale można sobie kupić nowy, Mimo wszystko istnieje numer IMEI i systemy blokowania i unieszkodliwiania sprzętu. Karty kredytowe też są w pewien sposób rejestrowane i przypisane do właściciela.
Mnie osobiści wystarczyłaby możliwość unieruchamiania i doprowadzenia do całkowitej nieużyteczności ukradzionego sprzętu. Razem z ubezpieczeniem zniechęciłoby to skutecznie złodziei do kradzieży, szczególnie, że jako sprzęt "względnie tani" nie spowodowałby to opracowania nowych, droższych technik kradzieży (jak w przypadku samochodów - warto zainwestować w programistów, żeby kraść szybko i skutecznie)
Rejestracja jest bardziej skuteczna niż wszelkie łańcuchy i u-loki. Ten system zabezpieczeń waży dużo i o ile mozna sobie wozić abusa motocyklem, to przestaje mieć sens schodzenie z wagi z10 do 9 kg, gdy zaraz potem przyczepia sie 1,5 kg żelastwa, żeby można sobie było soczek przed sklepem wypić. U-lock mówi - "złodzieju, nie ukradniesz nas bez sprzętu hydraulicznego - idż gdzie indziej". A naklejka nic nie waży i mówi "nie sprzedasz mnie nigdzie poza Rosją - i nie masz po co iść gdzie indziej". tyle, że naklejka musi byc powszechna, powszechnie znana złodziejom i sie sprawdzić, na początek kilka razy spektakularnie. Czyli powszechne musiałoby być sprawdzanie, czy rower nie był kradziony, przy zakupie, powszechne musiałoby być rejestrowanie roweru przy sprzedaży. I nie musi to być rejestracja pod egidą państwa, ale inicjatywa (nawet komercyjna), w którą zaangażowałyby się sklepy, serwisy aukcyjne i którą popierałaby policja (np. sprawdzając rowery sprzedawane w komisach i na rynkach).
Ponieważ nie byłoby obowiązku rejestracji, po kradzieży naklejkę można by zerwać (da się wszystko), przebić numer ramy i puścić w obieg, ale nie przez serwis aukcyjny, czy uczciwy komis. I tu, w przypadku nie dość powszechnego systemu rejestracji, taki rower nie byłby podejrzany, a sprzedający byłby brany jedynie za anarchistę, który swojego roweru numerować nie chciał, bo mu naklejka nie pasowała do kolorystyki.
Zatem rejestracja tak - powszechna, tania i zniechęcająca złodziei
Nie mówię rejestracji obowiązkowej, służącej tylko do opodatkowania roweru. Włosi jakoś próbują to wprowadzić u siebie, problem dotyczy całego świata, bo na całym świecie kradzież roweru jest plagą. Rower to najbardziej prosząca się o kradzież rzecz. Względnie droga, często pozostawiona bez nadzoru, i w przeciwieństwie do innych pojazdów łatwa do zabrania za to w przeciwieństwie do innych pojazdów nierejestrowana.
Tak, względnie droga, bo w stosunku do samochodu tania (choć swój ostatni samochód sprzedałem za cenę bardzo marnego roweru, a najnowszy rower mam w cenie 10-letniego samochodu klasy B), ale licząc łatwość kradzieży - droga. Rozrzut cenowy dla amatora to jakieś 400 -10000. (dla tych co kupują za 30 tys. i nie są zawodnikami to chyba nadal rzecz tania)
Jakby autor wysłowił się poprawnie, to by nie było problemu.
Można się zastanawiać nad koniecznością posiadania dzwonka, bo faktycznie łatwo go zastąpić i przydaje się jedynie w kontakcie z innymi rowerzystami i pieszymi, w samochodzie raczej ie usłyszy się.
Obowiązkowy kask absolutnie nie. Nie ma też co porównywać z pasami w samochodzie, bo to dwa różne systemy i do czego innego służą.
Przede wszystkim kask jest wyłącznie ochroną osobistą nie wpływa w żaden sposób na innych uczestników ruchu. Jest to element ograniczający obrażenia, a nie przeciwdziałający wypadkom.
Pasy bezpieczeństwa chronią również współpasażerów, bo nie pozwalają na swobodne latanie po samochodzie w przypadku zderzenia i obijanie innych osób. W przypadku gwałtownego hamowania można zsunąć się z fotela, jeżeli zdarzy się to kierowcy, to traci panowanie nad pojazdem.
Obowiązkowe liczniki są nierealne, bo nie spełniają żadnych norm (trzeba by je wprowadzić), nie ma problemu z przestawieniem rozmiaru koła i masz już zaburzony pomiar, więc i tak na czuja jedziesz.
Większość i tak nie przekracza 20km/h, więc mieści się w 99% ograniczeń na drogach.
Można się zastanawiać nad koniecznością posiadania dzwonka, bo faktycznie łatwo go zastąpić i przydaje się jedynie w kontakcie z innymi rowerzystami i pieszymi, w samochodzie raczej ie usłyszy się.
Obowiązkowy kask absolutnie nie. Nie ma też co porównywać z pasami w samochodzie, bo to dwa różne systemy i do czego innego służą.
Przede wszystkim kask jest wyłącznie ochroną osobistą nie wpływa w żaden sposób na innych uczestników ruchu. Jest to element ograniczający obrażenia, a nie przeciwdziałający wypadkom.
Pasy bezpieczeństwa chronią również współpasażerów, bo nie pozwalają na swobodne latanie po samochodzie w przypadku zderzenia i obijanie innych osób. W przypadku gwałtownego hamowania można zsunąć się z fotela, jeżeli zdarzy się to kierowcy, to traci panowanie nad pojazdem.
Obowiązkowe liczniki są nierealne, bo nie spełniają żadnych norm (trzeba by je wprowadzić), nie ma problemu z przestawieniem rozmiaru koła i masz już zaburzony pomiar, więc i tak na czuja jedziesz.
Większość i tak nie przekracza 20km/h, więc mieści się w 99% ograniczeń na drogach.