Widok

Samobójcy

Czy ktoś się zastanawiał nad rosnąca ostatnio liczbą samobójstw/prób?
Jak temu zapobiegać tzn. nie tyle uniemożliwiać, gdy za późno, ale zauważać sygnały u ludzi, ich problemy, złożoność tego zjawiska.
Jednemu człowiekowi problemy wychodzą w postaci nałogów, a inny po prostu planuje, lub bez planowania kończy ze sobą.
Że przyczyny leżą nie zawsze w człowieku,.
Czynniki zewnętrzne.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Majka, tylko pamiętaj! Wybierz tego, który kupi Ci gustowne gumofilce:-))))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ta aktorka? Przecież ona młoda była,,.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Szok, to nam uświadamia, jak wiele osób pragnie żyć--a traci to życie, podczas gdy inni je sobie odbierają
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Właśnie przeczytałam.....jaka straszna szkoda:((((...młoda kobieta,troje dzieci...koszmar:(((
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anna Przybylska zmarła:-(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak naprawdę to Tylko Ty i Emerytka możecie pomóc tej dziewczynie:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Majka,oczywiście że warto rozmawiać...człowiek nie może trzymać problemów głęboko w sobie,ponieważ one nawarstwiają się i pewnego dnia człowiek wybucha,uzewnętrznia cały swój ból w postaci np autoagresji
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeszcze raz dzięki dziewczyny.
@Graszka - wcale nie jestem wielka. Zawalczyłam o szczęście dziecka i swój spokój. Krzywda fizyczna dziecku się nie działa, ale dorastanie w takiej rodzinie może wyrządzić krzywdę. Teraz ma kontakt z tatą i jest dobrze. Dziecko jest szczęśliwe.
Bardzo trudno uzewnętrznić się, gdy znasz sporo ludzi osobiście, chociażby w takim małym kawałku, jak ja to zrobiłam. Ale jeżeli miałoby to pomóc komuś, chociaż minimalnie, to warto...
A pesymizm faktycznie nabyty, kiedyś byłam optymistką....
Kiedyś traktowałam ludzi dobrze, teraz z wzajemnością....
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Majka i Emerytka....jestem pełna podziwu i bardzo szanuję kobiety,które znajdują w sobie tyle sił żeby zawalczyć o swoje szczęście i swoich dzieci.
Jeszcze raz szacun dla Was kobiety:)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ale już wiem czemu jesteś pesymistką. Dużo miłości od jakiegoś miłego faceta byłaby wskazana.Tego Ci życzę
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Majka,dobra duszyczka to z Ciebie jest!! Jesteś Wielka!!!
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
dzięki dziewczyny.
@Graszka - przeszłam bardzo dużo, o wiele więcej niż tu opisałam. Tak naprawdę po odejściu mój koszmar dopiero się zaczął, ale i to przezwyciężyłam. Szczerze, nigdy nie przypuszczałam, że będę miała w sobie tyle siły.
Niemniej jednak odbija się to na psychice bardzo i cały czas się z tego "leczę". Jak powiedziałam mam dobre dusze koło siebie i dużo to daje, czasami się sama dziwię, że nie mają mnie dość...
A w spełnienie marzeń niestety już nie wierzę... ale może i tego się nauczę
Kiedyś traktowałam ludzi dobrze, teraz z wzajemnością....
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oj Majeczko przeszłaś trochę w życiu.Te wydarzenia wzmocniły Cię psychicznie,jesteś otwartą kobietą.Dla Ciebie również wielki szacunek,niech się spełnią Twoje marzenia:-)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Kobiety, wbrew temu co czasem same myślą albo inni usiłują im wmówić, są bardzo silne:)...Majka i Emerytka są tego ewidentnym przykładem,szacunek dla Was i motywacja dla innych kobiet stojących na rozdrożu.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
@obojetna - Twoja historia jest prawie wypisz wymaluj, jak moja. Z tym, że mój mąż nie był alkoholikiem, inny powód, ale o tym nie będę tu się rozpisywała. Ty piszesz, że rok temu już powinnaś odejść, ja tkwiłam w tym 3 lata (ogólnie małżeństwo trwało znacznie dłużej, ale mówię tu o "ciężkiej" sytuacji). Nie umiałam znaleźć w sobie siły, aby odejść. Próbowałam, nie umiałam. Było dokładnie, jak u Ciebie, ja martwiłam się, jak on da sobie radę, jak mnie nie będzie. On nie martwił się ani o mnie, ani o dziecko. Byłam winna za zło całego świata. W końcu w to uwierzyłam. Jednak przelała się czara goryczy. Podjęłam decyzję i odeszłam. Było to 3 lata temu. Oczywiście bałam się, jak dam sobie radę sama z dzieckiem itd. Daję radę. Pierwszy rok zamknęłam się w czterech ścianach, oczywiście chodziłam do pracy, zajmowałam się dzieckiem, ale nie wychodziłam nigdzie dla rozrywki, nie spotykałam się ze znajomymi, których w większości straciłam. Potem coś się zmieniło, otworzyłam się, zaczęłam wychodzić z domu. Teraz mam wielu znajomych (również z tego forum). Kolega mi powiedział, że nie zna drugiej osoby, która by się zmieniła, tak, jak ja. Zarówno z zachowania, jak i wyglądu. Na to potrzeba czasu i chęci.
Nie jest tak różowo, ten związek nadal odbija się na mojej psychice, nadal staram się nad tym pracować i całe szczęście znaleźli się ludzie, którzy chcą mi w tym pomóc. Przyznaję nie zawsze umiem to docenić, nie zawsze chcę. Czasami lepiej i bezpieczniej wydaje mi się zamknąć z powrotem w swojej skorupie. Wiem, że niektóre z tych osób pewnie to przeczytają, więc tu chciałabym napisać im "dziękuję :-)".
Myślę, że nie zrozumie tego ktoś, kto przez to nie przeszedł, ale ja Ciebie rozumiem doskonale. I wiem, że można. Daję sobie radę lepiej niż myślałam. I zrobiłam to właśnie przede wszystkim dla dziecka, chociaż dla siebie też. I naprawdę nie żałuję.
Życzę powodzenia i trzymam kciuki.
Kiedyś traktowałam ludzi dobrze, teraz z wzajemnością....
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Emerytko,jestem pełna podziwu dla Ciebie...
Szkoda że masz za sobą dwa nieudane związki. Jednak musiałaś podołać wszystkiemu i dałaś radę.Wielki szacunek! Dużo zdrowia teraz życzę i zasłużonego odpoczynku:-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Każdy ma prawo do szczęścia, więc zacznij walczyć o nie.
Nie bądź OBOJETNA, na swój los, bo odpowiadasz też, za szczęśliwe dzieciństwo swojego dzieciaczka.
Gdybym Ci napisała, co przeszłam w swoim życiu, to poczułabyś się szczęśliwa, pomimo tego co Ciebie spotkało.
Ja sparzyłam się dwa razy.
Z małżonkiem, który był nieodpowiedzialnym facetem, a później z partnerem, który w zachowaniu, był bratem bliźniakiem tego pierwszego, czyli ślubnergo.
Z mężem miałam trzech synów, gdy zostałam wdową, myślałam, że nikt mnie nie zechce, dlatego jaka ja byłam szczęśliwa, gdy spotkałam mężczyznę, który zechciał mnie z moim "dobytkiem"
Początki były cudowne, dopóki w Stoczni nie spotkał takich, co to z butelką wzięli ślub.
Jednak znosiłam wszystko, bo dzieci kochały go jak ojca, którym dla nich był.
Miał jeden wielki plus, kochał moich synów i nigdy nie zrobił im krzywdy w sensie fizycznym.
Miałam z nim dwójke dzieci, których nigdy nie wyróżniał, wszystkie traktował jednakowo.
Zmarł, gdy najmłodsza moja pociecha nie miała jeszcze trzech lat, a nastepne dziecko miało pięć, najstarszy miał dwanaście lat.
Więc uwierz mi, że miałam gorzej od Ciebie, ale dzisiaj wspominam te czasy z rozrzewnieniem, bo wtedy, chciało mi się walczyc o wszystko,
a były to ciężkie czasy. Jestem sama od 1987 roku i od tamtej pory, nie szukałam sobie nikogo, bo moje dzieci były dla mnie najważniejsze.
Pracowałam fizycznie, musiałam młodsze dzieci zawieźć do przedszkola, starsze do zerówki i zdążyć do pracy.
Dzieci praktycznie chowały się same, bo ja wiecznie gdzieś chodziłam "dorobić" sprzątaniem u ludzi, od których miałam pomoc materialną, bo byli to ludzie zamożni.
Chciałam, aby moje dzieci nie były gorsze od innych.
Dzisiaj mam w nich wsparcie, mogę zawsze liczyć na moje dzieci, a synowe też trafiły mi się wspaniałe, o dobrych sercach.
Chce mi się żyć, chociaż fizycznie niedomagam, ale gdy patrzę na ludzi, którzy jeżdżą na wózkach, lub są po amputacji kończyn, to czuję się szczęsciarą, która wygrała kumulację szczęścia, nie grając w żadne gry.
Wierzę w Ciebie, że dasz radę, tylko daj sobie szansę:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak Art:) tylko problem tkwi w tym, że partner Obojętnej, doprowadził ją do takiego stanu załamania, że nie do końca wierzy, że może być jej lepiej samej.
Obojętna, pomyśl o swoim maleństwie. Jeżeli będzie się wychowywać z takim ojcem, to jest wysokie ryzyko, że będzie miało syndrom DDA.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Czasem jeszcze sie lapie na tym ze jakby czekam na to kiedy sie to skonczy, jak gdybym miala tylko dziecko pod opieka i po chwili uswiadamiam sobie ze to sie juz nie zmieni, ze moje dawne zycie juz nie wroci."
Wrócić nie wróci,ale przyszłe przyszłe życie od Twoich dzisiejszych decyzji.Wiem że ciężko jest rzucić kogoś kogo się kocha,tylko zadaj sobie też pytanie czy on Cię kocha,czy może kocha Cię wykorzystywać do realizacji swojego celu.Jeżeli tkwisz w takiej sytuacji,to jak ma Ci się podnieść samoocena?No i w ogóle przemyśl może czy to jeszcze jest związek,bo słabo to wygląda.Też kiedyś ślepo w takim czymś tkwiłem,wiedząc że to fikcja,z dzisiejszej perspektywy(jestem od 5 lat sam)wiem że to był błąd,ale absolutnie bym do tego nie wrócił,dlatego że owszem,początek po rozstaniu był ciężki,czasami nawet bardzo,w ogóle to było jak szok.Mi też nie chciało wychodzić się z domu,najlepiej było by się zamknąć i myśleć gdzie popełniłem błąd.Myślałem że nie dam rady.Też miałem ze sobą dzieciaka,starszego niż Twój i czy chciałem czy nie,musiałem sie przemóc bo przecież trzeba było szkołe załatwić,lekarza,ugotować obiad,pójść na podwórko itd,często też pomagali ludzie od których pomocy się wcześniej w ogóle nie spodziewałem.Znajomych znajdziesz tak samo jak znalazłaś poprzednich.Wiem że to jest ciężko,ale nikt nie ma prawa Cię nie szanować,a jeżeli próbuje to kopnij go w d...e
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Terapia dla współuzależnionych, w tym grupowa, w poradni odwykowej może Ci.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Grajdołki (205 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

do góry