Widok

Samobójcy

Czy ktoś się zastanawiał nad rosnąca ostatnio liczbą samobójstw/prób?
Jak temu zapobiegać tzn. nie tyle uniemożliwiać, gdy za późno, ale zauważać sygnały u ludzi, ich problemy, złożoność tego zjawiska.
Jednemu człowiekowi problemy wychodzą w postaci nałogów, a inny po prostu planuje, lub bez planowania kończy ze sobą.
Że przyczyny leżą nie zawsze w człowieku,.
Czynniki zewnętrzne.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Myślę, że samobójcom nie zależy na tym, żeby stracić życie. Zależy im, aby przerwać te męki, które przeżywają. Niestety prawda jest inna.
Człowiek, który odchodzi z naszego świata, pozostawia swoim bliskim wiele nie pozałatwianych spraw życiowych, formalności...Nie mówiąc o tym jaki sprawiają ból, żałobę, wstyd.
Nie do końca zgodzą się z tym, że nikomu nie zależy aby takiemu człowiekowi pomóc.
Prawda jest często taka, że osoby pragnące odebrać sobie życie nie zawsze wie gdzie ma zgłosić się o pomoc, twierdzi że i tak nikt i nic mu nie pomoże, bo problemy które go gnębią są tak wielkie, że nie ma praktycznego rozwiązania na nie.
Często bywa też tak, że przyszli samobójcy boją się, że jeżeli powiedzą komuś o swoich problemach, to zostanie odrzucony ze swego środowiska, wyśmiany albo będą minimalizować jego problemy---one nie znikną, a smutek i żal zwiększy się...
Nie wszyscy mają do kogo zwrócić się o pomoc, o rozmowę---to prawda.
Trzeba jednak wykazać się pewną odwagą, żeby poprosić o pomoc bliskich, zadzwonić na telefon zaufania, wyjść do ludzi, zagadać kogoś.
Trzeba wykazać się wielką odwagą żeby żyć i stawiać czoło problemom.
Jednak, gdy już uda nam się chociaż w części je zminimalizować,
możemy być z siebie dumni.
Życie wielu z nas nie zawsze jest usłane różami...każdy dźwiga własny krzyż i tylko od nas zależy, czy znajdzie się ktoś, kto ten krzyż pomoże nam nieść.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ww--a Tobie życzę z całego serca, abyś dał radę stawić czoło przeciwnościom losu...to super, że w ostatnich chwilach oprzytomniałeś i pomyślałeś o bliskich Ci osobach...Dzięki tym trzem osobom, które pomogły Ci podnieść się--wykazałeś się odwagą i masz siły by walczyć.
Twoi bliscy liczą na Ciebie, nie zawiedź ich:-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Graszka ma sporo racji. I posluze sie tu swoim przykladem. Bardzo czesto ostatnio jedne o czym marze to by moje nedzne zycie sie skonczylo. I jak to zostalo juz napisane nie chodzi o to ze nie lubie zycia tylko wlasnie przychodzi taki czas ze problemy staja sie tak ogromne ze taka droga wydaje sie jedyna by sobie ulzyc. Wtedy juz nie mysli sie w ten sposob czy aby taki wybor nie sprawi problemow innym. Liczy sie tylko to co czuje ja i nic wiecej. Dla osoby z boku czesto te problemy wydaja sie zwyklymi codziennymi i w cale niegorszymi niz problemy reszty spoleczenstwa a mi nie pozwalaja juz funkcjonowac. Co jeszcze mnie trzyma? Pozostalosci nadziei. Nadziei na to ze moze jednak od jutra bedzie lepiej, ze moze jednak ktos wyslucha mnie i sprawi ze poczuje sie choc troche lepiej by przetrwac kolejny dzien. Resztkami sil mysle sobie a co jesli dzisiaj to zrobie a jutro los przewidzial dla mnie jakas zmiane. Wtedy sie nie przekonam. Nie uwazam tez do konca ze samobojstwo jest tchorzostwem. Trzeba bardzo wiele odwagi by to zrobic. Bo co jesli sie nie uda? Jak zyc z tym wstydem?
Co z proszeniem o pomoc? Ja probowalam.. Ale tu jedna rozmowa nie pomoze a ile mozna komus mowic w kolko o jednym i tym samym? Szczesliwych ludzi w koncu sluchanie tego nudzi, rodzina uwaza ze to wyolbrzymianie. Psycholog? Bylam kilka razy az w koncu przestawalam mowic wszystko i udawalam ze jest juz dobrze. Dlaczego? Bo bylo mi wstyd tego ze probuje rozwiazac swoj problem a mimo to nadal brne w to dalej. W tym konkretnym przypatku chodzi o milosc. Ja kochalam, bardzo, on niby tez ale klamal, pil. Jak pil, choc pozniej to i nawet bez tego, to wyzywal ponizal obrazal potrafil uderzyc zdradzac a co ja robilam? Wyrzucalam go z domu po czym jeszcze sie martwilam czy mu nie zimno bo bluzy nie wzial. Mijal tydzien czasem dwa i wybaczalam. Wiec ile razy mozna gadac psychologowi ze sama sobie funduje ten problem? Oczywiscie do tego dochodzily inne problemy typu finanse rodzina. Zawsze bylam silna ale przyszedl czas ze problemy mnie przerosly i nie potrafie z nich wybrnac. Nie pamietam kiedy bylam szczesliwa kiedy sie smialam a i nawet muzyki nie potrafie slucha bo jak kiedys zawsze mi poprawiala humor tak teraz mnie przygnebia.

Latwo jest wypowiadac sie komus teoretycznie ale nie zycze nikomu by kiedykolwiek w takiej sytuacji sie znalazl.
Ja jeszcze walcze, czy mi sie uda tego nie wiem. Dzis wlasnie taki wieczor mialam. Znow bylo bardzo zle. Tym razem moja uwage odwrocilo pisanie tutaj. Oby i jutro znalazlo sie cos lub ktos..
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wielkim problemem u Ciebie jest chyba chwiejna sytuacja między Tobą a partnerem. Nie chcesz z nim być, a z drugiej strony boisz się że zostaniesz sama, a także wydaję Ci się, że z nim jest Ci źle, a bez niego jeszcze gorzej...
Pamiętaj, że jeżeli ktoś, kto jest bliski Twemu sercu, nie szanuje Cię, wręcz poniża, sprawia, że Twoja samoocena spada do parteru...
Jesteś od niego uzależniona, nie nazwałabym tego miłością, ponieważ poważny związek nie polega na tym, by być czyjąś własnością. On obieceuje ze się zmieni, Ty dajesz mu kolejną szansę, a na koniec końców i tak przez jego poczynania lądujesz w bagnie...Taka osoba nie jest warta Ciebie, Twojej uwagi, a tym bardziej łez!
Musisz to przerwać, dla swojego dobra. Nie martw się o niego, on sobie doskonale poradzi bez Ciebie.
Spróbuj wyjść do ludzi, nie zamykaj się w sobie...
Życie staje przed Tobą z otwartymi ramionami, korzystaj z jego dobrodziejstw, a tego faceta olej...on nie jest dla Ciebie, jest pełno fajniejszych mężczyzn wokół.

Na początku b
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Na początku będzie Ci się wydawać, że jest ciężko, a nawet ciężej niż było,potem będzie tylko lepiej. Powodzenia:)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
nie czekaj na wiatr zmian bo ty jestes wiatrem...
jesli szukasz milosci to znajdz te do samej siebie...
NIC nie pochodzi z zewnatrz a WSZYSTKO jest w tobie...

Tresujac psa musimy uwazac czego go uczymy.
Trudno pozniej wymagac od niego innych zachowan...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Graszko, masz rację, że powinna zostawić tego faceta, ale sama z autopsji wiem, jakie to ciężkie, gdy się kocha.
Ale trzeba sobie zadać pytanie, za co się kocha, co ta druga osoba robi dla nas, czy tylko po alkoholu jest agresywna?
Wiem z własnego doświadczenia, bo trwałam w związku bez przyszłości, ale miałam dwoje dzieci i myślałam, że sobie nie dam rady.
Pił, bił, wyzywał, a w chwilach trzeźwości, deklarował miłość i prosił o wybaczenie.
Ileż razy podejmował leczenie odwykowe, a ja dostawałam nadzieję na wyrost.
Dzisiaj, nie wiem, dlaczego trwałam w takim koszmarze.
Gdy odważyłam się na zerwanie tego związku, mój partner i tak, mieszkał w moim mieszkaniu, bo był w nim zameldowany.
Tylko, że wtedy już nie bałam się go, to ja byłam górą, bo był ode mnie zależny.
Jego śmierć uwolniła mnie od niego, ale do dzisiaj czuję żal, że zbyt długo nie widziałam siebie i dzieci, wpatrzona w swoją "miłość"
Teraz wiem, że najważniejszą osobą dla siebie, jestem ja sama.
Dzieci zakładają rodziny, mają własne problemy, partner może odejść, zdradzić.
Każdy ma swoje życie, a ja mam siebie i nie zmierzam nigdzie odchodzić.
SAMOBÓJSTWO, to ważny temat, bo dotyczy coraz szerszej rzeszy ludzi.
Młodzi popełniają je, bo zawiodła miłość.
Bankructwo też bywa impulsem do takiego czynu.
Kłopoty finansowe, eksmisja, choroba nieuleczalna, to tylko niektóre powody, a przecież nie żyjemy na pustyni, mamy obok siebie ludzi, wśród których należy szukać pomocy.
Jestem singlem od wielu, wielu lat i wcale nie jest mi źle, a gdy widzę, co się dzieje wokół, to myślę, że jest mi bardzo dobrze.
"Na nieszczęścia mogą skazać nas inni, na miłość skazujemy się sami."
[Caprio Lope de Vega]
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Emerytko, sama widzisz, ile lat zmarnowałaś będąc w toksycznym związku.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Obojętna,alkohol to jego problem,a pozostałe z tego wynikają.Zauważ że wszystko prowadzi do tego żeby mógł się napić,właśnie chyba dlatego że wie że go kochasz i że nie poniesie trwałych konsekwencji.Strasznie samolubny gość.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Emerytka51....czasu nie cofniesz ale mądrą decyzję podjęłaś i cieszę się,że jesteś szczęśliwa...dużo dobrych dni Tobie życzę:)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Widzę, widzę i do dzisiaj nie wiem, co ja w nim widziałam i za co kochałam.
Ale musiało upłynąć wiele lat, abym doszła do takiego wniosku.
Pewnie zafascynowało mnie opakowanie i było mi obojętne, co będzie w środku.
Najważniejsze, że zatargałam "paczkę" na chatę i długo nie rozpakowywałam, ciesząc się, że ją mam.
Czułe słówka, powodowały zaćmienie mojego umysłu, które on skrzętnie wykorzystywał.
Ważniejsze są czyny niż słowa, ale do tego trzeba dorosnąć.
Moje dorastanie trwało długo, ale dało efekty.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Emerytko, co Cię nie zniszczyło-to Cię wzmocniło...
Gdyby człowiek miał kiedyś ten sam rozum co teraz, ale to niemożliwe juz:-/
Dobrze, gdyby Przeczytała twój post forumowiczka o nicku Obojętna
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Art. No tak nie do konca zgodze sie z tym, co mowisz. Bo co innego produkt, a co innego uzzaleznienie sie od niego. Moze sie myle, ale to jest tak jakby powiedziec, ze samochod albo noz spwodowal tragedie. A przeciez kazdy produkt do czegos sluzy. Potwierdz lub zaprzecz - wina tkwi w czlowieku. Czlowieka decyzje - oczywiscie te niekorzystne - wprawiaja w ruch machine nieszczesc. Jesli wszelkimi naszymi wysilkami jej nie powstrzymamy, to nie mozemy liczyc na sukces. Jest takie powiedzonko ,wlacz myslenie' - jestesmy nim obdarzeni, jednak nie wszyscy, a juz na pewno nie zawsze z niego korzystamy. A wynikiem tego sa tragedie wlasne oraz tych, ktorzy zyja obok nas. Trudno zatem dziwic sie tym, ktorzy bedac slabszymi psychicznie, w pewnym momencie traca nadzieje na lepsze dni. Ten co przez swoj nalug i glupote sprawia taki bol, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swych czynow. Najwiecej pomocy i wysluchania potrzebuja ofiary i do nich trzeba wyciagnac pomocna dlon. Sprawca mozna zajac sie potem, by i jego wyciagnac by zauwazyl i zrozumial do czego doprowadzilo go uzaleznienie. Moze uruchomi myslenie i poruszy sumienie - miejmy nadzieje.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Acha. I jeszcze jedno - alkohol to nie jest problem tylko jego, to jest problem, ale nas wszystkich. Zauwaz co wyrazilem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Art miał pewnie na myśli alkoholizm,napisał alkohol,ale miał na myśli uzależnienie..popraw mnie Art jeżeli się mylę
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Graszka tak chodziło mi oczywiście o alkoholizm,bo to jest problem a nie alkohol sam w sobie.
Tekwar,myślę że sprawcą nie można zając się potem,bo dopóki on będzie alkoholikiem to zawsze będą koło niego ofiary,chyba że będzie samotny.
A alkoholik zawsze będzie dążył do tego żeby się napić bez wzgledu na cenę jaką musi zapłacić on lub jego rodzina.Najpierw należało by chyba zlikwidować przyczynę(alkoholizm)a potem zająć się resztą.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeżeli partner/małżonek jest alkoholikiem, to terapii potrzebuję nie tylko on, ale współmałżonka a nawet dzieci
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No wszyscy,ale jak współuzależnionych wyleczysz a później muszą wrócić do alkoholika to to nic nie da.Najpierw trzeba jego.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wszyscy jednym słowem wymagają terapii
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Owszem w tym momencie sytuacja z "partnerem"(choc to za duze slowo) przelala czare goryczy. Ja doskonale zdaje sobie sprawe z sytuacji w jakiej sie znalazlam, z tego ze uzaleznilam sie od wlasnego oprawcy.
Ale to jest takie proste tylko w teorii. Problemem jest to ze nadal kocham bardzo i to ze chyba boje sie byc sama. Za co kocham? Nie wiem.. Kocham chyba wspomnienie po nim. Podobalo mi sie ze byl facetem ktory kiedys wydawal mi sie nieosiagalnym, podobalo mi sie to ze podobalam mu sie taka jaka jestem mimo wielu wad, bardzo podniosl wtedy moja samoocene (do czasu). Milosc jest bardzo slepa. Na prozno szukac w niej logiki. Ten zwiazek powinien sie skonczyc juz ponad rok temu. Przez ponad poltora roku naszego zwiazku prawie wcale nie pracowal, prawie nie opuscil dnia zeby nie napil sie piwa. Malo tego czesto pil za moje. Doszlo do tego ze sama mu kupowalam tylko dlatego by nie poszedl i nie zginal z kolegami ktorzy postawia.
W tym momencie moja samoocena spadla do zera. Zniszczyl mnie psychicznie. Calkowicie. Sprawil ze ja czuje sie winna tego jak ten zwiazek wygladal. Sprawil ze czuje sie nie warta nikogo innego. Na wiele ja mu pozwolilam. Nauczyl sie tego ze on mnie zgnoi a ja i tak przyjme go z otwartymi rekoma.
Mam nie najgorsza prace, mam dobre wyksztalcenie a znizam sie do poziomu patologii jaka on jest.
Kiedys wydawalo mi sie ze moge mu pomoc, ze z moja pomoca wroci na wlasciwa droge w zyciu. Podjelam decyzje ktorej bardzo zaluje choc nie powinnam pewnie tak mowic. Zdecydowalam sie na dziecko z nim, on tego tez bardzo tego chcial. Chcial rodziny (wlasnej nie ma). Bylam naiwna. Teraz synek ma 3 miesiace a ja znow sama siebie oszukuje ze przeciez dziecko musi miec ojca. Tylko ze co to za ojciec? Owszem moze i dzieckiem sie zajmowal ale nigdy nie bedzie dla niego przykladem.
Boj sie bardzo samotnosci, boje sie porzucenia, tego ze zostane sama z dzieckiem. W ostatnim czasie dowiedzialam sie bardzo wiele rzeczy o naszym zwiazku. Zalamalam sie. Nie wiem czy choc polowa tego co mowil,robil bylo prawda. Udawal ze wychodzil do pracy ktorej nie bylo, jezdzil do kolegow ktorzy byli w rzeczywistosci kolezankami, kase bral od bylej dziewczyny. W takich chwilach wpadalam w rozpacz. Chcialam cokolwiek zrobic ze swoim zyciem byle tylko nie myslec. Wyrzucilam go z domu i plakalam jeszcze bardziej bo go nie bylo.
Bardzo bym chciala moc sie od tego uwolnic. Chcialabym znalezc w sobie tyle sily by przetrwac bez niego. Tylko ze sama nie potrafie.
Wycofalam sie z zycia. Stracilam znajomych, nie potrafie utrzymac znajomosci. Nie raz umawialam sie z kolezanka by wyjsc gdzies sie troche oderwac od tego a w ostatniej chwili odwolywalam bo nie mialam sily wyjsc z domu. Teraz nawet wyjscie z dzieckiem to dla mnie ogromny wysilek i mobilizacja. Niestety nie dziala na mnie chyba ta matczyna milosc ktora powinna dac mi sile do zycia. Moze jestem zla matka. Czasem jeszcze sie lapie na tym ze jakby czekam na to kiedy sie to skonczy, jak gdybym miala tylko dziecko pod opieka i po chwili uswiadamiam sobie ze to sie juz nie zmieni, ze moje dawne zycie juz nie wroci.
Wiem ze moim problemem nie jest sam zwiazek. Moje problemy ciagna sie juz z lat dzieciecych. Pewnie bylabym sporym wyzwaniem dla psychologa.

Takie historie jak Emerytki daja mi mala iskierke nadziei ze z tego da sie uwolnic. Kazdego dnia w glebi ducha czekam na to ze spotkam kogos na swojej drodze kto bedzie dla mnie takim wsparciem bym z tego wyszla. I nie mam tu na mysli zwiazku kolejnego tylko poprostu bratniej duszy. Osoby ktora zajmie mi czas w najgorszych chwilach bym nie musiala o tym myslec, takiej ktora wyslucha 10 raz tego samego.

A co do pomocy takim osobom to czesto bardzo ciezko to dostrzec. Ja do perfekcji nauczylam sie grac, udawac przed wszystkimi ze jest dobrze.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Grajdołki (211 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

do góry